Reklama

Wiara

Odejścia i powroty

Idziemy w złą stronę, ale dostrzegamy swój błąd i zawracamy. Ruszamy z powrotem. Byleby ktoś na nas czekał – gdy nikt nie czeka, nie ma dokąd wracać.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przypowieść o synu marnotrawnym (por. Łk 15, 11-32) jest dobrze znana, ale nie zawsze uświadamiamy sobie całą jej wymowę. Dotyczy ona nie tylko syna, który odszedł i ze wstydem wrócił. Przedstawia też ojca, który czeka i wybacza synowi, ciesząc się z jego powrotu. To jest część optymistyczna przypowieści. Ale jest w niej mowa również o drugim synu, który żył poprawnie, słuchał ojca, lecz oburzył się na radosne przyjęcie grzesznego brata – nie było w nim miłości i przebaczenia. Przesłanie przypowieści obejmuje te trzy aspekty.

Najważniejszy jest w niej rzeczywiście powrót syna i o tym trzeba będzie powiedzieć więcej. Jednakże już samo jego odejście warte jest uwagi. Ma ono pozory sensu, bo zło zakłada maskę dobra. Syn chciałby się usamodzielnić, więc prosi o część rodzinnego majątku. Tymczasem zerwanie z bliskimi szkodzi – nawet zwykłe oddalenie rodzi ryzyko. Szkodzą też, oczywiście, lekkomyślność i rozrzutność. Emigracja nie musi oznaczać sukcesu. Stąd powrót.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Sławne powroty

Reklama

Powroty bywają różne. W Biblii warto pod tym kątem przeczytać dzieje podróży i powrotu Jakuba (por. Rdz 25-35). Uciekł on ze stron rodzinnych, gdyż naraził się wojowniczemu bratu Ezawowi, na sposób oszukańczy uzyskując jego kosztem prawa syna pierworodnego. Na obczyźnie trafił do krewnego, miał żony, dzieci i stada, po czym postanowił wrócić. Obawiał się brata, ale okazało się, że ten przyjął go dobrze. Nawet poważny konflikt w rodzinie da się z czasem załagodzić.

Tobiasz wyruszył w drogę z Niniwy do Persji z błogosławieństwem ojcowskim, a na miejscu szczęśliwie się ożenił z piękną Sarą i odzyskał majątek ojca. Nie pozostał jednak u teściów, lecz z żoną i karawaną wrócił do starych rodziców. Tu mamy przykład wierności rodzinie, ale także jej poszerzenia, bo jak podkreśla księga, teściowie są rodzicami, a synowa i zięć – córką i synem. Tak jak w Polsce, gdzie mówi się do teściów „mamo” i „tato”.

Odyseusz w Odysei Homera wrócił do domu i żony Penelopy po 20 latach spędzonych na wojnie i tułaczce po morzach. Wyruszył w poszukiwaniu przygód i łupu, potem napotkał groźne przeszkody, ale wytrwałość i przedsiębiorczość pomogły mu wrócić. Boginka Kalipso z rajskiej wyspy, na której przebywał jako jej kochanek, chciała bohatera zatrzymać i obdarzyć nieśmiertelnością, ale on poprosił ją o pomoc w powrocie do domu. Powiedział, że choć Penelopa nie jest tak piękna jak ona, chce powrócić do niej, do niej wzdycha i pragnie dożyć godziny powrotu. Potem jeszcze zrezygnował po drodze z małżeństwa z cudowną księżniczką Nauzykaą. W końcu wrócił i odzyskał czekającą wiernie żonę.

Wracajmy!

Reklama

Ponieważ syn marnotrawny w przypowieści powrócił szczęśliwie i jego historia skończyła się dobrze, może nam umknąć to, że powroty wcale nie są łatwe. Wiele je utrudnia. Wrócić po porażce to wstyd, nie wiadomo też, czy winny, gdy wróci, spotka się z życzliwym przyjęciem. Potrzeba tu odwagi i gotowości na porażkę, na konsekwencję własnych czynów. Syn w przypowieści liczył się ze złym przyjęciem i degradacją, utratą godności syna i dziedzica.

Są też przeszkody materialne. Droga powrotna może być długa, trudna i niebezpieczna. Powrót może się wydawać mało opłacalny. Syn w przypowieści popadł w nędzę, ale gdyby mu się lepiej powodziło, czy by powrócił? Emigranci, gdy się jakoś urządzili, często nie byli w stanie wrócić do zostawionych w Polsce rodzin. Albo po prostu ludzie nie chcą wracać, zwłaszcza gdy znaleźli nowego „partnera” czy nową „partnerkę”. Ale jednocześnie po powrocie z daleka do swoich, do żony czy męża, ukochanej czy ukochanego, może się okazać, że ci nie poczekali. Jest taki francuski aforyzm: „Nieobecność dla miłości jest jak wiatr dla ognia – gasi, gdy mały, rozpala, gdy wielki” (Bussy-Rabutin). U jednej strony miłość się umocniła, u drugiej osłabła...

Inną trudnością jest wewnętrzne oddalenie się, z powodu czy to zaniedbania miłości i troski, czy też po prostu przebywania za mało w rodzinie. Więcej kontaktów miewa się w pracy niż w życiu prywatnym. Zależność od matki konkuruje z bliskością z mężem/żoną itp. Czas w domu często spędzany jest przed telewizorem czy komputerem zamiast z bliskimi. Więzi mogą się rozluźnić również na skutek studiów czy pracy w innym mieście.

Tak, powrót może być trudny i nieraz nie jest szczęśliwy. Lepiej jednak jest wrócić niż nie wrócić, lepiej podjąć wysiłek niż z niego zrezygnować.

Czekajmy!

Reklama

Powrót może być trudny albo niemożliwy, gdy nikt nie czeka, gdy nie ma dokąd wracać. To się zdarza, niestety, często. Dlatego w powrocie są dwie strony: ktoś powraca i ktoś czeka. Czekanie na powrót zagubionego dziecka wydaje się dość naturalne, trudniej natomiast jest czekać na powrót po niewierności i rozwodzie. Jego skutkiem często jest też oddalenie się dzieci od ojca; trudno im potem wrócić i zbudować więź. Szkodliwa jest wszelka długa nieobecność. Homerowa Penelopa jest modelem tych, którzy jednak czekają.

W starożytnym chrześcijaństwie pojawił się problem porzuconych małżonków. W oczach świata pogańskiego, tak jak dziś, rozwód kończył małżeństwo i pozwalał na następne. W takiej sytuacji jednak katolik przypomina sobie, że małżeństwo jest nierozerwalne, że tak uczą Chrystus i Kościół. Ale obok pojawił się wtedy inny argument za wytrwaniem w wierności, bardziej moralny niż prawny. Kto czeka i nie wiąże się z inną osobą, stwarza możliwość powrotu, daje szansę nawrócenia. Ktoś odszedł, ale niech wie, że może wrócić.

Takie spojrzenie zainspirowało powstanie wspólnot Sychar, założonych przez grupę porzuconych małżonków, którzy postanowili czekać i stworzyć szansę powrotu. Kierowali się oni wiarą, że każde małżeństwo sakramentalne z Bożą pomocą może zostać odbudowane. „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28). Celem tych wspólnot jest wspieranie małżeństw w kryzysie i rozerwanych (więcej informacji można znaleźć na ich stronie internetowej: sychar.org). Kto trwa w miłości i czeka, dzięki takim wspólnotom nie jest sam.

Nawrócenie

Reklama

Słowo „powrót” jest ma znaczenie bliskie słowu „nawrócenie”. „Nawrócić się” znaczyło kiedyś to samo co „zawrócić”. Ktoś poszedł w złą stronę, ale dostrzegł swój błąd i zawrócił. Z jednej strony – musiał jeszcze przejść długą drogę, jak syn marnotrawny. Ale z drugiej – nawrócony już teraz idzie w dobrym kierunku, wiedząc, że Bóg, dobry Ojciec, czeka.

Słowo „nawrócenie” nie jest jednak ścisłym odpowiednikiem greckiego terminu używanego w Ewangeliach – metanoia. Ten bowiem oznacza przemianę wewnętrzną, zmianę myślenia. Tym samym nawrócenie może być nagłe i szybkie. Paradoksalnie, po odejściu na 100 mil do powrotu wystarczy jeden krok. Bóg czeka tuż, tuż. Ale i my czekajmy, naśladujmy kochającego ojca z przypowieści, a nie obrażonego brata. Może i my zdołamy jednym krokiem pokonać te 100 mil? Albo pomóc w takim powrocie?

Wiele miejsc w Piśmie Świętym uczy nas, żebyśmy naśladowali Boga i Chrystusa. „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36). Oznacza to także gotowość do przebaczenia i przyjęcia tych, którzy do nas wracają.

Autor jest biblistą, emerytowanym profesorem na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, zajmuje się też kulturą starożytną i etyką społeczną.

2026-05-12 14:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Proste Credo

Działo się to w niewielkiej wiejskiej parafii. Do ciężko chorego, umierającego starszego mężczyzny wezwano księdza proboszcza. Kiedy kapłan przybył, ledwo usiadł przy chorym, ten poprosił go, aby razem z nim odmówił Credo, czyli Wierzę w Boga. Zdziwiony kapłan zaczął odmawiać Credo, ale czynił to z bezzasadną obawą, żeby przypadkiem nie zawiodła go pamięć – coś, co i nam się zdarza w podobnych sytuacjach. Odmawiał więc ksiądz tę modlitwę wraz ze staruszkiem, aż doszli do słów: „...trzeciego dnia zmartwychwstał...”. Wtedy kapłan zauważył, że chory uniósł rękę, jakby prosząc go, aby na chwilę przerwał. Zamilkł więc i usłyszał łamiący się głos umierającego: „Owszem, zmartwychwstał, ale... gdzie jest Jego ciało?”. Po barwie głosu ksiądz rozpoznał, jak wielkie znaczenie miało to pytanie dla chorego: było jasne, że myśl o tym, gdzie jest ciało Zmartwychwstałego, urosła do wymiaru muru między wiarą a śmiercią tego człowieka. Kapłan w jednej chwili zrozumiał, że nie czas teraz na długie teologiczne rozważania. Zdecydował się więc na prostą i najbardziej rozbrajającą w szczerości odpowiedź: „Tego nie wiemy. Od wielu już wieków uczeni rozważają ten problem i jak do tej pory nie dali nam jeszcze satysfakcjonującej odpowiedzi. Wiemy jednak, że Jezus zmartwychwstał, ponieważ mówi nam o tym Pismo Święte i poświadcza to Kościół”. Kiedy skończył to wyjaśnienie, usłyszał głos staruszka, który nie skomentował jego słów, tylko powiedział: „Możemy odmawiać dalej”. Dokończyli modlitwę, tym razem beż żadnych pytań. Staruszek poprosił o spowiedź, a potem ksiądz udzielił mu sakramentu namaszczenia chorych i Komunii św. Kilka godzin potem chory zmarł.
CZYTAJ DALEJ

USA: biskupi zaostrzają przepisy dotyczące pogrzebów i kremacji

2026-07-24 19:18

[ TEMATY ]

pogrzeb

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Kilku biskupów w Stanach Zjednoczonych w ostatnich miesiącach zaostrzyło diecezjalne przepisy dotyczące pogrzebów katolickich. Nowe dekrety mają zapewnić wierniejsze przestrzeganie Porządku pogrzebów chrześcijańskich (Order of Christian Funerals - OCF) oraz wyeliminować praktyki uznawane za niezgodne z normami liturgicznymi. Zmiany dotyczą przede wszystkim czuwania przy zmarłym, przemówień podczas pogrzebów, kremacji oraz zasad funkcjonowania cmentarzy katolickich.

Najbardziej kompleksowe wytyczne wprowadził 1 lipca biskup diecezji Springfield w stanie Illinois Thomas Paprocki. Jak wyjaśnił, ich celem jest usunięcie „nieprawidłowych praktyk” i „anomalii liturgicznych” oraz zachowanie integralności trzech podstawowych elementów katolickiego pogrzebu: czuwania przy zmarłym, liturgii pogrzebowej i obrzędu złożenia ciała do grobu.
CZYTAJ DALEJ

Św. Jakub inspiruje miliony. Francuzi pokochali film o Camino

2026-07-25 14:22

[ TEMATY ]

Francja

św. Jakub

Vatican Media

W liturgiczne święto św. Jakuba Apostoła uwagę zwraca nie tylko rosnąca liczba pielgrzymów zmierzających do Santiago de Compostela, ale także sukces francuskiego filmu „Camino dla opornych”. Produkcję inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami obejrzało już ponad milion widzów, co potwierdza niesłabnące zainteresowanie jedną z najważniejszych dróg pielgrzymkowych chrześcijaństwa - informuje Vatican News.

Santiago de Compostela od ponad tysiąca lat pozostaje celem pielgrzymów z całego świata. To właśnie tam, według tradycji, znajdują się relikwie św. Jakuba Apostoła. Camino de Santiago nie jest jedną drogą, lecz siecią historycznych szlaków prowadzących z różnych krajów Europy do grobu Apostoła. Każdego roku przemierzają je setki tysięcy osób – jedni z pobudek religijnych, inni w poszukiwaniu sensu, ciszy lub duchowej odnowy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję