Reklama

Bezdomność niejedno ma imię

IRENA ŚWIERDZEWSKA
Edycja warszawska (st.) 24/2001

Zniszczone ubranie, w ręku cały dobytek spakowany w jedną torbę... Bezdomni nie zawsze muszą tak wyglądać. W kolejkach ustawiających się po darmowe zupy widać też osoby w sile wieku, przyzwoicie ubrane. Kim są? Pokrzywdzeni przez los, przez siebie samych czy żyjący kosztem społeczeństwa?

W czasach PRL-u bezdomność z założenia nie mogła istnieć. Dopiero w połowie lat 80. zaczęto werbalizować problem bezdomności. Według zapisu w Dzienniku Ustaw z 1983 r. bezdomność traktowano jako społeczne pasożytnictwo, konsekwencję indywidualnej dewiacji ludzi, którzy nie chcieli brać udziału w wysiłku współtworzenia socjalistycznej pomyślności. Rozwiązaniem problemu były represje prawno-karne.

Po raz pierwszy w czasach powojennych badania dotyczące bezdomności zaczęto prowadzić na początku lat 90. Problem jest wciąż mało zbadany. Brakuje ścisłej definicji, kogo uznać należy za osobę bezdomną. Powszechnie przyjęło się uważać, że bezdomność dotyczy tych osób, które nie mają mieszkania ani jako lokum czasowego ani jako stałego.

Niepoliczalni

Ile jest osób bezdomnych w stolicy nie wiadomo. Takich danych nie posiadają GUS i Urząd Statystyczny Miasta Warszawy. Nie prowadzą też ewidencji gminy. Ile tak naprawdę w stolicy i w Polsce jest bezdomnych dowiemy się po spisie powszechnym, który będzie przeprowadzony w 2002 r.

Liczba bezdomnych trudna jest też do ustalenia z powodu ich ciągłych migracji. Szczątkowych danych dostarczają placówki opieki: jadłodajnie czy noclegownie. W gminie Centrum w noclegowniach kościelnych i społecznych znajduje się 550 miejsc z możliwością zwiększenia do 800. Dziennie wydawanych jest około 3 tysięcy posiłków w 15 jadłodajniach. Jednak nie wszyscy bezdomni korzystają z miejsc noclegowych, zaś część jada posiłki nie tylko w jednej jadłodajni.

Dlaczego bezdomni

- Narastający problem bezdomności spowodowany jest wzrastającym bezrobociem - ocenia ks. Krzysztof Ukleja, dyrektor Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. Zdaniem ks. Uklei brak zatrudnienia to w efekcie brak środków na opłacenie czynszu za mieszkanie, co kończy się eksmisją. Pracownicy ośrodków pomocy dla bezdomnych wyliczają mnogość przyczyn bezdomności. Ilu bezdomnych, tyle złożonych historii. Bezdomność nie zawsze łączy się z ubóstwem. Są osoby, dla których bezdomność jest formą ucieczki przed problemami i obowiązkami.

- W domu trzeba coś robić, coś pomóc. Po co ma pracować, kiedy można żyć inaczej - wypowiadają się anonimowo pracownicy ośrodków. Mówią też: "Są ludzie, którym podoba się takie życie, włóczęgostwo. Nie ma się żadnych obowiązków, nie musi pracować, można pić. Są ludzie z wyboru bezdomni, mają dom i rodzinę i nagle stają się bezdomnymi. Ci bezdomni z wyboru nie korzystają do końca z naszych usług. Oni są pierwsi do wyjścia z noclegowni i przychodzą ostatni".

Był i taki przypadek, kiedy bezdomny wynajął własne mieszkanie, wziął pieniądze za rok z góry, pracował i przyszedł mieszkać w schronisku.

Inny rodzaj bezdomności charakteryzuje się odrzucaniem społecznych konwencji. Ci bezdomni nie chcą korzystać z noclegowni. Mają swój tryb życia, w ośrodkach czują się zniewoleni. Bywa, że wolą opuścić ośrodek niż pójść się wykąpać.

Bezdomność jest też wynikiem braku podstawowych umiejętności współżycia społecznego. Jeden z obecnych bezdomnych mieszkał kiedyś z rodzicami w domu oddalonym od wsi. Kiedy rodzice zmarli, nie miał kto nim się zająć, więc przyjechał do Warszawy. Inny został bezdomnym na skutek inwalidztwa. Przez 15 lat żył z jednym płucem. Nie wiedział, że należy mu się renta.

- W przypadku większości bezdomnych kobiet przyczyna leży w konfliktach z rodziną - oceniają pracownicy ośrodków. Jedna z podopiecznych pochodzi z Zamościa. Została wyrzucona z domu przez rodziców. Sama wychowuje dziecko, na które otrzymuje alimenty. Z różnych względów nie chce i nie może wrócić do domu.

Część kobiet to byłe wychowanki domów dziecka. Kiedy przychodzi czas na usamodzielnienie się, szukają kogoś z kim mogłyby założyć rodzinę. Do domów opieki trafiają jako samotne matki z dzieckiem.

- Bezdomni to zlepek całego społeczeństwa - wypowiadają się anonimowo pracownicy ośrodków pomocy dla bezdomnych. Jest wśród nich grupa ludzi z byłych PGR-ów, uciekają np. z Suwałk, a bezdomność wynika głównie z biedy.

Warszawskie noclegownie stanowią też najtańsze hotele. Są tacy ludzie z województw: kieleckiego, białostockiego, szczecińskiego, którzy pracują w Warszawie, a mieszkają w noclegowni. Jest też wielu tzw. emigrantów zarobkowych. Przyjechali do Warszawy w poszukiwaniu pracy. Rodzina zapowiedziała, że bez pieniędzy nie mają po co wracać, więc tułają się po różnych ośrodkach.

Reklama

Szlachta, kloszardzi i kanałowcy

Bezdomni w żargonie dzielą się na trzy kategorie. "Szlachta bezdomnych" to ci, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji nie z własnej winy, ale na skutek jakichś wydarzeń losowych. Dla "kanałowców" bezdomność jest sposobem na życie. "Kloszardzi" to bezdomni nadużywający alkoholu, popadający w konflikt z prawem, zwykle agresywni, żebrzący na ulicach. Z nimi pracownicy placówek pomocowych mają najwięcej kłopotów, bowiem wszczynają oni burdy, pomimo zakazu wnoszą do placówek alkohol.

Opis "szlachty bezdomnych" jest skrajnie różny. Co do nich podkreślany jest wysiłek włożony w pracę nad sobą, użyteczność dla schroniskowej wspólnoty i poprawne relacje z innymi. Wyglądem zewnętrznym nie przypominają bezdomnych.

Rozróżnienie na "szlachtę", "kanałowców" i "kloszardów" określa szanse powodzenia systematycznej i planowanej pomocy. "Kanałowcy" odrzucają reguły obowiązujące w normalnie funkcjonującym społeczeństwie. Pomoc o charakterze stałym, która miałaby na celu ich reintegrację skazana jest na niepowodzenie. "Kanałowcy" z wyboru stali się bezdomnymi. Ich sposób życia jest ucieczką od normalnego świata. Takim ludziom żyje się łatwiej na dworcu, gdzie nikt nie krzyczy, a sposób na zarabianie pieniędzy, to wyłudzanie ich od przechodniów. Największe szanse na powrót do normalnego życia ma "szlachta bezdomnych".

Wśród najważniejszych przyczyn, które doprowadzają do bezdomności socjolog Eugeniusz Moczuk z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie wskazuje sytuację społeczno-ekonomiczną w naszym kraju. Obecni bezdomni nie potrafili poradzić sobie z takimi problemami jak bezrobocie, likwidacja hotelu robotniczego, brak miejsca w szpitalu, zakładzie opiekuńczym, brak opieki po opuszczeniu domu dziecka czy brak miejsca w ośrodku nosicielstwa HIV. Ponad połowa bezdomnych wywodzi się z rodzin uzależnionych od alkoholu. Część bezdomnych świadomie wybiera taki sposób życia, inni z przyczyn osobowościowych - poczucia niższości, osamotnienia, wstydu, przekonania o złym świecie i ludziach.

Sedno sprawy

- Bezdomność powinna odnosić się nie do faktu braku schronienia, ale do problemu utraty więzi społecznych, rodzinnych i nieodnajdywania się w otoczeniu - uważa Kazimierz Frieske z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Dochody wielu bezdomnych są na poziomie lub poniżej minimum egzystencji. Minimum egzystencji to poziom konsumpcji, który zapewnia utrzymanie człowieka przy życiu w stanie zdrowia i zdolności do pracy. W połowie roku 2000 r. dla osoby samotnej przekraczało ono kwotę 300 zł miesięcznie. W podobnej sytuacji znajdowało się około 3% pracowniczych i około 6% rolniczych gospodarstw domowych.

Socjolodzy uważają, że wychodzenie z bezdomności powinno być rozumiane jako zakorzenianie człowieka w jakimś ładzie społecznym. - Nie można wyprowadzić z bezdomności donikąd. Nawet, gdyby zagwarantować osobie bezdomnej mieszkanie, podstawą funkcjonowania są więzi społeczne, zaś bezdomni nie są nigdzie zakorzenieni - uważają pracownicy placówek. Większość placówek pomocy próbuje doprowadzić do wykształcenia poczucia wspólnoty życia wśród bezdomnych. Dzieje się to między innymi poprzez wkład finansowy w funkcjonowanie domu na miarę indywidualnych możliwości. Płacą tylko ci, którzy mają stały dochód. Zależnie od placówki w ubiegłym roku koszt miesięcznego pobytu wynosił 50-100 zł, w innych miejscach stawkę określano na 75% dochodów osoby. Pensjonariusze wnoszą też wkład w utrzymanie placówki poprzez pracę na jej rzecz. - Uczy to samodzielności i zapobiega wytwarzaniu postaw roszczeniowych - oceniają pracownicy ośrodka pomocy. Jeśli bezdomni darmo otrzymają jedzenie, nocleg i ubranie to jest to działanie niewychowawcze.

We wspólnotach Monaru przy ul. Marywilskiej i Puławskiej podkreśla się znaczenie pracy. Nie zawsze ma ona na celu zdobywanie pieniędzy, czasem ma wymiar symboliczny, służy nabywaniu statusu - pracujący stają się pełnoprawnymi członkami społeczności.

Najbardziej ukierunkowane na nauczanie samodzielności są domy dla samotnych matek z dziećmi. Kobiety muszą zadbać o dom, dzieci, znaleźć pracę. Program usamodzielniania składa się z dwóch części. Najpierw kobiety muszą nauczyć się odpowiedzialności za siebie. Chodzi tu o wyuczenie najprostszych czynności: jak zadbać o czystość, jak nauczyć troszczyć się o swoje dziecko, jak gospodarować pieniędzmi.

Niektóre matki, kiedy tylko otrzymają fundusze idą do sklepu i wydają wszystko, co mają. Kupują wtedy jak małe dzieci dużo kolorowych rzeczy. - Być może taka niegospodarność, rozrzutność, była powodem utraty mieszkania - oceniają pracownicy placówek pomocy. Część osób wszystkie pieniądze, które ma wydaje na alkohol i papierosy. Pracownicy ośrodków muszą mieć więc pieczę nad gospodarowaniem pieniędzmi. - Poskutkowało dopiero wydawanie pieniędzy zamiast na miesiąc, na dwa tygodnie i zapisywanie co kto kupował - mówi pracownik ośrodka. Niestety, jest też część osób, która nie może mieć dostępu do jakichkolwiek finansów.

Druga część programu usamodzielnienia dla kobiet to nauka zawodu i przygotowanie do podjęcia pracy. Nie zawsze są to czynności, które mają jakąś wartość na rynku pracy. Czasem tylko uczą samodzielności, muszą podlegać też kontroli. Pomimo takiego programu nie wszystkie kobiety wrócą do samodzielnego życia.

W naszym prawodawstwie brakuje zapisu regulującego sytuację bezdomnych. Obowiązująca ustawa o pomocy społecznej nakłada na gminę obowiązek udzielania pomocy bezdomnym: przydzielenie tymczasowego miejsca noclegowego, wyposażenie w bieliznę, odzież i obuwie, jeden gorący posiłek dziennie, usługi opiekuńcze i pogrzeb. Jeśli bezdomny przebywa w gminie, w której jest zameldowany ma prawo do pomocy socjalnej, w tym znalezienia miejsca w domu opieki społecznej lub innym zakładzie opiekuńczym, poradnictwa prawnego i psychologicznego. Osoby przebywające na terenie miejsca zameldowania jeśli nie są zdolne do pracy lub ukończyły 75. rok życia mają prawo do zasiłku stałego lub okresowego.

Obserwując warszawskie ulice i kolejki do jadłodajni można oszacować, że bezdomnych mamy z roku na rok coraz więcej. Socjolodzy uważają, że brakuje systemowych rozwiązań problemu bezdomności. Trzeba by jasno sformułować prawne regulacje i opracować program współpracy instytucji powołanych do pomocy bezdomnym. Pomoc kierowana do bezdomnych trafia w środek łańcucha złożonych reakcji. Zamiast likwidować przyczyny utrzymuje status-quo i być może zachęca niektórych do wyboru bezdomności.

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem