Reklama

Misje w Zambii

Z misjonarzem, ks. Marcelim Prawicą, o pracy w Zambii, rozmawia Andrzej Bucior
Edycja sandomierska 35/2011

ANDRZEJ BUCIOR: - W minionym właśnie Roku Kapłańskim często zapewne słyszał Ksiądz pytanie: Jak to się stało, że został Ksiądz kapłanem?

KS. MARCELI PRAWICA: - No, ja mam już 48 lat kapłaństwa. Rok Kapłański także przeżywaliśmy w Zambii, ale u nas chodzi też o to, by starać się ewangelizować Afrykę za pomocą Afrykańczyków - biskupów, kapłanów, zakonnic, zakonników, katechetów. I potrzebne jest apostolstwo ludzi ochrzczonych - my, księża, jesteśmy do pomocy tylko, żeby pomóc tym młodym Kościołom, które krzepną, stają dopiero na nogi. Przyjdzie czas, że kiedyś oni będą mogli sami ewangelizować Afrykę, a przecież trzeba też ewangelizować Europę.
W moim wyborze kapłaństwa wielką rolę mieli rodzice, u których widziałem wielką wiarę i takiż szacunek do kapłana. Chciałem od maleńka dzielić się czymś z ludźmi - a chyba najlepszym dzieleniem się jest dzielenie się Ewangelią...

- Czy był Ksiądz całkowicie przekonany do takiego wyboru drogi życiowej?

- Tak. I do misji też. Kilka lat prosiłem bp. Piotra Gołębiowskiego, że chcę wyjechać na misje. On proponował dalsze studia i aby zająć jego miejsce w Seminarium, ale ja ciągle prosiłem, że chcę wyjechać. Nie wiedziałem wtedy o encyklice Piusa XII „Fidei Donum” („Dar wiary”), że księża diecezjalni mogą i powinni wyjeżdżać do krajów misyjnych. Gdybym miał tą Encyklikę w ręku, to bym prawdopodobnie wyjechał wcześniej. Ksiądz Biskup na pewno by się zgodził. Sługa Boży bp Gołębiowski chciał się przekonać czy to jest rzeczywiste powołanie na misje, czy krótkotrwały zapał młodzieńczy.

- Jak bliscy odnosili się do powołania Księdza?

- To było bardzo pozytywne przyjęcie. Chociaż, ze względu na to, że dobrze mówiłem po rosyjsku - przygotowywano dla mnie studiowanie medycyny w Leningradzie. I żałuję trochę tej medycyny, bo mógłbym teraz więcej ludziom w buszu pomóc. Mamy lekarzy jezuitów i siostry polskie, którze jednocześnie są lekarzami.
Dawniej były bardzo trudne czasy okupacji hitlerowskiej, a potem okupacji sowieckiej. Ojciec był w AK. Mieszkaliśmy w Kazimierzu, potem w Lublinie, Radomiu i zawsze kiedy przyjeżdżał jakiś samochód pod nasz dom, to były obawy kto to i po co. Niszczono wtedy najlepszych ludzi. Dopiero po 1956 r. przestali ścigać AK-owców, ale i dalsze lata to była walka z systemem. Ks. Popiel w Szewnej uczył mnie, że z systemem trzeba walczyć, ale tych ludzi, którzy to robią trzeba oszczędzać, ale ja nie bardzo to potrafiłem. Chodziło o ratowanie narodu, bo my wszyscy w tym systemie odczłowieczaliśmy się za kawałek lepszego chleba, za lepszą pensję. Podpisywaliśmy deklarację, wyrzekając się Boga, donosiliśmy na siebie do komitetów partyjnych, że np. czyjeś dziecko poszło do Komunii św...

- Jak wyglądały przygotowania do misji?

- Właściwie przygotowań nie było, bo był tylko króciutki kurs w Warszawie. Raptem 1,5 miesiąca języka angielskiego. Potem byłem kilka miesięcy w Anglii, w polskiej parafii i stamtąd pojechałem do Zambii. Tam dopiero uczyłem się angielskiego i za pomocą angielskiego języków miejscowych.

- W rejonie, gdzie Ksiądz pracuje jakie są warunki klimatyczne i jaka jest przyroda?

- To jest sawanna - w ciągu roku występuje pora deszczowa i pora sucha. Od listopada do początku kwietnia jest pora deszczowa - czasem jest tego deszczu dużo, a czasem bardzo mało i wtedy jest głód. Zima (na półkuli południowej) to jest czerwiec i lipiec - zimne noce, ludzie marzną, grzeją się przy ogniu w buszu. Wtedy jest sucho - siedem miesięcy od początku kwietnia do listopada prawie w ogóle nie pada. Busz w tym czasie wysycha, trawy płoną. Wiele jest kontrastów - są bardzo nowoczesne gospodarstwa i są takie, gdzie uprawia się rolę tylko motyką, bo traktory są drogie, a przez muchy tse-tse nie może być krów czy osłów czy czegokolwiek do pociągania pługa. Klimat jest w miarę dobry - to nie jest tropik, gdzie są ogromne upały i wielka wilgotność. Chociaż w listopadzie bywa nawet 48 st. C w nocy - wtedy ciężko nawet usnąć, a w zimie 6-7 st. C w nocy, do 25 st. C w ciągu dnia. Bardzo często występuje malaria - ja mam ją kilka razy w roku. Może być też śpiączka. Chorobą AIDS jest zarażona nawet połowa społeczeństwa, co skutkuje ogromną śmiertelnością i średnią długością życia tylko 37 lat. Jest też duża śmiertelność dzieci.

- Jaka jest wiara i modlitwa Zambijczyków?

- Wiara, to jest chyba centralne pytanie. Chodzi o to, by wiara kształtowała życie. Bo jeżeli wytworzy się dualizm, jak często w Polsce - wiara sobie, a życie sobie - to nie jest w porządku. W Afryce jest też animizm - wiara w Boga, Dobrego Ojca, ale też w duchy - złe i dobre. Z dobrymi duchami trzeba trzymać, z duchami przodków itd., które pomagają człowiekowi. Duchów złych jest bardzo wiele, trzeba się przed nimi bronić za pomocą amuletów, koralików z przypisywaną im magiczną siłą. Ten animizm będzie jeszcze bardzo długo. Chodzi o to, by nie sprowadzało się to do panicznego lęku, że ktoś mnie zaczaruje, że ma taką tajemną siłę i może mi wyrządzić krzywdę. Ewangelia mówi, że Bóg jest wszechmocny, On daje siłę, życie, wszystko i nie obawiaj się, że ktoś cię może zaczarować i zrobić krzywdę. W mniemaniu tamtejszych ludzi nie ma czegoś takiego jak naturalna przyczyna śmierci - czyli nikt nie umiera na AIDS, czy nie ginie w wypadku samochodowym - tylko jakiś człowiek ma w sobie tajemną siłę i ta siła zabija drugiego człowieka. U Europie też istnieją zabobony, bo im słabsza wiara, tym więcej zabobonów. W Londynie np. jest związek zawodowy czarownic.
Zambijczycy pięknie się modlą, ale jeśli chodzi o wiarę, to jeszcze rzutuje ten animizm. Tego się nie da szybko oddzielić. Trzeba ich uwolnić od nieustającego lęku, że coś może się im stać, bo ktoś zaczaruje. Dlatego ci ludzie tak potrzebują Ewangelii, aby nie żyć w ciągłym strachu.

- Co sprawia Księdzu najwięcej trudności w codziennej pracy?

- Trochę wiek i brak sił. Kiedyś pokonywałem tysiące kilometrów, teraz jest trudniej. Ale cieszę się, że są młodzi, którzy podejmują dzieło. Jest dużo młodych zambijskich księży i oni sobie kiedyś poradzą. W ewangelizacji największą trudnością jest dzisiaj demoralizacja płynąca z Europy. Pornograficzne filmy, dużo przemocy, zabijanie się za grosz. Sześć lat temu omal nie zginąłem od kuli bandyty, która przeszyła mój samochód. Zdarzają się też napady na misje.

- Proszę opowiedzieć, co daje radość i siły do dalszych wysiłków?

- Radości jest dużo. Przede wszystkim jak mam wszystkiego dosyć, to idę do przedszkola, do tych najmniejszych, kochanych. 10 minut z nimi i jest człowiek zrelaksowany zupełnie.
Radością jest jak człowiek widzi, że Ewangelia ma wpływ na życie ludzkie. Że potrafią sobie przebaczyć, podzielić się tym, co mają. Kiedyś przyleciał samolot z kukurydzą, bo była powódź - z gór spłynęła woda i niszczyła wszystkie zasiewy. Wtedy pomoc nadeszła szybko, bo było tuż przed wyborami i chcieli, by zagłosować na partię rządzącą. Przyszedł do mnie wtedy młody pilot i powiedział: „Ojcze, tyś mnie ochrzcił. Miałem wtedy na sobie skromną koszulkę do roboty”. Za chwilę pilot wraca i niesie w rękach koszulkę wojskową, którą zdjął z siebie i mówi: „To dla ciebie”...
Kiedyś przyjechałem po gazety do miasta, ale miałem problem, bo nie udało mi się spotkać z księdzem Polakiem. Zrobiło się późno, nie wiedziałem co robić, a miałem jeszcze osiem godzin drogi przed sobą do domu. Obok siedział Murzynek, z wyglądu jakieś ośmiem lat, który mówi: „Ojcze, ja ci pomogę, nie martw się”. Wyciągnął ze swoich spodenek komórkę, pyk, pyk, pyk - i powiadomił księdza, że ja czekam. Spytałem czy coś jadł dzisiaj, powiedział, że nie, więc dałem mu na bułki dla niego i rodziny i dodatkowo na koszty rozmów. Pomyślałem wtedy sobie: Oj, ty stary człowieku z białą skórą… (śmiech).
U nas na misji jest założone światło, pomogli nam przyjaciele z Włoch, turbina wodna chodzi dzień i noc. Jest internet, komputer, telewizja satelitarna. Młodzi księża używają tego wspaniale. Wyświetlają filmy religijne, wpisują dane parafialne do komputera. To nie jest już dawna zacofana Afryka.

* * *

Ks. Marceli Prawica
urodził się w 1939 r. w Warszawie, a święcenia kapłańskie otrzymał w 1963 r. w Sandomierzu. W Polsce pracował w Szewnej koło Ostrowca Świętokrzyskiego oraz w Końskich (diec. radomska) i krótko w Skarżysku Kamiennej. Od 1971 r. posługuje poza Polską - kilka miesięcy był w Anglii i od początku 1972 r. cały czas w Zambii. Na zaproszenie ks. prob. Jana Sobczaka podczas Mszy św. 14 sierpnia w kościele św. Jadwigi Królowej w Janowie Lubelskim Misjonarz opowiadał o swojej pracy w Afryce.
Ks. Prawica już na wstępie przypomniał, że Kościół katolicki jest misyjny tzn. „posłany” i dlatego Ksiądz blisko 40 lat poświęcił duszpasterzowaniu w Zambii, gdzie przez długie lata współpracował z ks. kan. Sobczakiem a także kard. Adamem Kozłowieckim. Ks. Prawica mówił, że Afryce wyrządzono kiedyś wielką krzywdę wywożąc i sprzedając 20 mln ludności jako niewolników. Dodatkowo i obecnie bogate kraje wykorzystują surowce tego kontynentu oraz tanią siłę roboczą. Ciągle występują niesprawiedliwości, wojny i choroby. Dlatego aż 75 proc. ludności jest biednych i oczywiście występują skrajności w tym względzie. Są mimo wszystko pełni nadziei, bo wierzą w Chrystusa, nie tylko nie wstydzą się Go, ale o Nim świadczą - np. naklejając na samochodzie obraz z podpisem „Jezus moim Królem”.
Kościół katolicki istnieje w Zambii dopiero 100 lat, a ma najwięcej wierzących - tj. ok. 35 proc. ludności, podczas gdy pozostałe kościoły chrześcijańskie razem ok. 30 proc. Siłą Kościoła w Afryce i Zambii są ludzie ochrzczeni - oni swoją wiarą dzielą się i apostołują. Świeccy prowadzą modlitwy, czytają Pismo Święte na nabożeństwach i tłumaczą co Pan Bóg chce nam powiedzieć. Bardzo wielu wierzących należy do rozmaitych organizacji religijnych i w tym też tkwi siła Kościoła. Ks. Prawica cieszy się z pomocy sióstr zakonnych, zaangażowanych w pracach misyjnych. Kaznodzieja uwrażliwia także Polaków na zagrożenia, które pojawiają się w naszym kraju - od dzisiejszej wiary zależy czy za setki lat nie będzie u nas podobnie jak w kościołach Zachodniej Europy, które są puste i nie służą celom religijnym.
Misjonarz podczas spotkania apelował też, by otworzyć drzwi Chrystusowi, że Kościół żyje i trzeba nam dziękować za katolickie środki masowego przekazu istniejące w Polsce. Powinniśmy jako pierwsze miejsce naszej ewangelizacji traktować swoje rodziny i najbliższych. Potrzeba abyśmy się Chrystusem napełniali i dzielili się wiarą z innymi. - Potrzeba aby dzieci nam nie zabrakło, i chleba… i aby z nas nikogo nie zabrakło w Domu Ojca w niebie - mówił na zakończenie homilii ks. misjonarz Marceli Prawica.

Raport ONZ wskazuje na ciągły wzrost liczby głodujących na świecie

2019-07-17 19:37

(KAI/VaticanNews) / Rzym

Najnowszy raport ONZ na temat bezpieczeństwa żywnościowego wskazuje, że 820 mln ludzi na całym świecie cierpi z powodu niedożywienia. Podkreślono, że choć wspólnota międzynarodowa stawia sobie ambitne cele, zakładając, że do roku 2030 plaga głodu całkowicie zniknie, to jednak statystyki pokazują, że tendencja jest wręcz odwrotna. Od trzech lat ludzi niedożywionych stale przybywa.

billycm/pixabay.com

Ofiarą głodu najczęściej padają dzieci. Co siódme rodzi się ze zbyt niską wagą. Wśród dzieci do 5. roku życia niemal 150 mln cierpi na chroniczne niedożywienie, a 50 mln – na ostry stan niedożywienia. Stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) ks. Fernando Chica Arellano podkreśla, że dane te wskazują na poważne zaniedbania wspólnoty międzynarodowej. Liczby te, a przede wszystkim ludzie, którzy kryją się za nimi, muszą nas skłonić do działania – dodał kapłan.

"Ten raport mówi nam, że ludzkość nie spełniła swych obowiązków względem naszych najuboższych braci. Głód nadal rośnie. W tym kontekście widzimy, jak trudnym wyzwaniem jest realizacja jednego z celów zrównoważonego rozwoju, który zakłada likwidację głodu do 2030 r. Trzeba robić w tym celu dużo więcej" – stwierdził w rozmowie z Radiem Watykańskim ks. Arellano. Zwrócił uwagę na bardzo niepokojące dane: 513 mln głodnych w Azji, 256 mln w Afryce, 42 mln w Ameryce Łacińskiej.

"Ale raport pokazuje nie tylko okrucieństwo głodu. Wskazuje też inny aspekt problemu: otyłość. Otyłych jest 13 proc. dorosłych, 672 mln osób. A zatem problemem jest nie tylko niedożywienie, ale również złe odżywianie. Wspólnota międzynarodowa musi robić więcej. Brak jednak woli politycznej, aby zlikwidować przyczyny głodu, które zależą od człowieka: konflikty, kryzys gospodarczy i zmiany klimatyczne. To są trzy główne czynniki, które powodują tę klęskę" – oświadczył stały obserwator watykański przy FAO.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: w listopadzie Franciszek odwiedzi Tajlandię i Japonię

2019-07-18 13:09

kg (KAI/RD) / Watykan

W dniach 19-26 listopada Franciszek odbędzie swą siódmą w tym roku a 32. od początku pontyfikatu podróż zagraniczną – tym razem do Tajlandii i Japonii. Będzie to zarazem jego ósma wyprawa do Azji i druga, podczas której przeleci nad przestrzenią powietrzną komunistycznych Chin. Po raz pierwszy doszło do tego w połowie sierpnia 2014, gdy Ojciec Święty odwiedził Koreę Południową.

pl.wikipedia.org

Według dotychczasowych, wstępnych ustaleń papieska pielgrzymka apostolska obejmie stolicę Tajlandii – Bangkok oraz Tokio, Hiroszimę i Nagasaki w Japonii, nie można jednak wykluczyć, że do programu wizyty dojdą też inne jeszcze miasta.

Będzie ona miała liczne aspekty duszpasterskie i geopolityczne. Głównymi elementami podróży do Japonii będą uczczenie przez papieża-jezuitę wielowiekowej obecności jego współbraci zakonnych w tym kraju oraz spotkanie z władzami i społeczeństwem państwa, które w tym roku gości spotkanie Grupy 20 i odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu stabilności na Dalekim Wschodzie.

Zdaniem wielu obserwatorów Ojciec Święty, znany ze swego zaangażowania na rzecz pokoju, w Japonii z pewnością poprosi o wybaczenie w imieniu całej ludzkości za bomby atomowe zrzucone przez Amerykanów w sierpniu 1945 na Hiroszimę i Nagasaki. W pewnym sensie „wyręczy” więc ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę, który w czasie swej wizyty w Japonii w maju 2016 nie zdobył się na podobny gest. Innym pokojowym punktem odniesienia może też być zachęcenie rządu w Tokio, aby nie wyrzekał się konstytucyjnego zakazu posiadania sił zbrojnych, zawartego w art. 9 japońskiej ustawy zasadniczej.

Oba państwa azja6tyckie będą po raz drugi gościły biskupa Rzymu, po św. Janie Pawle II, który odwiedził najpierw Japonię w dniach 23-26 lutego 1981, a następnie Tajlandię – 10-11 maja 1984. Na trasie tej pierwszej podróży znalazły się wówczas te same miasta, w których będzie przebywał teraz papież Bergoglio, podczas gdy program pobytu w Tajlandii obejmował Bangkok, Phanat Nakhon i Sampran.

W tym drugim kraju, którego mieszkańcy w większości wyznają buddyzm, właśnie dialog międzyreligijny będzie z pewnością jednym z najważniejszych punktów programu.

W tym roku Ojciec Święty odwiedził już Panamę (23-25 stycznia), Zjednoczone Emiraty Arabskie (3-5 lutego), Maroko (30-31 marca), Bułgarię i Macedonię Północną (5-7 maja) oraz Rumunię (31 maja-2 czerwca). Na 4-10 września zaplanowano jego podróż do Mozambiku, na Madagaskar i Mauritius.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem