Reklama

Kościół

Dzieło pobożności najwyższej miary

Czy obecny wśród nas do dziś Maryjny duch jest owocem Milenijnego Aktu Oddania Polski w macierzyńską niewolę Matce Bożej? Prorocze wydają się słowa Prymasa Tysiąclecia: „Maryja nie będzie słabszą w Polsce, choćby się ludzie zmienili”.

2026-04-28 14:22

Niedziela Ogólnopolska 18/2026, str. 26-28

[ TEMATY ]

życie Kościoła

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

Kard. S tefan W yszyński podpisuje tekst Milenijnego Aktu O ddania Polski

Kard. S tefan W yszyński podpisuje tekst Milenijnego Aktu O ddania Polski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Stanęliśmy tamtego dnia przed Panią Jasnogórską i spojrzeliśmy daleko za Jej ikonijne okno. Dalej niż na swoje sprawy. Zobaczyliśmy coś, czego nikt, kto nie jest blisko Boga, nie zrozumie. I wtedy złożyliśmy się w ofierze za Kościół. Ten cały, powszechny. Ten cierpiący i błądzący, raniony i samookaleczający się. Oddaliśmy się na żertwę, nie bacząc na konsekwencje. Bo ktoś musi się złożyć w ofierze, a Bóg niech ją przyjmie, a Maryja niech będzie wtedy przy nas jak pod krzyżem na Golgocie, a owocem niech będzie blask nowego życia. A brama Kościoła niech otworzy się na oścież, na wieczność”.

Jakże to aktualne! Jak bardzo dzisiejszy Kościół potrzebuje przed Bogiem takiej żertwy. Chciałbym móc napisać: „nadal ją ma”. I dodać, że w polskim narodzie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dokument niezwykły

Jest pewien dokument, tak ważny i piękny, i do tego stopnia zmieniający historię, że papież miał go umieścić w samym sercu Kościoła – przy grobie św. Piotra. Dokument tak niezwykły, że tenże papież mówił o nim, iż to „dzieło pobożności najwyższej miary”. O jakim dokumencie mowa? O akcie podpisanym na Jasnej Górze 3 maja 1966 r. przez prymasa Polski i polskich biskupów. Sześćdziesiąt lat temu. Mowa o Milenijnym Akcie Oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi, Matce Kościoła, za wolność Kościoła Chrystusowego”. A papieżem był wówczas Paweł VI.

Wrogość i lęk

Reklama

Pamiętamy: Ojciec Święty bardzo pragnął uczestniczyć w tych uroczystościach, lecz komuniści, którzy bali się tego wydarzenia jak ognia, zamknęli przed nim granice. Myślę, że w tym samym stopniu, ale inaczej, bało się też tego aktu grono katolickich intelektualistów. Nie rozumieli prymasa... Użyć słowa „niewola”? Złożyć się w ofierze? Powiedzieć, że Kościół jest ważniejszy niż ojczyzna? Odwołać się do jakiegoś nieracjonalnego porządku? „Zmusić” nas, byśmy jako pierwsza na świecie społeczność należeli cali do Matki Najświętszej? Wybrać pobożność ludową jako siłę nośną polskiego katolicyzmu? Tak nie wolno!

Kto miał rację? Może wystarczy raz jeszcze zacytować papieża: „Nie mogliście wspanialej...”. Wiem, jak wymagający był ten akt. Potrzebował wiary na miarę Maryjnej. Nic dziwnego, że wielu ludzi – nawet bardzo wpływowych w katolickich kręgach – nie zgadzało się z prymasem, który mówił, że najważniejszy jest Kościół. Stefan Wyszyński był gotów ofiarować za niego Polskę! I zrobił to. Chciałoby się powiedzieć, że to zdumiewające, ale ludzie przyłączyli się do tego aktu. Więcej – wielu żyje nim do dziś.

Nade wszystko biskupi

Pod dokumentem widnieje podpis prymasa i kilkudziesięciu biskupów. To oni pierwsi stali się żertwami gotowymi na wszystko. Sami złożyli swe życie do dyspozycji Boga. W komentarzu do milenijnego ślubowania kard. Karol Wojtyła napisał: „Dokonując Aktu oddania, biskupi nade wszystko spełniają swój własny akt religijny. Jest to [ich] akt wiary i zawierzenia (...), który może i powinien być przyjęty przez wiernych”.

Nie ma pod nim mojego podpisu. Trudno, by był – miałem wtedy niecałe 10 lat... Ale chyba w każdym kościele, którego próg przekraczam, po chwilę obecną wiszą kopie tego aktu. Ich obecność jest znakiem, że nasi przodkowie poszli jego śladem... I że to jest również mój Maryjny ślub. Bo czy to nie wymowne: do dziś żaden proboszcz nie zdjął ze ściany tego „znaku tożsamości”...

Usprawiedliwienie?

Reklama

W tym miejscu powinienem wziąć głęboki oddech i dodać, że boję się, iż tamten akt po tylu latach jednak wyblakł, że miał być „na zawsze”, a nie jest już żywy, że nie wzbudza już w wielu z nas nawet kontrowersji, że o nim zapomnieliśmy. Spisany na pergaminie tkwi w srebrnej kasecie jako bezcenne wotum przy jasnogórskim Obrazie. Tylko tyle? Jako wotum, którego treści chyba nikt z nas już nie pamięta? Wiem, szybko poszukamy jakiegoś usprawiedliwienia. Powiemy, że od tamtego wydarzenia minęło 60 lat. To są całe trzy pokolenia. Czyli – to już nie jest nasza historia; zresztą od tamtych chwil wiele się zmieniło. Tamten akt to dziś ciało obce. Nie ma go w tym, czym żyjemy, czym oddychamy, czym jesteśmy. To czas zaprzeszły. Historia miniona, bezskutkowa.

Mamy w zanadrzu także inny argument. Tym razem winą obarczymy nie upływający czas, ale... sam Kościół. Tłumaczenie ma postać pytania: jak mielibyśmy żyć tym aktem, skoro go nie znamy? A jak mielibyśmy go znać, skoro nikt nam o nim nie opowiada? Obawiam się, że tego argumentu nie da się łatwo zignorować. Nigdy nie słyszałem z ambony nawet słowa o tym akcie, który tak zdumiał świętego papieża. Ktoś rozeznany w tym temacie znajdzie jeszcze jedno usprawiedliwienie. Zacytuje umierającego prymasa: „Przyjdą nowe czasy, będą wymagały nowych świateł, nowych mocy. Bóg da je w swoim czasie”. Czyli „tamto” jest już poza sceną nawet naszej duchowej historii. Przecież nie jest „nowe”.

Tymczasem... to samo prymasowskie proroctwo zapewnia, że tak nam dziś potrzebne „światła i moce” wciąż mają swe źródło w Maryi. Nie miejsce tutaj, by wyjaśniać, że duchowa elita narodu wciąż pozostaje maryjna, nawet bardziej niż 60 lat temu. Dość przypomnieć, że prymas wiedział, iż „Maryja nie będzie słabszą w Polsce, choćby się ludzie zmienili”. On zajrzał w przyszłość. Wiedział, że będą tacy, którzy odnajdą miejsce, w którym tkwi nasza duchowa siła.

Reklama

Tą siłą jest Maryja i zupełnie wyjątkowa relacja do Niej: oddanie w niewolę. To ta głęboka maryjność ukryta w duchowości Pomocników Matki Kościoła, schowana pod cichymi aktami zawierzenia i oddania dziesiątków tysięcy ludzi, obecna w sercach tych, którzy oddali się Matce Najświętszej jako całopalna żertwa... Zastanawiam się, czy ten obecny wśród nas do dziś Maryjny duch nie jest owocem właśnie tamtego jasnogórskiego ślubowania.

Nie muszą wszyscy

Jeszcze jedna uwaga: nasz naród nigdy nie będzie cały katolicki. Zawsze znajdą się ludzie niewierzący, obojętni, letni, duchowo obcy temu aktowi.

Czy można więc mówić o narodzie, który cały oddał się w niewolę za Kościół? Znowu nie miejsce, by wspomnieć o niezwykłej polskiej teologii narodu. Niech wystarczy nam tu spostrzeżenie Maksymiliana Marii Kolbego. Gdy kilku grzesznych braci siało w Niepokalanowie zamęt, święty pocieszał się myślą, że to i tak mniejszy procent niż wśród ludzi powołanych przez Jezusa na Apostołów. Tam co dwunasty był zdrajcą. Gdy powiem, że apelujemy do „jedenastu”, ktoś zawoła, że dziś proporcje są gorsze. Nie ma sensu o tym dyskutować. Zamiast tego odwołajmy się do najważniejszej godziny w dziejach świata – czasu Paschy Jezusa. Tam tylko jedna osoba uparcie wierzyła. To wystarczyło, by Kościół przetrwał.

Odwołujemy się więc do Najświętszej Maryi Panny i mówimy: ten akt wciąż trwa – choćby w jednym sercu albo w sercach kilku szalonych ludzi. Ten akt żyje. I owocuje. Tak jak wiara Maryi przechowała wiarę Kościoła w Wielki Piątek. Wiem, że nie musimy wypowiadać takich słów. Przy Maryi trwa rzesza ludzi Jej oddanych: sercem, duszą, wolą, umysłem. Wszystkim, co ich stanowi.

Ważne jest „są”

Reklama

Choć minęły trzy pokolenia, tamte ślubowania wciąż są w nas. Nawet jeśli nas denerwują, uwierają, przeszkadzają i drażnią językiem zaprzeszłych wartości, nasz sprzeciw to znak, że one są w nas.

Płyną wraz z naszymi narodowymi losami jak podziemna rzeka. I gdy pytamy, dlaczego Polska nie zamieniła się w pustynię ducha, skoro ostatnimi czasy żaden wiatr nie goni nad naszymi głowami brzemiennych łaską obłoków, a raczej pędzi nad nami ciężkie chmury zgorszenia, to... znamy odpowiedź. Są wciąż tacy, którzy żyją tamtymi ślubami. I są tacy, których one wciąż uwierają.

To dobrze, że są ludzie, którzy dziś praktykują „pobożność najwyższej miary”. Dobrze też, że dla tak licznych tamte ślubowania wciąż są niewygodne.

W tych dwóch ostatnich zdaniach najważniejszym słowem pozostaje czasownik wciąż pisany w czasie teraźniejszym. Ślubowania sprzed trzech pokoleń „są”... Są w nas. Może właśnie ten czasownik najwięcej mówi o duchowej misji naszego narodu.

Ocena: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miłośniczki zwyczajności

Niedziela Ogólnopolska 2/2026, str. 24-25

[ TEMATY ]

życie Kościoła

Zdjęcia: archiwum Małych Sióstr Jezusa

Ms. Viola żyła wiele lat wśród Tuaregów

Ms. Viola
żyła wiele lat
wśród
Tuaregów

Proza życia. Szara codzienność. Monotonia. Rutyna. Wzdrygamy się na samą myśl o tym, że nasze życie mogłoby tak wyglądać. A one wręcz przeciwnie – właśnie takie życie kochają.

O duchowości Karola de Foucauld mała siostra Viola usłyszała od Tomka spotkanego przez „przypadek” w schronisku w Tatrach. – Przypadek, czyli to, co przypada od Pana Boga – tłumaczy mi z uśmiechem właściwe rozumienie użytego słowa i dodaje: – Tomek sam się przymierzał do Małych Braci Jezusa. Chętnie się tym dzielił. I tak się zdarzyło, że on się ożenił, a mnie to zaprowadziło do Małych Sióstr Jezusa.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Andrzeja Boboli

[ TEMATY ]

św. Andrzej Bobola

Karol Porwich/Niedziela

św. Andrzej Bobola

św. Andrzej Bobola

Niezwyciężony atleta Chrystusa - takim tytułem św. Andrzeja Bobolę nazwał papież Pius XII w swojej encyklice, napisanej z okazji rocznicy śmierci polskiego świętego. Dziś, gdy wiara katolicka jest atakowana z wielu stron, św. Andrzej Bobola może być ciągle stawiany jako przykład czystości i niezłomności wiary oraz wielkiego zaangażowania misyjnego.

TRWA NOWENNA w intencji pokoju i Ojczyzny za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli. DOŁĄCZ DO MODLITWY
CZYTAJ DALEJ

Watykańskie treści na cyfrowych ekranach w Rzymie i Mediolanie

2026-05-14 18:15

[ TEMATY ]

Rzym

Mediolan

cyfrowe ekrany

@Vatican Media

Dykasteria ds. Komunikacji rozpoczyna nową inicjatywę we współpracy z włoską platformą „Selfiestreet”.

Dykasteria ds. Komunikacji rozpoczyna nową inicjatywę we współpracy z włoską platformą „Selfiestreet”.

Oficjalne zdjęcia, nagrania i specjalne transmisje Stolicy Apostolskiej będą codziennie prezentowane na wielkich ekranach cyfrowych w Rzymie i Mediolanie. Dykasteria ds. Komunikacji rozpoczyna nową inicjatywę we współpracy z włoską platformą „Selfiestreet”, aby za pomocą współczesnych narzędzi komunikacji docierać z przekazem Watykanu do szerszej publiczności.

Projekt rozpocznie się 17 maja. Zakłada codzienną emisję oficjalnych treści związanych ze Stolicą Apostolską w dobrze widocznych miejscach publicznych. Na ekranach sieci „Selfiestreet” pojawią się obrazy, materiały wideo oraz specjalne przekazy multimedialne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję