Reklama

Kanadyjska opowieść

W Quebecu mamy ok. 1,6 tys. zachorowań dziennie na jakieś 10 mln mieszkańców tej prowincji Kanady. Wystarczy przemnożyć, żeby dostrzec różnicę w skali między nim a Polską. O tym, jak z perspektywy Polaka Kanada radzi sobie z pandemią, opowiada Gustaw Piotrkowski, od ćwierć wieku mieszkaniec Montrealu.

Niedziela Ogólnopolska 16/2021, str. 62-63

Adobe Stock

Niedawno w Montrealu odbył się marsz antymaseczkowy i antyobostrzeniowy. Wzięło w nim udział ok. 5 tys. ludzi, co nie jest imponującą liczbą w mieście liczącym 5 mln mieszkańców. 90% protestujących było w maseczkach – szli spacerkiem przez miasto, a policja dokonała kilku grzecznych zatrzymań – opowiada Gustaw. – Ta sytuacja sporo mówi o mentalności miejscowych... ale jest tu wiele podobieństw z Polską. U nas w pogrzebach może uczestniczyć do 25 osób, a stypy są zabronione. W kościołach może być do 10 osób. Restauracje nadal pozostają zamknięte. Właściwie wszystko jest zamknięte.

Lista obostrzeń zmienia się z dnia na dzień. Wiem, że w Polsce na to narzekacie, więc informuję, że w Kanadzie jest podobnie. Zmieniają się zasady co do sklepów, szkół średnich, podstawówek czy przedszkoli. Obecnie dzieci chodzą do szkoły, natomiast ograniczenia dotyczą liczby starszych uczniów. Studenci i uczniowie college’u nie wrócą już raczej do swoich szkół do wakacji. Aha, no i oczywiście wszędzie obowiązują maseczki. Możesz ją ściągnąć dopiero w przestrzeni prywatnej.

A teraz o tym, co inaczej

Reklama

Zakopiańskie Krupówki po otwarciu restauracji... Musiałem wyjaśniać dzieciom, że to nie są uliczne zamieszki. Nie bez zdumienia oglądamy widok przechodniów na jakiejś polskiej ulicy, których połowa ma maseczki na brodzie... No i to, co można przeczytać w polskim internecie na temat szczepionek. Myślę, że część Polaków zachowuje się tak, jakby chciała zrobić na złość własnemu rządowi. U nas jest chyba większe poczucie odpowiedzialności, poczucie, że walczymy o dobro nas wszystkich. Oczywiście, w Kanadzie nie jest idyllicznie. Jeszcze przed Bożym Narodzeniem wprowadzono w prowincji Quebec godzinę policyjną od 20 do 5. Można tylko pojechać do pracy, szpitala, apteki albo wyprowadzić psa. W święta nie można było odwiedzać się w domach. Jeżeli policja dostanie sygnał, że ludzie się jednak spotykają, lub patrol zobaczy na podjeździe samochody z obcą rejestracją, to bez zwłoki wchodzi do domu i sprawdza, kto jest w środku. Mandaty nie są tanie... Kilka miesięcy temu władze Kanady zauważyły, że część obywateli wyjechała na wakacje do ciepłych krajów albo w trakcie zimy na Florydę, i to mimo zamkniętych dla turystów granic. Część postanowiła zlekceważyć obostrzenia i spędziła święta poza miejscem zamieszkania, czyli np. u rodziny pod innym adresem. Jeszcze więcej ludzi, głównie z tzw. klasy, wyjechało do swoich wiejskich rezydencji. W efekcie podskoczyła nam liczba zachorowań i rząd natychmiast wprowadził dla wszystkich powracających przymusowe testy przed wejściem do samolotu i powtórne po wylądowaniu w Kanadzie, a dodatkowo 3-dniową, przymusową kwarantannę w hotelu przy lotnisku – tych w całym wielkim kraju działa raptem cztery. Oczywiście całość na koszt przylatującego, a to, bagatela, 3 tys. dolarów od osoby. Dopiero po otrzymaniu negatywnego wyniku testu można było jechać do domu – prosto na 2-tygodniową kwarantannę. Zapewniam, że wielu nauczyło to rozumu...

Kanadyjski kontekst

Przez wiele lat życia w Kanadzie uważałem, że miejscowi, jako naród, są trochę bez kręgosłupa. Karni, potulni, bez słowa protestu przyjmują podwyżki np. benzyny, cen domów itd. Nawet o polityce raczej się tutaj nie rozmawia, a jeśli już, to bez emocji, z dużym dystansem. Jako społeczeństwo jesteśmy pełni nadziei, że następni politycy nie będą gorsi niż poprzedni... Quebec jest prowincją francuską. Mówi się tu w dwóch językach, z tym że w dużych miastach prawie wszyscy używają głównie angielskiego. Jesteśmy bardzo różnorodni – kulturowo, religijnie, rasowo. Mimo to grupy narodowe nie tracą nic ze swojej tożsamości i wszyscy – cały ten kogel-mogel – mamy poczucie bycia obywatelami Kanady. Po co to przydługie zagajenie? Żeby złapać kontekst – dawniej irytowała mnie ta kanadyjska zgoda na wszystko, żeby nie powiedzieć „ciapowatość”. Teraz, wraz z nadejściem pandemii, moja ocena owej potulności narodowej nabrała zupełnie innego wymiaru. Ludzie są naprawdę zdyscyplinowani. Mają pełne zaufanie, że rządzący wiedzą, co robią. Gdy w marcu ubiegłego roku, z dnia na dzień, zamknięto w zasadzie wszystko, ludzie przyjęli to bez zbędnego gadania, narzekania, rozdzierania szat i agresji tłumu. Tak samo było przy drugiej i trzeciej fali. Musimy przejść przez to wspólnie i przejdziemy! – tak się u nas mawia. Nie wiem, z czego to wynika – może z tego, że żyje nam się stosunkowo dobrze, jesteśmy, generalnie jako naród, zadowoleni z życia, i to posłuszeństwo wynika z prostej przynależności, odpowiedzialności społecznej czy też spójności społeczeństwa bez względu na odrębności językowe, pochodzenie narodowe czy przekonania.

Generalnie jesteśmy zmęczeni i pełni obaw o przyszłość. Takie odczucia dominują. Od czerwca nie widujemy się z nikim, tzn. mówię o swojej rodzinie i dość dużym gronie znajomych. Po raz pierwszy nie poleciałem do rodziny w Polsce. Nie organizujemy imprez, imienin, urodzin, świąt. Obserwuję moje dzieci, którym COVID-19 odbiera możliwości realizacji socjalnej. Paweł nie zna ludzi ze swojej klasy, bo uczy się zdalnie. Dominika od roku nie była na uczelni. Na szczęście jakoś sobie radzą, dzwonią do siebie, umawiają się na zoomie. Są też bardzo kreatywni, np. Dominika spotkała się niedawno na lodach z przyjaciółmi. Zaparkowali swoje samochody tyłem do siebie i siedzieli w maseczkach w bagażnikach w odpowiedniej odległości. Wydaje mi się, że cała ta sytuacja to lekcja odpowiedzialności dla moich dzieci i budowania wzorców na przyszłość.

Reklama

Oczywiście, są jeszcze mandaty – od 1,5 tys. do 5 tys. dolarów za nieprzestrzeganie obostrzeń. To dużo, wiem, ale je popieram, bo spada nam zachorowalność, a do lipca 2021 r. ma być zaszczepionych 100% chętnych. To, moim zdaniem, zdecydowana większość społeczeństwa. Osobiście nie znam ludzi niechętnych. Rząd zastanawia się nad wprowadzeniem paszportów dla zaszczepionych, by łatwiej można było się poruszać, a tym samym umożliwić odwiedziny u bliskich i przyjaciół oraz powroty do pracy.

Trzeba przeczekać

Pandemia COVID-19 jest ciężkim okresem dla rodzin pozamykanych w domu, z rosnącym alkoholizmem, z przemocą, depresjami. Biznesy balansują na granicy bankructwa. Coś o tym wiem, bo sam w tej chwili nie zarabiam. Żyjemy z oszczędności i rządowego wsparcia. Tacy ludzie jak ja otrzymali solidną pomoc – wystarczyło mieć zrobione rozliczenie podatkowe i zarobić w poprzednim roku 5 tys. dolarów, żeby je dostać. Wszystko odbywa się przez internet i bez większych pytań, ale martwimy się inflacją, gospodarczą zapaścią i chcemy jak najszybciej wrócić do zawodowej normalności.

Rozumiem, że są ludzie, których wszelki przymus, w tym maseczki, mycie rąk czy jakakolwiek ingerencja w ich prawa i wolności, budzi sprzeciw, ale z mojej perspektywy, faceta przed sześćdziesiątką, z dwójką dzieci, którym będę jeszcze potrzebny przez naście lat – posłuszeństwo wobec obostrzeń wynika może ze strachu, a może ładniej – z mądrości życiowej. To kwestia poczucia odpowiedzialności. Pamiętam, jak w latach 70. i 80. ubiegłego wieku wprowadzono przymus zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodach. Jaka wtedy była awantura! Krzyczano, że to brutalne ograniczenie praw człowieka. Taka analogia przyszła mi do głowy – tylko w tamtym przypadku, jak ktoś się uparł w swojej głupocie, to ryzykował jedynie własnym życiem. Teraz natomiast brak maseczki oznacza brak szacunku do wszystkich, którzy je noszą.

Nie jest łatwo. Sypią nam się rodziny, biznesy, psychika, ale trzeba spokojnie doczekać do końca lipca – jak w Kanadzie, czy końca szczepień w Polsce – dać szansę szczepionce i liczyć, że nasze poświęcenia przyspieszą powrót do normalności. Słowem – te wszystkie obostrzenia czy szczepienia to doprawdy niewygórowana cena za powrót do normalnego życia.

2021-04-14 07:27

Ocena: +3 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: Profanacja figury Matki Bożej w Aninie

2021-09-17 17:10

[ TEMATY ]

Warszawa

profanacja

figura

wPolityce

W nocy z czwartku na piątek w ogrodzie domu zakonnego Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Warszawie-Aninie zrzucono z cokołu przedwojenną figurę Matki Bożej. Brak ponad metrowej figury dostrzegły siostry wracające z Mszy św.

W rozmowie z Radiem Warszawa proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Aninie ks. Marek Doszko wskazał, że na intencjonalne działanie sprawców wskazuje kabel telefoniczny owinięty wokół szyi figury Maryi. Na szczęście figura wylądowała ona na miękkiej ziemi i liściach, nie uległa więc poważnemu zniszczeniu.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: tegoroczna szopka przyjedzie z Peru

2021-09-17 17:55

[ TEMATY ]

Watykan

szopka

szopka

Peru

fly4free.pl

Tegoroczna szopka na placu św. Piotra w Watykanie będzie pochodziła z Peru. Ukaże ona bogactwo kulturowe tego andyjskiego kraju. Przygotują ją mieszkańcy regionu Huancavelica. Będzie można ją oglądać od 15 grudnia przez 45 dni.

Na placu św. Piotra stanie replika w skali 1:1 typowej szopki rolniczej wspólnoty Chopcca, składająca się z ponad 30 elementów, wykonanych przez pięciu artystów specjalizujących się w regionalnej ikonografii. Wszystkie postacie – Dzieciątko Jezus, Maryja, św. Józef, Trzej Królowie, pasterze – zostaną wykonane z agawy, uformowane w gipsie i pokryte tkaniną dekorowaną w sposób typowy dla Chopcca.

CZYTAJ DALEJ

Postawić wszystko na Maryję - "Archidiecezjanie na Jasnej Górze"

2021-09-17 19:46

ks. Łukasz Romańczuk

Abp Józef Kupny

Abp Józef Kupny

W ramach Pielgrzymki Duchowieństwa i Wiernych Archidiecezji Wrocławskiej na Jasną Górę odprawiona została Msza św., której przewodniczył ks. abp Józef Kupny.

Licznie zgromadzeni duchowni, siostry zakonne i wierni, wsłuchując się w homilię, mogli usłyszeć słowa dotyczące Matki Bożej, w kontekście Jej osoby w wydarzeniach z Kany Galilejskiej. Nie zabrakło także odniesienia do ostatniej beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego oraz M. Elżbiety Róży Czackiej. - Prymas Tysiąclecia kochał to miejsce i które w czasach, gdy komuniście chcieli zniszczyć i uciszyć Kościół. Kiedy wydawało się, że nie ma dla Kościoła w Polsce żadnego ratunku, Prymas wszystko postawił na Maryję. Dziś mówi się, że nowy błogosławiony uratował Polskę przed potopem komunistycznego reżimu. Zrobił to odnawiając wiarę w naszym narodzie - podkreślił metropolita wrocławski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję