Reklama

Konkursy

Wyniki konkursu Św. Janie Pawle II – pamiętamy!

Odpowiedź na pytanie 33 opublikowane w numerze 15/2015 brzmi: Polski biskup, który zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau, beatyfikowany przez Jana Pawła II w Warszawie 14 czerwca 1987 r. to bł. bp Michał Kozal (nr obozowy 24544).

Reklama

Nagrody za udzielenie poprawnej odpowiedzi wylosowali:
Agnieszka Gratys - Nieborów,
Barbara Oleksiuk - Siemiatycze,
Irena Szyszkowska - Dobre Miasto.

Zwycięzcom gratulujemy!

2015-04-28 13:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Stworzyć film, który się sprzeda, czy być wiernym swojej wizji dzieła?

2020-09-17 13:02

[ TEMATY ]

film

konkurs

Oscary

Każdy artysta staje wobec dylematu czy tworzyć film, który się sprzeda, czy być wiernym swojej wizji dzieła - ocenił w rozmowie z KAI ks. Marek Lis - profesor Uniwersytetu Opolskiego, autor wielu publikacji o tematyce filmowej.

  • W ocenie księdza profesora bez wątpienia niepokoi fakt odgórnego regulowania statusu sztuki. Jeżeli bowiem kultura ma być przejawem wolności twórczej, nie może być poddawana żadnym formom cenzury.

Od 2024 roku, aby móc ubiegać się o Oscara za najlepszy film, twórcy będą musieli spełniać przynajmniej dwa z czterech nowych kryteriów. Dotyczą one m.in. udziału kobiet i mniejszości seksualnych w branży filmowej.

Nowe kryteria Amerykańskiej Akademii Filmowej zostały wyznaczone głównie z myślą o różnorodności etnicznej, seksualnej oraz kobietach, które skarżą się na nierówne traktowanie w przemyśle filmowym.

Zdaniem ks. Marka Lisa, warto zauważyć, że Oscary to nagrody przemysłu filmowego powiązane z sukcesem komercyjnym produkcji. Istnieje natomiast duża różnica między sukcesem festiwalowym, a sukcesem komercyjnym. - Oscary różnią się od festiwali, na których filmy ocenia się jako dzieła artystyczne. Jurorzy analizują film jako całość, interesują ich co dzieło ma do przekazania, jakimi środkami się posługuje. Nie jest istotne, czy osiągnął sukces komercyjny – wyjaśnił.

W ocenie księdza profesora bez wątpienia niepokoi fakt odgórnego regulowania statusu sztuki. Jeżeli bowiem kultura ma być przejawem wolności twórczej, nie może być poddawana żadnym formom cenzury. - W tym kontekście pojawia się pytanie o wolność twórcy. Do głowy przychodzą mi odniesienie do nurtu socrealizmu, który pojawił się z początkiem lat 30. w Związku Radzieckim, a po drugiej wojnie światowej również w Polsce. Zaczął być obowiązującym nurtem nie tylko w literaturze ale także w sztukach wizualnych, malarstwie, rzeźbie, a także w kinie. Zakładał, że filmy mają dotyczyć określonej tematyki, niezależnie od tego jaka była wrażliwość twórcy – powiedział, dodając, że problem jaki stwarzał socrealizm doskonale obrazuje ostatni film Andrzeja Wajdy pt. „Powidoki”. Przedstawia on dramat artysty (Władysława Strzemińskiego), który nie godzi się z socrealizmem i pozostaje wierny swojej drodze artystycznej. Równocześnie traci możliwość wykonywania swojej pracy.

W „Powidokach” mamy do czynienia z obostrzeniami ocierającymi się o totalitaryzm, to coś więcej niż poprawność polityczna. Powstaje pytanie o status twórcy wobec wielkich instytucji – zauważył duchowny. Ks. Marek Lis podkreślił jednak, że póki co aktywność twórcza nie musi być związana z przynależnością do takich czy innych nurtów, systemów produkcyjnych czy dystrybucyjnych.

Filmoznawca przywołał jednak przykład reżysera Martina Scorsesa, który nie jest twórcą hollywoodzkim, jest zanany i cenionym na całym świecie. Jego droga na szczyt nie była łatwa, produkcje borykały się z licznymi problemami, chociażby z dystrybucją. - Gdyby „Milczenie” Martina Scorsesa miało startować do Oscarów, według nowych zasad, czy mogłoby liczyć na jakąkolwiek nagrodę? Może gdyby uznać chrześcijan za tę prześladowaną mniejszość. Nie wiem, czy można liczyć na takie podejście członków Akademii. Może się okazać, że ci wolni artyści, którzy chcą dochować wierności swojej twórczości, nie będą się w ogóle zgłaszać do konkursu oscarowego. Zdecydują się na własną, lokalną dystrybucję bez tej „honorowej” etykietki Oscara lub „przypiętej łatki”, bo nie wiadomo, jaki będzie teraz odbiór tej nagrody – stwierdził filmoznawca.

Ocenił, że póki co Oscary mają duży wpływ na przemysł filmowy, dystrybutorzy filmowi chętnie sięgają po produkcje, które publiczności kojarzą się z nagrodą. Film oscarowy był zawsze tym, który wypadało zobaczyć, pozostają natomiast jeszcze inne festiwale i nagrody. Możliwe, że to kryterium wkrótce się zmieni, zwłaszcza, że przemysł filmowy ciągle ewoluuje. Szczególnie za sprawą platform streamingowych, które liczą „kliknięcia” widzów, oceniając ich zainteresowanie, dzięki czemu filmy zdobywają sukces komercyjny, niekoniecznie otrzymując za to nagrody.

Każdy artysta staje też wobec dylematu czy tworzyć film, który się sprzeda, czy być wiernym swojej wizji dzieła – podsumował ksiądz profesor.

Według nowych ustaleń warunkiem koniecznym do tego, by dana produkcja mogła być nominowana w najważniejszej kategorii („najlepszy film”), będzie spełnienie dwóch z czterech wyznaczonych przez Akademię norm. Dotyczą one reprezentacji na ekranie, reprezentacji wśród zespołu twórczego, standardów obecności w branży i standardów komunikacji ze społeczeństwem.

Przykładowo, by standard reprezentacji na ekranie został zatwierdzony, twórcy filmu muszą wypełnić przynajmniej jeden z przedstawionych warunków: co najmniej jeden z aktorów/aktorek pierwszoplanowych lub grający ważną rolę drugoplanową, musi być przedstawicielem mniejszości etnicznej lub rasowej; przynajmniej 30% obsady pomniejszych ról musi reprezentować takie grupy jak – kobiety, osoby LGBT+, niepełnosprawni czy osoby z mniejszości etnicznych; treść produkcji ma być powiązana z tematem bliskim dla danej mniejszości – np. kobiet, mniejszości rasowych, LGBT+. Dalsze wytyczne brzmią podobnie. Zalecają one m.in. by reprezentanci mniejszości piastowali decydujące stanowiska w części działów pracujących nad produkcją filmu.

Dotychczas o przyznaniu jednej z najbrzydziej prestiżowych nagród w filmowym świecie, decydować miała wyłącznie jakość filmu. Mógł on dotyczyć każdego tematu, bez względu na gatunek. Twórcy mogli zatrudniać dowolnych, wybranych przez siebie fachowców.

CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. prof. Jan Krucina

2020-09-25 13:29

Fot. Niedziela

W wieku 92 lat zmarł dzisiaj ks. prof. dr hab. Jan Krucina. Był jednym z najbliższych współpracowników kard. Bolesława Kominka.

Jan Krucina urodził się 14 X 1928 r. w Karwinie-Darkowie na Zaolziu w Czechosłowacji. Święcenia kapłańskie otrzymał 21 czerwca 1959 r. we Wrocławiu. Studia specjalistyczne z zakresu filozofii praktycznej odbył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w latach 1959-1963, wieńcząc je w roku 1965 doktoratem z filozofii na podstawie pracy: "Dobro wspólne jako zasada społeczna".

W latach 1965-1979 prowadził zajęcia zlecone na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL. Od roku 1965 prowadzi zajęcia dydaktyczne w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. W latach 1968-1988 był prorektorem Wyższego Seminarium Duchownego i Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. W roku akademickim 1966/67 odbył podróż naukową, odwiedzając ośrodki uniwersyteckie w Austrii, Rzymie, Mediolanie, Strasburgu, Lowanium i Paryżu. 7 grudnia 1972 r. otrzymał na KUL-u stopień doktora habilitowanego na podstawie rozprawy: "Dobro wspólne. Teoria i jej zastosowanie".

Od roku 1973 był profesorem nadzwyczajnym, a od 1993 - profesorem zwyczajnym. Pełnił funkcję redaktora naczelnego rocznika Colloquium Salutis i dyrektora Wydawnictwa Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej. Niezwykle ważnym wydarzeniem za jego kadencji rektorskiej było przeprowadzenie na Fakultecie pierwszego kolokwium habilitacyjnego. Ponadto, za czasów jego rektorowania Papieski Wydział umocnił swoją pozycję w gronie wyższych uczelni katolickich w Polsce, a także stał się partnerem dla wyższych uczelni miasta Wrocławia.

W 2002 r. został odznaczony Krzyżem Komandorskim I Klasy Odznaki Honorowej za Zasługi dla Republiki Austrii.

za: www.pwt.wroc.pl/wikipedia

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka

2020-09-26 08:01

[ TEMATY ]

wywiad

5 pytań do...

Archiwum prywatne

Szymon Szynkowski

Szymon Szynkowski

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka – sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej

Piotr Grzybowski:Panie Ministrze, zacznijmy od chyba najgorętszego dziś tematu: protestów społecznych po - w powszechnej ocenie uznanych za sfałszowane - wyborach prezydenckich na Białorusi. Czy dla naszych służb dyplomatycznych było to zaskoczeniem?

Szymon Szynkowski vel Sęk: Dla nas nie było to zaskoczenie. Wiedzieliśmy, że jest niestety duże prawdopodobieństwo, że wybory nie będą przeprowadzone w sposób przejrzysty i demokratyczny, i że napotka to na opór białoruskiego społeczeństwa. Natomiast – dla nas nie, ale dla niektórych naszych zachodnich partnerów z UE myślę, że skala i długotrwałość tych protestów była zaskoczeniem. Przecież wiadomo, że wcześniejsze wybory również budziły wątpliwości, choć skala fałszerstw nie była aż tak duża, jak w przypadku tych ostatnich, więc teraz zarówno skala manipulacji, jak i skala oporu wobec manipulacji jest bardzo duża. My przyglądamy się sytuacji na Białorusi od wielu lat, więc trudno, żebyśmy w tej kwestii byli czymś zaskoczeni.

PG: Czy w związku z tym MSZ ma wypracowane scenariusze, które Polska będzie realizować?

SSvS: Tak, oczywiście. My nie poruszamy się tylko w sferze ogólnych deklaracji politycznych, potępiających to, co wydarzyło się w trakcie wyborów na Białorusi, czy wspierających dialog ze społeczeństwem i domagających się tego dialogu i rezygnacji z użycia siły, czy represji. To byłoby zbyt mało. My proponujemy bardzo konkretny plan działań dla Białorusi, z konkretnym finansowaniem na poziomie na razie naszego planu krajowego - ok. 12 mln euro, czyli 50 mln zł. Natomiast będziemy też proponować wspólnie z Grupą Wyszehradzką, bo w tej chwili finalizowane są uzgodnienia w zakresie propozycji tzw. Planu Marshalla, czyli czegoś, co jest nazywane Planem Marshalla dla Białorusi, takiej wielopunktowej propozycji wsparcia, która mogłaby zostać zaoferowana w sytuacji, w której na Białorusi doszłoby do demokratycznych zmian. Mowa tutaj zarówno o liberalizacji wizowej, jak i ułatwieniach dla małych i średnich przedsiębiorstw i specjalnym funduszu wsparcia. To zostało już zaprezentowane przez Premiera Mateusza Morawieckiego szefowej Komisji Europejskiej i będzie prezentowane przez całą Grupę Wyszehradzką, której przewodzimy, na forum Rady Europejskiej w najbliższych dniach.

PG: Pytanie już do Pana jako pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej: czy jest realne wypracowanie planu działania Grupy wobec sytuacji na Białorusi?

SSvS: Tak. Dzisiaj Grupa Wyszehradzka finalizuje prace nad tym bardzo konkretnym planem wsparcia ze strony UE dla Białorusi na poziomie gospodarczym. To jest jeden z elementów, który chcemy oferować Białorusi, ale – co ważne - w ramach współpracy Wyszehradzkiej, bo w ten sposób możemy łatwiej na poziom unijny przenieść naszą propozycję. Oczywiście na poziomie krajowym mamy 5-punktowy plan, który dzisiaj jest realizowany, zarówno w zakresie wsparcia NGO, jak i wspierania dostępności rynku pracy dla osób, które muszą wyjechać z Białorusi, chcą przyjechać do Polski. Propozycje na poziomie unijnym liberalizacji wizowej wynikają też z tego, że jest ok. 800 tys. wiz unijnych wydanych w ostatnich latach. 400 tys. tych wiz wydały polskie konsulaty, więc to Polska jest krajem, który najaktywniej wspiera Białoruś, także w zakresie wsparcia dla obywateli tego kraju, jak również możliwość ich przyjazdu do Unii Europejskiej, czy pracy w UE. Chcemy, żeby było to wsparcie systemowe, w które zaangażują się wszyscy nasi unijni partnerzy. Wokół tego udało się, co też jest sukcesem Polski, wybudować konsensus Grupy Wyszehradzkiej. Przecież wiemy, że mamy w Grupie Wyszehradzkiej przyjaciół, partnerów, ale bywają także różnice zdań. W tej sprawie nie ma różnicy zdań. Grupa Wyszehradzka będzie prezentowała to wsparcie za tydzień, na forum Rady UE.

PG: Końcem lipca powołano nową inicjatywę - Trójkąt Lubelski. W jakim celu?

SSvS: Jak się okazało, Trójkąt Lubelski powołany w drugiej połowie lipca, swoją zasadność funkcjonowania dowiódł już w pierwszych tygodniach, bo chwilę później rozpoczął się kryzys na Białorusi, związany właśnie z niedemokratycznymi wyborami i w tym formacie są również prowadzone dyskusje. Litwa, Polska i Ukraina to kraje sąsiedzkie Białorusi, w których interesie leży stabilność sytuacji w tym kraju. Litwa i Polska dyskutują o wyzwaniach w różnych innych formatach, np. „Bukaresztańskiej 9” w kontekście bezpieczeństwa, w ramach współpracy Polski z krajami bałtyckimi. Ukraina była z tych dyskusji do tej pory wyłączona, bo w tych formatach nie uczestniczy. W związku z tym uznaliśmy, że trzeba stworzyć format sąsiedzki, który będzie właśnie miejscem do włączania również Ukrainy w dyskusję na tematy bieżące. Takim najbardziej bieżącym tematem, siłą rzeczy niestety dla Trójkąta Lubelskiego oczywistym jest sytuacja na Białorusi, ale też szerzej dyskusje o polityce bezpieczeństwa w regionie, w gronie krajów, które mają podobne spojrzenie na zagrożenia, które płyną ze wschodu. Dzisiaj Trójkąt, który koordynuje pan wiceminister Marcin Przydacz jest doskonałym formatem do tego, żeby koordynować też działania z ważnym państwem nieunijnym, czyli Ukrainą.

PG: Wrócił Pan minister kilka dni temu z Wilna, gdzie podpisane zostało Strategiczne Partnerstwo Polsko-Litewskie. Czy to początek Unii Lubelskiej 2.0?

SSvS: Nie, choć nawiązań historycznych podczas tego spotkania było całkiem sporo, począwszy od tego, że na początku swojego wystąpienia Pan Premier Skvernelis wskazał, że to pierwsze takie spotkanie od 230 lat. Po drugie, w wystąpieniach premierów obecne były nawiązania do wspólnych tegorocznych obchodów rocznicy Bitwy pod Grunwaldem i planowanych przyszłorocznych obchodów Konstytucji 3 maja, jak to się mówi zaręczenia wzajemnego obu narodów. To będzie też taka historyczna okazja do podkreślania tego, co nas łączy. Natomiast to jest tylko fundament do budowania dzisiaj naszej bardzo bliskiej współpracy, która już ma swój dorobek. Współpracujemy znowu w wielu formatach międzynarodowych ważnych UE, NATO, ale także regionalnych: Trójmorze, współpraca Bałtycka, czy choćby ten najnowszy wspomniany wcześniej Trójkąt Lubelski. To jest oczywiście tylko narzędzie do osiągania konkretnych celów. Te cele dzisiaj Litwa i Polska potrafią definiować: to jest wspólne wspieranie Białorusi. Litwa też tu jest bardzo aktywnym aktorem, przypomnę, że przed chwilą Minister Spraw Zagranicznych Litwy Pan Linkieviczus był w Waszyngtonie, rozmawiał o tych sprawach, więc koordynujemy tutaj działania wspólne. Na forum Rady Europejskiej także Polska i Litwa mówią w tych sprawach wspólnym, bardzo mocnym głosem, ale też w ogóle koordynujemy współpracę gospodarczą.
Konsultacje międzyrządowe, co bardzo jest ważne, żeby podkreślić miały swój bardzo konkretny wymiar: podpisano dwie umowy z zakresu współpracy przy rozbudowie infrastruktury transportowej, kolejowej, podpisano deklarację o współpracy strategicznej przez Premierów, podpisano bardzo ważny harmonogram wdrażania zmian oświatowych, które sprawią, że Polacy mieszkający na Litwie będą mieli zwiększoną dostępność do nauczania języka polskiego, co jest problemem od lat niezałatwionym. Tutaj jest duża szansa na postęp. Wreszcie jest TVP Wilno i przy okazji już nie samych konsultacji, ale też w związku z wizytą w Wilnie Pana Premiera, mieliśmy okazję podpisać list intencyjny, który po roku funkcjonowania z dużymi sukcesami TVP Wilno da w przyszłości tej telewizji nową siedzibę, w Domu Polskim w Wilnie, rozbudowanym ze środków MSZ. Wejdzie tam telewizja, młody zespół dziennikarzy z Wileńszczyzny, który już dzisiaj mówi ciekawie o życiu na Wileńszczyźnie, ale też mówi dobrze o Polsce, o polskiej historii, kulturze, tradycji. Jak Pan widzi w czasie tej bardzo intensywnej wizyty wiele spraw zostało nie tylko poruszonych ale i załatwionych. Naprawdę byłem pod wrażeniem, jak skuteczna może być dyplomacja w kontekście konsultacji międzyrządowych. Pod wodzą Premiera kilkunastu ministrów, każdy z konkretną agendą spraw, które chce załatwić, jedzie tam, sprawy mają postęp i wracamy z konkretnym dorobkiem. To w dyplomacji nie jest reguła, bo czasami kończy się na jakiś ogólnych dyskusjach, tu zaś mamy solidny konkret.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję