Reklama

Bezdomność niejedno ma imię

IRENA ŚWIERDZEWSKA
Edycja warszawska (st.) 24/2001

Zniszczone ubranie, w ręku cały dobytek spakowany w jedną torbę... Bezdomni nie zawsze muszą tak wyglądać. W kolejkach ustawiających się po darmowe zupy widać też osoby w sile wieku, przyzwoicie ubrane. Kim są? Pokrzywdzeni przez los, przez siebie samych czy żyjący kosztem społeczeństwa?

W czasach PRL-u bezdomność z założenia nie mogła istnieć. Dopiero w połowie lat 80. zaczęto werbalizować problem bezdomności. Według zapisu w Dzienniku Ustaw z 1983 r. bezdomność traktowano jako społeczne pasożytnictwo, konsekwencję indywidualnej dewiacji ludzi, którzy nie chcieli brać udziału w wysiłku współtworzenia socjalistycznej pomyślności. Rozwiązaniem problemu były represje prawno-karne.

Po raz pierwszy w czasach powojennych badania dotyczące bezdomności zaczęto prowadzić na początku lat 90. Problem jest wciąż mało zbadany. Brakuje ścisłej definicji, kogo uznać należy za osobę bezdomną. Powszechnie przyjęło się uważać, że bezdomność dotyczy tych osób, które nie mają mieszkania ani jako lokum czasowego ani jako stałego.

Niepoliczalni

Ile jest osób bezdomnych w stolicy nie wiadomo. Takich danych nie posiadają GUS i Urząd Statystyczny Miasta Warszawy. Nie prowadzą też ewidencji gminy. Ile tak naprawdę w stolicy i w Polsce jest bezdomnych dowiemy się po spisie powszechnym, który będzie przeprowadzony w 2002 r.

Liczba bezdomnych trudna jest też do ustalenia z powodu ich ciągłych migracji. Szczątkowych danych dostarczają placówki opieki: jadłodajnie czy noclegownie. W gminie Centrum w noclegowniach kościelnych i społecznych znajduje się 550 miejsc z możliwością zwiększenia do 800. Dziennie wydawanych jest około 3 tysięcy posiłków w 15 jadłodajniach. Jednak nie wszyscy bezdomni korzystają z miejsc noclegowych, zaś część jada posiłki nie tylko w jednej jadłodajni.

Dlaczego bezdomni

- Narastający problem bezdomności spowodowany jest wzrastającym bezrobociem - ocenia ks. Krzysztof Ukleja, dyrektor Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. Zdaniem ks. Uklei brak zatrudnienia to w efekcie brak środków na opłacenie czynszu za mieszkanie, co kończy się eksmisją. Pracownicy ośrodków pomocy dla bezdomnych wyliczają mnogość przyczyn bezdomności. Ilu bezdomnych, tyle złożonych historii. Bezdomność nie zawsze łączy się z ubóstwem. Są osoby, dla których bezdomność jest formą ucieczki przed problemami i obowiązkami.

- W domu trzeba coś robić, coś pomóc. Po co ma pracować, kiedy można żyć inaczej - wypowiadają się anonimowo pracownicy ośrodków. Mówią też: "Są ludzie, którym podoba się takie życie, włóczęgostwo. Nie ma się żadnych obowiązków, nie musi pracować, można pić. Są ludzie z wyboru bezdomni, mają dom i rodzinę i nagle stają się bezdomnymi. Ci bezdomni z wyboru nie korzystają do końca z naszych usług. Oni są pierwsi do wyjścia z noclegowni i przychodzą ostatni".

Był i taki przypadek, kiedy bezdomny wynajął własne mieszkanie, wziął pieniądze za rok z góry, pracował i przyszedł mieszkać w schronisku.

Inny rodzaj bezdomności charakteryzuje się odrzucaniem społecznych konwencji. Ci bezdomni nie chcą korzystać z noclegowni. Mają swój tryb życia, w ośrodkach czują się zniewoleni. Bywa, że wolą opuścić ośrodek niż pójść się wykąpać.

Bezdomność jest też wynikiem braku podstawowych umiejętności współżycia społecznego. Jeden z obecnych bezdomnych mieszkał kiedyś z rodzicami w domu oddalonym od wsi. Kiedy rodzice zmarli, nie miał kto nim się zająć, więc przyjechał do Warszawy. Inny został bezdomnym na skutek inwalidztwa. Przez 15 lat żył z jednym płucem. Nie wiedział, że należy mu się renta.

- W przypadku większości bezdomnych kobiet przyczyna leży w konfliktach z rodziną - oceniają pracownicy ośrodków. Jedna z podopiecznych pochodzi z Zamościa. Została wyrzucona z domu przez rodziców. Sama wychowuje dziecko, na które otrzymuje alimenty. Z różnych względów nie chce i nie może wrócić do domu.

Część kobiet to byłe wychowanki domów dziecka. Kiedy przychodzi czas na usamodzielnienie się, szukają kogoś z kim mogłyby założyć rodzinę. Do domów opieki trafiają jako samotne matki z dzieckiem.

- Bezdomni to zlepek całego społeczeństwa - wypowiadają się anonimowo pracownicy ośrodków pomocy dla bezdomnych. Jest wśród nich grupa ludzi z byłych PGR-ów, uciekają np. z Suwałk, a bezdomność wynika głównie z biedy.

Warszawskie noclegownie stanowią też najtańsze hotele. Są tacy ludzie z województw: kieleckiego, białostockiego, szczecińskiego, którzy pracują w Warszawie, a mieszkają w noclegowni. Jest też wielu tzw. emigrantów zarobkowych. Przyjechali do Warszawy w poszukiwaniu pracy. Rodzina zapowiedziała, że bez pieniędzy nie mają po co wracać, więc tułają się po różnych ośrodkach.

Reklama

Szlachta, kloszardzi i kanałowcy

Bezdomni w żargonie dzielą się na trzy kategorie. "Szlachta bezdomnych" to ci, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji nie z własnej winy, ale na skutek jakichś wydarzeń losowych. Dla "kanałowców" bezdomność jest sposobem na życie. "Kloszardzi" to bezdomni nadużywający alkoholu, popadający w konflikt z prawem, zwykle agresywni, żebrzący na ulicach. Z nimi pracownicy placówek pomocowych mają najwięcej kłopotów, bowiem wszczynają oni burdy, pomimo zakazu wnoszą do placówek alkohol.

Opis "szlachty bezdomnych" jest skrajnie różny. Co do nich podkreślany jest wysiłek włożony w pracę nad sobą, użyteczność dla schroniskowej wspólnoty i poprawne relacje z innymi. Wyglądem zewnętrznym nie przypominają bezdomnych.

Rozróżnienie na "szlachtę", "kanałowców" i "kloszardów" określa szanse powodzenia systematycznej i planowanej pomocy. "Kanałowcy" odrzucają reguły obowiązujące w normalnie funkcjonującym społeczeństwie. Pomoc o charakterze stałym, która miałaby na celu ich reintegrację skazana jest na niepowodzenie. "Kanałowcy" z wyboru stali się bezdomnymi. Ich sposób życia jest ucieczką od normalnego świata. Takim ludziom żyje się łatwiej na dworcu, gdzie nikt nie krzyczy, a sposób na zarabianie pieniędzy, to wyłudzanie ich od przechodniów. Największe szanse na powrót do normalnego życia ma "szlachta bezdomnych".

Wśród najważniejszych przyczyn, które doprowadzają do bezdomności socjolog Eugeniusz Moczuk z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie wskazuje sytuację społeczno-ekonomiczną w naszym kraju. Obecni bezdomni nie potrafili poradzić sobie z takimi problemami jak bezrobocie, likwidacja hotelu robotniczego, brak miejsca w szpitalu, zakładzie opiekuńczym, brak opieki po opuszczeniu domu dziecka czy brak miejsca w ośrodku nosicielstwa HIV. Ponad połowa bezdomnych wywodzi się z rodzin uzależnionych od alkoholu. Część bezdomnych świadomie wybiera taki sposób życia, inni z przyczyn osobowościowych - poczucia niższości, osamotnienia, wstydu, przekonania o złym świecie i ludziach.

Sedno sprawy

- Bezdomność powinna odnosić się nie do faktu braku schronienia, ale do problemu utraty więzi społecznych, rodzinnych i nieodnajdywania się w otoczeniu - uważa Kazimierz Frieske z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Dochody wielu bezdomnych są na poziomie lub poniżej minimum egzystencji. Minimum egzystencji to poziom konsumpcji, który zapewnia utrzymanie człowieka przy życiu w stanie zdrowia i zdolności do pracy. W połowie roku 2000 r. dla osoby samotnej przekraczało ono kwotę 300 zł miesięcznie. W podobnej sytuacji znajdowało się około 3% pracowniczych i około 6% rolniczych gospodarstw domowych.

Socjolodzy uważają, że wychodzenie z bezdomności powinno być rozumiane jako zakorzenianie człowieka w jakimś ładzie społecznym. - Nie można wyprowadzić z bezdomności donikąd. Nawet, gdyby zagwarantować osobie bezdomnej mieszkanie, podstawą funkcjonowania są więzi społeczne, zaś bezdomni nie są nigdzie zakorzenieni - uważają pracownicy placówek. Większość placówek pomocy próbuje doprowadzić do wykształcenia poczucia wspólnoty życia wśród bezdomnych. Dzieje się to między innymi poprzez wkład finansowy w funkcjonowanie domu na miarę indywidualnych możliwości. Płacą tylko ci, którzy mają stały dochód. Zależnie od placówki w ubiegłym roku koszt miesięcznego pobytu wynosił 50-100 zł, w innych miejscach stawkę określano na 75% dochodów osoby. Pensjonariusze wnoszą też wkład w utrzymanie placówki poprzez pracę na jej rzecz. - Uczy to samodzielności i zapobiega wytwarzaniu postaw roszczeniowych - oceniają pracownicy ośrodka pomocy. Jeśli bezdomni darmo otrzymają jedzenie, nocleg i ubranie to jest to działanie niewychowawcze.

We wspólnotach Monaru przy ul. Marywilskiej i Puławskiej podkreśla się znaczenie pracy. Nie zawsze ma ona na celu zdobywanie pieniędzy, czasem ma wymiar symboliczny, służy nabywaniu statusu - pracujący stają się pełnoprawnymi członkami społeczności.

Najbardziej ukierunkowane na nauczanie samodzielności są domy dla samotnych matek z dziećmi. Kobiety muszą zadbać o dom, dzieci, znaleźć pracę. Program usamodzielniania składa się z dwóch części. Najpierw kobiety muszą nauczyć się odpowiedzialności za siebie. Chodzi tu o wyuczenie najprostszych czynności: jak zadbać o czystość, jak nauczyć troszczyć się o swoje dziecko, jak gospodarować pieniędzmi.

Niektóre matki, kiedy tylko otrzymają fundusze idą do sklepu i wydają wszystko, co mają. Kupują wtedy jak małe dzieci dużo kolorowych rzeczy. - Być może taka niegospodarność, rozrzutność, była powodem utraty mieszkania - oceniają pracownicy placówek pomocy. Część osób wszystkie pieniądze, które ma wydaje na alkohol i papierosy. Pracownicy ośrodków muszą mieć więc pieczę nad gospodarowaniem pieniędzmi. - Poskutkowało dopiero wydawanie pieniędzy zamiast na miesiąc, na dwa tygodnie i zapisywanie co kto kupował - mówi pracownik ośrodka. Niestety, jest też część osób, która nie może mieć dostępu do jakichkolwiek finansów.

Druga część programu usamodzielnienia dla kobiet to nauka zawodu i przygotowanie do podjęcia pracy. Nie zawsze są to czynności, które mają jakąś wartość na rynku pracy. Czasem tylko uczą samodzielności, muszą podlegać też kontroli. Pomimo takiego programu nie wszystkie kobiety wrócą do samodzielnego życia.

W naszym prawodawstwie brakuje zapisu regulującego sytuację bezdomnych. Obowiązująca ustawa o pomocy społecznej nakłada na gminę obowiązek udzielania pomocy bezdomnym: przydzielenie tymczasowego miejsca noclegowego, wyposażenie w bieliznę, odzież i obuwie, jeden gorący posiłek dziennie, usługi opiekuńcze i pogrzeb. Jeśli bezdomny przebywa w gminie, w której jest zameldowany ma prawo do pomocy socjalnej, w tym znalezienia miejsca w domu opieki społecznej lub innym zakładzie opiekuńczym, poradnictwa prawnego i psychologicznego. Osoby przebywające na terenie miejsca zameldowania jeśli nie są zdolne do pracy lub ukończyły 75. rok życia mają prawo do zasiłku stałego lub okresowego.

Obserwując warszawskie ulice i kolejki do jadłodajni można oszacować, że bezdomnych mamy z roku na rok coraz więcej. Socjolodzy uważają, że brakuje systemowych rozwiązań problemu bezdomności. Trzeba by jasno sformułować prawne regulacje i opracować program współpracy instytucji powołanych do pomocy bezdomnym. Pomoc kierowana do bezdomnych trafia w środek łańcucha złożonych reakcji. Zamiast likwidować przyczyny utrzymuje status-quo i być może zachęca niektórych do wyboru bezdomności.

Zbigniew Boniek nie będzie prezesem PZPN

2019-10-18 09:51

wpolityce.pl

Temat kandydatury na moją trzecią kadencję prezesa PZPN na ten moment nie istnieje. Musimy wybrać nowego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, bo tak stanowi prawo polskie i przy tym zostańmy - mówi prezes PZPN Zbigniew Boniek. Właśnie trwa w Warszawie zjazd PZPN

youtube.com

Prawo polskie zabrania kandydowania trzeci raz na stanowisko prezesa związku, a Bońkowi w październiku 2020 roku kończy się druga kadencja.

Moim zdaniem, to środowisko powinno wybierać prezesów. O tym nie powinni decydować politycy, a delegaci. Jest jednak ustawa, która obowiązuje, ale uważam, że to chory punkt w tej ustawie — przyznał Boniek.

Prezes powiedział, że nie zamierza kandydować w przyszłym roku na kolejną kadencję, bo szanuje prawo.

W październiku przyszłego roku kończę prezesurę i mam nadzieję, że na tym fotelu usiądzie ktoś, kto będzie ulepszał związek — zakończył popularny Zibi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Belgia: Kelly jest zdrowa, ale chce eutanazji, czuje się brzydka

2019-10-18 18:16

Krzysztof Bronk/vaticannews / Leuven (KAI)

W Belgii na oczach mediów rozgrywa się kolejny dramat cywilizacji śmierci. Od siedmiu miesięcy o eutanazję ubiega się tam cierpiąca na depresję 23-letnia Kelly z uniwersyteckiego miasta Leuven. Jej historia przypomina przypadek 17-letniej Noe Pothoven z sąsiedniej Holandii, która w maju tego roku skorzystała z prawa do eutanazji.

Vatican News

Dolegliwości młodej Holenderki wiązały się doświadczeniem gwałtu. Flamandka Kelly jest ładna, ma rodzinę i narzeczonego. Cierpi na paraliżującą nieśmiałość. Kiedy patrzę w lustro widzę potwora – opowiada dziennikarzom. I jak wielu młodych w jej wieku twierdzi, że po prostu się sobie nie podoba.

O możliwości, które oferuje eutanazyjne prawo w Belgii poinformował ją psycholog. Na eutanazję czeka już siedem miesięcy, bo aby śmiertelny zabieg został wykonany, potrzebna jest pozytywna opinia dwóch psychiatrów i jednego lekarza ogólnego. Jej rodzice i rodzeństwo, w tym siostra bliźniaczka, dowiedzieli się o całej sprawie dopiero kilka dni temu.

Przypadek Kelly budzi w Belgii zrozumiałe kontrowersje. Z powodów psychicznych jest wykonywanych w tym kraju 2,4 procent wszystkich eutanazji. Statystycznie co trzecia osoba, która wnioskuje o wspomagane samobójstwo ze względu na cierpienie psychiczne, otrzymuje aprobatę psychiatrów.

Przypadek Kelly budzi kontrowersję, bo przedostał się do mediów. W pełnym świetle ukazuje on zwyrodnienie państwa, które zamiast podać cierpiącym pomocą dłoń, oferuje im pomoc w samobójstwie. Przypomnijmy, że kiedy pół roku temu w Holandii uśmiercono 17-letnią Noę, Papież Franciszek zareagował na jej zgon tymi słowami: „Eutanazja i wspomagane samobójstwo są porażką wszystkich. Odpowiedź, do której jesteśmy wezwani to nieporzucanie nigdy tych, którzy cierpią; nie poddanie się, ale objęcie troską i miłością, by przywrócić nadzieję”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem