Reklama

Pro i contra

Niedziela Ogólnopolska 6/2005

Graziako

Spory wokół lustracji

Od kilku tygodni problemy lustracji stały się jednym z najważniejszych tematów polskich mediów od Naszego Dziennika, Głosu, Naszej Polski i Najwyższego Czasu po Gazetę Wyborczą i Rzeczpospolitą. Coraz powszechniej akcentowana jest potrzeba dokonania tak długo opóźnianego otwarcia archiwów SB i ujawnienia dowodów donosicielstwa w służbie komunistycznej. Część uczestników dyskusji zwraca w tym kontekście uwagę na potrzebę dokładnego sprawdzenia zawartości teczek przed ich publikacją. Miałoby to doprowadzić do wykrycia ewentualnych fałszywek esbeckich i zapobieżenia jakimkolwiek krzywdzącym pomówieniom. Przytacza się w tym kontekście przykład Czech, gdzie dotąd ponad 800 osób wygrało procesy, które wytoczyło w związku z bezpodstawnym zaliczeniem ich do tajnych współpracowników bezpieki. Dodałbym do tego postulat wprowadzenia wysokich kar więzienia dla wszystkich, którym się udowodni zafałszowywanie zawartości teczek, bądź przez niszczenie materiałów obciążających różne osoby, bądź przez tworzenie fałszywek bezpodstawnie godzących w dobre imię różnych osób.
Uczestnicy medialnych dyskusji częstokroć zwracali również uwagę na potrzebę połączenia lustracji z dekomunizacją czy pokazania mocodawców donosicieli. Pisał o tym m.in. Piotr Wierzbicki w Gazecie Polskiej z 19 stycznia w tekście pt. Lista ofiar, lista katów: „Jeżeli taka lista (konfidentów - J.R.N.) ma się rzeczywiście ukazać w internecie, to powinna jej towarzyszyć inna lista - lista sprawców tego donosicielskiego procederu, esbeków, którzy w przestępczy sposób, łamiąc prawo i charaktery, pozyskiwali kandydatów do współpracy, nadzorców tych esbeków w MSW z Kiszczakiem i Milewskim na czele, nadzorców tych nadzorców w KC PZPR z generałem Jaruzelskim”.
Podjął tę kwestię również Jan Skórzyński w tekście Pułap i radykalizm na łamach Rzeczpospolitej z 22 stycznia, tak pisząc o potrzebie łączenia lustracji z dekomunizacją: „Rzeczywiście, lustracja w obecnej formie piętnuje jedynie tych, którzy złamani szantażem bądź skuszeni gratyfikacją stali się współpracownikami komunistycznej policji politycznej. Pozostawia natomiast w całkowitym spokoju organizatorów peerelowskiego systemu represji: oficerów SB i ich politycznych mocodawców z KC PZPR. Sęk w tym, że ci sami politycy i publicyści, którzy dziś ubolewają nad tą niesprawiedliwością, sami przez lata sprzeciwiali się pociągnięciu do odpowiedzialności funkcjonariuszy aparatu przemocy i odrzucali wszelkie projekty dekomunizacji, pojętej jako ograniczenie udziału w życiu publicznym ludzi odpowiedzialnych za system dyktatorski (...). Uczyniono wszak wiele, by przekonać opinię publiczną, że przywódcy PZPR, którzy budowali i nadzorowali komunistyczną dyktaturę, to «ludzie honoru»”.
W kontekście tych uwag Skórzyńskiego i Wierzbickiego zaakcentowałbym zwłaszcza potrzebę opracowania szczegółowych „ksiąg hańby”, zawierających informacje o najbardziej bezwzględnych nadzorcach systemu represji komunistycznych i ich konkretnych przejawach. Dziś dostajemy na ten temat tylko informacje rozrzucone i szczątkowe, co więcej - osoby sprawców represji są często traktowane w dziwnie delikatny sposób. Jaskrawy przykład pod tym względem zawiera tekst J.O.: Bili, grozili, znieważali, publikowany w Rzeczpospolitej z 20 stycznia. Autor pisze o prawomocnym wyroku wydanym na czterech oficerów SB w Koninie, którzy znęcali się w latach 80. nad działaczami „Solidarności”. Czytamy tam m.in., iż oficer Wydziału Śledczego KW MO Mirosław D. „bił działacza «Solidarności» Leszka D. pięścią po twarzy, głowie i brzuchu, pałką po piętach oraz przykuł go za nogi i ręce do kaloryfera. Oskarżony Julian K. podobnie zachowywał się wobec zatrzymanego Marka B. Na dodatek bił swoją ofiarę w okolicach nerek. Głową innego więźnia uderzał o ścianę. Brutalne metody były także stosowane wobec kobiet”. Trudno zrozumieć, dlaczego odpowiedzialni za tak brutalne represje są tak oszczędzani w dzisiejszej prasie i podaje się tylko ich inicjały zamiast pełnych nazwisk. Dodajmy, że jest to - według wspomnianego tekstu Rzeczpospolitej - dopiero „drugi wypadek skazania oficerów SB od czasu wyroku za zastrzelenie demonstranta w Nowej Hucie!”. Jak ocenić można taką powolność rozliczeń ze zbrodniami SB? Przypomnijmy, że list Jana Rokity w 1990 r. podawał ok. stu nazwisk osób z „Solidarności”, które padły ofiarą represji w latach 80. Powinny być również opublikowane pełne listy osób odpowiedzialnych za bezwzględne weryfikacje dziennikarzy, usuwanie nauczycieli i dyrektorów szkół etc., prześladowanie ludzi inaczej myślących, począwszy od okresu stanu wojennego.

„Farbowane lisy” z „Wprost”

Tygodnik Wprost z 23 stycznia wystąpił z apelem: „Opublikujmy archiwa bezpieki dotyczące dziennikarzy!”. Apel bardzo słuszny, tyle że powinien wyjść spod piór redaktorów mediów redagowanych przez ludzi z b. opozycji, a nie przez b. sekretarza KC PZPR - Marka Króla, jak jest w przypadku Wprost. Przypomnijmy, że Marek Król był w 1989 r. sekretarzem KC PZPR, a więc jedną z czołowych postaci nadzorujących realizowanie w Polsce systemu komunistycznego. Trudno w kontekście takich osób jak Król nie zgodzić się z jakże słusznym stwierdzeniem poseł PO Zyty Gilowskiej, która opowiadając się za wprowadzeniem ustawy dekomunizacyjnej w życie, stwierdziła, iż „przy okazji tego rodzaju ustawy dopilnowalibyśmy, by powstały rejestry wysokich funkcjonariuszy nieboszczki PZPR. Bo niektórzy pełnili w partii wysokie funkcje do ostatniego momentu, do «sztandar wyprowadzić», a teraz siedzą jak mysz pod miotłą, licząc na to, że nikt do tego nie wróci” (cyt. za tekstem A. Gargas, Wciąż czas na dekomunizację, Gazeta Polska, 19 stycznia). Marek Król wynalazł swoisty sposób na zapomnienie o swojej roli w KC PZPR, „wybiegając przed orkiestrę” z projektem lustracji dziennikarzy. Ma to odwrócić uwagę od jego własnej pozycji w dawniejszym czasie, tak silnego zaangażowania w skompromitowanym systemie władzy. Trzeba przyznać, że Wprost miało w ostatnich latach aż nadto wiele przykładów szybkiego koniunkturalizmu i „zmieniania skóry”. Na przykład w ostatnich miesiącach, kiedy upadek SLD jest coraz widoczniejszy, redakcja Wprost z niebywałą werwą wyprzedza inne redakcje w atakowaniu Leszka Millera, „bizantyjskiego” Aleksandra Kwaśniewskiego etc. Dziwnie przy tym jakoś zapomina o nie tak odległym czasie, kiedy na tych samych łamach wypisywała niezwykłe chwalby wobec tegoż Millera i tegoż Kwaśniewskiego. Przypomnijmy, że Kwaśniewski był ogłoszony przez Wprost „Człowiekiem Roku”, a Millera ogłoszono we Wprost „Człowiekiem Roku” nawet dwukrotnie (w 2000 i 2002 r.).

Patologiczny kapitalizm w Polsce

W tygodniku Przegląd z 23 stycznia - ważny tekst profesora Uniwersytetu Washington, Seattle, Kazimierza Poznańskiego: Kto trzyma władzę? Dlaczego w Polsce nie udało się stworzyć normalnego kapitalizmu. Autor pisze m.in.: „Nie udało się stworzyć normalnego kapitalizmu, gdyż w polskiej wersji nie ma miejscowej klasy kapitalistycznej, lecz są zagraniczni rezydenci, do których należy sprywatyzowany majątek. To oni kontrolują ten majątek, zgodnie ze swoimi interesami (...). Po 1989 r. w wyniku reform doszło do przekazania prawie całego majątku trwałego - kapitału - w ręce zagraniczne. Żaden kraj przedtem niczego podobnego nie wypróbował (...). Polska sprzedała swój majątek, głównie Unii, za ułamek tego, co się należało, a teraz ma dostać z Kasy Unii tylko ułamek tego, co jej się należało zgodnie z dotychczas obowiązującymi zasadami udzielania pomocy”.
W tymże numerze Przeglądu - wywiad ze znanym politykiem społecznym - prof. Julianem Auleytnerem pt. Model liberalny nie buduje klasy średniej, udzielony Robertowi Walendziakowi. Prof. Auleytner stwierdza tam m.in.: „Z trzech milionów bezrobotnych dajmy milionowi pracę, a osiągniemy 50 mld zł dodatkowych przychodów (...). W modelu liberalnym nastawienie na bogactwo powoduje pęd najzdolniejszych do elity nowobogackich, do płacenia podatków poza krajem (...). Kiedyś zapytałem przedstawicieli władzy w rządzie Millera, ilu ludzi z publikowanej setki najbogatszych płaci podatki w kraju. I oni sami mi odpowiedzieli, że 75% z nich płaci podatki poza Polską. To gdzie my jesteśmy? To jest dobry ustrój?”.

Reklama

Polska to „kraj niewolników”

Z jeszcze ostrzejszym oskarżeniem tego, co się dzieje w Polsce w życiu gospodarczo-społecznym, wystąpił ekonomista Ryszard Bugaj, przed 1989 r. należący do lewicowej opozycji. W tekście dla Faktu z 20 stycznia pt. Dzisiejsza Polska to kraj niewolników Bugaj stwierdził m.in.: „Oskarżam Trzecią Rzeczpospolitą o to, że w nowej Polsce doprowadzono do tego, że pracownik nie ma nic do powiedzenia. Jest po prostu siłą roboczą i niczym więcej. W warunkach ogromnego bezrobocia lęka się, że w każdej chwili może stracić pracę, ulega więc presji i naciskom ze strony przełożonych. Związki zawodowe są słabe, a w ich działaniach pełno jest patologii. (...) Za mało walczy się o interesy pracowników. W III RP powstało więc dogodne podłoże dla niewolniczych form pracy (...) prawo tę sytuację toleruje. Przełom nie nastąpi, dopóki bezrobocie będzie tak wysokie, jak teraz. Oskarżam polityków i pracodawców, że dopuścili do tej sytuacji. Politycy - bez względu na to, czy wywodzą się z SLD, czy z PO - przyjęli ten neoliberalny etos”.

Szczyt hipokryzji

Piotr Zychowicz pisze w tekście Żydzi oszukani przez izraelskie banki (Rzeczpospolita z 21 stycznia) o skrajnie nieuczciwym zachowaniu dyrekcji największych banków izraelskich, które nie oddały paruset milionów dolarów spadkobiercom ofiar Holocaustu. Według tekstu Rzeczpospolitej: „Największe izraelskie banki przywłaszczyły sobie miliony szekli pochodzących z rachunków założonych przez ofiary Holocaustu. Nie zrobiły nic, aby po wojnie przekazać pieniądze ich spadkobiercom - wynika z raportu specjalnej komisji śledczej Knesetu (...). Członkowie komisji ujawnili, że izraelskie banki i rząd są w posiadaniu blisko miliarda szekli (ok. 212 mln dolarów) należących do ofiar Holocaustu. «To, co odkryliśmy, jeśli chodzi o nastawienie banków, wywołało w nas obrzydzenie (...)» - powiedziała przewodnicząca komisji Colette Avital z Partii Pracy. Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że jeszcze niedawno Żydzi bardzo ostro krytykowali szwajcarskie banki, które również przywłaszczyły sobie pieniądze ofiar Holocaustu. «To prawdziwa hipokryzja żądać od Szwajcarów czegoś, czego nie jesteśmy w stanie zrobić sami» - uważa szef izraelskiego biura Centrum Szymona Wiesenthala Efraim Zuroff”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Częstochowa: Transmisja telewizyjna święceń prezbiteratu

2020-05-18 14:23

Z powodu pandemii koronawirusa święcenia diakonatu i prezbiteratu będą musiały odbyć się przy ograniczonym udziale wiernych. Transmisję z tych wydarzeń przekaże Studio TV "Niedzieli" na portalu www.niedziela.pl


Święcenia prezbiteratu

30 maja 2020 r., godz. 10:00,
Bazylika Archikatedralna Świętej Rodziny w Częstochowie

Święcenia diakonatu

23 maja 2020 r., godz. 10:00,

Bazylika Archikatedralna Świętej Rodziny w Częstochowie

CZYTAJ DALEJ

Otworzyliśmy drzwi naszych domów

2020-05-31 00:21

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju na wrocławskich Popowicach stał się Wieczernikiem. Cztery wspólnoty - Dom Boży, Lew Judy, Koinonia Jan Chrzciciel oraz Porta Coeli przeżywały wigilię Zesłania Ducha Świętego. Eucharystii przewodniczył ks. prof. Mariusz Rosik.


- Świętowaliśmy zmartwychwstanie naszego Pana w sytuacji zamkniętych drzwi naszych domów. Apostołowie też siedzieli pod kluczem 50 dni w Wieczerniku. I tak jak tamtej nocy po wylaniu Ducha wyszli na ulice, tak my dziś otwieramy drzwi naszych mieszkań i świątyń i spotykamy się by być świadkami – tymi słowami przywitał wszystkich ks. prof. Rosik.


- Nie otrzymaliście ducha bojaźni, ale Ducha przybrania za synów, dlatego możecie wołać Abba Ojcze! Duch Św. sprawia, że możemy naszego Boga nazywać Ojcem. Zapraszam do refleksji nad symbolami, pod którymi występuje Duch Święty. Pierwszy wynika wprost z dzisiejszej Ewangelii. Jest to woda. Chrystus powiedział, że jak ktoś jest spragniony to niech pije, a zdroje wody żywej wypłyną z Jego wnętrza. Duch święty jest Wodą Życia.

Ks. prof Rosik nawiązał do biblijnej sceny rozmowy Jezusa z Samarytanką, kiedy spotykają się oboje w samo południe pod studnią. - Kobieta miała kilku mężów i najprawdopodobniej dużo dzieci. W Izraelu można było za bezdzietność otrzymać list rozwodowy ze specjalną adnotacją. Samarytanka z pewnością obarczona byłą różnymi doświadczeniami z przeszłości, była poraniona sytuacjami życiowymi, może cierpiała z powodu relacji międzyludzkich.

- Już sam fakt, że przyszła do studni w samo południe, kiedy ruch jest najmniejszy, pokazuje, że unikała ludzi i wystawiania się na spojrzenia i komentarze pod jej adresem. Po chwili rozmowy z Jezusem zostawia dzban i biegnie do wioski i krzyczy - chodźcie i zobaczcie Mesjasza. Ona od tej chwili daje świadectwo. Pozostawiony dzban jest symbolem poranionego serca, które ona zostawia Jezusowi u Jego stóp – mówił ks. prof. Rosik.

Drugim i trzecim symbolem Ducha Św, o którym wspomniał ks. Rosik to silny wiatr i ogień. - Kiedy mam coś uporządkowane w głowie i zaplanowany cały dzień, nagle dzwoni telefon i wszystkie moje plany się zmieniają. Tak działa Duch Święty. On pragnie tego, żebyśmy byli z nim cały czas w relacji – dodał celebrans. Po Eucharystii była modlitwa i uwielbienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję