Międzynarodowe sympozjum zgromadziło w 2016 r. blisko 160 najlepszych znawców objawień fatimskich z całego świata. Stanął przed nimi portugalski świecki teolog i powiedział, że... oni w ogóle nie znają Fatimy! Czy dziwi, że po sali przebiegł szmer oburzenia? Młody doktor mariologii powtórzył: „Orędzie znają tylko Łucja, Hiacynta i Franciszek. Te dzieci przyjęły Fatimę w środowisku łaski. Dlatego zmieniła ona ich życie. Uczyniła świętymi. Może wiemy dużo o Fatimie, ale ona w naszym życiu niewiele zmieniła. Nie mówiąc o świecie...”.
Wyobraźmy sobie, że idziemy przez miasto i nagle spada na nas ściana wody – coś gorszego niż oberwanie chmury. Jesteśmy tak mokrzy, jakby ktoś wrzucił nas do rzeki i jeszcze głowę wcisnął pod taflę wody. Nagle widzimy przed sobą wielką suszarkę. Wystarczy przez nią przejść, a każdy będzie suchy! Kto by nie skorzystał z takiej okazji... Wchodzimy cali mokrzy, przechodzimy przez suszarkę i wychodzimy... cali mokrzy. Co jest? Przecież każdy wychodzący z suszarki powinien być suchy. W tym celu to urządzenie stoi na rynku! Okazuje się jednak bezcelowe, bo nie działa. Nie działa – bo nie podłączyliśmy go do prądu. Nie ma w nim środowiska łaski... I ma miejsce „czarny cud”...
Fałszywe podejście
Fatima to zbawcze orędzie. Jeśli nie budzi w nas głodu Boga i nie nagli do nawrócenia, to znak, że odcięliśmy Fatimę od łaski i objawienie przestało pełnić zaplanowaną przez Boga misję. Pozostały ciekawostki, wróżby, sensacje, a co najgorsze – bywa, że Fatima zaczyna pełnić misję zaplanowaną przez przeciwnika odkupienia. Nie tylko nie działa, ale też zaczyna niszczyć Kościół.
Co się dzieje? Zamiast przyjąć orędzie fatimskie jako zaproszenie na drogi zbawienia traktujemy je jako „sensacyjny news” i łatwo sięgamy po tematy podsuwane przez ojca kłamstwa. Zamiast nawracać się dziś z wypiekami na twarzy pytamy, co będzie jutro. Zamiast słuchać, co mówi Kościół, słuchamy tych, którzy szepcą nam do ucha, że Kościół kłamie, że coś zataja, że nas oszukuje, że jest winien wojen, że nieważne jest poświęcenie Rosji w 1984 r., że trzeci sekret jest zafałszowany, że istniała druga s. Łucja! Jeśli choć odrobina z tego byłaby prawdą, Kościół byłby dziś sługą Antychrysta! Nic dziwnego, że ci, którzy wierzą w prawdziwość tych kłamstw, odchodzą od wspólnoty wiary.
Głos s. Łucji
Może warto przypomnieć, że s. Łucja dopytywana o proroctwa i wizje przyszłości niezmiennie mówiła: „Wróćcie z tym pytaniem, gdy już odrobicie całą lekcję fatimską zadaną wam na dziś. Gdy wypełnicie to, co zostało wam już zadane, usłyszycie to, co zostało wam zapisane...”.
Niestety, wolimy zaspokoić ciekawość niż uobecnić Fatimę swoim życiem.
Wołamy do nieba
Od tamtych objawień minął wiek. W obecnym kryzysie wiary i cywilizacji znów – jak przed stu laty – potrzebujemy pomocy z nieba. Patrząc po ludzku, świat przez wieki budowany w oparciu o wiarę w Boga na naszych oczach zamienia się w ruinę i nikt nie jest w stanie zatrzymać tego procesu. Nic dziwnego, że ludzie coraz głośniej wołają do Boga o ratunek.
Poniekąd wołają na próżno...
Zestaw ratunkowy czeka
Bóg nie da nam niczego nowego. Raz jeszcze wskaże na Fatimę. To ratunkowy zestaw, który dał nam przed stu laty, a myśmy go nawet nie rozpakowali. Może – jak wspomniani eksperci – wiemy wiele o Fatimie. Tylko że nie o wiedzę tu chodzi. Doskonała znajomość tego, w jaki sposób tworzy się program antywirusowy, nie zda się na nic, jeżeli ktoś go nie napisze i nie wprowadzi w sieć komputerową. Tak i Fatima – nic nie da wiedza o niej, jeśli jej łaska nie zostanie wprowadzona w życie świata.
Czas podłączyć Fatimę do prądu łaski
Gdyby ratunkowy zestaw został użyty przed stu laty, bylibyśmy dziś w zupełnie innym miejscu. Gdyby został użyty w poprzednim pokoleniu, wokół nas kwitłaby dziś wiosna chrześcijaństwa. Gdybyśmy zaczęli żyć orędziem fatimskim, stalibyśmy się świadkami Bożej ingerencji w życie świata.
Może wrogowie Kościoła oddychają z ulgą, bo fatimski zestaw ratunkowy pokrywa kurz. Czas go zdmuchnąć i wreszcie wprowadzić orędzie w krwiobieg Kościoła i świata.
Jedno z najchętniej odwiedzanych sanktuariów w Polsce. Miejsce szczególnie związane z osobą św. Jana Pawła II, ale także ostatnio beatyfikowanego kard. Wyszyńskiego. Oto Krzeptówki – Polska Fatima w Zakopanem.
Kustoszami są tutaj pallotyni. W świecie pallotyńskim to miejsce jest najbardziej rozpoznawalne. Kult fatimski, kult św. Jana Pawła II i propagowanie jego nauczania – to przyciąga. Zachęca już sam fakt, że sanktuarium zostało zbudowane jako wotum wdzięczności za ocalenie naszego świętego papieża i w konsekwencji przez niego samego konsekrowane. – Z Krzeptówkami miałem kontakt od końca lat 80. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś będę tutaj pracował. Jeszcze więcej – ponosił za to miejsce odpowiedzialność. Oczywiście gdzieś w sercu nosiłem takie marzenie, pragnienie. I tak się stało, że z woli przełożonych powierzono mnie razem z moimi współbraćmi odpowiedzialność za misję tego miejsca – mówi w rozmowie z Niedzielą ks. Marian Mucha, kustosz sanktuarium.
O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić
czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku
do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.
Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym,
i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter.
Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez
warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest.
Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem
w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości.
Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest
w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi
ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło
i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość
Panu Bogu".
Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często
są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet
stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla".
Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się
nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość,
bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali".
Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności
w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności
są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy.
Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest
miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.