Reklama

Niedziela Wrocławska

Nowenna do Dzieciątka Jezus

2019-12-16 12:44

fotolia.com

Od narodzin Jezusa dzieli nas już tylko... nowenna. Warto w tym ostatnim okresie Adwentu nie ustawać w modlitwie. Nowenna do Dzieciątka Jezus z rozważaniami służebnicy Bożej s. Leonii Nastał może być niezwykłą pomocą w otwarciu serca na narodziny Boga i ujrzeniu w Nim prawdziwego dziecka.

16 Grudnia

Dzień 1

Reklama

Raduj się, Jeruzalem, niech śpiewa ziemia, Prawa Pańskiego pewność się nie zmienia, wkrótce spełni się zapowiedź, którą Panna z ust Gabriela usłyszała.

Módlmy się:

Boże, Twój Jednorodzony Syn objawił się w naszej cielesnej naturze: spraw, abyśmy zostali wewnętrznie przekształceni przez Tego, który zewnętrznie był do nas podobny. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

ROZWAŻANIE:

„Leonio, pójdź do Serca Mej Matki Niepokalanej, spędź 9 dni poprzedzających uroczystość Bożego Narodzenia przy tym Najsłodszym Sercu razem ze Mną Każdy z dziewięciu dni poświęć na uczczenie jednego z dziewięciu miesięcy, jakie spędziłem w tym raju dziewiczym. Pierwszy dzień poświęć na uwielbieniu i miłości Ojca Przedwiecznego, który w myśli Swojej przewidział od wieków stworzenie ludzkości, tajemnicę Wcielenia Swojego Syna. Podziękuj Ojcu Przedwiecznemu za to, że raczył dać ludzkości Swego Syna. Dziękuj Słowu, że raczyło przyoblec na Siebie ludzkie Ciało i Krew Dziewicy Niepokalanej. Uwielbiaj Trójcę Przenajświętsza za stworzenie Maryi, tego najwspanialszego arcydzieła Bożego. Łącz się w duchu z pierwszymi aktami Mojego życia najbardziej ukrytego. Ukryj się i ty w pokorze i wraz ze Mną powtarzaj: Ecce venio. Trwaj w milczeniu, kochaj, uwielbiaj.

Pójdź Moja mała siostrzyczko, zakosztuj słodyczy mleka dziewiczego Mej Matki Niepokalanej. Tym nektarem żywiła Mnie Ona w Mym niemowlęctwie, pragnę, by wszystkie dusze, wybrane dzieci Mej Matki Najświętszej zakosztowały tego napoju. Pragnieniu Swemu czynie zadość już tu, na ziemi, pojąc was Krwią Moją. Mleko Mej Matki Przeczystej piłem w niemowlęctwie, wchłaniając je w Siebie, w Swoją Krew, którą z miłości dla Moich ukochanych zostawiłem do picia wszystkim, którzy zbliżają się do Mnie po życie.

Czy kochasz małość, siostrzyczko Moja? Małe dzieci najchętniej przestają z małymi, bo się nawzajem najlepiej rozumieją. Język maleńkich, niezrozumiały dla starszych, stanowi bogate słownictwo, którym się tak dobrze posługują maleńcy. Dziecino Moja! Ja kocham małość – ukochaj ją i ty. Choćby cię świat nie zrozumiała – cóż ci na tym zależy? Ja zrozumiem twój szczebiot dziecięcy i chętnie będę przestawał z tobą w postawie dziecięcej. Żeby móc zrozumieć Jezusa, trzeba mieć wyczulony umysł słuchu duchowego, trzeba być wiernym żądaniom i natchnieniom Bożym.

W małości można się posuwać coraz głębiej, coraz dalej. Drobne cząsteczki materii można dzielić na drobiny i atomy – jakiż ich koniec? Leonio, dusza ludzka w oczach Boga jest wielka, jest przyszłym udzielnym księciem Królestwa Bożego. Ale w oczach własnych jest niczym, mniej niż atom, a jednak Bóg wie o tym maleńkim nicestwie, obdarzonym bytem i kocha je tak bardzo, że niczego nie szczędzi, by uwielmożnić i wieczną je chwałą przyodziać.

Maleńcy pisać nie umieją sami, trzeba, by ktoś kierował ich ręką. Dla tych, którzy będą cenzurować twoje pisma, będzie to drogowskazem, że nie jest to twoim dziełem, bo małość na to zdobyć się nie może. Bóg działa przez nicość, która Mu pozwala działać swobodnie.

Czy kochasz Jezusa?

Kocham Go – ktokolwiek zada mi takie pytanie – Bóg, czy stworzenie – każdemu odpowiem: kocham Go.

Czy kochasz Go pełnego chwały, czy wzgardzonego przez wszystkich?

Kto mnie pyta – czy to Ty, Najmilszy Jezu? Ty wiesz, że Cię kocham zarówno wśród chwały, jak i wówczas, gdy jesteś cierpieniem okryty. Kocham Go, jak maleńką Dziecinę, i jak Sędziego wieków. Gotowam powtórzyć zarówno wobec świata całego, jak i wobec Trójcy Przenajświętszej.

I Ja cię kocham Leonio, oblubienico Moja. Pragnę, byś w szczególniejszy sposób ukochała Moje niemowlęctwo. Każdy okres Mojego życia ma wartość nieskończoną, Boską. Ten sam Jezus jest wiekuiście w chwale u Ojca, ten Sam jako niemowlę w chwili w żłobie betlejemskim, ten Sam naucza, ten Sam umiera, zmartwychwstaje i żyje chwalebnym i sakramentalnym życiem. Sługa Moja Teresa doszła do doskonałości drogą dziecięctwa duchowego. Postąp o jeden szczebel wyżej, a raczej zstąp o jeden stopień niżej – do niemowlęctwa duchowego.

Zawahałam się, słysząc to, czy wszedłszy na jakąś drogę niemowlęctwa, nie zabłąkałam się na drogi biernego kwietyzmu - ale głos wewnętrzny ciągnął dalej.

Czyż jest na ziemi Zycie Jezusa w Eucharystii? A jednak jest to życie najistotniejsze. Jeżeli wejdziesz na drogę niemowlęctwa, upodobnisz się najbardziej do Jezusa w Hostii – do niemowlęctwa Bożego w żłóbku.

Wytłumaczę ci z czasem, na czym polega droga niemowlęctwa.

Niemowlę jest przede wszystkim uosobieniem niewinności, która płonie w jego oczętach czarującym blaskiem. W duszy jej żyje Trójca Przenajświętsza, bezpiecznie, bo nikt nie ma tyle siły, by rozwalić żyjącą świątynię Boga. Łatwiej rozwalić świątynię z gruzów, z marmurów, czy innego materiału, spojonego cementem. W duszy niemowlęctwa duchowego powinna być również najstaranniej pielęgnowana niewinność. Niezawodne zetknie się dusza z tym, co zmysłowe, ale ma się zachować wobec tego tak, jak niemowlę.

Delikatna miłość Jezusa, pamięć na Jego obecność, życie przy Sercu Matki Niepokalanej sprawią, że dusza przejdzie przez życie sercem nieskalanym, jak Izraelici przeszli sucha stopa przez Morze Czerwone.

A jeżeli dusza powierzy się całkowicie i najzupełniej Bogu i Matce Najświętszej, to nawet utrudzenia nie zazna, bo Maryja Niepokalana przeniesie niemowlę przez wzburzone fale.

- Mój Panie Jezu – a czy mogą pomyśleć o takiej niewinności dusze, które ją już utraciły? Czy mogą się ubiegać o tę niemowlęca miłość, anielskość dusze upadłe, obarczone ciężkimi winami?

- Tak, moje dziecię – chrzest miłości przywróci im anielską niewinność niemowlęcia. Miłość żałująca zaprowadzi je pod krzyż, przed trybunał pokuty, Krew Jezusa spłynie na nie sakramentalnie, jak spłynęła z wodą chrzcielną i zastarzały grzesznik stanie się znów czystym, jak niemowlę po chrzcie świętym. Leonio, dusze za mało wierzą w moc Sakramentu Pokuty, dlatego tak nieufnie odnoszą się do Jezusa – nawet po spowiedzi, a tymczasem Jezus, który jest cały Miłością i przebaczeniem nie myśli o grzechach przebaczonych, ale o tym, w jaki sposób zawrzeć z tą duszą przyjacielskie węzły miłości i wzajemnego oddania się.

Przypomnij sobie Jezusa – Niemowlę ukryte w łonie Matki Niepokalanej, a później żyjące również w całkowitej od Niej zależności tak, że nawet pokarmu nie przyjmował samodzielnie. Któż myślał o tym życiu tak ukrytym? A jednak całe niebo spoglądało z zachwytem na Dziewicę Przeczystą, w której było Życie – źródło wszelkiego życia. Człowiek Jezus miał świadomość Swego niemowlęctwa. Przyjął ten stan wyniszczenia i słabości dobrowolnie, chcąc tym aktem uniżenia wynagrodzić Ojcu za bunt woli człowieka wobec Boga.

Życie Jezusa – Niemowlęcia niech będzie wzorem niemowlęctwa duchowego dusz. I one niech przyjmą to niemowlęctwo świadomie w tym celu, by się całkowicie uzależnić od Boga, od Jego Najświętszej Woli i od Przemożnej Jego Matki Niepokalanej. Niech nie szukają samowolnie dróg świętości, niech Bogu powierzą swoje uświęcenie, każdy niejako ruch życia wewnętrznego, niech uzależnią od Woli Bożej, niech się powierzą Ojcu z ufnością niemowlęcia, nie myśląc nawet o tym, że ten dobry i ukochany Ojciec mógłby je odepchnąć. Któż odrzuca niemowlę? Chyba matka wyrodna – a przecież byłoby zbrodnią przypuścić, że Bóg – Dobroć niepojęta, mógłby tak postąpić ze Swoim dzieckiem i niemowlęciem. Świadomie niemowlęctwo nauczy dusze prawdziwej i najgłębszej pokory. Będzie to jakby stan pokory i ustawiczna świadomość swej niemocy, niezdolności do czegokolwiek w życiu wewnętrznym, bez Boga, bez uprzedniego aktu Jego Woli.

Leonio Moja – dotąd przedstawiłem ci czas i wiek niemowlęctwa, pragnąc pociągnąć cię całkowicie do jego ukochania”.

17 Grudnia

Dzień 2

O Mądrości, któraś wyszła z ust Najwyższego, sięgając od końca aż do końca, urządzając wszystko mocno a łagodnie, przyjdź i naucz nas drogi roztropności.

Módlmy się:

Boże, Stwórco i Odkupicielu natury ludzkiej, wejrzyj łaskawie na nasze prośby i spraw, żeby Twój Jednorodzony Syn, przyjąwszy naturę ludzką, pozwolił nam łaskawie cieszyć się swoim Boskim towarzystwem. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

ROZWAŻANIE:

„Leonio.Teraz z Serca Mojego wyrywa się prośba do ciebie. Wejdź zdecydowanie na tę najmniejszą, najprostszą ku niebu drożynę – dla uczczenia tajemnicy Mojego niemowlęctwa. Dotąd nikt nie oddał się całkowicie tej tajemnicy. Miałem dusze – razem ze Mną ukrzyżowane. Miałem i mam dusze żyjące w takim ukryciu przed światem, w jakim ja żyłem przez 30 lat w Nazarecie. Ale nikt nie oddał się całkowicie i ze świadomością uwielbieniu i naśladowaniu tajemnicy niemowlęctwa. A przecież ono ma taką samą Boską wartość, jak śmierć krzyżowa. Pragnę, by każda chwila Mojego życia miała całe zastępy dusz uwielbiających, kochających i naśladujących, bo wszystkie przeżyłem dla dobra dusz. Nie myśl, Moja mała, że upodabniając się do niemowlęctwa Bożego – będziesz pozbawiona uczestnictwa w innych tajemnicach Mego życia. Od pierwszej chwili Mego Wcielenia miałem w Sobie obecne wszystko, co spełnić miałem na ziemi. Duszom maleńkim pozwolę przeżyć razem ze Mną to, co Sam przeżyłem już wówczas, gdy cicho płakałem przy Sercu Mej Matki Niepokalanej, a Me Boże Serce krwawiło bólem na widok niewdzięcznych dusz. Dziecino, wytłumaczę ci, dlaczego Bóg nie może znieść żadnej nawet najmniejszej plamy orzechowej na duszy. Oto dlatego, że jest nieskończenie święty, że jest sama Świętością. Źrenica oka ludzkiego jest tak delikatną, że skoro spadnie do niej bodaj pyłek, zalewa się łzami, aż wyrzucie z siebie obce ciało. – Tak Bóg – Nieskończona Świętość – nie może znieść w sobie tego, co jest Mu obce, a tym jest grzech, Bóg i grzech nigdy ze sobą współistnieć nie mogą. Niech więc żadna dusza nie odważa się powiedzieć, że Bogu nic nie szkodzi, jeżeli ona tak, czy inaczej postępuje. Bogu szkodzi to bardzo, jak szkodzi źrenicy wszystko, co z zewnątrz do niej się dostanie. Istota Boża nie może być nieczułą na to, co jest jej wręcz przeciwne, a dzieje się to w Jego obecności, tuż przy Nim. Dusza, która po popełnieniu winy doznaje wyrzutów sumienia, doznaje ich z tej samej przyczyny. Przez łaskę uświęcającą ma ona w sobie coś Bożego – ma podobieństwo Boże, ma świętość, która również nie może znieść tego, co się z tą świętością nie zgadza, chce to wyrzucić, jak źrenica wyrzuca obce ciało i póty nie może być spokojna, dopóki z żalem nie odkryje tego spowiednikowi, który – jak lekarz, mocą Chrystusa – usuwa z duszy naleciałości grzechowe. Ale uważaj. Są ludzie, którzy maja dziwnie wydelikacony wzrok i są tacy, którzy już przywykli pracować w przestrzeni pełnej kurzu. Sa dusze, które nie mogą znieść nawet niedobrowolnych przewinień i sa takie, które w złości toną. Pierwsze – to dusze, które wzrok swej duszy kierują zawsze ku blaskom odwiecznej Miłości – stąd ta delikatność. Inni patrzą wciąż w ziemię, nie wznoszą oczu ku słońcu – nie ma ich co drażnić. Leonio – Ja nie chcę wzbudzać w duszach chorobliwej lękliwości, która pochodzi z wadliwego nastawienia oczu duszy na świętość Bożą – własną, ale chcę, by każda dusza moich Oblubienic była delikatną jak źrenica, zdrowa, a gdy będzie taką, nie trudno jej będzie odróżnić zło od tego, co jest tylko nędzą i ułomnością skażonej natury, która jest dla duszy bogactwem, bo jest tytułem do zmiłowań Bożych nad nią. Leonio – niemowlęctwo duchowe nie polega na tym, by większą część doby przesypiać, jak to czyni niemowlę ludzkie, ale na tym, by przez łaskę nabyć cech nadprzyrodzonych, które w niemowlęciu są naturalne. Jedna z tych cech to szczerość i prostota. Dzieci dorastające umieją już niekiedy naśladować starszych, którzy uprawiają wobec dzieci sztukę przedstawiania czegoś inaczej, niż się rzecz ma. Na twarzyczce niemowlęcia nie można dojrzeć żadnych rysów nieszczerości . i dusz – niemowlę duchowe – ma być szczerą wobec Boga, otoczenia, wobec samej siebie. Wobec Boga – nie usprawiedliwiać się, nie wymawiać: stanąć wobec Boga taką, jaką jest – z niemocą i słabością, zdolną do każdego grzechu. Odbiciem szczerości duszy wobec Boga jest jej szczerość wobec spowiednika. Tak mu się otwiera jak Bogu. I sobie samej przygląda się dusza z taką samą szczerością. Nie wmawia w siebie tego, czego nie ma – jest, czym jest. Nie uważa również dwuznaczności wobec otoczenia, bo nie zna się na sztuce. O, jakże miłym jest Bogu takie usposobienie, z jakąż miłością lgnie On do takiej duszy, jakimi ją obdarza łaskami. Raz, myśląc o tym, co dotąd mówił Pan Jezus o niemowlęctwie duchowym, zastanawiałam się, w czym jeszcze mogłabym naśladować niemowlę. Pan Jezus skupił moją duszę w Sobie i odezwał się: w łagodności i słodyczy. W ludzkim niemowlęciu jest to cechą naturalną, że jest łagodnym. Ale dusza z miłości i dobrowolnie stała się niemowlęciem, według ducha ma się w tym upodobnić do Jezusa, Niemowlęcia Bożego. Jezus Niemowlę miał w sobie obecne wszystkie cierpienia jakie, Go czekały. Nadto czuł On w Swoim Sercu wszystkie cierpienia, wszystkich ludzi, czuł każdy ból, każdą łzę każdego człowieka – łzy matek, wdów, sierot – wszystko to jak morze boleści zalewało duszę Jezusa, a jednak nikomu tego nie okazał, z miłości stał się niemowlęciem, by nie rzec i słowa o tym, co cierpi Jego Serce. Słodycz, pogoda rozlana na Jego Obliczu niemowlęcym. Pozwala się wziąć na ręce pastuszkom, mędrcom, darzy ich uśmiechem i pełnym miłości spojrzeniem. O jak szczęśliwy los wygrają dusze, które dobrowolnie zechcą naśladować Niemowlę Jezus! Łagodność, słodycz – nie są doceniane przez świat, ale inaczej na te cnoty spogląda Bóg. Być łagodnym wówczas, gdy ból napełnia duszę, gdy wszystko, jakby się sprzysięgło na to, by szkodzić – to heroizm, na który może się zdobyć małość, posunięta aż do niemowlęctwa. Dziecino – starsi bawią się, używają, bo to karnawał – zapominają o Mnie, zasmucają Mnie. Przychodzę do was – maleńkich Moich dzieci – szukać pociechy i ukojenia. Tak czyni ojciec. Gdy widzi, że starsze dzieci krnąbrne Ida uparcie za swoją wolą – gardzą ojcem, serce jego ściska się bólem, głowa pochyla się nad brzemieniem trosk, z oczu płyną gorzkie łzy. Aż oto podbiega ku niemu maleństwo, które ledwo chodzić poczyna, obejmuje rączkami głowę ojca, szczebiocze do niego, pieści go. Ojciec zaczyna się uśmiechać przez łzy i choć nie zapomina zupełnie o doznanej zniewadze, bo i tamci to tez jego dzieci to jednak – doznaje ulgi, ciszy się, że jest ktoś, kto go kocha ponad wszystko. Moja maleńka dziecino, daj mi wszystką swoją serdeczność, na jaką zdobyć się możesz, przychodź przed Tabernakulum, jak często będziesz mogła. Przychodź wprost do Serca Mego, w Moje objęcia – twoje ciche łzy przyjmę jako wynagrodzenie za zapomnienia drugich. Powiedz siostrom, by miłości dla Mnie choć jedną godzinę zachowały ścisłe milczenie, specjalnie w intencji wynagrodzenia za obojętność ludzi światowych – będę wam wdzięczny za to. Leonio – droga niemowlęctwa duchowego jest dostępna dla wszystkich: by wejść na nią – trzeba zstępować z wysokości pychy rozumienia o sobie w niziny pokory i zapomnienia o sobie. Ludek prosty, niewykształcony może wejść na tę drożynę bez obawy, że na zna szczytów, zakrytych przed jego wzrokiem. Na nizinach uznania swej nędzy i słabości nie doznaje zawrotów głowy. Mogą na drogę niemowlęctwa duchowego – na drogę naśladowania Jezusa Niemowlęcia wejść także i ci, którzy złożyli doktoraty. Wystarczy im sobie przypomnieć, że Jezus Niemowlę był mądrością samą – a jednak stał się cichym, pokornym, nieznanym. Jeżeli stanowisko stawia uczonych na świeczniku, niech się starają o zachowanie pokory, łagodności, dobroczynności , by byli dla otoczenia tym, czym dobroczynne słońce jest dla ziemi, dla ludzi dobrych i złych. Jeżeli po swej pracy zawodowej wrócą do świątyni swego serca, znajda tam Jezusa, Który z nimi będzie przestawał poufnie, po przyjacielsku, a jeżeli będą pokornego serca, odsłoni im tajemnicę mądrości, która daje nasycenie, pokój, szczęście, za którym tak tęskni serce ludzkie. Nigdy wiedza nie może być przeszkodą w zjednoczeniu się z Bogiem, bo poza nią kryje się Ten, który stwarza zarówno umysły szukające wiedzy, jak i to, co je zaspokoić może. Wielkie umysły znajda wielkość, której pragną, a może zazdroszczą jej innym – przy Tym, który wyniszczył Samego Siebie, stając się maleńkim. Czy wiesz Leonio, dlaczego tak wiele mówię o tej maleńkości? Oto dlatego, że Ojciec Niebieski pragnie się otoczyć najmniejszymi Swymi dziećmi – On Najwyższy i Nieogarniony najczulej kocha najniższych. Tych, którzy się pięli w górę i chcieli Mu dorównać, zepchnął w przepaści – a dla tych, którzy się uniżą, przygotuje najwyższe stolice, by były tuż przy Jego wysokości. Dla Moich Oblubienic, Leonio, dla dusz zakonnych – ta droga jest najbezpieczniejsza. W Maleńkim Jezusie znajdziecie wzór do naśladowania we wszystkim. Może niejednej z was wydaje się za trudno naśladować Jezusa, przebiegającego miasteczka i wioski, nauczać drugich, rozprawiać z doktorami, jak to czynił Jezus, Mistrz z Nazaretu. Może za trudne i niedościgłe wydaje się wam życie bolesnej Męki Jezusa – Jego katuszy i śmierci krzyżowej. Sądzicie może, że nie będzie was nikt przybijał do krzyża, to tez Jezusa ukrzyżowany – będzie w waszych sercach tylko przedmiotem uwielbienia i miłości, a nie naśladowania? Może niejednej z was takie myśli przesuwały się przez głowę, a w sercu budziło się zniechęcenie. Pójdźcie do Niemowlęcia Jezusa”.

Dzień 3 - 18 grudnia

O Adonai, wodzu domu Izraela, któryś ukazał się w płomieniach Krzaka Gorejącego Mojżeszowi i dałeś mu Prawo na górze Synaj, przyjdź nas odkupić mocą swego ramienia.

Módlmy się: Dozwól, prosimy Cię, wszechmogący Boże, abyśmy zostali uwolnieni z jarzma grzechu i radośnie oczekiwali pamiątki ponownego narodzenia się w nas Jednorodzonego Syna Twojego. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

ROZWAŻANIE: „Leonio, dziś pomówię z tobą na temat: „Z ust niemowlątek i ssących doskonalą odebrałaś chwałę”. Szczytem powołania człowieka na ziemi jest oddać chwałę Bogu, jest to bowiem spełnienie woli Bożej. Bóg wydobył wszechświat z nicości dlatego tylko, by Sobie samemu oddać chwałę, a na drugim planie jest uszczęśliwienie stworzeń właśnie przez oddanie chwały Bogu. Ale zauważ Moje dziecię, Bóg pragnie chwały doskonałej – a więc chwały oddawanej mu całą siłą swojego jestestwa. Taką doskonałą chwałę odbiera Bóg z ust niemowlątek i ssących. Pierwszy okres życia Bóg-Człowieka na ziemi – okres niemowlęctwa Jezusa – był hymnem doskonałej chwały Boga, chwały, jakiej Mu dotąd nie oddawał nikt. Trójca Przenajświętsza byłą tak zachwycona, tak ujęta uwielbieniem miłości Niemowlęcia Jezusa, że przez wzgląd na to Niemowlęctwo Jezusa przyjmuje dotąd i do końca świata przyjmować będzie niemowlęta ludzkie, by je umieścić tuż u tronu swego i słuchać hymnu ich uwielbień. Czyż serce twoje, moja Leonio, nie drży z radości na myśl o tym, że niemowlęta przyjmuje Bóg do nieba nie dla ich zasług, ale dla zasług Jezusa. Czyż się nie cieszysz, że one nie są sądzone? Ciesz się, bo skoro całą duszą oddajesz się Bogu, by stać się niemowlęciem na wzór Jezusa, będziesz przyjęta do nieba dla Jego zasług, będziesz przyjęta z łaskawością ze strony Boga, który cię w Sercu Swoim umieści na wieki. Jeszcze jest wiele tajemnic, które ci chcę odkryć, bo w maleńkich mam upodobanie – one będą jakoby nic nie wiedzące według rozumienia świata, a tymczasem upodobało się Bogu takowym dać rozumienie. Ojciec, wiedząc, że Jego nieroztropne dziecię idzie tam, gdzie grozi mu niebezpieczeństwo, stara się złemu zaradzić – upomina łagodnie, przedstawia zgodę, a gdy to nie pomaga, używa gróźb i kary, a gdy dziecko nieposłuszne, wbrew wszelkim zabiegom i staraniom ojca idzie zatonąć – ojciec wtedy rzuca się na ratunek, zwołuje innych na pomoc, własnym oddechem chciałby mu przywrócić życie. Tak czyni Jezus. Z niewypowiedzianą łagodnością i słodyczą napomina, używa jednak niekiedy ostrych nakazów, czy zakazów, a gdy dusz, mimo wszystko idzie na własną zgubę, i wtedy Jezus idzie za nią, idzie aż na dno topieliska, wyciąga duchowego trupa, zniekształconego do tego stopnia, że trudno dopatrzeć się w nim rysów nawet ludzkich, i z miłością tuli do Swojego Serca, pragnąc rozgrzać własnym sercem zlodowaciałą duszę, chcąc własnym życiem ożywić to, co zamarło. Cieszy się Jezus, gdy w tej pracy chce mu ktoś dopomóc, gdy znajdzie się przy Nim dusza, która się ofiaruje za wszystko, byle tylko tej duszy przywrócić życie przez Jezusa. Czyż nie robią tak ojcowie ziemscy? Ileż to razy, znalazłszy się sam na sam z niemowlęciem, pochylają się nad nim, pragnąc pieszczot maleństwa, opowiadają mu o troskach, których ono nie rozumie, a jednak przy maleństwie znajdują odpocznienie i ulgę. Jesteś niemowlęciem, nie rozumiesz tajemnic Moich cierpień – i nie zrozumie ich w całym tego słowa znaczeniu nikt. Żeby zrozumieć ból Jezusa, trzeba by być Jezusem, cierpieć to, co On cierpi. Mówić chcę tylko z wybranymi, a przez nich chcę objawić światu cząstkę cierpień owej nocy. Noc ową tak często przeżywałem w Moim życiu. Przesuwała się ona przed Moją duszą w snach niemowlęcych, nawet wówczas, gdy anielskie chóry śpiewały nad Betlejem radosne „Gloria”. Wówczas dusza moja pełna była radości na myśl o chwale Ojca, doskonałej przez Wcielenie, a równocześnie ból srogi ściskał Mi Serce na widok dusz, które wiecznie pogrążone będą w nocy, bo nie szukały Słońca Sprawiedliwości, bo usuwały się od światła, które im ukazało zło i przestępstwa. Łzy Moje kryłem przed Moją Matką Niepokalaną, by nie ranić Jej Serca, ale Sam składałem z Siebie Ofiarę za tych, którzy mieli być zbawieni i za tych, którzy mieli być potępieni. Tak, składałem ofiarę także za tych, którzy mieli być potępieni, by wynagrodzić Bogu zniewagi, wyrządzone przez ich ciężkie, nieodpokutowane grzechy. Męka potępieńców – jakkolwiek straszna i wieczna – nie zdoła wyrównać zniewagi wyrządzonej Bogu, bo to męka stworzenia i to upadłego. Dlatego ogromu Moich cierpień nikt nie zmierzy, bo Ja cierpiałem za wszystkich i za każdego z osobna. Łącz się ze Mną w Moich cierpieniach, ofiaruj Ojcu Niebieskiemu Moje ukryte cierpienia – za ukryte grzechy, które ranią Moje Serce tym bardziej, że dusze ukrywają je i przed spowiednikiem, krzyżując Mnie skrycie w sercu pełnym plugastwa. Pobyt w takich duszach w czasie Komunii świętokradzkiej jest dla Mnie odnowieniem wszystkich katuszy owej strasznej nocy, spędzonej w więzieniu. Daj Mi odpoczynek w swoim sercu, odpłacę ci za to w wieczności. Mój Jezu, pozwól, że rozpoczną dalszy ciąg pisania aktem modlitwy i posłuszeństwa. Chciałam ukryć na zawsze w sercu swoim łaski, którymi obdarzyłeś duszę moją, zanim zacząłeś mówić o drodze niemowlęctwa duchowego, ale ponieważ spowiednik polecił mi to zapisać, więc posłuchałam go w pokorze ducha, a Ty, mój Oblubieńcze, pociągnij na drogę niemowlęctwa duchowego dusze, które odwiecznie przejrzałeś i upodobałeś Sobie. Ja z nich najniegodniejsza pragnę przejść przez życie, pełniąc wolę Twoją, a jeżeli nią jest, bym i to zapisała, co ukryć pragnęłam, niech się stanę narzędziem w jej spełnieniu. W czasie nowenny do uroczystości Bożego Narodzenia codziennie Pan Jezus ukazywał się mojej duszy w postaci maleńkiego Dzieciątka. Niezatarte zostały w duszy rysy Maleńkiego najpiękniejszego z synów ludzkich, owa piękność z żywością, opromieniona łagodnym, dziwnie pociągającym blaskiem. W trzecim dniu Nowenny, w czasie medytacji, kiedy znów ukazał się duszy maleńki Jezus na kolanach Matki Niepokalanej, zauważyłam, że trzymał w rączkach roztopioną kulę złota. Spojrzał na mnie, a potem zaczął obracać ową kulę, utoczył z niej pierścień zarzucił mi na palec i powiedział: Będziesz oblubienicą Niemowlęcia Jezus. Myślałam, że nikomu w życiu o tym nie powiem, ale Jezus widocznie chciał, bym tego nie kryła przed swym ojcem duchowym, bo mi to zawsze przypominał. Z Jego polecenia znalazło się i to na kartkach notatki”.

Dzień 4 - 19 grudnia

O korzeniu Jessego, który stoisz jako sztandar narodów, przed którym królowie zamykają swe usta, do którego narody modlić się będą, przyjdź nas uwolnić, racz dłużej nie zwlekać.

Módlmy się: Boże, Tyś objawił blask Twojej chwały przez macierzyństwo świętej Dziewicy, daj, prosimy, abyśmy tak wielką tajemnicę Wcielenia wyzwalali nieskażoną wiarą i zawsze czcili pobożnymi czynami. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

ROZWAŻANIE: „W czasie Mszy św. po konsekracji duszy mojej ukazała się obecność Trójcy Przenajświętszej na ołtarzu. Błagałam każdą z poszczególnych Osób o Komunię św., szczególnie Najukochańszego Ojca Niebieskiego i nie zapomnę nigdy tej łaski – oto przez ręce kapłana Sam Ojciec Niebieski dał mi Jezusa. Na drugi dzień po konsekracji byłam świadkiem tej samej obietnicy. Głos wewnętrzny, wychodzący z głębi duszy, a równocześnie płynący z ołtarza, odezwał się: Na ołtarzu dokonuje się codziennie tajemnica wiekuistego rodzenia Syna Bożego. Codziennie, w każdej Mszy św. odnawia się tajemnica Wcielenia Syna Bożego, Jego Narodzenia, Życia, Śmierci, Wniebowstąpienia – a tak mało ludzi bierze udział w tych tajemnicach swego odkupienia. Kto rozumie te tajemnice, niech się stara innych pociągnąć do udziału we Mszy św., której wartość jest nieskończona nie tylko ze względu na nieskończoną chwałę, jaką oddaje Bogu, ale i ze względu na korzyść dusz. Gdyby się podwładni dowiedzieli, że ich Król otwarł skarbiec niewyczerpany i sam własnoręcznie rozdaje klejnoty i to w takiej mierze, ile ktoś unieść potrafi, zapewne, nie znalazłby się nikt, kto by nie pospieszył do Króla, wiedząc, że koszta podróży opłacą mu się stokrotnie. A czym są owe skarby królewskie wobec dóbr duchowych, jednej, jedynej Mszy św.? Nikogo Jezus nie odprawi z próżnymi rękami. Pójdźcie czerpać, ile zechcecie, skarbiec otwarty. Nie chciejcie być narzędziami, bo skarbiec wystarczy na wszelkie ozdoby królewskie, a dziećmi Króla jesteście. Tajemnice Jezusa są waszymi tajemnicami, ale tylko o tyle, o ile zechcecie dobrowolnie i z miłością z nich korzystać. Czy wiesz co utwierdzi wiarę twoją tak, że się nie zaprzesz Jezusa? Maleńkość: Gdyby ktoś maleństwu odmówił, wskazując na matkę, że to nie jest jego matka, a kogoś innego przedstawiał mu jako taką, odwróci się od niej maleństwo, choćby ta obca osoba ubrana była daleko piękniej i choćby nawet jego matka była żebraczką, łachmanami okrytą. Do błyskotek może się dziecko uśmiechnie, ale droższe mu ponad wszystko spojrzenie, uśmiech czy jedna pieszczotka matki. Leonia Moja, w czasie męki jestem w poniżeniu. Jestem wzgardzony, od wszystkich wyśmiany, łachmanem okryty, za głupca poczytany, ale maleńkie, kochające Mnie dusze, och wy, których sobie wybrałem, wy się Mnie nie zaprzecie, Moje Serce liczy na was. Maleństwa nie mogą powiedzieć, że nie znają Jezusa, bo On i On jeden pochyla się nad ich maleńkością, nawet wówczas, gdy inni wzruszają ramionami i powiedzą, że nie ma się kim zajmować, że czas im poświęcony, jest czasem straconym. Jezus jest z nimi w chwilach radości i smutku, Jezus jest przy nich w chwilach pracy i spoczynku, zawsze wyrozumiały na braki dziecinne, zawsze gotów przebaczyć, przytulić do serca, bronić przed przemocą. Nie, Moje maleństwa nie zdolne się do tego, by się Mnie zaprzeć, ale trzeba się wszystkimi siłami przywiązać do Jezusa, trzeba Go ukochać, oddać się Jemu, zaufać Mu bez granic i zawsze pragnąć pozostać maleńką. Matka Najświętsza w życiu wewnętrznym na drodze niemowlęctwa duchowego. Dusza, która się wybiera na górę doskonałości bez Matki Najświętszej, niedaleko zajdzie – ustanie, a nawet w tym kawałku, który przebędzie, dozna wielkiego zmęczenia, toteż łatwo się zniechęci. Im dalej w górę, tym większe napotyka trudności, łatwo o zabłąkanie się w labiryncie dróg. Toteż dusze dążące do świętości powinny całym sercem przylgnąć do Matki Najświętszej, a Ona nie zawiedzie nikogo. Jeżeli Matka Najświętsza jest potrzebna w życiu każdego człowieka, jest Ona niezbędna na drodze niemowlęctwa duchowego. Niemowlę bez matki to listek gnany wiatrem, to ptaszyna bez gniazda. Napisz, że dusze, które uczują powołanie do wejścia na drogę niemowlęctwa duchowego, powinny iść na pociągnieniem łaski, ale pierwszą ich czynnością, pierwszym niejako aktem tego życia niech będzie gorąca, serdeczna i szczera miłość Matki Najświętszej. Trzeba się Jej oddać całkowicie i zupełnie, bo Ona wiem, co niemowlęciu jest potrzebne, a równocześnie zna upodobanie Swego Syna: Trzeba zaufać Matce Najświętszej, bo Ona nikogo nie zawiedzie. Więcej Maryja wyprosić może u Boga, niż niemowlę zapragnąć jest zdolne. Niech dusza-niemowlę nie czyni nic takiego, czym mogłaby sprawić przykrość Swej Niebieskiej Matce, czym mogłaby ją zasmucić. Trzeba być posłusznym dzieckiem Niepokalanej. Widziałaś nieraz matkę otoczoną liczną rodziną. Dla każdego dziecka ma ona słowo pociechy, czy zachęty, obchodzi ją los każdego dziecka – a jednak najwięcej starań poświęca niemowlęciu, najczęściej pochyla się nad jego kolebką, tuli je najbliżej swojego serca, karmi je mlekiem swoich piersi, żyje niejako dla niego, spędza całe godziny w jego towarzystwie, choć w zamian otrzymuje tylko uśmiech, spojrzenie niezrozumiałe dla innych, ale wymowne dla niej gaworzenie. Dziecino, jeżeli dusza chce być przedmiotem takiej czułej opieki i miłości Matki Najświętszej niech wejdzie na drogę niemowlęctwa duchowego. Dzieciom większym matka wskazuje drogę, którą iść mają. Małe prowadzi za rękę, niemowlę sama przenosi na drugą stronę. Czyż nie jest to szczęście dla dzieci. Czyż nie jest bezpiecznym – przylgnąć do matki, nie odwracać nawet oczu na kamienie przydrożne, na drogę opoczystą, na zbrukaną ziemię, ale wzrok swej duszy zatopić w błękitach, wpatrywać się w słońce, złagodzone blaskiem zorzy – a nade wszystko kochać, kochać bez obawy?”.

Dzień 5 - 20 grudnia

O Kluczu Dawida i berło domu Izraela, który otwierasz, a nikt nie może zamknąć; zamykasz, a nikt nie zdoła otworzyć, przyjdź i wyprowadź z więzienia jeńca, siedzącego w ciemnościach i cieniu śmierci.

Módlmy się: Boże, Twoje niewymowne Słowo za zwiastowaniem anielskim przyjęła Niepokalana Dziewica Maryja i, stawszy się domem Bożym, została napełniona Duchem Świętym; prosimy, abyśmy za Jej przykładem byli zdolni pokornie poddawać się Twojej woli. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

ROZWAŻANIE: „W niemowlęctwie duchowym muszą się połączyć ze sobą maleńkość z wielkością. O maleńkości już ci mówiłem. Wytłumaczę ci, w jaki sposób połączyć z nią wielkość. Jeżeli ktoś majętny i bogaty daje ze swego mienia potrzebującym – daje wspaniałomyślnie, nie dając odbierającemu odczuć, że ze swego udziela, a z własnym uszczupleniem – mówią o nim ludzie, że jest wielkim, że to jest człowiek wielkiego serca. Takie samo miano dają tym, którzy poświęcają się wielkiej idei – nie licząc prac i trudów. Wielkim nazywa się człowieka, stającego odważnie wobec tych, którzy depczą prawdę i sprawiedliwość – bez względu na to, że się przez to naraża na szykany i wzgardę – obrona prawdy stanowi jego wielkość. Wielkim jest człowiek, który opuszcza wszystko, co ma, a idzie za Chrystusem – wielkim jest ten, który oddaje życie swoje za tych, którzy mu źle życzą, nienawidzą go. Jakże może się pogodzić maleńkość niemowlęcia z wielkością bohaterską. Przez łaskę. Łaska jest tak potężna, że wszystko może. Niemowlę daje wspaniałomyślnie to, czego żąda matka. Jeżeli ono bezwiednie trzyma coś zaciśniętymi rączkami, to matka odebrać może. Dusza, która chce być takim niemowlęciem powinna się wyzbyć wszelkiego przywiązania do jakiejkolwiek rzeczy, a równocześnie prosić Jezusa, by Sam zabrał to, co może bezwiednie trzyma jeszcze w swoim posiadaniu. Niech taka dusza daje jezusowi wspaniałomyślnie miłość swego serca, trud i cierpienie – bliźnim pomoc, wsparcie, słowo zachęty czy pociechy. Czy jej nie dawał Jezus Niemowlę? Serce Swej Matki i św. Józefa zalewał radością Swą Bożą, a sobie zostawił ból z powodu niewdzięczności ludzkiej. Pocieszał pastuszków i umacniał ich dusze, sobie zostawiając ból, odepchnięcie od wszystkich tak, że w bydlęcej stajni musiał szukać schronienia. Pocieszał i umacniał duszę mędrców – sobie zostawiając ból zapomnienia od tych, których ukochał, a którzy szukają raczej złudnej wielkości. Pozwalał bogacić się innym, Sam znosząc ubóstwo, posunięte aż do skrajności. Pozwalał panować Herodowi, dla siebie wybierając wygnanie. Pozwalał mówić innym, a sam milczał. Kiedy Niepokalana Matka zanosiła Go do świątyni, pozwolił złożyć za siebie okup, równocześnie jednak ofiarował Ojcu Swe życie, jako ofiarę za ludzkość całą, z tych, którzy Go nienawidzą, bluźnią Mu, prześladują, z tych, co Go krzyżują. Ofiara Jezusa Niemowlęcia w świątyni ma taką samą wartość, jak ofiara krzyżowa, jak ofiara ołtarzowa. Ten sam Baranek oddał się Ojcu na zabicie za grzechy świata. Widział maleńki Jezus miecze bólu skierowane ku Niemu w chwili swej ofiary – ale nie cofnął się – owszem pozwolił na przedłużenie Swego życia, by dokonywanie tej ofiary trwało dłużej, by trwało w sposób mistyczny do końca świata. - Najmniejsze dzieci Boże – Dusze oddajcie na ofiarę; przed wami zakryto to, co cierpieć będziemy. A jeśli nawet Bóg uchylił zasłonę, nie lękajcie się, bądźcie wspaniałomyślni, połączcie waszą maleńkość z wielkością. Odrzućcie wielkodusznym gestem wszystko, co jest z tego świata, co wam do Jezusa może utrudnić przystęp. A jeżeli zauważycie, że prawda i sprawiedliwość są w pogardzie – stójcie mocno przy Bogu; jeżeli mówić wam nie będzie danym, tym serdeczniej kochajcie Jezusa, tym ofiarniej bądźcie Mu oddane – to będzie nieme kazanie wygłoszone przez najmniejszych do tych, którzy siebie uważają kazanie wygłoszone przez najmniejszych do tych, którzy siebie uważają za wielkich i mądrych. Niech wielkość wasza polega na pogardzie tego, za czym świat się ugania, na ofiarowywaniu siebie, na gotowości czynienia wszystkiego, czego Bóg żąda. Wielcy tego świata nie potrafią sobie omówić przyjemności, nie potrafią siebie zwyciężyć nawet w drobiazgach, a maleńkie Dziecię Boże przejdzie koło sideł ponętnych z bohaterską wielkością, a raczej przejdzie wysoko ponad nimi – przy Sercu Niepokalanej Matki. Czyż zamieniłby pieszczoty Jej najczulsze na zwodnicze przynęty? Dzieci Moje, otwórzcie oczy, chciejcie zrozumieć, gdzie wielkość prawdziwa. Stańcie się małymi, a uczynię was bohaterami, uczynię z was przednią straż Mego Królestwa, uczynię z was najodważniejszą milicję, która w pierwszy gotowa iść ogień, ale też pierwsza zdobędzie nagrodę – z ust niemowlątek i ssących, najsilniejszą utworzę fortecę, z tych którymi świat pogardza, utworzę aureole Swojej chwały. Kto chce być wielkim, niech się stanie małym przez pokorę, wyrzeczenia się siebie, zapomnienie o sobie, a przede wszystkim przez niemowlęcą ufność we Wszechmoc Tego, który je kocha i przy Sercu Swoim wychowuje. Leonio, kiedy ci pierwszy raz mówiłem o niemowlęctwie duchowym, mówiłem ci, że przez nie najbardziej upodabniasz się do Jezusa w Hostii. W Moim niemowlęctwie najbliższym Moim aniołem, który czuwał nade Mną była Moja Matka Niepokalana. Ona spełniała nade Mną wolę Bożą. Dziś taką rolę spełnia wobec Mnie kapłan. Jestem zamknięty w Tabernakulum, dopóki nie otworzy drzwiczek kapłan, by Mnie podać na pokarm duszom, by Mnie zanieść w sercu swoim do chorego. Pod postacią Hostii spełniam cichą ofiarę- za ludzkość całą, za każdą duszę z osobna. Milczę, ale modlę się za wszystkich, ukryty zaglądam do głębi każdej duszy, na pozór Sam bez życia – ożywiam milionowe rzesze, cisnące się do Mnie po życie. Posłuchaj, Moja Oblubienico, Moja mała siostrzyczko – chcę, byś Mnie naśladowała, by Mnie naśladowały wszystkie maleńkie duszę. Daję wam kapłanów – przewodników, pozwólcie, by kierowali waszymi krokami, nie rozstrząsajcie, dlaczego to lub owo nakazują wam lub zakazują. Bądźcie im posłuszne. Żyjcie same głębokim życiem wewnętrznym, życiem Bożym – nieście to życie duszom bliźnich waszych przez modlitwę, ofiarę, przez zapomnienia o sobie. Bądźcie mało wymagające dla siebie, zostawcie w swych sercach dużo miejsca dla Jezusa, oddajcie Mu się całkowicie, by w was żył, jak żyje w Hostii; biały opłatek, ów kawałek chleba przeistacza się w Jezusa, już z Jego istoty nic nie pozostaje, prócz przypadłości. Leonio, Ja chcę tak przeistaczać duszę – chcę ja całkowicie przeistaczać w Siebie w sposób tajemniczy, jak się dokonuje przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Najświętszą. Ja chcę żyć w duszach, nie niszcząc ich wrodzonych uzdolnień i zalet, podnosząc je do współżycia ze Mną. Za strony duszy potrzebną jest koniecznie ofiara – wyrzeczenia się siebie. Dusze, które chcą wejść na drogę niemowlęctwa duchowego, muszą w szczególniejszy sposób ukochać zapomnienie. Gdybym jako niemowlę pozostał w Betlejem, gdzie Mnie witały pastuszki, gdzie Mi hołd oddawali Mędrcy, nie byłbym tak dobrze ukryty, jak w Egipcie, gdzie żyłem nieznany. Święty Józef i Moja Niepokalana Matka zabrali mnie do Egiptu potajemnie – to była ucieczka. Mogłem nie uciekać, mogłem pozostać w kraju, nawet dać znać Herodowi, że żyję, ale uszedłem jego zbrodniczej ręki, która bez woli Ojca Niebieskiego i bez mojej zgody dosięgnąć Mnie nie mogła. Ale tym sposobem Herod rozjątrzyłby się jeszcze bardziej, prześladowałby innych. Prześladowanie znoszone z miłości dla Boga jest zasługujące, ale dusze kochające Boga, powinny starać się, nie dlatego, by uniknąć cierpienia leczy by nie dopuszczać do obrazy Bożej w osobach bliźnich, bo i one mają duszę, i oni są odpowiedzialni przed Bogiem. Z tego względu doskonalszą i bezpieczniejszą rzeczą dla duszy jest zapomnienie i dusze powinny je bardzo kochać. Niech Wam maleńki Jezus będzie wzorem. Chyba, że są takie zamiary Boże wobec pewnych dusz – że Bóg dopuszcza na nie prześladowania, wówczas powinny spokojnie i z oddaniem się woli Bożej przyłożyć usta do kielicha goryczy.”

Dzień 6 - 21 grudnia

O Wschodzie, blasku światła wiecznego i słońce sprawiedliwości: przyjdź i oświeć siedzących w ciemnościach i cieniu śmierci.

Módlmy się: Wysłuchaj łaskawie, prosimy Cię, Panie, próśb Twojego ludu, aby umiał się cieszyć przyjściem Twojego Jednorodzonego Syna w naszym ludzkim ciele, a ponieważ przychodzi w swym majestacie, niech nam udzieli wiecznej nagrody. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen

ROZWAŻANIE: "Posłuszeństwo na drodze niemowlęctwa duchowego. Jeżeli chcesz wiedzieć, jak daleko ma się posunąć twoje posłuszeństwo, idź do Niepokalanej Matki, proś, by ci pozwoliła zostać i przyglądać się posłuszeństwu Niemowlęctwa Jezusa. Posłuszeństwo niemowlęcia nie zna nawet odruchów sprzeciwiania się woli innych. Czy aż tak daleko ma sięgnąć posłuszeństwo duszy na drodze niemowlęctwa duchowego? Tak, ale w tym znaczeniu, żeby te odruchy umarzać, skoro się je tylko spostrzeże, nie wchodzić z nimi w kompromis, nie robić układów, ale przecinać nici ich życia. Mniejsza o to, że umrze odruch i przez chwilę będzie zawadzał jako coś niepotrzebnego. Łatwo jest wyrzucić go z duszy, jako niepotrzebny balast, byle w tym miejscu wzrósł kwiat posłuszeństwa. Niemowlę nie rozumie dlaczego jemu, a nie komu innemu. Ludzkie niemowlę nie jest nawet zdolne do takiego rozumowania. Niemowlę Jezus, będąc wszechwiedzą, wiedziało o wszystkim, mógł jako Bóg wydać daleko mądrzejsze rozkazy, niż św. Józef, czy Matka Niepokalana, a jednak był im poddany. W życiu zakonnym czy w życiu wewnętrznym potrzebne jest koniecznie posłuszeństwo. W pierwszym wypadku posłuszeństwo jest cementem, który spaja żyjący jednym duchem organizm zgromadzenia. Usunąć cement, wszystko się rozleci albo rozluźni tak, że nad wszystkimi zawiśnie groza katastrofy, rozprężenia, upadku. W drugim wypadku, tj. w życiu bardziej wewnętrznym, kierowanym przez kapłana-spowiednika, posłuszeństwo jest tak konieczne, jak światło o zmroku, by trafić do pewnego punktu, o którym niecałkowicie ma się pojęcie. Ja daję duszy dużo światła. Sam staję się jej światłością, ale Moją działalność w duszy uzależniam od kierownictwa tych, którym powierzyłem dusze. Choćby nawet dusza miała już bardzo wielki zasób doświadczenia za sobą - jeżeli zechce tylko kierować się swoim doświadczeniem, bez względu na kierownika duszy - niedaleko zajdzie. Więcej zyskuje dusza niemowlęcym poddaniem się woli pod wolę Bożą na drodze posłuszeństwa, niż gdyby z własnej woli poszła na męczeństwo. Jednym z powodów, dla których stałem się niemowlęciem, było pragnienie posłuszeństwa niemowlęcego, toteż, jeżeli w jakiejś duszy widzę posłuszeństwo doskonałe, nie mogę się oprzeć, by nie przyjść do niej dla nawiązania serdecznej przyjaźni, bo wiem, że ta dusza tylko Mojej Woli pragnie, a Ja Swoją Wolę objawiam przez przełożonych. Znowu Moja Leonio, chcę przez ciebie wskazać duszom niemowlęctwo duchowe w ujęciu miłości wzajemnej. Czyś widziała kiedy, by małe niemowlęta nienawidziły się nawzajem, by się mordowały, obrzucały obelgami? To niepodobna. W niemowlęciu nie ma zazdrości, niechęci. Ono jest istotą kochającą. Jeżeli się nie staniecie jako dziatki, nie wnijdziecie do Królestwa Niebieskiego. Trzeba mieć serca wolne od wszelkiej niechęci do bliźniego, jak wolne od niej są serca dzieci - a wówczas dopiero przyjdzie do was królestwo Boże i wnijdziecie do Królestwa, obiecanego maluczkim. A jeżeli chodzi o doskonałość, o świętość duszy, to wzoru miłości bliźniego możecie szukać u Niemowlęcia Jezus. Nie szuka Ono wyniesienia się nad innymi, by błyszczeć, a przez to wzbudzić zazdrość u dusz słabych - Jezus kryje się możliwie najbardziej, obiera miejsce ostatnie, rodzi się w stajni bydlęcej. Któż Mu zazdrości? A gdyby wam dano zaglądnąć do Jego Boskiego Serca, ujrzelibyście w Nim te same uczucia miłości, dobroci, przebaczenia, jakim dał upust w czasie Swej apostolskiej działalności, gdy leczył chorych, wskrzeszał umarłych, gdy brał w obronę grzeszników - On, nieskończona świętość - by im okazać litość i przebaczenie. Miłość Ojca Przedwiecznego i miłość wszystkich ludzi i każdego z osobna były treścią Mojego życia niemowlęcego, były treścią Mojego ofiarnego niemowlęctwa. Przyjdźcie do Mnie, uczcie się ode Mnie doskonałej miłości bliźniego, uczcie się składać z siebie ofiary tak cicho, by nikt nawet nie wiedział, że ofiara kosztuje. Uczcie się ustępować przed gniewem drugich, gdy chwała Boża tego wymaga, uczcie się jednakowej miłości zarówno dla prostaczków, jak dla mędrców, miejcie dla wszystkich błogosławieństwo w swym sercu, życzliwe słowo na ustach, łagodność w spojrzeniu. Kryjcie także w sobie wyjątkowe dary Boże, by nie obudzić zazdrości u dusz słabych. Do jakiego stopnia ukrył się Jezus w Niemowlę? Był Bogiem, a któż wiedział o tym? Niepokalana Matka, św. Józef, mędrcy, garstka pastuszków - ale i oni mieli o tym objawienie od Boga, który chciał uwielbić Sego Syna; ale maleńki Jezus nikomu nie rozpowiadał, kim jest, aż przyjdzie godzina Jego, godzina, w której miał objawienie Ojca, by rozbudzić w sercach ludzkich miłość ku Niemu. O, jak szczęśliwą jest dusza, żyjąca w takim niemowlęcym ukryciu, nikt się nią nie zajmuje, tylko ci, którym zlecona została troska o to. Trzeba się starać przejść cicho i niepostrzeżenie przez życie, chyba że komuś z góry dano osobne zlecenie, by dla chwały Bożej dokonać na ziemi czynów wielkich. Wam - Moje dusze najmniejsze - wystarczy cicha ofiara. Tylko niech ona będzie nieustanna. Do jednego oceanu płyną wody gwałtownego górskiego potoku i cichu, spokojnie, płynącej rzeki. Które wody więcej pożytku przynoszą? Obydwie mogą być z korzyścią użyte. - Pierwsza może być użyta do poruszania kół młyńskich, które mają zetrzeć ziarno na mąkę. Woda spokojnie płynąca w szerokich korytach może przenosić statki obładowane towarem, a to droga tańsza, niż lądowa. Moja Leonio, dusze, które oddane są życiu apostolskiemu, pracy nad zbawieniem dusz, muszą nieraz być takim górskim potokiem, muszą użyć siły wprost mocarnej, by odrzucać plewy zła. Dobrze czynią, jeżeli ich źródło bije wysoko w Bogu, jeżeli od Niego czerpią siłę rozpędową. Gdyby chciały z szumem płynąć tylko dlatego, by zwrócić na siebie uwagę, mogą co prawda skierować na siebie wzrok przechodniów, ale łatwo mogą jednym nieostrożnym wezbraniem uczynić więcej szkody, niż pożytku. Toteż powinni czuwać nad tym, by rozpowiadać tylko chwałę Bożą, nie swoją, a przy tym mają zawsze patrzeć na swój własny cel i na drożynę, którą mają przepłynąć we własnym korycie. Dusze, których życie płynie na podobieństwo wód - rzek spokojnych - niech nie pragną być potokami - niech spełniają cicho swoje obowiązki, służące każdemu, kto ich zechce użyć, kryjąc w głębinach każdy kamień przeciwności bez szemrania i bez skargi, jeden cel mając przed sobą - dopłynięcie do oceanu i uniesienie z sobą tych, którzy nie powierzyli się ich prądowi. W oceanie miłości razem zatoną wody potoku górskiego i rzeki spokojnej, by rozpowiadać chwałę Najwyższego".

Dzień 7 - 22 grudnia

O Królu narodów, przez nie upragniony, kamieniu węgielny, który jednoczysz to, co rozdzielone, przyjdź i zbaw człowieka, któregoś stworzył z mułu.

Módlmy się: Boże, Ty, widząc, że człowiek popadł w grozę śmierci, postanowiłeś go odkupić przyjściem Twego Jednorodzonego Syna; spraw, prosimy, abyśmy w pokornym i nabożnym wyznawaniu Jego Wcielenia, zasłużyli sobie także na uczestnictwo w Jego radości. Który z Tobą żyje i króluje na wielki wieków. Amen.

ROZWAŻANIE: „Dzisiaj na jedno zwrócę uwagę. Dziecino Moja, nie myśl o przeszłości – powierz ja zupełnie Miłosierdziu Bożemu; nie myśl o przyszłości – powierz ją całkowicie Dobroci Bożej. Czyż niemowlę myśli o tym? Jedno zadanie masz do spełnienia – kochać Jezusa coraz więcej i coraz goręcej. Nie myśl o przeszłości, by się nią nie martwić. Wolno ci płakać przy Sercu twojego Jezusa, wolno żałować z miłości, ale wiedz, że miłość własna może się wślizgnąć nawet do najświętszych uczuć. Nie przywiązuj do niczego swojego serca, jedynie do miłości Jezusowej. Oddaj się pod kierownictwo Ducha Świętego. Jeżeli rozbudzi w twoim sercu żal, nie tłum go, ale nie zacieśniaj twojego serca, nie przestawaj w takich chwilach powtarzać Jezusowi, że Go kochasz. Posłuchaj – nic a nic nie zdoła zmniejszyć Mojej miłości względem ciebie, choćby cię świat potępił i odepchnął. Zawsze cię kochałem, nawet wówczas, gdy błądziłaś, bo przecież ci już raz powiedziałem, że w twoich grzechach złości nie było. Gdy dziecko zabłąka się, ale bez złej woli, matka nie odtrąca je od siebie, choćby nawet nogę złamało – na ręce zabierze, zaniesie do domu, czuwa nad nim i szczędzi kosztów, by dziecko całkiem przyszło do zdrowia. Ja tak postępuję – a nawet Moja dobroć dalej sięga, bo kiedy matka ziemska widząc, ze dziecko upomniane robi jej na złość i umyślnie idzie w niebezpieczeństwo, aby dokuczyć matce, chwyta za nóż, by go pchnąć w jej serce – matka wyrzeka się tego dziecka, choć ból ściska jej serce. Ja się nie wyrzekam, choć mnie nie jedne raz dusza przebije, ale ilekroć popełni grzech ciężki, choćby ich popełniła tysiące, nie wyrzekam się. Stoję przed dusza zraniony, zmiażdżony i błagam ją, Ja – Bóg – błagam o nawrócenie. Jeżeli dusza usłyszy Mój jęk błagalny i zdepcze go, powie, że woli potępienie, niż uniżenie się przede Mną – czy uwierzysz – Ja i wówczas nie ustępuję natychmiast, daję czas do namysłu, daje wyrzuty sumienia, czynię wszystko, co w Mojej mocy, byle tylko zdobyć duszę z powrotem – ostateczny wyrok potępienia wydaje dusza na siebie sama. Ja go tylko potwierdzam. Pomyśl zatem, co Ja czynię dla nawrócenia jednej duszy – a czynię to z miłości. Skoro więc zdobędę jakąś duszę, trzymam ją przy Sobie jako zdobycz miłości i nic Mnie nie zdoła od niej oderwać, nawet największe schorzenia, co się z trudem zdobywa, więcej się ceni, a Mnie jedna dusza kosztowała trud Kalwarii ze wszystkimi katuszami. Złóż twój ból miłości tu, w Moim Sercu i kochaj Mnie miłością ufną, a serdeczną, wylewną dla Mnie aż do rozrzutności. Za całą przeszłość twoja żądam miłości, a jeżeli zażądałem ofiary, jako zadośćuczynienia, uczyniłem to dlatego, by cię móc nagrodzić, by się móc pochlubić przed Ojcem Niebieskim, aż moja najmniejsza dziecina zdolna jest do każdej ofiary, jakiej od niej zażądam. Nie myśl o przyszłości. Nie myśl o tym, co cię spotkać może. Jest ktoś, kto obmyślił wszystko, który wybrał dla ciebie Aniołów i ludzi, którzy się tobą zaopiekują. Jest ktoś, kto odmierzył dla ciebie pokusy i łaski, trudności i pomoce – a uczynił to z miłości. Niemowlę nie troszczy się o jutro, spokojnie, ufnie powierza się kochającej matce. Nie chcę przez to powiedzieć, by ludzie zaniedbywali swoje obowiązki i nie troszczyli się o wyżywienie osób, ich pieczy powierzonych – to byłoby spaczenie myśli Bożej. Chodzi o to, by duszom wskazać sposób, w jaki to czynić mają, co jest ich obowiązkiem. Nie czynić tego ze szkodą duszy – z zapomnieniem o rzeczy najważniejszej, o sprawie uświęcenia duszy – czynić zabiegi, ale spokojnie, ze wzrokiem utkwionym w niebo, z ufnością, że Bóg, najlepszy Ojciec, więcej myśli o swoich dzieciach, niż one same to potrafią. Im dusza więcej myśli o Bogu, o tym, by Mu radość sprawić świętym życiem, tym więcej Bóg myśli o tej duszy, by jej dostarczyć świętych środków, potrzebnych do życia. Czasem doświadcza lecz czyni to dlatego, by móc wynagrodzić dziecięce zaufanie. Tak samo ma się rzecz z życiem wewnętrznym. Dlaczego się przerzucać z drożyny z jednej na drugą? Czyż to szamotanie na wiele się przyda? Błagać Boga o poznanie własnej drogi i ufać, iż wskażę, że nią poprowadzi, że na niej znajdzie dusza uświęcenie. Niech całym twoim staraniem będzie miłość Boża, wzrost ustawiczny w tej miłości, zapomnienie o sobie, unicestwienie siebie. Nade wszystko od dusz maleńkich domagam się ufności. Pragnę, by Mi zaufały, by Mi wszystko powierzyły – swoje kłopoty i troski, radości i nadzieje. Czyż sama nie postępowałaś tak w domu wobec matki? Jeżeli czegoś nie umiałaś zrobić sama, biegłaś do matki z myślą – mamusia to umie; jeżeli coś popsułaś, byłaś przekonana – mamusia to naprawi. O, jak Ja lubię tego rodzaju zaufanie. Jeżeli dusza zna swoją nicość, musi sobie na każdym niemal kroku powiedzieć – nic nie umiem, nie zdolną jestem do wykonywania jakiegokolwiek dobra – tylko niemowlęciem jestem, w którym tkwią energie życia, ale musi być ktoś, kto by dopomagał do rozwoju tego życia. Największą radość sprawia Mu dusza, jeżeli w takich chwilach naocznego poznania swej bezradności, ufa, że Jezus to zrobi, bo umie, bo może, bo mnie kocha, więc uczyni to dla mnie – On chce to uczynić, bo jest dobry, chce wspierać nędzę, bo jest możny. Takie ślepe zaufanie Jezusowi podbija Jego Serce, bo zaufanie zawieść nie może. A więc złóż całą swą ufność w Panu Jezusie. Niech ci się nic nie wydaje niemożliwym do osiągnięcia, bo Jezus wszystko może. Niech żadna dusza, nie mówi, że coś jest dla niej niemożliwe, że to było tylko dla świętych. Czy świeci własna mocą zdobyli cnotę, czy własna mocą stali się świętymi? To Jezus w nich działał, a czynił to dlatego, bo mu działać pozwolili, bo nie ufając sobie, ufali Jezusowi. To jest tajemnica działania Bożego w duszy, o jest sekret świętości. Wierz, moja droga, że Ja pragnę, by wszyscy ludzie byli świętymi, nie zabraknie Mi łask, by nimi móc obdarzać każdą duszę przeobficie i Kościołowi Memu nie zabraknie dla nich ołtarzy, byleby tylko ludzie chcieli mi ufać, byleby współdziałali z łaską, dlatego sekret świętości zdradzam, oznajmiam go ludziom przez duszę, która wierzy słowom Moim. Kto pierwszy złożył za Mnie swoje życie w ofierze? Kto pierwszy za Mnie krew przelał? Niemowlęta – owe niewiniątka betlejemskie. Nie stało się to jedynie wskutek okrucieństwa Heroda. Ojciec Przedwieczny chciał Swemu Synowi Niemowlęciu dać ofiarę istot najmniejszych, z istot Jego wieku i to ofiarę krwawą, by zaznaczyć, że wyniszczenie Jezusa w wieku niemowlęcym równało się męczeństwu – a Niemowlę Jezus zasługuje na to, by Mu tego rodzaju ofiary składać. Wówczas, gdy słyszałem jęki konających niemowląt, myślałem o tobie Leonio, której miałem ukazać drogę niemowlęctwa o tym zastępie dusz, które wejść na nią miały. Nie przypadkiem to się stało, że ty pierwsza w Waszym Zgromadzeniu zaciągnęłaś się w szeregi dusz – ofiar i że przez ciebie rozpowszechnia się święty pobór w szeregi ofiar w Zgromadzeniu. Ja to sprawiłem, bo chciałem w tobie powtórzyć dzieje mego niemowlęctwa – pierwszej ofiary ze Zgromadzenia zażądałem od duszy, kroczącej droga niemowlęctwa. Posłuchaj, Niewiniątka – nie wiedziały dla kogo składają ofiarę z życia – nie szły na ofiarę dobrowolnie – bo były niezdolne do tego. W chwili ich śmierci jednak objawiłem im Siebie oraz wzniosłość ich ofiary, a kiedy po śmierci krzyżowej wstąpiłem do otchłani, pierwsi rodzice wysłali na Moje przywitanie owe niemowlątka, jako najmłodsze swoje potomstwo, które złożyło dla Mnie pierwociny swego życia, swoją krew. Tę krew, przelaną w męczeństwie rzucały one do stóp Moich, jako kwiaty niewinności i miłości. Mile przyjąłem ten hołd i zapragnąłem powiększyć zastępy maleńkich dusz ofiarnych. Dziecino – w niemowlęctwie duchowym można stać się męczennikiem, a to w sposób doskonalszy, niż to się stało udziałem niewiniątek, bo dobrowolnie, ze świadomością ofiary i wyniszczenia siebie. Ty znajdziesz męczeństwo w płomieniach miłości i w ofiarach, jakich zażądam od ciebie.”

Dzień 8 - 23 grudnia


O Emmanuelu, nasz Królu i Prawodawco, oczekiwanie narodów i Zbawicielu ich, przybądź zbawić nas, Panie, Boże nasz.

Módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże, świadomi zbliżenia się święta Narodzenia Syna Twego w ludzkim ciele, prosimy Cię, aby nam niegodnym sługom Twoim okazało się miłosierdzie Słowa, które raczyło stać się człowiekiem z Maryi Dziewicy i zamieszkało między nami. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

ROZWAŻANIE: "Leonio Moja - Ja stanę się świętością niemowlątek. Nie one uświęcą siebie, ale Ja je uświęcę, a raczej, jak powiedziałem, stanę się ich świętością. Dokonam tego, gdy mi nie będą stawiały oporu. Niemowlę ludzkie nie opiera się matce - pozwala jej zrobić ze sobą, co chce. Trzeba, by dusza w dobrowolnym niemowlęctwie duchowym wyrzuciła z serca wszelkie opieranie się działaniu łaski - niech nie stawia żadnego oporu - niech pozwala łasce uczynić z niej, co chce, a łaska dokona uświęcenia. Moja droga dziecino - odwagi i ufności, trzeba ci wejść w przedśmiertelny ból. Że jesteś maleńką, rozłożyłem go na raty - największą część bólu ja dokonam - ale trzeba i tobie ścierać utarczki bolesne. Odejmę ci pociechy duchowe, jakich kosztujesz w obcowaniu ze Mną. To będzie cierpienie najboleśniejsze dla Ciebie, ufaj jednak i nie przestań notować tego, co mówić będę do ciebie. Podróżny, któremu śpieszno do celu, idzie nawet nocą, choć ciemność wokoło. Myśl o tym, że droga już niedługa, dodaje mu otuchy; by iść i nie ustawać. Gdy dotrze do portu, spocznie spokojny. Tak się tobą zajmuję, jakby już nikogo nie było na świecie. Śpieszno Mi dokonać dzieła, które zamierzyłem. Pomóż Mi, dziecino Mojego upodobania, wyrzekając się wszelkiej czynności własnej, wyrzekając się siebie. Życie wespół ze Mną nie skończy się z chwilą odejścia twego z ziemi, przeciwnie, najwspanialsza jego część odbędzie się w niebie. Wespół ze Mną kochać będziesz Ojca Przedwiecznego i wszystkie Jego dzieci, które wypełnią królestwo Jego chwały. Największą twoją radością będzie widok dusz, którym dopomagałaś do zbawienia, a raczej które Jezus zbawił przez ciebie. Dla kapłanów może to już na ziemi być źródłem wielkiej pociechy, że zapełniają niebo duszami, nad którymi pracują. Koronę ich chwały ozdobię tylu gwiazdami, ile pozyskali. Osobną chwałę dam im nadto za prace nad tymi duszami, które chcieli pozyskać i nie szczędzili wysiłków, by je dla Mnie pozyskać, a które, nie słuchając ich głosu, pomimo wszystko, poszły na potępienie. Razem ze Mną będą oni sędziami tych dusz. Umrzeć sobie. Moja dziecino, jeszcze niezupełnie umarłaś sobie. Moja dziecino - działanie Ducha Świętego w duszach jest bardzo delikatne, dusze, które chcą, by Duch Święty w nich działał, powinny odnosić się do Ducha Świętego z największą delikatnością, z głęboką pokorą i miłością. Najlepiej uczyni dusza, jeżeli z dziecięcym zaufaniem powierzy się Matce Najświętszej. Ona jest Oblubienicą Ducha Świętego. Ona może wszystko dla duszy wyprosić. Duch Święty nie może niczego duszy odmówić, jeśli za nią wstawi się Maryja. Na jej prośby kruszy wszelkie przeszkody w życiu wewnętrznym, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Oddaj się więc Matce Niepokalanej, by cię powierzyć mogła Duchowi Świętemu. Czy przyglądałaś się kiedy kółeczkom w zegarku? Tyle ich tam jest, a każde ma swoje przeznaczenie. Tak i w życiu wewnętrznym. Naczelne władze duszy to główne sprężyny, a wszystkie przejawy ich życia, to jakby obroty kółeczek. Zegarek wówczas tylko oddaje usługę, gdy idzie zgodnie ze słońcem. Tak i dusza, która nie chce żyć zgodnie z Bogiem, jest nieużyteczną maszynerią. Ach gdyby uznała swój błąd, gdyby przyszła do Mnie po ratunek, byłaby uratowana. Gorzej się dzieje, gdy Sam dopraszam się jak najwięcej łaski, by Mi działać pozwoliła, a ona odtrąca Moją rękę, gardzi Mną, a czyni to nie dlatego, że żądam wynagrodzenia, ale przez upór, bo nie chce nic mieć do czynienia z Jezusem. O, Moja najmilsza dziecino, Ja potrafię naprawić nawet to, co inni uważają za czerep bezużyteczny - jednego tylko chcę, uznania błędu i swobody działania. Czyż praca może być wykończona, gdy ktoś jedną ręką naprawia, a drugą psuje? Trzeba zgodności, a przynajmniej jej pragnienia. Mnie są potrzebne dusze ludzkie, bo pragnę nimi zapełnić niebo. Ja mam nadmiar szczęścia, pragnę się nim podzielić, by uszczęśliwiać, nasycać, wzbogacać - ach, komu Ja dam to, co wypływa z Mojego Serca - to dobro bez końca? Ono zrodzone w Moim Sercu dla ludzi, Moich braci, Moich dzieci - dla wszystkich starczy, byle zechcieli przyjmować. Matka czuje ból w swoim sercu, gdy chce dziecko obdarzyć, a ono lekkomyślnie odtrąca jej rękę, drwi z matki. To samo ja przeżywam w stopniu daleko większym, bo Moje dary są bezcenne. Moje dzieci, przyjdźcie - Ja na was czekam, zapraszam, co więcej, Ja do was przychodzę, ale tak obarczony darami miłości, że dusza, która te dary przyjmuje, ulgę mi przynosi. Nikt ode Mnie nie odejdzie z próżnymi rękami - nikt nie dozna zawodu. Nikt dotąd nie żałował, że prawdziwie ukochał Jezusa. Leonio, żądam od ciebie całkowitego ukrycia się w Bogu. Niemowlę jest bezpieczniejsze, gdy się ukrywa. Ukrycie się w Bogu wiedzie do zjednoczenia z Nim. Ukryj w Bogu twoje umartwienia, pragnienia, nadzieje. Ukryj w Nim całą twoją duszę. Ukryj się w Bogu tak, jak Bóg ukrył się w tobie. Bóg ukrył w tobie cały Swój Majestat, ty w Nim ukryj całą nicość. Bóg ukrył w tobie całą Swoją Świętość, ty w Nim ukryj całą twoją grzeszność, ubóstwo i nędzę. Stworzenia tylko w Bogu powinny się znaleźć, ale i ty sama tylko w Bogu szukać się powinnaś. Ptak bez powietrza, ryba bez wody żyć nie może - twoja dusza potrzebuje także takiego środowiska - a jest nim tylko Bóg, Bóg będzie cię głębiej zanurzał w miarę, jak ty będziesz się starała ukryć się w Nim. W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele - tym domem dla duszy jest Bóg Sam. Dusza może przez wierność łasce wchodzić coraz głębiej w istotę Bóstwa. Im głębiej zajdzie, tym pełniejsze będzie jej szczęście, tym większy udział będzie mieć w życiu Boskim, tym więcej chwały przysporzy Bogu. Kto jest maleńki głębiej skryć się może. Umniejszaj się coraz więcej - nic na tym nie stracisz".

Dzień 9 - 24 grudnia

Gdy wzejdzie słońce niebieskie, ujrzycie Króla królów, przychodzącego od Ojca, jak oblubienica ze swej komnaty. Módlmy się: Boże, który co roku pozwalasz nam z radością oczekiwać pamiątki naszego Odkupiciela, spraw, abyśmy przyjmując Jednorodzonego Syna Twojego jako Odkupiciela, mogli Go bez trwogi oglądać, gdy przyjdzie jako Sędzia Pan nasz Jezus Chrystus, Syn Twój. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

ROZWAŻANIE: "W Uroczystość Bożego Narodzenia Pan Jezus mówił: Mam ci sprawiać gody? Córko Ja zawsze jestem z tobą i ty zawsze jesteś ze Mną. Zrozumiałam, co Pan Jezus chce przez to powiedzieć, toteż powiedziałam: Mój Jezu, ja chcę tego, co i Ty. Trwałam w największym skupieniu duszy przy Nim i byłam szczęśliwą. Myślałam, że w okresie świąt będzie tak samo. Tymczasem dzisiaj uczynił Pan Jezus coś, czego się nie spodziewałam. Wprowadził mnie do stajenki. Była czyściutka, umiecona, cisza w niej panowała głęboka, św. Józef spał, a Maryja klęczała pełna zachwytu i miłości. Wpatrywałam się w Nią z rosnącą wciąż radością i myślałam: Jakżeż jest szczęśliwą. Panienko Niepokalana, choć tak ubogą jesteś. Szczęśliwsza jesteś od wszystkich matek ziemskich, od królowych i księżniczek, choć one w pałacach, a Ty w stajni, wśród dwojga bydląt. Tak byłam zajęta Matką Niepokalaną, że ani spostrzegłam, kiedy Maryja skierowała pierwszy Swój wzrok na Boża Dziecinę, która leżała na Jej szatach, u Jej kolan. Dostrzegłam spojrzenie Dziecięcia, skierowane na Matkę. Tak wymowne było to spojrzenie Wcielonego Boga, wszystko wiedzącego. Ponieważ w tym samym dniu Pan Jezus mi ukazał królewski Swój Majestat, zdumienie moje spotęgowane wyrwało mi z serca pytanie: - Więc to stajnia dla Twego Majestatu w chwili Narodzenia? O, jakżebym chciała Ci dać złotą kolebkę, najpiękniejsze mieszkanie, najwygodniejsze posłanie. Jezus zapłakał. Serce Jego doznało przedziwnego bólu, że ludzie nie przyjęli Go do domów swoich; mnie udzielił się ten ból. Cierpiałam bardzo. Zdawało mi się, że jestem w Sercu Pana Jezusa i czuję to, co On czuł. Wiedziałam przy tym, że Boże Dziecię ma świadomość, że samo wybrało stajenkę na miejsce Swojego Narodzenia. Pan Jezus do mnie nie mówił, ale dawał mi uczestnictwo w najgłębszych tajnikach myśli i uczuć Swoich. W duszę Maryi wlał Pan Jezus najobfitsze poznanie Jej godności Macierzyństwa Bożego i płynące stąd upojenie szczęścia. Maryja wzięła na ręce Swoją Dziecinę, przytuliła do Serca, okryła płaszczem, wielbiąc w Swym Synku Majestat Boży. - Matuchno - wyszeptałam - ucałuj ode mnie Boże Dziecię. - Pójdź i ty, ucałuj. Ty jesteś także Moim dzieckiem przez Jezusa. Zbliżyłam się na klęczkach. Ucałowałam nóżki i rączki Jezusa - piękne, bieluchne i przedziwnie miłe. Matka Najświętsza zbudziła św. Józefa słowami: - Józefie, Maluczki się nam narodził. Syn Najwyższy jest nam dany. Józef św. zbliżył się z pokorą, klęcząc wielbił Boga w Synu Swojej Oblubienicy, ucałował stopy i rączki Dzieciny i poszedł przygotować żłóbek, usłać go siankiem. Maryja tymczasem owinęła Swoją Dziecinę w pieluszki i złożyła uśpioną do żłóbka. Obydwoje ze św. Józefem uklękli przy żłóbku, a Serca Ich pełne były szczęścia, miłości i uniesienia. Przeżywałam wszystko razem z nimi - adorowałam Pana Jezusa, kochałam Go tak bardzo, że nie wiem nawet, co się potem stało. Zdaje mi się, że niedługo po ułożeniu Dzieciątka do żłóbka, przyszli pasterze. Przyszło ich tylu, że napełnili całą stajenkę. Oświadczyli zaraz u wejścia, że idą złożyć hołd Zbawcy Narodzonemu i natychmiast uklękli, wielbiąc głośno Boga, że spełnił obietnicę daną Prorokom. W stajence tliło się liche tylko światełko, ale oto w żłobie leżał Ten, który jest Światłością świata. Dziecię Boże otaczała tak wielka miła jasność, a w twarzyczce Jego było tyle nadziemskiego piękna, że pasterze wpatrywali się z zachwytem w rysy i w śliczną biel Dzieciny. Kiedy już wynurzyli uczucia swoich serc, zaczęli opowiadać o widzeniu Aniołów, o poselstwie z nieba danym, każdy dorzucał coś od siebie. Więcej pytań zadawał im św. Józef, Maryja słuchała opowiadania w milczeniu, a ja cieszyłam się chwałą Boga, objawioną prostym pastuszkom. Przeżycie całe uszczęśliwiało mnie przeogromnie, najwięcej dlatego, że miałam uczestnictwo w myślach i uczuciach zarówno Bożej Dzieciny, jak i Matki Najświętszej. - Niech będzie za wszystko Bóg uwielbiony. 29 grudnia - dzisiaj Pan Jezus dał mi znowu udział w szczęściu, jakim napełnione było Serce Matki Najświętszej w chwili, gdy po raz pierwszy wzięła na ręce Boską Dziecinę. Oblicze Maryi tchnęło takim uduchowieniem, w oczach Jej było tyle blasku i ognia miłości Bożej, iż mi się zdawała być raczej Serafinem, niż człowiekiem, a jednak czułam, że Ona jest Matką Moją. Pan Jezus-Dziecię - tulił się do Niej z największą serdecznością i miłością. Zdawało mi się, że ten sam strumień radości, który przepływał przez dusze i Serce Maryi, zalewał równocześnie moją duszę. Był moment, kiedy się pochyliłam nad żłóbkiem, a Jezus-Dziecię - uczynił znak krzyża na moich oczach, na czole i ustach, i rzekł: Błogosławię twe oczy, które są równocześnie Moimi, bo Ja przez nie patrzę, by pociągać dusze bliźnich twoich do Boga. Błogosławię Twe czoło i składam na nim tajemnicze piętno chwały, której używać będziesz w wieczności. Błogosławię twe usta, by one Moją tylko głosiły chwałę, wszak ty dla Mnie tylko żyjesz, ukochana moja, i wszystka Moja. Dotknięcie maleńkich dłoni Dzieciątka Jezus poprawiło mi szczęście i radość, której określić nie umiem. - Ja tu dla ciebie jestem, Moja oblubienico. Ja kocham ciebie. Z serca mojego wyrwała się podzięka pełna rozradowania. - Mój Jezu - wołałam - jak ja Ci wdzięczną jestem za to, że mnie dla Siebie zachęcałeś całkowicie. Bałam się niegdyś, czy odrywając się całkowicie od stworzeń, będę mogła przejść przez życie, czyniąc dobrze dla tych, z którymi żyję. I nie czuję braku - jestem tak bardzo szczęśliwą już trzydziesty szósty rok życia. - I skończysz je w szczęściu i w miłości - dodał Pan Jezus. - Ja przecież wiem o każdym wyrzeczeniu się dla Mnie. W oktawę uroczystości Bożego Narodzenia, pozwolił mi Pan Jezus przeżyć Jego pierwsze chwile w stajence betlejemskiej. Zapomniałam o tym, co mnie otacza, wpatrując się w przecudną postać Niepokalanej., tuląc w swoich objęciach Boskie Dziecię. Maryja była tak uroczo piękna, że samo wpatrywanie się w Nią mogło dusze zachwycić, a ponad tym wszystkim górowała świadomość Jej wielkiej godności Matki Bożej. Zdawało mi się, że nawet Pan Jezus spoglądał na Nią z uszanowaniem, czy zachwytem na widok Jej niepokalaności i wzniosłości cnót: św. Józef klęczał, wielbiąc Dziecię Jezus i Królową Niebios we własnej Oblubienicy, składając w żłobie na sianie Boga Człowieka. Maryja odezwała się słowami proroka: - Maluczki się nam narodził. Św. Józef dodał: - I Syn Najwyższego jest nam dany. Matuchna Boża, nie spuszczając z oczu Dziecięcia, szeptała znów w uniesieniu: - Zapowiedziany w raju, oczekiwany przez wszystkie narody i pokolenia, przepowiedziany przez proroków, oto leży maleńki i cichy. - On taki możny i pełen chwały. Św. Józef mówił znowu: - Ukochanie nasze, Bóg ojców naszych w osobie Syna przyszedł od nas. - O, jak On piękny - najpiękniejszy z synów ludzkich, Zbawiciel świata - niech Mu oddadzą hołd wszystkie stworzenia, wszystkie ludy i pokolenia. Tak upływały Matuchnie Boże i św. Józefowi chwile nocy, w zachwycie, w upojeniu szczęścia i miłości, a ja cichutko klęczałam, wreszcie ośmieliłam się odezwać: - Niepokalana - spójrz, pomnij, że przez macierzyństwo Boże jesteś równocześnie Matką ludzkości i Matką moją. Matuchno - pozwól mi ucałować stopy Jezusa, którego kocham ponad wszystko. Spojrzała na mnie Matka Najświętsza, nie odrywając się wcale od szczytów kontemplacji Boga-Człowieka, podała mi Jezusa, a ja w najgłębszej pokorze ucałowałam nóżki i rączki Jezusa, a On dawał mi głębokie poznanie tajemnicy Jego maleńkości, Jego pierwszych chwil, przeżytych dla chwały Najukochańszego Naszego Ojca w niebie, na rozradowanie Matuchny Najświętszej, św. Opiekuna Józefa, dla odrodzenia ludzkości całej w Nim i przez Niego, dla zjednoczenia się z duszami czystymi i moją niegodną duszą. W czasie, kiedy ja zajęta byłam Jezusem, Matuchna Boża poprawiała siano w żłobie, św. Józef sprzątał - a ja oddałam Niepokalanej Jezusa dopiero wówczas, gdy św. Józef dał znać, że ktoś zbliża się. Byli to pastuszkowie. Nie odeszłam ze stajenki, byłam świadkiem ich opowiadań o poselstwie anielskim, ich radości na widok Boskiej Dzieciny. Św. Józef rozmawiał więcej z pastuszkami, Matka Najświętsza milczała, podawała Dziecię Jezus do ucałowania Jego nóżek. Pan Jezus patrzył na pastuszków tak głęboko, że Jego spojrzenie zostawiło w ich duszach niezatarte ślady na całe życie".



Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Katolicy i Orkiestra

Niedziela Ogólnopolska 11/2003

W Polsce od kilkunastu już lat słyszymy Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Wśród katolików akcja Jerzego Owsiaka ma swoich zwolenników i przeciwników. Stosunek do WOŚP wyraźnie pokazuje różne nurty polskiego katolicyzmu. Katolicy sympatyzujący z Wielką Orkiestrą uważają, że akcja Jerzego Owsiaka to piękna inicjatywa. Ich zdaniem, Kościół w Polsce przeszedł ewolucję w ocenie WOŚP - od negacji i dystansu po aprobatę. Natomiast katolicy dystansujący się od Wielkiej Orkiestry nazywają akcję Jerzego Owsiaka "graniem na ludzkich uczuciach" oraz "laicyzacją działalności charytatywnej". Orkiestra jest zjawiskiem bardzo złożonym, w którym dobro miesza się ze złem. Szlachetności wolontariuszy i darczyńców towarzyszy ideologia Wielkiego Dyrygenta, który promuje wizję życia obcą chrześcijaństwu.

Argumenty zwolenników

Po pierwsze - podstawowym argumentem zwolenników WOŚP jest cel akcji, tzn. zakup sprzętu medycznego do leczenia chorych dzieci. Po drugie - w opinii zwolenników akcja Jerzego Owsiaka jest dobrą zabawą. Po trzecie - Wielka Orkiestra budzi wrażliwość dzieci, młodzieży i dorosłych na ludzi potrzebujących, szczególnie na potrzebujące pomocy noworodki. Po czwarte - zwolennicy akcji Jerzego Owsiaka podkreślają, że druga niedziela stycznia integruje nasze społeczeństwo wokół wspólnego dobra.

Filantropia a miłosierdzie

Przeciwnicy WOŚP nie negują racji jej zwolenników, ale ukazują drugą stronę akcji Jerzego Owsiaka. Pierwszy argument przeciwników stanowi przekonanie, że Wielka Orkiestra jest typową oświeceniową filantropią, która dzisiaj bardzo często zastępuje miłosierdzie chrześcijańskie. Filantropia (gr. phileo - kocham, anthropos - człowiek) to idea przyjaznego odnoszenia się do każdej istoty ludzkiej z racji wspólnoty w tym samym człowieczeństwie. W filantropii przedmiotem miłości nie jest konkretna osoba, ale ludzkość jako zbiorowość. Natomiast miłość chrześcijańska, w przeciwieństwie do filantropii, ma zawsze charakter osobowy. Terminologia chrześcijańska nie zna "umiłowania ludzkości". Jej podstawową zasadą jest "miłość bliźniego". Owocem miłości chrześcijańskiej jest miłosierdzie. W postawie miłosierdzia chodzi o pomoc bliźniemu płynącą z potrzeby serca. Pomagam drugiemu, ponieważ mu współczuję i widzę w nim bliźniego, z którym mamy wspólnego Ojca w niebie. Oświeceniowa filantropia jest obca chrześcijaństwu. Dla katolików wzorem ewangelicznego miłosierdzia nie jest medialny gwiazdor Jerzy Owsiak, ale Matka Teresa z Kalkuty, osoba wewnętrznie prawa, żyjąca w przyjaźni z Bogiem, kochająca innych ludzi i świadcząca pomoc bez rozgłosu.
Cele filantropii mogą być bardzo szlachetne. To nie zmienia jednak faktu, że filantropia nie jest miłosierdziem, ale jego świecką namiastką. Wartość moralna filantropii nie jest sama w sobie pozytywna, ale zależy od okoliczności i intencji działającego. Oceniając wartość moralną akcji Jerzego Owsiaka, musimy uwzględnić nie tylko zebrane pieniądze, ale także okoliczności i intencje ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie. W przypadku WOŚP mamy do czynienia z filantropią, która w sposób niezwykle mocny podkreśla wymiar zabawy. Dla wielu uczestników akcji Jerzego Owsiaka zabawa staje się celem pierwszorzędnym, a pomoc innym schodzi na drugi plan. Niektórzy wyznają szczerze: "Pomagam, bo się przy tym dobrze bawię". W ten sposób dobroczynność staje się ubocznym efektem rozrywki. Zresztą sam Wielki Dyrygent przyznał w rozmowie ze Zbigniewem Nosowskim, opublikowanej w czerwcu 2000 r. w miesięczniku Więź, że rozpoczynając Orkiestrę, myślał o "hucpie, zabawie, happeningu, a wyszło wielkie przedsięwzięcie".

"Róbta, co chceta"

Drugim argumentem przeciwników WOŚP jest kultura luzu, którą promuje w mediach Wielki Dyrygent. Najgłębiej wyraża ją powiedzenie: "Róbta, co chceta". Styl życia proponowany przez Jerzego Owsiaka to przyzwolenie na rozprzężenie moralne. Zgodnie z tą perspektywą - młodzi ludzie mogą robić, co chcą, jeśli tylko raz do roku chodzą z serduszkami.

Koszty Organizacji

Trzecim argumentem krytycznym są koszty organizacji Wielkiej Orkiestry. Sama transmisja telewizyjna kosztuje TVP kilka milionów złotych. Telewizja publiczna lansuje całą imprezę "za darmo", czyli za pieniądze podatników. Do kosztów transmisji trzeba doliczyć organizację imprez w dziesiątkach polskich miast za publiczne pieniądze. Potężne sumy wydaje się w ciągu roku na plakaty, billboardy, reklamę. Kto policzył, ile kosztują organizowane w drugą niedzielę stycznia koncerty i pokazy sztucznych ogni? Niektórzy podejrzewają, że koszty organizacji Wielkiej Orkiestry mogą przewyższać zebrane fundusze.

Co dziesiąta złotówka

Czwarty argument to tzw. działania statutowe Fundacji WOŚP. Każdego roku 10% pieniędzy zebranych w ramach akcji Jerzego Owsiaka przeznacza się m.in. na wynagrodzenia, utrzymanie biura, samochody oraz organizowanie Przystanku Woodstock. Z tego wynika, że co dziesiąta złotówka dawana w styczniu Orkiestrze idzie na cele, których być może ofiarodawca nie akceptuje.

Woodstock

Piątym argumentem krytycznym jest Przystanek Woodstock. Został on pomyślany jako podziękowanie i możliwość wspólnej zabawy dla wolontariuszy WOŚP. Przystanek jest organizowany za pieniądze Orkiestry. Z biegiem lat stał się największym koncertem rockowym w naszym kraju. Naoczni świadkowie mówią o pijanych tłumach kołyszących się w rytm ostrej muzyki, powszechnie dostępnych i używanych narkotykach, "dzikim seksie" itp. Największe wrażenie wywołują obrazy nagich ciał tarzających się w błocie. Jeden z ewangelizatorów na Przystanku Jezus opowiadał, że duchowni muszą wysłuchiwać od "pokojowej młodzieży" Woodstocku niezliczonej ilości wściekłych wyzwisk, obietnic zaszlachtowania w nocy oraz bluźnierstw rzucanych pod adresem Boga i Kościoła. Siostra zakonna, pisząca o Przystanku Woodstock w dominikańskim miesięczniku W drodze, zatytułowała swoją relację tak: Widziałyśmy przedsionek piekła.

Hare Kryszna

Szósty argument to powiązania Jerzego Owsiaka z bardzo groźną sektą Towarzystwa Świadomości Kryszny. Jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych sekt działających w naszym kraju. Hare Kryszna jest zakazana w wielu państwach. Doktryna i etyczny charakter tej sekty są całkowicie sprzeczne z chrześcijaństwem. Na Przystanku Woodstock największy namiot, tuż przy głównej scenie koncertowej, należy do Pokojowej Wioski Kryszny. Można odnieść wrażenie, że Towarzystwo Świadomości Kryszny ma duży wpływ na oficjalną ideologię Przystanku Woodstock.

Wolontariusze

Siódmy argument odnosi się do sposobu naboru wolontariuszy. W wielu miastach w przygotowania do Wielkiej Orkiestry angażują się szkoły, przedszkola, domy kultury i inne instytucje publiczne. W niektórych szkołach odwołuje się zajęcia lekcyjne, ponieważ dzieci muszą przygotować się do akcji Jerzego Owsiaka. Co więcej, słyszałem o szkole wyższej, w której zaliczenie danego przedmiotu było uzależnione od zaangażowania w WOŚP. Nie wolno nikogo w ten sposób zmuszać i nie wolno angażować instytucji publicznych w działania tylko jednej z wielu organizacji charytatywnych.
W tym kontekście wątpliwość budzi także wiek wolontariuszy. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem - w zbiórce pieniędzy mogą brać udział tylko osoby pełnoletnie. Dla WOŚP czyni się wyjątek. Czy wiek wolontariuszy i brak zabezpieczeń skarbonek nie są czasami pokusą, zachętą do nieuczciwości?

Niesprawiedliwość medialna

Ósmy argument krytyczny to nagłaśnianie przez media akcji Jerzego Owsiaka przy jednoczesnym pomijaniu innych działań charytatywnych. Po ósmym finale WOŚP w jednym z dzienników przeczytaliśmy: "Wielka Orkiestra gra raz w roku. W jej cieniu przez cały rok z mniejszym medialnym wsparciem działają inne organizacje charytatywne, których pomoc nie jest tak efektowna, ale bywa, że większa". Obowiązkiem mediów publicznych jest sprawiedliwe informowanie społeczeństwa o wszystkich działaniach dobroczynnych. Wystarczy porównać czas antenowy WOŚP z czasem przeznaczonym dla Caritas, PCK, PAH, lokalnych organizacji i wielu placówek kościelnych, aby głęboko zdumieć się absurdalnością sytuacji, w której żyjemy.

Poglądy

Dziewiąty argument dotyczy osobistych poglądów Jerzego Owsiaka. Wielki Dyrygent jest typowym luzakiem i swojakiem. O Radiu Maryja mówi, że je "spłukuje", ponieważ jest "radiem agresywnym, poniżającym ludzi" i wyzwalającym u odbiorców "najniższe instynkty". Z jednej strony Jerzy Owsiak chce pomagać noworodkom, z drugiej - jest zwolennikiem prawa do zabijania dzieci nienarodzonych. Czy katolikom wolno ratować chore dzieci pod sztandarami człowieka, który opowiada się za zabijaniem tych jeszcze nienarodzonych?

Fundament etyczny III RP

Dziesiąty argument to postrzeganie WOŚP jako dziecka kultury lewicowo-liberalnej, która zwalcza kulturę konserwatywno-religijną. W lutym 2000 r. Roman Graczyk opublikował w Gazecie Wyborczej artykuł pt. Demokratyczna asceza i jej wrogowie. W perspektywie dziennikarza Gazety święta narodowe 11 Listopada i 3 Maja są dla współczesnej młodzieży martwą tradycją. "Bo choć my autentycznie cieszymy się z odzyskanej wolności - podkreśla Roman Graczyk - nie potrafimy już tego wyrazić w kategoriach, które «kręciłyby» młodzież. A Owsiak, owszem, «kręci». (...) Jeśli chcemy odkryć etyczny fundament nowej, demokratycznej Polski, pomyślmy nad fenomenem Orkiestry".
Dla przedstawicieli kultury lewicowo-liberalnej moralnego fundamentu naszej Ojczyzny nie stanowi tradycja powstańcza, katolicyzm, dwudziestolecie międzywojenne czy mit "Solidarności". Ich zdaniem, naszym nowym fundamentem etycznym może być natomiast Orkiestra lub coś podobnego do niej. Nie ulega wątpliwości, że akcja Jerzego Owsiaka to także pewien projekt kulturowy. Wielka Orkiestra jest wyraźnym przykładem walki kultury lewicowo-liberalnej z tradycyjnym polskim etosem, zbudowanym na gruncie wartości narodowych i religijnych. W Orkiestrze chodzi nie tylko o pomoc chorym i biednym dzieciom, ale także o duchowy kształt naszego kraju.

* * *

Jednym z cieni polskiego katolicyzmu jest brak profetyzmu w sprawach społecznych. Wydaje się, że przejawem tej słabości jest także brak spójnej oceny religijno-etycznej WOŚP z perspektywy światopoglądu katolickiego. Katolicy w Polsce powinni usłyszeć od swoich duszpasterzy opinię Kościoła na temat "wielkiej młodzieżowej mszy" Jerzego Owsiaka. Nie wolno nam zapominać, że w dyskusji o Wielkiej Orkiestrze chodzi nie tylko o ocenę konkretnej akcji charytatywnej, ale także o kondycję naszego katolicyzmu i etyczny fundament III Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Akcja Katolicka apeluje do wicepremiera Gowina ws. prof. Ewy Budzyńskiej

2020-01-18 12:00

[ TEMATY ]

Akcja Katolicka

Gowin Jarosław

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Wicepremier Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego, jest przekonany o tym, że Konstytucja dla nauki to wielka szansa dla polskich uczelni wyższych

Zarzuty wobec prof. Ewy Budzyńskiej, wpisują się kampanię zastraszania wykładowców akademickich, którzy podejmują intelektualną i rzeczową polemikę z tezami ideologii gender, promowanymi przez środowiska LGBTQ - stwierdza prezes Akcji Katolickiej Urszula Furtak. W liście do wicepremiera i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, prezes Akcji Katolickiej domaga się podjęcia działań na rzecz przywrócenia wiarygodności uniwersytetom.

Uniwersytet Śląski w Katowicach prowadzi wobec prof. Budzyńskiej postępowanie dyscyplinarne w związku z oskarżeniami o nietolerancję i homofobię.

Publikujemy udostępniony KAI list Pani Prezes Akcji Katolickiej do Wiceprezesa Rady Ministrów Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosława Adama Gowina:

Akcja Katolicka w Polsce staje w obronie Profesor Ewy Budzyńskiej, w związku z rzucanymi na nią kalumniami i wszczętym postępowaniem dyscyplinarnym. Domagamy się tym samym przywrócenia wiarygodności Uniwersytetom, w perspektywie prawdy i wolności, z argumentami rzetelnych badań naukowych a nie wprowadzania na nie zamętu i odzierania z godności kadry profesorskiej.

Ewa Budzyńska polska socjolog, jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Specjalizacja naukowa Profesor Budzyńskiej obejmuje m.in. zagadnienia z zakresu socjologii rodziny i socjologii moralności. Niniejsze kwestie od dwudziestu ośmiu wykłada, jako nauczyciel akademicki. Efekt pracy naukowej Profesor Budzyńskiej imponuje. Jej publikacje i artykuły są wydawane i drukowane w wielu cenionych polskich i zagranicznych czasopismach. Wiedza, merytoryczne przygotowanie, sumienność, rzetelność i skuteczność, to przymioty Profesor, które zaowocowały wykonaniem licznych ekspertyz dla organów samorządowych i organizacji „trzeciego sektora”. Warto zwrócić uwagę, że kompetencje Profesor Budzyńskiej zostały wykorzystane również w szeregu działań Prezydenta Miasta Katowic, czy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

Akcja Katolicka w Polsce jest zaniepokojona faktem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego i żądania kary nagany, jakiej zażądał dla Pani Profesor Budzyńskiej, Uniwersytecki rzecznik dyscyplinarny prof. Wojciech Popiołek. Żądanie dyscyplinarnej kary nagany, po skardze studentów pro-LGBT, w której zarzucono Profesor Budzyńskiej nachalność w zakresie przekazywania słuchaczom „ideologii anti-choice, poglądów homofobicznych, antysemityzmu, dyskryminacji wyznaniowej, informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową oraz promowanie poglądów radykalno-katolickich”, jest wielce krzywdzące.

Propagowana przez Panią Profesor a przywołana w opinii studentów pro-LGBT „ideologia”, to przede wszystkim: określanie osoby w prenatalnej fazie rozwoju dzieckiem, czy definiowanie rodziny zgodnie z artykułem 18 Konstytucji RP, jako podstawowej i naturalnej komórki społecznej, rozumianej jako związek kobiety i mężczyzny. Jak informuje Instytut na Rzecz Obrony Kultury Prawnej „Ordo Iuris”, w niniejszym przypadku: „Nie do przyjęcia okazało się także zaprezentowanie publikowanych w prasie naukowej wyników badań na temat skutków wychowywania dzieci przez osoby pozostające w relacjach homoseksualnych”.

Szanowny Panie Ministrze,

w dobie promowania na uczelniach pluralizmu naukowego, tolerancji oraz dialogu, z dużym niepokojem przyjmujemy działania władz Uniwersytetu Śląskiego względem dr hab. Ewy Budzyńskiej, dotyczących przeprowadzonego wykładu z tematem: „Międzypokoleniowe więzi w rodzinach światowych”. Przypominamy jednocześnie, że według doniesień prasowych celem zajęć było: „zapoznanie uczestników z rodziną, jako elementem struktury społecznej oraz przedstawienie, jakie formy przyjmowała ona na przestrzeni wieków w zależności od kształtującej ją kultury czy religii”.

Zadziwia fakt, że społeczność studencka pro-LGBT, nie zgłosiła zastrzeżeń w zakresie przekazywanych treści, co do kwestii odmienności kulturowych rodzin wyznawców judaizmu, islamu czy hinduizmu. Po zajęciach dotyczących rodziny w kontekście jedynie nauki chrześcijańskiej grupa studentów złożyła do władz uczelni skargę na Profesor.

Przez wiele lat żyliśmy w epoce kształtowanej przez ideologię marksistowską, która rugowała z uczelni fundamentalne zasady konstytuujące idę uniwersytetu. W miejsce dialogu pluralizmu naukowego, tolerancji i dialogu, wprowadzono wówczas „jedynie słuszną linię partii i jej pseudonaukową ideologię”. Czy dziś, w XXI wieku, nie jesteśmy przypadkiem świadkami testowania i „siłowego” wprowadzania w życie na polskich uniwersytetach zasad tzw. „tolerancji represywnej”, którą opracował ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse?

Podzielając opinię profesora Wojciecha Świątkiewicza, który w odniesieniu do zaistniałej sytuacji wyraźnie wyartykułował, że: „Studenci mają prawo wyrażać swoje opinie i oceny faktów, wyników badań naukowych czy konstytucyjnych zapisów. Nie można jednak tych samych praw odmawiać również profesorom”. Wszystko wskazuje, że podobnie jak w przypadku postępowania dyscyplinarnego i zawieszenia we wrześniu 2019 r. Profesora Aleksandra Nalaskowskiego, inkryminacje stawiane obecnie Profesor Budzyńskiej, wpisują się kampanię na rzecz zastraszania wykładowców akademickich, którzy podejmują intelektualną i rzeczową polemikę z tezami ideologii gender, promowanymi przez środowiska LGBTQ.

Żywimy nadzieję, nie tylko na zainteresowanie Szanownego Pana Ministra sprawą naruszenia dóbr osobistych i dorobku naukowego Profesor Ewy Budzyńskiej, ale przede wszystkim, liczymy na podjęcie wysiłku, zmierzającego w kierunku przywrócenia wiarygodności Uniwersytetom, jako miejscach, w których pracuje się na rzecz społeczeństwa i całej kultury, w perspektywie prawdy i wolności, obszaru w zakresie prawa naturalnego i badań naukowych.

Z wyrazami szacunku

Urszula Furtak

prezes Akcji Katolickiej w Polsce

Warszawa, 17 stycznia 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję