Reklama

Nowa stygmatyczka?

Z jej ciała płynął krwawy pot, z oczu - krwawe łzy. Miała sińce i ślady biczowania, a z jej lewego i prawego boku sączyła się krew. Wiele wskazuje na to, że s. Wanda Boniszewska, która 1 marca 2003 r. zmarła w podwarszawskim Konstancinie, była obdarzona stygmatami. - Ale nie to było najważniejsze. Żyjąc cicho, wniosła wielki wkład w życie duchowe Kościoła, podejmowała bowiem modlitwy za kapłanów i zakony - tłumaczy o. Gabriel Bartoszewski, promotor sprawiedliwości wielu procesów beatyfikacyjnych.

Prawie nikt nie wiedział, że w podwarszawskim klasztorze żyła zakonnica, która na swym ciele nosiła rany podobne do Chrystusowych.

Zjawiska trudne do wytłumaczenia

Życiu s. Wandy towarzyszyło wiele zjawisk, których nie można racjonalnie wytłumaczyć. Popadała w ekstazy. W czasie zamachu na Papieża czuła potworny ból na całym ciele, przez cały dzień bardzo cierpiała. W czasie wojny przepowiedziała, że Polska odzyska wolność. Miała widzenie, w czasie którego wypowiedziała imię Berii i Stalina. Kontaktowała się z duszami czyśćcowymi. Doznawała udręk od szatana.

Ale do momentu jej śmierci prawie nikt nie wiedział, że w bezhabitowym Zgromadzeniu Sióstr od Aniołów żyje zakonnica doświadczająca niezwykłych przeżyć. Bo taka właśnie była wola s. Wandy, szczupłej, wysokiej zakonnicy, o niebieskich oczach i pogodnym wyrazie twarzy. - Nie chciała, by za jej życia to ujawniać, czuła się niegodna stygmatów - mówi zaprzyjaźniony z nią od ponad sześćdziesięciu lat ks. Jan Pryszmont, emerytowany profesor dawnej ATK.

Reklama

O tym, że miała znaki przypominające stygmaty, czyli otwarte rany w miejscach ran Chrystusa, nie wiedziała nawet większość sióstr w Zgromadzeniu. Mimo że na co dzień z nią mieszkały. - Nie był to temat naszych rozmów - zapewnia s. Maria Cichoń, wikaria generalna.

Także sama s. Wanda nie afiszowała się nigdy swoim cierpieniem. Żyła prosto, zwyczajnie, jak pozostałe zakonnice. W domu Zgromadzenia - szarym, ogrodzonym parkanem, w samym środku konstancińskiego parku - zajmowała niespełna osiemnastometrowy pokój. Od lat z prawej strony, tuż przy ścianie, stało tam metalowe łóżko, nad nim zaś wisiały dwa obrazy: Matki Bożej i Chrystusa w koronie cierniowej. Obok - szafka na telefon i lekarstwa. Na parapecie kwiatek.

Odeszła w niedzielę 1 marca 2003 r. Rano, zaraz po ósmej, przyjęła jeszcze Komunię św., ale pod wieczór utraciła świadomość. Wtedy wokół jej łóżka zebrały się siostry i zaczęły się modlić. Przełożona trzymała s. Wandę za rękę, gdy nagle przestała wyczuwać puls. Kiedy zegar wybił godzinę osiemnastą, s. Wanda umarła. Miała 96 lat.

Nie stwarzać sensacji

"Ekstaza. Sen głęboki. Ogląda ręce i nogi. Stygmaty otwarte. Trochę skrzepłej krwi wylała. Rana boku prawego otwarta. Prawe ramię starte do krwi. Tułów pokryty szramami, jakby od uderzeń potrójnie złożonych" - tak wspominał doznania s. Wandy Boniszewskiej jej spowiednik, nieżyjący już ks. Czesław Barwicki. Spisał je w formie pamiętnika, którego pilnie strzeże teraz ks. Pryszmont. Zasadniczo nie pozwala do niego zaglądać. Ale dzisiaj czyni wyjątek. Wstaje zza biurka i wyciąga z szafki papierową, pożółkłą teczkę. Kilkaset stron maszynopisu - to właśnie wspomnienia ks. Barwickiego, a zarazem bezcenne źródło wiedzy o s. Wandzie, zakonnicy z Nowogródka, rocznik 1907.

Tak bardzo utożsamiała się z Męką Pana Jezusa, że właściwie od młodych lat w miejscach ran Chrystusa czuła ból. Od 1919 r. powtarzało się to kilkakrotnie. Oprócz tego miała szramy po biczowaniu na całym ciele, bolące guzy, trzynaście ran dookoła głowy, krwawy pot i krwawe łzy. Od Adwentu 1934 r., kiedy była już w zakonie i mieszkała w domu sióstr w Pryciunach pod Wilnem, rany wyraźnie krwawiły - szczególnie mocno od czwartku wieczorem do soboty rano, a więc w czasie, kiedy Pan Jezus był krzyżowany i złożony do grobu. W Wielkim Poście ból był o wiele bardziej dotkliwy. Nikomu o tym nie mówiła, ale i tak szybko dostrzegł to jej pierwszy spowiednik, ks. Tadeusz Makarewicz. Wkrótce potem także pielęgniarka, s. Rozalia Rodziewicz.

- Zjawiska te zaczęły później zanikać. - Być może dlatego, że s. Wanda gorąco prosiła o to Boga - mówi o. Gabriel Bartoszewski.

- Stoczyła ciężką walkę, wymawiając się przed Chrystusem i prosząc, by nie udzielał jej daru stygmatów - dodaje ks. Pryszmont. - Dopiero widząc niezadowolenie Jezusa, na Jego wyraźne życzenie zgodziła się je przyjąć. Tak też radził jej spowiednik, ks. Makarewicz. Polecił posłusznie przyjąć dar i nie prosić o jego cofnięcie.


Ale to nie stygmaty, jak wyjaśnia o. Bartoszewski, są najważniejsze w życiu s. Wandy. I nie należy stwarzać wokół nich sensacji. - Bo nawet jeśli miałyby one charakter nadprzyrodzony, tak jak było w przypadku o. Pio, pozostaną zawsze jedynie znakami zewnętrznymi. Istotna natomiast jest sama świętość życia, która wyróżnia kogoś z otoczenia.

Uratowała wielu księży

Co wyróżniało s. Wandę z otoczenia? Z całą pewnością szczególna troska i gorliwość w modlitwie za kapłanów, zakony i za własne zgromadzenie. Objawiał jej się Pan Jezus i przypominał o wielkiej roli i godności kapłanów. Ks. Barwicki przytacza w Pamiętniku fragmenty widzenia s. Wandy: "Przesyt miłości dla kapłanów. Wciąż przebacza. On stale przebacza. Najwięcej ukochał kapłanów, najwięcej cierpi nad nimi (...) Każdy kapłan to Chrystus, ale nie każdy chce nim być. Większość w czasach ostatnich odrywa się od krzyża i staje się jednym ze złoczyńców. Wtedy z krzyża sączy się krew dla zadośćuczynienia. Ofiara stale musi być połączona z ofiarą Mszy św.".

Chrystus mówił też s. Wandzie o bólu, jakiego doznaje z powodu niewierności kapłanów, ich oziębłości. Przekonywał również o jakiejś nadzwyczajnej gotowości do okazania im miłosierdzia i do przebaczenia win.

Jak wspomina Przełożona Zgromadzenia, s. Wanda przez całe życie modliła się za księży uwikłanych w rozmaite grzechy i problemy. Wielu pomogła wyzwolić się z alkoholizmu, innych uratowała przed odejściem ze stanu kapłańskiego. Ks. Pryszmont natomiast sięga pamięcią do dwóch wydarzeń, o których opowiadał mu ks. Barwicki obecny przy jej ekstazach. Błagała kiedyś Chrystusa na głos, by wybaczył grzechy pewnemu księdzu. Wciąż jednak słyszała, że nie nadszedł jeszcze ku temu czas. Gdy nadal cierpiała i modliła się w tej intencji, w końcu Pan Jezus zgodził się wybaczyć wypowiadane przez s. Wandę grzechy. Po kilku tygodniach do ks. Barwickiego przyjechał nieznajomy mężczyzna. Poprosił o spowiedź. Wymienił dokładnie te grzechy, o których wybaczenie prosiła s. Wanda. Jak się okazało, był to ksiądz, za którym się wstawiała.

Z podobnym przypadkiem spotkał się również inny z jej spowiedników, ks. Antoni Ząbek. W konfesjonale jednego z wileńskich kościołów spowiadał kapłana, któremu s. Wanda wcześniej wyjednała nawrócenie.

Obraz kapłana ukrzyżowanego

Znany jest też przypadek, kiedy s. Wanda uratowała księdza z Syberii, który zamierzał popełnić samobójstwo. Gdy się za niego modliła, sprawiała wrażenie jakby się wyrywała komuś, kto usiłuje ją dusić. Kiedy ks. Barwicki wypowiedział nad nią egzorcyzm, objawy ustąpiły. Na jej ciele natomiast znaleziono ślady grubego sznura. - To wyraźny przykład walki szatana o duszę kapłana, za którego modliła się siostra - ocenia ks. Pryszmont.
Wśród wielu widzeń, jakie miała w życiu s. Wanda, jedno było szczególne. To, w którym Pan Jezus polecił jej, by zatroszczyła się o namalowanie obrazu z wizerunkiem kapłana przybitego razem z Chrystusem do krzyża. "Musisz narysować" - słyszała głos Pana Jezusa. - Nie, nie potrafię - mówiła. "Musisz, jeszcze tu, na ziemi".
Obraz opisywała w ten sposób: "Krzyż krwawy. Na krzyżu rozpięty Zbawiciel - ledwo dostrzegalny - i kapłan. Za krzyżem obłoki lśniące, białe, bez ograniczenia końca ani też początku. Spod obłoków głębszych wydostaje się światło oślepiające i trudne do określenia, chyba zachód czy wschód słońca, ale jeszcze bardziej jasne. Światło to pada na kapłanów.
Kapłani wraz z zakonami, nasyceni tym światłem, zawisają na krzyżu z miłości i dla miłości. Konają w Nim".
Taki obraz, według dokładnych wskazówek s. Wandy, namalował w latach pięćdziesiątych ks. Barwicki. Chrystus - w koronie cierniowej - na obrazie jest rzeczywiście ledwie dostrzegalny. Na pierwszym planie widać ukrzyżowanego kapłana, w długiej, białej szacie, jakby albie, przepasanej sznurem. Z lewej strony, w cieniu krzyża, leżą lilie, obok ciernie i trzy gwoździe.
Obraz wisi teraz w Domu Generalnym Sióstr od Aniołów w Konstancinie, w holu na pierwszym piętrze, obok pokoi, w których mieszkają siostry - od razu rzuca się w oczy.

"Nie wyleczy jej żadna medycyna"

Gdy w 1950 r. s. Wanda została aresztowana przez NKWD, wraz z innymi siostrami na dziesięć lat trafiła do łagru sowieckiego we wschodniej Syberii, w Wierchnie Uralsku. W swoim Dzienniczku wspomina: "W więzieniu na wspólnej i dużej sali chorych starałam się nieść pomoc więcej cierpiącym. I swoje porcje mleka i masła, białego chleba oddawałam innym cierpiącym. Odmawiałam Różaniec wspólnie, co było ostro zabronione. Nasze różańce robione z chleba zabierano i niszczono. Pod tym względem byłam niepoprawna i robiłam znowu swoje".
Była za to szykanowana, wyśmiewana, poddawana represjom, a niekiedy nawet wstrząsom elektrycznym, przy których od razu mdlała. Natomiast za to, że się publicznie modliła, skierowano ją w końcu do zimnego karceru. Za karę spała na podłodze, razem ze szczurami.
Ponieważ w tym czasie poważnie chorowała, dość dużo czasu spędzała w więziennym szpitalu. Ale lekarze nie radzili sobie z jej dolegliwościami. Wreszcie wydali orzeczenie lekarskie: "Nie wyleczy jej żadna medycyna, gdyż jest bardzo nerwowa i uczulona na krzyż. Oto jej psychoza".
Gdy to zobaczyła, pomyślała sobie wtedy: "Głupi wy jesteście, choć lekarze". Ale po chwili, jak zapisała w Dzienniczku, miała wyrzuty sumienia, bo przecież "tak myśleć nie wolno".

Uczyła religii kardynała Gulbinowicza

Kiedy w 1956 r., po odwilży w ZSRR, ogłoszono, że s. Wanda była nieprawnie sądzona, wróciła do Polski. Tu (tzn. w Polsce) katechizowała i prowadziła kursy maszynopisania. Potem mieszkała w Częstochowie. Zajmowała się pielgrzymami, którzy przybywali na Jasną Górę. Słynęła i z tego, że z szarych koralików drzewa różańcowego, które siostry hodowały w ogrodzie, sama robiła różańce.

W Częstochowie uległa wypadkowi: potrącił ją samochód i złamała biodro. Od tamtej pory aż do śmierci musiała poruszać się o kulach, a potem już tylko na wózku inwalidzkim.

W 1988 r. osiadła w Domu Generalnym Zgromadzenia w Konstancinie-Chylicach.

- Prowadziła życie ciche i spokojne - mówi s. Irena, która pamięta ją jeszcze z czasów młodości, kiedy wstąpiła do zakonu.

S. Wanda nie od razu zdecydowała się na Zgromadzenie Sióstr od Aniołów. Przyglądała się bernardynkom, benedyktynkom. Także nazaretankom, które mieszkały wtedy w jej rodzinnym Nowogródku. Ostatecznie na jej decyzję miały chyba wpływ względy rodzinne. Bo jej dwie siostry były już zakonnicami Sióstr od Aniołów. Prawdopodobne jest też, że fascynował ją ten zakon także dlatego, że był stosunkowo młody. Ks. Wincenty Kluczyński założył go w 1889 r.

Jej marzeniem było realizować charyzmat Zgromadzenia, czyli - jak głosi reguła - "na wzór Aniołów służyć ludziom, szczególnie księżom, prowadzić ich do Boga, pomagać wytrwać w dobrym". Stąd z wielką pasją zajęła się katechizacją dzieci i młodzieży. Jednym z jej uczniów był wtedy Henryk Gulbinowicz - dzisiejszy kardynał, metropolita wrocławski. - S. Wandzie Boniszewskiej zawdzięczam wiele - wspomina. - Ona przygotowała mnie do Pierwszej Komunii Świętej, nauczyła służenia do Mszy św. i była w przyjaźni z moimi rodzicami, a szczególnie z moją matką.

Konwalia leśna

Mimo że wiele w życiu cierpiała: chorowała na anemię, zapalenie płuc, woreczka żółciowego, na grypy i anginy, miała operację guza piersi i guza mózgu, przyjmowała też na siebie choroby innych. Gdy zachorował jej ojciec, wzięła na siebie jego dolegliwości. Znany jest też przypadek księdza, który musiał przerwać rekolekcje, ponieważ bolało go gardło. S. Wanda pomodliła się wtedy za niego i poprosiła, by cały ból przeszedł na nią. Tak też się stało. Ów kapłan spokojnie mógł dokończyć kazanie.

Czuło się, że była jakaś wyjątkowa, niezwykła - twierdzą siostry. Po prostu inna od pozostałych zakonnic. Do Chrystusa zwracała się: "Najukochańszy". Gdy się modliła, wydawała się prawie nieobecna. Po przyjęciu Komunii św. zapadała jakby w śpiączkę.

- Lubiłam z nią rozmawiać. To, co mówiła, było czymś w rodzaju życiowego przesłania - wyznaje s. Beata, która od dwóch lat jest w Zgromadzeniu.

S. Wanda nazywała siebie "konwalią leśną". Mówiła, że z nieba będzie miała większe możliwości pomagania ludziom i wypraszania im łask, niejako zrzucając stamtąd płatki konwalii.

Co wokół stygmatów s. Wandy będzie się działo dalej?

O. Gabriel Bartoszewski tłumaczy, że gdyby pojawiły się jakieś nadzwyczajne znaki pośmiertne, wtedy będzie podstawa, by rozpocząć proces beatyfikacyjny, a co za tym idzie, by udowodnić świętość jej życia i heroiczność cnót. Same stygmaty bowiem dla orzeczenia świętości życia nie wystarczają. Są znakami dla innych, mają pomagać na drodze do wiary, nie odgrywają jednak pierwszorzędnej roli.

- Najważniejsza była jej modlitwa za kapłanów i zakony - mówi o. Bartoszewski. I przede wszystkim w ten sposób s. Wanda wniosła wkład w życie duchowe Kościoła.

Kapłan - drugi Chrystus

Pomimo nędznej istoty twojej nic Mnie nie powstrzymało od braterskiego wybraństwa i wcielenia się w ciebie, kapłana. Nie odmawiam ci pomocy żadnej. W pierwszym rzędzie łaski Nieba, światło, wiedza, miłość na ciebie spływają.

Miej niezachwianą wiarę, ufność miej w krzyżu. Bądź kapłanem według Mojej myśli i pragnień. Bądź ukrzyżowany światu, od krzyża się nie odrywaj. Toń stale w Mojej miłości, w pełnieniu woli Mojej, a w ofierze aż do zniszczenia. Stale umieraj dla siebie, jak Ja konam dla dusz, by im Niebo otworzyć.
Pragnę przez ciebie nieść chwałę Ojcu Przedwiecznemu. Przez ciebie chcę stać się widzialnym dla wiernych i dla świata całego.

Słowa do kapłanów, które Pan Jezus w czasie widzenia podyktował s. Wandzie

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tysiące czapek do Afganistanu

2019-12-04 17:01

[ TEMATY ]

pomoc

zakonnica

Afganistan

Archiwum Fundacji „Redemptoris Missio”

Wydziergała już tysiące czapek, które powędrowały do Afgańskich dzieci. Siostra Cecylia Śmiech, Urszulanka Unii Rzymskiej. Siostra pochodzi z Tyńca. W w zakonie spędziła 63 lata z tego ponad 20 lat w placówce w Poznaniu.

Poza codziennymi obowiązkami klasztornymi, modlitwą i kontemplacją, znalazła Siostra czas na wypełnianie specyficznej misji – dzierganiu wełnianych czapek przeznaczonych dla potrzebujących dzieci w Afganistanie. Ma ich już na swoim koncie ponad 3 tysiące! Siostra Cecylia jest inicjatorką pierwszego, poznańskiego klubu Włóczkersów. Klubowicze wykonali łącznie ponad 70 tys. czapek. Jak to wszystko się zaczęło? Siostra wspomina, że impuls wyszedł 10 lat temu od przełożonej zakonu. Siostra przełożona przeczytała apel polskich żołnierzy stacjonujących w Afganistanie, w którym wspominali o wielkiej biedzie dzieci i ich potrzebach. Przełożona przyszła do mnie z propozycją, że skoro potrafię robić na drutach, to może zrobimy coś dla tych dzieci.

Posłuchaj rozmowy z s. Cecylią

- Zrobiłam pierwszych 120 sztuk. Powędrowały do Afganistanu dzięki Fundacji Redemptoris Missio. To był pierwszy transport. Okazało się, że czapki się przydały, więc zdecydowałam robić je dalej. Poinformowano o tym wydarzeniu w mediach i nagle pojawiło się sporo pań, które uznały że mogą też w taki sposób pomagać. Swoją postawą, zainspirowała siostra Cecylia do działania wiele osób.

Archiwum Fundacji „Redemptoris Missio”

Zawiązał się wspomniany Klub Włóczkersów. Dziś trudno zliczyć ile kobiet dzierga czapki dla afgańskich dzieci. Podobne Kluby zaczęły powstawać w całej Polsce. W bibliotekach, domach kultury i prywatnych mieszkaniach. Jeden z nich powstał na oddziale kobiecym... w areszcie śledczym. „Robienie na drutach jest formą terapii, wycisza” - mówi siostra, ale przede wszystkim to wielka radość, że możemy w taki sposób pomóc. Największa radość jest wtedy, kiedy otrzymujemy zdjęcia dzieci w naszych czapkach. To jest nagroda i impuls do dalszego dziergania”. „Pierwszy raz wzięłam druty do ręki, jako dziecko. Miałam wtedy osiem lat. Cała moja wioska robiła na drutach. Z tego się żyło” - wspomina urszulanka.

Za swoją działalność i współpracę z Fundacją Redemptoris Missio, zdobyła siostra Cecylia Śmiech tytuł „Poznanianki Roku 2019”. W drugiej edycji plebiscytu zorganizowanego przez Miasto Poznań, otrzymała prawie pół tysiąca głosów. Wspomina, że zaskoczyło ją to wyróżnienie i podkreśla, że należy się ono całemu „łańcuchowi dobrych ludzi”. Dziękuję zwłaszcza darczyńcom, którzy przesyłają nam włóczkę z całej Polski, dzięki czemu możemy sztrykować coraz szybciej i coraz lepiej”.

Siostra dzierga też drobne „bibeloty”, które rozprowadzane są podczas koncertów charytatywnych, a pozyskane z nich środki, poprzez Fundację, przekazywane są dalej potrzebującym. Misją zakonu jest ewangelizacja przez wychowywanie i nauczanie, przede wszystkim dzieci i młodzieży. Obecnie, w Polsce, siostry prowadzą: przedszkola, szkoły, a także zajęcia na wyższych uczelniach. Zajmują się katechizacją, prowadzą internaty szkolne, akademiki dla studentek i świetlicę środowiskową. Podejmują również działalność misyjną w różnych krajach Ameryki Środkowej, Afryki i Europy Wschodniej.

CZYTAJ DALEJ

Nawrócenie św. Pawła

Niedziela Ogólnopolska 37/2008, str. 4-5

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

św. Paweł

Caravaggio: "Nawrócenie św Pawła"

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza katecheza poświęcona będzie przeżyciu, jakiego św. Paweł doznał na drodze do Damaszku, a zatem temu, co powszechnie nazywane jest jego nawróceniem. Właśnie na drodze do Damaszku na początku lat trzydziestych I wieku i po okresie, gdy prześladował Kościół, doszło do decydującego momentu w życiu Pawła. Wiele o tym napisano, oczywiście, z różnych punktów widzenia. Pewne jest, że nastąpił tam zwrot, co więcej - odwrócenie perspektywy. Wówczas niespodziewanie zaczął on uważać za „stratę” i „śmieci” to wszystko, co wcześniej stanowiło dla niego najwyższy ideał, niemal rację bytu jego istnienia (por. Flp 3,7-8). Cóż takiego się stało?
Mamy tu dwa rodzaje źródeł. Pierwszym, najlepiej znanym, są relacje Łukasza, który aż trzy razy opowiada o tym wydarzeniu w Dziejach Apostolskich (por. 9,1-19; 22,3-21; 26,4-23). Przeciętny czytelnik być może ulega pokusie zbyt długiego zatrzymywania się na szczegółach, jak światłość z nieba, upadek na ziemię, głos wzywający, oślepnięcie, uzdrowienie niczym opadnięcie łusek z oczu i post. Jednakże wszystkie te szczegóły odnoszą się do sedna wydarzenia: Chrystus Zmartwychwstały jawi się niczym zachwycające światło i zwraca się do Szawła, przemienia jego myślenie i całe jego życie. Blask Zmartwychwstałego oślepia go: jawi się więc także zewnętrznie to, co stanowiło jego wewnętrzną rzeczywistość, jego zaślepienie na prawdę, na światło, którym jest Chrystus. A później jego ostateczne „tak” dla Chrystusa w chrzcie otwiera na nowo jego oczy, pozwala mu rzeczywiście przejrzeć.
W pierwotnym Kościele chrzest nazywany był również „iluminacją” - oświeceniem, ponieważ sakrament ten obdarza światłem, pozwala rzeczywiście przejrzeć. To, na co wskazuje się tu z teologicznego punktu widzenia, u Pawła dokonuje się także fizycznie: uzdrowiony ze swej wewnętrznej ślepoty, widzi on dobrze. A zatem św. Pawła przemieniła nie myśl, lecz wydarzenie, nieodparta obecność Zmartwychwstałego, w którą nie będzie mógł już nigdy zwątpić, tak bowiem silna była oczywistość tego wydarzenia, tego spotkania. Odmieniło ono zasadniczo życie Pawła; w tym znaczeniu można i należy mówić o nawróceniu. Spotkanie to stanowi serce opowieści św. Łukasza, który, co bardzo możliwe, wykorzystał wersję powstałą prawdopodobnie we wspólnocie Damaszku. Pozwala się tego domyślać lokalny koloryt, jaki wnoszą obecność Ananiasza oraz nazwy zarówno drogi, jak i właściciela domu, w którym zatrzymał się Paweł (por. Dz 9, 11).
Drugi rodzaj źródeł na temat nawrócenia stanowią Listy samego św. Pawła. Nie mówił on nigdy szczegółowo o tym wydarzeniu, jak sądzę dlatego, że mógł zakładać, iż wszyscy znali istotę jego historii, wszyscy wiedzieli, że z prześladowcy stał się gorliwym apostołem Chrystusa. To zaś nastąpiło nie w następstwie własnej refleksji, lecz w wyniku wielkiego wydarzenia - spotkania ze Zmartwychwstałym. Choć nie mówi o szczegółach, to jednak wielokrotnie wspomina on o tym niezwykle ważnym wydarzeniu, tzn. o tym, że także on jest świadkiem zmartwychwstania Jezusa, którego objawienie otrzymał bezpośrednio od samego Jezusa wraz z misją apostolską. Najwyraźniejszy tekst na ten temat znajduje się w jego opowieści o tym, co stanowi centrum historii zbawienia: śmierć i zmartwychwstanie Jezusa oraz ukazywanie się świadkom (por. 1 Kor 15). W słowach zaczerpniętych z prastarej tradycji, które również on otrzymał od Kościoła Jerozolimskiego, mówi, że Jezus zmarły na krzyżu, pogrzebany, po zmartwychwstaniu ukazuje się najpierw Kefasowi, czyli Piotrowi, następnie Dwunastu, potem pięciuset braciom, którzy w większości żyli jeszcze w tym czasie, z kolei Jakubowi i wreszcie wszystkim Apostołom. Do tej opowieści, przejętej od Tradycji, dodaje: „W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie” (1 Kor 15, 8). W ten sposób daje do zrozumienia, że stanowi to podstawę jego apostolstwa i jego nowego życia.
Są też inne teksty, w których pojawia się to samo: „Przez Jezusa Chrystusa otrzymaliśmy urząd apostolski” (por. Rz 1,5); i dalej: „Czyż nie widziałem Jezusa, Pana naszego?” (1 Kor 9,1). Są to słowa, w których nawiązuje do tego, o czym wiedzą wszyscy. W końcu w najbardziej rozpowszechnionym tekście czytamy: „Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast, nie radząc się ciała ani krwi, ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku” (Ga 1, 15-17). W tej „autoreklamie” podkreśla zdecydowanie, że również on jest prawdziwym świadkiem Zmartwychwstałego, ma własną misję, otrzymaną bezpośrednio od Zmartwychwstałego.
Możemy zatem zauważyć, że oba źródła: Dzieje Apostolskie i Listy św. Pawła, są zbieżne i zgodne w zasadniczym punkcie: Zmartwychwstały przemówił do Pawła, powołał go do apostolstwa, uczynił zeń prawdziwego apostoła, świadka zmartwychwstania, powierzając mu szczególne zadanie głoszenia Ewangelii poganom, światu grecko-rzymskiemu. Jednocześnie zaś Paweł nauczył się, że mimo swego bezpośredniego związku ze Zmartwychwstałym musi on wstąpić do wspólnoty Kościoła, musi dać się ochrzcić, musi żyć w zgodzie z innymi apostołami. Tylko w tej jedności ze wszystkimi będzie mógł być prawdziwym apostołem, jak pisze wprost w Pierwszym Liście do Koryntian: „Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (15,11). Jest jedno tylko przepowiadanie Zmartwychwstałego, ponieważ jeden tylko jest Chrystus. Jak widać, we wszystkich tych fragmentach Paweł nie interpretuje nigdy tego momentu jako faktu nawrócenia. Dlaczego? Jest wiele hipotez, według mnie jednak powód jest oczywisty. Ten zwrot w jego życiu, ta przemiana całego jego jestestwa nie była owocem procesu psychologicznego, dojrzewania czy ewolucji intelektualnej i moralnej, lecz przyszła z zewnątrz: była owocem nie jego myśli, lecz spotkania z Chrystusem Jezusem. W tym sensie nie była zwykłym nawróceniem, dojrzewaniem własnego „ja”, lecz była śmiercią i zmartwychwstaniem jego samego: umarło jedno jego istnienie, drugie zaś narodziło się z Chrystusem Zmartwychwstałym. W żaden inny sposób nie da się wytłumaczyć tej odnowy Pawła. Wszystkie analizy psychologiczne nie są w stanie wyjaśnić i rozwiązać tego problemu. Dopiero to wydarzenie - mocne spotkanie z Chrystusem stanowi klucz do zrozumienia tego, co się wydarzyło: śmierć i zmartwychwstanie, odnowa przez Tego, który ukazał się i przemówił do niego. W tym głębszym znaczeniu możemy i powinniśmy mówić o nawróceniu. Spotkanie to jest rzeczywistą odnową, która odmieniła wszystkie jego parametry. Teraz może powiedzieć, że to, co wcześniej było dla niego zasadnicze i podstawowe, stało się dla niego „śmieciem”; nie jest już „zyskiem”, lecz stratą, albowiem liczy się już tylko życie w Chrystusie.
Nie powinniśmy jednak sądzić, że Paweł był aż tak zamknięty w ślepym wydarzeniu. Prawda jest odwrotna, gdyż Chrystus Zmartwychwstały jest światłem prawdy, światłością samego Boga. To poszerzyło jego serce, otworzyło je dla wszystkich. W tym momencie nie utracił tego, co było piękne i prawdziwe w jego życiu, w jego dziedzictwie, lecz zrozumiał w nowy sposób mądrość, prawdę, głębię prawa i proroków, w nowy sposób wszedł w ich posiadanie. Zarazem rozum jego otworzył się na mądrość pogan; otwierając się na Chrystusa całym sercem, stał się zdolny do szerokiego dialogu ze wszystkimi, stał się zdolny do tego, aby być wszystkim dla wszystkich. W ten sposób rzeczywiście mógł być apostołem pogan.
Przechodząc teraz do nas samych, zapytujemy się, co to oznacza dla nas. Oznacza to, że także dla nas chrześcijaństwo nie jest nową filozofią czy nową moralnością. Chrześcijanami jesteśmy jedynie wtedy, jeżeli spotykamy Chrystusa. Niewątpliwie nie objawia się On nam w ten sam nieodparty, świetlisty sposób, jak to uczynił Pawłowi, aby stał się on apostołem wszystkich narodów. Ale my również możemy spotkać Chrystusa - w lekturze Pisma Świętego, w modlitwie, w życiu liturgicznym Kościoła. Możemy dotknąć serca Chrystusa i poczuć, jak On dotyka naszego. Tylko w tej osobowej relacji z Chrystusem, tylko w tym spotkaniu ze Zmartwychwstałym stajemy się rzeczywiście chrześcijanami. I tak otwiera się nasz rozum, otwiera się cała mądrość Chrystusa i całe bogactwo prawdy. Prośmy zatem Pana, aby nas oświecił, aby obdarzył nas w naszym świecie spotkaniem ze swoją Obecnością: i dał nam w ten sposób żywą wiarę, otwarte serce, wielką miłość do wszystkich, zdolną odnowić świat.

KAI/Watykan

CZYTAJ DALEJ

Częstochowa: Obronić marzenia

2020-01-25 21:28

[ TEMATY ]

Częstochowa

stan wolny

Beata Pieczykura/Niedziela

- Te spotkania tutaj wynikają z pragnienia odkrywania, że to, co najważniejsze i podstawowe, to pragnienie miłości. To pragnienie można realizować w służbie Kościołowi i w małżeństwie – powiedział ks. Andrzej Partika, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego w Częstochowie, podczas kolejnego spotkania w ramach Duszpasterstwa Osób Stanu Wolnego, które odbyło się 25 stycznia w parafii Miłosierdzia Bożego w Częstochowie.

Pierwsze takie spotkanie odbyło się 31 stycznia 2015 r. i zgromadziło ok. 100 osób. Duchową opiekę nad Duszpasterstwem Osób Stanu Wolnego sprawuje ks. Partika.

Każde spotkanie rozpoczyna Msza św., a potem ma miejsce spotkanie formacyjne na temat relacji do Boga i drugiego człowieka, jak sobie formować, aby budować relację, a także spotkanie towarzysko-integracyjne. Po wspólnej modlitwie jest czas na rozmowy oraz ciekawe spędzenie czasu. Poza spotkaniami comiesięcznymi odbywają się rekolekcje, pielgrzymki do Kalisza i na Górą Górę, ogólnopolskie pielgrzymki singli, wyjazdy rekreacyjne np. w góry, wycieczki, spływy kajakowe, w sezonie letnim wyjazdy towarzyskie w góry, nad morze czy kajaki.

Beata Pieczykura/Niedziela

Spotkania osób stanu wolnego (rozumianego zgodnie z nauką Kościoła katolickiego) odbywają się w każdą ostatnią sobotę miesiąca w parafii Miłosierdzia Bożego w Częstochowie przy ul. o. Kordeckiego 49. Rozpoczynają się Mszą św. o godz.18.00. Więcej informacji można uzyskać, pisząc na adres: single@dolina-milosierdzia.pl.

Więcej na łamach „Niedzieli Częstochowskiej”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję