Reklama

W wolnej chwili

Mąż Ani

Kochane Życie – relaks

Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Oto fragment zwierzeń szpitalnych i medycznych pewnej zasłużonej Czytelniczki: „Ach, niezapomniana «Ania z Zielonego Wzgórza»! Miałam wszystkie części tej dziewczęcej epopei, gromadzone przez całe lata. Potem przekazałam je swoim następczyniom płci pięknej, ale chyba się w nią już nie wgryzały pardon – wczytywały.

Nie wiem, czemu akurat teraz mi się przypomniała ta książka, a właściwie seria. Idąc kiedyś do szpitala, zabrałam ją ze sobą jako lekturę. I czekając na swoją kolej do stołu operacyjnego, zagłębiłam się w czytaniu. Wszyscy się dokoła dziwili, że się nic a nic nie denerwuję, a mnie po prostu tak pochłonęła ta lektura, zresztą po raz kolejny ją wtedy czytałam. Notabene mąż Ani, Gilbert Blythe – jeśli dobrze pamiętamy – był lekarzem... Co się dobrze komponuje ze szpitalem”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Mąż Ani z Zielonego Wzgórza był lekarzem tzw. domowym. Musiał sobie radzić z wieloma przypadkami, a wtedy to były: porody, operacje, różne inne nagłe przypadki. Cechowały go ogromna wiedza, inteligencja oraz empatia, co czyniło go filarem lokalnej społeczności – tak to opisywano. A do tego miał tyle spraw. Ania – jego żona – urodziła przecież siedmioro dzieci (dwoje zmarło przedwcześnie)! Wyobrażają sobie Państwo – tyle dzieci na głowie, zaś mąż zapracowany po same uszy! A nie było wtedy żadnego becikowego ani programów typu „rodzina plus”, o nie! Jeśli już, to jakaś tania pomoc domowa...

No właśnie. Może jest to nie ten sam temat, ale jakoś straciłam zaufanie do służby zdrowia. Niegdyś gdy coś mi dolegało, zaraz leciałam do doktorów. Ba, chętnie szłam nawet pod nóż, jak to się określało. I nie bałam się operacji. Teraz już nie jestem taka szybka, o nie! Dochodzi do tego problem wieku, że mogą sobie pomyśleć, czy w ogóle warto i opłaca się leczyć takie osoby jak ja, gdy pozostało im już tak niewiele życia, może kilka, może kilkanaście lat? A koszty są.

Jeszcze jedyne, co mi pozostało, to wiara w moją lekarkę domową. Ale co będzie, jak i ona wykręci mi jakiś „komercyjny numer”? Chyba pójdę do znachorów albo do jakiegoś bioenergoterapeuty... No ale tego to się jeszcze bardziej boję, po tym, jak się naczytałam różnych komentarzy m.in. w internecie. Więc jednak nie pójdę, bo w nich to już w ogóle nie wierzę. Tu potrzebna nie wiara, ale nauka.

Ach, Gilbercie Blythe, jak bardzo nam teraz ciebie brakuje!...?

2026-10-06 14:29

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Oceń: 0 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Składka KRUS a praca sezonowa

Płacę składkę ubezpieczenia KRUS dla mojej córki. W czerwcu wyjeżdża do pracy za granicę na całe wakacje, a jeśli się uda, to na dłużej. Czy na ten czas trzeba zawiesić składkę?

Zgodnie z treścią art. 7 Ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników: „ubezpieczeniu wypadkowemu, chorobowemu i macierzyńskiemu podlega z mocy ustawy:
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego Bóg zabrał go tak wcześnie? Jak przeżyć żałobę i nie stracić wiary?

2026-11-05 20:35

[ TEMATY ]

Wiara (nie)oderwana od życia

Adobe Stock

Kiedy umiera ktoś bliski, trudno odnaleźć się w świecie, który nagle wygląda zupełnie inaczej. Jeszcze trudniej przyjąć śmierć młodego człowieka, przed którym było całe życie. Pojawiają się tęsknota, żal i pytania, na które trudno znaleźć odpowiedź. Jedno z nich szczególnie mocno powraca w chwilach największego bólu: dlaczego Bóg na to pozwolił?

W takich momentach wiara nie zawsze przynosi ukojenie. Czasem człowiek nie ma siły się modlić, czuje gniew, rozczarowanie, a nawet żal do Boga. Trudno pogodzić się z tym, co się wydarzyło, jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego musiało do tego dojść. Nie oznacza to jednak, że wiara znika. Przekonała się o tym pani Teresa z Rzeszowa, która kilka lat temu w tragicznym wypadku samochodowym straciła córkę i zaledwie dwuletniego wnuka. Z całej rodziny przeżyli jej zięć i wnuczka.
CZYTAJ DALEJ

Papież wśród biednych: potrzeba Samarytan, ale i państwa

2026-11-07 22:28

[ TEMATY ]

Leon XIV w Ameryce Południowej

Vatican Media

Każdego dnia stajemy przed wyborem: być jak Samarytanin czy obojętnie przejść obok – mówił Leon XIV w ubogiej dzielnicy Motevideo. Przyznał, że przywodzi mu ona na myśl to, co przeżył jako misjonarz w Peru. Czuję się tu jak w domu – powiedział. Zwierzył się też ze swej miłości do Matki Bożej z Guadalupe, patronki Ameryki. „Ona zachęca nas, by byśmy patrzyli dalej, otwierali nasze serca na rzeczywistość wieczną” – powiedział Papież.

W drugim dniu wizyty w Urugwaju Leon XIV złożył wizytę w parafii Matki Bożej z Guadalupe w dzielnicy Casavalle. To jedna z najbardziej zaludnionych i najuboższych dzielnic, położona na obrzeżach Montevideo. Zmaga się z poważnymi problemami społecznymi i wysoką przestępczością.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję