Reklama

Pro i contra

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 41/2003

Spór o Niceę

W sprawach obrony ważnych, ba, podstawowych interesów narodowych, powinno się dążyć do uzyskania jednolitego stanowiska rządu i opozycji. Tym razem, o dziwo, udało się uzyskać jednolitość stanowiska opozycji sejmowej i rządu przeciwko próbom dalszego fatalnego pogarszania statusu Polski przez zmiany w konstytucji UE (inna sprawa, na ile postkomunistyczny rząd szczerze sprzeciwia się tym zmianom, a nie tylko „pręży muskuły” na pokaz). Szybko okazało się, że jednak nawet w tak podstawowej sprawie nie zabrakło w różnych wpływowych mediach osób próbujących podważyć nasze interesy narodowe, dość szczególnych prounijnych lobbystów. Ludziom tym nie wystarczają nawet tak fatalne dla nas warunki traktatu akcesyjnego, oni gotowi są poprzeć nawet jeszcze gorsze od Nicei rozwiązania. Swoistym rekordem demagogii prounijnej był publikowany w Gazecie Wyborczej z 29 września tekst b. sekretarza KC PZPR, a później m.in. prezydenta Warszawy z Unii Wolności - Marcina Święcickiego, pisany wspólnie z Rafałem Dymkiem, pt. Polska na zmianach nie traci. Autorzy, opierając się na różnych pokrętnych obliczeniach, „udowadniali”, iż nowy traktat konstytucyjny da Polsce jakoby nawet „większą siłę” głosu niż Nicea. Tę dość groteskową argumentację obalił w Rzeczpospolitej z 30 września korespondent Polski w Brukseli Jędrzej Bielecki (w tekście: Nicea: każda teza do udowodnienia). Bielecki podał, że - według najbardziej znanego instytutu badań europejskich w Brukseli - Polska „na zmianach nie tylko nie zyska, ale nawet straci kilkanaście procent swoich wpływów w Radzie UE”. Za to znaczenie Niemiec wzrośnie aż o 65 proc., z 8 do 13 proc. całości wpływów.

Saryusz-Wolski wyjaśnia

Na tle ogromnej kakofonii głosów występujących w „sporze o Niceę” i świadomych zabiegów gmatwaczy - najbardziej klarowne wydaje się obszerne wyjaśnienie istoty całej sprawy przedstawione przez b. ministra ds. europejskich w latach 1991-96 i 2000-2001 Jacka Saryusza-Wolskiego, założyciela wielu instytucji publicznych wspierających proces integracji z UE. Przed czerwcowym referendum przedakcesyjnym Saryusz-Wolski był zdecydowanym euroentuzjastą - m.in. gorąco perorował za wejściem do UE w kilkuosobowej rzeczowej debacie za i przeciw, zorganizowanej w Radiu Maryja. Ja sam miałem możliwość dłuższej polemiki z nim i innym b. ministrem ds. europejskich Janem Kułakowskim w czasie debaty przed członkami Krajowej Komisji „Solidarności”. Tym bardziej godne uwagi jest więc teraz spóźnione stwierdzenie Saryusza-Wolskiego w artykule Nie bójmy się weta (Gazeta Wyborcza z 30 września), gdzie pisze: „Wiadomo, że rozszerzenie Unii przeprowadzono bardzo tanio, warunki członkostwa, jakie uzyskały kraje kandydujące - w tym Polska - są dużo słabsze, niż można było oczekiwać”. Przecież właśnie w tej sprawie wielu z nas biło na alarm w debacie przedakcesyjnej, a dziś to przyznaje nawet sam b. minister ds. integracji europejskiej Saryusz-Wolski. Pisze on teraz jednak coś tym bardziej dającego do myślenia. Zwracając uwagę na dużo słabsze niż można było oczekiwać „warunki” członkostwa narzucone Polsce i innym krajom kandydującym, Saryusz-Wolski dodaje, że: „Lepsza - nicejska - pozycja polityczna miała nam dać szansę na zrekompensowanie tego w przyszłości. Jeżeli nasza pozycja polityczna osłabnie, szansa na polepszenie warunków zmaleje”.
W cytowanym artykule z Gazety Wyborczej Saryusz-Wolski szczegółowo wyjaśnia, na czym polega pogorszenie warunków z Nicei dla Polski w projekcie nowego traktatu konstytucyjnego UE. Pisze m.in.: „(...) warto sprawę stawiać ostro, bo stawka jest bardzo wysoka. Chodzi o miejsce Polski i model Unii (...). - W nowym układzie Polska traci, przestaje być potrzebnym koalicjantem. Z naszych porównań wynika, że rosną w siłę bardzo poważnie Francja i Niemcy, wzmacnia się pozycja sześciu krajów - założycieli Unii (Niemiec, Francji, Belgii, Holandii, Luksemburga i Włoch). Maleje siła dziesięciu nowych członków. Spada też waga obozu ubogich oraz grupy krajów żywotnie zainteresowanych wydolną polityką wschodnią UE (...).
- Proponowana zmiana nie leży w naszym interesie, a każdy ma prawo bronić swego interesu. (...) Mówienie, że użycie przysługującego nam prawa weta jest czymś niespotykanym na salonach europejskich i że trzeba tego za wszelką cenę unikać, jest nie fair (...). Wszystko sprowadza się do tego, że z nicejskiej szóstki, w której wszyscy są pożądanymi koalicjantami: Niemcy, Włochy, Francja, Wlk. Brytania, Hiszpania i Polska, po wprowadzeniu nowej konstytucji robi się czwórka, bez Hiszpanii i Polski. (...) Ta zmiana narusza równowagę polityczną w Unii na korzyść dużych i bogatych krajów. W nowym układzie sił Polska spadnie z kategorii dużych krajów, no, może dużych z minusem, do krajów średnich. Trudniej będzie konstruować pozytywne koalicje w obszarach dla nas priorytetowych, jak np. polityka wschodnia czy polityka spójności (czyli pomoc biedniejszym krajom w doszlusowaniu do bogatszych).(...) Boję się zmiany relacji między krajami bogatymi a biednymi, niekorzystnej dla Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej, już przecież historycznie pokrzywdzonych podziałem Europy”.
W tej sytuacji Saryusz-Wolski akcentuje potrzebę prowadzenia takiej polskiej polityki zagranicznej, w której nie będzie złudzeń, „że uzyskamy równoprawne traktowanie bez własnego wysiłku i bez presji na naszych partnerów. Nie można prowadzić polityki idealistycznej, jeśli nasi partnerzy hołdują Realpolitik (...). Oby rządowi starczyło determinacji i oby nie przeląkł się tych europejskich dąsów salonowych!”.

Reklama

Minister Hübner Mataczy

Z bardzo klarownego tekstu Saryusza-Wolskiego jednoznacznie wynika, że czołowi europartnerzy Polski z Niemcami i Francją na czele chcą nas po prostu wyrolować i sprowadzić na trwałe do parteru w ramach nowego statusu w Unii. W tej sytuacji nawet tak euroentuzjastyczny rząd Millera i prezydent Kwaśniewski zaczęli - przynajmniej w oficjalnych deklaracjach - bronić Nicei jako ostatecznej gwarancji przed wykiwaniem Polski. Na tym tle swego rodzaju ciosem w plecy wydaje się najnowsza wypowiedź minister ds. europejskich Danuty Hübner, wyraźnie dążąca do osłabienia polskiej determinacji w sprawie Nicei. Min. Hübner „pozwoliła sobie” na publiczne stwierdzenie, jakoby: „Liczba krajów, dla których Nicea jest priorytetem, zmniejsza się. Jest właściwie ograniczona do Hiszpanii i Polski”. (Wg Rzeczpospolitej z 30 września). Po co min. Hübner strzela taką wypowiedzią samobójczego gola dla Polski w czasie, gdy oficjalnie tak mocno akcentujemy swoje obstawanie przy Nicei, trudno wprost zrozumieć. Być może dlatego, że min. Hübner już półtora roku temu wyznała na łamach Życia, że - jej zdaniem - bardzo trudno ocenić, co jest polskim interesem narodowym. Jeśli tego nie wie akurat polska minister, to już jest bardzo źle. A jeszcze gorzej, gdy taka właśnie nierozumiejąca podstawowych rzeczy p. minister ma zostać polskim komisarzem w Unii Europejskiej. Dodajmy, że p. min. Hübner, delikatnie mówiąc, rozminęła się z prawdą, mówiąc, że tylko dwa kraje faktycznie bronią traktatu z Nicei. Nieświadomej spraw min. Hübner przypomnę więc na przykład jednoznaczne stanowisko prezydenta Czech - Vaclava Klausa. Właśnie prezydent Klaus świeżo skrytykował na łamach gazety Mlada fronta Dnes obecny obalający Niceę projekt konstytucji europejskiej. Jak pisał korespondent PAP Jacek Szpakowski w tekście publikowanym na łamach Naszego Dziennika z 30 września pt. Zabiorą nam suwerenność: „Zdaniem Klausa - punktem wyjścia konstytucji UE jest zamiar powołania superpaństwa ograniczającego rolę poszczególnych krajów, a nie Europa-ojczyzna szanująca wolę zrzeszonych narodów”. Myślę, że „dziwne” zachowanie min. Hübner, publicznie dystansującej się od stanowiska rządu w sprawie tak ważnej dla polskich interesów narodowych, zasługiwałoby przynajmniej na zakwestionowanie w osobnej interpelacji sejmowej!

Uwaga na ignorantów

Poza gmatwaczami i mataczami chcącymi świadomie popchnąć Polskę do akceptacji kolejnego fatalnego dla nas dyktatu Brukseli, obserwujemy również groteskowe wprost wystąpienia zupełnych ignorantów w tej sprawie typu - socjolog Paweł Śpiewak w Przekroju z 28 września. Śpiewak z całą siłą swego euroentuzjazmu, pozbawionego równocześnie dokładniejszej wiedzy na temat istoty UE, mentorsko poucza posłów w tekście zatytułowanym Tromtadracja łączy, pisząc m. in.: „Myśląc o Unii, powinniśmy zapewne patrzeć na rzecz z punktu widzenia interesów Polski, ale również całej struktury. Nie byłoby dobrze, żebyśmy - nawet gdyby wygrała nasza racja (w co nie wierzę) - spowodowali, że inni uczestnicy tych rozmów czuliby się tym samym głęboko pokrzywdzeni, zniesmaczeni albo też stali się znów nieznośnym, trudnym do zaakceptowania partnerem. Z pewnością cała ta sejmowa tromtadracja narodowa jest miła, bo łączy polityków, a nie dzieli, acz obawiam się, że jest mało przezorna i rozsądna. Trudno będzie się z twarzą z niej wycofać. (...) Rozumiem, że w polityce musi znaleźć się szczypta demagogii, że obrona interesów narodowych jest sprawą ważną, ale, panie i panowie z Sejmu, chyba pomyliliście sztuki. Nie występujecie w narodowej tragedii. Zachowajcie poczucie rzeczywistości i miary. Bo wasz spektakl zamieni się w farsę”.
Porównajmy te mentorskie pouczenia ignoranta P. Śpiewaka z wcześniej przytoczonymi wywodami specjalisty - J. Saryusza-Wolskiego. Sprawa nie wymaga dalszych komentarzy.
Warto wspomnieć, że P. Śpiewak ostro występuje we wspomnianym tekście w Przekroju przeciwko umieszczeniu w preambule konstytucji UE zapisu o znaczeniu tradycji chrześcijańskich. Swe opory tłumaczy tym, że jakoby groziłoby to naruszeniem zasady tolerancji wobec wyznawców islamu, judaizmu i paru innych religii oraz wobec ludzi religii obojętnych lub niechętnych. A więc w tej sytuacji dla P. Śpiewaka nie liczy się już prawda o faktycznym znaczeniu tradycji chrześcijańskich w rozwoju Europy. Z drugiej zaś strony P. Śpiewak nazywa „uproszczeniem” zakorzenianie różnych wartości w tradycji chrześcijańskiej, akcentując, że „jeśli nowoczesna Europa znajduje w czymś zakotwiczenie, to właśnie we francuskim i szkockim oświeceniu”. Nie pierwsze to, niestety, skrajne uproszczenie w tekstach P. Śpiewaka. Kiedyś występując z pozycji skrajnie filosemickich, posunął się aż do nazwania „antysemitą” człowieka tak zasłużonego dla dialogu polsko-żydowskiego, jak ks. prof. Waldemar Chrostowski. (Por. moje uwagi w tekście Kłamstwa Pawła Śpiewaka, publikowanym w książce Spory o historię i współczesność, Warszawa 2000, ss. 292-300).

Nauczyciele zawieszają strajk

2019-04-25 13:21

rmf24.pl/onet.red

Pierwszy etap strajku nauczycieli zostanie zawieszony w sobotę 27 kwietnia - poinformował przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Pedagodzy zapowiadają jednak, że nie oznacza to końca protestu. - Podjęliśmy decyzję o zawieszeniu strajku, by zapewnić uczniom warunki do spokojnego ukończenia roku - dodał szef ZNP.

Alexas_Fotos/pixabay.com

Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Sławomir Broniarz ogłosił, że w sobotę zostanie zawieszony pierwszy etap. W swoim oświadczeniu lider ZNP podsumował także dotychczasowe rezultatyakcji protestacyjnej, zapowiadając, że nauczyciele nie składają broni. - Proszę być gotowym na wrzesień - zaapelował do premiera Mateusza Morawieckiego Broniarz.

Wchodzimy w nowy etap, który będzie trudniejszy, ale który pokaże nowe oblicze naszego protestu - powiedział Broniarz. Ani dzisiaj, ani jutro, ani w kolejnych dniach nie podpiszemy porozumienia, które rząd zawarł z Solidarnością - podkreślił szef ZNP.

Prawda jest taka, że strajk mógłby trwać, bo wszyscy nauczyciele są do tego gotowi. Mógłby być prowadzony także w czasie matur i nie zdołalibyście państwo - to jest adresowane do rządu i pana premiera Morawieckiego - rozwiązać tego problemu. Nie bylibyście w stanie zastąpić nas, nauczycieli podczas tego egzaminu, mimo że ryzykowaliście także dobro uczniów. Nie wzięliście za nich odpowiedzialności i tę odpowiedzialność musieliśmy wziąć my nauczyciele, dyrektorzy szkół oraz rodzice, którzy nas w tej decyzji wspomagali - zapewnił Broniarz.

Panie premierze Morawiecki, dajemy panu czas do września. Czekamy na konkretne rozwiązania z pana strony. Oczekujemy od pana rzeczowej, męskiej postawy, która będzie także odpowiadała na oczekiwania ponad półmilionowej rzeszy nauczycieli - zwrócił się związkowiec do premiera Polski. Nie zrezygnujemy z walki o dobrą polską szkołę - dodał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: w świecie naznaczonym lękiem i śmiercią mamy nieść pokój i radość

2019-04-25 18:29

bgk / Gniezno (KAI)

„Jesteśmy wezwani, aby w tym świecie, takim, jakim on jest, naznaczonym lękiem i śmiercią, pozbawionym nadziei, sparaliżowanym tak wieloma dramatami, nieśli pokój i radość Chrystusa” – mówił dziś w Mielżynie abp Wojciech Polak, odnosząc się do niedzielnych tragicznych wydarzeń na Sri Lance.

Piotr Drzewiecki

Prymas Polski wziął udział w obchodach 100-lecia obecności i posługi w Mielżynie sióstr dominikanek. Zgromadzenie od początku prowadzi tam działalność dobroczynną, opiekując się w sposób szczególny młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie i ruchowo.

W homilii Mszy św. stanowiącej centralny punkt jubileuszowych obchodów abp Wojciech Polak postawił pytanie o nasze świadectwo wiary, a konkretnie o radość wiary, której brak papież Franciszek nazwał cechą, a nawet wręcz chorobą wielu chrześcijan.

- Dlaczego boimy się radości? Co nie pozwala nam prawdziwie ucieszyć się bliskością Zmartwychwstałego Pana? – pytał Prymas. – Wolimy się smucić, niż cieszyć może dlatego, że łatwiej jest poruszać się w ciemnościach niż w blasku. Łatwiej jest żyć w lęku, niż otworzyć się na nowość życia. Często brakuje nam radości, bo się po prostu boimy. Czujemy się wciąż przytłoczeni tragedią krzyża, naszymi trudnymi doświadczeniami, naszą przeszłością. Jesteśmy więc, jak mówił swoim uczniom Jezus, zmieszani i różne wątpliwości budzą się w naszych sercach – mówił abp Polak, przypominając, że przecież nie do tego jesteśmy powołani.

„Zmartwychwstały wzywa nas, abyśmy w tym świecie, takim, jakim on jest, tak często naznaczonym lękiem i smutkiem, tak mocno doświadczonym ludzkim cierpieniem i śmiercią, w świecie owładniętym niepewnością i jakże często wręcz sparaliżowanym tak wieloma tragicznymi wydarzeniami, jak choćby w tych ostatnich dniach męczeńską śmiercią tylu chrześcijan na Sri Lance, w świecie przenikniętym samotnością i ostatecznie pozbawionym nadziei, nieśli Jego pokój i radość” – podkreślił Prymas.

Metropolita gnieźnieński nawiązał też do świętowanego jubileuszu zaznaczając, że wezwanie to od stulecia wiernie wypełniają w Mielżynie siostry dominikanki, dla których radość i nadzieja zmartwychwstania jest motywem miłości i służby drugiemu.

„Poczynając od klasztoru i domu dla sierot, poprzez prowadzoną do wybuchu II wojny światowej Szkołę Gospodarstwa Domowego, aż po prowadzony nieprzerwanie od 1956 roku zakład dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością ruchową i intelektualną, były i są dla tej witkowskiej ziemi zwiastunami nadziei i radości w Panu” – mówił abp Polak.

Na koniec przypomniał słowa pierwszego Prymasa odrodzonej Polski kard. Edmunda Dalbora, który nawołując do troski i miłości o drugich, zwłaszcza o potrzebujących pomocy, zwykł mówić, że „zadaniem naszym jest rany zabliźniać, kolce goryczy bliźnim ostrożnie i miłościwie wyciągać, by im ułatwić przyjście do równowagi i do powrotu do lepszego sposobu życia i do zajęć odważniejszych (…) Dlatego też jako chrześcijanie – dodawał – powinniśmy mieć zawsze współczucie dla naszych bliźnich”.

Mielżyn jest jedną z większych placówek zgromadzenia sióstr dominikanek w Polsce. W klasztorze znajdującym się przy Domu Pomocy Społecznej mieszka i pracuje 18 sióstr. W chwili obecnej 13 sióstr bezpośrednio służy osobom niepełnosprawnym, pozostałe zaś z klasztoru wspierają ich posługę swoimi modlitwami i cierpieniami. Jako wolontariusze w Domu Pomocy Społecznej służą także klerycy Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem