Reklama

Zakon po sąsiedzku

SZYMON JURKSZTOWICZ
Edycja szczecińsko-kamieńska 13/2001

"Czy może mi Siostra pożyczyć trochę proszku do pieczenia?". "Tak, już daję" - odpowiada Siostra. "I proszę jeszcze raz podziękować mężowi za naprawienie kranu" - dodaje po chwili. Od kilku lat w kamienicy przy ul. Niemcewicza 12 w Szczecinie takie sytuacje zdarzają się dosyć często. Nikogo tutaj nie dziwi fakt, że siostry zakonne są mieszkankami zwyczajnego domu. W przeciwieństwie do większości zakonów żeńskich Małe Siostry Jezusa (bo o nich mowa) mieszkają nie w klasztorze, ale w normalnych domach. Ich sąsiadami są zwyczajne rodziny. W szczecińskim domu, przy ul. Niemcewicza, mieszkają teraz trzy siostry: Ewa Janina, która jest przełożoną, Ewa Anna oraz siostra Ines. Aby zdobyć pieniądze na życie i utrzymanie mieszkania, wszystkie pracują, opłacają rachunki, chodzą na pocztę, po zakupy... Słowem - normalne życie. Trzeba jednak dodać, że zgodnie z konstytucją swojego Zgromadzenia, podejmują się tylko pracy fizycznej. Dwie z nich sprzątają, trzecia jest salową w szpitalu. Pracują w habitach, a wynagrodzenie, jakie otrzymują, ze względu na rodzaj pracy, nie jest zbyt wysokie. "Doświadczamy tych samych problemów, co wiele rodzin w Szczecinie" - mówią siostry. "Przeżyć ´od pierwszego do pierwszego´ nie jest łatwo" - dodają.

Bardzo chcą być z ludźmi

Dla Małych Sióstr Jezusa najważniejsze jest bycie z innymi ludźmi. Jak same mówią, chcą być "z" i "pośród" zwykłych mieszkańców Szczecina. Dlatego właśnie wybrały dzielnicę Niebuszewo, która przez wielu uważana jest za biedniejszą część miasta. Siostry nie chcą katechizować. Ich sposobem ewangelizacji ma być przybliżanie ludziom Chrystusa, poprzez zwyczajne życie przepełnione modlitwą. W konstytucjach Zgromadzenia czytamy, że Małe Siostry Jezusa mają być zgromadzeniem kontemplacyjnym w świecie. Rytm pracy ma być równoważony przez rytm modlitwy. Siostry dzięki modlitwie mają uświęcać nie tylko siebie, ale także tych, z którymi mieszkają i pracują. Dlatego każdego dnia mała siostra zobowiązana jest do odmówienia Jutrzni i Nieszporów. Ważnym punktem dnia jest co najmniej godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu. O ile obowiązki i warunki życia na to pozwalają, mała siostra powinna także codziennie uczestniczyć we Mszy św. Mieszkanie sióstr na pozór normalne, ma jednak miejsce, którego nie zwykliśmy znajdować w innych domach. Jeden z pokoi został zamieniony na kaplicę, gdzie przez cały czas siostry mogą adorować Jezusa, ukrytego w tabernakulum.

Najpierw stocznia

Małe Siostry Jezusa są w Szczecinie od 18 lat. Do stolicy Pomorza Zachodniego sprowadził je abp Kazimierz Majdański. W założeniu, od samego początku, przynajmniej jedna siostra miała pracować w stoczni i tak rzeczywiście jest do dzisiaj. Samo Zgromadzenie założyła w 1939 r. Magdalena Hutin z Francji. Dziś w 68 krajach na całym świecie jest ok. 1300 sióstr. W Polsce w ośmiu placówkach jest ich ok. 40. W Szczecinie dwie siostry: Ewa Janina i Ewa Anna są Polkami, natomiast s. Ines pochodzi z Łotwy (co nie przeszkadza jej świetnie mówić po polsku).

Reklama

Siostry nie czekają na sukcesy

Szczecińskie siostry nie nastawiają się na sukcesy apostolskie. Ich wzorem jest Święta Rodzina z Nazaretu. "Nasz dom jest otwarty dla wszystkich" - mówią. Ich mieszkanie często odwiedzają mieszkańcy dzielnicy Niebuszewa, spośród których wielu nie przyznaje się do częstych kontaktów z kościołem. "Osoby te często wpadają na chwilę, niewiele mówią, wypiją herbatę, coś zjedzą i już wychodzą" - opowiada s. Ewa Janina. Po co przychodzą? "Szukają domu, ciepła, miłości i zrozumienia i tak jak możemy, staramy się im to ofiarować" - odpowiada Siostra. I chyba wszyscy szukają tu ciepła i zrozumienia. Dla wielu normalne życie sióstr staje się znakiem nadziei. "I o to chodzi" - kwitują jednym zdaniem siostry. Najbliższe plany małych sióstr to znaleźć pustelnię. "Tyle się dzieje w naszym domu, że trudno czasami o spokój potrzebny do modlitwy - mówią. - Dlatego potrzebujemy miejsca, gdzie panowałaby modlitewna cisza". I słusznie, bo zawsze rytm pracy trzeba równoważyć przez rytm modlitwy.

Jakub blokuje LGBT

2019-08-21 11:24

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 38-39

Skutkiem ubocznym tzw. marszu równości w Płocku jest duża popularność 15-letniego Jakuba, który próbował zablokować go z krzyżem w ręku. „Niedzieli” opowiada, dlaczego to zrobił

SplashNews.com/EastNews
Jakub z krzyżem w ręku usiłuje powstrzymać marsz równości w Płocku

Zdjęcia i filmiki obiegły internetowe portale. Nastolatek z pokaźnym krzyżem i różańcem stanął na trasie płockiego marszu środowisk homoseksualnych, na który zwieziono autokarami aktywistów z całej Polski. Do konfrontacji nie doszło: Jakub został zatrzymany, zepchnięty i wyniesiony przez eskortujących marsz policjantów.

Dlaczego chciał zablokować marsz, a do tego z krzyżem? – Chciałem przypomnieć gest ks. Ignacego Skorupki z bitwy z bolszewikami – mówi. – Nikt mnie nie namawiał ani nie zmuszał do działania. Mam 15 lat, rozumiem otaczający mnie świat i potrafię świadomie podejmować decyzje. Zrobiłem tylko to, czego nikt inny nie chciał zrobić.

Musimy się bronić

Opinie o takich marszach są przeciwstawne. Ich poplecznicy twierdzą, że to manifestacja równości homoseksualistów itp. oraz innych normalnych ludzi; przeciwnicy mówią o wciskaniu kitu, oswajaniu z nienormalnością i propagowaniu chorych idei i zboczeń. Płocki marsz odbył się pod hasłem: „Płock napędza równość!”.

Jakub, kilkunastolatek z Płocka, ma wyrobioną opinię na temat takich marszów i zachowania ich uczestników: propaganda szerzona w czasie imprez LGBT sprzeciwia się katolickiej nauce i zdrowemu rozsądkowi. – To jest powód – tłumaczy – akcji z krzyżem w ręku.

Chciał też pokazać, że nie ma zgody na profanacje, które na takich marszach się odbywają. – Obrazki Matki Bożej z tęczową aureolą wołają o pomstę do nieba. Katolicy muszą się bronić – mówi twardo. Widział takie bluźniercze podobizny na marszu w Płocku. – To było straszne, łzy stanęły mi w oczach... – wyznaje.

Ma wiele pytań

Jakub niedawno skończył szkołę podstawową i dostał się do katolickiego liceum działającego przy miejscowym seminarium duchownym. List polecający dał mu proboszcz parafii katedralnej ks. kan. Stefan Cegłowski. Proboszcz i Jakuba, i jego rodzinę dobrze zna, ale ani o nim, ani o ostatnich wydarzeniach nie chce mówić. Twierdzi, że szkodzi to chłopcu.

Płocki duchowny zaświadcza o wiarygodności Jakuba. Chłopak żyje tym, o czym mówi. Jest głęboko wierzącym i przekonanym katolikiem, ma poglądy tradycjonalistyczne. – Interesuje się liturgią trydencką i ma wiele pytań z nią związanych. Jako jeden z niewielu w czasie udzielania Komunii św. przyklęka – mówi kapłan. – Jest inteligentny i elokwentny. Zdał do dobrej, katolickiej szkoły. Ma przed sobą przyszłość. Jeśli chce zostać księdzem, może nim zostać – dodaje. Z zastrzeżeniem: jeśli znajdzie w sobie dość pokory. Na razie w wywiadach po zdarzeniach z marszu równości, m.in. w telewizji wrealu.24.pl, ma z tym kłopot.

Chce być księdzem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W obronie naszej Matki i Królowej

2019-08-25 21:16

Magda Nowak

W wigilię uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, 25 sierpnia głównymi ulicami miasta przechodzi procesja maryjna na Jasną Górę z udziałem duchowieństwa, mieszkańców Częstochowy i pielgrzymów z terenu archidiecezji. Tradycyjnie procesję poprzedzają nieszpory odprawiane w archikatedrze.

M. Sztajner/Niedziela

– Poprzez macierzyńską obecność Maryi Kościół nabiera szczególnej pewności, że żyje życiem Chrystusa Zbawiciela, że żyje tajemnicą odkupienia i uzyskuje także tę jakby doświadczalną pewność, że jest po prostu domem każdego człowieka – mówił podczas nieszporów abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Wskazał również na Maryję jako na znak nadziei, Ona jest Tą, która zachęca by mieć odwagę uwierzyć na nowo Bogu i śmiało spojrzeć w oczy Chrystusa. – Pragniemy w tej właśnie modlitwie i w naszej procesji, która jest zawsze rodzajem świadectwa, podziękować Bogu za dar Matki.

Zobacz zdjęcia: Procesja z Obrazem Matki Bożej z Archikatedry Częstochowskiej na Jasną Górę

Pragniemy prosić Go, aby postawił Maryję na naszej drodze jako światło, które pomaga nam, abyśmy my stali się światłem dla tych, którzy jeszcze trwają w ciemnościach grzechu – podsumował.

W procesji pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego abpa Wacława Depo, uczestniczyli kapłani: z biskupem seniorem Antonim Długoszem, biskupem pomocniczym Andrzejem Przybylskim, kapitułą Bazyliki Archikatedralnej; osoby życia konsekrowanego, duża rzesza wiernych, członkowie ruchów i bractw archidiecezji, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie oraz pielgrzymi.

Uwieńczeniem modlitwy była Msza św. celebrowana na jasnogórskim Szczycie, będąca jednocześnie ostatnią nowennową Eucharystią przed jutrzejszą uroczystością. Kazanie do zebranych wygłosił bp diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak. Słowa rozważania skupił na trwających w Polsce aktach profanacji wizerunku Matki Bożej. – W trosce o szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej ojczyzny nie możemy milczeć, tylko na różne sposoby musimy wyrazić swój sprzeciw przeciwko tym skandalicznym zachowaniom oraz podejmować czyny pokutne, by zadośćuczynić Panu Bogu za bluźnierstwa wobec Maryi i Jego osoby – mówił.

– Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą Matką, którą bardzo szanujemy i kochamy. Tymi haniebnymi czynami obrażacie także nasze uczucia religijne. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie naszego przyzwolenia na takie niedopuszczalne zachowanie – zaznaczył abp Grzegorz Kaszak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem