Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak bardzo chcemy, by nasze dzieci odnosiły sukcesy? Bo wierzymy, że to da im szczęście. Czasem także – choć rzadko to sobie uświadamiamy – chcemy, by zrealizowały to, czego nam się nie udało zreealizować. Nieświadomie projektujemy w nich doskonalszą wersję samych siebie. Innym razem zaczynamy się obawiać, że jeśli nasze dziecko nie będzie najlepsze, to my sami będziemy musieli się wstydzić, iż jest słabsze.
To my, dorośli, nakręcamy spiralę pogoni za coraz lepszymi wynikami, wierząc, że sukces to klucz do dobrego życia. A przez to – często nieświadomie – odbieramy dzieciom radość z samego działania, z wysiłku, z odkrywania, że można próbować i... popełniać błędy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Co jest ważniejsze od wyniku?
Samo dziecko i wysiłek, który każdego dnia wkłada w to, co stara się zrobić. Pamiętam rozmowę z pewną nastolatką, która podczas jednego spotkania „wyrzuciła” z siebie cały ból. Powiedziała, że kiedy wracała do domu z czwórką albo trójką zamiast piątki, słyszała pytania: „kto miał piątkę?”, „dlaczego tylko tyle?”, „nie stać cię na więcej?”.
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak takie pytania wpływają na dziecko? W jego uszach, a potem w sercu te pytania brzmią jak: „nie jesteś dość dobry”, „jesteś słaby”, „każdy inny jest lepszy od ciebie”.
Reklama
Przez zadawanie takich pytań łatwo nam, dorosłym, zapomnieć, że wartość dziecka nie zależy od wyników. Najważniejsze jest nie to, co osiągnie, lecz to, kim się staje w procesie nauki i prób. Dziecko potrzebuje nie tyle sukcesu, ile wiary, że jest kochane i akceptowane także wtedy, gdy coś mu nie wychodzi.
Zastanów się, co wspierającego mógłby powiedzieć np. tata, gdyby jego syn wrócił do domu i powiedział, że nie dostał się do szkolnej drużyny. Być może zgodzisz się z tym, że zamiast mówić: „następnym razem musisz się bardziej postarać”, mógłby po prostu usiąść obok i zapytać: „co było dziś dla ciebie najtrudniejsze?”. Zapewniam cię, że takie proste pytanie potrafi zapoczątkować rozmowę o emocjach, o rozczarowaniu, ale też o tym, że porażka to nie koniec wszystkiego.
A jaki może być efekt takiej rozmowy? Syn, gdy będzie czuł wsparcie i akceptację, może zaproponować tacie wspólną grę w piłkę, bo zrozumie, że może z nim grać bez lęku przed oceną. Może się też okazać, że spróbuje jeszcze raz dołączyć do szkolnej drużyny.
Jak dzieci się uczą, czym jest porażka?
Uczą się przede wszystkim przez obserwację. Jeśli widzą, że rodzic źle znosi swoje niepowodzenia: krytykuje siebie, złości się albo z czegoś rezygnuje – szybko wyciągają wniosek, iż porażka to coś wstydliwego, coś, czego trzeba unikać za wszelką cenę.
Warto więc zacząć od siebie, przyjrzeć się swoim reakcjom, kiedy coś nam nie wychodzi. Czy potrafię powiedzieć: „nie udało mi się, więc spróbuję inaczej”? Czy może raczej mówię: „nie nadaję się do tego”?
Reklama
Nasza postawa wobec własnych niedociągnięć i pomyłek jest jednym z najskuteczniejszych sposobów uczenia dzieci odporności psychicznej oraz zrozumienia, że błąd nie przekreśla wszystkiego. To właśnie w codziennych sytuacjach, kiedy coś nam się nie uda albo zapomnimy o czymś ważnym, dziecko uczy się, że można popełnić błąd i dalej próbować. Otrzymuje w ten sposób bardzo jasny przekaz, że w życiu chodzi nie o sukces za wszelką cenę, lecz o odwagę, by próbować ponownie.
Humor dla równowagi
Od czasu do czasu, gdy sama ponoszę porażkę, np. w kuchni, kiedy przesolę zupę, mogę oczywiście wrzucić do garnka surowego ziemniaka, aby wchłonął sól, ale mogę też skorzystać z mocy humoru i... obśmiać porażkę – nigdy siebie albo drugą osobę. Co więc można zrobić z przesoloną lub za ostrą zupą? Można np. udawać, że jest się smokiem, który zjada ognistą potrawę i poci się od jej ostrości! Zapewniam was, że taka szczypta humoru i kilka łez ze śmiechu sprawiają, iż zupa od razu smakuje lepiej, a my razem z rodziną czujemy się szczęśliwsi.
Porażka to nauczyciel, a nie wróg
Z perspektywy psychologii pozytywnej wiemy, że odporność emocjonalna rodzi się nie w komforcie, lecz w doświadczaniu trudności. Dlatego warto pamiętać, że dziecko, które nigdy nie zazna porażki, nie nauczy się, jak sobie z nią radzić – kiedy przyjdzie pierwsze poważne niepowodzenie: egzamin, rozstanie, może poczuć się bezradne i przytłoczone. W skrajnych sytuacjach mogą pojawić się bardzo niebezpieczne myśli i poczucie, że nie ma wyjścia. Dlatego tak ważne jest, byśmy nie zabierali dzieciom prawa do błędu. Niech same doświadczą, że można się pomylić i spróbować jeszcze raz, bo właśnie w takich chwilach rodzą się siła i wytrwałość.
Reklama
Pamiętam jedne z warsztatów budowania relacji połączonych ze wspólnym wypiekiem tortów. Podczas części praktycznej mama z córką przekrawały biszkopt. W grupie było kilka par i tym właśnie mamie i córce nie poszło najlepiej. Przekrojone kawałki były nierówne i porwane. Na pierwszy rzut oka – „porażka” już na samym początku. Po jakimś czasie zobaczyłam na twarzy dziewczynki ogromny smutek. Mama nie zareagowała, a córka smutniała coraz bardziej. Włożyły te poszarpane kawałki do rantu, nasączyły biszkopt, dodały trochę kremu i żelkę. Kiedy wszyscy wyszli, w sali została dziewczynka z „nieładnym” tortem. Stała zrezygnowana. Podeszłam do niej i zaczęłam rozmowę. Usłyszałam, jak bardzo przeżywa to, co się stało. Kiedy zauważyłam jej wysiłek i zaangażowanie na pierwszym etapie robienia tortu, zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co jeszcze można zrobić. W pewnym momencie pojawiły się „właściwe słowa”, że ten nieudany początek nie musi oznaczać katastrofy na całej linii. Chwilę później dziewczynka dodała kawałek biszkoptu, którego ktoś nie potrzebował, dołożyła więcej bitej śmietany i naszym oczom ukazał się piękny tort. Na jej twarzy pojawiła się duma.
Co wystarczyło? Chwila uważności na dziecko i na to, co przeżywa w momencie doświadczania porażki. Powiecie może, że to mama powinna wtedy zareagować. Pewnie tak, ale wiem też, że nie zawsze jesteśmy wystarczająco uważni i świadomi. Dlatego nie oceniam, ale staram się pomóc, kiedy mogę.
Autorka jest certyfikowaną Edukatorką Pozytywnej Dyscypliny
Jak wspierać dziecko doświadczające porażki?
1. Nie dawaj rad i nie oceniaj. Czasem wystarczy powiedzieć: „widzę, że ci trudno. Jestem przy tobie”.
2. Pomóż nazwać emocje. Dziecko często nie wie, co czuje i jak sobie poradzić z emocjami. Możesz np. powiedzieć: „widzę, że jesteś smutny, bo...”, „złościsz się, ponieważ...”. Takie słowa pomagają dziecku zrozumieć siebie i uczą, że każda emocja jest w porządku – nawet ta trudna.
3. Zmieniaj perspektywę. Zamiast pytać: „dlaczego ci się nie udało?”, zapytaj: „co można zrobić inaczej następnym razem?”, „jak mogę ci pomóc?”.
4. Podkreślaj wysiłek, nie wynik. Mów: „doceniam, że się starałeś”, „widzę, ile pracy w to włożyłeś”.
5. Dziel się własnymi porażkami. To niezwykle ważne! Gdy dziecko usłyszy, że mama też kiedyś oblała egzamin, a tata przegrał mecz – zrozumie, że w swojej porażce nie jest jedyne.
