To swoiste ABC ekumenizmu: czym jest, dlaczego nadal ma tylu oponentów i dlaczego nie ma od niego odwrotu.Chcemy też przypomnieć, że ekumenizm nie jest jedynie działalnością uprawianą na kościelnych szczytach, lecz dotyczy każdego z nas, gdyż żyjemy w różnorodności zarówno kulturowej, jak i wyznaniowej. Stąd odpowiadamy na pytania o ekumenizm w praktyce.
Nie ma odwrotu
Wiara w Jezusa Chrystusa łączy wszystkich chrześcijan, a mimo to wciąż istnieją wśród nas podziały. „Wciąż jeszcze wierzymy inaczej, ale przecież nie w Innego” – to słynne stwierdzenie ewangelickiego teologa Karla Bartha przypomina, że my, chrześcijanie, wierzymy w tego samego Chrystusa, który miał jedną Dobrą Nowinę. Kościoły i wspólnoty chrześcijańskie uznają jednomyślnie, że wywodzą się od osoby Jezusa Chrystusa. Święty Paweł Apostoł w Liście do Efezjan pisze: „Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg i Ojciec wszystkich. On jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich” (Ef 4, 5-6). A Sobór Watykański II już w 1964 r. przypominał (Dekret o ekumenizmie, 1), że: „(...) brak jedności jawnie sprzeciwia się woli Chrystusa, jest zgorszeniem dla świata, a przy tym szkodzi najświętszej sprawie przepowiadania Ewangelii”. Nie możemy więc być obojętni na Chrystusowe pragnienie jedności i dlatego nie może być odwrotu od ekumenizmu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Ekumenizm jest drogą Kościoła, a wspólne modlitwy wyznawców Chrystusa są nie tylko doskonałą sposobnością, by dostrzec innych chrześcijan żyjących w tej samej społeczności, ale nade wszystko wezwaniem do głębszego umiłowania Chrystusa. I choć mamy inne tradycje, inne liturgie, inny styl myślenia, to wszyscy czujemy się wezwani do ściślejszego zjednoczenia z Chrystusem.
Czym jest, a czym nie jest ekumenizm?
Niestety, wciąż powtarzane są w przestrzeni publicznej stereotypy, jakoby ekumenizm był zagrożeniem dla tożsamości Kościoła. To efekt braku podstawowej wiedzy i znajomości nauki Kościoła w tej materii. Górę bierze więc często ignorancja religijna, która przecież nikomu nie służy, a może stać się przyczyną narastających antagonizmów. Jaka jest więc poprawna odpowiedź na pytanie: czym jest ekumenizm, a czym nie jest?
Reklama
Ekumenizm jest zaangażowaniem na rzecz jedności wyznawców Chrystusa, to ruch zmierzający do jedności chrześcijan. Należy on do priorytetów duszpasterskich Kościoła katolickiego, który uznaje, że brak jedności podważa jego wiarygodność. Drogi ekumenicznej nie należy rozumieć w kategoriach politycznych, nie polega ona na negocjowaniu i osiąganiu kompromisów. Ekumenizm nie jest nawracaniem na „naszą wiarę”, choć nie neguje prawa człowieka do nawrócenia, rozumianego jako zmiana wyznania (czyli konwersja). Ekumenizm nie jest też szukaniem zwycięstwa własnego Kościoła nad innym Kościołem. Nie chodzi o doprowadzenie do jedności wszystkich Kościołów przez dominację jednego. Ekumenizm nie jest także nową taktyką zdobywania przyjaciół, zwolenników ani nie polega na przemilczaniu prawdy, by łatwiej pozyskać przychylność rozmówcy. Ekumeniczne zaangażowanie jest „wytrwałym dążeniem do znalezienia pełnej jedności w prawdzie”, jak napisał Benedykt XVI. Dlatego tak ważne są właściwa postawa ekumeniczna, sposób i metoda przekazywania wiedzy o innych wyznaniach oraz postawa szacunku i otwarcia wobec innych chrześcijan.
Kiedy (i czy) nastąpi jedność?
Wśród wielu pytań dotyczących ekumenizmu wyróżnia się często powtarzane: „kiedy nastąpi jedność chrześcijan?”. Najpewniejsza wydaje się odpowiedź: „na końcu świata”. Pośpiech w tej sprawie nie jest bowiem taktyką Kościoła, ale stanowi integralną część bycia Kościołem, wypływa z woli Chrystusa. Ufamy, że to od Niego zależy, kiedy uczyni to, co zamierza uczynić. Naszym obowiązkiem jest wierność. Dlatego nie istnieje żaden plan działania, harmonogram dochodzenia chrześcijan do jedności. Jan Paweł II dał jasną odpowiedź: ekumenizm jest nie tylko szlachetną ideą, ale równocześnie wielką próbą wiary, nadziei i miłości: wejściem w stronę tego, co jest możliwe u Boga, na przekór temu, co po ludzku może się zdawać niemożliwe. Dopóki nie uwierzymy, że to jest dzieło Ducha Świętego, na które otwieramy się w modlitwie, nie będziemy mieli wielu motywacji do zaangażowania się na rzecz jedności. Modlitwa bowiem jest duszą ruchu ekumenicznego. „Gdy chrześcijanie modlą się razem, wówczas cel, jakim jest zjednoczenie, wydaje się bliższy” – napisał papież w encyklice o działalności ekumenicznej Ut unum sint (n. 22).
Reklama
Nie oznacza to jednak zgody na bierność. Na drodze ku jedności trzeba podejmować stopniowo różne kroki. Nie tylko spotykać się na modlitwie, ale też wszędzie, gdzie to jest możliwe, usuwać przeszkody, zarówno te, które tkwią w mentalności napiętnowanej wiekami podziału i rozłączenia, jak i te tkwiące w doktrynie i teologii. Na szczęście w naszych czasach coraz większa jest świadomość ekumeniczna, przekonanie, że jednak więcej nas łączy, niż dzieli.
Nie wystarczy wzajemna tolerancja
Pojednanie i dialog między chrześcijanami wynikają z wzajemnego zaufania, które rodzi postawę otwartości wobec różnych Kościołów chrześcijańskich. Etos dialogu wypływa przecież z najgłębszej istoty chrześcijaństwa i zakłada postawę wzajemnego szacunku i życzliwości po wszystkich stronach. Przypomina nam o tym zalecenie św. Pawła Apostoła: „Miłość niech będzie nieobłudna. (...) Serdeczni w braterskiej miłości wzajemnie się wyprzedzajcie w okazywaniu szacunku” (Rz 12, 9-10). Dialogu nie można ograniczać tylko do wymiany poglądów, krytyki czy polemiki. Dialog zaczyna się od spotkania, od cierpliwego słuchania, od możliwości wypowiedzenia swojego zdania.
Postawa takiej otwartości wobec innych chrześcijan budzi u niektórych lęk przed utratą własnej tożsamości. Dlatego należy przekonywać, że lęk ten wynika z braku wiedzy o chrześcijanach innych wyznań lub z nieznajomości nauki Kościoła. Lęk bywa często przeszkodą na drodze ku widzialnej jedności w Kościele Chrystusowym, staje się hamulcem na drodze jedności. Kościoły chrześcijańskie zatracają wówczas zdolność do samokrytyki i otwartość względem innych.
Reklama
Warto wciąż pamiętać, że zaangażowania ekumenicznego nie można sprowadzać wyłącznie do stosunków z innymi chrześcijanami. Ekumenizm to także określone zadania w samym Kościele katolickim. Chodzi o życie w duchu Ewangelii. Przypomina nam o tym soborowy Dekret o ekumenizmie: „Niech pamiętają wszyscy wyznawcy Chrystusa, że tym bardziej rozwijają sprawę jedności, a nawet ją realizują, im bardziej starają się wieść nieskazitelne życie według Ewangelii” (Sobór Watykański II, Dekret o ekumenizmie, 7).
Bycie uczniem Chrystusa oznacza nie tylko postępowanie według zasad, ale przede wszystkim uwiarygodnianie Ewangelii swoim codziennym życiem. Dziś nie wystarczą już wzajemne tolerowanie się czy nawet akceptacja między Kościołami. Jezus oczekuje od nas czytelnego znaku jedności, jakim jest wspólne świadectwo chrześcijan, szczególnie wobec obojętności, lekceważenia czy nawet walki z chrześcijaństwem.
W zaangażowaniu ekumenicznym powinna stale towarzyszyć nam prawda, że jedność, o którą się modlimy, to nie tylko wygodne wyobrażenie o wzajemnej życzliwości i współpracy, ale też gotowość do porzucenia rywalizacji. Jako wyznawcy niepodzielonego Chrystusa musimy otworzyć się na siebie i z nowym przekonaniem głosić prawdy czerpane z Ewangelii.
Nowa Karta Ekumeniczna
Reklama
„Kościół tylko wtedy może być wiarygodnym narzędziem pojednania, gdy sam żyje jednością” – zauważył trafnie kard. Grzegorz Ryś, nawiązując do podpisanej 5 listopada 2025 r. nowej Karty Ekumenicznej podczas spotkania w Rzymie Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE) i Konferencji Kościołów Europejskich (CEC), reprezentującej blisko 150 pozostałych Kościołów chrześcijańskich w Europie. Kartę Ekumeniczną, podstawowy tekst współpracy ekumenicznej w Europie, zaktualizowano w 1700. rocznicę soboru nicejskiego. To arcyważny dokument, efekt wieloletnich działań na rzecz porozumienia między wyznaniami chrześcijańskimi na kontynencie. Działań, które wskazują na wspólne fundamenty: wiarę w Trójcę Świętą, autorytet Pisma Świętego oraz nicejsko-konstantynopolitańskie Wyznanie wiary. Jednocześnie zaznaczono, że różnice dotyczące rozumienia sakramentów, natury Kościoła i jego urzędu pozostają realną przeszkodą na drodze do pełnej jedności. Mimo tego dokument zachęca do wspólnego głoszenia Ewangelii, wzajemnego szacunku oraz przezwyciężania uprzedzeń historycznych i kulturowych.
Kardynał Ryś, przewodniczący Rady ds. Dialogu Religijnego Konferencji Episkopatu Polski, wyjaśniając znaczenie tego dokumentu, powiedział jasno: – Antyekumeniczność jest formą odrzucenia nauki Kościoła. Ekumenizm jest ortodoksją, bo bez żadnych wątpliwości jest on dziełem Ducha Świętego, który działa między wyznaniami chrześcijańskimi. W Polsce problem wynika głównie z wielkich dysproporcji, jeśli chodzi o Kościoły. Kościół Rzymskokatolicki jest liczebnie absolutnie większościowy, dlatego też to właśnie on odpowiada za to, jak toczy się dialog ekumeniczny. To oczywiste. Tam, gdzie dialogu nie ma, powinniśmy się bić w piersi, bo to nasze zaniedbanie i wina. Trzeba o tym jasno mówić.
Dialog nie zagraża naszej tożsamości, w dialogu nic nie tracimy, wręcz przeciwnie – dialog zbliża ludzi i uczy cierpliwego słuchania.
Nie do przecenienia jest wkład w rozwój dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego św. Jana Pawła II. Obok niezmiernie istotnych słów papież Polak pozostawił nam także gesty i spotkania, które mają niezwykłą moc przekonywania. Warto przypomnieć choćby fenomen określany jako duch Asyżu, czyli międzyreligijne spotkanie modlitewne w Asyżu 27 października 1986 r. W mieście św. Franciszka spotkali się wówczas przedstawiciele głównych religii świata i wyznań chrześcijańskich, aby razem, w wielu językach, modlić się o pokój. Spotkania w Asyżu pokazały, że nawet jeśli nie możemy się modlić razem, to możemy modlić się w jednym miejscu i mieć świadomość wspólnej modlitwy o pokój. – Tam, gdzie dzieją się rzeczy straszne, potrzebna jest wspólna modlitwa – powiedział kard. Ryś.
Dialog ekumeniczny nie odbywa się tylko na poziomie wysoko wyspecjalizowanych instytucji. Jest wymiarem życia codziennego, kulturą spotkania z innymi i wyrazem szacunku wobec siebie nawzajem.
