Reklama

Wiadomości

Solidarność była, jest i będzie jedna

Czy jawne popieranie obecnego rządu może stać się zagrożeniem dla swobody działania Solidarności? Jakie jest stanowisko związku w kwestii konieczności reformy polskiego górnictwa – o to m.in. pytamy Piotra Dudę, przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

Niedziela Ogólnopolska 39/2020, str. 46-48

[ TEMATY ]

Solidarność

Karol Porwich/Niedziela

Piotr Duda

Piotr Duda

Piotr Grzybowski: W tym roku obchodzimy 40-lecie Solidarności. Jaki to był, w Pana ocenie, czas dla związku?

Piotr Duda: Bardzo trudny, burzliwy, ale merytoryczny i z happy endem, bo przez 40 lat pokazaliśmy – szczególnie ci z nas, którzy są w Solidarności od samego początku – że Związek Zawodowy „Solidarność” nigdy nie przestał funkcjonować, nawet gdy został zdelegalizowany w okresie stanu wojennego. Z punktu widzenia formalnego nie było nas, ale była Solidarność w sercach i w działalności podziemnej, cały czas jedna i ta sama. Nie było pierwszej, drugiej, trzeciej, nie ma nowej i starej, jest tylko jedna Solidarność, do której się zapisałem 20 września 1980 r. i w której ja i wielu członków związku jesteśmy do dzisiaj. Jeszcze jednym, bardzo ważnym akcentem tego 40-lecia jest dedykowanie tej rocznicy wszystkim bezimiennym członkom związku, bohaterom, którzy walczyli o wolny związek zawodowy. W Sierpniu ’80 nikt nawet nie marzył o wolnej ojczyźnie. Wyznacznikiem wolności był Niezależny Związek Zawodowy. W pierwszym momencie się udało, później było 9 lat walki. Nic nie przyszło łatwo, dlatego tak ważne jest, żeby właśnie to 40-lecie było dedykowane wszystkim cichym bohaterom Solidarności, którym bardzo dziękuję. Otrzymuję wiele e-maili z wyrazami uznania, że ktoś wreszcie się upomniał nie o bohaterów ze świecznika, którzy przewodzili strajkom, tylko o tych bezimiennych. Żeby być działaczem związkowym i stać na czele strajku, trzeba mieć wojsko, a wojsko to wszyscy ci, o których przed chwilą mówiłem.

Czy, Pana zdaniem, etos Solidarności jest ciągle żywy w społeczeństwie?

Niektórzy ten etos odnoszą tylko do historii. My uważamy, że wartości, które były i są zapisane nadal w statucie Solidarności, czyli wartości chrześcijańskie i nauka społeczna Kościoła, są jak najbardziej żywe. To jest etos Solidarności. Jeśli Lech Wałęsa twierdzi, że postulaty Sierpnia ’80 są reliktem przeszłości, mają tylko wartość historyczną i są wpisane na listę UNESCO – my się z tym nie zgadzamy. Pan doskonale wie, że walczymy o realizację kolejnych postulatów. Niedawno, wspólnie z prezydentem Andrzejem Dudą, udało nam się sfinalizować postulat mówiący o pluralizmie związkowym. Solidarność (nie tylko jako związek) można zakładać w służbach mundurowych, co do niedawna było niemożliwe. Mówimy o emeryturach, obniżeniu wieku emerytalnego, walczymy o wolną niedzielę dla pracowników handlu, aby mieli czas dla rodziny i Boga. To są dla nas postulaty do realizacji, a nie relikt przeszłości. Mają one wartość nie tylko historyczną, ale i bieżącą.

Reklama

Solidarność jest jedyną organizacją, która ma swojego patrona. Czy po 40 latach od jej powstania i 36 latach od śmierci ks. Jerzego Popiełuszki związek z ks. Jerzym jest cały czas żywy?

Tak. Dla mnie to było szczególnie ważne i przełomowe, bo w październiku 2010 r. we Wrocławiu, na Zjeździe Krajowym, delegaci obdarzyli mnie zaufaniem, powierzając funkcję przewodniczącego. Na tym samym zjeździe zostało przyjęte stanowisko i skierowana została prośba do Ojca Świętego, aby bł. ks. Jerzy został patronem NSZZ „Solidarność”. Czekaliśmy na to 4 lata, ale wreszcie 25 sierpnia 2014 r. nadszedł dekret Ojca Świętego Franciszka. 4 grudnia ub.r. mogłem osobiście na prywatnej audiencji podziękować papieżowi Franciszkowi za tego patrona – patrona naszych czasów, a jednocześnie człowieka, z którym wielu członków Solidarności rozmawiało, witało się, spotykało...

Czy po spodziewanej kanonizacji ks. Popiełuszki Solidarność nadal będzie trwać przy grobie swojego Patrona na warszawskim Żoliborzu?

Będziemy trwać, jak zawsze. Mamy nadzieję, że ks. Jerzy pozostanie na Żoliborzu. To jest dla nas bardzo ważne. Jesteśmy wierni jego testamentowi. To jest dla nas wielka wartość i duma, mimo że jesteśmy w mniejszości. W naszej ojczyźnie jesteśmy chyba jedynym związkiem zawodowym, który w preambule statutu ma zapisane wartości chrześcijańskie i naukę społeczną Kościoła. Jesteśmy też w mniejszości, jeżeli chodzi o Europę, bo raczej przeważają lewicowe związki zawodowe, z którymi nam niejednokrotnie nie po drodze. Mówiliśmy o tym na audiencji u Ojca Świętego i dostaliśmy błogosławieństwo, aby – jeżeli chodzi o sprawy dotyczące ludzi pracy – budować na fundamentach i w oparciu o wartości Solidarności – najsłynniejszego związku zawodowego na świecie. Zaczyn do tego zrobiliśmy 2 lata temu, powołując z błogosławieństwem abp. Marka Jędraszewskiego Międzynarodowe Centrum Badań nad Fenomenem Solidarności. Na tej podwalinie będziemy budować nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Czy Solidarność dostrzega konieczność dalszych reform polityki społecznej, prawa pracy itd.?

Na pewno tak. Jesteśmy profesjonalnym związkiem zawodowym. Od 5 lat udaje nam się wiele robić na rzecz polskich pracowników. Przed nami kolejna reforma, aby wyłączyć z minimalnego wynagrodzenia dodatek za pracę w warunkach szkodliwych i niebezpiecznych, bo przecież jest to dodatek, a nie wynagrodzenie. Chcemy wreszcie doprowadzić do końca to, co podpisaliśmy wspólnie z prezydentem: umowę programową na kolejne 5 lat, zobowiązanie, jeżeli chodzi o tzw. emerytury stażowe i wiele innych aspektów pracowniczych związanych chociażby z budżetówką, ceny nowego układu zbiorowego pracy dla całego sektora finansów publicznych, bo tam się wszyscy gubią, jeżeli chodzi o system wynagrodzeń. Chcemy to ujednolicić, żeby faktycznie wszystko było przejrzyste dla pracownika w sferze finansów publicznych, a także tych, którzy tymi jednostkami zarządzają.

Reklama

Opozycja zarzuca Państwu jawne popieranie działań rządu. Czy nie widzi Pan w tym zagrożenia dla swobody działań związku?

Zagrożenie, Panie Redaktorze, było jedno i wtedy dużo straciliśmy: jak weszliśmy bezpośrednio do rządu, mam na myśli czasy AWS. Były jakieś plusy, ale więcej było minusów. Jako szef Solidarności chciałem rozmawiać z każdą władzą, także z premierem Donaldem Tuskiem. Niestety, postępowano z nami tak, a nie inaczej. Byliśmy wyzywani od pętaków... Przypomina Pan sobie referendum emerytalne? Obecna władza nie jest łatwa do rozmów, ale przynajmniej prowadzi dialog i przez te 5 lat udało nam się – bez demonstracji, wydawania milionów złotych – osiągnąć zdecydowanie więcej dla pracowników niż przez 8 lat akcji protestacyjnych i strajków za czasów PO i PSL. Pewnie, że są problemy. Dzisiaj jest pogotowie strajkowe na Śląsku, w związku z sytuacją klimatyczną...

No właśnie, forsowany przez UE „zielony ład” będzie wymagał reformy polskiego górnictwa. Czy Solidarność ma swój scenariusz i czy nie będzie to osią sporu z rządem?

Panie Redaktorze, rozmowy trwają i póki co nie przynoszą żadnych efektów. Rozpoczęło się od sytuacji w Polskiej Grupie Górniczej – czyli zamykania kopalń, a skończyło już teraz – na szerokiej polityce klimatyczno-energetycznej. My, jako Solidarność, śledzimy to od lat. Dziś jest stan pogotowia na Śląsku, bo tam są największe negatywne skutki decyzji KE. Chcemy, żeby polski rząd był konsekwentny. Domagamy się realizacji porozumienia paryskiego, gdzie było jasno napisane, że do końca tego wieku będzie można dochodzić do „zielonego ładu”, do jakiegoś miksu energetycznego, do uporządkowania spraw, jeżeli chodzi o politykę klimatyczno-energetyczną. Nagle się okazuje, że wszystko nabiera przyspieszenia, że to ma być 2050 r. czy 2040 itd. Zrujnujemy przez to naszą gospodarkę. Chodzi o to, by kopalnie, które dziś funkcjonują i dają miejsca pracy, paliwo energetyczne do naszych elektrowni, mogły być wygaszane w sposób naturalny. O to będziemy walczyć (stąd dzisiaj to pogotowie na Śląsku i w Zagłębiu), bo jesteśmy konsekwentni zarówno w kraju, jak i na forum europejskim, również ja jako przedstawiciel w Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych. Widzę natomiast, że w komitecie strajkowym na Śląsku też jest FZZ i OPZZ, które na polu europejskim 9 czerwca i 23 lipca głosowały za przyspieszeniem, za „zielonym ładem”. Niech się zatem zdecydują i nie będą hipokrytami, że tu wchodzą w skład komitetu strajkowego, a na forum europejskim tylko Solidarność była przeciwna przyspieszaniu. Musimy dojść do kompromisu z rządem. My mamy bardzo dobrze merytorycznie przygotowanych ludzi, więc chodzi o to, żeby usiąść i rozmawiać. Dobrze, że oni chcą rozmawiać, bo rozmowa jest najważniejsza.

Szerokim echem odbiła się Pańska wizyta na Białorusi. Czy było to wsparcie jedynie dla tamtejszych związków zawodowych, czy szerzej – społeczeństwa białoruskiego?

Powiem tak: wielu mówiło, żebym tam nie jechał, że nie zostanę wpuszczony, zostanę zatrzymany na granicy, jak było w przypadku naszego konwoju humanitarnego. Musiałem jednak tam jechać, bo inaczej miałbym do końca życia wyrzuty. Zostałem wpuszczony, ale nie bez problemów. Później jeździły za nami „ogony”, ale to jest najmniej ważne. Była pomoc ze strony Ambasady Polskiej w Mińsku, przewodniczącego białoruskiego Kongresu Wolnych Demokratycznych Związków Zawodowych. Choć znamy się od wielu lat, byliśmy bardzo wzruszeni. Nie powiem, że faceci nie płaczą. To była moja najważniejsza, jak dotychczas, wizyta zagraniczna. Faktycznie, chcemy pomóc i fundusz „Solidarność z Białorusią” przeznaczyć przede wszystkim na profesjonalizację i budowę jedynego wolnego, demokratycznego związku zawodowego, którym kieruje Aleksander Jaroszuk. O tym rozmawialiśmy, i będziemy białoruskich związkowców w tym wspierać. W tej chwili w Polsce, w Warszawie, przebywa przedstawiciel komitetu strajkowego, który stał na czele strajków w zakładach chemicznych koło Grodna; musiał uciekać z Mińska. Jesteśmy z nim w kontakcie. Chcemy pomóc budować silny związek zawodowy na Białorusi. Niejednokrotnie wspominał Pan w tv, że opozycja nie ma tam struktur, dlatego będzie im ciężko. Chcemy zatem, żeby przynajmniej takim przyczółkiem struktur opozycyjnych (tak jak to było w 1980 r. z Solidarnością) był Białoruski Komitet Wolnych Związków Zawodowych. Białorusini wiedzą, czego chcą, i musimy im w tym pomóc.

Jak Pan skomentuje pomysł Rafała Trzaskowskiego, żeby utworzyć „Nową Solidarność”?

Ironicznie skomentowałem, że może się nazwą „nowa Czajka” itp. Jeżeli na pikiecie, która się odbyła w Gdyni, krzyczą: „Nie oddamy tych wartości”, to po prostu nie wiedzą, co mówią. Te wartości to przecież: nauka społeczna Kościoła i wartości chrześcijańskie. O jakich wartościach mówi pan Trzaskowski, jeżeli podpisuje Kartę LGBT w Warszawie? Jeżeli idzie na marsz LGBT, a tam jest profanowana Msza św., Najświętszy Sakrament, to jakie to są wartości? Po co im te postulaty, te tablice, których nie chcą oddać? Przecież tam jest to, przeciwko czemu oni głosują: przeciwko wolnym niedzielom dla pracowników handlu, przeciwko obniżeniu wieku emerytalnego. Żeby nazwać się „Nową Solidarnością”, trzeba pamiętać, że są wartości, o które walczyli robotnicy w 1980 r. i dalej to podtrzymują. Jak można mówić, że będą budować „Nową Solidarność”? Na czym? Na podwalinach KOD i LGBT? Przepraszam bardzo, człowiek się denerwuje, ale inaczej po prostu nie można. Dlatego zostało to przeze mnie obśmiane. Z drugiej strony – życie pokazuje, że Trzaskowski teraz musi się zająć sprawami ważnymi dla niego jako prezydenta miasta. Niech się skupi na tym, bo po to go wybrali mieszkańcy Warszawy. Jeżeli chce się zajmować szeroką polityką, to niech złoży mandat z funkcji prezydenta Warszawy i niech idzie do szerokiej polityki. Jak jestem szefem związku i mam się zajmować historią Solidarności, profesjonalizacją związku oraz tym, żeby prawa pracownicze były przestrzegane.

Piotr Duda
działacz związkowy od 1980 r., kiedy to jako tokarz w Hucie Gliwice wstąpił do NSZZ „Solidarność”. Był komandosem w 6. Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej, w tym w siłach ONZ w Syrii. W NSZZ „Solidarność” najpierw pełnił funkcję przewodniczącego komisji zakładowej, potem przewodniczącego „Solidarności” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Wszedł także w skład Komisji Krajowej „Solidarności”. W 2010 r. został wybrany na stanowisko przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Mieszka w Gliwicach. Żonaty, ma dwójkę dzieci

2020-09-23 09:43

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wolni od nienawiści

2020-10-14 10:49

Niedziela toruńska 42/2020, str. IV

[ TEMATY ]

Solidarność

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Katarzyna Cegielska

Pomnik bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Toruniu, odsłonięty w 2011 r.

Pomnik bł. ks. Jerzego Popiełuszki  w Toruniu, odsłonięty  w 2011 r.

O solidarności, o wolności decyduje siła ducha, oparta na wierze, przebaczeniu, modlitwie, bezinteresowności, wrażliwości na sprawy drugiego. Solidarność to jeden i drugi, razem.

Wsiadam do kolejki SKM. Jadę całą trasę z Gdyni Chyloni do Gdańska Głównego. Wychodzę z dworca. Nie zastanawiam się, w którą stronę pójść. W jednym kierunku płynie rzeka ludzi opuszczająca podmiejski pociąg. Pod stocznię. Pod bramę nr 2. Jestem klerykiem WSD w Pelplinie. Jestem na drugim roku. Trwają letnie wakacje. Koniec sierpnia 1980 r. Staję pod bramą. Ze czcią, jakbym był pośrodku sanktuarium, oglądam zawieszone krzyże, obrazy Matki Bożej, zdjęcia papieża Jana Pawła II. Poprzez metalowe sztachety wysokiego ogrodzenia poprzetykane są kwiaty. Dużo kwiatów. Po prawej stronie od wejścia wiszą tablice. Odręcznie napisane dwadzieścia jeden postulatów. Podchodzę. Czytam punkt po punkcie. W jednym z nich strajkujący domagają się transmisji coniedzielnej Mszy św. w Polskim Radiu. Wiarę widać gołym okiem. Znaki powieszone na bramie wołają, jak dziś wołają trzy krzyże – pomnik – hołd dla zamordowanych przez komunistów stoczniowców-robotników grudnia 1970 r. Tłamszona przez dekadę pamięć wystrzeliła na wysokość 42 metrów. Teraz jest widoczna dla całego świata. O godną pracę i płacę, o niezależne związki, które będą ich bronić, ale również o wiarę, o możliwość wolności jej wyznawania walczą robotnicy. Są w tym zaskakująco wolni. Bo przecież mijało już wówczas 35 lat opresji komunistów wobec robotników, ale i Kościoła katolickiego i ludzi wierzących, spychania ich do drugiej kategorii. Wszyscy się boimy. Strajkujący dali przykład, jak pokonać strach. Ich determinacja jest silniejsza niż lęk. Z robotnikami są kapłani. Odprawiają na terenie stoczni Msze św., słuchają spowiedzi. Przecież trwa strajk okupacyjny. Nikt nie opuszcza zakładu pracy. Dobrowolnie stali się więźniami. Cóż nie robi się dla wolności. To jest jak z postem. Rezygnuję z dobrych rzeczy dla dobra większego.

Strajkujący dali przykład, jak pokonać strach.

Niektórych spośród kapłanów znałem. Jestem z nich dumny. Ludzie w tłumie mówią o nich z podziwem dla ich odwagi. Za chwilę mogą tu nadjechać czołgi, jak rok później do kopalni Wujek, by rozpocząć brutalną pacyfikację, nie licząc się z ofiarami. Po władzy spodziewaliśmy się wówczas wszystkiego.

Jedność

Stojąc pod bramą Stoczni, a przyjeżdżałem nieomal codziennie, czułem, że wydarza się tu coś wyjątkowego. W tym czasie imperium zła wydawało się niewzruszone. Tu pod bramą poczucie wolności i doświadczenie sacrum odczuwałem jako święto. Wybijało się z szarzyzny zgrzebnego życia. Atmosfera święta, jakiejś długiej uroczystości, przenikała zwykłe doświadczenia życia codziennego dziejące się na oczach. Kobiety podchodziły do płotu stoczni, podawały kanapki, czasami trojaki z obiadem dla swoich mężów. Głośno wymieniali uwagi co w domu, co u dzieci. Stoczniowców, ich rodziny i nas współodczuwających, przybyłych z różnych stron, dzielił płot. Byliśmy jednością. Byliśmy solidarni. Fizyczne płoty stojących po obu stronach nie muszą dzielić. Nas dzielił mur niewidzialny z komunistyczną władzą i aparatem władzy: milicją, ZOMO, ORMO, z ośrodkami propagandy. Tamci byli z innego świata. Nie dzielili z nami wartości nam bliskich, chrześcijańskich. Byli cyniczni. Latami próbowali narzucać wschodnie porządki.

Lawina zmian

Na początku 1981 r. w okresie festiwalu Solidarności, po powstaniu niezależnego związku zawodowego, w czasie niewyobrażalnego entuzjazmu, byłem kilka razy w Teatrze Muzycznym. Pierwszy raz pojechaliśmy jako zorganizowana grupa z WSD. Potem byłem z rodziną i kolegami w czasie ferii.

Psalm stojących w kolejce śpiewany przez Krystynę Prońko w musicalu Kolęda nocka w gdyńskim teatrze muzycznym. Całe pokolenie nuciło tę piosenkę. To był programowy song. Szarości, zmęczeniu i zwątpieniu przeciwstawia poeta – Ernest Bryll – lawinę zmian. „Bądź jak kamień, stój wytrzymaj” – słowa przeszywały do głębi, formułowały to, co odczuwaliśmy w środku, sami nie umiejąc wyrazić. „Kiedyś te kamienie drgną/I polecą jak lawina”. Dawały nadzieję, której potrzebowaliśmy jak tlenu.

Miał Bryll twórczą wyobraźnię. Tekst wyciągnął z szuflady. Napisał przed kwietniem 1980 r. Poeci widzą dalej. Lawiną stał się dziesięciomilionowy ruch Solidarności.

Trzy krzyże

Czas Solidarności trwał od podpisania umów 30 i 31 sierpnia 1980 do 13 grudnia 1981 r., nocy, w której gen. Jaruzelski wyprowadził czołgi i całą machinę przemocy ówczesnego państwa socjalistycznego przeciw wolności własnych obywateli. Została przelana polska krew i zabita nadzieja. Twórcy pomnika stoczniowców – ofiar grudnia 1970 r. – przewidzieli to. Monument został odsłonięty 16 grudnia 1980 r. w pobliżu miejsca, gdzie padło czterech pierwszych zabitych. Na pomniku, który składa się z trzech krzyży, umieścili przebite kotwice. Kotwica jest symbolem chrześcijańskiej nadziei. Tam zawieszono kotwicę przebitą. Generał odebrał nadzieję całemu pokoleniu Polaków. Po raz kolejny nadzieja została ukrzyżowana.

Ks. Jerzy wygrał. My wygraliśmy. Zło dobrem zwyciężyliśmy. Wygraliśmy wolność.

Pomnik pozostał. Choć był obserwowany przez Milicję Obywatelską, stał się miejscem, do którego się przychodziło. Całą dekadę lat osiemdziesiątych, ilekroć przebywałem w Gdyni, w domu, zawsze tu podjeżdżałem, podobnie do kościoła św. Brygidy. Jego wnętrze wypełnione było wiarą i patriotyzmem. To, co było ocenzurowane w telewizji i radiu, tam było wyeksponowane. Można było otrzymać bibułę, niezależną prasę i wydawnictwa.

Poruszające świadectwo

Świętując czterdziestą rocznicę powstania Solidarności w kościele bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Łubiance, pragnę wspomnieć przejmujące świadectwo przywołanego już E. Brylla, które usłyszałem w kościele w Górsku, na trzydziestoleciu męczeńskiej śmierci bł. Jerzego.

Poeta był uczestnikiem modlitw o ocalenie ks. Jerzego we wspólnocie zgromadzonych w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu i wokół niego po porwaniu ks. Jerzego 19 października 1984 r. 30 października nadeszła wiadomość o znalezieniu ciała w Wiśle, przy tamie pod Włocławkiem. Jeden z kapłanów stanął na ambonie i niepewnym głosem przekazał straszną informację. Odpowiedzią był powszechny płacz. Rozpoczęła się zbiorowa żałoba. Po kilku minutach, gdy trochę się uciszyło, ksiądz zainicjował modlitwę Ojcze nasz. Ludzie podjęli. Gdy dotarli do słów: „odpuść nam nasze winy”… zamilkli. Ksiądz rozpoczął ponownie: Ojcze nasz. Znowu słowa „odpuść nam nasze winy” nie zostały dokończone. Sytuacja robiła się dramatyczna – relacjonował Bryll. Po raz trzeci Ojcze nasz. Po słowach „odpuść nam nasze winy” powoli, nieśmiało przyłączali się ludzie, aż do „Amen”. Wiedziałem. W tym momencie zwyciężyliśmy. Dokonał się jakiś niewyobrażalny, duchowy akt przebaczenia. Ks. Jerzy wygrał. My wygraliśmy. Zło dobrem zwyciężyliśmy. Wygraliśmy wolność. Byliśmy wolni od nienawiści i chęci zemsty, jak nas uczył i nauczył.

CZYTAJ DALEJ

"Wszystko Co Najważniejsze": Prof. Kleiber: skończmy z tym szaleństwem

2020-10-28 09:51

Archiwum prywatne

Prof. Michał Kleiber były prezes Polskiej Akademii Nauk

Prof. Michał Kleiber
były prezes
Polskiej Akademii
Nauk

Skutki obecnych protestów dot. orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mogą być tragiczne dla nas wszystkich - pisze we "Wszystko co najważniejsze" prof. Michał Kleiber. I apeluje: "skończmy z tym szaleństwem!" Jego zdaniem, "sprawy zaszły tak daleko, że kompromis jest absolutnie konieczny".

Prof. Michał Kleiber, były prezes PAN, redaktor naczelny pisma "Wszystko Co Najważniejsze" w środowym artykule "Skończmy z tym szaleństwem" ocenia, że "totalna niezgoda (...) ostatnio osiągnęła zupełnie karygodny poziom, przekraczając cywilizowane granice publicznego sporu, tworząc prawdziwe zagrożenie dla naszej pomyślnej przyszłości".

"Niedocenienie przez rządzących szerokich społecznych emocji najpierw w przypadku projektu ustawy o ochronie zwierząt, a ostatnio orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego musi budzić zdziwienie" - pisze b. prezes PAN. W jego ocenie, sposób wprowadzenia tych zmian w życie - bez szerokiej dyskusji i jasnego przedstawienia już na samym początku środków łagodzących kluczowe konsekwencje proponowanych działań - niejako gwarantował powstanie poważnych problemów. "Tym groźniejszych, że powstających w trudnych warunkach rosnących zagrożeń pandemią" - pisze Michał Kleiber.

Ocenia jednak, że orzeczenie TK w sprawie aborcji pod względem prawnym nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. "Prawo w sprawie obecnego konfliktu jest więc jednoznaczne i każda niezgoda z jego wydanym obecnie potwierdzeniem jest próbą obalenia obowiązującej konstytucji"- pisze prof. Kleiber.

Naukowiec uważa, że skutki obecnych protestów mogą być tragiczne dla nas wszystkich. "Zdominowani przez ogromne emocje, agresywnie nastawieni demonstranci łamią bowiem wszystkie obowiązujące w związku z pandemią zasady zachowania, co grozi wybuchem epidemicznej bomby. W połączeniu ze skandalicznymi i ewidentnie łamiącymi prawo atakami na kościoły i księży oraz zakłócaniem przebiegu obrzędów religijnych będzie to zapewne niebawem skutkować zdecydowanymi działaniami policji, co z kolei wywoła w odpowiedzi wzmożoną agresję protestujących" - pisze b. prezes PAN. I zastanawia się, czy jest przed nami droga do sytuacji jak na Białorusi. "Czy właśnie tego chcemy? Naprawdę potrzebujemy trochę dobrej woli wszystkich stron istniejących sporów, aby takiego tragicznego scenariusza uniknąć" - ocenia.

Według niego, "sprawy zaszły tak daleko, że kompromis jest absolutnie konieczny".

W jego ocenie, zażegnaniem sporu mogłoby być np. szybkie uchwalenie ustawy "rozdzielającej przypadki nienarodzonych dzieci ze zdiagnozowanym zespołem Downa, wyłączone z prawa do aborcji, od przypadków innych wad płodu, uważanych za nieodwracalne i będących dla większości społeczeństwa akceptowalną z konieczności przesłanką do tego zabiegu".

Naukowiec apeluje do wszystkich środowisk politycznych, aby dojść wspólnie do niezbędnego kompromisu, zaprzestać chaotycznych protestów i rozpocząć debatę dotyczącą wszystkich spornych spraw.

"Jest ich dużo, od lat doświadczamy tego sporu niemal codziennie. Ograniczmy jednak wreszcie emocje oraz słowną i, niestety, już także fizyczną agresję – naprawdę, nie traćmy szansy na niezakłóconą kontynuację budowy naszej wspólnej, pomyślnej przyszłości" - kończy naukowiec. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Alternatywa życia

2020-10-28 22:00

[ TEMATY ]

Częstochowa

bierzmowanie

Św.Juda Tadeusz

Beata Pieczykura/Niedziela

– Nie pozwólcie, by wami manipulowali, pokażcie alternatywę życia w przyjaźni z Chrystusem, bez ćpania, bez chlania, bez łajdaczenia się. Niech zobaczą, że można przeżywać radość z młodości. Życzę wam wytrwałości w pracy nad sobą, niech Bóg wam we wszystkim błogosławi – mówił biskup senior Antoni Długosz w imieniny św. Judy Tadeusza Apostoła i zesłanie Ducha Świętego w parafii pod wezwaniem tego świętego w Częstochowie.

W dniu, w którym wielu z archidiecezjan modliło się za przyczyną Matki Bożej Królowej Polski oraz św. Judy Tadeusza, patrona od spraw beznadziejnych, a także szpitali i personelu medycznego, w intencji naszego narodu oraz prosiło o nawrócenie i ratunek dla ojczyzny, czyli 28 października, wspólnota parafialna pod wezwaniem tego świętego przeżywała odpust.

Sumie przewodniczył i homilię wygłosił biskup senior Antoni Długosz, który udzielił sakramentu bierzmowania oraz pobłogosławił i odsłonił tablicę pamiątkową poświęconą ks. kan. Janowi Samborowi, proboszczowi tej parafii w latach 2007-16, która powstała z inicjatywy Akcji Katolickiej. Ponadto Aleksandra Bugaj została odznaczona medalem im. bp. Teodora Kubiny zasłużony dla Akcji Katolickiej.

W homilii biskup Antoni przypomniał, że św. Jan Paweł II kierował Kościołem 27 lat, a wyrazem jego miłości do Polski było 9 pielgrzymek do ojczyzny. Ojciec Święty przybywał do rodaków jako świadek Jezusa, aby ich umacniać w wierze. Świadkiem Chrystusa jest również patron parafii – apostoł uformowany dzięki wierności Bożym przykazaniom. Jego przykład jest ciągle aktualny, ponieważ jego życie było przedłużeniem słów i czynów Pana Jezusa. To zadanie dla każdego człowieka: świadczyć o Jezusie, miłować Mu i być wiernym przykazaniom. – Przykazania ustawiają nas w życiu. Trzy pierwsze mówią, że Bóg jest obecny w słowach i czynach człowieka, a siedem następnych mówi o odpowiedzialności za życie własne i bliźnich – wyjaśnił kaznodzieja. Dlatego zachęcał zebranych, by każdego dnia na propozycje przykazań, mówili Bogu „tak” i realizowali je w życiu. Do młodzieży, która przyjęła sakrament bierzmowania, bp Długosz powiedział: – Stójcie wyprostowali, by odczuć tę moc Boga, która stąpiła na was, i do tego dotyku Boga wracajcie w chwilach pokus, trudności i niepokojów. Nie sądźcie, że po bierzmowaniu będzie mieli łatwiejsze życie, świadectwo o Jezusie musi kosztować.

Biskup Długosz przypomniał, że Wyższe Seminarium Duchowne w Częstochowie wybudowano dla 300 kleryków, a w tym roku na pierwszy rok zgłosiło 6 osób, na wszystkich rocznikach się jest 17 alumnów. Do młodzieży męskiej apelował: –Jeżeli chcecie być ojcami bez teściowej, idźcie do seminarium.

W tym trudnym czasie proboszcz ks. kan. Jacek Fuljanty zaprasza do żarliwej modlitwy, z której rodzi się wiara, z wiary – miłość, a miłości – ofiara. Dlatego powiedział Niedzieli: – Co tydzień odprawiamy nowennę do Matki Bożej Nieustannej Pomocy w środy. Każdą Mszę św. kończymy modlitwą, codziennie zwracamy się do świętych, np. Świętych Apostołów Piotra i Pawła, św. Judy Tadeusza, oraz do Ducha Świętego Miłosierdzia Bożego, Trójcy Przenajświętszej.

Pani Jolanta od lat uczestniczy w uroczystości odpustowej, nie inaczej było w tym roku. Podzieliła się swoim świadectwem wiary: – Dużo zawdzięczam patronowi. Sama się przekonałam w moich doświadczeniach życiowych, że pomaga, każdemu radzę, by Bogu się polecać, to jest najważniejsze, a szczególnie teraz, kiedy mamy w kraju niebezpiecznie, nie mówiąc tylko o chorobach, ale ogólnie panuje niepokój. Dlatego potrzeba się modlić, wybierać sobie patrona, np. nasz patron jest od spraw trudnych i beznadziejnych.

Święty Juda Tadeusz

Święty Juda miał przydomek Tadeusz, czyli „Odważny" (Mt 10, 3; Mk 3, 18). Był bratem św. Jakuba Młodszego, Apostoła (Mt 13, 55), dlatego bywa nazywany również Judą Jakubowym (Łk 6, 16; Dz 1, 13). Był jednym z krewnych Jezusa. Prawdopodobnie jego matką była Maria Kleofasowa, o której wspominają Ewangelie.

Imię Judy umieszczone na dalszym miejscu w katalogu Apostołów sugeruje jego późniejsze wejście do grona uczniów. To on przy Ostatniej Wieczerzy zapytał Jezusa: "Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?". Zasadne jest zatem przypuszczenie, że św. Juda, przystępując do grona Apostołów, kierował się na początku perspektywą zrobienia przy Chrystusie kariery.

Juda jest autorem jednego z listów Nowego Testamentu. Sam w nim nazywa siebie bratem Jakuba (Jud 1). Z listu wynika, że prawdopodobnie był człowiekiem wykształconym. List ten napisał przed rokiem 67, gdyż zapożycza od niego pewne fragmenty i słowa nawet św. Piotr. Po Zesłaniu Ducha Świętego Juda głosił Ewangelię w Palestynie, Syrii, Egipcie i Mezopotamii; niektóre z wędrówek misyjnych odbył razem ze św. Szymonem. Część tradycji podaje, że razem ponieśli śmierć męczeńską. Inne mówią, że Szymon został zabity w Jerozolimie, a Juda Tadeusz prawdopodobnie w Libanie lub w Persji.

Hegezyp, który żył w wieku II, pisał, że Juda był żonaty, kiedy wstąpił do grona Apostołów. Dlatego podejrzliwy na punkcie władzy cesarz Domicjan kazał wezwać do Rzymu wnuków św. Judy w obawie, aby oni - jako "krewni" Jezusa - nie chcieli kiedyś sięgnąć także po jego cesarską władzę. Kiedy jednak ujrzał ich i przekonał się, że są to ludzie prości, odesłał ich do domu.

Kult św. Judy Tadeusza jest szczególnie żywy od XVIII w. w Austrii i w Polsce. Bardzo popularne jest w tych krajach nabożeństwo do św. Judy jako patrona od spraw beznadziejnych. Z tego powodu w wielu kościołach odbywają się specjalne nabożeństwa ku jego czci, połączone z odczytaniem próśb i podziękowań. Czczone są także jego obrazy. Jest patronem diecezji siedleckiej i Magdeburga. Jest także patronem szpitali i personelu medycznego.

W ikonografii św. Juda Tadeusz przedstawiany jest w długiej, czerwonej szacie lub w brązowo- czarnym płaszczu. Trzyma mandylion z wizerunkiem Jezusa - według podania jako krewny Jezusa miał być do Niego bardzo podobny. Jego atrybutami są: barka rybacka, kamienie, krzyż, księga, laska, maczuga, miecz, pałki, którymi został zabity, topór.

Za brewiarz.pl/czytelnia/swieci/10-28.php3

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję