Reklama

„Niedziela” dotarła do jednego z uczestników Powstania Warszawskiego

Kanałami do Śródmieścia

Z Jerzym Szumańskim - pseudonim „Wig” - spotykam się w Muzeum Powstania Warszawskiego. Miły starszy pan w granatowej marynarce, ze znaczkiem Polski Walczącej w klapie, uśmiecha się serdecznie. Od razu rozpoznaje miejsca, w których walczył, mimo że na stałe mieszka teraz we Francji, w niewielkim podparyskim miasteczku Bourg-la-Reine. Znalazł się tam zaraz po wojnie, kiedy na rozkaz dowództwa Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” (WiN), musiał opuścić ojczyznę.

Niedziela Ogólnopolska 33/2006, str. 24

Z każdym dniem zaczynało brakować niemal wszystkiego, także w szpitalu. Kula, która tkwiła w mojej nodze, została wyjęta bez żadnego znieczulenia
E. Lokajski/Archiwum MPW

Z każdym dniem zaczynało brakować niemal wszystkiego, także w szpitalu. Kula, która tkwiła w mojej nodze, została wyjęta bez żadnego znieczulenia<br>E. Lokajski/Archiwum MPW

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Do konspiracji wstępował dwukrotnie. Latem 1939 r. spędzał wakacje w Stanisławowie koło Lwowa. Tam po raz pierwszy rozpoczął pracę konspiracyjną.
- Po wkroczeniu Sowietów założyliśmy z kolegami tajną organizację - opowiada osiemdziesięcioletni dziś Jerzy Szumański. - Nasza pierwsza konspiracyjna walka miała polegać na przebijaniu kół sowieckich samochodów za pomocą sprytnie skonstruowanych haczyków, które robiliśmy z gwoździ i drutów.

Portrety Mołotowa i Stalina w ubikacji

Reklama

Całe szczęście, że któregoś dnia chłopców przyłapał na tym procederze jeden z księży z pobliskiej parafii, który wymógł na młodych konspiratorach przyrzeczenie zaniechania dalszej działalności dywersyjnej. Ale chłopcy wpadli na inny pomysł. Szkolne portrety sowieckich przywódców Mołotowa, Woroszyłowa i Stalina wynieśli do ubikacji i tam upaćkali je fekaliami. Finał akcji był niemal tragiczny.
- Moi koledzy zostali zatrzymani i tylko cudem uniknęli wywózki. Mnie wszystko się upiekło, ponieważ w dniu aresztowania nie było mnie w szkole - wspomina p. Szumański.
W 1940 r. powołano komisję rosyjsko-niemiecką w celu wymiany ludności między obiema okupowanymi strefami. Wtedy razem z matką mały Jurek wyjechał do Lwowa. Tam dzięki fałszywym dokumentom wydostali się ze strefy radzieckiej, a następnie dotarli do Warszawy.
W latach 1940-42 Jerzy zdobywał wiedzę na tajnych kompletach. Na początku 1942 r. wstąpił w szeregi Armii Krajowej.
- Po zaprzysiężeniu zostałem skierowany na kurs minerski i zostałem wcielony do pułku „Baszta” - opowiada. - Do wybuchu Powstania nie uczestniczyłem w żadnych akcjach zbrojnych. Żołnierze podziemnej armii byli szkoleni i przygotowywani do akcji „Burza”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pijany oficer SS

Reklama

1 sierpnia 1944 r. w stolicy wybuchło Powstanie. Rejonem działania „Baszty” w czasie sierpniowych walk był Mokotów.
1 sierpnia o godz. 17.00 „Baszta” ruszyła do walki.
- Atakowaliśmy budynek Szkoły Powszechnej przy ul. Różanej, który był zajęty przez Niemców, a następnie koszary przy Narbutta - róg Kazimierzowskiej, gdzie zaciekle bronił się blisko 400-osobowy oddział SS - wspomina p. Szumański.
Mimo brawurowej akcji i ogromnego wysiłku, budynku nie udało się zdobyć. Po pierwszych bojach powstańcy obsadzili zajęte tereny dzielnicy. Kompania „Wiga” została zakwaterowana przy ulicy Szustra.
- Pamiętam dokładnie, to było 11 sierpnia. Stałem na warcie przy naszej placówce, uzbrojony w granat popularnie zwany tłuczkiem. Miałem na sobie zdobyczny niemiecki kombinezon i niemiecki hełm - opowiada były Powstaniec. - W pewnym momencie zobaczyłem zbliżający się w moim kierunku niemiecki samochód terenowy Kubelwagen. W środku za kierownicą siedział niemiecki żołnierz. Niemiec przekonany, że spotkał innego niemieckiego żołnierza, zatrzymał auto i wyraźnie zagubiony zapytał, gdzie jest ulica Rakowiecka. Kątem oka dostrzegłem, że w środku samochodu leży pistolet maszynowy. Błyskawicznie podskoczyłem do samochodu i chwyciłem leżącego w nim Schmeissera. Zanim Niemiec zdążył się zorientować w swej tragicznej pomyłce, był już moim więźniem.
- Okazało się, że schwytany oficer SS był nieźle podpity i to go zgubiło. Przy zatrzymanym w czasie rewizji znaleziono damskie zegarki. Jak ustalono, esesman zabrał je zamordowanym kobietom. Wkrótce z wyroku sądu SS-Obersturmführer Horst Stein został rozstrzelany.

Ranny w natarciu przy Szustra

Poza zdobycznym Schmeisserem Pana Jerzego powstańcy powiększyli swój arsenał o kilka granatów, pistolet no i, oczywiście, o samochód. Zdobyczna broń budziła wielki podziw wśród kolegów.
Schmeisser towarzyszył p. Szumańskiemu do końca Powstania. - Pod koniec sierpnia zostałem ranny w nogę w czasie natarcia przy ul. Szustra i trafiłem do szpitala - opowiada. - Już wtedy sytuacja w szpitalu była bardzo ciężka. Warunki sanitarne pogarszały się z każdym dniem. Zaczynało brakować niemal wszystkiego. Kula, która tkwiła w mojej nodze, została wyjęta bez żadnego znieczulenia.
Po trzech dniach koledzy z oddziału zabrali „Wiga” ze szpitala. Rana nogi nie pozwalała brać czynnego udziału w dalszych walkach.

Warszawa musiała się poddać

Po dwóch miesiącach walki, planowanej przecież na kilka dni, bohaterska Warszawa musiała się poddać. 27 września, w dniu kapitulacji Mokotowa, „Wig” wraz z kolegami podjął jeszcze jedno wyzwanie: przedostać się kanałami do Śródmieścia.
- W czasie naszego odwrotu w kanale poza powstańcami było dużo cywilów. Chaos, panika i dezorganizacja, jaka panowała pod ziemią, szybko zdradziła nasze pozycje. Niemcy wrzucali granaty do kanałów, w których tłoczyli się żołnierze i cywile, szukając drogi ratunku. Nie mogąc się przebić, zmuszeni byliśmy wyjść na zewnątrz. Przy wejściu do kanału czekali Niemcy.
Mieli wtedy dużo szczęścia, bo wyszli jeden właz wcześniej przed ulicą Dworkową. Na Dworkowej właz znajdował się na terenie posterunku żandarmerii. Tam powstańców, którzy wyszli z kanału, Niemcy rozstrzelali na miejscu. Zginęło 120 żołnierzy z pułku „Baszta”.
Po kapitulacji, jak niemal wszyscy powstańcy, „Wig” trafił do obozu w Pruszkowie. Dzięki pomocy mamy udało mu się stamtąd wydostać.
Wydawać by się mogło, że tak wiele przeżyć wystarczyłoby na niejedno życie. Ale los nie oszczędzał p. Szumańskiego.
- W 1945 r. razem z moim ojcem wstąpiliśmy do Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Ojciec mój bardzo aktywnie działał przy tworzeniu WiN. W 1946 r. na rozkaz dowództwa musieliśmy jednak opuścić ojczyznę i wyemigrowaliśmy do Francji. Tam pracowałem w strukturach WiN aż do lat sześćdziesiątych XX wieku - wspomina p. Jerzy Szumański. - Ale to już zupełnie inna historia.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przesłanie Leona XIV (nie tylko) dla Francji

2026-09-29 09:59

[ TEMATY ]

przesłanie

Leon XIV we Francji

dla Francji

Vatican Media

Papież Leon XIV we Francji

Papież Leon XIV we Francji

Czterodniowa podróż Ojca Świętego do Francji przyniosła słowa skierowane nie tylko do francuskich katolików. Od Paryża przez Lourdes po Metz Papież mówił o godności człowieka, młodych, cierpieniu, misji Kościoła, pokoju i pojednaniu. Dziesięć szczególnie mocnych wezwań tworzy swoisty „dekalog”, który może stać się wskazówką nie tylko dla wierzących, ale także dla społeczeństw, narodów i tych, którzy decydują o ich przyszłości.

Już pierwszego dnia, w siedzibie UNESCO, Leon XIV postawił pokój w centrum swojej podróży. „Najstraszliwszym spośród «dzieł człowieka» jest wojna” - mówił.
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
CZYTAJ DALEJ

Jesień a duchowy reset

2026-09-29 20:45

[ TEMATY ]

duchowość

Jesień

Karol Porwich/Niedziela

Jesienią wszystko trochę zwalnia. Dni są krótsze, szybciej robi się ciemno, częściej zostajemy w domu. Mamy też więcej okazji, żeby sięgnąć po telefon, włączyć kolejny serial albo bez przerwy przeglądać media społecznościowe. Może więc jesień jest dobrym momentem, żeby trochę inaczej poukładać swój dzień. Nie chodzi o wielkie postanowienia ani o to, żeby nagle zmienić całe swoje życie. Czasem wystarczy kilka minut ciszy, fragment Ewangelii albo różaniec odmówiony bez pośpiechu.

Do czytania Biblii łatwo wracać z myślą, że trzeba mieć dużo czasu. Tymczasem nie zawsze tak jest. Można przeczytać jeden fragment Ewangelii, zatrzymać się przy jednym zdaniu i zastanowić się, co właściwie mówi ono do mnie. Co jest w nim ważnego? Czy przypomina mi o czymś, z czym właśnie się zmagam? A może pokazuje mi coś, czego wcześniej nie zauważałem?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję