Reklama

Optymizm Kościoła wyrażają święci

List pasterski abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, na beatyfikację ks. Jana Balickiego

Niedziela przemyska 30/2002

Drodzy Diecezjanie,

Królestwo Niebieskie to nowy Lud Boży, to Kościół, który założył Jezus Chrystus. On w Nim żyje i działa. To Najświętsza Maryja Panna i święci, którzy są Jego prawdziwym "skarbem ukrytym" (Mt 13, 44). Są też w nim zwykli ludzie, żyjący i pragnący zbawienia. Wszyscy tam się odnajdujemy poprzez zjednoczenie z Chrystusem.

Skarbiec naszego Kościoła diecezjalnego zawiera w sobie także ludzi niezwykłych - jak bł. bp Józef Sebastian Pelczar, są bohaterowie i męczennicy, twórcy kultury i historii w naszej Ojczyźnie.

5 lipca bieżącego roku Ojciec Święty Jan Paweł II zatwierdził w Rzymie 13 dekretów dotyczących najbliższych beatyfikacji. Wśród kandydatów jest kapłan przemyski ks. Jan Balicki. Jego beatyfikacja odbędzie się w Krakowie w dniu 18 sierpnia, podczas najbliższej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski.

Beatyfikacja lub kanonizacja jest konkretnym wskazaniem człowieka, który osiągnął świętość, jest także potwierdzeniem prawdy teologicznej o świętych obcowaniu i o tym, że każdy chrześcijanin może zrealizować zalecenie Jezusa "bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5, 48).

Świętość jest najpiękniejszym owocem współpracy człowieka z łaską Bożą, owocem Krzyża Chrystusowego. Wprawdzie do nieba idzie się po śmierci, ale możliwym się to staje jedynie wtedy, kiedy człowiek zaczął święte życie z Bogiem na ziemi, kiedy wierzył gorąco i szczerze pełnił Jego wolę w każdej sytuacji, na co dzień, w radości i w smutkach.

Beatyfikacja jest darem dla Kościoła. Pan Bóg w konkretnym momencie historii zbawienia ukazuje światu świętego, w pewnym określonym celu. Kult, to nie tylko gorące modlitwy, często w bardzo doczesnych intencjach, ale także, a może przede wszystkim, próba wprowadzenia w życie ewangelicznych ideałów realizowanych przez wyniesionego na ołtarze, w oparciu o jego wstawiennictwo.

Ważne jest poznanie życia Błogosławionego

Ks. Jan Balicki urodził się 25 stycznia 1869 r. w Staromieściu pod Rzeszowem. Wychowany w głębokiej duchowości maryjnej i eucharystycznej, wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu i w tutejszej katedrze przyjął święcenia kapłańskie

Zmarł w Przemyślu 15 marca 1948 r. i został pochowany na miejskim cmentarzu. Odtąd, tak jak kiedyś do konfesjonału, ludzie szli do jego grobu, szli modlić się, prosić i dziękować za pomoc w różnych potrzebach. Przez te lata zebrało się kilka tomów tych szczególnych "listów" do ks. Balickiego. Jedno z licznych uzdrowień Stolica Apostolska uznała za cudowne, niewytłumaczalne siłami natury. Niech na przyszłość potęguje się jeszcze modlitwa do tego niezwykłego kapłana, modlitwa uwielbienia Boga, "który takiej mocy udzielił ludziom" ( Mt 9, 9).

Nauczyciel pokory

Przez wiele lat ks. Jan Balicki prowadził codziennie krótkie, duchowe notatki. Pozwalają nam one niejako zajrzeć do jego duszy. Zaczynał je zawsze od słów: "Dobrze, Panie, żeś mnie upokorzył", a potem podsumowywał to, co było najważniejsze w danym dniu.

Pokora niesłusznie jest dzisiaj pojmowana jako pasywne godzenie się na wszystkie złośliwości losu i świata. Doprowadzono, że potocznie rozumie się ją jako życiowe nieudacznictwo. Postać ks. Jana Balickiego "Mocarza pokory" pozwala zrozumieć, że tak nie jest.

Absolwent prestiżowego gimnazjum rzeszowskiego przyszedł do seminarium jako jeden z najzdolniejszych na roku. Studia w Rzymie uwieńczone doktoratem i praca na polu dydaktycznym nie zaspokajała duszpasterskich pragnień przyszłego Błogosławionego. Wraz z biskupem Fischerem oddał się z całym oddaniem pracy misyjnej. Do dziś spotkać można parafialne zapiski ujawniające jak wielkimi "sukcesami" kończyły się jego rekolekcje. W ten bardzo aktywny czas wkracza Pan Bóg ze swoim cierpieniem. Napadowe bóle głowy, prowadzące aż do utraty świadomości stawiają kres umiłowanej pracy misyjnej. Uniemożliwiają też posługę rektorską. Postępująca choroba oczu skazuje niestarego jeszcze człowieka na pomoc innych. Ludzkie ambicje, plany rozpadają się w gruzy pod wyrokami Bożej Opatrzności. Nie było to łatwe doświadczenie. Pewnie wiele czasu zajęło dojrzewanie do tego stwierdzenia o wartości upokorzenia, które pojawiać się zaczęło we wspomnianych notatkach ks. Jana od 1939 r. aż do jego śmierci.

Uczy nas zatem, że trzeba w duchu wiary przyjąć zrządzenia Opatrzności jako najlepsze dla człowieka. To bardzo trudna lekcja dziś, kiedy człowiek czyni się niekiedy demiurgiem swojego życia, kiedy zapomina, że jego życie jest darem danym dla zrealizowania Bożego planu zbawienia. Aborcja, eutanazja to owoce ludzkiej pychy. To nie pokora czyni człowieka kalekim, to pycha odziera go z godności, jak prarodziców w raju. Jak zatem naśladować księdza Balickiego. W modlitwie szukać odpowiedzi i podpowiedzi głosu sumienia, co do planów jakie Bóg pragnie zrealizować przeze mnie i oddać się tej misji bez reszty.

Reklama

Pojednanie szkołą pokory

Bł. ks. Jan Balicki znany był jako poszukiwany spowiednik. Jego konfesjonał oblężony był przez penitentów. To tam ukazywał ludziom oszukanym przez pychę, jak pokornym jest Bóg, który dał Syna swego dla obfitości życia łaski i teraz w każdym momencie pojednania, przywraca człowiekowi godność. Był wymagający, tępił grzech, ale też wskazywał na Miłosierdzie Boże. Sam, na co są dowody podejmował akty pokutne za swoich penitentów. Spowiedź święta jest miarą naszej pokory. Uznajemy i wyznajemy swój grzech, a sami wiemy jak wielkiej trzeba do tego odwagi. Więcej, podejmujemy mężne decyzje porzucenia drogi grzechu. Wiemy, że bez łaski Bożej jest to niemożliwe. Pyszny uzasadnia swój grzech, zaraża nim innych. To objaw słabości. Tylko mocni łaską Bożą herosi w pokorze, jak Paweł, wołają i dają świadectwo: "wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4, 13).

Jan Paweł II w wielkoczwartkowym liście do kapłanów zachęca nas, abyśmy nie opuszczali konfesjonałów, abyśmy z pokorą pochylali się nad tymi, którzy nawet nie rozumieją wielkości tego sakramentu. Wdzięczność za dar księdza Balickiego winna w naszej diecezji wyrazić się przez częste korzystanie z sakramentu pojednania i Eucharystii. Chcę was prosić byście nie odkładali pojednania tylko na okolicznościowe okazje. Zachęcam do podjęcia postanowienia, że każdy nasz udział w sakramencie małżeństwa, w pogrzebie przyjaciół związany będzie z darem Eucharystii dla nowożeńców czy dla tych, którzy ukończyli bieg życia i stają przed tronem Bożej Sprawiedliwości. Niech wdzięczność za tę beatyfikację zaowocuje też gorliwą praktyką pierwszych piątków miesiąca.

Wobec spraw trudnych

Czasy życia Błogosławionego nie były łatwe. Pyszni, szukający jedynie sukcesów swoich działań uciekają przed trudnymi problemami. Pokorni, zdeterminowani w walce o dusze, ufni, że zwycięstwo możliwe jest dzięki łasce nie uciekają przed trudnymi problemami. Cóż - zdawać by się mogło - interesować miał profesora seminarium, intelektualistę, los dziewcząt służebnych zdanych na tułaczkę w bogatych domach. Jak wielki był to problem świadczyć może fakt, że został on dostrzeżony i zachowany w literaturze. A jednak niepozorny, skromny kapłan oddał się z całą determinacją walce o dusze tych niszczonych przez namiętność ludzką dziewcząt. To bardzo charakterystyczne. Błogosławiony biskup Pelczar, rektor UJ również dostrzegł ten problem i powołał w tym celu specjalne zgromadzenie zakonne. Ks. Jan znalazł u niego pełne poparcie, a nawet obronę, kiedy go szkalowano za tę zbożną, ale niewygodną dla bogatych mieszczan działalność. Święty, to realista, który widzi problem, ale też człowiek zawierzenia, który w oparciu o wiarę w moc Bożą nigdy nie zaprzestaje walki o dusze. Dziś jest podobnie. Tylko jakby mniej świętych. Patrzymy bezradnie na różne "agencje towarzyskie" i na wylewającą się z witryn kiosków pornografię, nie reagujemy na akty demoralizowania młodzieży. To temat trudny i po ludzku zda się niemożliwy do przeciwdziałania. Ale tylko po ludzku, bo gdybyśmy wiarę mieli, to wiedzielibyśmy, że zwycięstwo jest możliwe. Niech zatem we wspólnotach parafialnych podejmie się działania na miarę ludzkich możliwości, ale z perspektywą nieograniczonej mocy łaski, by tym trudnym problemom przeciwdziałać.

Siła wspólnoty

Czasy początków kapłaństwa księdza Balickiego, to wielkie zmaganie o dusze robotników. Pojawiła się wówczas tzw. kwestia społeczna. Biedna Polska miała wiele niedostatków. Skutki najbardziej dotkliwie raniły najbiedniejszych. Pragnęli to wykorzystać wrogowie Kościoła i podjudzali do zachowań antykościelnych. Jan, mimo że nie miał wielkich zdolności organizacyjnych, na prośbę biskupa podjął pracę z młodymi robotnikami i rzemieślnikami. Już wkrótce okazało się, jak owocna była to działalność. Rozdrażnieni socjaliści kilka razy siłą rozpędzili prowadzone przez ks. Jana spotkania. Wprawdzie wkrótce Błogosławiony zrezygnował z tej posługi, ale przejęli ją inni kapłani. Ówczesny przywódca socjalistów przyznał, że chciałby takiego człowieka mieć po swojej stronie.

Dziś kapłani narzekają na przepracowanie, świeccy na zabieganie i wszyscy załamujemy bezradnie ręce na spustoszenia dokonujące się w świecie polityki i w życiu społecznym. Za mało pokorni, pragniemy podejmować tylko takie działania, które przynoszą sukces, chwałę. Umiera troska o sprawy ważne, trudne. Jakbyśmy zapomnieli, że nie tylko niebo, ale i doczesność zdobywają gwałtownicy, nie znający miary czasu i sił w walce o ludzkie dusze.

Błogosławiony wskazuje nam drogę - sami jesteśmy rzeczywiście zbyt słabi, naszą siłą jest wspólnota i wierność Stolicy Apostolskiej. Praca społeczna była wówczas inspirowana nauczaniem wielkiego papieża Leona XIII. Dziś nie brakuje nam wskazań płynących od Jana Pawła II. Brakuje pietyzmu w przyjęciu słów nauki i zawierzenia, że skoro taki jest głos Piotra, to pójdzie za nim i moc Boża. Niech zatem zaowocuje ten dar beatyfikacji większą żywotnością małych grup w Kościele, od ministrantów począwszy, na Akcji Katolickiej skończywszy. We wspólnocie łatwiej o skuteczność, we wspólnocie pewniej można wyłowić ludzi uczciwych, wiernych zasadom Ewangelii.

W jednej z notatek Błogosławiony zapisał: "Bez Krzyża nie ma życia duchowego. Najlepszy jest ten, który Pan Bóg nam daje bez naszego wyboru. Kto ucieka od tego Krzyża, zwykle wpada w większy i boleśniejszy, gdyż nie ma tej łaski, która była przywiązana do pierwszego Krzyża".

Powiadamiając o beatyfikacji ks. Jana Balickiego, która odbędzie się w dniu 18 sierpnia br. zachęcam do wyjazdu do Krakowa na tę uroczystość. Również z naszym Błogosławionym będą tam beatyfikowani: arcybiskup warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński - założyciel Sióstr Rodziny Maryi, które od lat ofiarnie pracują w naszym Seminarium; o. Jan Beyzym - duszpasterz trędowatych na Madagaskarze, który część życia zakonnego spędził w Starej Wsi oraz siostra serafitka Sancja Szymkowiak.

Uroczystości dziękczynienia za beatyfikację ks. Jana odbędą się w Przemyślu w dniu 23 sierpnia br. o godz. 17.00, kiedy to pod przewodnictwem abp. Edwarda Nowaka, sekretarza Kongregacji ds. Świętych, przeniesiemy relikwie Błogosławionego z cmentarza do archikatedry, gdzie zostaną złożone w bocznym ołtarzu. Odtąd czciciele ks. Jana tutaj będą mogli się modlić do Niego. Zaś dla podtrzymania kultu wokół Jego grobu na cmentarzu grzebalnym, zostanie pozostawiona część Relikwii, do czasu zanim to miejsce nie zostanie podniesione do godności kaplicy.

Natomiast 24 sierpnia o godz. 14.00 z bazyliki archikatedralnej wyjdzie procesja z relikwiami błogosławionego Księdza Jana na Rynek Miejski w Przemyślu, gdzie trwać będziemy na modlitwie w oczekiwaniu na Obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który powitamy o godz. 16.00. Uroczystej Mszy św., przewodniczyć będzie Prymas Polski Kardynał Józef Glemp oraz obecni członkowie Konferencji Episkopatu Polski.

Na te uroczystości całym sercem zapraszam księży oraz delegacje z całej archidiecezji. Niech to będzie godne dziękczynienie za wielkiego Wychowawcę kapłanów, niech to będzie modlitwa nadziei na wstawiennictwo Matki Najświętszej Królowej Polski, Patronki naszej archidiecezji.

Całym sercem polecam Was, Bracia i Siostry, Matce Pana i błogosławię

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kanada: władze Quebecu zapowiadają likwidację religii w szkołach

2020-01-15 21:10

[ TEMATY ]

prześladowania

BOŻENA SZTAJNER

Władze Quebecu - francuskojęzycznej prowincji Kanady - chcą wycofać ze szkół zajęcia z etyki i kultury religijnej. Zamiast tego dzieci będą uczęszczać na lekcje wychowania seksualnego, praworządności, demokracji, kultury i obywatelstwa cyfrowego.

Walka z religią w szkole to jedno z następstw nowego prawa o świeckości państwa. Za dwa lata kultura religijna ma zniknąć z podręczników. Zdaniem rządzących wspominanie o niej w szkole dyskryminuje ateistów.

Biskupi Quebecu wezwali władze do ponownego rozważenia tej decyzji. Podkreślili, że zajęcia te, które miały w istocie formę religioznawstwa, przyczyniały się do wzajemnego poznania i poszanowania mieszkańców regionu, chroniąc tym samym młodych przed wpływami radykalnych ideologii. Episkopat przypomniał ponadto, że to rodzice powinni mieć decydujące zdanie w sprawie wychowania swych dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu: jedności chrześcijan potrzebuje cały współczesny świat

2020-01-18 11:55

[ TEMATY ]

ekumenizm

bp Krzysztof Nitkiewicz

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

Artur Stelmasiak

Jedności chrześcijan potrzebuje nie tylko Kościół Chrystusowy, lecz cały współczesny świat - podkreśla w rozmowie z KAI bp Krzysztof Nitkiewicz, przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu. Jego zdaniem brakuje świadomości ekumenicznej, a jej wzmacnianie jest zadaniem całego Kościoła, w tym świeckich. Przestrzega jednocześnie, by w dialogu ekumenicznym unikać dróg na skróty i uprawiania ekumenizmu na pokaz. W związku z rozpoczynającym się dziś Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan przypominamy opublikowany przed tygodniem wywiad z bp. Krzysztofem Nitkiewiczem.

Tomasz Królak (KAI): Tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan obchodzony będzie w Kościele pod hasłem „Życzliwi bądźmy”. Jak tę zachętę powinniśmy odczytywać w polskich realiach?

- Warto wspomnieć, że autorami materiałów na tegoroczny tydzień modlitw o jedność, a więc i wspomnianego hasła zaczerpniętego z Dziejów Apostolskich, są mieszkańcy Malty. A Malta, podobnie jak Polska, jest krajem w zdecydowanej większości katolickim. Leży na skrzyżowaniu szlaków morskich, dlatego w swojej historii miała wielu gości i przybyszów, poczynając od świętego Pawła, który uratował się u jej brzegów i został życzliwie przyjęty przez mieszkańców wyspy. Później ci mieszkańcy, już chrześcijanie, katolicy przyjmowali pod swoją opiekę i prawosławnych i wiernych Kościołów protestanckich.

Kiedy bierzemy do ręki materiały przygotowane przez Maltańczyków, ludzi należących do różnych Kościołów, to można powiedzieć, że oni podpowiadają nam, co możemy uczynić jeszcze w Polsce, bo sytuacja jest bardzo podobna.

Co do słowa życzliwość, zawartego w haśle tegorocznych obchodów, powinniśmy, jak zachęca program Tygodnia Ekumenicznego, wyrzucić ładunek za burtę, odsunąć to wszystko, co jest ciężarem w relacjach międzyludzkich: zawiść, zazdrość, złość, uprzedzenia, nietolerancję. Myślę, że w sercu każdego z nas jest tego dużo. W odniesieniach między nami, Polakami, te negatywne uczucia, niestety, dają o sobie znać i zatruwają relacje. Jest to jeszcze bardziej widoczne wobec osób, które wyznają credo w inny sposób lub inaczej się modlą.

Musimy więc usunąć uprzedzenie i prosić Chrystusa, aby ukazał nam swoje światło i swoją drogę, którą mamy wspólnie podążać. Bo naszym zadaniem jest podążanie razem drogami zbawienia ze świadomością, że pod opieką Chrystusa nie zginiemy. Nie trzeba się bać, że różnice, które są między nami stanowią mur, którego nie da się usunąć. Wszystko można pokonać!

Bardzo podoba mi się hasło ostatniego dnia obchodów Tygodnia Ekumenicznego: "Przyjmij i daj". Trzeba przyjąć to, co inni nam ofiarują - nie chodzi przy tym jedynie o wartości materialne lecz o świadectwo wiary: prawosławnych, protestantów, anglikanów czy przedstawicieli tzw. wolnych Kościołów, z którymi dziś wchodzimy w dialog. Musimy przypatrywać się ich świadectwu wiary, bo ono też jest ważne i cenne. My tymczasem zaoferujmy im nasze świadectwo. Myśląc i postępując w taki sposób umocnimy się nawzajem duchowo, ożywimy nasze człowieczeństwo i może nastąpi jakiś przełom, chociażby mały krok do przodu we wzajemnych relacjach.

KAI: Czekając na te przełomy warto zapytać, co dialog ekumeniczny przyniósł do tej pory? Czy jesteśmy - chrześcijanie różnych Kościołów - rzeczywiście bliżej siebie? Bo do widzialnej jedności wszystkich chrześcijan jest chyba jeszcze daleko...

- Jeśli spojrzymy, jak wyglądały nasze relacje jeszcze 50 lat temu, przed Soborem Watykańskim II, to zobaczymy, że były i ekskomuniki i rozmaite zakazy i wzajemna wrogość. Niewątpliwie Sobór stał się przełomem, dzięki zaangażowaniu dwóch papieży św. Jana XXIII i św. Pawła VI oraz wielu innych osób, w tym również z Kościołów niekatolickich, które pełniły rolę obserwatorów. Od tego czasu pokonaliśmy ogromną drogę. Niektórzy mają pewnie inne zdanie, może nie widzą całości przemian...

Kiedy rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy krytykują Sobór, nie znając realiów przedsoborowych, łapię się czasami za głowę, bo oni nie zdają sobie zupełnie sprawy z tego, jak wiele zmieniło się na lepsze. Oczywiście, my katolicy - podkreślał to i św. Jan Paweł II i Benedykt XVI, a dziś powtarza Franciszek - dążymy do jedności widzialnej, która wyraża się w jedności wiary, sakramentów, hierarchii. Może się wydawać, że droga do niej jest jeszcze długa i niepewna. Zresztą to Duch Święty jest sprawcą jedności, a nie my. Ale powinniśmy zaufać Bogu i, jak mówi papież Franciszek, nie rezygnując z własnej tożsamości, iść dalej razem, próbując budować jedność na różnych frontach i nigdy się nie zniechęcać. Bóg nas zaprasza do współpracy w budowaniu jedności, dlatego bardziej musimy ufać Bogu niż własnym siłom.

KAI: A jak ocenia Ksiądz Biskup stan świadomości ekumenicznej w Polsce, zwłaszcza wśród katolików, którzy przecież dominują? Środowiskom zaangażowanym w dialog między Kościołami jest do siebie bliżej - choćby poprzez świadomość tego, co ich łączy - ale czy zwykłym chrześcijanom także?

- Podczas któregoś z zebrań Zespołu KEP i Polskiej Rady Ekumenicznej narzekałem, że nie ma w naszym kraju wielkiego zainteresowania ekumenizmem, także Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan. Zaczynając zresztą od księży, bo katolickich duchownych, którzy włączają się w obchody tego wydarzenia nie ma niestety zbyt wielu. Pamiętam, że ówczesny przewodniczący PRE, świętej pamięci prawosławny arcybiskup Jeremiasz powiedział coś takiego: ludzie są tacy zapracowani, zabiegani, zmęczeni, mają tyle spraw na głowie i być może, po prostu, nie uświadamiają sobie potrzeby modlitwy o jedność. Myślę, że miał dużo racji, bo człowiek współczesny jest zajęty milionem różnych spraw, zaniedbuje nawet swoje życie religijne. Spójrzmy chociażby na statystyki dotyczące liczb ludzi chodzących regularnie na niedzielną Mszę św., a cóż dopiero Tydzień Ekumeniczny i wspólna modlitwa z chrześcijanami innych Kościołów.

Tak, brakuje nam świadomości ekumenicznej. Jej wzmacnianie jest zadaniem całego Kościoła, w tym świeckich zaangażowanych w różnych ruchach i stowarzyszeniach katolickich, w katechezie. Mamy przecież, dzięki Bogu, takie osoby. Świeccy są wielkim wsparciem dla kapłanów, którzy są często zajęci nie tylko duszpasterstwem ale np. remontami. Nawet jeśli ktoś powie: księże proboszczu, mamy teraz Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, może byśmy coś zrobili z tej okazji, jakieś nabożeństwo, spotkanie, itd. - to będzie jego wkład w dzieło budowania jedności, zaczynając oczywiście od osobistej modlitwy.

Chciałbym, aby świadomość ekumeniczna wzrastała w Ludzie Bożym, bo jedności nie możemy narzucić. Ilekroć w historii była ona narzucana siłą, gdy pojawiała się np. jakaś herezja czy inna okoliczność zagrażająca wspólnocie, tyle razy kończyło się to jeszcze większymi podziałami.

Dzisiaj największym problemem jest obojętność, po prostu obojętność. Tymczasem jedności chrześcijan potrzebuje nie tylko Kościół Chrystusowy, lecz cały współczesny świat.

KAI: Zaangażowanie w dialog ekumeniczny niesie i tę wartość, że wzmacnia świadomości własnej wiary...

- Różnie z tym bywa, o czym przekonałem się jeszcze w okresie pracy w Rzymie. Istnieje chociażby poważne niebezpieczeństwo synkretyzmu religijnego. Jeśli człowiek nie posiada solidnej formacji duchowej, teologicznej to może łatwo w ten synkretyzm popaść. Bardzo ważna jest zatem świadomość tego, kim jestem a więc: najpierw umacniam moją tożsamość religijną, a następnie rozmawiamy ze sobą. Tak to powinno wyglądać. Czasami zdarzają się niestety różnego rodzaju eksperymenty ekumeniczne, które mają jakoby skrócić dystans. Jednak takie działania niczemu dobremu nie służą, wręcz przeciwnie - wprowadzają zamieszanie. Znam przypadki księży, którzy obok imienia papieża i własnego biskupa, wymieniają w kanonie Mszy św. imiona zwierzchników innych Kościołów. Przecież nie mamy prawa modyfikować Mszału zatwierdzonego autorytetem papieża, który tego nie przewiduje. Albo np. wprowadzanie interkomunii według własnego widzimisię, chociaż Kodeks Prawa Kanonicznego mówi jasno co można, a czego nie.

Inną bolączką jest uprawianie ekumenizmu na pokaz i celebrowanie samego siebie, własnej otwartości, zmysłu organizacyjnego, czy geniuszu. Tymczasem mamy oddawać cześć Panu Bogu i być jedno w Jego imię, a nie budować jedność wokół siebie. Ekumenizm musi być chrystocentryczny i mieć przełożenie na codzienne życie.

Pochodzę z Białegostoku. Na Podlasiu ekumenizm jest budowany codziennie, bo ludzie z różnych Kościołów żyją i pracują obok siebie. Czasami obawiam się, że na tych obszarach Polski, gdzie panuje praktycznie wyznaniowy monolit, jesteśmy albo ekumenicznie obojętni, albo robimy różne ekumeniczne fajerwerki, które szybko gasną.

KAI: Centralne nabożeństwo ekumeniczne, które odbędzie się 23 stycznia w Warszawie sprawowane będzie w 20. rocznicę podpisania przez Kościół katolicki oraz Kościoły zrzeszone w Polskiej radzie Ekumenicznej, deklaracji o wzajemnym uznaniu chrztu. Tak więc, jakkolwiek droga do pełnej jedności Kościoła jest zapewne jeszcze długa, to są na tej drodze także ważne znaki nadziei, o których warto przypominać.

- Zgadzam się. Musimy w tym roku głośno przypominać o deklaracji dotyczącej chrztu. Pamiętam, że przywoływano ją podczas obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski, kiedy w Poznaniu, była czytana przez przedstawicieli Kościołów, które ją podpisały. Rozmawiałem później z młodymi, którzy nie bardzo wiedzieli jaki to miało cel. Nie uświadamiali sobie po prostu znaczenie tego dokumentu. Musimy więc ciągle deklarację o chrzcie przypominać, mówić o niej, budując wokół niej wzajemne relacje.

Kolejną okazją do wzmacniania jedności stanowi Biblia ekumeniczna, która jest dziełem wielu Kościołów. Oczywiście, poszczególne wyznania mają własne tłumaczenia, używane w swoich liturgiach i nie możemy od nich odejść, bo taki tekst wymaga różnych zatwierdzeń i aprobaty. Niemniej, na wspólnych spotkaniach warto z tej Biblii korzystać. Czytana zaś w zaciszu własnego domu może być ona źródłem niejednego odkrycia, cennej refleksji.

Niestety, za mało osób wie, że ta Biblia ekumeniczna istnieje. Musimy więc popularyzować to dzieło. A także mówić o wszystkim, czego wspólnie już dokonaliśmy i starać się zrozumieć, czego jeszcze Pan Bóg od nas oczekuje na polu kontaktów między Kościołami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję