Reklama

52. rocznica orędzia biskupów polskich do niemieckich

2017-11-19 09:57

ts / Warszawa

Archiwum Archidiecezji Wrocławskiej
Abp Bolesław Kominek i kard. Stefan Wyszyński podczas II Soboru Watykańskiego w Rzymie

18 listopada, mija 52. rocznica przekazania listu polskich biskupów do niemieckich, poprzedzającego milenijne obchody chrześcijaństwa w Polsce. Zawierał on słynną formułę: „Udzielamy wybaczenia i prosimy o nie...”, która otworzyła wieloletni proces pojednania polsko-niemieckiego, a po latach stała się inspiracją do rozpoczęcia analogicznego procesu na gruncie polsko-ukraińskim.

Historyczne słowa

Przed 52. laty, 18 listopada 1965 r., biskupi polscy obecni na II Soborze Watykańskim wystosowali listy do episkopatów 56 krajów z zaproszeniem do udziału w obchodach 1000-lecia Chrztu Polski. W liście podpisanym przez 36 biskupów polskich znajdują się znamienne słowa przebaczenia Niemcom i prośba o podobny gest wobec Polaków.

Słynny fragment listu polskich biskupów brzmi: "W tym jak najbardziej chrześcijańskim ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy - biskupi niemieccy i Ojcowie Soboru po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millennium w sposób całkowicie chrześcijański".

Reklama

Kilkanaście dni później treść listu ujawniła w Niemczech katolicka agencja informacyjna KNA. Do dziś nie wiadomo, czy stało się to na polecenie episkopatu, czy też przez niedyskrecję. Biskupi niemieccy odpowiedzieli 5 grudnia 1965 r. "Wiele okropności doznał polski naród od Niemców i w imieniu niemieckiego narodu. Wiemy, że dźwigać musimy skutki wojny, ciężkie również dla naszego kraju (...) Jesteśmy wdzięczni za to, że w obliczu milionowych ofiar polskich owych czasów pamięta się o tych Niemcach, którzy opierali się demonowi i w wielu wypadkach oddawali za to swoje życie (...) Tak więc i my prosimy o zapomnienie, więcej, prosimy o przebaczenie. Zapomnienie jest sprawą ludzką, natomiast prośba o przebaczenie jest apelem skierowanym do tego, który doznał krzywdy, by spojrzał na tę krzywdę miłosiernym okiem Boga i wyraził zgodę na nowy początek. (...) Z braterskim szacunkiem przyjmujemy wyciągnięte dłonie" - pisali biskupi niemieccy.

Komunistyczna histeria

Opinia publiczna w Polsce została poinformowana o wymianie listów dopiero 10 grudnia, nazajutrz po powrocie biskupów z Rzymu. Jakie były przyczyny tego długiego milczenia? Istnieje na ten temat wiele spekulacji. W tym czasie przypadła bowiem podróż do Moskwy Zenona Kliszki, członka Biura Politycznego i zaufanego I sekretarza KC, Władysława Gomułki. Odbyła się tam ponoć konsultacja w sprawie orędzia. Korespondentka "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisała z Warszawy 14 grudnia: "Nawet jeśli konsultowano tę sprawę z Moskwą, to jednak odpowiedź Warszawy należy oceniać jako suwerenną decyzję jej własnej polityki. Antypatia Gomułki wobec księdza Prymasa połączona z szansą zdyskredytowania Kościoła w oczach opinii publicznej i zmniejszenia jego wpływów w społeczeństwie rozpoczęła kampanię walki z Kościołem".

Komunistyczne władze szczególnie silnie i agresywnie krytykowały zawarty w "Orędziu" gest przebaczenia. Pytano, kto upoważnił biskupów do podjęcia tego kroku wobec narodu, który - zdaniem polskich komunistów - nie jest gotów i nigdy nie będzie gotowy do skruchy. Ironizowano, że odpowiedź biskupów niemieckich to tylko nieudolny przykład dyplomacji i ochrony własnych interesów.

Również i Sejm zajął się wymianą listów. 14 stycznia 1966 r. zabrał tam głos sam Gomułka. W swoim oświadczeniu wykrętnie odpowiedział na stawiane przez prasę światową pytanie o przyczynę opóźnienia reakcji polskich władz: "To bardzo prosta sprawa - odparł - ani nasza partia, ani prasa, nie chciały i nie mogły zająć stanowiska wobec orędzia biskupów polskich nie znając odpowiedzi biskupów niemieckich, a przede wszystkim późniejszego komunikatu episkopatu ogłoszonego w Rzymie." Uznał, że biskupi w swoim liście "nie czynili koncesji granicznych, lecz tylko użyli bardzo nieszczęśliwych sformułowań". W innym wystąpieniu powiedział, że biskupi co prawda mają prawo zabierać głos w sprawach politycznych, ale "żądamy od nich, by prowadzili politykę lojalną wobec państwa (...) Jeśli kard. Wyszyński, abp Kominek czy też inni biskupi chcą zabierać głos w sprawach politycznych, nie zabraniamy im tego, ale wypowiedzi te muszą być zgodne z polityką prowadzoną przez PRL i Kościół nie powinien sprzeciwiać się państwu. Nie powinien też uważać, że sprawuje w narodzie rząd dusz".

Partyjna krytyka "Orędzia" towarzyszyła obchodom Millennium Chrztu Polski przez cały następny rok. W miejscach, gdzie odbywały się uroczystości kościelne, organizowano konkurencyjne imprezy pod hasłami "Nie przebaczamy" i "Precz ze zdrajcami ojczyzny". Biskupi z zagranicy, w tym również biskupi niemieccy, nie otrzymali wiz wjazdowych do Polski. Ostre represje dotknęły nawet samego Prymasa. Po raz pierwszy od 1956 r. kard. Wyszyński nie otrzymał paszportu i nie mógł uczestniczyć w otwarciu uroczystości milenijnych w Rzymie.

Biskupom zarzucano brak lojalności narodowej i obywatelskiej, a co za tym idzie - osłabienie zaufania społeczeństwa do episkopatu i do Kościoła w ogóle. Mówiono, że biskupi bezprawnie mieszają się do polityki zagranicznej PRL, nie informując o tym wcześniej rządu. Oskarżano ich nawet o poddawanie pod dyskusję granicy na Odrze i Nysie. "Życie Warszawy" z 10 grudnia 1965 r. w artykule "W czyim imieniu?" snuło takie oto dywagacje: kim są biskupi katoliccy, do których skierowane zostało "Orędzie"? "Są to biskupi niemieccy, którzy w zgodnej symbiozie z rządem bońskim stoją na gruncie antypolskiej polityki rewizjonizmu, kwestionują nasze granice nad Odrą, Nysą i Bałtykiem. Są wśród nich reprezentanci niemieckiego Kościoła katolickiego, który w czasach hitleryzmu stał przy brunatnym reżimie i błogosławił hitlerowski Wehrmacht maszerujący na Polskę.

W artykule "W sprawie `Orędzia` biskupów" "Trybuna Ludu" z 12 grudnia 1965 r. informuje, że polska opinia publiczna jest "głęboko poruszona" wiadomością o Orędziu biskupów. Chociaż pierwsza część listu biskupów polskich "zawiera rozległy wywód historyczny o tysiącleciu stosunków polsko-niemieckich i tysiącleciu chrześcijaństwa w Polsce, trzeba od razu stwierdzić, że nie jest to akt ewangeliczny, lecz dokument w całym tego słowa znaczeniu polityczny. Tak też został przyjęty przez całą opinię światową i temu właśnie, a nie rozważaniom historyczno-religijnym zawdzięcza niemały już rozgłos i liczne komentarze - pisała "Trybuna".

Zdaniem gazety problem niemiecki, wobec którego zajęli stanowisko polscy biskupi, stanowi "kluczową kwestię polityczną, z którą związane są żywotne interesy narodu polskiego oraz pokojowa przyszłość Europy i świata". Propagandzie komunistycznej pomagały komentarze prasowe z Republiki Federalnej Niemiec. Koronnym świadkiem przeciwko biskupom stali się działacze przesiedleńców.

Reakcja Kościoła

Kiedy 11 grudnia, a więc następnego dnia po zarzutach opublikowanych przez "Życie Warszawy" kard. Stefan Wyszyński wrócił z Rzymu, na dworcu w Warszawie powitały go rozentuzjazmowane tłumy. 12 grudnia w homilii wygłoszonej do tłumów zebranych w warszawskiej katedrze Prymas mówił: "Nie przynieśliśmy ujmy krajowi. Jeśli słyszycie co innego, traktujcie to jak bajki".

Gdy jednak okazało się, że antykościelna kampania władz zdecydowanie przybiera na sile Episkopat na posiedzeniu w dniach 12-14 grudnia zdecydował się na oficjalne zajęcie stanowiska. W komunikacie odczytanym we wszystkich kościołach, biskupi podkreślali, że ich Orędzie stanowiło jedno z kilkudziesięciu zaproszeń skierowanych do episkopatów innych krajów do udziału w uroczystościach milenijnych i "nie ma charakteru dokumentu politycznego".

Pisali, że "wbrew często sugerowanym opiniom orędzie polskiego Episkopatu reprezentuje jasno wyrażone stanowisko, że zachodnia granica Polski jest trwała, czemu Episkopat dawał wielokrotnie wyraz w licznych deklaracjach i oświadczeniach (...) List - pisali biskupi - mówi o wyrządzonych Polsce podczas II wojny światowej cierpieniach i dążeniu do biologicznej zagłady narodu polskiego. Jest on wyrazem aktualnych dążeń całego świata, Stolicy Apostolskiej, ONZ i prawie wszystkich krajów do pokoju i pojednania, a ponadto odpowiada duchowi Ewangelii i soboru".

Aspekt teologiczny orędzia przedstawił abp Karol Wojtyła w homilii, wygłoszonej na Boże Narodzenie w krakowskim kościele św. Szczepana. Tekst tej homilii doczekał się publikacji dopiero w 20 lat później. Głównym jej tematem było pojednanie. Najpierw abp. Wojtyła omówił różnicę między przebaczeniem i zapomnieniem. Chrześcijaństwo nazwał "religią przebaczenia". Wyliczenie win niemieckich w "Orędziu" porównał z pytaniami zadawanymi penitentowi przez kapłana w konfesjonale. "W naszym liście na 1000-lecie Chrztu Polski - mówił - jakby zasiedliśmy w konfesjonale. Kiedy ksiądz siada w konfesjonale, wie, że jest przedstawicielem Chrystusa. Jeśli powiedzieliśmy o winie narodu niemieckiego, to tak, jakbyśmy chcieli ułatwić wam wasze wyznanie". Wojtyła wielokrotnie apelował do wiernych, by zechcieli to przemyśleć w duchu Chrystusowym, a nie "na podstawie informacji i wybranych przez prasę cytatów".

Abp Bolesław Kominek był jedynym członkiem Episkopatu Polski, który ze względów zdrowotnych po zakończeniu obrad synodu pozostał na Zachodzie. Był przerażony reakcjami w kraju. Na dodatek kard. Döpfner nie wyraził zgody na jego propozycję wspólnego wystąpienia w telewizji, celem sprostowania złośliwych interpretacji komunistów. Na pytanie zadane mu przez niemiecki, program telewizyjny "Panorama", czy biskupi polscy nie zdawali sobie sprawy z tego, że ich list będzie również okazją do interpretacji politycznych, abp Kominek odparł: "Polscy biskupi mieli na myśli wielkie wydarzenie historyczne (...) Zdawali sobie sprawę, że idzie o wielkie sprawy, o zmianę (...) postawy Polaków wobec Niemców i Niemców wobec Polaków." Zdecydowanie też zaprzeczył, by problem granicy na Odrze i Nysie mógł być przedmiotem dialogu, rozmów i pertraktacji. Granica państwa nie może zostać zmieniona, ponieważ jest ona dla narodu polskiego kwestią egzystencji. To stanowisko reprezentowali zarówno komuniści, jak i biskupi, a także emigracja. Pojednanie i przebaczenie są pojęciami chrześcijańskimi - podkreślił abp Kominek.

Ferment w Niemczech

W Niemczech na wymianę listów zareagowano pozytywnie, choć niektóre gazety konserwatywne były dość powściągliwe i chłodne. Echo było bez porównania mniejsze niż w Polsce. W swoim komentarzu "Frankfurter Rundschau" wskazuje przede wszystkim na fakt, że granica na Odrze i Nysie jest sprawą nie tylko garstki wiernych Moskwie komunistów, lecz całej Polski.

Korespondentka DPA w Warszawie, Renate Marsch, zastanawiała się, co skłoniło biskupów polskich do tej tak odważnej inicjatywy: "Możliwe, że przez uprzednie pojednanie między katolikami polskimi a niemieckimi chcieli oni przygotować grunt dla wizyty papieskiej w Polsce".

Spośród partii politycznych w RFN na list biskupów polskich zareagowała jako pierwsza FDP (Partia Wolnych Demokratów). Biuletyn prasowy tej partii nazwał dokument "pierwszym usilnym apelem o pojednanie z narodem niemieckim". Przedstawiciele tej partii pozytywnie ocenili przyjęcie zaproszenia przez biskupów niemieckich do udziału w uroczystościach milenijnych, ale jednocześnie zażądali, by biskupi "nie zapominali o niemieckich pozycjach prawnych".

Równie pozytywnie na temat "Orędzia" wypowiedziała się SPD. Władze CDU i rząd federalny odmówiły zajęcia stanowiska. Jednak sekretarz stanu von Hase nazwał orędzie biskupów polskich "istotnym dokumentem", żywo i z wielkim zainteresowaniem dyskutowanym przez opinię publiczną i partie polityczne.

Biskupi niemieccy opublikowali 4 marca 1966 r. oświadczenie w związku z uroczystościami milenijnymi w Polsce. Nawiązują w nim do wymiany listów. Biskupi niemieccy zapewnili raz jeszcze, że "z braterskim szacunkiem przyjmują wyciągnięte ręce".

W połowie lipca 1966 zjazd katolików niemieckich, 81. Katholikentag, uchwalił oświadczenie, w którym "zapewnia uroczyście, że niemieccy katolicy, uznając niezbywalne prawa własnego narodu, zapewniają uroczyście, iż dołożą wszelkich wysiłków, by naród niemiecki respektował prawa narodowej egzystencji narodu polskiego".

Niemieckie środowiska katolickie po raz kolejny odniosły się do listu biskupów polskich w marcu 1968 r. Sympatycy kościelnego ruchu pokojowego "Pax Christi" odpowiedź episkopatu Niemiec sprzed dwóch lat uznali za niewystarczającą. Ich zdaniem "letarg niemieckiej opinii publicznej", w tym przede wszystkim katolików "stanowił największą przeszkodę w pracy na rzecz pokoju". Utworzona przez nich komisja opracowała "Memorandum katolików niemieckich na temat problemów niemiecko-polskich".

Rozdział zatytułowany "Pojednanie" mówił o politycznej odpowiedzialności chrześcijan, stanowiącej "zasadniczy element dziejów ich zbawienia". Pojednanie z Polską stanowi kryterium ich prawdomówności - twierdzili autorzy. Rozdział drugi, zatytułowany "Obciążenia w stosunkach polsko-niemieckich", przypominał wywołaną przez Hitlera wojnę i jej następstwa zarówno dla Polaków, jak i dla Niemców.

Memorandum nie analizowało historii polsko-niemieckich stosunków. Domagano się w nim zarówno duchowego, jak i politycznego zbliżenia obu narodów, przy czym podkreślano, że historycy "powinni dołożyć starań, by w osobnych badaniach dojść do wspólnego przedstawienia biegu historii".

Autorzy Memorandum wyrażali też zrozumienie dla tego, co kard. Kominek nazwał "elementarną potrzebą bezpieczeństwa". Uważali, że Polacy mają prawo do ojczyzny na terenach nad Odrą i Nysą dodając, że prawo do ziemi ojczystej Niemców nie może być dziedziczne.

W ostatnim rozdziale katolicy z Bensbergu zaapelowali do poważnego potraktowania możliwości historycznej, jaka powstała dla Niemiec z tytułu ich położenia geograficznego, a mianowicie stania się "pomostem". Opowiadali się za pełną normalizacją prawnego i duszpasterskiego uporządkowania granic diecezji w rejonie nad Odrą i Nysą, a także odszkodowań dla polskich ofiar narodowego socjalizmu, co wywołało silne protesty, jak i zadowolenie. Sygnatariusze Memorandum, wśród nich tak wpływowe osoby, jak Joseph Ratzinger, czy Karl Rahner, podobnie jak wcześniej autorzy Memorandum ewangelickiego, spotkali się z wieloma atakami. Memorandum Bensberger Kreis, tak samo jak Memorandum Kościoła ewangelickiego i orędzie biskupów polskich, dążyło do szczegółowego zajęcia się problemem.

Autorzy Memorandum wskazali również na moralną niemożność ponownego przesiedlenia osiedlonej na ziemiach zachodnich ludności polskiej. "Kościół - pisano - ma za zadanie uświadamiać narodowi niemieckiemu cele, do których zmierza bardziej intensywnie niż to się dzieje często w dyskusji wewnątrzniemieckiej". „Memorandum wschodnie” Kościoła ewangelickiego w Niemczech

Niemały wpływ na zmianę stanowiska Niemców wobec Polski i Polaków stanowił ogłoszony 1 października 1965 r. dokument Kościołów Ewangelickich Niemiec (EKD)"O sytuacji wypędzonych i stosunku narodu niemieckiego do swych wschodnich sąsiadów". Dokument, znany jako "Memorandum Wschodnie", proponował, by spojrzeć w nowy sposób na sytuację wypędzonych i budować atmosferę pojednania między narodami. Niewątpliwie wyzwolił impulsy do rozwijania wzajemnych stosunków między Niemcami a Polakami.

64-stronicowa broszura odnosiła się do "katastrofy narodu niemieckiego i losów wypędzonych, ale też zwracała uwagę na sytuację narodów sąsiedzkich". Zachęcała do wyraźnego uznania win po obu stronach i uporządkowania na nowo stosunków polsko-niemieckich. Dokument - jak można się było spodziewać - wywołał zaciekłą dyskusję w Kościele i społeczeństwie: z jednej strony akceptację ludzi, którzy interesowali się losem Polaków i pragnęli z nimi pojednanych kontaktów, z drugiej - oburzenie organizacji ziomkowskich.

Informacje o Memorandum znalazły się na pierwszych stronach gazet, ale już wkrótce musiały ustąpić miejsca innemu wielkiemu wydarzeniu, jakim był list biskupów polskich do biskupów niemieckich i jego historyczne zdanie: „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie!”,

Tagi:
historia kard. Stefan Wyszyński Niemcy

Kard. Nycz: przed beatyfikacją kard. Wyszyńskiego konieczne jest przypominanie jego postaci

2019-04-09 14:00

tk, xpr-a / Warszawa (KAI)

Sprawy beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego idą do przodu, ale trudno powiedzieć, kiedy ona nastąpi – powiedział dziś dziennikarzom kard. Kazimierz Nycz. To jest czas, kiedy starszym trzeba przypomnieć a młodszym przybliżyć osobę Sługi Bożego – dodał kardynał przed rozpoczęciem konferencji z okazji 70. rocznicy ingresu arcybiskupa gnieźnieńskiego i warszawskiego. Wydarzenie odbywa się na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego
Kard. Stefan Wyszyński był legatem papieża Pawła VI na uroczystości milenijne w 1966 r. Władze komunistyczne nie wpuściły wtedy Ojca Świętego do Polski. Ksiądz Prymas podąża na Jasną Górę z biskupem częstochowskim Stefanem Barełą

Metropolita warszawski wyraził ubolewanie, że w młodszym pokoleniu wiedza na temat postaci kard. Wyszyńskiego jest, poza pewnymi środowiskami czy szkołami noszącymi jego imię – niewielka.

„Modlimy się w tej intencji i przygotowujemy się do tego” – zapewnił metropolita warszawski pytany o perspektywę beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Podkreślił, że obecnie niezbędne jest przybliżanie tej postaci, aby beatyfikacja Polaków „nie zaskoczyła”.

Kard. Nycz wskazał, że nie chodzi tylko o przekazanie młodemu pokoleniu wiedzy historycznej o kard. Wyszyńskim i realiach kraju komunistycznego, kiedy to stał na czele Kościoła, ale przede wszystkim poznawanie duchowości Prymasa.

„Musimy pamiętać o tym, że w beatyfikacji udowadniamy świętość tego człowieka, to znaczy siłę, skale jego zjednoczenia z Chrystusem i to, co w jego nauczaniu, kazaniach, listach było wyrazem owej duchowej więzi z Panem Bogiem czyli świętości – tłumaczył kard. Nycz. – To zadanie jest ciągle przed nami i myślę, że czas przed beatyfikacja a potem sama beatyfikacja nam w tym pomoże” – dodał metropolita warszawski.

***

Stefan Wyszyński urodził się w 3 sierpnia 1901 r. w miejscowości Zuzela nad Bugiem. Po ukończeniu gimnazjum w Warszawie i Łomży wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku, gdzie 3 sierpnia 1924 roku został wyświęcony na kapłana. Po czterech latach studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa Kanonicznego i Nauk Społecznych uzyskał stopień doktora.

Podczas II wojny światowej jako znany profesor był poszukiwany przez Niemców. Ukrywał się m.in. we Wrociszewie i w założonym przez matkę Elżbietę Czacką zakładzie dla ociemniałych w Laskach pod Warszawą. W okresie Powstania Warszawskiego ks. Wyszyński pełnił obowiązki kapelana grupy "Kampinos" AK.

25 marca 1946 Pius XII mianował go biskupem lubelskim (sakrę nominat przyjął 12 maja tegoż roku), a 22 października 1948 powołał go na arcybiskupa Gniezna i Warszawy oraz Prymasa Polski. Na konsystorzu 12 maja 1953 papież włączył go w skład Kolegium Kardynalskiego, ale ówczesne władze nie zezwoliły nowemu purpuratowi na wyjazd do Rzymu po odbiór insygniów kardynalskich. Przyjął je z rąk Piusa XII dopiero 18 maja 1957.

W coraz bardziej narastającej konfrontacji z reżimem komunistycznym, Prymas Wyszyński podjął decyzję zawarcia "Porozumienia", które 14 lutego 1950 podpisali przedstawiciele Episkopatu i władz państwowych. Mimo to, sytuacja coraz bardziej się zaostrzała i 25 września 1953 prymas został aresztowany i internowany. Przebywał kolejno w Rywałdzie Królewskim koło Grudziądza, w Stoczku Warmińskim, w Prudniku koło Opola i w Komańczy w Bieszczadach.

W ostatnim miejscu internowania napisał tekst odnowionych Ślubów Narodu, wygłoszonych następnie na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 jako Jasnogórskie Śluby Narodu. 26 października 1956 ks. prymas wrócił do Warszawy z internowania. W latach 1957-65 prowadził Wielką Nowennę przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych czynnie uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II. W okresie rodzącej się "Solidarności" pozostawał ośrodkiem równowagi i spokoju społecznego.

Zmarł 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Na pogrzeb kardynała w Warszawie 31 maja przybyły dziesiątki tysięcy ludzi.

Od 1983 r. toczy się proces beatyfikacyjny sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. 19 grudnia 2017 r. papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności jego cnót.

W listopadzie ub. roku konsylium lekarskie w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych potwierdziło cud (uznało niewytłumaczalność z medycznego punktu widzenia) uzdrowienia młodej dziewczyny za przyczyną kard. Stefana Wyszyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

List otwarty do Prezydenta Rzeszowa w sprawie Marszu Równości

2019-04-23 13:58

ADAM RAK

Szanowny Panie Prezydencie,
Kolejny już raz wyraził Pan zgodę na odbycie w naszym mieście Marszu Równości, który organizują środowiska lewicowe. W ubiegłym roku doszło do zamieszek podczas tej demonstracji , a zarazem afirmacji odmienności seksualnej, co daje podstawę prawną do nieudzielenia zgody na tę imprezę w tym roku. Zgody takiej nie udzielił między innymi prezydent Gniezna, w obawie o bezpieczeństwo i mienie mieszkańców.

Wiemy już z doświadczenia że nie ma u nas takich środowisk. Dlatego też planowany jest zjazd przedstawicieli LGBT z całego kraju i świata. Stanowczo przeciwstawiamy się organizacji w Rzeszowie tego rodzaju manifestacji, które godzą w podstawowe wartości chrześcijańskie i promują zachowania niezgodne z nauką Kościoła. Każdemu człowiekowi należy się szacunek. Nie zamierzamy nikogo potępiać, jednak ich czyny można i należy napiętnować. Pan Prezydent wyrażając swoją zgodę na to wydarzenie zdecydowanie je promuje.

W Dzienniczku Siostry Faustyny znajdziemy słowa, które usłyszała podczas modlitwy z ust Pan Jezusa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. (Dz. 1732). Chcemy być wierni i do tego wzywamy również Pana Prezydenta.

Pismo Święte nie pozostawia wątpliwości. Czyny homoseksualne są sprzeczne z naturą. Co więcej, już w Księdze Rodzaju czytamy o wydarzeniach w Sodomie i Gomorze. Pośród „bardzo ciężkich występków” tamtejszych mieszkańców to właśnie ich czyny homoseksualne były dla Boga najbardziej odrażające (por. Rdz 18, 20). Stąd nazywamy je „grzechem sodomskim”. W Księdze Kapłańskiej czyny homoseksualne także są surowo zakazane: „Nie będziesz obcował z mężczyzną tak, jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” (18, 22). Ich potępienie jest powtórzone również na kartach Nowego Testamentu. Św. Paweł wprost stwierdza, iż homoseksualiści czynni, podobnie jak inni grzesznicy, którzy nie chcą się nawrócić, ryzykują wieczne potępienie: „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą (...) nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10). Jako Rada Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Diecezji Rzeszowskiej zdecydowanie przeciwstawiamy się zorganizowaniu Marszu Równości w Rzeszowie i wzywamy Pana Prezydenta do wycofania zgody na tę manifestację i promocję zła.

Rzeszów, dnia 1.04.2019r.

Ks. Daniel Drozd, Asystent Kościelny
Halina Szydełko, Przewodnicząca Rady Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Diecezji Rzeszowskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W 2018 r. zginęło na świecie ponad 4,3 tys. chrześcijan

2019-04-24 17:43

kg (KAI/ABC) / Kolombo

W ubiegłym roku na świecie zginęło co najmniej 4305 chrześcijan a ponad 1,8 tys. świątyń zostało zniszczonych lub przynajmniej zaatakowanych. Dane powyższe przedstawił w rozmowie z madryckim dziennikiem „ABC” dyrektor krajowego oddziału papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP) Jaime Menéndez Ros.

Twitter

Przypomniał, że papież Franciszek wspomniał niedawno, że obecne prześladowania wyznawców Chrystusa znacznie przewyższają rozmiary ich prześladowań z pierwszych trzech wieków istnienia nowej religii w Cesarstwie Rzymskim. Tendencje te potwierdza też najnowszy raport wspomnianego stowarzyszenia, przedstawiony pod koniec ub.r., z którego wynikało m.in., że ponad 327 mln chrześcijan żyje w krajach, w których dochodzi do prześladowań lub dyskryminacji na tle religijnym.

„Chrześcijaństwo jest nadal najbardziej prześladowaną religią na świecie. Wszyscy wiemy, że zagrożenie wolności religijnej jest czymś bardzo poważnym, stanowi bowiem barometr wobec innych praw podstawowych” – oświadczył Menéndez. Zauważył, że wolność religijna jest wprawdzie bardzo ceniona, ale zarazem coraz bardziej ograniczana w niektórych częściach świata. Dodał, że 61 proc. ludności świata żyje w krajach, których obywatele nie mogą w pełni swobodnie wyrażać swej wiary. Za większością przypadków łamania wolności religijnej stoją radykalizm islamski, państwa autorytarne i skrajne nacjonalizmy.

Nawiązując do wielkanocnych krwawych zamachów na Sri Lance dyrektor hiszpańskiej sekcji PKwP zaznaczył, że zajmuje ona „szczególne” miejsce na mapie ograniczania wolności religijnej. Przypomniał, że ponad 75 proc. mieszkańców tego wyspiarskiego kraju południowoazjatyckiego wyznaje buddyzm, „cieszący się tam przywilejami konstytucyjnymi”. Zwrócił uwagę, że ludzie z zewnątrz nie wiedzą, że tamtejszy buddyzm jest bardzo agresywny, odmienny od ogólnie znanego pokojowego wizerunku tej religii. Tymczasem na wyspie ma ona bardzo radykalne nastawienie i jej wyznawcy byli odpowiedzialni za akty przemocy w ostatnich 3 latach wobec hinduistów, stanowiących 13,2 proc. ludności i muzułmanów – 8,6 proc.

Również Narodowy Chrześcijański Alians Ewangeliczny Sri Lanki potwierdza, że ekstremiści buddyjscy prowadzą „akcje zastraszania” mniejszości religijnych. Takie organizacje jak Brygada Buddyjska czy „Sinha Lei” (Krew Lwa) od dawna szerzą swą ideę jednego „narodu syngaleskiego”. Alians odnotował dotychczas 89 ataków na chrześcijan w 2016 i 36 – do maja 2017. Wyznawcom Chrystusa, stanowiącym 9,1 proc. mieszkańców wyspy, odmawia się ponadto m.in. prawa do grzebania swych zmarłych na cmentarzach publicznych, ich świątynie są niszczone i zamykane, ekstremiści buddyjscy dopuszczali się też wobec nich aktów przemocy fizycznej oraz grozili im śmiercią.

Według najnowszych doniesień, do krwawych zamachów na trzy kościoły (dwa katolickie i jeden protestancki) i cztery luksusowe hotele w kilku miastach Sri Lanki na Wielkanoc przyznało się tzw. Państwo Islamskie (IS). Jeden z wiceministrów oświadczył, że zamachy były odwetem za marcowy atak na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii, gdzie zginęło 50 osób. Zdaniem rządu, co potwierdził Premier Ranil Wickremesinghe, IS rzeczywiście mogło mieć powiązania z zamachami. Ostrzegł też, że na wyspie wciąż są bojownicy i materiały wybuchowe.

Ruwan Gunasekara, rzecznik policji Sri Lanki, podał, że było 9 terrorystów, w tym jedna kobieta - żona jednego z nich, przy czym 8 z nich już zidentyfikowano. Z kolei minister obrony narodowej Ruwan Wijewardene przyznał, że część z nich była wcześniej zatrzymywana za udział w bójkach, ale żaden z tych incydentów nie był aż tak poważny. Dodał, że większość zamachowców pochodziła z dobrze sytuowanych rodzin, była wykształcona i stabilna finansowo, a jeden z terrorystów studiował w Wielkiej Brytanii, potem być może też w Australii, po czym wrócił na Sri Lankę i tu zamieszkał.

Zamachy, w których zginęło ponad 320 osób, a przeszło 500 odniosło rany, były największymi atakami terrorystycznymi na wyspie od zakończenia w niej w 2009 roku 30-letniej wojny domowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem