Reklama

Wierność po Słowacku

14 września Jan Paweł II beatyfikował w Bratysławie dwoje męczenników Kościoła katolickiego na Słowacji. Biskup greckokatolicki Vasyl Hopko i s. Zdenka Schelingova zostali w latach stalinowskich aresztowani, skazani na długoletnie wyroki i zmarli wskutek wycieńczenia. Polacy wciąż mało wiedzą o skali represji wobec Kościoła za naszą południową granicą. Była ona nieporównywalna nawet z polskimi doświadczeniami z epoki Bieruta.

Niedziela Ogólnopolska 39/2003

S. Cecylia (Zdenka) Schelingova
Bp Vasyl Hopko

S. Cecylia (Zdenka) Schelingova<br>Bp Vasyl Hopko

Represje

Po zdobyciu władzy w Czechosłowacji - w lutym 1948 r. komunistyczna StB (Statni Bezpecznost) rozpoczęła program niszczenia Kościoła katolickiego w tym kraju. Specjalna sekcja politbiura KPCz, tzw. kościelna szóstka, przygotowywała plan represji, uznający katolików za jednych z najgroźniejszych przeciwników reżimu. Na Słowacji walka ta ułatwiona była z racji specyficznych wojennych doświadczeń tego kraju. W latach 1939-45 na czele uzależnionego od Hitlera państwa słowackiego stanął katolicki ks. Jozef Tiso. Po wojnie komuniści ukuli specjalną nazwę na określenie państwa ks. Tiso: „farska republika” (republika proboszczów). Wojenne poparcie dużej części duchowieństwa na rzecz państwa Tiso wykorzystano do skompromitowania całego Kościoła.
Zaczęło się od oskarżeń o kolaborację - aresztowania obejmowały coraz liczniejszych księży. Do aresztu trafił biskup spiski Jan Vojtassak - czołowa postać słowackiego Kościoła. „Piątą kolumną” władz, rozbijającą Kościół od wewnątrz, stał się ruch „postępowych” księży - „Pacem in Terris”.
W nocy z 12 na 13 kwietnia 1950 r. w ramach akcji „P” przeprowadzonej na terenie całej CSRS rozwiązano na Słowacji wszystkie zakony. Zakonników i zakonnice zwożono do wyznaczonych wcześniej „klasztorów koncentracyjnych”, gdzie trzymano ich pod ścisłym nadzorem bezpieki. Najgorszy jednak los szykowano obrządkowi greckokatolickiemu. Jak zwykle, wzory przychodziły z Moskwy.
W lutym 1946 r. NKWD zwołało do Lwowa synod ukraińskich grekokatolików, gdzie przy pomocy części zastraszonych hierarchów ogłoszono przyłączenie ukraińskich grekokatolików do zwasalizowanej Cerkwi prawosławnej.
Na wzór Moskwy - władze czechosłowackie zaplanowały podobną inscenizację na synodzie w Preszowie 28 kwietnia 1950 r. Całą operację zmontowało StB w porozumieniu z egzarchą Jelewferijem - głową Kościoła prawosławnego w CSRS - podległym w pełni Moskwie. W chwili próby odważny protest wobec likwidacji Kościoła greckokatolickiego złożyli dwaj greckokatoliccy biskupi - bp Pavolo Gojdicz (beatyfikowany w czasie poprzedniej wizyty Jana Pawła II na Słowacji wraz z unickim redemptorystą Dominikiem Trczką) oraz beatyfikowany obecnie bp Vasyl Hopko. Ich heroiczne non possumus skazało ich na długie lata prześladowań, tortur i więzienia.

Młot na komunistów

Reklama

Vasyl Hopko, urodzony w 1904 r. w biednej wsi Hrabske k. słowackiego Preszowa, stracił ojca od rażenia piorunem, gdy miał rok życia. Gdy miał cztery lata, jego matka zostawiła go u zaprzyjaźnionej rodziny i sama wyjechała „na saksy” do Ameryki. Mimo greckokatolickiego wyznania - Hopko dostał się do ewangelickiego gimnazjum w Preszowie, słynącego z wysokiego poziomu nauczania. Po ukończeniu z wyróżnieniem gimnazjum młody Hopko postanowił zostać duchownym. Chciał dołączyć do matki za oceanem i uzyskał nawet zgodę bp. Vasilija Takacha na wyjazd po święceniach do amerykańskiego Pittsburgha, gdzie była duża diaspora rusińska.
Plany te zburzył ciąg chorób, zakończonych paroma operacjami. Swoje ciężkie doświadczenia uznał za znak, że powinien zostać w kraju, i w 1929 r. został wyświęcony na księdza. Administrator apostolski Preszowa - bp Pavolo Gojdicz wysłał go na parafię greckokatolicką do stołecznej Pragi.
Na przełomie lat 20. i 30. do Pragi przybyło sporo greckokatolickich Słowaków i Rusinów. Bogata Praga przyciągała bezrobotnych z najbiedniejszych rejonów republiki.
Młody proboszcz praskiej parafii św. Klimenta szybko stał się głośny. Zasłynął jako kapłan niezwykle skuteczny w przeciwdziałaniu komunistycznej agitacji. Biedni przybysze ze Słowacji i Zakarpacia w czasach wielkiego kryzysu byli naturalnym obiektem zainteresowań komunistów.
W uznaniu swoich sukcesów Hopko otrzymuje tytuł prałata honorowego. Uzyskuje też stopień doktora na Wydziale Teologii Uniwersytetu Karola i błyszczy jako wykładowca greckokatolickiego Seminarium w Preszowie.
Skuteczna kontrpropaganda greckokatolickiego prałata zwróciła uwagę słowackich komunistów. Oświecony i nowoczesny kler greckokatolicki był dla nich zagrożeniem w walce o rząd dusz w najbiedniejszych rejonach Słowacji. Nienawiść i pamięć o skuteczności Hopki wyjdzie na jaw po wojnie.
Po powstaniu państwa słowackiego w 1939 r. zaczynają się pierwsze kłopoty. Ideologia panslowakizmu niechętnie znosi przywiązanie rusińskich grekokatolików do swojego języka. Pojawiają się naciski na rzecz słowakizacji grekokatolików. Rośnie nacisk na krytycznego wobec rządów ks. Tiso bp. Pavola Gojdicza i uważanego za jego prawą rękę - ks. prał. Hopko. Ten ostatni zmuszony zostaje do porzucenia wykładów w preszowskim Seminarium.
Gdy minęła wojna, Hopko natychmiast zaczął organizować życie intelektualne grekokatolików i okazał talent medialny. W 1946 r. założył czasopismo Błagowiestnik, które szybko obrosło licznymi publikacjami i klubem książki.
Na wniosek bp. Gojdicza ks. prał. Hopko zostaje jego biskupem pomocniczym. Jednak na Słowację szybko docierają wieści o likwidacji Kościoła unickiego na sąsiedniej Ukrainie. Sowieci obawiają się, że granicząca z Ukrainą Słowacja może stać się punktem oparcia dla ukraińskich grekokatolików. Moskwa instruuje czechosłowacką bezpiekę, jak skopiować synod lwowski. Na sfingowanym synodzie w Preszowie bp Gojdicz i jego biskup pomocniczy Hopko odrzucają bezprawny przymus połączenia się z prawosławiem. Na 350 obecnych kapłanów wyparcia się swego Kościoła odmawia 253 księży. Natychmiast następują masowe aresztowania. Bp Gojdicz zostanie skazany w sfingowanym procesie na dożywocie. Mimo zwolnienia - umrze wskutek wycieńczenia w 1960 r.
Podobny los spotyka także bp. Hopko. W trakcie śledztwa śledczy powtarzają mu do znudzenia, że w razie przejścia na prawosławie zostanie natychmiast zwolniony.
Konwersja na prawosławie Gojdicza lub Hopki miała służyć do złamania oporu wiernych. Ani jeden, ani drugi nie zdradzili Rzymu.
W centralnej katowni stalinowskiej Czechosłowacji - w więzieniu w Ruzinie - Hopko katowany jest w celu złożenia spreparowanych zeznań na potrzeby procesu pokazowego. W izolowanej ciemnej celi Biskup traci poczucie czasu. Jest karmiony chlebem i wodą. Skatowane stopy odmawiają posłuszeństwa. W końcu władze tracą nadzieję na jego konwersję i przeprowadzają parodię sądu. Wyrok za „działalność wywrotową” i za „wrogie wobec republiki kontakty z obcymi państwami” (chodzi o Stolicę Apostolską - przyp. P. S.) wynosi 15 lat więzienia.
W ramach szykan bp Hopko przerzucany jest z więzienia do więzienia. W sumie „zwiedził” 21 zakładów karnych, na czele z tymi o najbardziej ciężkim rygorze. „Przeszedłem przez chwile, których nie życzyłbym najgorszemu wrogowi. Tym niemniej uznaję moje więzienne dni, moje upokorzenia za wielką naukę. W więzieniu nauczyłem się, jak służyć braciom w potrzebie” - napisze potem w swoich wspomnieniach. Więzienny reżim niszczy zdrowie Biskupa. Władze więzienne odmawiają mu opieki lekarskiej.
Dopiero w 1964 r. na skutek ostrzeżeń więziennego lekarza, że Biskup może umrzeć w więzieniu, władze zgadzają się wypuścić go „za dobre sprawowanie”. Ale mimo zwolnienia nie może on decydować o swoich losach. Zostaje skierowany do nadzorowanego przez StB „domu koncentracyjnego” w Osieku na Morawach, gdzie przebywa już 160 sióstr z rozwiązanych zakonów.
Gdy w 1968 r. w wyniku politycznej liberalizacji Praskiej Wiosny Kościół greckokatolicki zostaje znów zalegalizowany, bp Hopko opuszcza Osiek i wraca do pracy nad odtworzeniem eparchii (diecezji) greckokatolickiej w Preszowie, uznanej oficjalnie przez władze 13 czerwca 1968 r.
Po sądowej rehabilitacji wydawało się oczywiste, że bp Hopko wróci na biskupi tron. Tak się jednak nie stało. Krótki moment odwilży nie został wykorzystany do ponownego obsadzenia biskupstwa.
Dwa miesiące potem Czechosłowację zajmują czołgi sowieckie. Nowa ekipa Husaka wraca do polityki „przykręcania śruby” wobec Kościoła.
Ostatnie siedem lat życia bp Hopki to okres powolnego wygasania życia kapłana, którego zdrowie zrujnowano w okrutnym śledztwie i nieludzkich więzieniach. Pielęgnowany przez siostry w Preszowie, powtarza, że szykuje się do powrotu do domu. Dopiero po pewnym czasie siostry pojmują, że Biskup mówi o niebieskim domu Ojca.
Umiera 23 czerwca 1976 r. jako sumienie słowackich grekokatolików.

Skromna siostra z Bratysławy

Na tle brutalnej walki z Kościołem w latach stalinowskich los s. Zdenki Schelingovej może jawić się jako jedna tylko z wielu tragedii. Jednak to właśnie ta skromna siostra zakonna, pracująca w państwowym szpitalu, została wyniesiona decyzją Stolicy Apostolskiej wraz z bp. Hopko do beatyfikacji.
Zdenka Schelingova urodziła się w 1916 r. we wsi Kriwa na słowackiej Orawie. Urodzona jako 10. dziecko w ubogiej rodzinie chłopa - wybrała życie zakonne w Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia Świętego Krzyża. W styczniu 1943 r. przyjęła zakonne imię Cecylia, rozpoczynając pracę w szpitalach. Od początku lat 50. pracuje na wydziale rentgenologicznym szpitala w Bratysławie.
W tym czasie do szpitala trafiają na obserwację także osoby więzione w areszcie śledczym bezpieki.
Zimą 1952 r. s. Zdenka spotyka w szpitalu księdza katolickiego, którego przywieziono z katowni bratysławskiej bezpieki. Siostra pomaga księdzu w ucieczce. Bezpieka wpada na jego trop, ale zastawia pułapkę. Zaczyna się droga Siostry do aresztowania, bestialskiego śledztwa i więzienia.
Kim był uratowany kapłan? Biskup spiski Francisek Tronda spotkał go jako młody ksiądz w latach 60. Relacjonuje: „Po ucieczce ze szpitala ksiądz został aresztowany ponownie i po strasznych przeżyciach w więzieniach wyszedł na wolność dopiero na początku lat 60. Świadomość, że z jego powodu Siostra została potem aresztowana, męczyła jego sumienie. Na jego prośbę jego nazwiska władze kościelne nie ujawniły do dziś”.
Pułapka bezpieki wygląda następująco: Do szpitala trafia grupa 6 kapłanów, których czeka dalsze śledztwo. Siostra w porozumieniu z dozorcą więziennym układa plan ich ucieczki. Nie jest on całkiem irracjonalny. Wielu kapłanom udaje się wtedy uciec do Austrii. W grupie organizującej akcję jest jednak donosiciel - szofer, który podejmuje się wywieźć ze szpitala uciekinierów.
29 lutego 1952 r. rano pielęgniarki ostrzegają s. Zdenkę, że agenci bezpieki obstawili szpitalną kaplicę, czekając aż Siostra przyjdzie na codzienną modlitwę. Według relacji zebranej przez historyka Antona Habovstiaka, s. Cecylia świadomie wybrała swój los. „Przyszła i na mnie kolej. Już do nich idę” - mówi koleżankom i chwilę potem zostaje aresztowana.
Następują miesiące bestialskich przesłuchań. Wpierw śledczy chcą wydobyć informacje o jakiejś wielkiej organizacji podziemnej, która miała organizować przerzuty księży. Potem zmuszają Siostrę do podpisania sfingowanych zeznań na potrzeby pokazowego procesu.
W 1974 r. wydawane w Rzymie kościelne pismo Hlasy z Rima zamieszcza anonimową relację przyjaciółki Siostry, której w czasie jednego z więziennych widzeń Siostra opowiedziała szczegóły śledztwa. „Kiedy odmówiłam podpisania nieprawdziwych zeznań, zaprowadzono mnie do piwnicy z wielką kadzią. Mój śledczy trzymał mi głowę pod wodą aż się dusiłam. Gdy puścił mnie i zapytał o potwierdzenie zeznań - pokręciłam tylko głową na znak sprzeciwu. Wtedy znów wcisnął mnie pod wodę i robił tak z dziesięć razy. Gdy w końcu omdlałam, wrzucono mnie do celi bez okien...”.
Zmieniający się kolejno śledczy stosowali wobec Siostry tzw. młynek, co w żargonie czechosłowackich bezpieczniaków oznaczało przesłuchania non stop, dzień i noc, bez możliwości choćby chwili snu. W pustej, izolowanej celi, pozbawionej światła, Siostra spała na gołym betonie.
S. Zdenka opowiadała, że w izolatce nie wiedziała, czy jest dzień, czy noc. Zatraciła rachubę czasu. W końcu - podobnie jak w wypadku bp. Hopki - bezpieka zrezygnowała z prób zdobycia podpisu. Po miesiącach kaźni przeniesiono s. Zdenkę do lepszej celi. Współwiężniarki pocieszały ją, że teraz będzie lepiej odżywiana, by nie ujawnić swym wyglądem tortur na pokazowej rozprawie.
W czerwcu 1952 r. w wielkim procesie o planowanie ucieczki księży obok Siostry sądzono także jej dwie wspólniczki: Katarinę Lukavicovą oraz Marię Sandtnerovą. Rozprawę nagłośniono w prasie jako przykład spisku kleru przeciw socjalistycznemu państwu.
17 czerwca 1952 r. s. Zdenkę skazano na 12 lat więzienia, Lukavicovą - na 11 lat, a Sandnerovą - na 7 lat. Dla niepoznaki na pozorowany wyrok 10 miesięcy skazano prowokatora bezpieki - wspomnianego już szofera Jozefa Jurana.
Co charakterystyczne dla istoty systemu - po procesie skazaną na więzienie i udręczoną Siostrę obciążono dodatkowo sumą 4710 koron tytułem kosztów sądowych. Zakonnica zmuszona była pisać podanie do sądu o umorzenie opłaty z racji nieposiadania żadnego osobistego majątku.
Po śledztwie Siostra nie odzyskała już zdrowia. W więzieniu zaczęła gasnąć w oczach. Zbierane przy procesie beatyfikacyjnym relacje współwięźniów poświadczają, że w imię wiary wyzbyła się nienawiści wobec swoich prześladowców. W pamiętniku, jaki zdołano wydobyć z więzienia, pisała: „Nie bójmy się cierpieć. Bóg daje nam zawsze dokładnie tyle odwagi, co cierpienia. A kiedy skończy się cierpienie, pojawi się łaska. (...) Bóg jest jak słońce. Nie zastraszy mnie ani wiatr, ani gęste chmury. To tylko krótka chwila przed momentem, gdy zza chmur wyłoni się moje ukochane słoneczko”.
Kiedy wycieńczonemu organizmowi zaczęła zagrażać śmierć - 16 kwietnia 1955 r. władze wypuściły Siostrę na wolność. Trzy miesiące później - 31 lipca 1955 r. s. Zdenka zmarła. Jej ostatnim przywilejem był pogrzeb w sukni zakonnej.

* * *

Wierny unii z Rzymem Biskup i skromna Siostra, próbująca ratować uwięzionych księży - to tylko dwa życiorysy potwornej fali represji, które dotknęły słowacki Kościół w latach stalinowskich. W odróżnieniu od Polski - w Czechosłowacji brutalne represje trwały aż do połowy lat 60. Co więcej, przykład bp. Hopki i s. Schelingovej pokazuje, że więzienia komunistyczne miały charakter eksterminacyjny. Warunki wyroków skazywały duchownych na śmierć z wycieńczenia, której termin zależał jedynie od siły organizmu skazanych.
Dziś Kościół słowacki sięga po przykład dwojga Męczenników, aby oddać hołd niezłomnym i przypomnieć, jaką cenę za wiarę jeszcze przecież całkiem niedawno płacili ludzie Kościoła.
W opanowywanej dziś z wolna przez konsumeryzm Słowacji biskupi przypominają o cnocie wierności Kościołowi. Jak ostrzegają, wielu chrześcijan chce dziś na Słowacji wierzyć, że ma kontakt z Bogiem, ale uważają, że nie potrzebują do tego Kościoła. Przykład słowackich Męczenników pokazuje głębię wierności wobec Kościoła. Dziś Jan Paweł II wynosi ich na ołtarze.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kraska: myślę, że do połowy listopada będziemy mierzyć się z dość dużą liczbą nowych zakażeń

2020-10-22 09:30

[ TEMATY ]

koronawirus

Stock.Adobe

Myślę, że do połowy listopada będziemy mierzyć się z dość dużą liczbą nowych zakażeń - powiedział w czwartek wiceminister zdrowia, senator PiS Waldemar Kraska. Jak ocenił, przy obecnym wzroście zakażeń cała Polska powinna znaleźć się w czerwonej strefie.

Premier poinformował w środę na antenie Polsat News, że z uwagi na dużą liczbę powiatów, które kwalifikują się do strefy czerwonej, będzie rekomendował, by cała Polska od soboty była strefą czerwoną. Obecnie w tej strefie są 152 powiaty, w tym 11 miast wojewódzkich. Reszta kraju należy do żółtej strefy.

Ze słowami premiera zgodził się w wywiadzie w Polsat News Kraska. "Jeśli z dzisiejszych danych wynika, że 317 powiatów w naszym kraju, większość dużych miast znalazłoby się w czerwonej strefie - to jest prawie 88 proc. ludności Polski - to myślę, że nie ma sensu, żeby dzielić w tej chwili Polskę na strefę czerwoną i żółtą. Cała Polska powinna się znaleźć w czerwonej strefie i w całym kraju powinniśmy przestrzegać tych obostrzeń, które dotyczą strefy czerwonej" - wskazał wiceminister.

Dodał, że są dwie strategie wprowadzania restrykcji w innych krajach: wprowadzanie mniej drastycznych obostrzeń, które mniej uderzają w gospodarkę, ale trwają dość długo albo restrykcji dość drastycznych, ale krótko trwających. On jest - jak mówił - zwolennikiem drugiego podejścia.

Nie wykluczył, że obecnie obowiązujące w czerwonej strefie restrykcje będą jeszcze wzmocnione. Nie zdradził szczegółów. "Dzisiaj będzie ogłoszona decyzja, jakie ewentualne nowe restrykcje się pojawią. Głównie chodzi o naukę w szkołach, także to będzie troszeczkę zmiana naszej strategii" - poinformował.

Senator podkreślił, że wprowadzanie nowych obostrzeń wpływa na zahamowanie przyrostu nowych zakażeń po ok. 10-14 dniach. "Myślę, że do połowy listopada będziemy mierzyć się z dość dużą liczbą nowych zakażeń. Może będzie efekt wcześniejszy, bo przypomnę, że już prawie dwa tygodnie temu wprowadziliśmy nakaz noszenia maseczek praktycznie wszędzie w przestrzeni publicznej" - zauważył.

Zapytany o wpisany do obowiązujących przepisów zakaz organizowania konferencji w czerwonej strefie, który – jak wynika z zapisów rozporządzenia - dotyczy także konferencji online, Kraska stwierdził, że jest to jakieś "przeoczenie i wypadek przy pracy" i zostanie to jak najszybciej skorygowane.

Wiceszef MZ był też pytany, dlaczego dr Paweł Grzesiowski, często wypowiadający się na temat sytuacji epidemiologicznej w kraju, stracił pracę w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego - uczelni podlegającej Ministerstwu Zdrowia. Kraska odpowiedział, że nie zna szczegółów, a o sprawie dowiedział się z mediów. Zaznaczył, że jemu dobrze układała się współpraca z dr. Grzesiowskim.(PAP)

Autor: Karolina Mózgowiec

kmz/ dki/

CZYTAJ DALEJ

Abp Kupny: zasłaniając usta i nos pokazuję, że myślę o innych

2020-10-23 10:02

Agnieszka Bugała

Każdy powinien odpowiedzieć sobie w sumieniu na pytanie czy jego wybory, decyzje i czyny przyczyniają się do zmniejszenia epidemii czy wręcz przeciwnie – naraża siebie i innych na zarażenie się koronawirusem – powiedział abp Józef Kupny na antenie Katolickiego Radia Rodzina. Hierarcha odniósł się również do kwestii braku dyspensy od uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii oraz zaapelował do wiernych, by zaplanowali wizyty na cmentarzach w innych dniach niż 1 listopada.

W rozmowie, która została wyemitowana dziś w porannym paśmie, metropolita wrocławski tłumaczył dlaczego zobowiązał kapłanów do tego, by zakładali maseczki podczas udzielania Komunii Świętej wiernym. Podkreślił przy tym, że zasłanianie ust i nosa jest wyrazem odpowiedzialności za siebie i za innych. – Patrząc przez pryzmat miłości bliźniego można pójść dalej i powiedzieć, że zakładając maseczkę troszczę się nie tyle o siebie, ile o tych, z którymi się spotykam – zaznaczył abp Kupny, dodając, że – jak przekonują lekarze – maseczka chroni nie tyle osobę która ją nosi, ile tych, z którymi się ona spotyka. – Zasłaniając usta i nos pokazuje, że myślę o innych, że moi bliźni i ich los nie są mi obojętne – dodał hierarcha.

W dalszej części rozmowy abp Kupny był pytany o przyczynę braku zwolnienia wiernych od uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii, podkreślając, że ze względu na słabość katechezy, dyspensa jest przez wielu odbierana jako zachęta ze strony biskupa do przeżywania niedzieli bez Mszy św. – To jest nieporozumienie – stwierdził ksiądz arcybiskup, dopowiadając, że pośrednio ogólna dyspensa pośrednio zwalnia również księży z obowiązku sprawowania Mszy św. niedzielnej. – Widzę tutaj brak konsekwencji, bo często ci sami ludzie, którzy żądają otwarcia sklepów w niedzielę jednocześnie pytają się o dyspensy od uczestnictwa we Mszy św. – powiedział pasterz Kościoła wrocławskiego, tłumacząc, że ludzi starsi, chorzy, osoby po operacjach czy poważnych infekcjach lub ci, którzy mieszkają pod jednym dachem z ludźmi chorymi są zwolnieni z obowiązku uczestnictwa we Mszy świętej z mocy samego prawa. Nie potrzebują specjalnej dyspensy.

– Chorzy nie tylko mogą, ale wręcz powinni pozostać w domach i łączyć się ze wspólnotą Kościoła za pośrednictwem mediów i nikt nie musi im tego deklarować, ani zapisywać – mówił stanowczo metropolita wrocławski, dodając: – W podobnej sytuacji są ci wszyscy, dla których przebywanie w większej zbiorowości czy wyjście z domu wiąże się z narażeniem zdrowia. Oni także są zwolnieni z uczestnictwa w niedzielnej Mszy św. i nie popełniają grzechu. Każdy w sumieniu ocenia swoją sytuację. Ma podstawy, by się obawiać zarażenia, chroni siebie przed większymi zgromadzeniami, unika takich miejsc, gdzie jest więcej ludzi i gdzie ryzyko zarażenia wzrasta ma prawo również z czystym sumieniem w tym czasie epidemii pozostać w niedzielę w domu.

Hierarcha pytany o świętowanie Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego przypomniał, że dla ludzi wierzących najważniejszy powinien być wymiar religijny tych dni. -Priorytetem jest modlitwa w intencji zmarłych i żywa wiara w to, że ich życie zmieniło się, ale się nie zakończyło oraz pragnienie zyskania odpustu zupełnego – zauważył abp Kupny, przypominając, że odpust zupełny można uzyskać każdego dnia od 1 do 8 listopada, nawiedzając nekropolie i ofiarując swoje modlitwy, za tych, którzy odeszli. – To ważna informacja, bo dzięki niej – i bardzo o to proszę szczególnie ludzi starszych – możemy połączyć wypełnienie naszego chrześcijańskiego obowiązku modlitwy za zmarłych z troską o nasze zdrowie. Zachęcam do tego, by na dzień wizyty na cmentarzu wybrać inny termin niż 1 listopada – zaapelował ksiądz arcybiskup.

Ostatnią kwestią, poruszaną w rozmowie był temat kolędy czyli wizyty duszpasterskiej oraz formy, w jakiej ma się ona odbywać. – Wiosną, kiedy ilość zakażeń była nieporównywalnie mniejsza niż dziś mówiliśmy, że nikt nie wie, co wydarzy się za tydzień, dlatego proszę zwolnić mnie z odpowiedzi na pytanie: co będzie za dwa miesiące – odpowiedział abp Kupny, dodając: – Nie mamy gotowych schematów ani rozwiązań, które już się sprawdziły i możemy je spokojnie zastosować. Niewątpliwie epidemia wymaga od nas także zmiany pewnych form duszpasterskich i trzeba liczyć się z tym, że z niektórych inicjatyw czy działań musimy zrezygnować, inne zmodyfikować lub wprowadzić całkowicie nowe.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję