Reklama

Od początku…
czyli o stosunkach polsko-izraelskich

2019-05-08 08:12

Rozmawia Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 19/2019, str. 38-39

©simbos - stock.adobe.com,

Z Janem Krzysztofem Ardanowskim – ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, posłem na Sejm RP, przewodniczącym Polsko-Izraelskiej Grupy Parlamentarnej, współautorem książki „Z głębokości wołam do Ciebie”, opisującej los Żydówek prześladowanych przez Niemców na ziemi dobrzyńskiej – rozmawia Mateusz Wyrwich

MATEUSZ WYRWICH: – Czym w praktyce zajmuje się Polsko-Izraelska Grupa Parlamentarna, która liczy ponad stu polskich posłów?

JAN KRZYSZTOF ARDANOWSKI: – Nasza grupa, podobnie jak jej izraelski odpowiednik, zajmuje się podtrzymywaniem kontaktów między naszymi narodami. Ze strony izraelskiej przewodniczy grupie Yehiel „Hilik” Bar, który jest jednocześnie wiceprzewodniczącym Knesetu. Ja sam odbyłem już kilka rozmów z p. Barem, podobnie jak nasi posłowie z posłami z tamtej strony. Uczestniczyliśmy też w spotkaniach „grup przyjaźni” przedstawicieli całego świata z Państwem Izrael. Podczas tych spotkań mówiłem o potrzebie poprawy stosunków polsko-żydowskich.

– Jakie najważniejsze sprawy są w tej chwili do załatwienia między naszymi państwami?

– Spraw jest kilka, niektóre zgłaszane już od dłuższego czasu. Pojawiły się również nowe – w związku z wyborami w Izraelu i niechętnymi Polsce wypowiedziami ważnych polityków. W Izraelu istnieje pokusa obarczania Polski i Polaków odpowiedzialnością za Holokaust, co, oczywiście, nie odpowiada prawdzie. Na szczęście taka opinia spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem zarówno z naszej strony, jak i ze strony przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów Ronalda Laudera, naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha czy też byłego ambasadora Izraela w Polsce Szewacha Weissa. Uważają oni, że nie wolno oskarżać Polski o niemieckie zbrodnie. Owszem, mamy świadomość, że wśród nas pojawiały się szuje, byli łajdacy, ale nie można tym obciążać całego narodu.

– No właśnie, a jednak uczynił to premier Izraela Beniamin Netanjahu, który nadal będzie rządził ze swoją koalicją. Skądinąd wiadomo, że premier – podobnie jak jego koalicja – zdobył kilka procent głosów na propagowanym przez nich podczas kampanii antypolonizmie. Czy Polsko-Izraelska Grupa Parlamentarna zamierza się do tego jakoś odnieść?

– Wypowiedzi Netanjahu, jak również pełniącego obowiązki ministra spraw zagranicznych Israela Katza, były skandaliczne i wiele środowisk żydowskich je potępiło. Ja sam traktuję je jako „wypowiedzi kampanijne”. Owszem, istnieje w Izraelu antypolonizm. Dotyczy to części Żydów, którzy wyjechali z Polski po 1968 r. – oni są chyba najbardziej antypolscy, podobnie jak druga grupa Żydów, która przyjechała do Izraela z ZSRR na początku lat 90. ubiegłego wieku. Ale mam nadzieję, że pojawią się gesty pojednawcze ze strony izraelskich polityków. Liczę na to, odnoszę bowiem wrażenie, że Państwo Izrael jest zainteresowane dobrymi stosunkami z Polską. To w końcu w Polsce nie ma antysemityzmu w przeciwieństwie do innych państw Europy Zachodniej, w szczególności Niemiec, gdzie – jak powiedziała kanclerz Angela Merkel – każdy ośrodek żydowski, każda szkoła żydowska muszą być całodobowo pilnowane przez policję.

– Żydom chyba jednak tak bardzo nie zależy na dobrych stosunkach polsko-izraelskich, skoro książka „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” pod red. Barbary Engelking i Jana Grabowskiego jest traktowana niemal jak obowiązujący podręcznik do historii... W książce tej, w której oskarża się nas o mordowanie Żydów w czasie wojny, zawarto mnóstwo kłamstw i tendencyjnych uogólnień na temat relacji polsko-żydowskich czasu II wojny światowej.

– Nawet trudne relacje z czasów wojny nie mogą być wykoślawiane kłamstwem, co czynią autorzy tej książki. Ale było i nadal zapewne jest na świecie zapotrzebowanie na oczernianie Polski – stąd obrzydliwe kłamstwa Jana Tomasza Grossa. Niedawna konferencja w Paryżu Jana Grabowskiego i Barbary Engelking czy kilkadziesiąt lat wcześniejsza książka poczytnego pisarza Jerzego Kosińskiego „Malowany ptak”, oczerniająca Polaków, również to potwierdzają. Później wprawdzie Kosiński zapewniał, że opisane wydarzenia to fikcja, lecz pierwsze „promocyjne” informacje przedstawiały je jako rzeczywiste. Prawdziwe więc miały być opowieści o polskich chłopach mordujących Żydów, tymczasem to właśnie chłopi uratowali Kosińskiego i jego rodzinę... Część Żydów przekazuje jednak taki oto zbitek stereotypów: polski antysemityzm wyssany z mlekiem matki; prymitywni, chciwi chłopi szukający złotych zębów w żydowskich trupach. A prawda jest taka, że najwięcej Żydów zostało ukrytych na wsi, bo tam były najlepsze do tego warunki.

– Powiedział Pan Minister w jednym z wywiadów, że relacje polsko-żydowskie powinny być oparte na prawdzie. Tymczasem izraelskie podręczniki szkolne nadal fałszują historię Polski. Mało tego, w lipcu 2018 r. minister oświaty Naftali Bennett ogłosił, że podczas zajęć dla młodzieży wyjeżdżającej do Auschwitz będzie się kładło nacisk na podkreślanie „współpracy Polaków z nazistami w donoszeniu na Żydów, wydawaniu ich i mordowaniu”. Pisała o tym codzienna prasa, jak choćby dzienniki „Ha-Arec” czy „Yediot Aharonot”. Chyba jest więc wiele do zrobienia w tych relacjach...

– Polska nie ma żadnego wpływu na proces edukowania młodych Żydów. Jest on podporządkowany narracji żydowskiej, która ma wskazać winę całego świata za Holokaust. Zresztą Żydzi nie dopuszczają znaku równości czy choćby porównania cierpień innych narodów z Holokaustem. Nie chcą zrozumieć, że Polska też poniosła ofiarę, że Polacy byli ofiarami wojny, że cierpienia i straty Polaków były ogromne.

– Osobliwa jest sytuacja, w której znajdują się Polacy podczas Marszu Żywych. Bierze w nim udział blisko dziesięć tysięcy żydowskiej młodzieży i dorosłych, marsz organizuje strona izraelska. Niestety, Polakom utrudnia się uczestnictwo w tym pochodzie. Pan Minister, zdaje się, też miał w ubiegłym roku pewien kłopot związany z marszem...

– Dla mnie było to rzeczywiście osobliwe, że jako szef Polsko-Izraelskiej Grupy Parlamentarnej musiałem usilnie zabiegać o to, żeby włączyć kilku członków grupy, polskich posłów, do Marszu Żywych. W końcu wyszło na to, że dzięki uprzejmości Prezydenta RP znalazłem się w grupie prezydenckiej. To jest coś niebywałego, niezrozumiałego. Pozwalamy Żydom na wiele, uważając, że Polska jest dla nich miejscem szczególnym. Ale nie może być tak, że nie dopuszcza się do ich uroczystości na terenie naszego kraju Polaków, którzy chcą uczestniczyć w tych obchodach z najczystszych pobudek.

– Innym przykładem fałszowania historii polsko-żydowskiej jest ekspozycja Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”, choćby to, że nie jest tam ukazany udział polskich Żydów w instalowaniu komunizmu w Polsce w 1939 r. czy po II wojnie światowej, eksponowane są zaś 1968 r. i udział Polaków w antysemickich nagonkach. Innym przykładem oczerniania są wypowiedzi dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego Pawła Śpiewaka, który w wywiadzie udzielonym czeskiemu tygodnikowi „Týdeník Echo” mówił o tym, że „Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców”. Powiedział też, że to... „oczywisty fakt historyczny, czy raczej – rzecz niezwykle prawdopodobna”. Czy Polsko-Izraelska Grupa Parlamentarna zamierza o tym rozmawiać?

– Nasza grupa parlamentarna nie zajmuje się ekspozycją w muzeum „Polin”, ale podzielam Pańskie zdanie, że nasza tolerancja doprowadziła do tego, iż za publiczne pieniądze w Polsce są utrzymywane instytucje, które bardzo często fałszują historię i występują przeciwko Polakom. Nie chcemy nikomu zamykać ust, nawet jeżeli nie zgadzamy się z antypolskimi tezami dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego Pawła Śpiewaka. Uważam jednak, że szczególnie instytut historyczny powinien się zajmować ukazywaniem prawdy – jak robi to choćby Instytut Pamięci Narodowej. Utrzymuję więc, że trzeba pokazać złożoność sytuacji w czasie II wojny światowej. Pokazać fakty, a nie zajmować się propagandą, jak to czasami robi dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Tagi:
polityka

Reklama

30. rocznica częściowo wolnych wyborów parlamentarnych

2019-06-04 09:09

wpolityce.pl

30 lat temu, 4 czerwca 1989 r., na mocy porozumień między władzami PRL a częścią opozycji odbyły się częściowo wolne wybory parlamentarne. Zwycięstwo „S” otworzyło nową epokę w najnowszych dziejach Polski oraz wpłynęło na proces upadku komunizmu w Europie Środkowej.

Paweł Wysoki

Korzeni procesu transformacji historycy dopatrują się w zmianie sytuacji międzynarodowej, która nastąpiła w połowie lat osiemdziesiątych. Zapoczątkowany po dojściu do władzy Michaiła Gorbaczowa proces reform w ZSRS oznaczał jednocześnie przyzwolenie dla zmian w innych krajach komunistycznych. Dla Kremla jednak priorytetem pozostawało utrzymanie Układu Warszawskiego istniejącego od 1955 r.

Po 13 grudnia 1981 r. gen. Jaruzelskiemu nie udało się stłumić podziemnego ruchu „Solidarności”. Opozycja nie miała już jednak potencjału z okresu karnawału „S”. Było to także widoczne w połowie lat osiemdziesiątych. Późniejsze dwie fale strajków, w kwietniu i sierpniu 1988 r., były już nieporównywalnie mniejsze niż protesty z sierpnia 1980 r. Dla władz stanowiły jednak dowód na porażkę dotychczasowych prób stabilizacji systemu. Mimo przygotowywania wariantu rozwiązania siłowego, nazywanego przez opozycjonistów i później historyków „stanem wojennym-bis”, przywódcy PRL zdecydowali się na realizację scenariusza kooptacji części opozycji do struktury sprawowania władzy.

31 sierpnia 1988 r. w willi MSW przy ulicy Zawrat w Warszawie doszło do pierwszego od wprowadzenia stanu wojennego spotkania szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka z Lechem Wałęsą, w którym uczestniczyli również bp Jerzy Dąbrowski oraz sekretarz KC Stanisław Ciosek. Drugie spotkanie Wałęsy i Kiszczaka odbyło się 15 września 1988 r. Obecni na nim byli też Stanisław Ciosek, przedstawiciel episkopatu ks. Alojzy Orszulik i prof. Andrzej Stelmachowski. Następnego dnia rozpoczęły się rozmowy w szerszym gronie, w których znaleźli się przedstawiciele PZPR, ZSL, SD, OPZZ, „Solidarności” i Kościoła. Ze względu na liczbę uczestników i konieczność utrzymania poufności negocjacji przeniesiono je do ośrodka MSW w podwarszawskiej Magdalence.

Podczas kolejnych spotkań głównym punktem sporu była powtórna legalizacja NSZZ „Solidarność”. Ostatecznie uzgodniono podjęcie jawnych rozmów „okrągłego stołu”. Ich początek uzgodniono na połowę października 1988 r. Konflikty wśród władz PZPR sprawiły, że rozpoczęły się one dopiero kilka miesięcy później. Ponownej legalizacji „S” sprzeciwiały się środowiska związane z OPZZ, które obawiały się osłabienia sprzyjających reżimowi związków zawodowych. Ich stanowiskiem zachwiała przegrana przewodniczącego OPZZ Alfreda Miodowicza w telewizyjnej debacie z Wałęsą.

Momentem przełomu były obrady X Plenum KC PZPR ze stycznia 1989 r. W jego trakcie przyjęto „Stanowisko KC PZPR w sprawie pluralizmu politycznego i pluralizmu związkowego”. Dokument ten był faktyczną zgodą na legalizację „Solidarności”. 27 stycznia 1989 r. doszło do pierwszego od września roboczego spotkania Wałęsy i Kiszczaka w Magdalence, na którym ustalono procedurę obrad, ich zakres oraz termin rozpoczęcia. Obrady Okrągłego Stołu ruszyły 6 lutego 1989 r. w Warszawie w Pałacu Namiestnikowskim (wówczas siedzibie Urzędu Rady Ministrów).

W książce „Pół wieku dziejów Polski 1939–1989” prof. Andrzej Paczkowski podsumował efekty negocjacji trwających do kwietnia 1989 r.:

Najważniejszym owocem było obszerne porozumienie polityczne, nazwane – na poły ironicznie, na poły krytycznie – kontraktem stulecia. Obejmowało ono pakiet ustaleń dotyczących zarówno zasadniczej reorganizacji najwyższych organów państwowych – wprowadzenie drugiej izby parlamentu (Senat) i urzędu Prezydenta PRL – jak i kształtu ordynacji wyborczej. […] Ustalono, że wszystkie miejsca w Senacie oraz 35 proc. miejsc w Sejmie obsadzonych będzie w wyniku wolnej gry wyborczej, natomiast pozostałe 65 proc. posłów zostanie wybranych z list podzielonych między PZPR i jego sojuszników. W ten sposób komuniści zapewniali sobie, jak sądzono, kontrolny pakiet mandatów wystarczający do bieżącego zarządzania państwem, ale praktycznie uniemożliwiali jednostronne zmiany o charakterze konstytucyjnym wymagające 2/3 głosów.

Po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu 6 kwietnia 1989 r. Sejm uchwalił nowelizację Konstytucji PRL wprowadzającą m.in. zapisy o powstaniu Senatu i urzędu prezydenta. Kilka dni później, zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu, nastąpiła legalizacja NSZZ „Solidarność” (17 kwietnia 1989) i NSZZ Rolników Indywidualnych „S” (20 kwietnia 1989). Władze odmówiły legalizacji Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Spotkało się to z ostrą reakcją działaczy młodej opozycji. Ostatecznie NZS zarejestrowano we wrześniu 1989 r.

Oceniając kampanię wyborczą „Solidarności”, prof. Antoni Dudek pisał:

[…] prowadzona przez Komitet Obywatelski odznaczała się dużą dynamiką. […] W czasie spotkań kolportowano na wielką skalę tzw. ściągi, mające ułatwić wyborcom sam akt głosowania. Zaznaczano na nich jedynie nazwiska kandydatów +S+, zalecając równocześnie skreślanie wszystkich innych nazwisk, w tym tych umieszczonych na liście krajowej.

Istotną rolę w kampanii „S” odegrało też powstanie legalnego medium związanego z opozycją: 8 maja 1989 r. ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej”. Tuż przed wyborami opublikowano również pierwszy numer zdelegalizowanego po 13 grudnia 1981 r. „Tygodnika Solidarność”. Komitet Obywatelski otrzymał także własny czas antenowy w radiu i telewizji.

W kampanii nie wzięła udziału część przywódców radykalnych środowisk opozycyjnych. Do bojkotu wyborów wezwały „Solidarność Walcząca” oraz Federacja Młodzieży Walczącej. Żądały odsunięcia PZPR od władzy i przeprowadzenia w pełni wolnych wyborów parlamentarnych.

Podczas kampanii część obozu władzy dostrzegła, że partii grozi klęska. Sytuację tę na bieżąco w prowadzonym dzienniku tak przedstawiał ówczesny premier Mieczysław F. Rakowski:

16 maja – Jeśli 10 mln ludzi posłucha wezwań opozycji, to wszyscy przepadniemy. 18 maja – Partia jest nadal w defensywie. Nie ulega już dziś wątpliwości, że nie jest przygotowana do walki. Złożyło się na to wiele przyczyn. 45 lat sprawowania władzy bez opozycji rozleniwiło PZPR. Inna przyczyną jest brak wiary w jej przyszłość, a gruncie rzeczy w socjalizm.

4 czerwca 1989 r. odbyła się I tura wyborów do Sejmu i Senatu. W wyborach do Senatu kandydaci Komitetu Obywatelskiego uzyskali 92 mandaty, strona koalicyjna ani jednego. Z kolei w wyborach do Sejmu „Solidarność” zdobyła 160 ze 161 możliwych do zdobycia miejsc. Kandydaci koalicyjni z 299 przysługujących im mandatów uzyskali zaledwie trzy. Natomiast na 35 kandydatów z listy krajowej, na której znajdowali się czołowi przedstawiciele koalicji rządowej, tylko dwaj otrzymali ponad 50 proc. głosów, co zgodnie z ordynacją oznaczało, że pozostali zostali wyeliminowani, a 33 mandaty poselskie będą nieobsadzone.

Wybory zakończyły się zwycięstwem „Solidarności”, którego rozmiary zaskoczyły nie tylko komunistów, lecz i stronę opozycyjną. Rozczarowaniem była stosunkowo niska frekwencja, która w zależności od regionu wynosiła od 71 do 53 proc. Największe poparcie uzyskali kandydaci „S” w województwach południowo-wschodnich oraz na Dolnym Śląsku; stosunkowo najmniejsze na zachodzie, m.in. w województwie zielonogórskim.

Nastroje w obozie rządzącym po klęsce z 4 czerwca były fatalne. W dyskusji przeprowadzonej 5 czerwca na rozszerzonym posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR padały następujące wypowiedzi:

Tow. Cz. Kiszczak – Wyniki wyborów przeszły oczekiwania opozycji. Zaszokowały, nie wie, jak się zachować. Wybory do Senatu to nasza całkowita klęska. […] Tow. S. Ciosek – Nie rozumiem przyczyn porażki. Partia musi za nią zapłacić, nie poszła za nami. To gorzka lekcja. Odpowiedzialni będą musieli ponieść konsekwencje. Obecnie sprawą najważniejszą wybór prezydenta, do czego potrzeba 35 mandatów – które przepadły. O tym rozmawiać już z opozycją, bo prezydent to zabezpieczenie całego systemu, to nie tylko nasza wewnętrzna sprawa, to sprawa całej socjalistycznej wspólnoty, nawet Europy. […].

Dla członków PZPR ostatnią nadzieją na utrzymanie decydującego wpływu na rzeczywistość polityczną PRL były wybór na urząd prezydenta gen. Jaruzelskiego oraz zachowanie kontroli nad resortami bezpieczeństwa. Ich kalkulacje osłabiało jednak znaczące poparcie udzielone „S” w obwodach zamkniętych przeznaczonych dla wojska i milicji. Zdaniem historyków nie istniało większe ryzyko użycia siły i obalenia wyników wyborów z 4 czerwca.

4 czerwca 1989 r. był dla PZPR jak Grunwald. Po klęsce w tej bitwie zakon krzyżacki istniał, tak jak PZPR po 4 czerwca, ale czas jej życia był już liczony w miesiącach

—powiedział w rozmowie z PAP prof. Jerzy Eisler z Instytutu Pamięci Narodowej.

Mimo skali zwycięstwa liderzy zwycięskiego obozu tonowali nastroje panujące w szeregach „S”. W wypowiedziach większości pojawiał się w tym czasie również argument kruchości zawartego porozumienia. W opinii historyków „S” była zaskoczona zwycięstwem i niezdolna do przejęcia władzy.

Ogromne kontrowersje w obozie „Solidarności” wzbudziła kwestia organizacji II tury wyborów. 8 czerwca na posiedzeniu Komisji Porozumiewawczej przedstawiciele „S” zgodzili się na zmianę ordynacji wyborczej, umożliwiającej obsadzenie 33 mandatów z listy krajowej przez koalicyjnych kandydatów. 12 czerwca Rada Państwa wydała dekret zmieniający ordynację wyborczą do Sejmu X kadencji. Na jego podstawie 33 mandaty z listy krajowej miały być przekazane do okręgów i obsadzone w II turze wyborów. Odbyła się ona 18 czerwca 1989 r. Do urn wyborczych udało się tylko 25 proc. uprawnionych. „S” zdobyła jedyny brakujący jej mandat poselski oraz 7 z 8 pozostałych do obsadzenia mandatów senatorskich. Strona rządowa miała 294 zapewnione mandaty w Sejmie.

Kandydaci „Solidarności” uzyskali w wyborach 260 miejsc w 560-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Wynik ten przy chwiejnej postawie „stronnictw sojuszniczych” – ZSL i SD – mógł oznaczać poważne problemy przy wyborze na stanowisko prezydenta PRL gen. Jaruzelskiego. Ostatecznie Zgromadzenie Narodowe wybrało go większością jednego głosu.

Kolejne tygodnie pokazały, że zwycięstwo „S” pozwoliło doprowadzić do powołania na stanowisko szefa Rady Ministrów Tadeusza Mazowieckiego. Ukoronowaniem zwycięstwa z 4 czerwca było uzyskanie przez premiera wotum zaufania: 24 sierpnia 1989 r. zdobył poparcie 378 posłów spośród 423 biorących udział w głosowaniu.

Kilka tygodni później w krajach Europy Środkowej rozpoczęły się przemiany, które doprowadziły do upadku systemów komunistycznych. Za symboliczny początek Jesieni Narodów uważane są wybory z 4 czerwca 1989 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Wojda: Nie do pogodzenia z postawą chrześcijanina były akty przemocy i pogardy

2019-07-22 14:44

BP KEP / Białystok (KAI)

Nie do pogodzenia z postawą chrześcijanina, naśladowcy Chrystusa, były akty przemocy i pogardy. Naszym obowiązkiem jest bronienie wartości narzędziami, które zawsze wpisują się w przykazanie miłości bliźniego i szacunek do każdego człowieka – napisał abp Tadeusz Wojda SAC, w komunikacie po wydarzeniach, które miały miejsce w Białymstoku 20 lipca. "Sobotnie wydarzenia pokazały, że wiele jeszcze mamy do zrobienia, aby w naszych sercach zapanował pokój" - wskazał metropolita białostocki.

T. Margańska/www.flickr.com/photos/episkopatnews

Publikujemy pełną treść komunikatu:

Bracia i Siostry,

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” J 13, 34-35.

Przywołuję te słowa Chrystusa jako komentarz do sobotnich wydarzeń w Białymstoku – Marszu Równości i kontrmanifestacji tysięcy ludzi na ulicach naszego miasta. Pięknym i wartościowym świadectwem były czuwania modlitewne, ofiarowane w tej intencji cierpienia ludzi chorych, modlitwy w świątyniach i przed katedrą, do czego zachęcałem w mojej odezwie odczytywanej w parafiach. Jednak nie do pogodzenia z postawą chrześcijanina, naśladowcy Chrystusa, były akty przemocy i pogardy. Te, w żadnym przypadku, nie mogą być usprawiedliwiane i akceptowane. Są to czyny przeciwne nauczaniu Chrystusa. Naszym obowiązkiem jest bronienie wartości narzędziami, które zawsze wpisują się w przykazanie miłości bliźniego i szacunek do każdego człowieka. Jezus nakazuje nam wprost: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą” Mt 5, 44.

W dalszym ciągu zachęcam do modlitwy i troski o rodzinę, o czystość panujących w niej obyczajów. Niech nasze rodziny, Bogiem silne, będą przykładem pięknej miłości na wzór Świętej Rodziny. Sobotnie wydarzenia pokazały, że wiele jeszcze mamy do zrobienia, aby w naszych sercach zapanował pokój. Miłość Chrystusa ma nas do tego każdego dnia przynaglać.

Abp Tadeusz Wojda SAC

Metropolita Białostocki

Białystok, 22 lipca 2019 roku

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mateusz Morawiecki i Jakub Błaszczykowski w Truskolasach

2019-07-22 18:17

PAP

– Moim marzeniem jest, żeby młodzież mogła trenować, żeby odciągnąć ją od głupstw – podkreślił premier Mateusz Morawiecki w Truskolasach, który w poniedziałek odwiedził Szkołę Podstawową im. Stanisława Ligonia, gdzie zainicjował budowę boiska sportowego.

Twitter.com

Morawiecki w Truskolasach spotkał się z piłkarzem, reprezentantem Polski, byłym zawodnikiem m.in. Borussi Dortmund, a obecnie Wisły Kraków, pochodzącym z Truskolasów Jakubem Błaszczykowskim.

Według premiera trzeba się zastanowić nad systemem szkolenia młodych piłkarzy i nowatorskim podejściem do piłki nożnej.

– Wielkim naszym pragnieniem, a moim marzeniem jest to, żeby dzieciaki, młodzież również z Truskolasów, z takiej ziemi jak ta, północna część woj. śląskiego, żeby mogły trenować, żeby chciało im się chcieć, żeby odciągnąć ich od tych głupstw, głupotek i większych jakiś chuligańskich wybryków, albo siedzenia z nosem w smartfonach – powiedział Morawiecki.

Premier oznajmił, że „droga do sukcesu jest usiana ciężką pracą”. – Nie wolno się załamywać. Trzeba podnosić głowę po drobnych i większych porażkach – oznajmił.

Jestem przekonany, że za 5-10 lat będziemy w stanie osiągać sukcesy w Lidze Mistrzów, w piłkarskich mistrzostwach świata i Europy – ocenił premier...

– Trzeba iść do przodu w ramach pewnej dyscypliny. Taką drogę przebył nasz piłkarz. Chciałem podziękować Kubie Błaszczykowskiemu za wspaniałą postawę, postawę patriotyczną i naukę patriotyzmu w praktyce – dodał.

Jakub Błaszczykowski stwierdził, że jest to dla niego „bardzo ważny dzień”. – Jak wspomniałem panu premierowi, od 2010 r. starałem się, żeby takie wydarzenie miało miejsce, żeby powstało boisko, akurat tu, bo tutaj wykonywałem pierwsze kroki – powiedział.

Budowa boiska w Truskolasach jest częścią finansowanego przez rząd Programu Certyfikacji Szkółek Piłkarskich PZPN.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem