Reklama

Pro i contra

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 30/2000

Pryska mit niemieckiej wspaniałomyślności

Przez lata częstowano nas mitem o Niemczech jako "najlepszym adwokacie Polski" w Unii Europejskiej. Dziś najwyraźniej obserwujemy koniec tego mitu i coraz wyraźniejsze obnażanie prawdziwych intencji Niemiec wobec Polski. Pisze o tym Krzysztof Rak w tekście pt. Więcej realizmu. Wali się mit o polsko-niemieckim partnerstwie, zamieszczonym w Życiu z 11 lipca. Okazuje się, że główne niemieckie partie polityczne poufnie zawarły porozumienie na rzecz dążenia do opóźnienia przyjmowania Polski i innych krajów kandydujących do UE do 2005 lub nawet 2006 r. Niemcy chcą opóźnić wejście Polski i innych krajów do UE, kierując się swoimi interesami, bojąc się o swój rynek pracy i obawiając się kosztów finansowania rozszerzenia. K. Rak pisze, że Niemcy, jak dotąd, osiągnęły to, co im było potrzebne ze strony starającej się o wejście do UE Polski - "są już dziś gospodarczymi beneficjentami otwarcia polskich rynków". Jak już mają to, co chcieli od Polski, to uznali, że nie ma co się spieszyć z jej przyjęciem do UE, gdy one będą też musiały płacić - np. dopłaty do polskiego rolnictwa etc. K. Rak namawia do wyciągnięcia wreszcie realistycznych wniosków z postępowania Niemiec i poważnego zabrania się - wreszcie - do obrony naszych narodowych interesów. Akcentuje: "pojawia się podejrzenie, że po tylekroć powtarzane deklaracje naszych partnerów były po prostu puste. Porozumienie (partii niemieckich - J.R.N.) dowodzi, że obecnie trudno mówić o polsko-niemieckiej wspólnocie interesów. (...) zamiast biadolić, winniśmy wyciągnąć morał z zaistniałej sytuacji (...). Polska polityka zagraniczna lat 90. zamiast realizmem, nacechowana była sentymentalizmem. Ufundowana była na wierze w to, że kraje Zachodu to otwarty dla wszystkich klub skupiający gentlemanów filantropów, którego członkowie nie myślą o niczym innym, jak o zadośćuczynieniu bohaterskim Polakom krzywd wyrządzonych przez wyroki okrutnego losu. Ta polityka przynosi dziś fiasko. Nie ma najmniejszego powodu, by państwa Unii miały przedkładać sentymenty ponad własne interesy. I to jest główna lekcja, która wreszcie powinna zostać zrozumiana tu, nad Wisłą".

Europejska hipokryzja wobec Polski

Tylko ślepi i głusi na wszystko, co przeczy ich poglądom, euroentuzjaści z Unii Wolności mogą negować coraz jaskrawsze dowody hipokryzji polityki Unii Europejskiej wobec Polski. Kolejne fakty na ten temat przynoszą przedrukowane w Forum z 25 czerwca br. dwa artykuły z prasy zachodniej. Jeden z nich, zatytułowany: Zaczęły się schody (oczywiście dla Polski - J.R.N.), pióra M. Smitha i J. Reeda z brytyjskiego Financial Times, przypomina m.in., iż: "Zawarte przez Warszawę porozumienie z UE dotyczące okresu poprzedzającego wejście do Unii miało faworyzować Polskę, ale - jak mówi wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa - eksport polskich towarów rolnych w latach 1990-98 wzrósł tylko o jedną piątą, podczas gdy eksport UE do Polski zwiększył się o ok. 600 procent". Autor innego tekstu przedrukowanego w Forum - B. Stephens z The Wall Street Journal Europe (pt. Rozszerzyć Europę, przyjąć Polskę!) pisze m.in.: " Podniesienie cła (przez Polskę wobec UE - J.R.N.) wywołało gniewne protesty ze strony komisarza do spraw rolnictwa UE Franza Fischlera (...). Polski wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa zareagował nazwaniem poglądu Fischlera ´europejską hipokryzją´. On też ma rację. Subsydia wypłacane farmerom zachodnioeuropejskim w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) pozwalają im ´podcinać´ niższymi cenami konkurentów zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych, wskutek czego Polska odnotowuje deficyt w handlu towarami rolnymi w wysokości pół miliarda dolarów (...). I nawet wtedy, kiedy UE nalega na zmodernizowanie polskiego rolnictwa, jednocześnie wstrzymuje przekazanie 150 mln dolarów pomocy technicznej dlatego, że rząd polski nie powołał do życia - w należyty sposób - potrzebnych w tym celu instytucji zarządzających. I wreszcie Bruksela naciska na Polskę, aby wprowadziła w pełni tzw. acquis communautaire w sferze rolnictwa - to znaczy dosłownie setek dyrektyw, z których wiele nie będzie ani tanich, ani politycznie łatwych do przyjęcia, i to jeszcze przed przystąpieniem do Unii. Bruksela nalega na to, mimo że jednocześnie dąży do odłożenia dostępu Polski do pełnych subsydiów WPR, na okres aż 11 lat po przyjęciu tego kraju do Unii. W uzasadnieniu swej postawy UE twierdzi, że Polska potrzebuje dogłębnej modernizacji swojego rolnictwa, zanim będzie mogła otrzymywać subsydia WPR. Ale nie tak właśnie UE zachowywała się w przeszłości. Grecja - ze swoim dużym i zacofanym rolnictwem - zaczęła otrzymywać subsydia w pełnym wymiarze niemal natychmiast po przystąpieniu do Unii w 1981 r. (...) Rząd polski rezerwuje sporą część budżetu na zreformowanie rolnictwa, nie mając jasnego wyobrażenia, czy przyniesie to dywidendy".
Komentując oba teksty zachodnich autorów, warto zastanowić się, czy Polacy mają być znowu "mądrzy dopiero po szkodzie". Lubię przypominać ocenę świetnie znającego Polaków Irlandczyka O´ Connora, lekarza króla Jana III Sobieskiego, który zauważył, że: "Polacy zawsze łatwiej dadzą się oszukać, niż oszukają innych". Czy zawsze mamy tak łatwo dawać się oszukiwać zagranicznym hipokrytom?

"Życie" ocknęło się

Tekst Pawła Fąfary Bez znieczulenia (Życie z 1-2 lipca) dowodzi nagłego przebudzenia Życia z długotrwałych złudzeń co do rzekomych walorów ministra skarbu Emila Wąsacza. Życie przyznało mu w zeszłym roku nagrodę za szybką - i zdaniem redakcji Tomasza Wołka - "bardzo korzystnie prowadzoną prywatyzację". P. Fąfara próbuje dziś jeszcze bronić tamtej decyzji i twierdzi, że w ubiegłym roku minister Wąsacz zdecydowanie zasłużył sobie na nagrodę. Szkodzić gospodarce zaczął - według niego - nagle dopiero po przyznaniu nagrody. Pisze red. Fąfara: "Później jednak z prywatyzacją zaczęły dziać się rzeczy niepokojące. Minister wyraźnie pogubił się, a ciągnąca się od miesięcy sprawa PZU wręcz skompromitowała resort skarbu. Bezterminowe zawieszenie ludzi, którzy uzdrowili naszą największą firmę ubezpieczeniową, oddanie kontroli nad nią mniejszościowemu udziałowi, a na koniec zamiar sprzedaży większości akcji praktycznie za bezcen to kroki, które trudno zrozumieć. (...) Ludzie mają w życiu różne okresy. Te dobre i te złe. Postępujący kryzys w resorcie skarbu jest widoczny aż nadto. Pamiętamy ogromne zasługi Wąsacza dla polskiej prywatyzacji. Teraz jednak nie mamy wątpliwości, że powinien jak najszybciej ustąpić".
Biedny red. Fąfara znalazł się rzeczywiście w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jak wytłumaczyć fakt, że redakcja Życia tak późno dostrzegła to, co było widoczne dla ogromnej części obserwatorów od dawna? Przecież minister Wąsacz nigdy nie robił żadnej korzystnej dla kraju prywatyzacji, tylko z uporem wyprzedawał za bezcen różne obiekty, zarówno po otrzymaniu nagrody Życia, jak i na długo przedtem (vide choćby sławetna sprawa Domów "Centrum" w Warszawie). Red. Fąfara pisze: "Nie jest łatwo pisać o naszym laureacie". Czy wolno jednak aż tak mocno tuszować swoje dawne błędy i robić dziś dobrą minę do swej własnej złej gry z przeszłości?

Reklama

Katastrofalna wyprzedaż majątku narodowego

Niepoprawnym entuzjastom prowadzonej od tylu lat w Polsce z fatalnymi skutkami dla kraju liberalnej polityki gospodarczej polecam uważną lekturę tekstu Dramat Balcerowicza pióra Andrzeja Targowskiego w Rzeczpospolitej z 10 lipca. Autor jest znanym naukowcem, profesorem na amerykańskim uniwersytecie - Western Michigan University. Tym trudniej jest więc go oskarżać o "prowincjonalne prawicowe oszołomstwo", jak to się czyni w najbardziej wpływowych mediach z krajowymi krytykami naszej polityki gospodarczej. Prof. Targowski pisze bez ogródek: " Minister finansów musi łatać dziury w budżecie, wyprzedając m.in. majątek narodowy (...). A co będzie z budżetem, kiedy cały majątek zostanie wyprzedany? Brakuje tutaj wizji polskiej gospodarki i jej bilansu. Ministrowie spieszą się z wyprzedażą przedsiębiorstw zagranicznym inwestorom, którzy co lepsze fabryki kupują, a potem je likwidują, bo chcą zlikwidować w ten sposób konkurencję. Wszystko to doprowadzi do zaniku polskiej myśli technicznej, bez której Polska stanie się ´klientem Zachodu´ (...) Dynamika polskiej gospodarki oparta jest głównie na imporcie, handlu i wydatkach budżetowych, ale na jak długo? Banki polskie są w 70% w rękach zagranicznych, co oznacza, że polityka kredytowa będzie uwzględniać uwarunkowania zagranicy, a nie polskie. Żaden kraj na świecie nie postąpił w tej dziedzinie tak głupio, jak Polska".
Prof. Targowski nawiązał w swym tekście również do przesłania bardzo cennej, alarmującej książki prof. Kazimierza Poznańskiego Wielki przekręt, którą przedstawiłem w Niedzieli z 25 czerwca. Pisze: " Zdaniem prof. Poznańskiego z Seattle, polskie reformy są klęską. Jego książka Wielki przekręt jest mocno krytykowana w kraju nawet w otoczeniu prezydenta. Jej ´wada´ to... zbyt klarowne przedstawienie prawdy, której nikt nie chce uznać. Zdaniem autora, polscy pracownicy są źle opłacanymi emigrantami we własnym kraju, bowiem zbyt wielu pracuje dla obcych". Zapytuję, jak długo politycy AWS będą się wstrzymywać z uznaniem tych smutnych prawd i wyciągnięciem odpowiednich wniosków przez odrzucenie na bok kompromitującego AWS balastu (choćby ministra Wąsacza i jemu podobnych "uzdrawiaczy" naszej gospodarki)?

Ostrzeżenia przed katastrofą

Do najskrajniejszych błędów polityki AWS należało zostawienie najbardziej wpływowych mediów, na czele z telewizją, w rękach postkomunistów z SLD, dosłownie nicnierobienie w tej sprawie. Nawiązuje do tego smętnego faktu Kazimierz Orłoś w tekście Krótka pamięć polityków (Życie z 12 lipca), pisząc: "(...) społeczeństwo poddawane jest stałej manipulacji przez telewizję publiczną, podporządkowaną SLD. Jak łatwo się przekonać, oglądając dzienniki oraz programy publicystyczne, telewizja publiczna wyraźnie wspiera kampanię prezydencką Aleksandra Kwaśniewskiego. I robi wszystko, aby utrwalić w oczach społeczeństwa negatywny obraz polityków obozu posierpniowego. Dlatego, moim zdaniem, pozostawienie telewizji w rękach byłych komunistów było błędem porównywalnym tylko z zaniechaniem procesu dekomunizacji. Fakt, że rząd i ´Solidarność´ nie mają w telewizji publicznej nie tylko sojusznika lub bezstronnego obserwatora, ale (mają - J.R.N.) wręcz wroga, wydaje się czymś niepojętym. Z wolności słowa wywalczonej przez ´Solidarność´ korzystają dziś przedstawiciele dawnej nomenklatury komunistycznej. Oczywiście, w jednym celu: zdobycia władzy". Kazimierz Orłoś ostrzega, czym grozi zwycięstwo A. Kwaśniewskiego już w pierwszej turze i ewentualne miażdżące zwycięstwo SLD w wyborach parlamentarnych, pisząc: "Który z młodych sympatyków SLD pamięta o związkach liderów postkomunistów (kandydatów na prezydenta i premiera wolnej Polski) z towarzyszami radzieckimi? Kto będzie się zastanawiał nad wielce możliwym wzrostem rosyjskich wpływów w wypadku objęcia funkcji premiera przez przewodniczącego SLD? Czy - wobec rosnącej militarnej potęgi Rosji Putina - rządzący Polską byli komuniści nie dokonają zwrotu na Wschód i ponownie nie podporządkują Polski Rosji? (...) Rosja, co wydaje się pewne, tylko czeka na zwycięstwo SLD. (...) największe zagrożenie dla Polski w nadchodzących latach dostrzegam właśnie w ponownym dojściu do władzy byłych polskich komunistów. W ich oportunizmie, serwilizmie i uległości wobec Rosji".

Reklama

Cuda uzdrowienia za wstawiennictwem kard. Wyszyńskiego!

2019-10-21 14:16

Znany jest cud uzdrowienia niedługo po śmierci Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Uzdrowione zostało wówczas dziecko, które uległo poparzeniom. To ten cud był badany na potrzeby beatyfikacji. Ale znane są także inne przypadki interwencji wstawienniczej kardynała. Pisze o tym Milena Kindziuk w biografii „Kardynał Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia”.

Pierwszy ślad cudownego uzdrowienia za wstawiennictwem Stefana Wyszyńskiego sięga dnia pogrzebu Prymasa w 1981 roku. Zrozpaczona matka modliła się wtedy o zdrowie dla swojej rocznej córki. Dziewczynka była tak mocno poparzona, że wszystko wskazywało na to, iż wkrótce umrze. Kobieta, wracając od dziecka ze szpitala, na dworcu kolejowym oglądała transmisję z pogrzebu Prymasa. Wówczas resztkami sił zaczęła go błagać o pomoc. Kiedy następnego dnia lekarz powiedział jej, że dziecko będzie jednak żyło, była niezwykle zdumiona.

Ten właśnie przypadek miał zostać zbadany pod kątem cudu potrzebnego do beatyfikacji Kardynała. Pogrzeb bowiem stanowi szczególny moment, w którym utrwala się sława świętości kandydata na ołtarze. Okazało się jednak, że zaginęła dokumentacja medyczna dotycząca dziewczynki.

Znane są przypadki innych uzdrowień za wstawiennictwem prymasa Wyszyńskiego.

Czterdziestopięcioletnia mieszkanka Łodzi zachorowała na nowotwór złośliwy narządów wewnętrznych. Lekarze mówili wprost, że nie ma dla niej ratunku. Diagnoza brzmiała jak wyrok.

„I wtedy zaczęłam prosić o pomoc prymasa Wyszyńskiego, o jego wstawiennictwo za mną u Boga” – wyznawała kobieta. W szpitalu miała ze sobą obrazek z wizerunkiem Prymasa. – „Patrząc na niego, dostrzegłam w pewnym momencie, jakby wyszły z niego promienie, które objęły mnie całą. Wszystko trwało około minuty. Miałam wrażenie, jakby ze mnie coś spływało, i od razu poczułam się lepiej na duchu”.

Tydzień później nowotwór się wchłonął. Lekarze byli zdumieni, gdyż z medycznego punktu widzenia stan zdrowia nie miał prawa się poprawić. Kobieta żyje. Uważa, że dzięki wstawiennictwu kard. Wyszyńskiego.

Inny przykład to ksiądz z archidiecezji częstochowskiej, który zachorował na raka prostaty. Po operacji lekarz uznał, że choroba w tym stadium jest nieuleczalna. Wtedy wiele środowisk zaczęło się modlić o zdrowie dla niego za wstawiennictwem Prymasa. Sam kapłan natomiast udał się na Jasną Górę i całą noc modlił się przed cudownym obrazem Matki Bożej – także za przyczyną Wyszyńskiego. Nagle usłyszał wewnętrzny głos: „Zostań w domu!”. „Następnego dnia miałem jechać do Katowic na kolejną operację. Nagle zostałem olśniony łaską zdrowia. Odczułem natychmiastowe, cudowne uzdrowienie. Organizm zaczął normalnie działać, a ból całkowicie ustąpił” – wspominał kapłan. Lekarz powiedział mu wtedy: „Jeżeli ksiądz przeżyje jeden tydzień, uznam to za cud”. Po upływie tygodnia ten sam lekarz stwierdził: „Uważam ten przypadek za cud Miłosierdzia Bożego”. A duchowny jest przekonany, że uratował go Prymas.

Materiały prasowe

Powyższy tekst jest fragmentem książki Mileny Kindziuk „Kardynał Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kończą się obchody Dnia Papieskiego

2019-10-22 20:24

O. Stanisław Tomoń BPJG/es

Dziś, 22 października, w liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II na Jasnej Górze kończą się Obchody Dnia Papieskiego. Tegoroczne obchody, zainaugurowane 13 października katechezą z Janem Pawłem II, stanowiły przypomnienie znaczenia pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski, której jubileusz 40-lecia obecnie przeżywamy. Zorganizowane zostały w ramach projektu edukacyjnego ‘Nadzieja. Zwycięstwo’, wspartego przez ogólnopolski program ‘Niepodległa’.

Biuro Prasowe Jasnej Góry

W ramach kilkudniowych obchodów w Sali Papieskiej otwarta została wystawy amatorskich zdjęć „Co nam zostało z tamtych dni - Jan Paweł II na Ziemi Częstochowskiej w 1979 roku”. Odbyło się także spotkanie przedszkolaków i uczniów „O nadziei w Dniu Papieskim”.

W czasie przeżywanych dni wspomnień papieża Polaka nie zabrakło również muzycznego akcentu. W niedzielę, 20 października, w Sali Papieskiej zabrzmiał koncert z elementami refleksji św. Jana Pawła II „Tradycja i polskość w pieśniach Stanisława Moniuszki”. Pieśni ze „Śpiewnika domowego” wykonali studenci Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Krakowie pod kierunkiem dr hab. Katarzyny Suskiej-Zagórskiej, wybitnej śpiewaczki operowej. Święty Jan Paweł II pisał o Stanisławie Moniuszce w książce „Pamięć i tożsamość”.

„Dzieło Moniuszki było naturalnym wyborem, gdyż oddaje charakter naszego narodu i przywołuje patriotyczne uczucia. Ważne jest również to, że z racji 200. rocznicy urodzin kompozytora obchodzimy Rok Stanisława Moniuszki” – powiedziała w rozmowie dla Radia Jasna Góra Katarzyna Suska-Zagórska.

W wydarzeniu udział wzięli m.in. Lidia Burzyńska, poseł na Sejm RP; Alicja Janowska, dyrektor częstochowskiej delegatury Kuratorium Oświaty w Katowicach i o. Mariusz Tabulski, dyrektor Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego. Koncert poprowadziła Izabela Tyras z Radia Jasna Góra.

* * *

W liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II, 22 października, tradycyjnie na Mszę św. do jasnogórskiego sanktuarium przybyła społeczność Szkoły Podstawowej Sióstr Zmartwychwstanek w Częstochowie. Uczniowie, siostry i nauczyciele odwiedzają co roku Jasną Górę, by zapalić znicze i złożyć wiązanki kwiatów pod pomnikiem papieża Polaka. Eucharystii w jasnogórskiej bazylice przewodniczył i homilię wygłosił o. Nikodem Kilnar, krajowy duszpasterz muzyków kościelnych.

„Kto to jest święty?” – pytał uczniów w czasie homilii o. Kilnar. A oni odpowiadali: ‘to jest ktoś bardzo dobry’, ‘to jest osoba, która została wybrana przez Boga do rozpowszechniania Jego słowa’, ‘to osoba, która zrobiła coś dobrego dla ludzi’, ‘to jest taka osoba, która mało grzeszy’, ‘taka, która kocha’, ‘osoba, która zrobiła jakiś cud’, ‘albo ta osoba mogła oddać życie za wiarę w Boga’.

„Kościół wynosi na ołtarze świętych po to, żeby byli dla nas drogowskazami – wyjaśniał o. Kilnar - Świętość również jest możliwa w naszym życiu. Święci żyli wśród nas, również pielgrzymowali na Jasną Górę. Papież Jan Paweł II jako student przybywał na Jasną Górę, są jego wpisy w Bibliotece Jasnogórskiej jako studenta. Niech św. Jan Paweł II umacnia nas, abyśmy mogli pełnić Bożą wolę, tak jak On pełnił ją w sowim życiu, w każdym miejscu i czasie”.

W dzień modlitw ze św. Janem Pawłem II w Kaplicy Matki Bożej wystawiony został obraz świętego papieża Polaka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem