Reklama

Saga dolnośląskich rodów katolickich

Polski Kuwejt

MP
Edycja dolnośląska 51/2004

Kiedy Filomena Kumor zaczynała naukę w prywatnym koedukacyjnym gimnazjum Gertsmana w Borysławiu, nie przypuszczała chyba nawet w snach, że jej mężem zostanie jej nauczyciel, Jan Dudek.

Borysław zaczął rozwijać się gwałtownie w latach 1920-1930, gdy zaczęto eksploatować tutaj nisko zalegającą ropę. Rozwijające się miasto dawało szansę na lepsze jutro. Tak trafił do Borysławia Jan Dudek (rocznik 1900). Pracę w gimnazjum dały mu studia na wydziale historyczno-filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Pochodził z Radymna koło Jarosławia. Do Borysławia nie miał daleko. Od obecnej polskiej granicy raptem ok. 40 km.
Filomena była młodsza od męża o siedem lat. Jej ojciec, inżynier z centralnej Polski, przyjechał do Borysławia pomóc w rozwoju polskiego Kuwejtu. Jej matka, z domu Kumor, pochodziła z Zimnej Wody pod Lwowem. Była kobietą potężnej budowy i silnej psychiki. Miała siedmioro dzieci.
Charakterystycznym elementem krajobrazu stał się las wież wiertniczych z kiwonami: kiwającymi się charakterystycznie pompami, stąd nazwa. Na wodzie w przepływających rowach melioracyjnych unosiły się plamy ropy, która zbierali najczęściej Żydzi. Szmatami. I sprzedawali w punktach skupu. Nazywano ich „łejbakami”. W Borysławiu było sporo bogatych Żydów, i sporo biedoty. Ale wszyscy dążyli do tego, żeby wykształcić dzieci. U Gertsmana córki i synowie Izraela stanowili aż około 70 procent. Obie nacje żyły w wielkiej zgodzie. Podział był tylko, gdy trzeba było się modlić. Polacy maszerowali do kościoła, Żydzi do synagogi. Razem występowali w sztukach, bo gimnazjum miało nawet swój własny teatr, chór, orkiestrę. Gdy przyjechał kiedyś wysoko postawiony przedstawiciel rządu francuskiego, było wesoło. Chór zaśpiewał Zdechł kanarek na nutę Marsylianki. Wybuchł skandal. Młodzież zawsze miała pomysły.
17 września 1939 r. zaczęły się w Borysławiu aresztowania. W pierwszym rzucie wywożono polskich patriotów, m.in. legionistów Piłsudskiego. Tak na białe niedźwiedzie pojechało dwóch synów pani Kumorowej. Pracowali ciężko, muszki cięły, komary zamęczały. Jeden miał protezy obu nóg, ale też musiał pracować. Nawet gdy zaczęły gnić mu nogi. Wtedy Rosjanie kazali pracować mu w pozycji siedzącej. Nie wrócili obaj. Zostały po nich listy pisane do matki na korze brzozowej. Na każdej - stempel „Ocenzurowano”.
Kumorowie prowadzili dwa domy - w Borysławiu i Warszawie. W Warszawie mieszkali córka Helena i syn Emil, pseudonim Krzyś, jeden z pierwszym żołnierzy Polski podziemnej, bliski współpracownik gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. Przeżycia opisał w książce Wycinek z historii jednego życia. „Pax” do druku przygotował ją w 1958 r, ale udało się wydać ją dopiero w 1967 r. W czasach stalinowskich był więziony. Za przynależność do AK dostał dożywocie. Łaskawie zmniejszono wyrok do 15 lat. Wyszedł z więzienia jako strzęp człowieka. Wkrótce zmarł.
Na klepsydrach ktoś podopisywał: „Zamęczony w ubeckich kaźniach”. Tak wspominał matkę: „Na dwa miesiące przed powstaniem przyjechała do mnie po pięciu latach przymusowej rozłąki, aby mnie odwiedzić. Matka pomimo swoich 78 lat przez 63 dni powstania nie była dla konspiratora gościem uciążliwym. Nie przesiedziała ani jednej godziny w schronie czy w piwnicy. Ci, którzy zetknęli się z matką, mogą śmiało powiedzieć, że była zawsze opanowana, uśmiechnięta i dodatnio wpływała na otoczenie. Nie była panikarą, umysł miała trzeźwy pomimo swego wieku. Obawiała się jedynie o mnie. Na kilka dni przed kapitulacja zwróciła się do mnie: «Chciałabym, abyś zabrał mnie na przechadzkę po Warszawie. Muszę zobaczyć barykady, poza tym przypominam ci, że przed powstaniem obiecałeś mi, że pokażesz mi swoje konspiracyjne mieszkanie przy ul. Koszykowej nr 50». Droga była ciężka nawet dla młodych. Trzeba było pokonać szereg przeszkód, jak piwnice, tunele łączące ulice i domy, oraz otwarte odcinki naziemne, które były pod stałym ostrzałem. Podróż w obie strony matka zniosła bez większego trudu. Po powrocie na ulicą Złotą nr 43 powiedziała: «W nagrodę za to, że zabrałeś mnie ze sobą, urządzę dla twoich kolegów obiad powstańczy z tych zapasów, które mam jeszcze schowane».
Kiedy do Borysławia wkroczyli Niemcy, większość Żydów poszła do obozów. Jana Dudka aresztowano w 1942 r., za tajne nauczanie. Zaczął od Majdanka, skończył na Bergen-Belsen. W 1945 r. Po drodze były Gross-Rosen, Aslau, Nordhausen, Dora.
Filomena na pierwszej stronie każdego zeszytu, w którym zapisywała przepisy kulinarne, dawała inwokację: „Panie Boże, daj mi siłę, żebym do końca życia miała siłę robić takie smakołyki”. W najstarszym z okresu okupacji roi się od „wynalazków”, np. na pseudomigdałowy tort z fasoli. Przy przepisie nie omieszkała dodać, że ohyda.
- Zachowały się trzy takie zeszyty - twierdzi Ryszard Duchnicki, który zamieszkał we wrocławskim mieszkaniu Dudków przy ul. 9 Maja podczas drugiego roku studiów na Akademii Rolniczej, w 1967 r.
Filomena została jego przyszywaną ciocią, Jan Dudek - przyszywanym dziadkiem. Planowali jeszcze jedno dziecko, trzecie. Życie napisało inny scenariusz. Ich trzecim synem został Ryszard Duchnicki. Też przyszywanym. Filcia, jak nazywał ją Ryszard Duchnicki, poznała jego matkę w szpitalu onkologicznym. Jeden z dwóch synów Filci, Zygmunt Dudek, nazywany w rodzinie Zimkiem, był tam lekarzem. Ojciec Ryszarda zmarł na raka. Bardzo się obie przyjaźniły.
Filomena studiowała przed wojną w konserwatorium, ale go nie ukończyła. Uczyła muzyki, grywała po kościołach. Na fisharmonii i organach. Panie „z towarzystwa” w Borysławiu wzięły sobie za punkt honoru edukację żon wiertaczy, którzy zarabiali bardzo dużo, ale zawartość portfela nie szła w parze z jakością życia. Karmiły mężów tłusto, za nic mając sałatę i inne witaminy. Jednym z punktów edukacji żon przedstawicieli klasy robotniczej była muzyka - domena Filci.
Po wojnie borysławianie osiedli gromadnie w Wałbrzychu. Mawiali, że wszystko, co z Borysławia, to najlepsze. „W Borysławiu nawet świnie na nosie miały słoniną na cztery palce” - krążyły opowieści. Tam została młodość, ukochane kąty, groby bliskich.
Mijały lata, przybywało zeszytów z przepisami Filci. Przed świętami dom wypełniał zapach wanilii. Prawdziwej, ucieranej z laski, takiej sprzedawanej w szklanych opakowaniach, żeby nie zwietrzała.
Jan Dudek przepracował całe życie w szkolnictwie. Organizował je na ziemiach odzyskanych. We wrocławskim kuratorium zajmował się szkolnictwem średnim. Z tego tematu się doktoryzował. W 1976 r. Miał wówczas 76 lat. Promotorem była prof. Mirosława Chamcówna. Pracował jeszcze na emeryturze. Uczył w średniej szkole wieczorowej m.in. milicjantów i zakonnice. Irytował go często poziom uczniów, a gdy wracał do domu, śpiewał. Filcia nie uciszała. No chyba, gdy uznała, że piosenka jest nieprzyzwoita. W domu cicho musiało być tylko podczas konkursu chopinowskiego. Filcia robiła zakłady, kto wygra. W domu najważniejszy był wtedy telewizor „Orion”. Dawali całe transmisje z konkursu (- A teraz wielu nawet nie wie, że taki konkurs w ogóle jest - wtrąca Ryszard Duchnicki).
Dom przy ul. 9 Maja żył wieloma życiami. Bywali pacjenci Zimka, koleżanki Filci. Np. taka pani Wanda Lewitoux, która skończyła przedwojenną SGGW w Warszawie. Jeszcze długo w Polsce Ludowej lud mawiał, że przedwojenna mała matura dawała więcej wiadomości niż studia odbyte zaraz po wojnie. A co dopiero przedwojenne studia! Raz wpadła bezpieka. Ale tej akurat nie zapraszano. Ktoś doniósł, że u Dudków słuchają Wolnej Europy.
Syn nie potrafił już pomóc matce, choć był onkologiem. Filcia zmarła jako pierwsza z mieszkania przy 9 Maja. W domu bywało wielu księży, więc nie było problemu, gdy odeszła, a grobowiec był jeszcze niegotowy. Miejsce w grobowcu swej rodziny pożyczył ks. Helowicz, proboszcz katedry. Na półtora roku.
W domowej szufladzie zachował się komplet dokumentów po Janie Dudku, m.in. świadectwo szkolne z 1909 r. W rubryce „obyczaje” wpisano - chwalebne, „pilność” - wytrwała, w językach polskim, ruskim i niemieckim był dobry. „Porządek zewnętrzny” oceniono jako wzorowy. Jest indeks lwowskiego uniwersytetu, legitymacja wystawiona przez gminę Borysław w powiecie drohobyckim, w której zawarto m.in. „opis osoby”. Postawa - niski, barwa oczu - siwe, forma nosa - pospolity, barwa włosów - blond. Wystawił komisarz rządowy 15 grudnia 1923 r. W bumadze wystawionej przez Rosjan w 1940 r. z Jana zrobiono Iwana. Prawdziwe skarby.
Ryszard Duchnicki: - Kiedyś trafią do muzeum. To unikalny zestaw dokumentów. Życie kilku pokoleń.

Reklama

Trybunał w Strasburgu stanął po stronie ojca, któremu niesłusznie odebrano dzieci

2019-08-19 15:53

Ordo Iuris

Trybunał w Strasburgu stanął po stronie ojca, któremu niesłusznie odebrano dzieci (informacja prasowa)

BOŻENA SZTAJNER

Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że pozbawienie ojca możliwości kontaktów z córką z powodu fałszywego oskarżenia o przemoc domową stanowi pogwałcenie jego prawa do poszanowania życia rodzinnego. W toku sprawy hiszpańskie sądy pominęły wiele istotnych okoliczności. Władze Hiszpanii powinny teraz ponownie rozpatrzeć sprawę tej rodziny.

W 2012 roku W. Haddad, ojciec trójki dzieci, w tym półtorarocznej córki, został oskarżony przez swoją żonę o rzekome stosowanie przemocy w domu. W odpowiedzi na zarzuty sąd karny wydał zarządzenie tymczasowe, na mocy którego odebrał ojcu prawa rodzicielskie oraz zakazał mu kontaktów z żoną oraz dziećmi. Kilka miesięcy później, małoletni zostali wbrew ich woli odseparowani od ojca oraz skierowani do domu opieki społecznej. W 2013 roku sąd oczyścił mężczyznę ze wszystkich zarzutów. Mimo to synowie wrócili do ojca dopiero w 2016 roku, natomiast córka została przekazana przez sąd rodzinny do pieczy zastępczej. Apelacje obojga rodziców od ostatniego rozstrzygnięcia zostały oddalone.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu stwierdził, że działanie sądu rodzinnego było pochopne i stanowiło pogwałcenie prawa ojca do poszanowania jego życia rodzinnego (art. 8 Konwencji). Sąd rodzinny powinien był uwzględnić okoliczność, że zarzuty, które stanowiły podstawę odebrania ojcu prawa kontaktów z córką, okazały się bezzasadne. Trybunał podkreślił, że władze hiszpańskie decydując się na jej umieszczenie w opiece zastępczej ani razu nie rozważyły takich okoliczności jak bardzo młody wiek dziewczynki (półtora roku), istniejąca więź między córką a jej rodzicami, upływ czasu od momentu separacji rodziców, konsekwencje odizolowania dla kontaktów między całą trójką rodzeństwa. Ponadto, sąd oddalający skargę ojca na decyzję o umieszczeniu dziewczynki w rodzinie zastępczej nie zbadał czy występują problemy w relacjach ojca z córką ani też jakie zdolności emocjonalne i edukacyjne reprezentuje mężczyzna. Nie wziął również pod uwagę zdrowia dziecka, sytuacji materialnej, ani warunków w jakich żyje. Trybunał zauważył również, że hiszpańskie władze powinny rozważyć najpierw mniej radykalne środki niż umieszczanie córki w opiece zastępczej.

Trybunał przypomniał, że z art. 8 Konwencji wynika prawo rodzica do ponownego zjednoczenia z dzieckiem, które mu bezprawnie odebrano. Hiszpańskie władze odpowiedzialne za opiekę społeczną nie wywiązały się z obowiązku zagwarantowania mężczyźnie tego prawa. Zdaniem Trybunału urzędnicy są odpowiedzialni za zerwanie kontaktów ojca z córką, co najmniej od momentu kiedy zarzuty o stosowanie przemocy przez ojca okazały się bezzasadne. Ponadto, władze jedynie powielały swoje pierwotne decyzje bez opierania ich na aktualnych okolicznościach sprawy i dostępnych dowodach, ukazując tym samym determinację w umieszczeniu dziewczynki w pieczy zastępczej z możliwością jej późniejszej adopcji przez rodzinę zastępczą. Trybunał przyznał, że najlepszą formą słusznego zadośćuczynienia dla skarżącego ojca będzie ponowne rozpatrzenie tej sprawy przez hiszpańskie organy w oparciu o ustalenia niniejszego wyroku, zagwarantowanie prawa do życia rodzinnego skarżącego oraz zabezpieczenie dobra dziecka.

„Wyrok Trybunału w Strasburgu potwierdza, że rodzicowi, któremu bezprawnie odebrano dziecko, przysługuje prawo do przywrócenia władzy rodzicielskiej w sytuacji, gdy zarzuty mu stawiane okazały się bezpodstawne. Dodatkowo opisywany wyrok podnosi jeszcze jedną istotną kwestię w sprawach, w których odebranie dziecka zostało zarządzone jako tymczasowy środek. Odmowa przywrócenia kontaktów z dzieckiem oraz decyzja o jego umieszczeniu w opiece zastępczej nie może być poparta tłumaczeniem, że kontakty z dzieckiem nie są już utrzymywane od dłuższego czasu. Inaczej, każde odpowiednio długie odseparowanie dziecka od rodzica prowadziłoby do odebrania mu władzy rodzicielskiej” – skomentowała Rozalia Kielmans-Ratyńska Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu Ordo Iuris.

https://ordoiuris.pl/ochrona-zycia/trybunal-w-strasburgu-stanal-po-stronie-ojca-ktoremu-nieslusznie-odebrano-dzieci

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Edukacja seksualna a prawo rodziców do wychowania dzieci

2019-08-20 13:10

Łukasz Kasper / Warszawa (KAI)

Dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów – napisał bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, we wczorajszym apelu skierowanym do rodziców w związku z planowanym finansowaniem przez niektóre samorządy zajęć dodatkowych z edukacji seksualnej i edukacji antydyskryminacyjnej w placówkach oświatowych. Prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami zagwarantowane jest w Konstytucji RP i wielu międzynarodowych aktach prawnych - a publiczny system edukacji prawo to musi szanować.

micromonkey/Fotolia.com

Fundamentalne prawo do wychowania dzieci

Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Takie gwarancje daje im Konstytucja RP. Mówi o tym wprost jej art. 53 ust. 3, który stwierdza: "Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami", odsyłając od razu do art. 48 ust. 1, który dodaje, że: "Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania".

Ustawa Prawo oświatowe z 14 grudnia 2016 w swej preambule zaznacza, że oświata w Rzeczypospolitej Polskiej stanowi wspólne dobro całego społeczeństwa, a nauczanie i wychowanie - "respektując chrześcijański system wartości - za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki". Szkoła powinna "przygotować ucznia do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności".

W art. 1 jest mowa o tym, że system oświaty zapewnia prawo każdego obywatela do kształcenia się oraz prawa dzieci i młodzieży do wychowania i opieki "odpowiednich do wieku i osiągniętego rozwoju" (pkt 1), a ponadto "wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny" (pkt 2).

Prawa rodzicielskie są gwarantowanie także w międzynarodowych aktach prawnych. W Deklaracji Praw Człowieka, uchwalonej przez ONZ 10 grudnia 1948 r. w art. 26 ust. 3 czytamy: "Rodzice mają prawo pierwszeństwa w wyborze nauczania, które ma być dane ich dzieciom".

Analogicznie, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, którego stroną jest także Polska (uchwalony w 1966, ratyfikowany przez Polskę w 1977), podkreśla w art. 18 ust. 4, że państwa-sygnatariusze "zobowiązują się do poszanowania wolności rodziców lub, w odpowiednich przypadkach, opiekunów prawnych do zapewnienia swym dzieciom wychowania religijnego i moralnego zgodnie z własnymi przekonaniami".

Z kolei na mocy Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych Polska (1966; 1977) zobowiązała się do "poszanowania wolności rodziców lub w odpowiednich przypadkach opiekunów prawnych, wyboru dla swych dzieci szkół innych niż szkoły założone przez władze publiczne, ale odpowiadających minimalnym wymaganiom w zakresie nauczania, jakie mogą być ustalone lub zatwierdzone przez Państwo, jak również zapewnienia swym dzieciom wychowania religijnego i moralnego, zgodnie z własnymi przekonaniami".

Ponadto Protokół Dodatkowy do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (z 20 marca 1952) wskazuje w art. 2 na powszechne prawo do nauki, ale przy poszanowaniu woli rodziców: "Nikt nie może być pozbawiony prawa do nauki. Wykonując swoje funkcje w dziedzinie wychowania i nauczania, Państwo uznaje prawo rodziców do zapewnienia tego wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi".

Konwencja o Prawach Dziecka przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1989 r. stanowi, że należy respektować "prawo dziecka do swobody myśli, sumienia i wyznania" (art. 14 ust. 1), a ponadto szanować "prawa i obowiązki rodziców lub, w odpowiednich przypadkach, opiekunów prawnych odnośnie do ukierunkowania dziecka w korzystaniu z jego prawa w sposób zgodny z rozwijającymi się zdolnościami dziecka" (ust. 2).

Ten sam art. 14 w ust. 3 dodaje, że swoboda wyrażania wyznawanej religii lub przekonań "może podlegać tylko takim ograniczeniom, które są przewidziane prawem i są konieczne do ochrony bezpieczeństwa narodowego i porządku publicznego, zdrowia lub moralności społecznej bądź podstawowych praw i wolności innych osób".

Art. 29 tejże Konwencji wskazuje z kolei, że nauka dziecka powinna być ukierunkowana m.in. na rozwijanie szacunku dla rodziców, tożsamości kulturowej, języka i wartości kulturowych kraju oraz dla innych kultur.

Kontrowersyjne standardy WHO

Podpisanie 1 marca br. przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego deklaracji pt. ”Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+” miało charakter politycznego zobowiązania prezydenta wobec warszawskiej społeczności LGBT+. Deklaracja stanowi obietnicę realizacji (w trakcie kadencji 2018-2023) wielu konkretnych działań. Przewiduje m.in. specjalny pakiet praw mających chronić mniejszości seksualne przed dyskryminacją w sferach bezpieczeństwa, kultury i sportu, pracy i administracji, a także edukacji.

Największe wątpliwości wywołał właśnie postulat wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach. Miałoby to zostać zrealizowane w oparciu o standardy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Zgodnie z tymi standardami, szkolni seksedukatorzy powinni przekazywać dzieciom w wieku poniżej 4 lat m.in. takie treści jak „radość i przyjemność z dotykania własnego ciała” czy wiedzę o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”. Z kolei dzieci w wieku od 4 do 6 lat mają zgłębiać tematykę „związków osób tej samej płci”, a w wieku od 6 do 9 lat mają być nauczane o antykoncepcji oraz poznawać „seks w mediach” (włącznie z Internetem).

Na etapie od 9 do 12 lat przedmiotem nauczania ma być m.in. „przyjemność, masturbacja, orgazm” oraz „miłość wobec osób tej samej płci” czy także przekonywanie ich o „różnicach między tożsamością płciową i płcią biologiczną”. W wieku 12 do 15 lat - tym dzieciom, które odkryły swą odmienność seksualną - proponowany ma być "coming out", czyli publiczne ogłoszenie tego faktu. Cel edukacji ma być osiągnięty wraz z ukończeniem 15. roku, gdy młody człowiek powinien już osiągnąć pełną „otwartość na różnego rodzaju związki seksualne i style życia”.

Wykreślone "działania antydyskryminacyjne"

Warszawska deklaracja nie ma - i z prawnego punktu widzenia nie może mieć - charakteru obowiązkowego. Wprowadzenie w każdej szkole "edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej" uwzględniającej "kwestie tożsamości psychoseksualnej i identyfikacji płciowej" wykracza bowiem poza kompetencje organów jednostki samorządu terytorialnego. Dotyczy to wszystkich samorządów w Polsce, nie tylko stolicy.

Art. 47 ustawy Prawo oświatowe stanowi, że podstawę programową dla wszystkich placówek szkolnych, od wychowania przedszkolnego, poprzez kształcenie ogólne dla szkoły podstawowej do szkół policealnych określa minister właściwy do spraw oświaty i wychowania, a nie arbitralnie lokalne samorządy.

Prawo oświatowe w art. 51 ust. 1 wyjaśnia, że zadania i kompetencje w zakresie oświaty określone w ustawie i odrębnych przepisach na obszarze województwa wykonuje kurator oświaty. Jest on powoływany na wniosek wojewody przez ministra edukacji narodowej. Kurator oświaty (art. 51 ust. 1 pkt 5) "realizuje politykę oświatową państwa, a także współdziała z organami jednostek samorządu terytorialnego w tworzeniu i realizowaniu odpowiednio regionalnej i lokalnej polityki oświatowej, zgodnych z polityką oświatową państwa".

Instytut Ordo Iuris w swojej analizie prawnej warszawskiego dokumentu na rzecz osób LGBT+ wskazał, że ani Prawo oświatowe, ani wydane na podstawie tej ustawy rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej nie przewidują prowadzenia osobnej „edukacji antydyskryminacyjnej” w ramach edukacji szkolnej.

Wprawdzie krótko, przez dwa lata, przeznaczone dla szkół „działania antydyskryminacyjne” figurowały w polskim porządku prawnym - wprowadzone rozporządzeniem MEN z dnia 6 sierpnia 2015 r. w sprawie wymagań wobec szkół i placówek - ale resort wycofał ten zapis dwa lata później, gdyż godził on w konstytucyjne gwarancje co do wychowania, które powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania (art. 53 ust. 3 w związku z art. 48 ust. 1 zdanie 2 Konstytucji RP).

Trzeba zauważyć, że warszawska deklaracja stosuje słownictwo, które może budzić niepokój, gdyż w części poświęconej edukacji wspomina o dotychczasowym ignorowaniu kwestii równościowych i antydyskryminacyjnych i że Warszawa (...) "musi to zmienić" - zgodnie z wizją kontroli w szkołach sprawowanej przez tzw. latarników, pełnionej przez osoby wyznaczane m. in. przez organizacje LGBT+.

Tymczasem władze samorządowe Warszawy jako organ władzy publicznej są konstytucyjnie obowiązane do zachowania bezstronności w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych. Powinny też zapewnić swobodę ich wyrażania w życiu publicznym. Mówi o tym art. 25 ust. 2 ustawy zasadniczej.

Szkoła uczy o seksualności

Wiedzę o seksualności wprowadzono do polskich szkół na początku lat 90. Art. 4 ust. 1 ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży brzmi: "Do programów nauczania szkolnego wprowadza się wiedzę o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji".

Zgodnie z tą ustawą, sposób nauczania szkolnego i zakres treści tego przedmiotu ustali minister właściwy do spraw oświaty i wychowania (art. 4 ust. 3). W warszawskiej deklaracji nie ma jednak mowy o tym, by władze stolicy konsultowały swój pomysł z organem odpowiedzialnym za kształtowanie podstawy programowej, czyli z Ministerstwem Edukacji Narodowej.

Pozostaje zatem niezrozumiałe, czemu miałoby służyć postulowane przez władze Warszawy wprowadzenie przedmiotu poświęconego niemal wyłącznie seksualności osób nieheteroseksualnych. Wprawdzie władze Warszawy utrzymują w deklaracji, że na takie i inne działania czeka "nawet 200 tys. osób" tworzących społeczność LGBT+, ale nie wiadomo skąd czerpie się informacje, jakoby aż jedna dziesiąta mieszkańców stolicy (z 2 mln zamieszkałych) miała być członkami tego środowiska.

Wspomniany wyżej, zarysowany w standardach WHO program edukacji seksualnej pozostaje w diametralnej sprzeczności z „integralną wizją ludzkiej seksualności” zawartą w obowiązującej w Polsce podstawie programowej, wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 14 lutego 2017. Trzeba jednak zauważyć, że zapis ten dotyczy przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, który realizowany jest jako przedmiot nieobowiązkowy i nieoceniany. Rodzice mogą więc zwolnić ucznia z zajęć, wypełniając w szkole odpowiednią deklarację.

Warto jednak poświęcić nieco miejsca omówieniu założeń programowych wychowania do życia w rodzinie, choćby po to, by pokazać, że sfera seksualności człowieka jest od dawna przedmiotem edukacji szkolnej w polskim systemie oświaty i wprowadzanie kolejnego przedmiotu, do tego wzbudzającego tak liczne kontrowersje, byłoby bezpodstawne.

Program "Wychowanie do życia w rodzinie" realizowany jest w klasach IV-VIII szkoły podstawowej, a także w szkołach ponadpodstawowych: branżowej szkole I stopnia, w klasach I-III liceum ogólnokształcącego i w klasach I-III technikum. Jeśli uczeń na nie uczęszcza, informacja o tym pojawi się na świadectwie, lecz w miejscu przewidzianym na ocenę wpisane będzie tylko „uczestniczył” lub „uczestniczyła”.

Zgodnie z założeniami, zajęcia z wychowania do życia w rodzinie mają wspierać rodziców w wychowywaniu dzieci głównie w tych obszarach, o których w wielu domach nie mówi się wiele, albo nie rozmawia się wcale. Lekcje trwają jeden semestr, w sumie jest to 14 godzin w każdym roku szkolnym, w trakcie których część zajęć (po pięć godzin) realizowana jest osobno dla chłopców i dla dziewcząt.

Treść nauczania w ramach WDŻ pogrupowano w sześć bloków tematycznych: rodzina, dojrzewanie, seksualność człowieka, życie jako fundamentalna wartość, płodność i postawy. Co do seksualności,

Uczeń uczy się, czym jest płciowość i seksualność; poznaje, na czym polega identyfikacja z własną płcią; rozpoznaje różnice m.in. między rodziną pełną a niepełną; wskazuje odmienności w rozwoju psychoseksualnym dziewcząt i chłopców; potrafi też scharakteryzować i ocenić różne odniesienia do seksualności: permisywne, relatywne i normatywne.

Do zadań szkoły w zakresie realizacji WDŻ należy natomiast m. in. "wzmacnianie procesu identyfikacji z własną płcią", "pomoc we właściwym przeżywaniu okresu dojrzewania" czy "promowanie integralnej wizji seksualności człowieka".

O seksualności na biologii i etyce

Pewne elementy dotyczące seksualności poruszane są także na lekcjach biologii, szczególnie dotyczące rozmnażania i rozwoju ssaków, w tym człowieka. Uczeń uczy się na schemacie m.in. rozpoznawać elementy budowy układu rozrodczego męskiego i żeńskiego, opisywać fazy cyklu miesiączkowego kobiety, wymienia etapy rozwoju prenatalnego (zygota, zarodek, płód), poznaje cechy dojrzewania człowieka i zasady profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową.

Oprócz WDŻ i biologii wiedza o seksualności jest omawiana także na lekcjach etyki. Podstawa programowa MEN dotycząca tego przedmiotu wskazuje, że uczeń uczy się m.in. dlaczego seksualność jest wartością oraz, że akty seksualne podlegają moralnej ocenie.

W opinii organizacji rodzinnych, takich jak Związek Dużych Rodzin "Trzy Plus", wszelkie inicjatywy władz publicznych mające wpływ na rozwój i osobowość dziecka, w tym poprzez wychowanie seksualne, powinny być poddane szerokim konsultacjom społecznym, które uwzględniałyby przede wszystkim zdanie rodziców jako osób, którym przysługuje pierwszorzędna rola w wychowaniu dzieci.

Aby zyskać pewność, że dzieci nie wezmą udziału w zajęciach, podczas których będą im przekazywane treści niezgodne z wyznawanym systemem wartości oraz wykraczające poza podstawę programową obowiązującą na danym etapie kształcenia, należy złożyć w szkole specjalne oświadczenie. Wzór takiego oświadczenia można pobrać na stronie Komisji Wychowania Katolickiego KEP: www.katecheza.episkopat.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem