Reklama

List Misjonarza z Madagaskaru

Moja Czerwona Wyspa

Czerwoną Wyspą wielu nazywa Madagaskar, który rzeczywiście pokryty jest czerwoną ziemią. Madagaskar to czwarta wyspa pod względem wielkości na świecie, otoczona zewsząd wodami Oceanu Indyjskiego. Zamieszkuje ją osiemnaście plemion, które łączy język malgaski. Językiem urzędowym jest francuski, gdyż jest to dawna kolonia francuska. Klimat jest tropikalny. Kultura jest połączeniem tradycji Azji, Arabii i Afryki. Kraj jest bardzo bogaty w różnego rodzaju surowce. Niestety, rządzący nie dbają o interesy obywateli. Społeczeństwo Madagaskaru to ludzie bogaci i biedni, nie ma klasy średniej. Problemem jest analfabetyzm (70%), brak higieny, zła służba zdrowia, złe odżywianie i co najgorsze - brak dróg i mostów.

Niedziela toruńska 39/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nazywam się Marek Ochlak i jestem misjonarzem oblatem Maryi Niepokalanej. Od 9 lat Pan Bóg daje mi możność pełnienia posługi misyjnej na Madagaskarze.
Urodziłem się i wychowałem pod okiem Matki Bożej Łąkowskiej w Nowym Mieście Lubawskim. Po szkole podstawowej za radą proboszcza ks. Alfonsa Mechlina wstąpiłem do Niższego Seminarium Duchownego w Markowicach, gdzie znajduje się sanktuarium Matki Bożej Markowickiej, patronki Kujaw. Następnie był nowicjat, który odbyłem znowu pod okiem Matki Bożej Kodeńskiej - patronki Podlasia. Studia seminaryjne ukończyłem w Obrze, gdzie często klękałem przed cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszenia. Jak widać, Maryja przygotowywała mnie do pracy misyjnej w Jej zgromadzeniu Misjonarzy Oblatów.
Na Madagaskar wyjechałem w 1995 r. Dziewięć lat pracy misyjnej naznaczonej często obecnością Matki naszego Zbawiciela. Pierwsze 6 lat spędziłem w buszu, pracując pośród ludności wiejskiej. W tej misji spotykałem się często z trędowatymi, którymi przez wiele lat zajmował się nasz błogosławiony o. Jan Beyzym. Jego grobowiec znajduje się w miejscowości Marana, gdzie pracował i zmarł na trąd.
Moja pierwsza placówka misyjna nazywała się Marolambo (co znaczy: dużo świń). Do misji należy prawie 200 wiosek i tyle samo wspólnot chrześcijańskich. Misja obszarowo przypomina diecezję toruńską. Wszystkie wioski odwiedzamy pieszo, gdyż nie ma dróg i mostów. Największym problemem są rzeki, które czasami trzeba pokonywać wpław lub łódką. Wioski, do których dochodziłem, były bardzo ubogie, położone w górach. Chaty budowane z drzewa, przykryte trawą. Higiena pozostawiała wiele do życzenia (np. wychodek był tylko jeden i to dla misjonarza. Budowany z liści drzewa wędrowca, tuż przed jego przybyciem). Ludzie odziani ubogo, często brudni i zaniedbani. Jednak kiedy ich spotykałem, nie widziałem ich nędzy, lecz ich piękne i otwarte serca. Zawsze uśmiechnięci, zadowoleni, nienarzekający, dumni i szczęśliwi. Takimi są mieszkańcy Madagaskaru, których nazywamy Malgaszami. Tym ludziom niesiemy Chrystusa.
W głoszeniu Ewangelii nie jesteśmy sami. Kształcimy całe rzesze katechetów, gdyż na ich barkach spoczywa przygotowanie do sakramentów. Są też siostry zakonne, które oprócz pracy pastoralnej prowadzą szkoły, apteki, szpitale i uczą higieny, odwiedzając wioski. Misjonarze jedzą tam to, co im podadzą (najczęściej jest to ryż rano, w południe i wieczorem). Misjonarz śpi, tam gdzie go położą. Na początku trudno przyzwyczaić się do robactwa pod prześcieradłem, do szczurów niedających zasnąć czy też do „zastawy obiadowej”, która wyślizgiwała się z rąk. Jednak po jakimś czasie staje się to codziennością i można do tego przywyknąć. Najważniejsza jest świadomość, że ci ludzie przyjmują nas z otwartym sercem, dając to, co mają najdroższego i o tym misjonarz nie może zapomnieć.
Po 6 latach pracy w buszu przełożeni przenieśli mnie do dużego miasta portowego - Tamatave, gdzie od przeszło dwóch lat jestem duszpasterzem rybaków i marynarzy. Oficjalnie nazywa się to Apostolstwo Morza (Apostolatus Maris). To duszpasterstwo Apostolatu Morza jest obecne prawie we wszystkich portach świata i ma charakter katolicki, aczkolwiek jest dużo akcentów ekumenicznych. Marynarze miejscowi czy zagraniczni przychodzą do Apostolatu Morza, aby skorzystać z sakramentów, proszą o Mszę św., o rozmowę. Mogą skorzystać z telefonu, z Internetu czy po prostu odpocząć. Apostolat Morza jest ich domem. Większość mojego czasu poświęcam rybakom i ich rodzinom. Odwiedzam wioski rybaków. Są czasem bardziej ubodzy niż ludzie z buszu, bo nic nie uprawiają. Ich „plantacją” jest ocean, który raz jest łaskawy, a innym razem złowrogi, a czasem nawet zabiera życie. Rybacy o godz. 4.00 rano wypływają małymi łódkami, wydłubanymi z pnia drzewa na pełny ocean. Są bardzo odważni. O godz. 10.00 wracają. Czasem zadowoleni z połowu, a czasem tylko zmęczeni. Niestety, zdarza się też, że nie wracają, zaskoczeni nagłą zmianą pogody, zaatakowani przez rekiny lub zauroczeni liczną ławicą ryb. Odpłynąwszy za daleko, nie mają sił, aby dowiosłować do brzegu i giną. Taki jest los moich odważnych rybaków.
Kiedy jestem w wiosce rybackiej, wieczorem często spotykam kobiety przykucnięte nad brzegiem. Szlochają, wpatrując się w otchłań potężnego oceanu, który zabrał ich mężów, synów, a może braci. Ten żywioł często zabiera jedynego żywiciela rodziny, w której często jest ośmioro, a nawet więcej osieroconych dzieci. Tylko w 2003 r. zanotowaliśmy ok. 150 zaginięć rybaków. Apostolat Morza pomaga wdowom, dając im pracę, aby mogły przetrwać. W każdą sobotę zajmujemy się ponad 150 najuboższymi dziećmi z rodzin rybackich. Otrzymują formację duchową i intelektualną. W południe dostają obiad. Gdy mamy środki, kupujemy rybakom sprzęt, uczymy konserwacji ryb, uczymy ich czytać i pisać. Nasza praca ewangelizacyjna splata się z pomocą socjalną.
Myślę, że tych kilka zdań naświetliło obraz mojej pracy na Madagaskarze. Pozdrawiam serdecznie Czytelników Niedzieli, zwłaszcza z Nowego Miasta Lubawskiego, którzy wraz z ks. prał. Stefanem Rejewskim i innymi księżmi z okolicy wspierają mnie duchowo i materialnie, abym mógł głosić Ewangelię na Madagaskarze. Wspólnie nieśmy Dobrą Nowinę o Chrystusie - do tego dzieła serdecznie Was zapraszam!
Z wyrazami wdzięczności dla ks. Darka, który zaprosił mnie na łamy Niedzieli, i zapewnieniem o pamięci w modlitwie

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowenna do św. Szarbela

[ TEMATY ]

św. Charbel

św. Charbel Makhlouf

Szarbel Makhlouf

św. Szarbel

Mat.prasowy

Nowennę można rozpocząć w dowolnym czasie. Uroczyście jest odprawiana w klasztorze w Annai jako przygotowanie do trzeciej niedzieli lipca, głównej uroczystości poświęconej świętemu Szarbelowi, na pamiątkę jego święceń kapłańskich 23 lipca 1859 roku.

Przedstawiajmy swe intencje miłosiernemu Bogu za wstawiennictwem świętego Szarbela. Odprawiających ją zachęca się do codziennej Komunii Świętej.
CZYTAJ DALEJ

Największy w Polsce mural św. Stanisława Kostki powstał w Złotowie

2026-07-18 16:07

[ TEMATY ]

św. Stanisław Kostka

mural

FB Projekt Kostka

Złotów zyskał nowy symbol, który nie tylko odmienił miejską przestrzeń, ale także stał się wyrazem wspólnoty i zaangażowania wielu osób. Przy ulicy Bohaterów Westerplatte ukończono największy w Polsce mural poświęcony św. Stanisławowi Kostce. Monumentalne dzieło o powierzchni ponad 184 metrów kwadratowych ma przypominać zarówno o patronie młodzieży, jak i o idei Projektu Kostka, od lat organizowanego w Złotowie.

Nowy mural przyciąga uwagę nie tylko swoimi rozmiarami, ale również oryginalną formą artystyczną. Autorką projektu jest Amelia Wiśniewska, natomiast za realizację odpowiadał Łukasz Towalewski. Efekt końcowy całkowicie odmienił wygląd ściany przy ulicy Bohaterów Westerplatte, tworząc jedną z najbardziej charakterystycznych realizacji artystycznych w mieście.
CZYTAJ DALEJ

Misjonarz: w Republice Środkowoafrykańskiej dzieci wybierają między karabinem a instrumentem

2026-07-19 07:33

[ TEMATY ]

misje

misjonarze

siepomaga.pl/brat Benedykt Pączka

W Republice Środkowoafrykańskiej dzieci naprawdę stają przed wyborem: dołączyć do rebeliantów albo pójść do szkoły muzycznej. – Nasza szkoła jest antidotum na wojnę. Mówimy dzieciakom: zostaw broń, weź instrument – powiedział PAP brat Benedykt Pączka, kapucyn, twórca African Music School w Bouar.

PAP: Nazwa African Music School brzmi jak egzotyczna ciekawostka. Czym właściwie jest ta szkoła – elitarnym konserwatorium w afrykańskim buszu, projektem humanitarnym ukrytym pod płaszczykiem sztuki czy raczej świetlicą terapeutyczną dla dzieci z wojenną traumą?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję