Reklama

Raport z wyzwolonego miasta

2019-05-15 08:05

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 20/2019, str. 36

©scarface - stock.adobe.com

Trudno jest walczyć z podłością codziennego kurzu, trudno jest odczytywać znaki, gdy wokół huczą tuby barbarzyńców

Był chyba 1984 r., w kościele Ojców Redemptorystów w Krakowie tuż obok ołtarza siedział starszy, siwy mężczyzna. Monotonnym głosem czytał swój wiersz. Czytał o oblężonym Mieście, ale tak w istocie zerkał na nas i czuliśmy, że w ten sposób rozmawia właśnie z nami – z tymi, którym wtedy przyszło nosić swoją młodość. Zaciskaliśmy pięści, gdy padały słowa: „(...) patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci/ najgorszą ze wszystkich twarz zdrady/ i tylko sny nasze nie zostały upokorzone”.

Nasze sny wówczas były wspólne. Wiedzieliśmy, kto oblega Miasto. Każdy z nas wyobrażał sobie, że to właśnie on będzie ocalony, on się nie ugnie i poniesie Miasto w sobie.

Starszy pan uśmiechał się do nas smutno – tak jakby coś wiedział – ściskał dłonie, niewielkimi literami wpisywał nam do przyniesionych ze sobą tomików swoje imię i nazwisko. Dziś chowam ten tomik jak największą relikwię? Pożółkł, poplamił się od częstego czytania.

Reklama

Nieśliśmy to Miasto, aż przyszły wybory w 1989 r.

Wtedy wielu złożyło broń. Zaczęli pisać „Miasto” małą literą, boć przecież Miasto się oparło, zwyciężyło, jego mieszkańcy mogli wreszcie swobodnie oddychać. Nie było potrzeby kontynuowania wojennego patosu.

Wyszliśmy za mury, nie w szyku bojowym, ale każdy na własną rękę. Dowódcy oblężenia przywdziali nasze barwy, to oni właśnie odbierali od nas broń i gładzili po głowach. Tak, zwycięstwo przyszło niespodziewanie, nie wytoczono nawet kropli krwi – ot, barbarzyńcy, którzy dotąd topili naszych dziadków i rodziców w gnojówce, teraz umyli ręce i stali na trybunach, odbierali spontaniczne defilady.

Ani się spostrzegliśmy, jak znów „jednostką obiegową stał się szczur”. Szczur szybko wyparł pieniądze, które tajemnie przechowaliśmy w piwnicach. Nasza waluta stała się śmieszna. Rychło też niemodne stały się szare stroje z czasów oblężenia.

Festyny zaroiły się od kolorowych barw barbarzyńców, stały się modne, nosili je artyści i kuglarze... Rychło też przywdziali je nasi młodzi.

Minęło tyle lat, starszy pan już dawno nie żyje. Po jego śmierci usiłowano nawet jego otoczyć wiarą barbarzyńców. Był okadzany i w tych dymach coraz więcej było ich słów, tego, co dawniej – bombami – chcieli nam wcisnąć za mury.

Dziś barbarzyńcy defilują po placach naszego Miasta, zamieszkują w Pałacu Dożów, ich mowa wypiera naszą nawet z naszych najstarszych kościołów, w których szykowaliśmy się do odpierania kolejnych szturmów na mury Miasta.

Wtedy, u Redemptorystów, miejsce obok mnie zajmował młody chłopak, tak jak ja i wszyscy tam miał w sobie ponieść Miasto. Poniósł je do... „Gazety Wyborczej”, tam dali mu dobre żarcie i splendory.

Nie poznaję Miasta.

Tak jakby wjechał do niego niewidzialny drewniany koń i z jego trzewi wypełzła słodka, nieodczuwalna zaraza. Coś zmieniło tamtych ludzi. Nie był to tylko czas. Nie była to tylko zdrada. W dodatku nie czuliśmy, kiedy zaczęto nam odbierać nawet nasze ostatnie ruiny.

Nie poznaję Miasta, nie ma już murów, maleje liczba tych, którzy kiedyś ich bronili. Młodzi nie chcą wierzyć w to, że kiedyś w ogóle istniały.

Obrońców powszechnie chcą leczyć w klinikach psychiatrii. Masowo rozdaje się też pigułki na niepamięć.

Zaczęła panować nowa ideologia, to dowódcy barbarzyńców chowani są przy wtórze świętych pieśni Miasta. To barbarzyńców ubrano w barwy jego obrońców. Przepłaceni heroldowie głoszą, że Miasto było jeno wesołym miasteczkiem, a zwycięstwo zawdzięcza „bohaterom” za murami, wśród wojsk oblężenia. Oni uratowali substancję. Obronili ją przed „ciemną hordą” nielicznych obrońców. Ukradli nasze hymny i hasła, tworzą z nich teraz pomniki z cukru i wazeliny.

Nasz upór stał się „wrogiem postępu”, nasze wiersze – „mową nienawiści”.

Nie żyje już stary kronikarz, a jego słowa wypucowano do czysta i oddano we władanie kałmukowi, którego obwołano stróżem majestatu Miasta.

Brudne stopy tłuszczy rozniosły nawet proch Miasta na wszystkie strony bezsensu. Na głównym placu wyszydzono Krzyż. Nie jest już potrzebny. Wszak miasto jest wolne...

* * *

Codziennie siadam do swej bezsensownej pracy, z uporu, z nawyku, z poczucia, że nic innego nie potrafię. Czepiając się sensu, opowiadam tedy swym topornym językiem o Mieście, które istnieje. Codziennie, gdy kładę się spać, widzę światła zapalające się w górach. Jest ich coraz mniej...

Trudno jest walczyć z podłością codziennego kurzu, trudno jest odczytywać znaki, gdy wokół huczą tuby barbarzyńców.

Trudno jest żyć bez walki wręcz, do której już nie jestem zdatny.

Tagi:
felieton

Reklama

Nie osądzili zbrodniarzy

2019-08-21 11:24

Jan Maria Jackowski; Publicysta i pisarz, eseista, senator RP www.jmjackowski.pl
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 34

Wbrew pozorom w Niemczech nie przeprowadzono rozliczenia za zbrodnie II wojny światowej

Przeżywaliśmy dopiero 75. rocznicę Powstania Warszawskiego, a już za kilka dni 80. rocznica wybuchu II wojny światowej. Przy tej okazji wielu Polaków dowiedziało się o kacie Warszawy, a po wojnie znanym niemieckim polityku Heinrichu Friedrichu Reinefarthcie (1903-79).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Nitkiewicz: współczucie dla dotkniętych tragedią w wypadku w Miłkowie

2019-08-24 12:34

apis / Sandomierz (KAI)

Cztery osoby poniosły śmierć i jedna została ciężko ranna podczas wypadku samochodowego, który miał miejsce w nocy z piątku na sobotę 23 sierpnia w Miłkowie (gmina Bodzechów). Wyrazy współczucia dla dotkniętych tragedią złożył w specjalnym oświadczeniu biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz. Jednocześnie zaapelował o przestrzeganie przepisów drogowych, rozwagę i kulturę jazdy.

Bożena Sztajner/Niedziela

„W związku z wypadkiem samochodowym w Miłkowie koło Ostrowca Świętokrzyskiego, w wyniku którego poniosły śmierć tej nocy cztery osoby, a jedna walczy o życie w szpitalu, modlę się do Ojca Miłosierdzia i Boga wszelkiej pociechy w intencji tragicznie zmarłych, ich najbliższych oraz rannego. Składam wyrazy współczucia wszystkim dotkniętym tą niewyobrażalną tragedią” – napisał biskup sandomierski.

„Apeluję jednocześnie o przestrzeganie przepisów drogowych, rozwagę i kulturę jazdy. Życie jest wspaniałym darem, jaki człowiek otrzymał od Boga. Bądźmy za nie wdzięczni, cieszmy się nim i niech przynosi obfite owoce. Nie można dopuścić, żeby kończyło się przedwcześnie w taki sposób” – podkreślił ordynariusz.

W nocy z piątku na sobotę przed godz. 23.00 w Miłkowie na drodze krajowej nr 9 z Opatowa do Ostrowca Świętokrzyskiego volkswagen golf uderzył w betonowy przepust. Jechało nim pięć osób. Kierował 27-letni mieszkaniec Ostrowca Świętokrzyskiego, który zginął na miejscu. Śmierć ponieśli również: 50–letni mężczyzna i 63–letnia kobieta.

Do szpitala przewieziono dwoje pasażerów, kobietę oraz mężczyznę, który jednak zmarł. Jak ustaliła policja, wszystkie ofiary śmiertelnego wypadku, to mieszkańcy Ostrowca Świętokrzyskiego.

Prawdopodobną przyczyną tego tragicznego wypadku było niedostosowanie prędkości. Pojazd wypadł z jezdni na zakręcie - poinformowała dziennikarzy asp. Ewelina Wrzesień, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim. W tej sprawie prowadzone jest postępowanie, które pozwoli ustalać wszystkie szczegóły.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Radomsko i Zawiercie powitało Jasnogórską Maryję

2019-08-25 14:59

Magda Nowak

Piesze pielgrzymki zdążające na imieniny Matki Bożej Częstochowskiej kolejny dzień docierają na Jasną Górę. W niedzielę 25 sierpnia wśród pątniczych grup przybyły Piesza Pielgrzymka Radomska i Piesza Pielgrzymka Zawierciańska. Wędrowali w skarze słońca przez dwa lub trzy dni, by Matce Bożej przynieść ważne prośby i dziękczynienia. Modlono się przede wszystkim w intencji małżeństw i rodzin.

Magda Nowak/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Peilgrzymi z Zawiercia i Radomska

Ponad 500 osób przywędrowało pieszo z Radomska. Pątników wprowadził na Jasną Górę bp Andrzej Przybylski, który także w czasie drogi wygłosił dla nich konferencję. Ze względu na remonty drogowe trasa pielgrzymki została w tym roku podzielona na dwa dni i prowadziła przez: Radomsko, Gidle, Garnek, Skrzydlów i Mstów. Kierownikiem radomszczańskiej pielgrzymki był ks. Zbigniew Heluszka.

Tegoroczne hasło Pieszej Pielgrzymce Zawierciańskiej brzmiało: „Każda rodzina niesie światło”. Tradycyjnie wędrowano trasą przez Leśniów i Olsztyn. Opiekunem pielgrzymki był ks. Adam Dróżdż. Na szlak wyruszyło z Zawiercia ok. 350 osób. Dużą część grupy stanowili ludzie młodzi. Ich radość wiary, śpiew i energia udzielały się wszystkim witającym pielgrzymki na jasnogórskich błoaniach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem