Reklama

Niedziela Małopolska

Droga ku uzdrowieniu

Wypowiedzenie doznanej krzywdy jest często pierwszym i najważniejszym krokiem w kierunku odzyskania zdrowia. Siostra Anna Szubrycht, delegatka ds. ochrony dzieci i młodzieży archidiecezji krakowskiej w rozmowie z Niedzielą tłumaczy m.in., dlaczego warto zmierzyć się z bolesną przeszłością.

Niedziela małopolska 39/2020, str. VI

[ TEMATY ]

pomoc

molestowanie

psychoterapia

W Kościele są ludzie, którzy troszczą się, aby ofiary wykorzystania seksualnego otrzymały profesjonalną pomoc, terapię psychologiczną i zadośćuczynienie

W Kościele są ludzie, którzy troszczą się, aby ofiary wykorzystania seksualnego otrzymały profesjonalną pomoc, terapię psychologiczną i zadośćuczynienie

Anna Bandura: Młoda osoba dzwoni do Siostry i mówi, że jest ofiarą nadużyć seksualnych. Co się dzieje dalej?

S. Anna Szubrycht: Staram się zachęcić taką osobę do spotkania. Rozmowa przez telefon to nie to samo. Istotne jest, aby wykazać się taktem, wrażliwością, zapewnić osobę pokrzywdzoną, że to, co się wydarzyło, nie jest jej winą.

Czy osoby pokrzywdzone od razu zgadzają się na takie spotkanie?

Raczej tak. Niekiedy potrzebują trochę więcej czasu. Niektórzy wolą przyjść z kimś bliskim, co oczywiście jest możliwe. Te rozmowy naturalnie są dość trudne. Są osoby, które zbierały się do wypowiedzenia swojej krzywdy od wielu lat.

Reklama

I Siostrę jako pierwszą informują o tragedii wykorzystania seksualnego?

Niektórzy wcześniej próbowali komuś coś mówić, ale nie zostali w pełni wysłuchani i zrozumiani. A to jest niezwykle istotne. Ktoś nas może słuchać, ale nie słyszeć. Dlatego ważne jest, aby zarezerwować sobie potrzebny czas tylko dla tej osoby.

Gdzie takie spotkania mają miejsce?

U mnie w domu zakonnym, przy stole lub w innym miejscu, które dla osoby pokrzywdzonej nie będzie się kojarzyło z kancelarią parafialną, kurią, przestrzenią kościelną. Rozmawiamy tam, gdzie jest spokój i nikt nam nie przeszkodzi.

Co sprawia, że ludzie po wielu latach decydują się opowiedzieć o bolesnej przeszłości?

Są osoby, które postanowiły zgłosić sprawę, bo np. podczas terapii zrozumiały, że nie są winne i że wydarzyła im się wielka krzywda. Myślę, że jest jeszcze drugi ważny powód. Dziś coraz częściej mówi się o pedofilii, ten temat „żyje” w mediach. To może być pomocne w uświadomieniu sobie, że to, co mnie spotkało, było złe i nie można mnie za to winić. Ludzie nabywają świadomości bycia ofiarą wykorzystania nawet podczas zwykłej rozmowy z kimś, kto doświadczył czegoś podobnego. Ale droga od momentu uświadomienia sobie doznanej krzywdy do zgłoszenia sprawy – jest długa.

Reklama

Czy Siostra jako delegatka zachęca pokrzywdzonych do zgłoszenia sprawy odpowiednim organom?

Zależy nam przede wszystkim na dobru i zdrowieniu osób poranionych. Zgłoszenie sprawy jest uwalniające, znacząco wpływa na stan psychiczny ofiary. Dlatego przede wszystkim informuję osobę pokrzywdzoną, że ma prawo zgłosić taką sprawę na policję czy do prokuratury. Zachęcam ją, aby z tego prawa skorzystała. Jednocześnie jednak informuję, że zgodnie z obowiązującymi normami polskimi i kościelnymi, nawet jeżeli ona sama nie dokona takiego zgłoszenia, to przedstawiciele diecezji są zobowiązani do podjęcia kroków i że sprawa zostanie zgłoszona na policję. Ta kwestia omawiana jest na początku rozmowy.

A co z postępowaniem kościelnym?

W Kościele sprawa zostaje przekazana ordynariuszowi, który podejmuje dalsze decyzje i kroki przewidziane w tym zakresie przez przepisy kościelne. Trzeba pamiętać, że informowana jest o tym także Stolica Apostolska, a konkretnie Kongregacja Nauki Wiary.

Informowanie o tym zapewne wymaga wielkiego taktu i rozwagi.

To nie są łatwe rozmowy. Ale dzieje się coś niezwykłego w momencie, w którym te osoby mówią o swojej krzywdzie. Widzę, jakie ma to dla nich znaczenie – że ktoś ich wysłuchał. Coś z nich „schodzi”. Pomaga im to w odzyskaniu godności. Mogą doświadczać różnych uczuć – ale tak naprawdę to jest początek drogi w stronę odzyskania zdrowia. Wydaje się, że to krok maleńki, ale bardzo ważny. To pierwsze uwolnienie się od tego, co człowiek nosił w sobie latami, co go trawiło od środka, co również wyniszczało więzi – bo ofiara przestępstw na tle seksualnym często może mieć trudność w budowaniu dobrych relacji.

Co, oprócz kwestii wypowiedzenia na głos doznanej krzywdy, może pozytywnie wpłynąć na proces zdrowienia?

Zadośćuczynienie, poczucie osiągniętej sprawiedliwości. Osoba, która została skrzywdzona, dzięki wyrokowi sądowemu skazującemu sprawcę, wie, że nie jest zła. Niejednokrotnie ofiary wykorzystania noszą ciężar poczucia winy, bo sprawca tak nimi manipulował. A wina zawsze jest po stronie tego, który zadaje rany. Trzeba pamiętać, że proces zdrowienia jest niezwykle długi. Ostatecznym, a zarazem bardzo trudnym, elementem tego procesu jest przebaczenie.

I tu nasuwa się pytanie: jak wybaczyć tak wielką krzywdę?

To prawda, że takiej tragedii nie da się zapomnieć, ale jeśli to przepracuję, to dojdę do momentu, w którym będę mogła powiedzieć: „jestem wolna”. Wierzę, że element przebaczenia jest też… darem, Bożą łaską. Tu potrzebne jest coś więcej niż tylko moja decyzja.

Czy w archidiecezji krakowskiej są kapłani, którzy pomogą osobom pokrzywdzonym wejść na tę drogę współpracy z Bożą łaską?


Arcybiskup Marek Jędraszewski powołał zespół ds. ochrony dzieci i młodzieży, któremu przewodniczy ks. dr Marcin Cholewa, a duszpasterzem osób pokrzywdzonych jest ks. Artur Chłopek. Do tych kapłanów mogą się zgłaszać osoby skrzywdzone przez ludzi świeckich i duchownych. Księża nie tylko rozmawiają z pokrzywdzonymi, ale także organizują spotkania modlitewne z grupą wiernych.
Od listopada Msze św. w intencji ofiar wykorzystania seksualnego będą odprawiane co miesiąc w sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach, a także w innych, wyznaczonych kościołach. Informacje na ten temat pojawią się wkrótce na stronie archidiecezji diecezja.pl w zakładce „ochrona dzieci i młodzieży”.
Myślę, że zespół wraz z osobami świeckimi, które pragną modlić się za ofiary nadużyć seksualnych, wykonuje bardzo potrzebną i ważną posługę we wspólnocie Kościoła. Warto mieć świadomość, że w Kościele są ludzie, którzy troszczą się, aby ofiary wykorzystania seksualnego otrzymały profesjonalną terapię psychologiczną i zadośćuczynienie. Ponadto również modlitwą towarzyszą im w drodze do uzdrowienia.

2020-09-23 09:47

Ocena: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak uchronić dziecko przed molestowaniem? - rozmowa z psychologiem dr. S. Grzelakiem

[ TEMATY ]

molestowanie

Adobe.Stock.pl

Warto, by każdy rodzic starał się pomóc swojemu dziecku w wyrobieniu wewnętrznej siły i samoświadomości oraz odruchu wzywania pomocy, gdy samo nie daje sobie rady – powiedział dr Szymon Grzelak - psycholog, założyciel i prezes zarządu Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, w rozmowie z KAI wyjaśnił w jaki sposób uchronić dzieci przed „złym dotykiem”.

Anna Rasińska (KAI): W ostatnim czasie coraz częściej słyszymy w mediach o problemie molestowania seksualnego małoletnich. Każdy rodzić chciałby żeby jego dziecko miało zdrowy odruch obrony własnych granic fizycznych. Jak pomóc dziecku ukształtować taką postawę?

Dr Szymon Grzelak: Przede wszystkim ważne jest kształtowanie u dziecka poczucia wewnętrznej siły. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej. Dziecko, które wierzy we własną siłę, ma oparcie w najbliższych i świadomość nienaruszalności swoich granic, będzie odporniejsze.

U małego dziecka można to robić chociażby podczas zabawy w mocowanie się, czy łaskotki. Zasada jest prosta - jeżeli dziecko mówi „nie”, należy to uszanować i przerwać zabawę. Takie działanie uczy, że „nie” oznacza „nie”. To niby szczegół, ale bardzo ważny.

Drugi istotny aspekt, to kwestia wstydliwości związanej z nagością. W pewnym momencie, u każdego dziecka w innym, pojawia się naturalna potrzeba zakrywania miejsc intymnych. Należy to bezwzględnie uszanować i zapewnić np. kostium kąpielowy na plaży.

Dzięki temu w dziecku zaczyna się kształtować odporność, która podpowiada: „Mam wewnętrzny głos, który mówi mi kiedy należy zakończyć zabawę, kiedy się ubrać. Ten głos jest ważny i trzeba go szanować”. Dzięki temu brak szacunku z czyjejś strony wywoła u dziecka alarm. To jest pierwszy mały krok, do budowania odporności.

Bardzo ważne jest uczenie dzieci rozróżnienia, w których sytuacjach konieczny jest asertywny sprzeciw lub wręcz samoobrona. Od wielu lat Instytut którym kieruję koordynuje realizację programu profilaktycznego „Archipelag Skarbów” przeznaczonego dla młodzieży w wieku 13-16 lat. Program mówi między innymi seksualności, jako o pięknej i ważnej sferze, którą trzeba traktować z szacunkiem. W programie zawarty jest jednoznaczny komunikat, skierowany głównie do dziewcząt, że czasem trzeba po prostu „dać w gębę” i uciekać. Taki przekaz jest potrzebny, ponieważ od dziewczynek często wymaga się większej grzeczności i w sytuacji naruszenia ich granic mogą być zdezorientowane i sparaliżowane. Wiemy z relacji wielu nastolatek, że „Archipelag Skarbów” otworzył im oczy na przemoc seksualną, której były ofiarą, ale wcześniej nie potrafiły ani tak tego nazwać, ani się przed tym bronić.

Bywa, że dzieci są na tyle małe, że nie rozumieją co właściwie je spotkało. W jakim wieku i w jaki sposób należy uświadamiać dzieci czym jest „zły dotyk”?

- Oczywiście bardzo ważna jest kwestia rozmów rodziców z dziećmi o seksualności. Nie zaczyna się ich od uświadamiania czym jest „zły dotyk”. Tylko od wyjaśnienia, że ciało, płeć oraz ich aspekty seksualne, to coś pięknego, dobrego i naturalnego. W dzisiejszych czasach warto wcześnie uświadamiać dziecko czym jest współżycie seksualne, wyjaśniając to w prostych słowach, krótko, w rozmowie o ciepłym klimacie. No i w powiązaniu z miłością małżeńską, i owocami współżycia, jakimi są dzieci. Wtedy tak naprawdę ta rozmowa ma bardziej znaczenie egzystencjalne niż seksualne. Bo dziecko dowiaduje się jak to się stało, że przyszło na świat. Najlepiej takie rozmowy zacząć w wieku 4-6 lat. Dlaczego? Bo ważne jest, by przekaz od rodziców przyszedł wcześniej niż przypadkowy kontakt z pornografią, medialnymi informacjami o przemocy seksualnej lub wulgarnym spojrzeniem na seksualność z realnego lub internetowego „podwórka”.

Poruszyłem tę kwestię w mojej książce „Dziki ojciec”, w której można znaleźć informacje o tym jak przeprowadzać takie rozmowy z małymi dziećmi.

Grunt to przekazać to dziecku prostym językiem, co można zrobić w trzech zdaniach. W ten sposób damy dziecku pewną ochronę. Dzięki serdecznej rozmowie, wyjaśniającej te zagadnienia, dziecko będzie miało pozytywne skojarzenie z seksualnością, jako czymś związanym z miłością i szacunkiem, a nie odwrotnie. To działa jak szczepionka. Gdy później dziecko usłyszy lub zobaczy zwulgaryzowany przekaz o seksualności w internecie, telewizji lub od rówieśnika, to jego pierwszą reakcją będzie odrzucenie. A drugą może być rozmowa z rodzicami. Inicjując rozmowy o seksualności we wczesnym wieku, rodzice ułatwiają dziecku powrót z pytaniami, gdy coś je zainteresuje lub zaniepokoi.

Wiele ofiar nie przyznaje się rodzinom do tego co zaszło, dlaczego tak się dzieje?

- Dzieciom nie jest łatwo mówić o trudnych doświadczeniach. Ważne by najmłodsi mieli jak najwięcej doświadczeń rozmowy z bliskimi o swoich przeżyciach. Muszą wiedzieć, że z rodzicami można się podzielić obawami i poglądami. Możemy w pewnych kwestiach się nie zgadzać z dzieckiem, zwłaszcza, gdy weszło już w wiek nastoletni, ale zawsze słuchamy. To podstawowa sprawa i być może najważniejsza zasada wychowania nastolatka - dać doświadczenie wysłuchania. Dziecko musi wiedzieć, że między nami możliwa jest rozmowa, w której ono mówi, a rodzic daje mu dokończyć. Pewnie, że może też dać swoją radę albo czegoś zabronić. Przecież jest rodzicem. Ale niech najpierw porządnie wysłucha.

Wysłuchanie przez rodziców jest ważne w wielu wymiarach życia dziecka. Badania naszego Instytutu z okresu epidemii pokazują, że u nastoletnich dzieci które rozmawiały z rodzicami o swoich przeżyciach w trakcie pandemii i zostały przez nich wysłuchane, poziom przygnębienia był o wiele niższy (raport „Młodzież w czasie epidemii” www.ipzin.org).

Innym sposobem zabezpieczenia dziecka przed wykorzystaniem (lub ułatwienia mu ujawnienia takiej sytuacji, jeśli już się wydarzyła) jest rozmowa z dzieckiem, w której mówimy mu ogólnie o tym, co powinna wiedzieć osoba, która doświadczyła przemocy seksualnej. Uzasadnić taką rozmowę można tym, że jeśli kiedyś twoja koleżanka lub kolega znajdzie się w takiej sytuacji to wtedy warto trochę wiedzieć i rozumieć. W rozmowie warto podać trzy podstawowe informacje. Pierwsza, to że jeśli ktoś był wykorzystany seksualnie, to nie jest to jego wina. Taka osoba często sama niesłusznie się obwinia na skutek manipulacji ze strony sprawcy. Druga rzecz ważna dla ofiary przemocy seksualnej, to że jej seksualność i cielesność jest piękna i dobra, tak samo jak każdego innego człowieka. Bardzo często osoby wykorzystane postrzegają tę sferę, jako straszną, brudną złą. A przecież same nic złego nie zrobiły. Zło było po stronie sprawcy. Trzecia informacja jest taka, że ktoś, kto był ofiarą przemocy seksualnej też ma możliwość zbudowania pięknej miłości i pięknego przeżywania sfery seksualnej. Jednak aby tak się stało, koniecznie potrzebuje pomocy psychologicznej, a często także duchowej, aby uwolnić się od wciąż żywych w pamięci bolesnych obrazów i odczuć.

Oprócz rozmów ważne jest przytulanie, które jest wyrazem miłości, bliskości. Matki przytulają więcej i częściej. Ale ważne jest, by także ojcowie w zdrowy sposób okazywali czułość swoim dzieciom, zwłaszcza córkom. Przytulenie, wzięcie na kolana, to coś bardzo ważnego. I dla przeciętnego ojca, który nie ma żadnych zaburzeń nie są to w ogóle gesty o charakterze seksualnym, których trzeba by się było bać. Gdy dziewczynka dojrzewa, a ma doświadczenie ciepła i miłości ojca, choćby poprzez zwykłe przytulenie, bardzo zmniejszają się szanse na to, że będzie ofiarą wykorzystania. Osoby, które mają wielki głód akceptacji i czułości fizycznej są znacznie bardziej podatne na uwodzenie ze strony sprawcy przemocy seksualnej.

Czy istnieją szczególne sygnały wysyłane przez dzieci, które mogłyby świadczyć o tym, że spotkały się ze „złym dotykiem”?

- Dziecko, które skrywa tajemnice lub czegoś się boi. Dziwnie się zachowuje od jakiegoś momentu. Może to być przygnębianie, wycofanie, brak naturalnej swobody. Może bać się jakiejś konkretnej osoby. Może to być widoczne na rysunkach, na których niepokojący jest sposób przedstawienia samego siebie lub jakiejś innej osoby z otoczenia. Wiele wskazówek na ten temat można znaleźć w internecie chociażby na stronie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która w tym obszarze daje dobre rady.

Na pewno kwestia zaufania odgrywa tu dużą rolę. W jaki sposób budować relację z dzieckiem, opartą na tym ważnym fundamencie?

- Oprócz wysłuchania i rozmowy, bardzo ważne jest chwalenie i docenianie dziecka. Ono w ten sposób buduje swoje poczucie własnej wartości. Po części buduje je przez własne dokonania, ale w dużej mierze także przez oglądanie tych dokonań przez pryzmat oceny najbliższych i najważniejszych osób. A przecież najważniejszymi osobami dla dziecka są rodzice.

Bywa, że rodzice boją się, że „przechwalą” swoje dziecko, więc unikają pochwał. Rozwiązaniem jest coś co się nazywa „pochwałą opisową”. By dziecko pochwalić nie trzeba ciągle mówić dziecku „świetnie”, „wspaniale”, ani tym bardziej porównywać, że coś zrobiło lepiej niż inni. Wystarczy po prostu opisać co zrobiło np. „Siedziałeś dwie godziny nad trudnym zadaniem i w większości je rozwiązałeś. To się nazywa wytrwałość”. Jeżeli w ten sposób docenimy wytrwałość, i to u dziecka, które może niekoniecznie samodzielne dokończyło zadanie, sygnalizujemy mu dwie ważne rzeczy – że ma tę wytrwałość i że doceniamy samą próbę i starania. To ogromna mądrość życiowa, przedstawiona dziecku w prosty sposób – w życiu liczą się próby, a nie sukcesy. Liczy się wysiłek, intencja i zaangażowanie, a niekoniecznie to czy mi się udało, bo przecież ostateczny sukces nie musi tylko ode mnie zależeć.

Ważna jest też kwestia bycia z dzieckiem na różne sposoby. Ja jestem zwolennikiem metody, którą opisałem w książce „Dziki ojciec”, czyli „strategii pozytywnych inicjacji”. Polega ona na wyznaczeniu przez rodziców pewnych etapów w życiu dziecka i powiązaniu z nimi nadzwyczajnych wspólnych zdarzeń – wyjazdów, wspólnego wyjścia gdzieś, jakiegoś rodzinnego uroczystego rytuału. Ważne w tym podejściu jest, by takie „pozytywne inicjacje” odbyły się dla każdego dziecka, a nie na przykład tylko dla najstarszego. To byłoby zranieniem dla młodszych.

Ważne też by nigdy nie karać dziecka odbierając mu wspólny czas z rodzicami. Można na różne sposoby wyciągać konsekwencje z nieposłuszeństwa, ale wspólnego czasu rodzica z dzieckiem nie wolno traktować jako monety przetargowej. Nie można karać odbieraniem własnej więzi. To jest bardzo ważne, by dziecko czuło, że są dwa porządki. W porządku miłości dziecko jest kochane. Jest kochane zawsze, niezależnie co zrobi. A w drugim porządku – jeśli przeskrobie, to ponosi konsekwencje. Tych dwóch porządków nie należy mylić.

Nie bez znaczenia jest również kwestia stawiania granic dziecku.

- Tak, dziecku należy stawiać granice, rodzic ma ten obowiązek. Gdy dziecko będzie dorosłe, samo będzie stawiać sobie granice, ale będzie umiało to zrobić o tyle, o ile w jakiś konkretnych granicach wychował je rodzic.

Pewne rzeczy trzeba dziecku powiedzieć wprost i zabronić. Dotyczy to chociażby palenia, picia czy oglądania pornografii. Dzisiejszy rodzic czasami boi się wyartykułować swoje oczekiwania. Liczy, że dziecko samo będzie wiedziało czego nie można robić. W świetle badań naukowych, jeżeli dziecko usłyszy wprost od rodzica czego nie można robić, wzrasta szansa, że tej rzeczy nie zrobi.

Granic warto uczyć w różnych sferach. Gdy dziecko zna i jasno rozpoznaje swoje granice w różnych obszarach, to będzie odporniejsze także w sferze seksualnej. Już małe dziecko można uczyć, że ono samo decyduje o swoich rzeczach. Nikt nie może zabierać zabawek dziecka bez jego zgody, czytać jego pamiętnika, itp. I na tej samej zasadzie nikt nie może bez zgody go dotykać. Jeśli dziecko nie chce się przytulić do nielubianej cioci, to pozwólmy mu na to! Nie chce to nie. Wystarczy, że przywita się kulturalnie słowami. Respektując w ten sposób granice fizyczne dziecka, uczymy go, że jego wewnętrzny głos co do cielesnych granic musi być respektowany. Napastnicy seksualni z reguły szukają łatwej ofiary.

Łatwej tzn. jakiej?

- Po pierwsze takiej, która nie potrafi się obronić. Niestety sprawca potrafi to odczytać. Poznaje, które dziecko jest wewnętrznie mocne, asertywne, nie da się łatwo zmanipulować.

Oprócz tego, jest niewielka szansa na to, że ofiarą zostanie dziecko, które ma ochronę w postaci starszego rodzeństwa czy stających po jego stronie rodziców. Przykładowo, kiedy naszemu dziecku dokuczają rówieśnicy w szkole czy na podwórku, warto nie tylko uczyć je samoobrony, ale czasem mądrze jest samemu zainterweniować i jako rodzic, stanowczo powiedzieć oprawcom: „nie zgadzam się na takie traktowanie mojego dziecka”. Jeśli powie się coś takiego na poważnie, patrząc w oczy komuś, kto chciał skrzywdzić nasze dziecko, zwykle taka osoba odpuści. Dodatkowo roznosi się fama, że „dzieci z tej rodziny lepiej nie ruszać”, bo zaraz ich ojciec czy brat je broni. Jeśli wokół wiadomo, że dziecko ma bliskich, którzy je obronią, to sprawcy przemocy będą je omijać z daleka. Sprawcy są osobami tchórzliwymi, szukającymi kogoś najsłabszego. To tragedia dla tych najsłabszych. Dlatego warto, by każdy rodzic starał się pomóc swojemu dziecku w wyrobieniu wewnętrznej siły i samoświadomości oraz odruchu wzywania pomocy, gdy samo nie daje sobie rady.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny

1 listopada Kościół katolicki obchodzi uroczystość Wszystkich Świętych. Dzień ten kojarzy się dla wielu ze zniczem, z grobem bliskich osób, z cmentarzem, dla innych z wiązanką kwiatów, jeszcze dla innych z modlitwą i pamięcią o tych, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności. Nie mniej jednak w tym dniu udajemy się z całymi rodzinami na cmentarz i nawiedzamy groby naszych bliskich, przyjaciół, rodziców, krewnych, znajomych, stawiając kwiaty, zapalając ten "płomyk nadziei", wierząc, że już cieszą się oni chwałą w domu Ojca Niebieskiego. Kościół w tym dniu oddaje cześć tym wszystkim, którzy już weszli do chwały niebieskiej, a wiernym pielgrzymującym jeszcze na ziemi wskazuje drogę, która ma zaprowadzić ich do świętości. Przypomina nam również prawdę o naszej wspólnocie ze Świętymi, którzy otaczają nas opieką.

Kształtowanie się uroczystości

W początkach chrześcijaństwa, w obawie przed bałwochwalstwem, nie oddawano czci nikomu ze stworzeń, ani ludziom, ani aniołom. Oddawano cześć jedynie Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. W Nowym Testamencie zauważamy pochwałę jaką sam Pan Jezus daje św. Janowi Chrzcicielowi, cześć z jaką wyraża się św. Paweł w listach do Rzymian i Hebrajczyków o Abrahamie i Melchizedeku.

Najpierw przedmiotem kultu stała się Najświętsza Maryja Panna, jako Matka Syna Bożego. Zaczęto wznosić kościoły ku Jej czci, Kościół zaczął ustanawiać święta i układał modlitwy oraz pieśni o Matce Bożej. W tym samym czasie zauważamy też kult św. Michała Archanioła. Krwawe prześladowania Kościoła w I w. rozbudziły także kult męczenników. Dzień ich zgonu uważano za dzień ich narodzin dla nieba. Dlatego już od V w. kult prywatny przerodził się w urzędowy, powszechny. 13 maja 608 r. papież Bonifacy IV, rzymską świątynie pogańską, ku czci zwłaszcza nieznanych bóstw (Panteon), poświęcił Matce Bożej i świętym męczennikom. W VIII w. papież Grzegorz III w kościele św. Piotra otworzył kaplicę poświęconą Wszystkim Świętym, nie tylko męczennikom. W Anglii pojawiło się święto Wszystkich Świętych w połowie VIII w. obchodzone 1 listopada. Święto poprzedzone było wigilią, a od XV w. otrzymało także oktawę. Reforma z 1955 r. usunęła wigilię i oktawę. Natomiast papież Jan XI w 935 r. ustanowił osobne święto ku czci Wszystkich Świętych, wyznaczając je na dzień 1 listopada. Tak więc uroczystość Wszystkich Świętych ma już ponad tysiącletnią tradycję i przypomina nam przede wszystkim tych Świętych Pańskich "z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków" (por. Ap 7, 9), którzy nie mają swoich osobnych wspomnień w roku liturgicznym. W ciągu wieków Kościół ubogacił kult świętych. Stawiał im posągi, malował ich obrazy, budował ku ich czci świątynie (np. kościół Sióstr Benedyktynek pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Drohiczynie) i ołtarze, ułożył szereg modlitw i pieśni religijnych ku ich czci, jak też ułożył teksty liturgiczne do Mszy św. i kapłańskich pacierzy - Liturgii Godzin.

Kult Świętych pomnaża cześć Pana Boga. Świętych Pańskich czcimy ze względu na Pana Boga, którego oni "reprezentują". Tak więc nie bezpośrednio, lecz pośrednio przez nich kierujemy kult ku Panu Bogu. Kościół oddaje cześć świętym w różnym stopniu. I tak na pierwszym miejscu stawia Najświętszą Maryję Pannę, następnie świętych: Józefa i Jana Chrzciciela, dalej Apostołów, wśród których Święci Piotr i Paweł mają uprzywilejowane miejsce. Najwięcej jest świętych lokalnych, którzy odbierają szczególną cześć: w zakonie, w narodzie, w państwie czy w diecezji, gdzie się wsławili męczeństwem za wiarę lub niezwykłą cnotą.

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych Kościół obchodzi 2 listopada i w tradycji polskiej dzień ten jest nazywany Dniem Zadusznym lub inaczej "zaduszkami". To wspomnienie wprowadził opat benedyktynów w Cluny we Francji, św. Odilon (Odylon). On to w 998 r. zarządził modlitwy za dusze wszystkich zmarłych w dniu 2 listopada. Termin ten i sama idea szybko rozprzestrzeniły się we Francji, Anglii, Niemczech, Italii. W XIII w. zwyczaj ten w Kościele rzymskim stał się powszechny.

W XV w. wytworzył się u dominikanów w Wanencji zwyczaj ofiarowania w dniu 2 listopada trzech Mszy św. przez jednego kapłana. Papież Benedykt XIV w 1748 r. rozszerzył ten zwyczaj na całą Hiszpanię. W 1915 r., podczas I wojny światowej, papież Benedykt XV na prośbę opata - prymasa benedyktynów pozwolił kapłanom całego Kościoła odprawić w tym dniu trzy Msze św. Jedną w intencji przyjętej od wiernych, drugą w intencji wszystkich wiernych zmarłych, a trzecią w intencji papieża. Zwyczaj ten nie jest traktowany jako obowiązek.

Kościół w tym dniu wspomina zmarłych pokutujących za grzechy w czyśćcu. Chodzi więc o których nie mogą wejść do nieba, gdyż mają pewne długi do spłacenia Bożej sprawiedliwości. Prawdę o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił jako dogmat na soborze w Lyonie w 1274 r. i na XXV sesji Soboru Trydenckiego (1545-1563), w osobnym dekrecie o czyśćcu. Sobór Trydencki orzekł prawdę, że duszom w czyśćcu możemy pomagać. Cała wspólnota Kościoła przychodzi z pomocą duszom czyśćcowym zanosząc w tym dniu prośby przed tron Boży. Aby przyjść z pomocą zmarłym pokutującym w czyśćcu, żyjący mogą w tych dniach uzyskać i ofiarować odpusty zupełne.

Nabożeństwo do dusz czyśćcowych było i jest bardzo żywe. Świadczą o tym uroczyście urządzane pogrzeby, często zamawiane Msze św. w intencji zmarłych, w Kościele rzymskim powszechne są Msze św. gregoriańskie (30 Mszy św. po kolei przez 30 dni). W Polsce istnieje nawet zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych, założone przez błogosławionego o. Honorata Koźmińskiego - kapucyna.

CZYTAJ DALEJ

Ks. McGivney uprosił uzdrowienie dla chłopca z Zespołem Downa

2020-10-26 16:45

[ TEMATY ]

uzdrowienie

zespół Downa

https://www.fathermcgivney.org/

Beatyfikacja ks. Michaela McGivney’a będzie mocnym przesłaniem w obronie życia – uważa Carl Anderson, przełożony Rycerzy Kolumba. W przyszłą sobotę założyciel tej największej na świecie organizacji katolików świeckich zostanie zaliczony w poczet błogosławionych.

Wymagany do beatyfikacji cud zdarzył się w amerykańskiej rodzinie. Ks. McGivney, który był najstarszym z trzynaściorga rodzeństwa, wyprosił u Boga uzdrowienie najmłodszego z trzynaściorga dzieci małżeństwa Schachle. Pięcioletni dziś Mikey ma Zespół Downa i jako taki został przyjęty przez swoich rodziców i rodzeństwo. Przed jego urodzeniem lekarze wykryli u niego inne poważne schorzenia, na skutek których nie mógł urodzić się żywy.

„U tego chłopca zdiagnozowano schorzenia, które przekreślały jego szanse na przeżycie. Jego stan był na tyle poważny, że lekarze powiedzieli rodzicom: «Wasz wybór to zgodzić się na aborcję albo dalej czekać i urodzić martwe dziecko». Była to jednak bardzo silna katolicka rodzina, należąca do Rycerzy Kolumba. Oświadczyli, że nie chcą aborcji. Udali się na pielgrzymkę Rycerzy Kolumba do Fatimy, gdzie wiele osób modliło się o uzdrowienie dziecka. Cztery dni po powrocie z pielgrzymki, ponownie zrobili badania i okazało się, że życiu dziecka nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo – powiedział Radiu Watykańskiemu Carl Anderson. – Już wcześniej u tego dziecka wykryto Zespół Downa. I rodzice powiedzieli wtedy: «Jeśli Bóg chce nam dać ten dar, przyjmujemy go i będzie on ważnym członkiem rodziny dla nas i pozostałych dzieci. Będzie to dla nich ważne świadectwo». Pogodzili się więc z Zespołem Downa, ale chcieli, by dziecko zostało uzdrowione z innych schorzeń. I tak się stało. Niedawno ten ich syn skończył pięć lat. Jest zdrowym dynamicznym chłopcem, któremu nadano imię Michael, po ks. McGivney’u. Jest to więc silne przesłanie pro-life. Pokazuje to też, jak ważne jest przyjąć wszystkich ludzi, również tych, którzy mają różne upośledzenia”.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję