Reklama

Aby się udało!

Niedziela warszawska 47/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MILENA KINDZIUK, ANDRZEJ TARWID: - Spotykamy się na kilka dni przed święceniami biskupimi, które 19 listopada przyjmie Ksiądz w katedrze św. Floriana. Jak kapłan przygotowuje się do takiej uroczystości?

BP MAREK SOLARCZYK: - Dla mnie osobiście najważniejsza jest sprawa przygotowania wewnętrznego. Dlatego, tak po ludzku, staram się zrobić wszystko, co tylko mogę, aby jak najlepiej wejść duchowo w przeżycie sakramentu święceń biskupich. Jednocześnie jako ksiądz wiem, że mówię o sprawach, które nie tylko ode mnie zależą. Dlatego dziękuję wszystkim kapłanom, parafianom i znajomym, którzy się za mnie modlą.

- Po święceniach zacznie Ksiądz Biskup formalnie swoją pracę w kurii diecezji warszawsko-praskiej. Z jakim programem nowy biskup pomocniczy rozpocznie swoją posługę?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Ten program jest bardzo prosty i ambitny zarazem. Pragnę jednak podkreślić, iż to nie jest mój program, tylko kilka wskazań zawartych w przyrzeczeniach elekta. I właśnie te wskazania - jak np. to o „pełnieniu urzędu z łaską Ducha Świętego” - będę starał się wykonywać najlepiej, jak potrafię. Innymi słowy, chciałbym w moim przeżywaniu biskupstwa być wierny temu, co kapłaństwo niesie. Czyli przede wszystkim być odpowiedzialny za tych, którzy będą mi powierzeni, i za dzieła, które będę podejmować.

Reklama

- Jakimi konkretnymi sprawami Ksiądz Biskup będzie się zajmował?

- Abp Henryk Hoser wspomniał o pracy w pionie duszpasterskim, ale nie rozmawialiśmy jeszcze o konkretnych zadaniach.

- Jedni hierarchowie są zamknięci przed otoczeniem, a do innych księża i wierni znają numer telefonu komórkowego i nie boją się dzwonić. A jak będzie postępował nowy biskup?

- (śmiech) Mój numer telefonu jest znany i obiecuję, że go nie zmienię po święceniach.
Natomiast mówiąc bardziej generalnie o stylu pracy, to zaliczyłbym siebie do osób otwartych. Tak było, kiedy pracowałem w seminarium. I tak samo postępowałem, będąc proboszczem.
Wierni z parafii katedralnej wiedzieli, kiedy mam dyżury w kancelarii, i zawsze mogli przyjść porozmawiać. A ja, po pierwsze, starałem się ich wysłuchać i zrozumieć. Kiedy mogłem, to pomagałem, a kiedy sprawy dotyczyły materii trudniejszej, to starałem się im towarzyszyć. I taki styl pracy zamierzam kontynuować jako biskup.

- Jakie sytuacje ma Ksiądz Biskup na myśli, gdy mówi, że „towarzyszył” komuś?

Reklama

- Np. śmierć kogoś bliskiego. Sam przeżyłem śmierć mamy. Pamiętam, że wówczas najbardziej sobie ceniłem, gdy ktoś nie oczekiwał ode mnie słów, komentarzy czy jakichś opowieści, tylko stał obok mnie i mówił: jestem, możesz na mnie liczyć. Właśnie taki rodzaj towarzyszenia mam na myśli. I choć w pierwszej chwili wydaje się to nieefektywne, to z doświadczenia wiem, że jest to pomocne.

- Przez kilkanaście lat był Ksiądz Biskup związany z katedrą św. Floriana, w ostatnich latach jako proboszcz. Czy trudno będzie się rozstać z parafianami?

- Ludzie, których miałem obok, są warci troski, życzliwości i miłości. Pocieszające jest więc to, że tak do końca się z nimi nie rozstanę. Kuria jest obok katedry, będę więc nadal żył i pracował wokół osób, które znam i szanuję.
Poza tym, przez te lata pracy zebrała się spora grupa wiernych, która się ze mną zżyła, np. ludzie, którzy się u mnie spowiadają. Nie wyobrażam sobie, że będąc biskupem, zagubię tę posługę wobec nich. Oczywiście będzie to miało inną formę.

- To znaczy?

- Pozwólcie Państwo, że uchylę się od odpowiedzi, bowiem odpowiedź ta wymaga przede wszystkim wcześniejszych ustaleń z moim następcą w parafii. A on musi mieć swobodę działania. Ja nie mogę i nie chcę - mówiąc kolokwialnie - siedzieć mu na plecach.

- Jak by Ksiądz Biskup podsumował swoje lata posługi w katedrze? Jakie były sukcesy, a jakie porażki?

Reklama

- Myślę, że kiedy w życiu księdza mówimy o sukcesach czy porażkach, to one generalnie sprowadzają się do tego, co jest związane z obecnością Boga w życiu człowieka. Jeśli więc udaje się to coś chronić i rozwijać, to można powiedzieć, że warto było.
Ostatnią satysfakcją było na pewno to, że kiedy moi parafianie dowiedzieli się, że zostałem mianowany biskupem, to byli szczęśliwi, ale jednocześnie dodawali, że trochę jest im smutno, iż odchodzę.

- A porażki?

- Mamy 16 tys. mieszkańców parafii katedralnej, a obecność na Mszy św. niedzielnej to 3 tys. Ten stan nie może zadowalać, nawet gdy w innych parafiach sytuacja jest jeszcze gorsza. Dlatego z innymi kapłanami podejmowaliśmy różne starania, by to zmienić. Np. z wielką troską podchodziłem do Mszy św. za parafian. To przywołanie mocy Boga było dla mnie kołem ratunkowym, aby chronić także tych, którzy w danej chwili sami nie widzą sensu uczestnictwa w żywym Kościele.

- Przez cały czas posługi w katedrze był Ksiądz także katechetą. Czy przeniesienie lekcji religii z parafii do szkół było błędem?

- Sam religii uczyłem się tylko przy kościele. A jako katecheta - uczyłem jej tylko w szkole. W obu przypadkach byłem zadowolony i widziałem sens tego, co się dokonywało.

- Na przykład?

- Od 19 lat uczę w tym samym Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława IV. Moja obecność nie ogranicza się tam tylko do bycia nauczycielem religii. Widzę siebie - i sądzę, że tak postrzegani są inni kapłani z dużym stażem - jako kogoś, kto jest swoistym kapelanem w szkole. Uczestniczyłem przecież w różnych wydarzeniach i tajemnicach życia uczniów, nauczycieli i ich dzieci oraz już dorosłych absolwentów tej szkoły. Np. błogosławiłem małżeństwa, udzielałem sakramentu chrztu itd. Młodzież jest wspaniała!

Reklama

- Całkiem niedawno część młodzieży głosowała na partię jawnie antykatolicką...

- Nie zgadzam się na takie uproszczenie. Znacznie więcej młodych głosowało zupełnie inaczej.

- Jak więc Ksiądz Biskup postrzega dzisiejszą młodzież?

- Przede wszystkim nie zapominajmy, że młody człowiek jest osobą niesamowicie wrażliwą na to, co go otacza. Na to, co jest pięknem, ale i na to, co jest przekleństwem danych czasów. Jednocześnie ma swoje ideały, które nie są do końca przez niego rozpoznane. Dlatego proszę, nie sprowadzajmy całej gamy zachowań młodych do haseł związanych z jednym ugrupowaniem.

- Ciężko jednak w tym miejscu nie mówić o Palikocie, bo właśnie przed budynkiem kurialnym, w którym teraz siedzimy, polityk ten robił swoje happeningi...

Reklama

- Nie idźmy jednak w stronę tych wydarzeń, które są najbardziej medialne, ale wcale nie wiodące dla życia kościelnego. Przypomnę, że kiedy trwała przywołana przez Państwa kilkudziesięcioosobowa demonstracja przed kurią, to żadna niemal stacja telewizyjna nie raczyła pójść do katedry, gdzie w tym samym czasie było zgromadzonych 600 młodych ludzi modlących się z ks. arcybiskupem.
Inny przykład. W przedostatnią sobotę października byłem na spotkaniu ponad stu młodych osób od 18 do 30 lat, które uczestniczyły w katechezach o Kościele. Proponuję więc, aby mówić o ludziach, którzy systematycznie wchodzą w dojrzałe życie duchowe. Rozdzielmy ewidentne problemy od poczynań politycznych i od pewnych komentarzy medialnych.

- Czyli to, co obecnie obserwujemy w Polsce, nie stanowi zagrożenia dla Kościoła?

- Myślę, że jest to wyzwanie. Ale nie w rozumieniu wejścia w konflikt z takim czy innym politykiem. To zaproszenie do nowej ewangelizacji, do tego, aby życie w Kościele było dojrzalsze i bardziej przejrzyste.

- Jest jeszcze jeden gorący temat polityczny, o którym nie sposób milczeć. To sprawa krzyża w Sejmie. Chcieliśmy zapytać o opinię biskupa i historyka.

- Proszę zwrócić uwagę, że w tych wszystkich medialnych dyskusjach brakuje jednego - Pana Boga. Tam nie ma mowy o tym, że mówimy o tajemnicy sacrum w życiu człowieka. Tam mówi się o elementach, które są zauważalne na zewnątrz. Tymczasem, kiedy mówimy o krzyżu, trzeba pamiętać, że w nim zawiera się bogactwo Ducha. Nie zapominajmy o tym, podejmując ten temat.
Z kolei jako historyk przypomnę, że w sejmie II RP - w którym parlamentarzystami byli duchowni innych religii oraz innych wyznań - krzyż wisiał i to nikomu nie przeszkadzało.

- Jest Ksiądz Biskup doktorem historii. Z tej racji od kilku lat bada akta IPN w odniesieniu do księży. Czy ta wiedza będzie pomagać, czy raczej przeszkadzać w pełnieniu posługi biskupiej?

Reklama

- Wiedza historyczna nigdy nie przeszkadza. Każdy przeczytany dokument pomaga lepiej zrozumieć, jak służby PRL oddziaływały na człowieka. Przyrost tej wiedzy prowadzi naukowca do wniosku, że nie ma prostych odpowiedzi i konieczne jest pełne poznanie. Gdybym chciał 2-3 lata temu wyciągnąć wnioski o postawie niektórych księży, to byłyby one mniej dojrzałe i mniej odpowiedzialne niż dzisiaj. To jest wniosek historyczno-naukowy. Natomiast kapłan widzi w tych dokumentach dramat i wielką tajemnicę człowieka, który wchodził w pewne sprawy i ponosi teraz tego konsekwencje.

- Jaką więc naukę wyciąga kapłan?

- Odpowiem nie wprost: W biuletynie IPN opisano historię funkcjonariuszy obserwujących ośrodek w Laskach. Zauważyli oni, że często przyjeżdża tam ten sam samochód. Po sprawdzeniu okazało się, że auto należy do płk Julii Brystygierowej, która pod koniec lat 40. XX wieku była główną animatorką działań wymierzonych przeciwko Kościołowi. Z innych przekazów wiemy, że kobieta ta miała kontakt z jedną z sióstr z Lasek i pod koniec życia nawróciła się. W tej historii jest więc odpowiedź, co zawsze powinien robić kapłan: zawalczyć o człowieka, tym bardziej, kiedy chodzi o jego życie wieczne.

- Pasję historyczną wyniósł Ksiądz Biskup z domu. A gdzie szukać początków kapłaństwa?

- Także w domu. Pochodzę z Duczek k. Wołomina. Razem z rodzicami i siostrą wspólnie chodziliśmy do tamtejszego kościoła. Bardzo wcześnie zostałem też ministrantem, a później lektorem. Potem na mojej drodze życia pojawiło się dwóch bardzo szczególnych kapłanów, którzy mnie zachwycili sobą i sprowokowali do pytania: może i ja zostanę księdzem?

- Kim byli ci kapłani?

- Pierwszym był ks. Jerzy Jędrzejewski, który obecnie pracuje w Kirgistanie, a wówczas był moim wikariuszem. Drugi kapłan to ks. Wiesław Kądziela, z którym w latach 80. miałem kontakt na kursie lektorskim.

Reklama

- Jak rodzice przyjęli decyzję młodego Marka Solarczyka, że pójdzie do seminarium?

- Pamiętam tę chwilę bardzo dokładnie. Mama nic nie powiedziała, a tata zapytał, czy na pewno dobrze się zastanowiłem. Powiedziałem, że tak.

- A jak teraz zareagował tata, gdy Ojciec Święty Benedykt XVI mianował jego syna biskupem?

- (śmiech) Żartując wypomniał mi, że go wcześniej nie uprzedziłem. A ja musiałem dochować tajemnicy i do momentu oficjalnego ogłoszenia nie mogłem nikomu nic powiedzieć.

- Tuż po ogłoszeniu nominacji podał Ksiądz Biskup swoje zawołanie „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Jest ono kontynuacją tekstu widniejącego na obrazku prymicyjnym Księdza...

- 19 lat temu starsi koledzy księża mówili mi: uważaj, co wybierzesz, bo naprawdę nie jest to przypadkowe. To będzie „szło” z tobą przez całe życie. Biorąc pod uwagę mojego patrona - św. Marka, byłem zdecydowany, że moje motto musi być zaczerpnięte z jego Ewangelii, a ten fragment był mi wówczas szczególnie bliski. Zachęcam zresztą wszystkich do przeczytania tego wersetu (Mk 9, 23) oraz jego interpretacji. Kryje się w tym wielkie bogactwo treści.

- A czy jest jakiś wzór biskupa, który chciałby Ksiądz naśladować?

Reklama

- Odwołam się do mojego jedynego spotkania z Prymasem Wyszyńskim. Miałem wówczas 13 lat. Trwała uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego w mojej rodzinnej parafii w Duczkach. Jako ministrant otrzymałem zadanie: przygotować kadzielnicę. Jednak w kociołku znajdował się nieodpowiedni węgiel i żarzył się bardzo powoli, aż w końcu wszystko zgasło. Kiedy podałem Prymasowi kadzielnicę, powiedział do mnie: „Cóż, chłopcze, nie udało ci się!”. Zapamiętałem to zdanie na całe życie. Potraktowałem je jako wskazanie, aby robić w życiu maksymalnie dużo. Tak, aby się udało!

- Na koniec zapytamy, czy jako biskup będzie Ksiądz miał czas na swoje pasje? Nie tylko historyczne, ale i jazdę na rowerze?

- (śmiech) Mam nadzieję!

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Jezus jest cichy i pokorny sercem

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Pixabay.com

Pierwszy List Jana prowadzi do świadectwa apostolskiego. Apostołowie głoszą to, co usłyszeli, zobaczyli, oglądali własnymi oczami i czego dotykały ich ręce. Wiara wyrasta z Wcielonego Słowa życia. Ewangelia ma smak spotkania. Bóg wszedł w historię. Dał się usłyszeć. Dał się zobaczyć. Dał się dotknąć.
CZYTAJ DALEJ

Ruszył proces rejestracji polskich grup na ŚDM w Korei

Rozpoczęła się rejestracja grup na przyszłoroczne, Światowe Dni Młodzieży w Seulu poprzez polski system Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM (KBO ŚDM). Polscy organizatorzy zachęcają, by przed rozpoczęciem procesu zgłoszenia, dobrze przygotować się i zrozumieć zasady wyjazdu do Korei, bowiem, jak przypominają, ŚMD to nie turystyka.

Podziel się cytatem - czytamy na stronie KBO ŚDM.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję