Angelika Kawecka: Sekcja Polska Pomocy Kościołowi w Potrzebie rozpoczyna rok jubileuszowy związany z obchodami 20-lecia jej działalności. Kieruje nią Ksiądz od października 2024 r. Jak postrzega Ksiądz te dwie dekady? Co jest największym darem, a co wyzwaniem?
Ks. dr hab. Jan Żelazny: Dzieło Pomoc Kościołowi w Potrzebie jest znacznie starsze niż sama polska sekcja. Powstało w 1947 r. Ojciec Werenfried van Straaten wykazał się determinacją w realizowaniu z pozoru niemożliwego dzieła wybaczania i solidarności. Jego wiara w ludzi wyraziła się w spektakularnej akcji humanitarnej niesienia pomocy egzystencjalnej Niemcom, którą przeprowadził w Belgii i Holandii.
Reklama
Dzięki jego działalności narody okupowane przez hitlerowskie Niemcy udzieliły hojnego wsparcia finansowego i żywnościowego swoim niedawnym wrogom. W 1984 r. dzieło zostało uznane przez św. Jana Pawła II i poddane prawu papieskiemu, a od 2011 r. jest w randze fundacji papieskiej – do tej godności podniósł je papież Benedykt XVI. Tyle z historii dzieła. W praktyce wyglądało to tak, że przed 2006 r. to Kościół w Polsce był beneficjentem pomocy – niemal w każdym nowym kościele w naszym kraju są „cegły od PKWP”, a większość kleryków i księży w Polsce przed 2001 r. korzystała z pomocy chociażby w postaci stypendiów. Czasy się jednak zmieniły i Jan Paweł II powiedział do nas wprost: „Otrzymaliście wiele, może czas, abyście potrafili odwdzięczyć się innym”. I tak w styczniu 2006 r. Konferencja Episkopatu Polski powołała polską sekcję dzieła. Spłacamy niejako swój dług. To ogromny dar – świadomość, że Kościół w Polsce dorósł do tego, aby pomagać innym.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dar, ale też ogromne wyzwanie...
Oczywiście, przede wszystkim jest to wyzwanie, abyśmy nigdy nie zapomnieli, że jesteśmy tylko ogniwem w łańcuchu Bożej Opatrzności. Jesteśmy narzędziami w rękach Pana, sami nic nie możemy uczynić. Trzeba sobie nieustannie powtarzać: „słudzy nieużyteczni jesteśmy”. Wiem, że bez darczyńców nic nie moglibyśmy zrobić. Często kiedy jadę do krajów, w których niesiemy pomoc, powtarzam jak refren słowa psalmu: „Ile dostanę, tyle wam dam”. Jako dzieło wymykamy się absolutnie prawom ekonomicznym. Nie zostawiamy nadwyżki na koncie na nowy rok, nie zostawiamy niczego „na zaś” staramy się rozdysponować każde środki, które do nas trafiają, dosłownie do zera.
Czym dziś w konkretnym wymiarze jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie? Jak zmieniało się rozumienie tej misji przez 20 lat?
Reklama
Byliśmy krajem za żelazną kurtyną, dziś jesteśmy krajem wolnym, w zupełnie innej sytuacji ekonomicznej. To nadal to samo dzieło, ale realizowane w innym wymiarze. Kiedyś to nam pomagano odbudowywać kościoły i seminaria, a dziś Sekcja Polska utrzymuje kleryków chociażby w Libanie, w Kościołach syrokatolickich – to jedyne ich seminarium. Wspieramy Kościoły orientalne na Bliskim Wschodzie, wspieramy różne kraje na całym świecie, np. Nigerię, Syrię. To znak zmiany, ale też naszej dojrzałości. Jeśli nie wykształcimy kapłanów dla tych miejsc, nikt nie zaniesie do nich Boga. Nie chodzi tylko o wsparcie finansowe, otwieramy też drzwi naszych uczelni w Polsce, aby przyszli kapłani mogli tu w języku angielskim studiować teologię, np. w Krakowie, Lublinie czy Warszawie.
Wielu wiernym PKWP kojarzy się głównie z pomocą materialną, ale są również inne formy wsparcia.
Benedykt XVI, podnosząc PKWP do rangi fundacji papieskiej, powiedział nam jasno: waszym zadaniem jest „czynić naszych braci obecnymi”. Pierwszym wymiarem pomocy jest więc tutaj informacja – przygotowujemy raporty „Wolność religijna na świecie” oraz „Prześladowani i zapomniani”. Od 2009 r. w każdą drugą niedzielę listopada obchodzimy w Polsce Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. To było jedno z pierwszych takich działań na świecie; w naszym kraju z inicjatywy Konferencji Episkopatu Polski. Drugi wymiar to, oczywiście, modlitwa. Przekazujemy chociażby pogrzebowe intencje mszalne czy intencje z Mszy św. gregoriańskich np. księżom maronickim w Syrii – to realna pomoc dla nich i ich wspólnot. Prowadzimy również akcję „Cedry Nadziei”, by wesprzeć szkolnictwo chrześcijańskie w Syrii, Jordanii i Libanie. Wspomagamy szkoły w Ziemi Świętej – w Betlejem. Bez edukacji chrześcijanie w tamtych regionach po prostu znikną. Nie jest to więc tylko działalność charytatywna. My realnie pomagamy Kościołowi trwać i głosić Ewangelię: budujemy seminaria, kupujemy samochody, łodzie, wspieramy misjonarzy. Chodzi nam jednak nie tylko o „rybę”, ale i o „wędkę”, żeby oni w miejscach, w których są, realnie doświadczali działania Boga i nieśli Go dalej.
Reklama
Za statystykami zawsze stał konkretny człowiek. Czy jest taka historia, która szczególnie Księdzu towarzyszy i która w trudnych chwilach przypomina, że to wszystko ma sens?
Reklama
Takich historii jest bardzo wiele. Jedna pochodzi z naszego biura krajowego w Brazylii – takich biur mamy dwadzieścia trzy na świecie. Tam, w Brazylii, odkryto, że od ponad 20 lat PKWP regularnie wspiera pewna kobieta. Okazało się, że mieszka ona w faweli, nie ma swojego stałego adresu. Przez cały tydzień pierze i prasuje innym ubrania, a to, co zarobi w sobotę, oddaje na dzieło Pomocy Kościołowi w Potrzebie. To jest właśnie ten ewangeliczny wdowi grosz, który może nie ma znaczenia w oczach ludzi, w skali świata, ale dla Boga ma olbrzymią wartość. W 2024 r. była to wartość 141 mln euro, które na nasze działania przekazali darczyńcy. To uczy nas ogromnego szacunku do każdej ofiary. Druga historia jest bardzo świeża. Tuż przed Bożym Narodzeniem byłem w Syrii. Chcieliśmy, aby tamtejsze dzieci doznały trochę radości, i planowaliśmy kupić im słodycze. W Parafii św. Eliasza w Damaszku proboszcz zapytał mnie, czy te pieniądze można przeznaczyć na coś innego. Na moje pytanie, na co, usłyszałem: „Nasze dzieci jedzą tylko raz dziennie. Może w święta mogłyby mieć dwa posiłki?”. Poraziły mnie te słowa. Jeden dodatkowy posiłek dla dziecka kosztował 2 dol. W takich sytuacjach człowiek uświadamia sobie, że nawet najmniejsza ofiara może mieć zupełnie inną wartość, nawet mała wpłata może dać posiłek dziecku. Takie sytuacje uczą mnie pokory i wdzięczności. Trzecia historia – uśmiecham się, gdy o niej myślę – dotyczy mnie bezpośrednio. Jestem w Syrii i tam łapie mnie atak kolki nerkowej. Ból przeogromny. Jesteśmy w Kościele św. Tekli i zwracam się do patronki sanktuarium tymi słowami: „Teklo, przyjechałem tu pomagać twoim rodakom, weź się do roboty i pomóż...”. Od tamtej pory nie miałem żadnego ataku. Dla niewierzącego to może być zbieg okoliczności, ale ja patrzę na te wszystkie sytuacje oczami wiary i wiem, że Pan jest obok mnie, że mnie wspiera, a czasem to Jego działanie jest kompletnie nieoczywiste.
Widać tutaj olbrzymią wagę modlitwy z wiarą, z ufnością. Bez tego zawierzenia i modlitwy działalność PKWP nie byłaby prowadzona na taką skalę?
Bez modlitwy to dzieło nie miałoby prawa istnieć. Dziękujemy przede wszystkim za ludzi, nie za projekty. Za tych, którzy są z nami – za darczyńców, wolontariuszy, kapłanów. Nie brakuje sytuacji, że ktoś wygrał na loterii i wszystko przekazał na PKWP. To właśnie dzięki takim ludziom możemy działać i za nich chcemy się modlić. Trzeba Bogu za nich dziękować. Ja sam bardzo często mówię, że moja najlepsza „agencja ubezpieczeniowa” to słowa: „Jezu, ufam Tobie” – i świetnie na tym wychodzę.
Jubileusz to czas podsumowań, ale też okazja, by z nadzieją patrzeć w przyszłość. Jakie są zatem najważniejsze kierunki rozwoju PKWP?
Reklama
Musimy przede wszystkim dotrzeć do młodych. Jeśli tego nie zrobimy, za 20 lat ktoś zgasi światło w biurze. Dlatego też chodzimy z katechezami, ze świadectwem żywych ludzi np. do bierzmowanych. Opowiadam młodym o Rachel z Nigerii – porwanej w wieku 14 lat, zmuszonej do małżeństwa, która została uwolniona z niewoli przez władze, wróciła do wspólnoty i oczekuje dziecka. Na pytanie dziennikarza, czy przebaczyła swoim oprawcom, z wiarą mówi: „Nie da się nie przebaczyć, będąc chrześcijaninem, za życie mi dane odpłacę życiem mi powierzonym”. To są świadkowie naszych czasów, nie z kart podręcznika, ale z życia. Papież Franciszek mówił młodym podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, aby „zrobili raban”. Idąc tym tokiem rozumowania, chcemy – nie tylko na to nasze 20-lecie – „odpalić ewangelizacyjną petardę”. Można nas zapraszać do parafii, na spotkania z młodzieżą, można korzystać bezpłatnie z przygotowanych przez nas katechez dostępnych na stronie pkwp.org – a wszystko po to, by głos potrzebujących braci i sióstr został usłyszany i wysłuchany.
Czego Kościół prześladowany, ubogi uczy dziś nas, Kościół w Polsce?
To, co teraz powiem, zaboli. Otóż uczy tego, że nic nie jest dane raz na zawsze. Kościół owszem, jest wieczny, ale nie jest powiedziane, że zawsze będzie silny i obecny w Polsce. Widzę czasami, jak spełniają się słowa Asnyka: „Cudze chwalicie, swego nie znacie...”. Być może docenimy to, co mamy, kiedy to stracimy. Kościół prześladowany uczy nas też wdzięczności i odwagi wiary. Bez tego nie ma mowy o prawdziwym Kościele i relacji z Bogiem.
O co możemy się dla Was modlić na kolejne lata posługi i czego mamy Wam życzyć?
Jest takie piękne kazanie św. Jana Chryzostoma, w którym głosi, że wszyscy jesteśmy owcami w trzodzie Pana i kiedy Go słuchamy, On ma nas w swojej opiece. Życzymy sobie, aby po ludzku nie kombinować za dużo i zawsze chcieć być owcą w zasięgu wzroku Dobrego Pasterza. Wtedy wszystko będzie dobrze z dziełem Pomocy Kościołowi w Potrzebie.
Ks. dr hab. Jan Żelazny dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie, patrolog, ekspert ds. Bliskiego Wschodu
