Reklama

Odczytując znaki czasu

Teczki

Abp Józef Michalik
Niedziela Ogólnopolska 8/2005

Biblijne prototypy naszego „dziś”

Ojcowie Soboru, wpisując w dokumenty kościelnego nauczania obowiązek odczytywania znaków czasu, nie podejrzewali, że pojawi się kiedyś taki znak czasu, jak teczki agentów. To hasłowe stwierdzenie zawiera w sobie skomplikowaną treść, mówiącą o dramacie, w który wchodzi każdy człowiek jako w dziedzictwo grzechu pierworodnego. To wówczas, kiedy prarodzice dali wiarę słowom szatana, wbrew obdarowaniu otrzymanemu od Boga, w naturę ludzką wpisała się na trwałe skłonność do zła bardziej niż do dobra.
Odkupieńcza misja Jezusa Chrystusa miała na celu Objawienie Ojca, który pochyla się nad człowiekiem uwikłanym w zło, ginącym pod jego ciężarem i uzdalniającym człowieka do podjęcia wysiłku walki z pokusami szatana. Otrzymawszy darmo łaskę przebaczenia, człowiek został zobowiązany do wysiłku naprawienia szkód wyrządzonych z powodu mezaliansu ze złem.
Wydarzenia, które dziś poruszają opinię społeczną w Polsce, nie są czymś nowym i nawet znajdują swoje biblijne odniesienie i swego ewangelicznego pozytywnego bohatera. Św. Łukasz, Ewangelista miłosierdzia, opisuje to w scenie spotkania Jezusa z Zacheuszem.
Sytuacja Zacheusza wpisała się przed sześćdziesięcioma laty w polskie dzieje. Po hekatombie eksterminacji narodu, w sytuacji okupionej milionami ofiar, nadal nie byliśmy wolni. Totalitarny system, narzucony wbrew woli narodu, nie mógł zafunkcjonować bez konieczności zdemoralizowania części społeczeństwa, które starano się przeciągnąć na stronę systemu.
Najpierw były to kolejne lata okrutnych tortur i masowych egzekucji tych, którzy ocaleli z hitlerowskiej pożogi. Pozostały sieroty i wdowy po bohaterskich obrońcach niepodległości.
Świat powoli leczył rany pięcioletniego, niespotykanego w historii czasu ludobójstwa i podeptania ludzkiej godności. Nie można już było prowadzić polityki jawnej likwidacji ludzi inaczej myślących. Miejsce ideologicznie zaangażowanych po stronie nowej władzy zajęli polityczni karierowicze. W miejsce zastraszania wkroczyła polityka pozyskiwania zwolenników propozycjami materialnych profitów i zapewnieniami o kolejnych stopniach awansu.
Nieszczerość tych propozycji i ich moralna naganność nie dawała poczucia bezpieczeństwa. System chciał wiedzieć, co robią, a nawet myślą ludzie w kraju. Tak zrodziła się pochłaniająca ogromne pieniądze sieć inwigilacji i inwigilatorów. Dało to początek dramatu konfliktów sumienia tysięcy ludzi. Poranieni, zaszczuci pomnażali liczbę ludzi nieszczęśliwych, obciążonych świadomością ofiar swoich inwigilacji i denuncjacji.
Nadszedł wreszcie czas zwycięstwa szlachetnych idei i tak zrodziła się „Solidarność”.
W klimacie entuzjazmu i poczucia przywróconej godności można było dokonać aktu restytucji. Ludzie mieli świadomość, jak bezwzględna była machina totalitarnej władzy. Rozumieli, że w wielu wypadkach ów Piotrowy gest zaparcia się ideałów i przynależności zrodziła ludzka słabość, troska o przyszłość dzieci i własną.
Był to jedyny i niepowtarzalny moment odważnego ujawnienia prawdy i dokonania aktu skruchy, przeproszenia i wejścia z czystym sumieniem w grono ludzi podejmujących wysiłek tworzenia nowej, wolnej rzeczywistości.
Niestety, widzimy, że „Solidarność” nie była w pełni wolna… przyjęła do grona wszystkich, także tych, którzy żyli kłamstwem, dla których o moralności, etyce, zasadach decyduje ten, kto ma władzę (posługując się karabinem lub gazetą). Nie mogło być zresztą inaczej, bo wtedy rzeczywistość przerosła wyobraźnię.
Tu nasuwa się kolejna scena biblijna. Nawrócony pod Damaszkiem Szaweł nie kieruje swoich kroków w tereny nieznane, obce. Staje wśród ludzi, którzy go dobrze znali, wiedzieli, że prześladował Kościół. Jawnie przyznaje się do tego i o dziwo - oni mu przebaczają, znajduje wśród nich posłuch. Jego gorliwość i moc świadectwa stawia go w rzędzie tych największych - apostołów.
Niestety, w Polsce posierpniowej ten akt zadośćuczynienia nie został zrealizowany. Wielu z popierających dawny system stanęło pod sztandarami nowej rzeczywistości. Inni, zalęknieni o swoją przyszłość, spotęgowali swoje dotychczasowe działania. W wielu przypadkach wzmogli swe okrucieństwo. Symbolem tej postawy i zacietrzewienia jest okrutna śmierć sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki.
Kiedy po raz kolejny zwyciężyła wola narodu i do władzy doszli ludzie szlachetni, zostali osaczeni przez tych, którzy z hasłami wolności przejęli kluczowe stanowiska w państwie. Jak to dziś widać, w wielu przypadkach ich naczelną troską było nie dobro wspólne, powierzone im przez ludzi, ale troska o zacieranie śladów niechlubnych kart swojego życia. W ten sposób na nowo stali się mentalnościowo wspólnikami wrogów wolności i demokracji. Demokracja, o której dziś na nowo głośno, przy okazji kłamliwych zachowań pewnych partii, nie została zrealizowana. Przymykano oczy na nadużycia, bo nie mogło być inaczej. Nieuczciwości były możliwe, bo czynili je ludzie znający dobrze przeszłość rządzących decydentów. Ci z lęku przed dekonspiracją milczeli, przyzwalali.
To w braku urzeczywistnienia postawy Zacheusza czy Pawła tkwi nasz dzisiejszy dramat.

Z naszej opieszałości korzystają nieuczciwi

W Skoczowie Ojciec Święty wołał o „ludzi sumienia”. Po raz kolejny nie posłuchaliśmy papieskiego wołania. Po raz kolejny rzeczywistość pokazuje, jak błędny był to krok, jak brzemienne są skutki tego nieposłuszeństwa.
Kolejna, po pierwszej, tzw. liście Macierewicza, ujawniona w klimacie skandalu lista 240 tys. rzeczywistych i rzekomych współpracowników przysłoniła prace trzech komisji sejmowych. Nastąpił czas kolejnych afer i wzrastającego bezrobocia. W kraju bezprawia wszystko jest możliwe, nawet scenariusze irracjonalne. I oto tak ujawniona lista stała się motywem, że koalicja rządząca wycofała się z obietnic wcześniejszego zakończenia kadencji Sejmu, co obiecywano, motywując troską ochrony przed dekomunizacją.
Trudno dziś o gotowe rozwiązania tego problemu, jak to próbowałem skrótowo przedstawić. Jedno jest pewne - brak systemowych i prawnych rozwiązań tej kwestii pogrążać będzie społeczeństwo w chaosie i nierządzie.
Nie można marzyć o demokracji bez przemiany ludzkich sumień. Nie wydaje się, że dokona się ona z woli samych zainteresowanych. IPN musi znaleźć sensowne rozwiązanie. Konieczne jest oczyszczenie historii i przywrócenie jej znamion uczciwości, nawet gdyby to kosztowało utratę stanowisk tych, którzy dopuścili się zdrady wobec narodu. Mijający czas leczy rany i gdyby oczyszczenia dokonano w czasie, o którym wspominam, dziś ludzie, którzy z różnych powodów ulegli słabości, mogliby na nowo podjąć służbę społeczną. Akt ekspiacji i czyny restytucji sprawiają, że człowiek intensywniej, uczciwiej pracuje, pragnąc wynagrodzić zło, ale i nadrobić utracony czas.
Lustracja nie jest tematem dotyczącym misji Kościoła i dlatego nie zamierzam brać udziału w plebiscycie sformułowanym „tak” czy „nie” dla lustracji - chociaż mam swoje wyrobione zdanie i w referendum jako jeden z członków naszego zagubionego społeczeństwa nie miałbym trudności z głosowaniem.
Zadaniem Kościoła jest formować sumienia, przypominać niestrudzenie zasady moralne, od których odejście owocuje społecznym bałaganem, wstydem, lękiem - co w języku wiary trzeba by nazwać chorobą duszy, relatywizmem moralnym, grzechem, ryzykiem wobec zbawienia.
Przy okazji omawianego tematu pojawiają się skierowane do biskupów pytania o lustrację księży. W moim przekonaniu podstawowe zasady obowiązują wszystkich. Kłamstwo, nieuczciwość, krzywda zadawana drugiemu człowiekowi są odrażające zawsze i u wszystkich. W każdej sytuacji można i trzeba pytać o warunki złego czynu, jego przyczyny, cel i skutki. Ostatecznie to całe życie konkretnego człowieka świeckiego lub księdza powie nam, kim on był naprawdę. Ujawnienie przykrej prawdy zawsze może być drogą do pokory, a więc refleksji nad sobą i woli naprawienia krzywdy. Ukazując prawdę o woli poprawy i umiejętności naprawienia zła, sprawimy, że nasze życie staje się twórcze.
Pamiętamy wszyscy, że komunizm pisał swą historię także morderstwami: ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Zycha, ks. Niedzielaka etc.... Był cały departament „zajmujący się” duchownymi. Produkowano szokujące publikacje, realizowano prowokujące sytuacje, aby złamać, wciągnąć i upodlić człowieka przeżywającego chwilę słabości, albo i bez winy wytaczano procesy. Takie przykłady w swej powojennej historii ma każda diecezja. W moim rodzinnym Zambrowie na 3,5 roku uwięziono księdza za to tylko, że był bratem dla ubogich i gorliwym kaznodzieją. Stał się niebezpieczny. Trzeba go było „unieszkodliwić”, a potem rzekomo okazywać miłosierdzie.
Nie do wykluczenia będą i wobec księży przypadki pomówień, manipulacji, tak jak już to widzimy wobec znanych powszechnie ludzi. Księża będą także mogli (a niekiedy może musieli) występować na drogę prawną.

W prawdzie, ale i w przebaczeniu

To, co obecnie przeżywamy, jest wielką lekcją dla wszystkich, a brzmi ona: Nie wolno wspierać zła, kłamstwa, współpracować z nieuczciwością jednostki czy całego systemu. Warto żyć skromniej, a uczciwiej. I dzisiaj nie należy korzystać z fałszywych przywilejów opartych na „paktach” nieformalnych lub wątpliwych etycznie fundacjach. Zawsze trzeba słuchać rady Pana Jezusa: „strzeżcie się obłudy (...), coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach” (por. Łk 12, 2-3).
Społeczeństwa nie da się na dłuższą metę mamić kłamstwem. Prędzej czy później blask prawdy rozświetla ciemności zakłamania i budzi usypiane sumienie narodu i jego pragnienie uczciwości.
Taki proces oczyszczenia jest konieczny i u nas. Nie jest moim zadaniem dyktowanie recept, ktoś jednak nad procesem lustracji musi czuwać, aby nie uwolnić nowego procesu krzywd, spekulacji, oszczerstw czy pomówień. Może najprościej byłoby oddać teczki ludziom inwigilowanym, niech otrzymają dostęp do prawdy o sobie. Wierzę, że w większości przypadków przyjęliby je w duchu zrozumienia i przebaczenia. Taki gest odpowiednich instytucji przywróciłby tym ludziom poczucie godności, zważywszy, że w wielu przypadkach są pogrążeni w apatii, zrodzonej ze świadomości, że cierpienie ich, a zwłaszcza pamięć ich rodziców, wykorzystuje się do nieczystych zabiegów socjologicznych w walce o władzę.
To kolejny aspekt sprawy teczek.
W mediach najczęściej pojawiają się ci, którzy w teczkach figurują jako agenci. Zdaje się, że otwarte listy, których pojawiło się sporo, są inspirowane nie dobrem państwa, nie troską o prawdę, ale lękiem o siebie. Niewiele mówi się o dramacie ludzi, których działalność konfidentów doprowadziła do pogrzebania nadziei, złamała kariery życiowe, wyrzuciła na margines życia.
Jakże aktualne, boleśnie aktualne, stają się słowa wypowiedziane kiedyś przez Aleksandra Wata: „Świat bardziej wierzy słowom kata niż łzom ofiary”.
O łzach ofiar jakoś mało w tym „teczkowym” rozgardiaszu.
I wreszcie, na koniec, pozostaje prośba o umiejętność przebaczenia ze strony pokrzywdzonych.
Jest w jednej z nowel Morcinka scena, która pokazuje niewinnie skazanego więźnia. Siedzi w jednoosobowej celi i przeżywa swój ból, swoje poczucie krzywdy. Jest człowiekiem wierzącym i codziennie modli się. Kiedy jednak odmawia Modlitwę Pańską, jego usta szepczą ją do słów: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Dalej nie może, nie może wypowiedzieć słów: „i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy”. Nie może przebaczyć. Potrzeba modlitwy o przebaczenie, zwłaszcza przez tych, którzy dramatem zostali dotknięci osobiście.
Czas był trudny. Wszyscy w nim uczestniczyliśmy i wszyscy w jakiejś mierze jesteśmy odpowiedzialni. Niech modlitwą staną się słowa poety:

Reklama

Każdemu w dziale część winy przypadnie, / Nawet za cudze zbrodnie i szaleństwa; / Bo każdy nosi w duszy swojej na dnie / Odpowiedzialność wspólną człowieczeństwa.

(Adam Asnyk, Nad głębiami)

Reklama

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie ws. rzekomych objawień w Ostrożnem

2019-08-24 08:23

KAI

Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława Polak, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół – informuje biskup łomżyński Janusz Stepnowski w oświadczeniu wydanym w związku z wydarzeniami w Ostrożnem, w diecezji łomżyńskiej.

youtube

W dokumencie opublikowanym na stronie diecezji podkreśla m.in., że Czesława Polak jest osobą świecką, informacje nt. jej rzekomej śmierci i wskrzeszenia są nieprawdziwe a książka nt. objawień w Ostrożnem “Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła.

Publikujemy treść oświadczenia:

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE WYDARZEŃ W OSTROŻNEM

Czcigodni Kapłani, Drodzy Wierni!

Ze względu na coraz częstsze pytania i wątpliwości dotyczące wydarzeń w Ostrożnem, parafia Szumowo, Diecezja Łomżyńska, przekazuję do publicznej wiadomości następujące informacje:

1. Pani Czesława Polak jest osobą świecką, która dnia 30 czerwca 2000 roku na ręce ówczesnego Biskupa Łomżyńskiego Stanisława Stefanka i za jego zgodą złożyła prywatny ślub czystości oraz uzyskała zgodę na noszenie habitu, jako znaku szczególnego osobistego oddania się Panu Bogu.

2. Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół. Według relacji pani Czesławy wizje te nadal trwają, co stanowi zasadniczą trudność w ich analizie i ocenie.

3. Informacja przekazywana przez internetowy serwis video, oparta na słowach pani Czesławy, o jej śmierci i wskrzeszeniu do życia, jest nieprawdziwa. Nie ma żadnej dokumentacji medycznej potwierdzającej śmierć pani Czesławy.

4. Stolica Apostolska nigdy nie odnosiła się do wydarzeń w Ostrożnem, ani do osoby pani Czesławy. Nie wydała też żadnego dokumentu wyrażającego zgodę na jej życie pustelnicze.

5. Książka „Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła, a jej treść nie była konsultowana ani ze mną, ani z Łomżyńską Kurią Diecezjalną. Tym samym publikacja ta nie jest i nie może być „dokumentem” potwierdzającym prawdziwość wydarzeń.

6. Ostrożne, ze względu na licznych wiernych tam udających się, jest i pozostanie szczególnym miejscem modlitwy, a obecność duchowieństwa w Ostrożnem motywowana jest opieką duszpasterską nad wiernymi, a nie wizjami pani Czesławy.

Łomża, 22 sierpnia 2019 r.

N. 944/B/2019

+Janusz Stepnowski Biskup Łomżyński

Ks. Artur Szurawski

Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem