Reklama

Wiara

Michał Koterski: Modlę się słowami „Jezu, Ty się tym zajmij!”

Od zawsze marzył o tym, by być fajnym mężem, ojcem, trzeźwym, czego nie doświadczył we własnej rodzinie. Jak udało mu się to osiągnąć?

Niedziela Ogólnopolska 16/2025, str. 68-71

[ TEMATY ]

Bliżej Życia z wiarą

Michał Koterski

Karol Porwich/Niedziela

Michał Koterski

Michał Koterski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dla wielu ludzi obraz Boga wiąże się z obrazem ojca w domu. U Pana było to zaburzone, bo najukochańszy tata – Marek był uzależniony od alkoholu, nie dawał poczucia bezpieczeństwa. Dom rzutował na Pana wiarę?

Reklama

Jestem przekonany, że każdy człowiek, tak jak rodzi się z potrzebą bliskości, pragnieniem miłości, zaopiekowania, rodzi się też z przeświadczeniem, że ktoś tam na górze istnieje. Nie zawsze musi to być ten „Pan z brodą”. Gdy byłem małym chłopcem, w domu były awantury, tata wracał pijany, mama próbowała go przede mną ukryć w drugim pokoju. Jako dorośli zapominamy, że rodzic pod wpływem alkoholu generuje w dziecku ogromny lęk. Ja w tamtych momentach, nie mając się do kogo zwrócić, powiedzieć o tym, co dzieje się w rodzinie, modliłem się swoimi słowami. Prosiłem nieraz: „Boże, proszę Cię, aby matka tego mojego ojca nie zabiła za to, że pije”. Wierzyłem głęboko, że ktoś mnie po tej drugiej stronie wysłucha. Później, gdy podrosłem i miałem pretensje, że moje życie wygląda tak, a nie inaczej, też często kierowałem je w stronę Boga. Dlaczego mam problemy? Dlaczego mam taką, a nie inną rodzinę? To były wyrzuty w Jego stronę. Do momentu nawrócenia cały czas tak to wyglądało, mimo iż chwytałem się też ręki Boga – w sytuacjach: „jak trwoga, to do Boga”. Przypominałem sobie o Nim w momentach, że jak już nic nie pomogło, to może Bóg zainterweniuje. Żeby mnie z pracy nie wyrzucili, żeby mnie bandziory za długi nie dopadły. Obiecywałem wtedy żarliwie, że nie będę pić. On problemy rozwiązywał, ja kilka dni byłem trzeźwy, a potem wszystko wracało do normalności – alkohol, narkotyki i Bóg znowu do niczego nie był mi potrzebny. Kiedy się cztery litery zaczynały palić, przypominałem sobie o modlitwie. Tyle że ja tyle razy tego Boga okłamywałem i żeby tej Jego dobroci nie nadwyrężać, prośby kierowałem potem to do Jezusa, to do Matki Bożej, a później to już chyba do wszystkich świętych z litanii.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W poczuciu osamotnienia, pustki, zmagania się z nałogami przyszedł jednak moment nawrócenia – od dziś Pan nie pije. Z Bożą pomocą ten stan trzeźwości trwa 10 lat. Jak patrzy Pan na tamto „wczoraj” bez Boga, w uzależnieniu, i na to „dziś” – w przyjaźni z Nim i w abstynencji?

Reklama

Alkoholik, narkoman, każdy uzależniony zakłamuje rzeczywistość. Też tak miałem. Mówiłem: „wszyscy wokół piją, ale ja to tylko 4 piwka”. Od tego się zaczyna. Dziś jestem trzeźwy i co ciekawe, nie mam w ogóle znajomych, którzy piją. Ja pewnego dnia, te 10 lat temu, wszedłem do swojego pustego domu, poszedłem do piwnicy, wyłożyłem butelki na stół – cały towar, jaki miałem – i w momencie dostałem obraz. Stałem się obojętny na łzy mojej matki i moich dziewczyn.Zobaczyłem siebie jako małego Michała, który miał kilka lat i patrzył na swojego ojca zniszczonego przez alkohol. Nie chciałem być taki jak on, nie chciałem, aby moja mama czy żona płakały przeze mnie. Po tym czasie, od małego Michała do wtedy, mało, że stałem się taki jak ojciec – ja stałem się od niego gorszy. Wszystkie mnie zostawiały. Jedna z nich napisała mi list, w którym poruszyły mnie słowa: „Odeszłam, bo dotarło do mnie, że nie jestem w stanie Ci pomóc. Nie umiałam patrzeć na to, jak ukochana osoba umiera na moich oczach. Byłam przekonana, że umrzesz, a ja tego nie dźwignę”. Zobaczyłem wtedy Michała, któremu alkohol, narkotyki odebrały wszystko. Dosłownie wszystko, bo wręcz zniewoliły mi duszę. Ja miałem dosłownie obsesję na punkcie picia i brania. To były niekończące się pytania: czy mam na alkohol, czy będę na niego miał, czy będą narkotyki? Nawet marzenia, które się spełniały, w ogóle mnie nie cieszyły. Grałem na planie z ulubionymi aktorami i co z tego? Chciałem jak najszybciej wracać ze zdjęć po to, żeby się napić i naćpać. Najważniejsze były alkohol, narkotyki. To była moja miłość. Mam natomiast świadomość, że nikt nie rodzi się zły. Każdy narkoman, alkoholik, uzależniony to kiedyś było czyjeś ukochane dziecko. Tak potoczyło się też u mnie, bo alkohol odebrał mi godność, siłę sprawczą, przejął totalnie kontrolę nad moim życiem. Uświadomiłem sobie, że nie ma mnie kto zatrzymać i ja się sam nie zatrzymam. Poczułem absolutną bezsilność. Wiedziałem, że nie ma dla mnie ratunku, bo żadne leczenie nie pomagało. Wtedy pomyślałem, że Bóg to moja ostatnia deska ratunku. Uklęknąłem, pomodliłem się. Wziąłem alkohol i go wylałem. Wyrzuciłem też towar. Z moich ust popłynęły słowa: „Zabierz tę obsesję picia i brania, a ja zrobię wszystko, żeby wytrwać”. Tak bardzo tego zapragnąłem, że zaufałem. Po prostu chciałem spełnić marzenie małego Miśka, który marzył o tym, aby być fajnym mężem, ojcem. Trzeźwym! Następnego dnia rano, po 21 latach obsesji, obudziłem się bez tego głosu w głowie, który mi mówił: Napij się... Ten głos zniknął. Byłem w takim szoku, że jeszcze chwilę nie mogłem uwierzyć i siedziałem, czekałem, czy głos przyjdzie, a jego nie było. Wówczas przypomniałem sobie, że cudem trzeba się zaopiekować. Stał się cud i ja nie mogę teraz bezkarnie leżeć! Uczono mnie w tych wszystkich ośrodkach uzależnień, że najważniejsze jest wyrzucić wszystkie kontakty do ludzi, z którymi piłem, którzy mi się kojarzą z alkoholem. Konieczne były mityngi, terapia. Warto sobie na takim etapie też znaleźć przewodnika duchowego, pisać swój program wychodzenia z uzależnienia. Słuchałem zaleceń mądrzejszych ode mnie i to pozwoliło mi dojść do miejsca, w którym jestem dzisiaj.

Dzieli się Pan swoim świadectwem, powstała książka pt. To już moje ostatnie życie, są spotkania z ludźmi. Wszystko po to, aby swoim przykładem uratować choć jedno życie. Postrzega Pan to jako cuda?

Przed każdym takim spotkaniem proszę Boga na modlitwie, aby mnie prowadził. Żebym nikomu swoimi słowami nie zrobił krzywdy, bo słowa mogą ranić, nawet te w najlepszej intencji. Bycie z Nim w relacji daje mi natomiast poczucie bezpieczeństwa, czuję się zaopiekowany. Nie widziałem tych cudów wcześniej w swoim życiu. Byłem zamknięty, poblokowany. Teraz jestem na to otwarty – dopatruję się wręcz tych znaków. Gdy pomoc przychodzi, dostrzegam, że jest to działanie z góry. Wiem, że w chorobę alkoholową wpisane są upadki. Mówi się, że jest to choroba nawrotów. Modlę się więc słowami: „Jezu, Ty się tym zajmij!”, i widzę, że On się zajmuje, najlepiej, jak się da.

Jaką ma Pan receptę dla współczesnych rodziców, którzy martwią się, że ich dziecko popadnie w uzależnienia? Jakie ma Pan swoje metody dziś, będąc ojcem 7-letniego Fryderyka, aby czuł się kochany, bezpieczny?

W rodzinie ważne jest, aby rozmawiać. Zwłaszcza uczyć tego dzieci od najmłodszych lat. Mój syn ma dziś 7 lat i kiedy pytał mnie w zeszłym roku, czemu tak dużo nie ma mnie w domu, to usłyszałem ten komunikat i zareagowałem. Po 14 latach zakończyłem pracę w serialu Pierwsza miłość, bo zdjęcia były we Wrocławiu. Ta rezygnacja była po to, aby być bliżej, być częściej, być z dzieckiem, z ukochaną osobą. I nie być z musu, zasłonięty telefonem w ręku, ale właśnie z należytą uwagą, bez pośpiechu. Tu i teraz, tak aby dać dziecku odczuć, że jest dla mnie najważniejsze. Staram się teraz tak żyć i to pielęgnować. I nie jestem odpowiednią osobą do dawania rad, bo nie wiem, jak będzie za kilka lat, jak się życie potoczy. Ale widzę, że u nas w domu, który tworzymy, to działa, i myślę, że miłość, poczucie bezpieczeństwa, dialog – to jest to, co rodzic może dać najlepszego dziecku, aby obronić go przed wpływem otoczenia, które będzie kusić do używek, zachowań takich czy innych. Kiedy będzie dobra relacja rodzic – dziecko, to gdy zaczną się problemy, ono przyjdzie i powie, bo będzie ufało, że otrzyma pomoc. To bezcenne!

Michał Koterski – aktor filmowy, teatralny, osobowość telewizyjna. Przez 21 lat zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Dziś, będąc „po jasnej stronie mocy”, otworzył Klinikę Leczenia Uzależnień „Odwróceni”. Jeździ też po Polsce na spotkania autorskie, aby dzielić się swoim doświadczeniem, że Bóg pomaga człowiekowi dźwignąć się z jego nałogów. Podczas jednego z nich rozmawiał z Angeliką Kawecką.

2025-04-14 14:19

Oceń: +30 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Marta Przybyła: Byłam bluźniącą ateistką. Spotkałam Boga

[ TEMATY ]

świadectwo

Bliżej Życia z wiarą

Zdjęcia z filmu "Powołany"

Agresja, depresja i nienawiść jako najczęstszy stan mojego wnętrza... Wśród zainteresowań – okultyzm, spirytyzm, muzyka satanistyczna. Bluźniąca ateistka. Czyli – Marta Przybyła o swoim nawróceniu.

Zostałam ochrzczona, później posłana do I Komunii św., ale tak naprawdę była ona dla mnie tylko kostiumowym przedstawieniem. Przez kolejne 23 lata nie przekroczyłam progu kościoła. Zaczęły mnie pochłaniać mroczne klimaty, fascynacja okultyzmem i spirytyzmem, były wizyty u wróżki, medium, epizod z kartami tarota. Przez wiele lat byłam uzależniona od relacji. To mężczyzna obok mnie był wyznacznikiem mojej wartości jako kobiety. Nie potrafiłam być sama przez miesiąc. Na katolików patrzyłam jak na wariatów. To byli dla mnie leniwi nieudacznicy, którzy nie potrafią troszczyć się o własne sprawy, więc szukają pomocy gdzieś między chmurami. Przez wiele lat byłam zwolenniczką aborcji i eutanazji. W mojej głowie zaczęły się pojawiać głupie myśli, że kiedy umrę, to być może nad moją trumną stanie facet w koloratce. Zaczęłam szukać informacji o apostazji, żeby oficjalnie wystąpić z Kościoła katolickiego.
CZYTAJ DALEJ

Zielona Góra/ Wypadek balonu z ludźmi w koszu, zginęła 28-letnia kobieta

2026-03-09 10:12

[ TEMATY ]

wypadek

Zielona Góra

Łukasz Brodzik

W centrum Zielonej Góry doszło w poniedziałek rano do wypadku balonu z trzema kobietami w koszu. Jedna z nich z niego wypadła i poniosła śmierć. Dwie pozostałe nie odniosły poważnych obrażeń. Trwa ustanie okoliczności wypadku – poinformowała podsinp. Małgorzata Stanisławska z Komedy Miejskiej Policji w Zielonej Górze.

- W wyniku wypadku zmarła 28-letnia kobieta, która wypadła z kosza na dach jednego z budynków. Niestety, pomimo podjętej reanimacji nie udało się jej uratować. To członkini Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, doświadczona pilotka balonów. Dwie pozostałe pasażerki balonu samodzielnie wyszły z kosza, kiedy opadł on na ulicę. Nie odniosły poważnych obrażeń – powiedziała PAP podinsp. Stanisławska.
CZYTAJ DALEJ

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję