Reklama

Co słychać w górach?

Niedziela bielsko-żywiecka 6/2005

Andrzej Fasiński, ratownik GOPR: - Pierwszy dzień nowego roku rozpoczęliśmy 2 akcjami poszukiwawczymi. Następny dzień „dorzucił” do tego jeszcze jedną. Łącznie z opresji wybawiliśmy 11 osób. Pierwsza akcja miała miejsce na Babiej Górze (1725 m n.p.m.), gdzie szukaliśmy 5-osobowej grupy. Trudne warunki atmosferyczne, w tym mgła, która ograniczała widoczność do zaledwie 2 m, spowodowały, że turyści zabłądzili. Znaleźliśmy ich po słowackiej stronie masywu. Podobnie było w przypadku 3 osób, które także zgubiły się wchodząc na Babią Górę. Ostatnia, jak na razie, akcja poszukiwawcza zorganizowana była na Baraniej Górze (1220 m n.p.m.). Szukaliśmy tam 3 turystów, którzy zamierzali ze schroniska na Przysłopie wejść na Baranią, a potem głównym grzbietem dotrzeć do Skrzycznego. Plany pokrzyżowała im zła pogoda oraz hektary powyrywanych przez wiatr drzew tarasujące szlak. Przy obchodzeniu powalonych drzew stracili orientację i zupełnie pobłądzili. Na szczęście po 3 godzinach prowadzonych poszukiwań udało się ratownikom zlokalizować nieszczęśników.

Jerzy Siodłak, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR: - Liczba wypadków narciarskich wraz z feriami zimowymi gwałtownie wzrosła. Najgorszy pod tym względem był 16 stycznia, kiedy to odnotowaliśmy 38 interwencji. Baliśmy się, że tego dnia pobijemy niechlubny rekord z zeszłego roku. Wtedy, tzn. 11 lutego ub.r., odnotowaliśmy 50 interwencji. Wydawało się nam, że ze względu na spóźnione nadejście zimy ten sezon będziemy mogli zaliczyć do spokojniejszych. Nic bardziej mylnego. Tylko między świętami Bożego Narodzenia, a początkiem ferii liczba wypadków wzrosła do ponad 200. Paradoksalnie wielu kolizji można było uniknąć, gdyby narciarze wykazali się nieco większą wyobraźnią. Niestety, brawura, złe przygotowanie do sezonu, brak rozeznania podłoża po jakim się jeździ znów dały znać o sobie.

Reklama

Ks. Krzysztof Cojda, ratownik GOPR: - Na dyżury ratownicze nie jeżdżę w sutannie, tak więc pewnie mało kto wie, że ratował go ksiądz. Czasami, przy spisywaniu protokołu z akcji, mój stan kapłański wyjdzie na jaw. Zdarza się to także przy udzielaniu pomocy. Wówczas, nie stroniący od żartów koledzy, komunikując się z bazą przez radiotelefon, przesadnie akcentują moją funkcje. Robią to na tyle wyraźnie, by słyszał to poszkodowany. Lubią chyba sprawdzać, jaka będzie jego reakcja. Niekiedy wysyłając mnie do akcji śmieją się, że wypadek jest szczególnie ciężki, bo do poszkodowanego trzeba posłać księdza.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

2020-05-23 18:19

[ TEMATY ]

polityka

komentarz

Facebook.com

Jolanta Lange wcześnie nazywała się Jolanta Gontarczyk i jako tajny współpracownik komunistycznego wywiadu TW Panna inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego. Jej fundacja nadal otrzymuje gigantyczne pieniądze z warszawskiego ratusza

W sierpniu 2019 roku odkryłem, że prezes jednej z warszawskich fundacji Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum Jolanta Lange ma zmienione nazwisko. Do 2008 r. nazywała się Jolanta Gontarczyk TW Panna. Kobieta była jedną z ważniejszych agentek komunistycznej służby PRL, którą w latach 80-tych skierowano do inwigilacji twórcy Ruchu Światło Życie Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Obecna prezes stowarzyszenia Pro Humanum była więc płatnym i bardzo niebezpiecznym współpracownikiem reżimu komunistycznego, którą w latach 80. ścigał nawet kontrwywiad RFN.

O sprawie zrobiło się bardzo głośno i na jej temat rozpisywały się gazety, a o jej przeszłości informowały media internetowe i największe telewizje. Wydawałoby się, że po tych informacjach kierowany przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego urząd będzie unikał dalszej współpracy z fundacją Pro Humanum, na której czele nadal stoi "prezeska" Jolanta Lange vel Gontarczyk.

Niestety nic takiego się nie stało, bo 12 grudnia 2019 r. według zarządzenia "NR 1843/2019 PREZYDENTA MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY" została przyznana dotacja 1 850 000 złotych na Prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie, którego głównym operatorem jest właśnie fundacja Jolanty Lange. Prawie dwa miliony złotych publicznych pieniędzy przeznaczone jest na "działalność na rzecz integracji cudzoziemców, upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji w latach 2019-2022". Tych pieniędzy może być znacznie więcej, bo przeglądając umowy między Pro Humanum, a warszawskim ratuszem z poprzednich lat oprócz głównej umowy na prowadzenie "Centrum" były także dotacje na mniejsze projekty.

Czy znając przeszłość agentki służb komunistycznych można wnioskować, że prezes Jolanta Lange ma doświadczenie i zasługi dla upowszechniania i ochrony wolności oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji? To retoryczne pytanie należy postawić kandydatowi na urząd prezydenta RP Rafałowi Trzaskowskiemu.

Sprawa może mieć ciąg dalszy. Jolanta Gontarczyk była bowiem jedną z ostatnich osób, która widziała ks. Franciszka Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią. Na pewno będzie musiała znów zeznawać, bo 21 kwietnia 2020 r. "prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach podjął na nowo, umorzone w dniu 6 lipca 2006 roku, śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na dokonaniu zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu przez funkcjonariuszy publicznych, poprzez podanie substancji, która spowodowała jego nagłą śmierć, co stanowiło prześladowanie pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych".

Analizując treści ze strony internetowej Pro Humanum oraz na Facebooku można odnieść wrażenie, że stowarzyszenie jest mocno zaangażowane politycznie i światopoglądowo. Zapraszają na parady LGBT. Na fanpage można było znaleźć także sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Podczas uroczystości w Centrum Wielokulturowym zapraszany jest warszawski chór LGBT.

Więcej o współpracy Jolanty Lanego vel Gonatrczyk z warszawskim ratuszem oraz jej politycznej kariery w latach 90

CZYTAJ DALEJ

Majówka na Wiśle

2020-05-30 22:27

ks. Wojciech Kania

Nabożeństwo majowe na statku, stało się już sandomierską tradycją i chociaż w tym roku liczba jego uczestników musiała być dostosowana do przepisów epidemicznych, nie zabrakło chętnych. W rejsie po Wiśle wzięli udział duchowni i świeccy, siostry zakonne i klerycy oraz młodzież z Sandomierza i Osieka.

Przed wyruszeniem statku, biskup Krzysztof Nitkiewicz nawiązał do wigilii Zesłania Ducha Świętego, zachęcając do wspólnej modlitwy z Maryją o Jego dary. Przypomniał jednocześnie powódź, która przed dziesięciu laty dotknęła Sandomierz oraz wiele innych miejscowości. Powiedział, że tak jak wiara dodawała wówczas siły w zmaganiach z żywiołem, potrzeba jej również dzisiaj, aby z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Statek zrobił pętlę na Wiśle od Starego Portu przez wzgórze Salve Regina i Góry Pieprzowe. Przy akompaniamencie scholii młodzieżowej z Osieka, śpiewana była Litania Loretańska oraz pieśni maryjne.

– Pływam po Wiśle od 1996 roku – powiedział kapitan Tadeusz Prokop. – Kiedy rozpoczynając żeglugę nabyłem pierwszy statek, nazwałem go „Maria”, oddając się pod opiekę Matki Bożej. Ten statek również nosi imię „Maryja. Cały czas czuję opiekę Matki Bożej. Cieszę się, że możemy ją wspólnie wielbić podczas tej majówki.

Z racji na epidemię, tegoroczne nabożeństwa majowe w Diecezji Sandomierskiej miały nieco inny charakter. Ich uczestnicy modlili się głównie w intencji chorych oraz pracowników Służby Zdrowia. Przez orędownictwo Maryi, prosili także o deszcz, gdyż panująca susza zagroziła uprawom rolnym oraz lasom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję