Reklama

Kościół

Dziennikarka Jana Pawła II

Dlaczego tak ważna jest pamięć o Janie Pawle II? Na ile jego pontyfikat odmienił Kościół i dlaczego jego krytycy nie mają racji?

Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 28-31

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Archiwum prywatne Valentiny Alazraki

Valentina Alazraki

Valentina Alazraki

Włodzimierz Rędzioch: – Zaczęłaś swoją karierę watykanistki w roku, który przeszedł do historii jako „rok trzech papieży”...

Valentina Alazraki: – Śmierć Pawła VI sprawiła, że zostałam w Rzymie. Później był jego pogrzeb, po nim pierwsze konklawe, wybór Jana Pawła I i jego nagła śmierć, a następnie, w październiku, drugie konklawe. I tak stałam się świadkiem wyboru kard. Karola Wojtyły. Moi szefowie z meksykańskiej telewizji natychmiast się zorientowali, że jest to rewolucyjne wydarzenie, dlatego poprosili mnie, abym została w Rzymie. Tym bardziej że wkrótce Jan Paweł II ogłosił swoją pierwszą podróż poza granice Włoch – do mojego kraju, do Meksyku. Los zatem chciał, bym pozostała w Rzymie...

– Czy spodziewano się tej wielkiej zmiany w Kościele, którą był wybór Jana Pawła II, kardynała spoza Włoch?

– Zdecydowanie nie. Na pierwszym konklawe w 1978 r. mówiono o dwóch „papabili”, tzn. o kardynałach Sirim i Benellim, ale w końcu wybrano – Lucianiego.

– Czy podczas drugiego konklawe watykaniści brali pod uwagę wybór kard. Wojtyły?

– Nazwiska Wojtyły nie było wśród „papabili”. Tylko kilku dziennikarzy liczyło się z jego ewentualnym wyborem.

– Więc i dla Ciebie była to niespodzianka – wybór nieznanego kardynała. Chciałaś się o nim dowiedzieć czegoś więcej?

– Natychmiast pojechałam do Polski, aby odwiedzić miejsca związane z życiem Karola Wojtyły, takie jak Wadowice i Kraków. Przeprowadziłam rozmowy z ludźmi, którzy znali go jako ucznia, księdza, biskupa i kardynała. Ci ludzie mówili mi także o jego pasji, którą były poezja i teatr, ale też o szczególnych relacjach ze środowiskiem żydowskim – dlatego pojechałam również do Auschwitz. Dzięki temu mogłam opowiadać o różnych doświadczeniach życia nowego biskupa Rzymu. Do tej pory nie znano bowiem papieża, który w swym życiu był robotnikiem, aktorem, który jeździł na nartach, pływał kajakiem, chodził po górach.

– A jak postrzegałaś Polskę i Polaków?

– Dla Polaków wybór arcybiskupa krakowskiego na papieża był rodzajem cudu. Ludzie pokładali wszystkie nadzieje w Janie Pawle II, zarówno polityczne – mieli nadzieję na wyzwolenie z komunizmu, jak i religijne – chodziło o wolność religijną. Była to narodowa, patriotyczna i religijna duma z faktu, że papieżem został Polak. Zrozumiałam to wszystko jeszcze lepiej, kiedy pojechałam z nim do Polski w 1979 r. Pamiętam Mszę św. na pl. Zwycięstwa w Warszawie z milionem ludzi, kiedy Papież wzywał Ducha Świętego, by przemienił oblicze ziemi. To była mowa piorunująca, która zmieniła Polskę i świat. Myślę, że mur berliński zaczął się walić już podczas tej pierwszej papieskiej podróży do Polski.

– Jakie były reakcje ludzi spoza Polski na nowego papieża?

– My, Meksykanie, patrzymy na Jana Pawła II z perspektywy jego podróży do Meksyku, szczególnie tej pierwszej. Meksykanie zakochali się w Papieżu – uważali go za osobę, która przełamała wiele schematów i tabu, człowieka o wielkiej charyzmie i dobroci, a zarazem postępowego na płaszczyźnie społecznej. Papież mówił o prawach ludności tubylczej, rolników i pracowników, oraz podkreślał, że własność prywatna jest obciążona hipoteką społeczną.

– Czy było coś, co Ciebie szczególnie uderzało w osobie Jana Pawła II?

– Jego potężna osobowość, charyzma i wielka zdolność komunikowania się z ludźmi. Z upływem czasu byłam pod coraz większym wrażeniem faktu, że z jednej strony miał on charyzmę, prawie „sakralność”, a z drugiej – emanował ciepłem, które sprawiało, że każda osoba czuła się w jego obecności swobodnie. Miał zdolność dostosowywania się do każdego audytorium: młodzieży, osób starszych, zakonnic, naukowców, artystów, biskupów itd. Miał też dar prostego wyjaśniania trudnych pojęć, nawet gestem. Jak nikt inny wiedział, jak korzystać z telewizji – wtedy jeszcze nie było sieci społecznościowych. W pierwszej części pontyfikatu Papież wydawał mi się swego rodzaju krzyżowcem, który, wsparty na swym pastorale, podróżował po całym świecie, aby głosić wolność człowieka i wolność religijną, był bowiem przekonany, że mocą wiary można zburzyć mury. My, towarzyszący mu wówczas dziennikarze, mieliśmy wrażenie, że jesteśmy świadkami Historii – tej pisanej dużą literą.

– Niektórzy porównują Jana Pawła II do św. Pawła – pierwszego wielkiego misjonarza Kościoła...

– To słuszne porównanie. Jan Paweł II miał tę ideę misji, chciał ponieść orędzie Chrystusa w najodleglejsze miejsca na ziemi. Powiedział mi kiedyś, że podczas swojej pierwszej podróży do Meksyku zrozumiał, jaki powinien być jego pontyfikat – wędrowny. W Meksyku widział miliony ludzi stojących wzdłuż dróg, którzy oczywiście, nie mogli się udać do Rzymu, aby go zobaczyć. Dlatego to on musiał iść do ludzi.

– Co z papieskich podróży zapisało Ci się w pamięci najmocniej?

– Przesuwają się przed moimi oczami tysiące obrazów. Powinnam powrócić do pierwszej podróży Jana Pawła II do Meksyku, kiedy pocałował on tę ziemię. Naród meksykański nigdy nie zapomniał tego gestu – Ojciec Święty, który przybywa, klęka i całuje ich ziemię! Pamiętam Papieża w Polsce na pl. Zwycięstwa. Papieża z Matką Teresą w Kalkucie w domu umierających. Pamiętam wizyty Jana Pawła II w Afryce, w Senegalu, na wyspie Gorée, skąd wysyłano niewolników. Pamiętam go na górze Nebo w Jordanii, kiedy jak nowy Mojżesz patrzył na Ziemię Obiecaną. Pamiętam, jak zbliżał się – podpierając się laseczką – do Ściany Płaczu, by zostawić swój liścik. Pamiętam go na Kubie z Fidelem Castro, który uczestniczył we Mszy św. Pamiętam Światowe Dni Młodzieży w Manili, gdzie nigdy dotąd w historii nie było tak wielu ludzi – 3-4 mln młodych, a Papież musiał przylecieć helikopterem, ponieważ nie mógł przejechać samochodem. Ale najmocniej zapisały mi się w pamięci obrazy z ostatnich podróży Jana Pawła II. Przede wszystkim kanonizacja Juana Diego w bazylice w Guadalupe, gdzie wydawało się, że Papież umrze – Meksykanie nigdy nie zapomnieli tej ekstremalnej ofiary Papieża, który pojechał do nich w bardzo ciężkim stanie, ale chciał się pożegnać z Meksykiem, kanonizując Juana Diego. Pamiętam też ostatnią podróż Jana Pawła II do Lourdes, moment, w którym ukląkł w Grocie Objawień i nie mógł już wstać – ks. Marini i ks. Dziwisz musieli go podnosić.

– Niektórzy mówią, że Jan Paweł II, podróżując tak wiele, zaniedbał kurię i zarządzanie Kościołem. Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

– Jego priorytetem była misja – jego zainteresowanie kurią było mniejsze. Jan Paweł II prawdopodobnie sądził, że w tamtym historycznym momencie sekularyzacji i podziału świata na dwa bloki musiał być misjonarzem świata. Do rozwiązywania wewnętrznych problemów delegował inne osoby i ufał swoim współpracownikom. Czy wywiązywali się oni ze swych obowiązków – to już inna sprawa.

– Jan Paweł II był w niektórych kręgach postrzegany jako papież antykomunistyczny i konserwatywny i z tego powodu był krytykowany, a nawet zwalczany. Czy czułaś tę wrogość w stosunku do Papieża?

– Z pewnością pojawiały się krytyki, ale trafiały one tylko do gazet, ponieważ nie było wtedy sieci społecznościowych, które dziś nasilają, często nieproporcjonalnie, każdą krytykę. Dostrzegałam tę krytykę, ale przede wszystkim widziałam ogromną miłość milionów ludzi na całym świecie do Jana Pawła II. Mam w pamięci jego pogrzeb – uważam, że było to wydarzenie wyjątkowe w historii, które się już nie powtórzy. Miliony ludzi, którzy przybyli do Rzymu, aby go pożegnać – wtedy można było zobaczyć, jak wiele ten Papież „zasiał” w ludzkich sercach.

– Codziennie spotykam ludzi, którzy zachowali wiarę – a niektórzy nawet odkryli powołanie do kapłaństwa lub życia zakonnego – dzięki wierze i świadectwu Jana Pawła II. Teraz pewne środowiska chcą podważyć autorytet Kościoła, oczerniając Jana Pawła II i podstępnie przeciwstawiając go obecnemu Papieżowi. Nawet w niektórych środowiskach kościelnych podejmowane są próby umniejszenia znaczenia pontyfikatu Jana Pawła II i obwiniania go za domniemane skandale i błędy. Jak Ty przeżywasz tę sytuację?

– Z wielkim smutkiem i bólem. Nigdy nie należy rezygnować z pozytywnego dziedzictwa, a pontyfikat Jana Pawła II był naprawdę wielce pozytywnym wkładem w życie Kościoła i milionów ludzi na świecie. Rezygnacja z kultywowania jego dziedzictwa jest wielkim błędem. Szczególnie dzisiaj, w czasach kryzysu Kościoła, musimy odkryć na nowo wiele przesłań Jana Pawła II. Spotykam ludzi, którzy z dumą nazywają siebie „pokoleniem Jana Pawła II”, i jeśli dzisiaj są dobrymi katolikami i przyzwoitymi ludźmi, to dlatego, że postępowali zgodnie z naukami Papieża. Moim zdaniem, dziś jeszcze bardziej powinniśmy docenić to wszystko, co Jan Paweł II zrobił, np. dla młodzieży czy dla rodziny.

– W tym kontekście uderzają mnie słowa, wypowiadane nawet przez niektórych katolików, o potrzebie dokonania rewolucji w Kościele. Przecież rewolucji dokonuje się, gdy to, co mamy, jest do wyrzucenia...

– Kościół nie może zniszczyć przeszłości, mówiąc, że nie była dobra. Można coś zmienić, trzeba jednak zachować całe dobro minionego okresu. Uczucia, którymi ogromna większość ludzi darzy Jana Pawła II, pokazują, że jego trwający 26,5 roku pontyfikat był czymś pozytywnym.

– Ostatnie oskarżenia wobec Jana Pawła II dotyczą wykorzystywania nieletnich przez duchowieństwo, tak jakby Papież nie reagował wystarczająco na te zbrodnie. Rozmawiałaś o tym również z papieżem Franciszkiem. Największy rozgłos miała sprawa nadużyć dokonanych przez założyciela Legionu Chrystusa ks. Marciala Maciela. Ty również zajmowałaś się tą sprawą. Jakie zdanie wyrobiłaś sobie na ten temat?

– Jestem przekonana, że Jan Paweł II nie zetknął się z prawdziwymi zarzutami nadużyć, które dotyczyły założyciela Legionu Chrystusa. Jestem o tym przekonana także ze względu na zachowanie kard. Ratzingera, a następnie Benedykta XVI w stosunku do Jana Pawła II. Były oskarżenia, które Papież uważał za fałszywe, bo zostały mu przedstawione jako spisek przeciwko Kościołowi. Również Marcial Maciel przysięgał mu, że wszystkie zarzuty są fałszywe. I nie zapominajmy, że Papież pochodził z kraju, w którym preparowano fałszywe oskarżenia w celu dyskredytowania lub szantażowania księży. Wydaje się, że dopiero pod koniec życia kard. Ratzinger poinformował go o powadze oskarżeń, a wtedy Papież udzielił mu upoważnienia do kontynuowania dochodzenia. Ten fakt potwierdził papież Franciszek w pierwszym wywiadzie, którego mi udzielił. Powiedział, że Jan Paweł II polecił kard. Ratzingerowi kontynuować śledztwo. Drugim faktem jest to, że to nie Papież sprzeciwiał się kard. Ratzingerowi, ale niektórzy z jego współpracowników. Franciszek podczas lotu mówił dziennikarzom o spotkaniu, na które kard. Ratzinger przyniósł całą dokumentację przeciwko Macielowi. Gdy wyszedł z tego spotkania, powiedział: „Wygrała druga strona”. Ale Jan Paweł II nie uczestniczył w tym spotkaniu! I ten fakt potwierdzili mi zarówno Franciszek, jak i abp Scicluna, który był na tym spotkaniu obecny.

– O tym, co kard. Ratzinger myślał o Janie Pawle II, świadczą dobitnie słowa z wywiadu, którego mi udzielił: „To, że Jan Paweł II był święty, przez lata wspólnej pracy stawało się dla mnie ciągle na nowo i coraz bardziej oczywiste”. Na czym, według Ciebie, polegała świętość Jana Pawła II?

– Myślę, że jego świętość jest związana z jego wiarą, siłą modlitwy, jego wielkim człowieczeństwem. Był osobą na wskroś uczciwą i konsekwentą w działaniu – nie było rozbieżności między tym, co mówił, a tym, co czynił.

– Na początku pontyfikatu jednym z krytyków Jana Pawła II był Domenico Del Rio z „La Repubblica”. Wiele lat później, gdy umierał, powiedział znaczące słowa: „Jeżeli płomień mojej wiary nigdy nie zgasł, to tylko dlatego, że widziałem wiarę Jana Pawła i nadal wierzyłem”. Zgadzasz się z tym, że w gruncie rzeczy największą zasługą Papieża było umocnienie braci w wierze, o co Jezus prosił Apostołów?

– Absolutnie tak. Jan Paweł II był człowiekiem o niezwykłej wierze i przekazywał niesamowitą siłę. Wszystko, co zrobił „na zewnątrz”, można zrozumieć, jeśli spojrzymy na jego „wnętrze”, na jego wiarę. I ta wiara była szczególnie widoczna, kiedy odprawiał Mszę św. Widząc go w prywatnej kaplicy, ale także podczas publicznych uroczystości, my, dziennikarze, mieliśmy wrażenie, że był całkowicie nieobecny, że rozmawiał z Bogiem lub z Madonną. Zawsze miał przy sobie różaniec, a modlitwa była dla niego jak powietrze, którym oddychał.

– A kim był Jan Paweł II dla Ciebie osobiście?

– Jan Paweł II był częścią mojego życia nie tylko zawodowego, ale także prywatnego. Lata jego długiego pontyfikatu były również najważniejszymi latami mojego życia osobistego, wtedy to bowiem poznałam męża i założyłam rodzinę – moje córki również spotkały Papieża. Wszystkie moje osobiste wspomnienia przeplatają się ze wspomnieniami o Janie Pawle II, który stał się dla mnie ojcem, do którego byłam przywiązana. Kiedy zmarł, w moim domu przeżywaliśmy to jako śmierć w rodzinie, tak jakby odszedł ktoś z naszych bliskich. Po raz ostatni widziałam go trzy dni przed śmiercią, w środę, która była dniem audiencji – ukazał się w oknie swego apartamentu. Byłam z grupą Meksykanów, którzy przybyli do Rzymu do Papieża. Mówili mi: „Papież towarzyszył nam przez 26 lat naszej historii, a teraz, kiedy odchodzi, chcemy być blisko niego”. Powtarzali to też inni ludzie, którzy przybyli do Rzymu w dniach jego agonii i śmierci. Ja do dziś tęsknię za nim nie tylko jako za papieżem, ale też jako za osobą, która towarzyszyła mi w życiu przez ponad ćwierć wieku.

Valentina Alazraki
urodziła się w Meksyku, ale od 1974 r. mieszka w Rzymie, gdzie pracuje dla meksykańskiej telewizji. Jest jedną z watykanistek o najdłuższym stażu zawodowym.
Uczestniczyła w 100 ze 104 zagranicznych podróży Papieża Polaka i była pierwszym dziennikarzem, który przeprowadził z nim wywiad w samolocie (było to podczas pierwszej podróży zagranicznej Jana Pawła II do Meksyku, w styczniu 1979 r.).
W ciągu tych lat Jan Paweł II stał się dla niej osobą bardzo bliską, nie tylko jako papież, ale również jako człowiek.

2019-10-16 12:28

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Wojtyła. Śledztwo” od 25 września w polskich kinach

2020-09-18 15:17

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Wyd. Rafael

Już od 25 września w polskich kinach będzie można zobaczyć przełomowy dokument o św. Janie Pawle II zatytułowany „Wojtyła. Śledztwo”, nakręcony przez hiszpańskiego reżysera José Maria Zavalę, znanego już polskiej widowni z głośnego obrazu „Tajemnica Ojca Pio”. Film pod patronatem medialnym "Niedzieli"

W filmie zebrano bogaty materiał dokumentalny, reżyser rozmawiał z osobami z najbliższego otoczenia papieża Polaka, a także zebrał historie odkrywające siłę wstawiennictwa świętego papieża.

Nikt nie był fotografowany, nagrywany czy filmowany tak często jak Jan Paweł II. Nikt wcześniej nie spotkał się z przeszło miliardem ludzi... Karol Wojtyła to prawdopodobnie najbardziej publiczna postać w historii. Czy możliwe jest, by powszechnej świadomości umknęło coś, co kryje się za jego publicznym wizerunkiem? Jose Maria Zavala udowadnia, że tak.

W swoim najnowszym filmie „Wojtyła. Śledztwo” w zaskakujący i oryginalny sposób podchodzi do postaci papieża Jana Pawła II. Autor rozmawiał z osobami z najbliższego otoczenia Jana Pawła II, a także zebrał historie odkrywające siłę wstawiennictwa świętego papieża. Tam, gdzie wszyscy biografowie kończą swoje dzieła - w momencie śmierci bohatera - Zavala rozpoczyna jeszcze ciekawszą opowieść.

Kto spodziewa się kolejnej klasycznej biografii papieża Polaka, będzie zawiedziony. Kto podda się niekonwencjonalnej, mistycznej opowieści o jednym z największych tytanów ducha, długo pozostanie pod wrażeniem.

Sam reżyser podkreśla, że ten obraz ma dla niego wielką wartość: „Chciałem uczcić św. Jana Pawła II w tym szczególnym roku, kiedy obchodzimy stulecie urodzin św. Jana Pawła II. Mam dług wdzięczności wobec waszego rodaka Karola Wojtyły. Mój ojciec ofiarował za niego życie w dniu zamachu w 1981 roku, kiedy Ali Agca na placu św. Piotra oddał strzały do papieża. Tata, nie mówiąc nic nam, swojej rodzinie, poświęcił swoje życie za Jana Pawła II. Operowani byli tego samego dnia. Mój tata zmarł. Ojciec Święty przeżył i potem przesłał mojej matce list wraz z różańcem” - mówi Jose Maria Zavala.

Polskim dystrybutorem - na ekrany kin film wejdzie 25 września - jest Rafael Film. „Cieszymy się, że film trafi do kin w całej Polsce, również do niektórych kin sieci Helios, Multikino i Cinema City - mówi Przemysław Wręźlewicz, dyrektor Rafael Film. „To piękny i zaskakujący film. Mnie wiele razy wydawało się, że o św. Janie Pawle II napisano i powiedziano już wszystko, a film odkrywa jeszcze wiele tajemnic” - dodaje.

Film „Wojtyła. Śledztwo” miał już swoją premierę w Hiszpanii i to w czasie pandemii. Otrzymał bardzo dobre recenzje. Doceniono go ze względu na jego wartość dokumentalną, na zaangażowanie, na fakt dotarcia do materiałów archiwalnych polskich komunistycznych służb bezpieczeństwa, przedstawienie dokumentów obrazujących, w jaki sposób prześladowano Karola Wojtyłę już od 1946 roku aż do samego pontyfikatu. Bardzo ważne jest też świadectwo kard. Stanisława Dziwisza, który przez ponad 30 lat był osobistym sekretarzem Ojca Świętego; Valentiny Alazraki, korespondentki Noticieros Televisa w Watykanie, która towarzyszyła Janowi Pawłowi II w podróżach apostolskich po świecie; ks. Sławomira Odera, postulatora jego procesu kanonizacyjnego; Shawna Carneya, prezesa i założyciela ruchu przeciw aborcji 40 Dni dla Życia.

„Wojtyła. Śledztwo”, reż. Jose Maria Zavala, dystrybucja w Polsce: Rafael Film.

Lista kin, w których wyświetlany będzie film dostępna jest na: Zobacz.

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: widoczne są dysproporcje pomiędzy mediami (wywiad)

2020-09-19 09:57

[ TEMATY ]

media

abo Wacław Depo

Redakcja Tygodnika Katolickiego "Niedziela"

Media są pewną formą obdarowania, ale są również pewnym ciężarem odpowiedzialności – powiedział w rozmowie z KAI abp Wacław Depo metropolita częstochowski i przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu.

Publikujemy treść wywiadu:

Ks. Mariusz Frukacz (KAI): Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia postawę mediów katolickich podczas epidemii, zwłaszcza w pierwszych miesiącach - czy właściwie towarzyszyły odbiorcom pomagając im dobrze przeżyć ten niezwykły czas?

Abp Wacław Depo: Myślę, że trzeba zacząć w szerszym kontekście od tego, iż pewnym ważnym progiem do przebicia się mediów katolickich, ale również w ogóle mediów, do świadomości ludzi wierzących był wybór Jana Pawła II i jego pielgrzymka do Ojczyzny. Kiedy nie mogliśmy bezpośrednio uczestniczyć w tych właśnie wydarzeniach, to wówczas poprzez przekaz radiowy i telewizyjny łączyliśmy się z tym misterium, które dokonywało się na naszych oczach, mimo że wówczas nie byliśmy wychowani do takiego głębokiego przeżycia wewnętrznego, na które dzisiaj możemy spojrzeć w sensie zadania czy to zrealizowanego do końca, czy też nie.

Aktualnie w czasie Mszy św., które były transmitowane wypowiadaliśmy modlitwę o komunii duchowej przyjęcia Pana Jezusa do swojego serca. To była modlitwa bezpośrednio odczytywana przez celebransa, ale każdy w niej mógł się odnaleźć myśląc o swoim pragnieniu sakramentalnego przyjęcia Pana Jezusa, jak również o samej więzi z Jezusem i o miłości do Jezusa. Słowa „kocham Cię Panie Jezu, bo Ty mnie kochasz, obdarowujesz sobą” wypowiadane w trakcie Eucharystii musiały, moim zdaniem, głęboko zapadać w świadomość ludzi, a zwłaszcza cierpiących, chorych i znajdujących się jakiejkolwiek potrzebie, jednocześnie będąc izolowani od innych osób w najbliższej rodzinie.

KAI: Czy z tego czasu płynie jakaś lekcja dla mediów? Czy nie uważa Ksiądz Arcybiskup, że należałoby utrzymać więzi pomiędzy proboszczem a parafianami stworzone dzięki transmisjom Mszy św., z tym, że teraz budowane wokół innych treści, np. krótkie katechezy, odpowiedzi na trudne pytania dotyczące wiary, kursy, dyskusje?

– Z pomocą przychodzi nam list kard. Roberta Sarah, który napisał: „Wróćmy z radością do Eucharystii”. Oczywiście ważny jest ten kontakt osobowy księdza proboszcza, jako głównego nie tylko celebransa Eucharystii, ale również moderatora życia religijnego i takich, czy innych spotkań, które się dokonywały, czy też dokonują z wiernymi, czy z danymi grupami. Myślę tutaj o grupach dzieci pierwszokomunijnych, czy też młodzieży bierzmowanej. Trzeba zaznaczyć, że tu pojawia się zadanie dla obydwu stron. W czasie pandemii księża proboszczowie wychodzili do wiernych z różnymi, nawet dosyć ekstremalnymi inicjatywami, tak jak przejazd przez wioski i święcenie pokarmów wielkanocnych. Uważam, że dzisiaj trzeba bardziej zwrócić uwagę na samą odwagę wyjścia do kościoła. Są oczywiście dalej obostrzenia sanitarne, których trzeba przestrzegać, ale musimy przełamać lęk, zwłaszcza poprzez decyzje rodziców, żeby z dziećmi i młodzieżą wychodzić do kościoła. Jesteśmy świadomi tego, że ogólna frekwencja na niedzielnych Mszach Świętych kształtowała się w okolicach 30 procent. Ten czas jest dla nas jakimś rachunkiem sumienia, że odizolowanie się przestrzenne jednak spowodowało jakieś lęki przed wejściem do kościoła, a potem korzystaniem z sakramentu Eucharystii i pokuty.

KAI: Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup panoramę polskich mediów katolickich i panujący w tej sferze pluralizm? Czy ten stan jest optymalny czy czegoś tu, według Księdza Arcybiskupa, brakuje?

– Odpowiem nieco zdumiewająco, a nawet nieco prowokacyjnie. Jest to nasza praca aż do końca świata. Dlatego, że widoczne są dysproporcje pomiędzy mediami, które są, w takiej czy innej panoramie, propozycją dla ludzi, też przecież podmiotem takiego, czy innego filmu, adresu, czy celebracji eucharystycznych, innych nawet form, takich jak publiczne dyskusje, to jest niezmiernie przytłaczająca część mediów takich, które są komercyjne i inspirowane przez takie, czy inne sieci, już nie mówiąc o ośrodkach bardzo mocno finansowanych z różnych źródeł. Ta panoramiczność wyjść naszych katolickich mediów jest naprawdę zaledwie w jakimś początkowym stopniu wystarczająca, ale podkreślam, pomimo iż telewizja Trwam będzie na multipleksie, czy też radio Maryja, to jednak dysproporcja jest mocno widoczna.

KAI: Jaka powinna być główna intencja polskich katolików w Dniu modlitw w intencji Środków Społecznego Przekazu?

– Tutaj posłużę się, jak wiele razy czynię to w moim nauczaniu, taką triadą papieską: prawda, zaufanie, wspólnota. Jeśli będziemy sięgać do źródeł prawdy, nie będziemy przyjmować tego, co idzie od świata, że żyjemy już w cywilizacji światowej, czy europejskiej postprawdy, że prawda jest relatywna i nie ma prawdy absolutnej, a co dopiero powiedzieć nadprzyrodzonej, czyli więzi z Bogiem osobowym, to wtedy nie będzie stopnia zaufania do siebie pomiędzy ludźmi, bo na jakim fundamencie będzie można budować zaufanie do siebie, jeśli będziemy rozmijać się z prawdą o naszej ludzkiej naturze, chociażby mężczyzny i kobiety, o wspólnocie rodzinnej. A co dopiero mówić o wspólnocie międzynarodowej, a poczynając od wspólnoty narodowej. Jak odróżnić to, co jest dzisiaj niesłusznie i fałszywie interpretowane, że wspólnota narodowa jest określana nacjonalizmem, atakującym i wykluczającym inne wspólnoty. I to jest zadanie, które nas dzisiaj niestety przytłacza, ale musimy ten ciężar przyjąć i wyprostowywać również swój sposób myślenia, mówienia, a tym samy budowania odpowiedzialności za wspólnotę ludzką i kościelną.

KAI: W dzisiejszych czasach coraz większa jest liczba księży obecnych w social mediach, na portalach społecznościowych, jak: YouTube, Facebook, Twitter. Jak jest rola kapłana i jego obecności w tej przestrzeni medialnej?

– Media są pewną formą obdarowania, ale są również pewnym ciężarem odpowiedzialności. Jeśli nasze zaangażowanie w mediach ogranicza się do wypowiadania własnego nieraz takiego, czy innego sposobu pojmowania danej prawdy, wtedy to nie służy niestety dobru ogólnemu. Odwołam się tutaj, do takiego wprost żądania młodzieży francuskiej w spotkaniu z Janem Pawłem II. Wprost wówczas powiedziano: „Ojcze nie mów nam o przykazaniach, o przepisach i Kościele jako instytucji, ale podaj nam motywy i racje życia”. Wtedy Ojciec Święty wypowiedział: „Jedyną Prawdą, motywem i racją życia jest dla nas Jezus Chrystus”. I to nie jest żadna idea, czy ideologia. To nie jest nawet przykazanie. Tylko to jest żywy Bóg, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem. I wszedł w nasze realia życiowe, które musimy dzisiaj mierzyć Jego miarą, jako Boga i Człowieka, a nie swoim takim, czy innym odczuciem.

KAI: Bardzo dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Razem z o. Pio

2020-09-20 20:38

Archiwum parafii

Ks. proboszcz przy relikwiach św. o. Pio

Ks. proboszcz przy relikwiach św. o. Pio

Dziś w parafii pw. Narodzenia NMP i św. Marcina w Strzelcach nastąpiło wprowadzenie relikwii św. o. Pio.

Uroczystości przewodniczył ks. ŁukaszRomańczuk. Mszę św. koncelebrował proboszcz parafii, ks. Krzysztof Odzimek.

Relikwie trafiły do parafii staraniem ks. proboszcza. Jest to fragment bandażu, którym opatrywane były rany św. o. Pio.

Rozpoczynając homilię, ks. Łukasz zauważył, że dziś św. o. Pio, poprzez swoją pobożność, troskę o zbawienie człowieka i bezpośredniość w relacji z człowiekiem, byłby częstym gościem na pierwszych stronach gazet, które prawdopodobnie podjęłyby krytykę, że w sposób surowy i ostry nawołuje do nawrócenia.

Mówił także o świętym z Pietrelciny jako osobie w sposób szczególny obdarzonej przez Pana Boga.

- Św. o. Pio miał łaskę przenikania w ludzkie sumienie, wykorzystywał to, aby naprowadzić człowieka na nawrócenie

Kaznodzieja popatrzył także na życie św. o. Pio w kontekście dzisiejszej Ewangelii, mówiącej o Panu winnicy, która o różnych godzinach zaprosił do pracy robotników.

- Święty kapłan był tym, który nawoływał do przyjścia do pracy w winnicy. Czyli pomagał w nawróceniu na różnych etapach życia człowieka, tak, aby mogli odebrać tego denara, jakim jest życie wieczne - mówił.

Po błogosławieństwie, relikwie zostały przeniesione na specjalne miejsce przygotowane na ołtarzu bocznym. Tam ks. proboszcz odmówił modlitwę za wstawiennictwem św. o. Pio.

W parafii znajdują się relikwie m.in. św. Rity, św. Faustyny, Pastuszków z Fatimy (św. Franciszek i św. Hiacynta)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję