Reklama

O chorobie, prawdzie i intymności

Niedziela łódzka 7/2006

Rafał Osiński: - Według obiegowego powiedzenia „cierpienie uszlachetnia”. Czy choroba nie ma jednak częściej niszczącego wpływu na psychikę człowieka?

Anna Dąbrowska: - Każde cierpienie pozostawia ślady w ludzkiej psychice. W przeżywaniu choroby można dojść do różnych etapów, np. cierpiętnictwa, albo zatrzymać się na poziomie gniewu czy rozpaczy. Doświadczając choroby, można też odnaleźć sens cierpienia. Zazwyczaj pierwszą reakcją na odczuwane cierpienie jest bunt, pada pytanie: dlaczego ja? Próba odpowiedzi nie jest łatwa, podobnie jak trudne jest przyjęcie cierpienia, które - mimo wpisania w życie człowieka - stanowi tajemnicę. Jako chrześcijanie wiemy, że prawdę o cierpieniu i jego sensie objawił Jezus Chrystus. Lecz to jedna z najtrudniejszych prawd.

- Co w chorobie najbardziej obciąża człowieka?

- Cierpienie ma różną postać, ale zawsze najtrudniejszy do zniesienia jest ból. Ojciec Święty Jan Paweł II w liście apostolskim Salfivici dolorias (O chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia) napisał, że kiedy człowiek odczuwa ból ciała, doświadcza cierpienia fizycznego, a kiedy przeżywa ból duszy, cierpi moralnie, choć również w tym przypadku ból fizyczny może dotykać całego organizmu. Natomiast w każdej postaci bólu - zarówno fizycznego, jak i moralnego - występuje psychiczny wymiar bólu. Z mojego doświadczenia wynika, że w dzisiejszych czasach coraz więcej osób doświadcza kryzysów wewnętrznych, zaś konsekwencją bywają również dolegliwości somatyczne (m.in. bóle głowy, kręgosłupa, stawów, mięśni, żołądka, itd.). Obciążające dla człowieka cierpiącego jest także poczucie bycia ograniczonym, począwszy od podstawowych i najbardziej istotnych sfer życia, dotyczących jego warunków i jakości, a skończywszy na tych egzystencjalnych, czyli związanych z pytaniami ostatecznymi.

- Czy przy osobie chorej trzeba „chodzić na palcach”, aby przypadkiem czymś nie urazić i niechcący nie sprawić przykrości?

- W pewnym sensie można powiedzieć, że osoba chora ma wpływ za zachowanie opiekuna. Jedni wycofują się, nie chcą mówić o chorobie i czasami wręcz zamykają się w sobie, inni opowiadają o wszystkim, tylko nie o chorobie, a jeszcze inni niemal nieustannie są skoncentrowani na dolegliwościach lub kwestiach z nimi związanych. Dla sprawujących opiekę są to ważne komunikaty, np. o przeżywanym lęku, poczuciu osamotnienia, mniejszej pewności siebie, bezradności czy bezsilności. Dlatego tak istotne w opiece nad chorymi jest przede wszystkim słuchanie, które powinno być cierpliwe i uważne, a następnie wychodzenie naprzeciw sygnalizowanym pragnieniom. Czasami potrzeba przyjaznego gestu, ciepłego spojrzenia, zaś niekiedy stworzenia możliwości rozładowania napięcia psychicznego, wynikającego z doświadczanych dolegliwości, np. poprzez kolejne wysłuchanie dobrze znanych nam opowieści.

- A czy należy wyręczać osobę chorą w jej obowiązkach?

- Tak, jeżeli wymaga tego stan zdrowia osoby chorej. W każdym innym przypadku nie powinno się hamować aktywności człowieka chorego ani odsuwać go od dotychczasowych obowiązków, ponieważ to szkodzi naturalnej żywotności.

- Kiedy diagnoza jest niepomyślna, czy należy mówić choremu prawdę o stanie jego zdrowia, przemilczać, a może kłamać, usprawiedliwiając kłamstwo dobrem cierpiącego?

- Każdy chory ma prawo do poznania prawdy. Uważam, że choremu należy powiedzieć tyle prawdy, ile na dany moment jest on wstanie przyjąć, a więc dawkować trudne informacje stopniowo, odpowiednio do jego samopoczucia psychicznego. Na pewno nie jest dobrze kłamać. Człowiek ciężko chory, któremu pozostało być może niewiele czasu, powinien mieć możliwość uporządkować wszystkie swoje sprawy. Oszukując, odbieramy tę szansę.

- Zatem czego najbardziej potrzebują chorzy?

- Przede wszystkim obecności i bliskości drugiego człowieka. Dla osoby chorej świadomość, że jest z nią ktoś, na kogo może liczyć, kto wesprze, przyniesie dobre słowo i ofiaruje swój czas, bywa równie ważna jak przyjmowanie leków. Szczególnie w dzisiejszych czasach ludzie chorzy potrzebują zatrzymania się przy nich, zrozumienia, autentycznego zaangażowania i bezinteresowności w świadczonej pomocy. Czyli nade wszystko potrzebjuą miłości.

- Bycie pacjentem, zwłaszcza w warunkach szpitalnych, czasami odziera z intymności. Jak chory ma bronić swojej prywatności?

- Do szpitala idziemy się leczyć, a nie bronić. Jakość opieki medycznej z pewnością zależy nie tylko od jakości sprzętu medycznego, ale również od postawy osób ją sprawujących. Z moich kontaktów z chorymi, którzy przebywali w różnych szpitalach, wynika, że choć jeszcze bywa rozmaicie, widać zmiany na lepsze. Coraz częściej pacjent ma możliwość powiedzieć, że czuje się źle w określonej sytuacji i takie słowa spotykają się z wyrozumiałą reakcją personelu medycznego. Aby chory nie musiał bronić swojej prywatności i od strony warunków zewnętrznych czuł się naprawdę dobrze podczas badań czy wykonywanych zabiegów, niekiedy wystarczy zamknąć drzwi od sali lub ustawić parawan. Natomiast od strony relacji międzyludzkich, oprócz profesjonalizmu, potrzeba serca otwartego na cierpienie drugiego człowieka. W Szpitalu Bonifratrów w Łodzi, gdzie pracuję, nad głównym wejściem widnieje napis: „Miłość zwycięża cierpienie”. Dla personelu szpitala nie są to puste słowa.

- Dziękuję za rozmowę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rosja/ Nawalny podziękował pilotom i lekarzom pogotowia z Omska

2020-09-25 19:44

[ TEMATY ]

Facebook

Nawalny

wiadomość

PAP

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny opublikował w piątek podziękowania dla pilotów samolotu, którzy 20 sierpnia lądowali przymusowo, gdy poczuł się on źle w trakcie lotu. Podziękował także ratownikom medycznym z Omska, którzy od razu podali mu atropinę.

Zwracając się do nich na swoim Facebooku, Nawalny nazwał ich "nieznanymi dobrymi przyjaciółmi" i "dobrymi ludźmi". Te osoby - ocenił - odegrały "kluczową rolę" w jego losie.

Opozycjonista wyraził przypuszczenie, iż plan osób, które nazwał zabójcami, zakładał, że poczuje się źle po około 20 minutach od startu samolotu z Tomska do Moskwy. W trakcie lotu - dodał - "pomoc medyczna będzie niedostępna i będę kontynuował swoją podróż w czarnym plastikowym worku w ostatnim rzędzie foteli". Tymczasem - jak to ujął - doszło do kilku "szczęśliwych zbiegów okoliczności" i "precyzyjnych działań nieznanych dobrych ludzi".

Jak wyjaśnił, piloci szybko wylądowali w Omsku, mimo, że w tym czasie na tamtejsze lotnisko dotarła informacja o rzekomo podłożonej bombie. "Pracownicy służb medycznych lotniska i karetki reanimacyjnej nie wygłaszali kłamstw na temat cukrzycy" - podkreślił Nawalny. Medycy ci - relacjonował - od razu postawili diagnozę otrucia i podali mu atropinę.

"Zatem, piloci i pierwsi medycy po prostu podarowali mi dodatkowe 15-20 godzin życia. Wszystko, co nastąpiło potem było bardzo dramatyczne i zasługuje na osobne opowiadanie, ale nie byłoby o czym opowiadać, gdyby nie ci goście" - napisał Nawalny.

Rejs z Tomska do Moskwy zwykle trwa około czterech godzin. Nawalny poczuł się źle w ciągu 30 minut po starcie samolotu. Około 20 minut później informacja ta dotarła do personelu pokładowego, który próbował udzielić mu pomocy. Dołączyła się jedna z pasażerek, która była pielęgniarką.

Około półtorej godziny po starcie załoga samolotu poprosiła o lądowanie w Omsku i otrzymała natychmiast zgodę lotniska. Pięć minut później na lotnisko zadzwonił ktoś, kto utrzymywał, że podłożono tam bombę.

Nazwiska lekarzy, którzy pierwsi udzielali pomocy Nawalnemu, nie przedostały się do wiadomości publicznej.

Nawalny wciąż przebywa w Niemczech. Jak zapowiadali jego współpracownicy, pozostanie tam do zakończenia rehabilitacji, która może potrwać kilka tygodni.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)

awl/ mal/

CZYTAJ DALEJ

Wicepremier Emilewicz: podjęłam decyzję o opuszczeniu Porozumienia

2020-09-26 08:14

[ TEMATY ]

Jadwiga Emilewicz

PAP

Podjęłam decyzję o opuszczeniu Porozumienia; pozostaję w klubie PiS i będę wspierać Zjednoczoną Prawicę – poinformowała w rozmowie z PAP wicepremier minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

W bardzo poważnych kryzysach ostatnich miesięcy, które istotnie zagroziły trwaniu Zjednoczonej Prawicy, znaleźliśmy się z szefem Porozumienia Jarosławem Gowinem po przeciwnych stronach sporu. Nie jest to kwestia przypadku, ale zasadniczych różnic w rozumieniu politycznych celów i metod – argumentuje Emilewicz.

"Z Jarosławem Gowinem nie zgadzałam się ani w maju, kiedy wewnątrzkoalicyjny spór o termin wyborów postanowił on przenieść na forum publiczne. Ani w tej chwili, kiedy, w krytycznym dla prawicy głosowaniu nad ustawą o ochronie zwierząt, podjął decyzję o wstrzymaniu się od głosu, ponownie ryzykując stabilność i istnienie koalicji" - podkreśla.

PAP: W sobotę dojdzie do wspólnego oświadczenia liderów Zjednoczonej Prawicy i podpisania nowej umowy koalicyjnej. Jak Pani premier to ocenia?

Jadwiga Emilewicz: Myślę, że jest to bardzo dobra informacja dla Polski, bo ten stan niepewności nie powinien trwać zbyt długo. W moim przekonaniu obóz Zjednoczonej Prawicy jest dzisiaj najlepszą odpowiedzią na te trudne, niepewne czasy. Miejmy więc nadzieję, że umowa koalicyjna w sobotę będzie podpisana i nowy rząd rozpocznie pracę jak najszybciej.

PAP: A jaka w takim razie będzie Pani rola po rekonstrukcji rządu?

J.E.: W związku z ustaleniami liderów, na każdą z partii koalicyjnych przypadnie po jednym resorcie, a – jak wiadomo – do rządu postanowił wrócić Jarosław Gowin, zatem wkrótce skończy się moja misja.

Ale to niejedyny powód. Podjęłam decyzję o opuszczeniu Porozumienia.

To dla mnie bardzo trudna decyzja, ponieważ to Jarosław Gowin wprowadzał mnie do polityki, a partię razem zakładaliśmy i tworzyliśmy przez lata. Jednak, wśród wszystkich dostępnych możliwości, ta wydaje się najuczciwszą.

PAP: Jakie jest źródło tej decyzji?

J.E.: Fakt, że w dwóch bardzo poważnych kryzysach ostatnich miesięcy, które istotnie zagroziły trwaniu Zjednoczonej Prawicy, znaleźliśmy się z liderem Porozumienia – Jarosławem Gowinem – po przeciwnych stronach sporu. Nie jest to – w moim przekonaniu – kwestia przypadku, ale zasadniczych różnic w rozumieniu politycznych celów i metod.

Z Jarosławem Gowinem nie zgadzałam się ani w maju, kiedy wewnątrzkoalicyjny spór o termin wyborów postanowił on przenieść na forum publiczne. Ani w tej chwili, kiedy, w krytycznym dla prawicy głosowaniu nad ustawą o ochronie zwierząt, podjął decyzję o wstrzymaniu się od głosu, ponownie ryzykując stabilność i istnienie koalicji.

Wiem, że Jarosław Gowin inaczej dzisiaj rozumie i ocenia te działania i wiem, że chodzi tu o kwestie podstawowe. Mam też świadomość, że uzgodnienie wspólnych stanowisk nie jest możliwe. Jestem wiceprzewodniczącą Porozumienia, partii, w której nazwie znajduje się nazwisko Jarosława Gowina. W tej sytuacji uczciwość nakazuje mi – gdy przestaję utożsamiać się z linią jej lidera – opuścić tę partię.

PAP: Pozostaje Pani w klubie PiS?

J.E.: Oczywiście. Będę wspierać obóz Zjednoczonej Prawicy, bo dzisiaj najważniejszym celem jest stabilność rządu.

W ubiegłym roku zostałam wybrana na posłankę z Poznania, mam zobowiązania wobec swoich wyborców. W najbliższym czasie przedstawię bilans swojej rocznej aktywności w Poznaniu oraz dalsze plany dla regionu. W swojej pracy parlamentarnej będę też wspierać rządowe projekty. Zamierzam wspierać rząd w realizacji czekających nas, trudnych reform, które pozwolą Polsce wrócić na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Jednocześnie będę nadal bardzo dobrze życzyć Porozumieniu – partii, którą miałam zaszczyt zakładać i współtworzyć.

PAP: Zostanie pani posłanką bezpartyjną?

J.E.: Będę posłanką bezpartyjną w klubie PiS.

PAP: Czy, Pani zdaniem, obecna koalicja utrzyma się przez trzy lata, które pozostały do kolejnych wyborów parlamentarnych?

J.E.: Z mojej perspektywy najważniejsze jest to, żeby projekty, nad którymi pracujemy, były realizowane bez zatrzymania.

Obóz Zjednoczonej Prawicy – w to wierzę – nie tylko przetrwa, ale i będzie gotowy do kolejnego zwycięstwa za trzy lata. Dzisiaj na pewno kolejne wybory nie byłyby najlepszym rozwiązaniem. Trzy lata bez wyborów, trudne, bo pokryzysowe, to perspektywa, w której możemy – zakładając stabilizację polityczną – nie tylko zapewnić bezpieczeństwo gospodarcze, ale też wynieść Polskę rozwojowo na wyższy poziom.

Na pewno praktyką powinno być to, że ustalamy pewien horyzont naszego działania i tego się trzymamy. Nie zaskakujemy się nawzajem projektami, które nie były uzgadniane, a które budzą poważne kontrowersje.

Dla mnie przykładem takiego wzajemnego zaufania, o którym mówię, jest przykład podejścia wszystkich koalicjantów do ustawy o działaniu w stanie wyższej konieczności. Moja opinia na jej temat jest absolutnie jednoznaczna. Gdy wybuchła pandemia codziennie uczestniczyłam w zespołach zarządzania kryzysowego. Na tym pierwszym etapie nie wszyscy ministrowie brali w nich udział.

Większość z nas pamięta podenerwowanie, wynikające z tego, że mogło brakować maseczek, płynów do dezynfekcji czy respiratorów. Odkrywaliśmy również wtedy, że żaden z ustawodawców nie przewidział takiej sytuacji.

W drugim tygodniu kwarantanny odkryliśmy, że aby Agencja Rezerw Materiałowych mogła zmienić swój plan finansowy – co było niezbędne do zakupu środków ochronnych – potrzebuje decyzji sejmowej Komisji Finansów Publicznych, która wówczas nie zbierała się.

Wszystkie inicjowane wtedy działania podejmowane były w stanie wyższej konieczności. Nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości. W takim czasie należy podejmować decyzje w sposób absolutnie niestandardowy. Tak jak niestandardowa była pomoc dla przedsiębiorców, która teraz jest jednoznacznie dobrze oceniania, tak i niestandardowa musiała być pomoc w zakresie ochrony osobistej i takie trudne, niestandardowe decyzje były wówczas podejmowane.

PAP: A jak ocenia Pani swój bilans jako ministra odpowiedzialnego za gospodarkę?

J.E.: Z poczuciem satysfakcji z wykonanej pracy i jej efektów. Ministrem konstytucyjnym, odpowiedzialnym za gospodarkę, zostałam na początku 2018 roku. Od tego czasu minęły niespełna trzy lata. W tym czasie udało nam się przeprowadzić długą listę projektów.

Począwszy od wejścia w życie Konstytucji Biznesu, poprzez Polską Strefę Inwestycji, Pakiet MŚP, Mały ZUS, zarząd sukcesyjny, Pakiet Przyjazne Prawo, ustawę przeciwdziałającą zatorom płatniczym. Po ogromną reformę, jaką będzie wchodzące w życie 1 stycznia nowe Prawo zamówień publicznych.

Towarzyszyły temu działania proinnowacyjne, takie jak ulga na B+R, IP Box, program Start in Poland, czy Platforma Przemysłu Przyszłości. A także, bardzo dla mnie ważne, działania na rzecz walki ze smogiem i upowszechniania OZE, w tym Program Czyste Powietrze czy Mój Prąd.

Obecną kadencję – co oczywiste – zdominowało przeciwdziałanie gospodarczym skutkom pandemii. Czyli kolejne ustawy składające się na tarczę antykryzysową, w tym tarczę finansową PFR, które tworzyliśmy w absolutnie bezprecedensowym tempie i nadzwyczajnych warunkach.

W ostatnich miesiącach udało nam się również doprowadzić do uchwalenia m.in. ustawy dot. bonu turystycznego; podpisanej ostatnio przez prezydenta tarczy turystycznej; ustawy dot. Polityki Nowej Szansy czy nowelizacji Prawa budowlanego. A po pierwszym czytaniu w Sejmie jest już społeczna część pakietu mieszkaniowego.

Jestem przekonana, że to co udało się osiągnąć całemu mojemu zespołowi w ministerstwie realnie przyczyniło się do poprawy warunków gospodarczych w Polsce. Chciałabym także, żeby to co jest jeszcze w planach nie utonęło w doraźnych sporach.

PAP: A jak widzi Pani obecny stan polskiej gospodarki?

J. E.: Myślę, że możemy z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość. Bezrobocie mamy niższe niż zakładaliśmy jeszcze w kwietniu, a dane z rynku pracy za sierpień pokazują, że liczba miejsc pracy rośnie. Od czerwca wzrasta produkcja przemysłowa, a także eksport. Zakładamy – w skali całego roku – spadek PKB na poziomie ok. 4 proc. i wzrost w przyszłym roku rzędu 4 proc.

Patrząc na całą Europę Środkową, rozwijające się gospodarki radzą sobie zdecydowanie lepiej, są bardziej elastyczne, mniej uzależnione od zglobalizowanych łańcuchów dostaw i, paradoksalnie dla nas, przyszły rok może być rokiem szybszego wychodzenia z zakrętu. Dodatkowymi impulsami dla polskiej gospodarki będą z pewnością środki unijne, nie tylko z Funduszu Spójności, ale przede wszystkim z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności.

PAP: Ostatnio skierowała Pani do konsultacji propozycje MR dotyczące Krajowego Planu Odbudowy.

J.E.: Krajowy Plan Odbudowy to blisko 60 mld euro z UE na odbudowę polskiej gospodarki. Chcemy, by dzięki KPO udało się wzmocnić polskie firmy, unowocześnić gospodarkę i poprawić jakość życia Polaków. Celem jest jakość i podniesienie poziomu innowacyjności.

Ministerstwo Rozwoju do końca września poddaje pod konsultacje swoje kluczowe propozycje do Planu. Chcemy wykorzystać te środki m.in. na rozwój cyfryzacji, „zieloną” gospodarkę czy innowacje, w tym krajową produkcję leków, renowacje budynków mieszkalnych, energetykę prosumencką. Zachęcamy też do zgłaszania własnych pomysłów.

Unijne pieniądze muszą być przeznaczone na konkretne reformy i inwestycje, które wpisują się w obszary kluczowe dla UE. Są to: infrastruktura, transport, energia i środowisko, innowacje, cyfryzacja, zdrowie, społeczeństwo oraz spójność terytorialna. W programie mogą uczestniczyć państwowe i prywatne przedsiębiorstwa.

PAP: Pojawia się tu kwestia tego, czy Polska powinna wpisywać się w program zielonej transformacji, Nowego Zielonego Ładu europejskiego?

J.E.: Jeżeli spojrzymy na program zielonej transformacji jako na moment, w którym możemy dokonać świadomego wyboru na rzecz poprawy jakości życia, a nie jak na konieczność narzuconą przez UE, wówczas możemy realizować bardziej skuteczne reformy gospodarcze. A właśnie tego oczekują od nas obywatele.

Zaś tych, którzy wątpią w takie przesłanie, zapraszam do pogórniczych rejonów w Polsce i przekazanie ich mieszkańcom, stojąc twarzą w twarz: Przykro nam, ale nie możemy pozwolić, aby wasze otoczenie, miejsca pracy i zamieszkania, były na takim poziomie, jak w innych, lepiej rozwiniętych państwach.

Wybór zielonej transformacji jest więc naszym wyborem cywilizacyjnym. To coś, co powinniśmy zrobić, co jesteśmy winni kolejnym pokoleniom. Mając do tego możliwości finansowe, grzechem byłoby ich nie wykorzystać.

PAP: Kiedy Krajowy Plan Odbudowy będzie gotowy?

J.E.: Im szybciej Plan przygotujemy, tym szybciej unijne pieniądze trafią do polskiej gospodarki. Formalnie KPO należy przesłać do Komisji Europejskiej do końca kwietnia 2021 r. Chcemy to jednak zrobić możliwie szybko, po to, by pieniądze z funduszu odbudowy wpłynęły do Polski niezwłocznie. Po 15 października zręby KPO Polska może konsultować z Komisją Europejską.

Zakładamy, że Plan powinien być przyjęty po 3-4 miesiącach od przekazania, a w takiej sytuacji w II kwartale przyszłego roku pierwsza transza unijnych funduszy - zaliczka, czyli ok. 8 proc. z 23 mld EUR - będzie mogła do nas trafić. Plan będzie realizowany do 2026 r.

PAP: A jakie projekty przygotowane są w Ministerstwie Rozwoju?

J.E.: Mamy ich cały szereg. Mają one stanowić impuls do rozwoju gospodarki. Być „mieczem”, którego czas przychodzi po „tarczy”. To m.in. ulga na robotyzację – wzorowana na uldze na B&R, pakiet dla inwestycji, paszport inwestora strategicznego, czy fundacja rodzinna.

Chcemy zatem skupić się na reformach systemowych, które będą podnosić poziom inwestycji. Przedsiębiorcy mają zgromadzone na kontach oszczędności. Trzeba ich jednak zachęcić do inwestowania, zapewniając, że - mimo globalnej niepewności - warunki podatkowe, wspierające inwestycje, będą korzystne.

Poważnym wyzwaniem jest też poprawa warunków życia. Dlatego przygotowaliśmy pakiet mieszkaniowy. Jego społeczna część, jak już mówiłam, jest w parlamencie. Pakiet ma wyjść naprzeciw problemowi braku mieszkań - to m.in. nowa oferta stabilnego, długoterminowego najmu, bądź też możliwości najmu z opcją dojścia do własności.

Planujemy ten projekt w partnerstwie z samorządami. Ten pakiet docelowo ma poprawić jakość życia, ale z drugiej strony uruchamia kolejny impuls inwestycyjny w sektorze budowlanym.

Równocześnie w ministerstwie przygotowujemy się do czegoś, co w dokumentach europejskich nazwano nową falą renowacyjną. Chodzi o wsparcie w termomodernizacji, poprawę efektywności energetycznej. To doprowadzi do poprawy jakości życia, ale też spowoduje ożywienie w sektorze budowlanym. Dlatego też do Krajowego Planu Odbudowy jako jeden z projektów, który chcemy zdecydowanie wesprzeć finansowo, wpisujemy termomodernizację i remonty.

PAP: A czy w związku z podjętymi działaniami antykryzysowymi przedsiębiorcy, pracownicy powinni się liczyć z nowymi obciążeniami?

J.E.: Najlepszym sposobem wychodzenia z kryzysu – zamiast podnoszenia podatków czy wzrostu inflacji – jest szybszy wzrost gospodarczy. Po to – dzięki tarczy antykryzysowej, w tym tarczy finansowej PFR – dostarczyliśmy płynności, utrzymaliśmy firmy na rynku, a dziś pracujemy nad dalszymi reformami strukturalnymi, aby firmy wchodziły na ścieżkę wzrostu.

PAP: Co z zapowiadaną nowelizacją tzw. ustawy wiatrakowej?

J.E.: To projekt, który skończyliśmy konsultować wewnątrzresortowo, a za chwilę rozpoczniemy konsultacje międzyresortowe. Chcielibyśmy odblokować inwestycje wiatrowe na lądzie, ale przy pełnym poszanowaniu praw mieszkańców.

Są takie miejsca w Polsce, gdzie wiatraki stoją nawet w odległości 80 metrów od domów mieszkalnych i dlatego potrzebna była ustawa odległościowa. Dziś wprowadzamy korektę, która sprawi, że inwestycje wiatrowe będzie można lokować w odległości mniejszej niż 10H (10-krotność wysokości masztu), pod warunkiem, że zostaną one wpisane w miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, a ich lokalizacja będzie poddana podwójnym konsultacjom społecznym – także z gminami, które 10H obejmie.

Zamówiliśmy też opracowanie nt. skutków oddziaływania wiatraków, tak abyśmy mogli wyznaczyć tę graniczną linię, której nie będzie można przekroczyć. Wydaje się, że tą nieprzekraczalną linią jest 500 metrów. Chcielibyśmy, żeby za tydzień, dwa projekt tej ustawy trafił pod obrady Rady Ministrów.

Rozmawiali: Magdalena Jarco, Patrycja Sikora, Grzegorz Bruszewski (PAP)

maja/ pat/ gb/ par/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję