Reklama

Kościoły stacyjne - kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Żarach

Każdy znajdzie coś dla siebie

Odnowiony kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przyciąga uwagę. Przy wejściu na wieżę znajduje się tabliczka informująca o możliwościach podziwiania panoramy miasta. Ale to nie wszystko co dobre w tej parafii. Interesujących przedsięwzięć jest tu sporo.

Parafialna historia

Pierwsza wzmianka o kościele w Żarach pochodzi z 1207 r. Istniały wtedy w Żarach dwa kościoły: mariacki i franciszkański. W okresie reformacji obydwa przeszły pod zarząd protestantów. W 1838 r. katolikom została przyznana kaplica zamkowa, która była użytkowana do czasu budowy nowego kościoła. Po II wojnie parafia obejmowała całe miasto, dopiero w 1980 r. erygowano parafię pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, w 1991 r. parafię pw. Miłosierdzia Bożego, w 1994 r. parafię pw. Józefa Oblubieńca.

Kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wybudował w latach 1914-17 ks. Karol Ponsens, a konsekrował w 1917 kard. Adolf Bertram. Ówczesny proboszcz kierował parafią do 1945 r., aż do parafii przybyli polscy księża. Na własną prośbę przeszedł na emeryturę. Pozostał jednak w parafii aż do śmierci. Prezbiterium zdobi drewniany tryptyk z 1917 r., który przedstawia Wniebowzięcie i Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny, Ostatnią Wieczerzę oraz sceny ze Starego Testamentu.

Wspólne duszpasterzowanie

Proboszcz parafii ks. dziekan kan. Tadeusz Dobrucki jest diecezjalnym duszpasterzem rolników oraz prezesem Lubuskiego Katolickiego Stowarzyszenia Uniwersytetów Ludowych. Co roku prowadzi pieszą pielgrzymkę rolników z Klenicy. Poza nim w parafii pracuje dwóch wikarych: ks. Arkadiusz Roszak i ks. Marek Zintara. W parafii przebywa także emerytowany proboszcz parafii ks. prałat kan. Tadeusz Demel, który niedawno obchodził swój jubileusz kapłaństwa. Wspólnymi siłami duszpasterzują wiernym z całej parafii i wszelakim grupom parafialnym. Działają tu bowiem licznie, m.in. oaza Dzieci Bożych, oaza młodzieżowa, Domowy Kościół, KSM, Odnowa w Duchu Świętym, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, Przyjaciele Paradyża, Apostolat Maryjny, III Zakon św. Franciszka, grupa AA, chór parafialny, schola młodzieżowa, duszpasterstwo nauczycieli, Żywy Różaniec, Służba Liturgiczna Ołtarza, Biuro Radia Maryja, Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Wschodnich, redakcja gazetki parafialnej Wspólnota oraz ostatnio powstała grupa wolontariuszy - Wolontariat w Służbie Chorych. Na terenie parafii funkcjonuje Katolicka Szkoła Podstawowa, przy której powstaje Międzynarodowe Centrum Współpracy Chrześcijan. W piwnicy plebanii działa biblioteka i księgarnia parafialna, którą obsługują chętni z grup parafialnych. W parafii pracują także siostry ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbietanek, które pracują przy katechizacji i w zakrystii.

Msza jubileuszowa w sobotę gromadzi wiernych z dekanatu, niedawno była Biała Armia z parafii pw. św. Józefa Oblubieńca i pielgrzymi z Lubska. W czasie Eucharystii zawsze głoszona jest homilia okolicznościowa, a wierni mogą skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Ważnym wydarzeniem artystycznym roku jubileuszowego mającym miejsce w kościele parafialnym był koncert Nieszporów Ludźmierskich, na który przybyli zainteresowani z całego województwa.

Mój pobyt kończę wejściem na wieże, podziwiam panoramę, ale nie tylko, bo to co we wnętrzu wieży, też interesujące. Zaglądam do ciekawie urządzonych pomieszczeń KSM, przyglądam się staremu mechanizmowi zegara, który już od bardzo dawna wymierza czas na wieży. Pierwszy raz w życiu widziałam sklepienie kościoła od drugiej strony. Na odnowionym ścianach strychu oglądam zawieszone stacje drogi krzyżowej.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Nycz: Kard. Wyszyński zasługuje na wielką, a nie kameralną beatyfikację

2020-05-27 13:26

[ TEMATY ]

kard. Kaziemierz Nycz

beatyfikacja

kard. Kazimierz Nycz

www.prymaswyszyński.pl

kard. Stefan Wyszyński

- Rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata - przyznaje w rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz. Wyjaśnia, że będzie to dodatkowy czas na poznawanie spuścizny Prymasa, który doskonale wykorzystał okres swego odosobnienia. Z okazji przypadającej jutro 39. rocznicy śmierci Prymasa Tysiąclecia, przypominamy fragmenty rozmowy z kard. Nyczem, przeprowadzonej przed kilkoma tygodniami.

Tomasz Królak (KAI): Niedziela, 7 czerwca, nie będzie wyglądała tak, jak sobie wyobrażaliśmy...

Kard. Kazimierz Nycz: To prawda. Beatyfikacja Prymasa Polski na Placu Piłsudskiego miała być wielkim dziękczynieniem za życie i dzieło Stefana Wyszyńskiego. Przygotowania, jakie podjęliśmy pół roku temu szły pełną parą. Pandemia pokrzyżowała plany. Stanęliśmy przed bardzo trudną decyzją. Staraliśmy się czekać jak najdłużej, z nadzieją, że duża uroczystość, godna Wyszyńskiego będzie możliwa, ale nie można było dłużej czekać. Światło w tunelu było bardzo słabo widoczne, stąd - po zaakceptowaniu tej decyzji przez Stolicę Apostolską - ogłosiłem bezterminowe zawieszenie tego wydarzenia. A kiedy będzie ono możliwe do zorganizowania, tego po prostu dziś nie wiemy.

Przyznam, że rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata bo, po prostu, "zasługuje" na to sam Błogosławiony. Beatyfikacja odbędzie się zgodnie z pierwotnym zamysłem, a więc na Placu Piłsudskiego.

KAI: Wydarzenie zostało zawieszone, ale duchowe przygotowania mogą iść swoim torem. Jak dobrze wykorzystać ten dodatkowy, nieoczekiwany i nie wiadomo jak długi czas?

- Wierzymy, że Bóg kieruje wszystkim a zatem i w to, że rzeczywiście jest to dodatkowy, dany nam, czas. Chciałbym, żeby to przygotowanie, przez poznawanie postaci Wyszyńskiego, jego życia i dzieła trwało nadal. Żeby nie ustawały w tym także media, którym dziękuję za dotychczasową pracę, i żeby trwały modlitwy o godną beatyfikację. Zawieszamy jedynie techniczne przygotowania do tego wydarzenia. Współpraca państwa, miasta i Kościoła, w tym kościelnego Komitetu, była wzorowa i mam nadzieję, że taką pozostanie. Kiedy tylko będzie to możliwe, wszystkie działania zostaną wznowione. W tej nowej sytuacji uroczystość beatyfikacyjna będzie także dziękczynieniem za ustanie pandemii.

KAI: Proces poznawania Wyszyńskiego wydłuży się także w przypadku Księdza Kardynała. Co nowego Ksiądz w nim odkrywa?

- Im głębiej wchodzi się w zagadnienia, którymi żył Prymas Wyszyński, a także w jego biografię, w to co mówił i pisał i w to, co stanowi istotę świętości czyli heroiczność cnót - tym częściej odkrywam jakieś nowe pola. Pokazują nam one, że Prymas nie miał łatwego życia, często miał "pod górkę", i to zarówno przed uwięzieniem, w trakcie jak i w późniejszych latach. Przecież właściwie całe życie prowadził Kościół w realiach komunistycznych. Umiejętność poruszania się po tej glebie była prawdziwą sztuką, w której wiele razy wykazywał się niezwykłą roztropnością.

Był otwarty na dialog, na rozmowę. Niektórzy mieli mu to nawet za złe, uważając, że jest aż za bardzo otwarty. Nie da się tego oceniać z perspektywy dzisiejszej wiedzy. Myślę, że trzeba to konfrontować i poznawać w perspektywie tamtych czasów, i z taką znajomością spraw, jaką on wówczas dysponował. Ponadto, jego wiedzy nie mieli często jego współpracownicy, nawet biskupi. Nie wszystkim bowiem mógł się do końca podzielić. Wiele jego decyzji było decyzjami z jednej strony odważnymi, a z drugiej bardzo dla niego trudnymi.

Według mnie do odkrywania pozostają jego wielkie, chciałoby się powiedzieć: strategiczne zamiary duszpasterskie, zrodzone w jego sercu i umyśle podczas uwięzienia. On tego czasu nie zmarnował, w żadnym stopniu. Tam się narodziła idea Wielkiej Nowenny, którą rozpoczął niedługo po wyjściu z internowania, w 1957 r.; tam powstał pomysł przygotowania i przeżycia Millenium; tam się narodziła idea Ślubów Jasnogórskich podjętych na 300-lecie ślubów Jana Kazimierza. Później były one wykorzystywane przez cały czas jego prymasostwa i pozostają, w zmodyfikowanej formie, używane do dzisiaj. A więc tam, w warunkach uwięzienia, narodziły się wielkie pomysły duszpasterskie. Prymas nie działał w perspektywie półrocznej czy na rok do przodu. To były programy obejmujące perspektywę lat kilkunastu.

KAI: To może i ten obecny czas, jaki przezywa Kościół w Polsce, czas fizycznego "odizolowania" duchownych, w tym biskupów, od wiernych, powinien zaowocować jakimś programem? Bo może ten czas umożliwia zobaczenie czegoś, czego na co dzień Kościół nie dostrzegał lub z czego nie zdawał sobie sprawy?

- Cóż, ta analogia jest bardzo nośna. Zresztą, ten dodatkowy czas zyskały też rodziny, społeczności lokalne, itd. ale też, owszem Kościół czy parafie. Uwięziony Prymas opracował pomysły wielkie i wspaniałe. Myślę, że Kościół w Polsce też staje dziś przed takim wyzwaniem. Już bowiem widzimy - i to nie tylko w Kościele - że wiele dziedzin życia ludzkiego w świecie, nie tylko polityka czy gospodarka, ale takich zwykłych, ludzkich, po ustaniu pandemii będzie wyglądało inaczej. Słyszę na przykład, że w ciągu tych dwóch miesięcy ludzie robią habilitacje, zdalnie, siedząc w swoich domach, realizują też inne przewody naukowe i szereg innych prac online. Jestem przekonany, że to się "przesunie" na czas po pandemii, to znaczy zadziała w nowy sposób w naszym życiu.

Sądzę, że to zjawisko odnosi się także do Kościoła. Media umożliwiły ludziom wspólną modlitwę i zaoferowały "wirtualne" kontakt z sacrum. To, co media mogą robią w tym czasie dla życia duchowego, dla głoszenia słowa Bożego, może być nowym sposobem obecności Kościoła w mediach i nowym sposobem komunikowania się. Ważne przy tym, żeby dotyczył on wszystkich wymiarów misji Kościoła. Chodzi więc o głoszenie Słowa, o przeżywanie liturgii (przy czym tu potrzebna jest daleko posunięta ostrożność, żeby się to nie "spodobało" jako wystarczająca forma uczestnictwa w Mszy św.) oraz o szeroko rozumianą posługę miłości. Mam na myśli pracę charytatywną Kościoła, która w tej chwili bardzo intensywnie się sprawdza, weryfikując na ile jesteśmy zdolni żyć konkretną, prawdziwą, codzienną miłością bliźniego; na ile są w naszych parafiach wydolne i wydajne zespoły charytatywne, wokół których pracują wolontariusze. Teraz bowiem trzeba po prostu iść do samotnych, chorych, potrzebujących i dowiedzieć się, jakiego wsparcia najbardziej oczekują.

Na terenie Warszawy działa duża grupa katolików świeckich, którzy w ramach tzw. Wspólnot Pomocy wspierają poszczególne parafie dostarczając im know-how na rzecz sprawnego systemu obejmującego najbardziej potrzebujących. To nie są proste rzeczy i wymagają konkretnej wiedzy. Choćby dlatego, że ludzie potrzebujący pomocy często przeżywają różne obawy, na przykład o to, czy pod pozorem wsparcia nie zostaną okradzeni. W naszej diecezji już kilkanaście parafii włączonych jest w taki system pomocy, zaś inicjatorzy starają się uruchomić podobne rozwiązania w kolejnych diecezjach, sam je tam rekomendowałem.

KAI: Odosobnienie stawia w nowej sytuacji i duchownych i świeckich...

- Przed wszystkimi stanęły nowe wyzwania. Oby to odosobnienie trwało jak najkrócej. Ludzie przeżywają różnego rodzaju obawy, więc Kościół, jeszcze bardziej niż dotąd musi być oparciem w ich egzystencjalnych pytaniach i problemach. U podstaw tych wszystkich niepokojów, co sygnalizują dziś psychiatrzy i psychologowie, leży lęk przed śmiercią. My go czasem tłumimy czy spychamy na dalszy plan, a w takich właśnie momentach kryzysu, ten lęk daje o sobie znać.

KAI: Okazuje się, że jednak umrzemy?

- Niby to wiemy, powtarzamy: wierzę w zmartwychwstanie i w życie wieczne, ale kiedy śmierć zajrzy w oczy lub się jakoś "przybliży", i to nie tylko do ludzi starych ale i młodych przecież, to reagujemy lękiem czy wręcz strachem.

KAI: W kościołach były tłumy - dziś garstka. Może dojdzie do przestawienia optyk: wierni zatęsknią za sakramentami, a księża uświadomią sobie, że mają przed sobą nie tłum ale zbiór jednostek?

- Tak, i to że każdy człowiek się liczy. Myślę, że ważne jest by wzajemnie traktować się w Kościele personalistycznie w znaczeniu: nie anonimowo. Chciałbym, żeby to pozostało jako jeden z owoców obecnego stanu odosobnienia.

Ja też mocno przeżywam obecną sytuację. Kiedy odprawiam Mszę św. mając przed sobą kilka osób, to cisną mi się na usta słowa: dziękuję, że tu jesteście. I to nie tylko za to, że jesteście jako reprezentanci całej wspólnoty, która normalnie na tej Mszy św. bywała, ale że jesteście wy - jako wy.

I chciałbym aby już z nami - biskupami i świeckimi - pozostało takie właśnie, wzajemne traktowanie: bardziej życzliwe, przyjazne, otwarte. Sądzę, że wszyscy taką potrzebę sobie uświadomiliśmy. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że trzeba się cieszyć z tego, że są ludzie w kościele, że możemy spotkać się z nimi także po Mszy św., wychodząc przed kościół żeby porozmawiać. Gdyby takie postawy utrwaliły bardziej w naszym życiu, to byłoby coś bardzo pięknego.

Rozmawiał Tomasz Królak

CZYTAJ DALEJ

Maryja patrząca na mnie - wizerunek Matki Bożej Karmiącej

2020-05-28 08:54

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Marcin Błaszczyk

Motyw Madonny Karmiącej jest znany w sztuce od czasów średniowiecza. Łacińska nazwa tego typu przedstawień to „Maria Lactans”. W internecie znajdziemy dziesiątki pięknych i oryginalnych przedstawień Matki Bożej Karmiącej, zarówno w sztuce wschodniej jak i zachodniej.

Co ciekawe do najoryginalniejszych należą te z końca średniowiecza, gdzie pokazanie karmiącej Matki Bożej z odsłoniętą piersią było normalne i naturalne. Nasze polskie ludowe wyobrażenia Madonny Karmiącej oparte są najprawdopodobniej na dewocyjnym miedziorycie Pfeffela z pierwszej poł. XVIII w. O ile nieliczni bieglejsi mistrzowie cechowi powielali ten temat poprawnie, o tyle twórcy mniej zdolni nie radzili sobie ze stosunkowo trudnym układem kompozycyjnym.

Z tej przyczyny mały Jezus przedstawiany jest bez ruchu, spokojny, zwrócony twarzą w kierunku widza. Dzieciątko jest tu owinięte w pieluszki, przypominające kokon tak jak to robiono na Podbeskidziu ponad 100 lat temu. Prezentowany obraz malowany prostymi środkami artystycznymi ma wyraźny ludowy charakter i z pewnością skierowany był do wiejskiego nabywcy. Pamiętajmy, że na polskiej wsi ścierały się różne wyobrażenia Matki Bożej, nie będące ze sobą w sprzeczności. Matka Boska w ludowym folklorze to zarówno królowa nieba i ziemi, Matka wszystkich ludzi ale i zwyczajna kobieta, czuła matka a nawet przezorna gospodyni. W znanych legendach, pieśniach i pastorałkach ludowych Matka Boża zajmuje się uprawą lnu, tkaniem, pielęgnuje kwiaty, gotuje, kąpie Dzieciątko, uczestniczy w żniwach i dożynkach a nawet uciekając przed Herodem spotyka w górach zbójników. We wszystkich tych przekazach Maryja jest przedstawiana jako osoba najbliższa boskości, posiadająca wszelkie jej cechy, a równocześnie bardzo ludzka, zwyczajna. Tak właśnie pragnęli Ją widzieć twórcy folklorystycznych przekazów, jako istotę z nieba bliską człowiekowi, łaskawą i dobrą. Matka Boża to również opiekunka domostw. W każdym domu powinien był znaleźć się obraz Matki Bożej Karmiącej, bo Ona chroniła od głodu.

Mówiono, że mieszkańcom domu, w którym jest czczony obraz Matki Bożej Karmiącej nigdy nie zabraknie chleba. Z tego powodu bardzo często nowożeńcom darowano taki właśnie obraz. Warto więc spróbować spojrzeć na te nieporadne malarsko obrazy, oczami naszych pradziadów z XIX w. a wtedy odsłonią one całe bogactwo naszej kultury, z której przecież wyrośliśmy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję