Reklama

Prosto i jasno

Unijne pułapki

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Po wymianie ciosów między prezydentem a premierem - obydwa wysokie urzędy znajdujące się w rękach SLD podpisały pakt o nieagresji, dogadano się m.in. aby na wiosnę przyszłego roku odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne. Jednym słowem - obydwaj panowie postanowili udawać, że wszystko jest w porządku, gospodarka ma się dobrze, bezrobotni jakoś wyżyją, a protestami służby zdrowia czy rolników nie ma się co przejmować. Od teraz gabinet premiera i urząd prezydenta mają skupić się na referendum europejskim. Szkoda, że nie zapytano bodaj ludzi na ulicy, czy mają dość sił, aby znosić nieudolne rządy L. Millera jeszcze przez półtora roku. Nikt z euroentuzjastów nie przejął się tym, że wchodzenie z tym rządem do Europy jest prawdziwą katastrofą dla Polski. Dlaczego? Ponieważ L. Miller ze swoimi ministrami myśli tylko o dostosowaniu Polski do Unii Europejskiej, a nie odwrotnie.
Tymczasem jest tak wiele polskich spraw nie zabezpieczonych przed prawem unijnym, że ciarki przechodzą na myśl, co stanie się po akcesji. Wspomnę, że nawet BCC obawia się, że nastąpi masowa upadłość małych i średnich przedsiębiorstw z powodu niesprostania unijnej konkurencji. Ponadto przygotowany do podpisania 16 kwietnia w Atenach traktat z UE zawiera wiele pułapek, m.in. pozwala Brukseli jednostronnie zmienić wynegocjowane z Polską uzgodnienia. Jednym słowem - UE będzie mogła bez zgody Polski wprowadzać zmiany do uzgodnionego już tekstu traktatu. Dotyczy to np. zakupu ziemi, spraw rolnictwa czy hutnictwa. W tym kontekście prawdziwą kpiną z narodu jest sejmowa debata na temat wspomnianego traktatu, która odbyła się kilka dni przed jego podpisaniem. Wynika z tego, że polskim posłom nie pozwolono nawet wypowiedzieć swoich opinii na ten temat.
Wśród wielu zaniedbań strony polskiej, o jednym należy natychmiast pomyśleć: chodzi o ustawowe zabezpieczenie własności na polskich Ziemiach Zachodnich i Północnych. O tym, co w tej sprawie może wydarzyć się jutro, świadczyła kampania wyborcza w Niemczech latem ubiegłego roku. M.in. na zjeździe ziomkostwa Niemców w Lipsku (23 czerwca 2002 r.) kandydat na kanclerza - premier Bawarii E. Stoiber wezwał Polskę i Czechy do uchylenia aktów prawnych, na podstawie których wysiedlono z obu krajów ludność niemiecką. Czy to była tylko jednorazowa wypowiedź w kampanii wyborczej? Niestety, nie, ponieważ podczas obchodów w Berlinie tzw. Dnia Stron Ojczystych (31 sierpnia 2002 r.) Erika Steinbach, przewodnicząca Związku Wypędzonych, domagając się od Polski i Czech odszkodowań, powiedziała m.in.: "Moglibyśmy milczeć i czekać na rozszerzenie Unii, bo wtedy ci, którzy zechcą wkroczyć na drogę prawną, by uzyskać odszkodowania, będą mieli znacznie lepsze szanse".
Z tych wypowiedzi wynika jasno, że tak politycy, jak i mieszkańcy Niemiec są przekonani, że kwestie majątkowe między Polską a Niemcami nie są rozstrzygnięte i prędzej czy później muszą zostać podjęte rozmowy na ten temat. Jednego można być pewnym: w momencie wejścia Polski do UE problem ten stanie już nie na forum polskiego Sejmu, ale w sądzie w Strasburgu, a wówczas Polska - czy tego chce, czy nie - będzie musiała pozytywnie rozpatrzyć wnioski o odszkodowania składane przez "wypędzonych". To jest jedna sprawa.
Druga - to roszczenia byłych właścicieli niemieckich już nie o odszkodowania, ale o zwrot majątków na polskich Ziemiach Zachodnich i Północnych. Szacuje się, że z terenów państwa polskiego przesiedlono w 1945 r. do 4 mln osób narodowości niemieckiej. Przez wszystkie powojenne lata mieli oni w Niemczech własne stowarzyszenia, prasę, partię polityczną, a także pieniądze na zebranie dokumentacji o swojej własności na polskich ziemiach. Do dzisiaj wydaje się oficjalnie mapy Niemiec w granicach z 1937 r.
Co więcej, pomimo zawartych układów między naszymi państwami, w tym traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 r., niemiecki Sąd Konstytucyjny orzekł, że rząd federalny nie ma prawa zrezygnować z prywatnych roszczeń majątkowych obywateli niemieckich pozostawionych za granicą.
Innym dowodem bardzo nieczytelnej polityki Niemiec wobec Polski jest przesiedlanie się Polaków z tzw. pochodzeniem, czyli traktowanie obywateli polskich mieszkających na terenach dawnej Rzeszy niemieckiej jako obywateli niemieckich. Oznacza to, że "niemieckie tereny wschodnie", jak to jest zapisane na mapach, stanowią dla naszego zachodniego sąsiada sprawę nie tylko otwartą, ale jednoznacznie rozstrzygniętą na swoją korzyść. Dzieje się tak, ponieważ Niemcy nadal uważają, że tzw. wypędzenie było sprzeczne z prawem, stąd nigdy oficjalnie nie uznali tego faktu. W konsekwencji za majątki niemieckie pozostawione w Polsce będą przysługiwały odszkodowania albo ich zwrot w całości.
Pamiętam, że w Sejmie poprzedniej kadencji min. Bartoszewski uspokajał, że po wstąpieniu Polski do UE nic się nie zmieni, ponieważ regulacja kwestii majątkowych nie podlega Brukseli. Nic bardziej błędnego. Niemcy bowiem powołują się na zasadę równości obywateli UE wobec prawa: skoro majątki są zwracane byłym właścicielom Polakom i Żydom, to dlaczego nie Niemcom? W związku z możliwymi zagrożeniami przez całą minioną kadencję Sejmu, jak i obecnie, wielu prawicowych polityków apelowało bez przerwy o zmianę ustawy o dzierżawie wieczystej na pełne prawo własności dla Polaków na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Uchwalona bowiem w tej sprawie ustawa jest nieprecyzyjna, a proces przekształcenia długotrwały. Sądzę, że postępowanie kolejnych rządów wykazuje więcej dbałości o UE, o obcych niż o swoich obywateli. Dominuje zasada, że państwo jest w stanie upadłości, więc wszystko można sprzedać, oddać w obce ręce - i mieć problem z głowy. Jednak w świetle tego, co wyżej napisałem o polskich Ziemiach Zachodnich i Północnych, wchodzenie do UE z nieuregulowaną do końca kwestią własności dopiero przysporzy problemów.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Badania: Wiara czynnikiem chroniącym zdrowie psychiczne młodzieży

2026-03-21 07:13

[ TEMATY ]

wiara

młodzież

Vatican Media

Niemieccy naukowcy zbadali, jak w ciągu ostatnich dziesięcioleci zmieniały się cele wychowania i przekazywane młodym wartości, by sprawdzić wpływ tych zmian na zdrowie psychiczne. Wyniki są jednoznaczne: religijność w procesie wychowawczym działa jako istotny czynnik ochronny przed zaburzeniami lękowymi u dzieci i młodzieży.

Portal katholisch.de przywołuje badania naukowców z Uniwersytetu Ruhry w Bochum. Okazało się, że kraje, w których religia najszybciej traciła na znaczeniu jako cel wychowawczy, odnotowały jednocześnie najwyższy wzrost zachorowań na zaburzenia lękowe.
CZYTAJ DALEJ

Abp Szal pobłogosławił pierwsze Okno Życia w archidiecezji przemyskiej

2026-03-21 10:06

[ TEMATY ]

Okno Życia

Archidiecezja przemyska

Łukasz Sztolf/archidiecezja przemyska

W trwającym VI Tygodniu Modlitw o Ochronę Życia abp Adam Szal pobłogosławił pierwsze Okno Życia otwarte w archidiecezji przemyskiej, które znajduje się przy klasztorze Sióstr Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego w Korczynie. Inicjatorką tej "przystani nadziei" była lek. Magdalena Bugajska, a patronuje jej Caritas Archidiecezji Przemyskiej.

Metropolita przemyski krótko przypomniał historię powstania idei okna życia sięgającej XII w. i związanej z postacią bł. Gwidona z Montpellier i Zgromadzeniem Ducha Świętego. Abp Szal wyjaśnił, że w szpitalu w Montpellier funkcjonowało urządzenie "podobne do dużej beczki przedzielonej w środku", które służyło do anonimowego pozostawiania dzieci. - Jeżeli ktoś chciał zostawić swoje dziecko w szpitalu pod opiekę, wkładał to dziecko do tej pierwszej części, obracał koło, wtedy rozlegał się dzwonek i ktoś dyżurujący całą dobę, przychodził, żeby zająć się tym dzieckiem - mówił arcybiskup. Dzieci te były oznaczane "podwójnym krzyżem", co miało świadczyć o powierzeniu ich opiece Zgromadzenia Ducha Świętego i zapobiegać handlowi dziećmi.
CZYTAJ DALEJ

Abp Szal pobłogosławił pierwsze Okno Życia w archidiecezji przemyskiej

2026-03-21 10:06

[ TEMATY ]

Okno Życia

Archidiecezja przemyska

Łukasz Sztolf/archidiecezja przemyska

W trwającym VI Tygodniu Modlitw o Ochronę Życia abp Adam Szal pobłogosławił pierwsze Okno Życia otwarte w archidiecezji przemyskiej, które znajduje się przy klasztorze Sióstr Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego w Korczynie. Inicjatorką tej "przystani nadziei" była lek. Magdalena Bugajska, a patronuje jej Caritas Archidiecezji Przemyskiej.

Metropolita przemyski krótko przypomniał historię powstania idei okna życia sięgającej XII w. i związanej z postacią bł. Gwidona z Montpellier i Zgromadzeniem Ducha Świętego. Abp Szal wyjaśnił, że w szpitalu w Montpellier funkcjonowało urządzenie "podobne do dużej beczki przedzielonej w środku", które służyło do anonimowego pozostawiania dzieci. - Jeżeli ktoś chciał zostawić swoje dziecko w szpitalu pod opiekę, wkładał to dziecko do tej pierwszej części, obracał koło, wtedy rozlegał się dzwonek i ktoś dyżurujący całą dobę, przychodził, żeby zająć się tym dzieckiem - mówił arcybiskup. Dzieci te były oznaczane "podwójnym krzyżem", co miało świadczyć o powierzeniu ich opiece Zgromadzenia Ducha Świętego i zapobiegać handlowi dziećmi.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję