Reklama

Polityka

5 pytań do… Dyrektora Muzeum II Wojny Światowej

2020-11-21 09:20

[ TEMATY ]

II wojna światowa

5 pytań do...

Muzeum II Wojny Światowej

Dr Karol Nawrocki

Dr Karol Nawrocki

Piotr Grzybowski: Czy kiedy w 2017 roku przekroczył Pan próg Muzeum II Wojny Światowej, czuł Pan bardziej obawy czy wyzwania?

Karol Nawrocki: Ja mam sportowy charakter Panie Redaktorze, więc od samego początku potraktowałem to jako wielkie wyzwanie. Oczywiście miałem świadomość, że Muzeum jest na polu kulturalnym punktem niezgody politycznej, ale mobilizowało to mnie jedynie do dalszej pracy, do zaangażowania się w tę sprawę. Już na etapie tworzenia Muzeum i tworzenia recenzji wystawy stałej nie zgadzałem się z pewnymi założeniami i wiedziałem, ile jest do zrobienia dla uszanowania całej inwestycji i dla uszanowania pomysłu zbudowania w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej. Było to więc wyzwanie, o którym nie pozwalali mi zapomnieć protestujący przed muzeum. 6 kwietnia 2017 roku przywitały mnie znicze cmentarne mające sugerować, że oto zbliżam się do cmentarza, albo do swojego grobu. Ale ta droga do Muzeum pośród protestów, aleją z cmentarnych zniczy – jeszcze bardziej zmobilizowała mnie do działania.
Znałem zagadnienie, znałem sprawę i przede wszystkim oburzało mnie pomijanie we wcześniejszej koncepcji, zresztą bardzo głęboko skrywanej, rzeczy zasadniczych dla polskiej perspektywy i polskiej opowieści o II wojnie światowej. Jestem przekonany, że to jest temat, w którym my - jako naród - musimy zabierać wyraźnie głos i zdecydowanie mówić - w kontekście i środowisku międzynarodowym - prawdę o polskiej walce i o polskim cierpieniu w czasie II wojny światowej, dosadnie kładąc cezurę na 1.09.1939. Dlatego też w pewnym sensie byłem krytyczny, co do powstania muzeum akurat w tej części Gdańska. Byłem i jestem przekonany, że częścią tego muzeum powinno być Westerplatte i to właśnie tam powinna odbywać się opowieści o wybuchu II wojny światowej. Poprzednia dyrekcja wprost eliminowała Westerplatte, a ja nie byłem w stanie zaakceptować tego, że oto 5 km od głównej siedziby Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku znajduje się jedno z tak symbolicznych miejsc w polskiej historii i niejako kosztem tego autentycznego miejsca buduje się nowoczesny budynek. Nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego to wszystko odbywa się kosztem Westerplatte.

Amerykanie mają swój opis II wojny światowej, Rosja swoją wizję, Niemcy swoją, Izrael swoją. A jaką wizję ma Polska i w jaki sposób realizuje ją MIIWŚ ?

Najbardziej dramatyczne Panie Redaktorze jest to, że prezentowana w Muzeum wizja i perspektywa wojny zmieniła się w dobrym kierunku dopiero w roku 2017. Jest to tragiczne dlatego, że my nie mamy jednej, łączącej nas wizji II wojny światowej. Jeśli moi poprzednicy budując muzeum, zminimalizowali postać rotmistrza Witolda Pileckiego, na pierwszym miejscu narracji o relacjach polsko – żydowskich wskazali Jedwabne, nie tłumacząc jednocześnie fenomenu Polski - sprawiedliwych wśród narodów świata, zupełnie pozbawili możliwości opowieści o św. o. Maksymilianie Kolbe, a więc wycięli tę postać z największego muzeum historii Polski, to oznacza, że ta opowieść do roku 2017 oraz ta, którą my dzisiaj staramy się światu przedstawiać – są drastycznie inne. To jest o 180 stopni inna narracja. Budzi to mój żal i jako historyka, i jako urzędnika państwowego, ponieważ wydawać by się mogło, że jednak domaganie się prawdy o polskim doświadczeniu w czasie II wojny światowej jest i powinno być poza politycznym sporem. Zazwyczaj, w opinii publicznej nie ma czasu na poszerzone wykłady historyczne na świecie, trzeba więc sprawnie i jednocześnie syntetycznie opowiedzieć tak, jak Pan Redaktor trafnie spytał: CO my w ogóle chcemy powiedzieć ? O CZYM chcemy powiedzieć ? Dlatego określiliśmy dwie wielkie emocje, wokół których opowiadamy o polskim doświadczeniu w czasie II wojny światowej. Jest to „Walka i Cierpienie”.
Walka: od pierwszego do ostatniego dnia wojny. Tutaj archetypem postaw i symbolem pozostaje Westerplatte. Żeby być komunikatywnym dla świata mówimy: „Jeśli chcecie poznać naszą wrażliwość na temat szalejących systemów totalitarnych, to poznajcie ten skrawek Westerplatte. Zobaczcie, że Polacy są narodem, który jest gotowy do walki o najważniejsze dla nas wartości, nawet w obliczu przeważającego wroga”. Tak, jak napisał prof. Elzenberg: Sens walki powinien być mierzony nie szansami na zwycięstwo, lecz wartościami, w imię których ta walka się odbywa . O tym mówi Westerplatte, tego dowodzili żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, tak działali żołnierze podziemnej armii , podejmując wyzwanie, nawet jeżeli nie było szans na zwycięstwo.
Druga wartość to cierpienie. Tutaj za symbol obraliśmy zbombardowany Wieluń, zbombardowany poza wszystkimi strategicznymi założeniami niemieckiej armii, zbombardowany jako zapowiedź nadchodzącej wojny totalnej, zniszczony szpital, zniszczony kościół. Polska jest więc narodem, który walczy i cierpi od pierwszego do ostatniego dnia wojny.

Ze zbiorów Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Reklama

Blisko 20 % gości odwiedzających Muzeum to obcokrajowcy. Czy rozumieją to, co widzą?

Tak. Z tych 20% to głównie Norwegowie, Szwedzi, Finowie i Brytyjczycy, ale w pierwszej „5” są także Niemcy. Przedstawiciele tych konkretnych narodów różnią się oczywiście swoją wrażliwością w podejściu do historii. Brytyjczycy, nawet ci, z którymi współpracujemy, są przywiązani do anglosaskiej wizji II wojny światowej. U nich cezurą jest 3.09.39 roku, który odnajdziemy w Imperial War Museum, czy w National Army Museum. Brytyjczycy wychodzą z przekonania, że zgodnie z sojuszniczymi deklaracjami rozpoczęli wojnę z Hitlerem 3 września, dlatego niektóre zagadnienia, które widzą u nas stanowią dla nich pewną nowość. Oczywiście - dla historyków 1 września 1939 r. jest oczywisty, ale dla gości brytyjskich już nie. Niemcy, którzy odwiedzają nasze Muzeum, zazwyczaj znają przebieg wojny. Są to osoby, które się nią interesują, nie mniej zmiany, które wprowadziliśmy w naszej ekspozycji odnoszące się do korzeni zła, do jego narodzin w XIX w., do idei Nietzschego - budzą w nich zazwyczaj rodzaj sprzeciwu. Nasi goście różnią się między sobą w zależności od pochodzenia, od narodowości, ale też pod względem posiadanej wiedzy historycznej. My wychodzimy z założenia, że opowiadamy prawdę w sposób zrozumiały, w dialogu historycznym, urzędniczym, edukacyjnym. Musimy troszczyć się o to, czy zagraniczny gość zdaje sobie sprawę, że co piąty Polak w czasie II wojny światowej został w brutalny sposób zamordowany, że blisko 6 mln Polaków zginęło. Wobec braku możliwości obiektywnej opowieści o II wojnie światowej przez 40 lat, gdy Polska była państwem kolonialnym wobec Związku Sowieckiego, w tej chwili możemy i musimy wyraźnie i zrozumiale dla świata mówić prawdę, niezależnie od recenzji, czy opinii naszych zagranicznych gości.

Czy Muzeum II Wojny Światowej nie powinno być obowiązkowym elementem edukacji historycznej dla młodzieży ? Jak zachęcić młodzież do historii?

Chwała Bogu, Panie Redaktorze, że do 2017 roku, gdy ekspozycja była w swoim kształcie pierwotnym, nie było elementem obowiązkowym dla młodzieży! Do chwili obecnej wprowadziliśmy 26 zmian, przy czym kolejno będziemy wprowadzać następne. Szanuję część ekspozycji i inwestycji, którą wykonali moi poprzednicy, natomiast emocje płynące z niej do młodzieży były jednoznaczne i spotkały się z naszą wielką krytyką. Było to Muzeum, w którym nie oddano czci największym polskim bohaterom, którzy za Polskę poświęcili swoje życie. Tym samym budowano antyobywatelski mechanizm psychologiczny, mówiący do młodzieży: jeśli wojna – nie daj Boże (nikt nie chce wojny!) – nadejdzie, to jedyną moją reakcją może być ucieczka. Pominięcie zaś bohaterów na wystawie sprawiło, że prosty rachunek dla młodzieży się nie zgadzał: Polsce poświęcać się nie opłaca; bo skoro wolne państwo, niepodległa Polska nie pamięta o tych, którzy byli gotowi dla Polski umrzeć - żołnierzach Westerplatte, porzuconych 5 km stąd, wrzuconych jak śmieci do grobu przez Niemców, co więcej ta Polska się o nich się nie upomina, to czemu ja - 16 latek - miałbym pracować, walczyć czy jeszcze umierać za Rzeczpospolitą, gdyby wybuchła wojna? Po zmianach i uzupełnieniach, które wprowadzamy, chcemy powiedzieć, że wojna jest bezsprzecznie okrucieństwem, ale wymaga postaw obywatelskich i bynajmniej nie jest okrucieństwem, które można zuniwersalizować . Zwiedzającego przecież tak samo wzrusza 10-letni Ryszard Pajewski, siedzący na gruzach Warszawy, czy Wanda Saganowska , 4-letnia dziewczynka rozerwana bombą właśnie w Wieluniu, jak 4-letni Klaus, czy 10-letni Otto w zbombardowanym Hamburgu i Berlinie. Odbiór emocji jest ten sam, ale nas ta opowieść nie może zwalniać z uświadamiania, że w tym konflikcie to właśnie Niemcy w porozumieniu z sowieckimi komunistami byli odpowiedzialni za wybuch i tragedię wojny, a niezasłużone cierpienie milionów było wynikiem porozumienia zawartego pomiędzy Hitlerem a Stalinem. Poprzedni przekaz mówiący wprost: „chowajcie się, jak idzie wojna”, „nie bądźcie bohaterami”, „wojna ma wymiar uniwersalny, więc nieważne czy jesteście ofiarami, czy sprawcami - historia potraktuje was tak samo”, był dla młodzieży i w systemie edukacyjnym w moim uznaniu niewłaściwy, nie uczył cech, które chcielibyśmy przekazać kolejnym pokoleniom Polaków. Dzisiaj jestem przekonany, że nie zapominamy o okrucieństwie, o cierpieniu, o tym, że wojna jest zła, gdziekolwiek się pojawia, ale też - wymaga od nas postawy obywatelskiej, to znaczy gotowości do walki ze złem, na którą powinniśmy być przygotowani. Ci zaś, którzy są gotowi za Polskę oddać życie - nigdy nie zostaną zapomniani i zawsze będą przez takie instytucje, jak nasza, przypominani.
Technikalia są natomiast bardzo wymagające. Dzisiejsza młodzież przyzwyczajona jest do ekstraktu historycznego. Tylko pasjonaci historii są gotowi poświęcić 4 godziny, bo tyle rekomendujemy w naszym Muzeum, czy 2 godziny - jako minimum. Natomiast pandemia nauczyła nas wykorzystywać nowe narzędzia, chwytem hapkido staraliśmy się rozwinąć w tych gałęziach, które do tej pory wykorzystywaliśmy, ale nie tak głęboko. Staramy się w Muzeum poszukiwać nowej przestrzeni do kontaktu, do komunikacji z młodzieżą. Stworzyliśmy wirtualne spacery, jak i zdecydowaliśmy się na nowoczesne rozwiązanie technologiczne w postaci rozszerzonej rzeczywistość. Jako pierwsza instytucja na świecie w sektorze kultury połączyliśmy technikę poszerzonej rzeczywistości z wirtualną rzeczywistością i z projekcjami poświęconymi Westerplatte. Wchodząc na platformę Sketchfab jesteśmy - jako jedyna polska instytucja - na liście 10 instytucji na świecie, które sobie właśnie z tym miksem nowoczesnych technologii poradziły. Dzięki nam młodzież i nie tylko, może oglądać atak na stację kolejową, na wojskową składnicę tranzytową właśnie w trzech technologiach: nie tylko przez komputer, telefon, ale też przez gogle VR. Tego typu rozwiązań poszukujemy w komunikacji z młodymi ludźmi. Przy czym nie zapominamy o tradycyjnych środkach przekazu. Dużą popularnością cieszy się obecne u nas Kino, jesteśmy także pierwszym muzeum, które stworzyło szkołę teatralną dla dzieci i młodzieży, opowiadającą ze sceny o II wojnie światowej. Z naszym występem byliśmy m.in. w Niemczech , gdzie opowiadaliśmy o Irenie Sendlerowej, czy o św. ojcu Kolbe. Staramy się śledzić trendy w nowych technologiach i za pomocą takich nowoczesnych narzędzi konwertować wiedzę.

Ze zbiorów Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Panie Dyrektorze, kolejna 7mio letnia kadencja przed Panem. Czy już zaplanowana?

O 3 lata jestem spokojny, a reszta ?... Trudno mi jest założyć, że mógłbym służyć rządowi, czy tym, którzy kazaliby mi mówić, że Polacy to naród sprawców… Na najbliższe trzy lata mam wyznaczone 3 najważniejsze cele. Po pierwsze, chcę utrzymać dynamikę funkcjonowania instytucji. Zbliżamy się do 2 mln zwiedzających, mamy 12 tys. nowych eksponatów, wciąż pozyskujemy nowe, chwytające za serce zabytki, rozwijamy się o nowe technologie, rozbudowujemy naszą działalność o różne gałęzie: kino, teatr, organizacja licznych wydarzeń naukowych i kulturalnych, mocno rozwijamy wolontariat, tym samym utrzymanie takiego dużego tempa działania instytucji jest dla mnie jednym z priorytetów. Głównym i najważniejszym celem jest stworzenie muzeum cezury jakim będzie Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Wspomniał Pan o narracji Amerykanów, Rosjan, Niemców; jesteśmy w kontakcie z Pearl Harbor, odwiedziłem też swojego odpowiednika w największym muzeum w Moskwie - muzeum wielkiej wojny ojczyźnianej, gdzie oni kładą cezurę na roku 1941. W Polce musi w końcu powstać prawdziwe muzeum cezury, w którym uświadomimy światu, że II wojna światowa wybuchła TUTAJ na Westerplatte 1.09.1939 roku, a nie w czerwcu 1941, jak twierdzą Rosjanie. We wrześniu 2018 r. zaprosiłem na Westerplatte zarządców największych instytucji dbających o pamięć najistotniejszych pól bitewnych na świecie, w tym m.in. dyrektor Pacific Historic Parks w Pearl Harbor. Kiedy pokazałem im stan Westerplatte wskazując, że to tu właśnie wybuchła II wojna światowa, goście z zagranicy byli zdruzgotani i nie wierzyli, że tak wygląda miejsce gdzie rozpoczęła się II wojna światowa. Przez ten trwający od lat chaos i zaniedbanie Westerplatte wiele straciliśmy, nie będąc w stanie opowiedzieć światu o cezurze 1.09.1939 roku.
Dziś czuję dziejowe zadanie: udało nam się wywalczyć tą ziemię w wielkich trudach, przygotować specjalną ustawę, przeprocedować ją w Sejmie i Senacie, a finalnie uzyskać podpis Pana Prezydenta, co wymagało ogromu wytężonej pracy w ostatnich 3 latach. Teraz głównym naszym zadaniem jest wybudowanie muzeum zamkniętego wokół 3 symboli: autentyzmu pola bitwy, symbolu polskich postaw w czasie II wojny światowej i symbolu początku wybuchu tego najtragiczniejszego w historii konfliktu. Mam nadzieję, że w obecności głów państwowych z całego świata na zadbanym w końcu Westerplatte, z wybudowanym w końcu muzeum przemówi prezydent Andrzej Duda i powie światu: „to tu wybuchła II wojna światowa, to tu Niemcy napadli na Polaków”. To miejsce jest naprawdę wyjątkowe, dlatego wszystkie nasze siły i działania kierujemy w tą inwestycje!

Ocena: +2 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Obrączka Kiry

2020-11-25 11:05

Niedziela Ogólnopolska 48/2020, str. 48-49

[ TEMATY ]

historia

II wojna światowa

Zdjęcia: archiwum rodzinne

Kira Wilkońska, Tomasz Wilkoński

Kira Wilkońska, Tomasz Wilkoński

Jesienią 1939 r. Niemcy rozpoczęli akcję likwidacji elit II Rzeczypospolitej. Ten tragiczny los podzielił również Tomasz Tadeusz Wilkoński, poseł na Sejm II RP. Jego szczątki zidentyfikowano 70 lat później dzięki obrączce z wygrawerowanym imieniem żony – Kiry.

Zagłada polskiej inteligencji podczas II wojny światowej to bolesny temat. „Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do rzędu niewolników” – powiedział Adolf Hitler. To z jego rozkazu w Polsce wymordowano ok. 50 tys. przedstawicieli naszych elit. Niejedną z tych zbrodni Niemcy utajnili, jak np. śmierć prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Miejsc stracenia wielu pomordowanych i ich szczątków nigdy nie odnaleziono.

W 2009 r. w lasku na terenie dawnego poligonu wojskowego „Brus” w Łodzi odkryto miejsce zbiorowego stracenia czterdziestu wybitnych Polaków. Z przekazów świadków było wiadomo, że właśnie w tym miejscu Niemcy przeprowadzali egzekucje i grzebali zamordowanych. Dzięki inicjatywie ówczesnego prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego studenci Katedry Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego rozpoczęli prace, które doprowadziły do odnalezienia dołu ze szczątkami straconych. Jak ustalono, egzekucja odbyła się 12 listopada 1939 r. Rozstrzelani byli więźniami tymczasowego obozu na terenie byłej fabryki Michała Glazera na Radogoszczu. Udało się zidentyfikować tożsamość tylko pięciu z nich, dzięki znalezieniu w dole drobnych rzeczy osobistych, m.in. notesów i dziesięciu obrączek. Wśród nich była obrączka Tomasza Wilkońskiego. Wygrawerowane było na niej imię żony posła – Kiry, księżniczki Światopołk-Mirskiej.

70 lat nadziei

W 2010 r. odbyła się uroczystość pochowania czterdziestu ofiar na cmentarzu na Dołach w Łodzi, z udziałem małej garstki rodzin straconych, 4 księży różnych wyznań, prezydenta miasta, Wojska Polskiego, harcerzy oraz przedstawicieli różnych organizacji. Duża tablica pamiątkowa informuje o dramacie ofiar. – Przejmujące jest to, że szczątki czterdziestu osób zmieściły się tylko w czterech trumnach. A w jednej z nich znajdowały się szczątki mojego Tatusia – mówi dziś już 93-letnia córka zamordowanego posła, Jolanta Karolina Wilkońska z Warszawy. – Dla zainteresowanych tą historią: to święte miejsce ich pochówku znajduje się na cmentarzu na Dołach przy ul. Smutnej, wejście A. kw. 37, rz. 16, m. 2, i wdzięczna będę za chwilę zadumy i modlitwę – dodaje wzruszona pani Jolanta.

Nazwisko Tomasza Wilkońskiego znajduje się również na tablicy w gmachu Sejmu RP wśród innych nazwisk polskich parlamentarzystów straconych przez okupantów podczas II wojny światowej. – My z Mamą przez cały ten czas nie wiedziałyśmy, co się z nim stało. Mama codziennie notowała w kalendarzyku: „Nie ma, nie ma...”, co i dzisiaj jest dla mnie bolesnym wspomnieniem. Długo przechowywałyśmy jego ubrania, w nadziei, że wróci. A Tatusia nie było już wśród żywych, my zaś wciąż czekałyśmy na niego. Mama nie doczekała się prawdy – mówi ze łzami w oczach Jolanta Wilkońska.

Energią i sercem służył Polsce

Tomasz Wilkoński był przed wojną posłem na Sejm pierwszej kadencji. Można śmiało powiedzieć, że kontynuował tradycje rodzinne, gdyż czterech przedstawicieli rodu zasiadało w słynnym Sejmie Czteroletnim, który uchwalił Konstytucję 3 maja. W rodzinie Wilkońskich było wielu patriotów, również powstaniec styczniowy Tadeusz Tomasz Wilkoński, ojciec zamordowanego posła. 11 sierpnia br. na miejscu pochówku powstańca na Powązkach została poświęcona nowa tablica granitowa, ufundowana przez panią Jolantę, na której wymieniony jest jej dziadek oraz symbolicznie – wspomnienie jej ojca Tomasza Wilkońskiego. 6 października w imieniu IPN dyr. Adam Siwek odsłonił tę tablicę; została na niej również umieszczona plakietka IPN informująca, że powstaniec jest wpisany w zaszczytny poczet weteranów walk o wolność i niepodległość Polski (dla zainteresowanych: IV brama, kw. 37, rz. 4, m. 5).

Tomasz Wilkoński – znany jako patriota i działacz społeczny – był współtwórcą i propagatorem idei kółek rolniczych. Został odznaczony przez władze II RP Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi, a przez króla Danii orderem Dannebrog. Z wykształcenia był inżynierem agronomem; rodzina wywodziła się z ziemiaństwa i ten kierunek studiów był wśród jej członków preferowany. W II RP powierzano mu bardzo ważne stanowiska. W ostatnich latach przed wojną był z ramienia rządu dyrektorem administracyjnym Zjednoczonych Zakładów Włókienniczych Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana, firmy niemieckiej w Łodzi. – Dla niego zawsze najważniejszy był człowiek, szanował ciężką pracę robotników. Jako dyrektor założył przy zakładach żłobek i przedszkole dla robotniczych dzieci, sekcję kobiet i sekcję teatralną, co w tamtych czasach było novum; robotnicy występowali jako aktorzy w nowo powstałej wielkiej sali ze sceną z pełnym wyposażeniem. Dbał również o poprawę ich bytu, warunków pracy i warunków mieszkalnych w „familokach”. Był lubiany przez robotników, obdarzano go szacunkiem. Ci ludzie pomagali nam również po jego aresztowaniu – mówi Jolanta Wilkońska.

Wojenny koszmar

Wybuch wojny 1 września 1939 r. zburzył ich świat. Pani Jolanta – wówczas 12-letnia – nigdy nie zapomni paraliżującego strachu, który nią owładnął, gdy zbudzona ze snu rykiem silników podeszła do okna i ujrzała olbrzymie niemieckie samoloty lecące nisko w stronę jej domu... – Uciekliśmy z Łodzi do Warszawy, ale tam dosłownie na każdym kroku czyhała śmierć – ciągłe naloty i bombardowania. Tatuś musiał opuścić stolicę. Po kapitulacji Warszawy odnalazł nas i gdy zapukał do drzwi, nie chciałam go wpuścić do mieszkania – w obszarpanym „żebraku”, chudym i zarośniętym nie poznałam Tatusia. Wrócił z tułaczki spod granicy radzieckiej – pieszo! Potem razem wróciliśmy do Łodzi. I właśnie tam aresztowali go Niemcy. 9 listopada 1939 r. przyszło po Tatusia 2 żołdaków i cywil. Kiedy wsiadał z nimi do czarnego auta (citroëna), widziałyśmy go po raz ostatni. Mama opowiadała, że zanim go aresztowano, proponowano mu przejście na obywatelstwo niemieckie z racji niemieckiego pochodzenia jego mamy – Eleonory Wilkońskiej z domu Hirschberg, ale odmówił. Jak się później dowiedziałyśmy, również w obozie zastraszano go represjami wobec rodziny. Był gorącym patriotą i piłsudczykiem, znał osobiście Marszałka, wpajał we mnie, że Bóg, Honor i Ojczyzna to są wartości na całe życie. I pozostał temu wierny do końca... Mama codziennie przynosiła dla niego paczki do obozu na Radogoszczu; paczki przyjmowano, ale nie było żadnych wieści od niego ani o nim. Dopiero gryps współwięźnia powiadomił nas, że Tatusia nie ma w obozie. Wszelkie poszukiwania, również te po wojnie, prowadzone przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż, nie dały żadnej odpowiedzi... W moim rozumieniu miłość Rodziców jest silniejsza niż śmierć, a „zmartwychwstała” po tylu latach w ziemi obrączka Tatusia z imieniem mojej Mamy jest tego dowodem – mówi Jolanta Wilkońska. Obrączka została przekazana na Jasną Górę jako wotum dziękczynne dla Matki Bożej za odnalezienie Tomasza Wilkońskiego i możność pochowania go z imieniem i nazwiskiem.

CZYTAJ DALEJ

Pierwsze piątki miesiąca

Kto dziewięć piątków odprawi jak trzeba,
nie umrze w grzechach, lecz pójdzie do nieba

Pierwszy i ostatni?

Pamiętasz swoją pierwszą spowiedź? Ja pamiętam dokładnie. Pamiętam to zaangażowanie i przejęcie. Pamiętam ten strach. Najpierw była próba. Po wcześniejszym sprawdzeniu czy znamy regułę, każdy z nas podchodził na chwilkę do konfesjonału i udawał, że się spowiada. Następnego dnia na serio. W domu przeprosiłam rodziców i rodzeństwo za każdą wyrządzoną przykrość i - do kościoła. „Oby tylko nie ks. Stanisław!” - myślałam. Ale za kratkami konfesjonału nie czekał nikt inny, rzecz jasna. Nie było tak źle. Pamiętam, że paliły mnie policzki. Potem pani katechetka powiedziała, że od tej pory mamy chodzić do spowiedzi w każdy pierwszy piątek miesiąca, ale nie wytłumaczyła po co.

Dlaczego nie wtorek?

Piątek w tradycji Kościoła ma bardzo wielką symbolikę. Przede wszystkim śmierć Pana Jezusa na krzyżu. To wtedy Jego Serce zostało przebite włócznią. Jest to również związane z objawieniami Pana Jezusa złożonymi św. Małgorzacie Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Jezus przekazał czcicielom swego Serca 12 obietnic:

1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

Co z tego będę miał?

Przeczytałeś dokładnie punkt 12.? Ta Wielka obietnica mówi o tym, jak bardzo Jezus troszczy się o ciebie. To niezwykłe! Jezus pozwala dostąpić nam największej łaski - śmierć w stanie łaski uświęcającej. Warunek jest jeden - przez dziewięć kolejnych piątków miesiąca musisz pojednać się z Bogiem i przystąpić do Komunii św. Czy można chcieć więcej?

Może warto?

Pewnie, że warto! Zastanów się tylko, od kiedy zaczynasz.

CZYTAJ DALEJ

#NiezbędnikAdwentowy: Rozważanie słowa Bożego

2020-12-05 00:00

[ TEMATY ]

adwent

Adwent2020

#NiezbędnikAdwentowy

Red.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus lituje się nad znękanymi. Posyła uczniów nie tylko z misją głoszenia Dobrej Nowiny, ale również do wszystkich znękanych, porzuconych. Litość Jezusa nad człowiekiem powinna nas przejąć do głębi naszych sumień.

„Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.” Św. Jan Paweł II

Ewangelia (Mt 9, 35 – 10, 1. 5a. 6-8)

Jezus lituje się nad znękanymi

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.

A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».

Rozważanie słowa Bożego:

Jezus pochyla się nad potrzebującymi, cierpiącymi. Jezus posyła uczniów nie tylko z misją głoszenia Dobrej Nowiny, ale również do wszystkich znękanych, porzuconych. Litość Jezusa nad człowiekiem powinna nas przejąć do głębi naszych sumień. Nasze serce także powinno być otwarte na tych najbardziej potrzebujących. Tak bardzo wszyscy chcemy mieć pasterzy o dobrym sercu, wrażliwych na drugiego człowieka. Ale tu potrzebna jest modlitwa nas wszystkich. Jednak musimy pamiętać, że wszyscy ochrzczeni od Chrystusa jako Jego uczniowie otrzymaliśmy szczególną misję ewangelizacyjną i misję świadectwa.

Musimy też pamiętać, że do dzisiejszego świata trzeba mówić językiem przykładu życia i ofiary. Trzeba być znakiem i świadectwem. Trzeba być znakiem miłosiernego i litującego się Jezusa.
Ks. Mariusz Frukacz

Jezus pochylał się nawet nad tymi najbardziej cierpiącymi także z powodu chorób. Świat, w którym żyjemy, naznaczony jest nie tylko panującym koronawirusem, ale biedą, samotnością, życiowymi dramatami i problemami. To wszystko dzieje się obok nas. Czy to dostrzegamy? Czy wyciągamy pomocną dłoń nawet jeśli sami mamy niewiele...?

WYZWANIE: Znajdź dziś choć jedną osobę, której możesz pomóc, choć drobnym gestem. W okresie przedświątecznym mamy mnóstwo inicjatyw, w których możemy przygotować paczkę, pomóc finansowo bądź w jeszcze inny sposób. Rozejrzyj się wokół siebie, a na pewno dostrzesz kogoś, kto potrzebuje właśnie Twojego wzroku miłosierdzia.

Promuj akcję na swojej stronie internetowej

Wklej kod na swojej stronie internetowej (750px x 200px)

Niezbędnik adwentowy
<a href="https://www.niedziela.pl/adwent"><img src="https://www.niedziela.pl/download/baner-niezbednik-adwentowy-750x200.jpg" alt="niedziela.pl - #NiezbednikAdwentowy" /></a>

Wklej kod na swojej stronie internetowej (300px x 300px)

Niezbędnik adwentowy
<a href="https://www.niedziela.pl/adwent"><img src="https://www.niedziela.pl/download/baner-niezbednik-adwentowy-300x300.jpg" alt="niedziela.pl - #NiezbednikAdwentowy" /></a>

Jeżeli potrzebujesz banera o innym rozmiarze lub umieściłeś baner, napisz do nas: internet@niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję