Reklama

Położyła Go w żłobie, bo nie było dla Nich miejsca w gospodzie...

Z abp. Józefem Michalikiem - przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, metropolitą przemyskim - rozmawia ks. Zbigniew Suchy
Niedziela Ogólnopolska 31/2007, str. 30

Ks. Zbigniew Suchy: - Mam nadzieję, że mimo okresu wakacyjnego uda nam się od czasu do czasu zagościć w domach Czytelników z refleksjami na temat powołania - duszpasterskiego hasła tego roku. Chciałbym zapytać o powołanie człowieka do życia w rodzinie. Wiem, że tytuł tej refleksji jest może szokujący, ale nasunął mi się w trakcie śledzenia medialnej wrzawy wokół kazania Księdza Arcybiskupa wygłoszonego w Boże Ciało. Wśród wielu wątków, zarzutów, nikt albo prawie nikt nie podjął ważnego tematu, mocno w tym kazaniu zaakcentowanego - zagrożeń rodziny. Jak Ksiądz Arcybiskup myśli: dlaczego?

Abp Józef Michalik: - Mam nadzieję, że zagrożenia, o których mówimy, znajdą jakiś rezonans. Jestem człowiekiem, który już sporo przeżył, i przyznam, że nie mam złudzeń, kto i co niszczy rodzinę, ale mówić o zagrożeniach trzeba. Obowiązkiem pasterskim jest zwrócenie uwagi na typowy dla tej formacji apel Federacji, ogłoszony z inspiracji Wandy Nowickiej. Dlaczego prasa nie podjęła tego tematu - nie wiem.

- Nie rozumiem...

- Gerard Defoi kiedyś powiedział: „Miłość zredukowana do przejściowej namiętności, cała płciowość zredukowana do banalnego zaspokojenia, rodzina zredukowana do przejściowego stanu - to człowiek umniejszony do granic klęski w społeczeństwie, które się boi”. Walka z rodziną jest dziś na skalę światową prowadzona w sposób przerażająco zmasowany, a jednocześnie mocno zakamuflowany. Nikt nie mówi o tym, że walczy z rodziną, bo byłoby to socjotechniczne samobójstwo. Nie! Wszyscy rzekomo troszczą się o rodzinę, o jej szczęście, tyle że wbrew naturze, wbrew logice i doświadczeniu wieków, a są to siły, które to rzekome szczęście kreują w sposób szkodzący rodzinie. Jest to akcja długofalowa i ci, którzy ją prowadzą, mają dużo cierpliwości. Mają też nadzieję, że swój cel osiągną. Dlatego nie podejmują polemiki, nie komentują pojawiających się tu i ówdzie głosów mówiących o zagrożeniu. Im więcej takich głosów, tym większy robi się zamęt wokół tematów zastępczych. Ostatnio takim tematem był unijny „pierwiastek”. Przyznam, że nieźle się tym bawiłem. Przypomniała mi się sytuacja z czasów jeszcze komunistycznych lub tuż po nich, kiedy dotkliwie brakowało towarów, środków na wypłaty i wtedy wymyślono takie słowo wytrych - „indeksacja”. Opowiadał pewien ksiądz, że przyjechał kiedyś do domu odwiedzić rodziców i zastał swojego ojca, który zdenerwowany pomstował na tych, którzy nie chcą indeksacji jako panaceum na całe to nieszczęście, w którym żyliśmy. Ksiądz przetrzymał całą lawinę słów ojca i zapytał: - Tato, a co to jest ta indeksacja? Ojciec się zmieszał i zaczęli rozmawiać jak syn z ojcem o życiu, o rodzinie. Warto może i dziś zapytać, także redaktorów wyśmiewających i krytykujących te zmagania o polską tożsamość: - Co to jest ten „pierwiastek” polski na unijnym forum?

- Wróćmy do rodziny.

- Tak, rodzina jest zagrożona z powodu zasadniczego nieporozumienia, jakim jest błędna interpretacja ludzkiego powołania do istnienia w ogóle. Współcześni wrogowie rodziny chcą wmówić społeczeństwu, że to człowiek jest dystrybutorem istnienia. Przyjmując takie założenie, zaczynamy dążyć ku bardzo niebezpiecznej - powiedziałbym - wprost tragicznej sytuacji zagrożenia istnienia ludzkości.
Zacznijmy od prawdy katechizmowej - Bóg stworzył naturę ludzką łączącą dwa światy - złożoną z duszy i ciała. Każda osoba jest stworzona na obraz Boży, przewyższa cały świat widzialny i ma przeznaczenie wiekuiste. Prawda o pochodzeniu człowieka od Boga Stwórcy oznacza, że nie tylko pojedynczy człowiek, ale także cała ludzkość jest stworzona przez Boga. Inaczej mówiąc, rodzina ludzka związana jest wspólnym pochodzeniem od Boga Stwórcy.
Przyjęcie takiej prawdy, z dodaniem wdzięczności za to, że Bóg darem stworzenia podzielił się z człowiekiem, ustala właściwą perspektywę mówienia o człowieku i rodzinie złożonej z ojca i matki.
Rodzina jest zatem święta, bo w niej, w akcie powołania do życia ludzkiego istnienia, uczestniczy Bóg, nawet jeśli - co może się zdarzyć - ten ludzki akt poczęcia jest grzeszny, nawet jeśli jakaś rodzina nie jest miejscem najdoskonalszym. Zniszczenie świętości prowadzi do degradacji człowieka, a w konsekwencji - rodziny. Zniszczenie świadomości potrzeby dążenia do świętości rodziny stwarza chorą sytuację, której jesteśmy świadkami.

- To znaczy?

- Prowadzi do uprzedmiotowienia człowieka. Dziecko żyjące pod sercem matki nie jest własnością tylko jej i jej męża, ojca dziecka, ale jest darem i powiedzmy to jasno - jest własnością Boga.
Umierający stary człowiek nie jest własnością społeczeństwa ani rzeczą, z którą może ono zrobić, co zechce, ale należy on do Boga.
Wreszcie istota ludzka nie została pomyślana jako zabawka dla ludzi silniejszych, mających władzę, w których głowach roją się chore pomysły i którzy chcą bawić się dzieckiem jako dwie kobiety czy dwóch mężczyzn. To droga do katastrofy. Lawina może być trudna do zatrzymania. Kilka miesięcy temu pojawiła się wiadomość o dziecku, które ma dwie mamy i jednego ojca. Czy może to sobie wyobrazić człowiek o prawidłowo ukształtowanym sumieniu?

- Ale skąd ta agresja wobec rodziny?

- Rodzina jest podstawowym i najważniejszym miejscem formacji. Tu człowiek poznaje i przyjmuje swoją pierwszą, najważniejszą hierarchię zachowań, do których będzie wracał w całym życiu jak do punktu odniesienia. Uformowane w dobrej rodzinie sumienie będzie na zawsze wrażliwe i samodzielne, odpowiedzialne, trudne do definitywnego zmanipulowania. I tego boją się konstruktorzy nowej „moralności”.
Przestańmy może teoretyzować. W „Rzeczpospolitej” (z 23 kwietnia 2007 r.) ukazał się artykuł Barbary Fedyszak-Radziejowskiej pt. „Dzieje kłamstwa katyńskiego”. Autorka ujawniła tam pewną ważną prawdę. Sondaż OBOP-u przeprowadzony na temat Katynia wśród młodzieży przed rokiem 1989, a więc w czasie trwania kłamstwa katyńskiego, ujawnił, że 62% respondentów wiele słyszało o zbrodni katyńskiej, a 78% tychże wiedziało, że zbrodni tej dokonali Rosjanie. To samo badanie przeprowadzone po roku 1989, a więc w czasie, gdy już o tym wolno było mówić i pisać, ujawniło rzecz niepokojącą. Tylko 29% respondentów słyszało o zbrodni katyńskiej i tylko 52% młodych ludzi miało świadomość, że zrobili to Rosjanie. Autorka konkluduje: „Sondaż pokazuje, że sprawa Katynia dowodzi siły republikańskiego społeczeństwa, które okazało się bardziej skuteczne od systemowej propagandy. Okazało się, że rodzinny przekaz może zastąpić szkołę i struktury państwowe, jeśli, oczywiście, rodzina jest czymś więcej niż tylko gospodarstwem domowym, jak ostatnio sugerują podręczniki socjologii”.
Sądzę, że można to zostawić bez komentarza. Już wiemy, co oznaczają słowa o społeczeństwie, które się boi. Wrogowie prawdy boją się rodziny, która ogranicza im możliwości manipulacji. Pamiętajmy też, że zmęczony pracą zawodową i życiem człowiek odradza się, odzyskuje siłę, leczy się z napięć w zdrowej, stabilnej rodzinie.

- Co zatem należy czynić?

- Zacząć słuchać Pana Boga, zaufać Bogu i Kościołowi, a nie fałszywym prorokom. Wszystkie głosy i rady trzeba mierzyć zgodnością z Ewangelią. Są dobre, na ile są zgodne z wolą Boga - Stwórcy natury ludzkiej. Może jeszcze jeden cytat. Słowa napisane przez autorkę w sytuacji kryzysu własnej rodziny, w dniach, kiedy na dodatek umierał jej ojciec: „Dom każdy przesycony jest miarą duchowości człowieka, który go stworzył. Widziałam różne domy. Widziałam takie, które były tylko adresami, i takie, które promieniowały, gadały, śmiały się. Dom to bardzo krucha, delikatna rzecz. Z duchem domu trzeba rozmawiać, aby i on gadał, trzeba piosenki mu śpiewać, aby i on chciał śpiewać, śmiać się do niego, aby i on był uśmiechnięty. Trzeba o niego zabiegać i troszczyć się jak o drugiego człowieka” (Zofia Kucówna, „Zatrzymać czas”).
To bardzo trudne, ale możliwe. Chciałbym jako dopełnienie tej refleksji zaproponować Czytelnikom taką własną rozmowę z rodzinnym domem, korzystając z biblijnych tekstów, jak chociażby historii miłości Abrahama i Sary. Wzruszająca jest delikatność Abrahama wobec cierpienia Sary z powodu jej niemożności bycia matką. Inna księga, która warta jest rodzinnego „dialogu”, to Księga Tobiasza. Jakże piękna jest modlitwa Tobiasza do Boga o zapanowanie nad namiętnościami, o to, by ludzki akt miłości, jak go zamierzył Bóg, nie stał się inwazyjnym niszczeniem życia przez nieuporządkowaną namiętność. A jakże pouczająca jest droga Tobiasza - syna po lek dla ojca. Aniołem jest miłość dziecka do rodziców, która zaprowadzi zawsze na dobre drogi. Nigdy się nie zdewaluuje.

Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona

2019-04-30 09:16

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 18/2019, str. 6

Dobrze znają go ci, którzy poszukują odpowiedzi na kwestie praktyki wiary w życiu codziennym. Ks. Piotr Pawlukiewicz daje teraz swoim życiem odpowiedź na najtrudniejsze pytanie – o sens krzyża i cierpienia

Artur Stelmasiak
Ks. Piotr Pawlukiewicz wycofuje się z dotychczasowych form duszpasterzowania

Znany kaznodzieja i rekolekcjonista w rozmowie z Pawłem Kęską ze Stacji 7 swój krzyż nazwał wprost – pan Parkinson. – Zawitał w moim domu po cichu. Kiedy się o nim dowiedziałem, to już się trochę rozgościł. Na razie ta choroba da się jeszcze jakoś zepchnąć na bok, da się pracować – mówił kapłan, który o swojej chorobie dowiedział się w 2007 r. Nie poddaje się jej jednak.

Ks. Pawlukiewicz uważa, że krzyż od Jezusa jest pomocą w osiągnięciu nieba. – Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona i przyjąłem tę wycenę. Robię co mogę, co będzie, zobaczymy. Co tu się martwić jutrzejszym dniem, jeżeli dzisiejszy może się skończyć przed północą – powiedział rekolekcjonista. – Chrystus daje ci krzyż doważony do ciebie, lekarstwo na zamówienie.

Były duszpasterz parlamentarzystów przyznał, że obecnie robi dużo badań medycznych i wycofuje się ze sposobów duszpasterzowania, które prowadził, poszukując innych. – Chciałbym zmienić akcenty homiletyczne. Mówić o rzeczach, których kiedyś się bałem, o tym, kiedy człowiek jest bezradny, bezsilny, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Dopóki mnie ludzie rozumieją, dopóki rozumieją moje słowa, to w imię Chrystusa będę głosił Ewangelię – podkreśla.

Ks. Pawlukiewicz stara się teraz nie odprawiać Mszy św. publicznie, ponieważ choroba ma różne kaprysy. Eucharystię odprawia sam u siebie.

Choroba Parkinsona należy do najpoważniejszych schorzeń ośrodkowego układu nerwowego. Jej objawy to przede wszystkim ograniczenie ruchu oraz drżenie. Leczenie choroby Parkinsona jest możliwe, jednak nie da się wyleczyć jej całkowicie. Po pewnym czasie doprowadza do inwalidztwa. Zmagał się z nią św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Rekolekcje podopiecznych Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”

2019-12-09 09:10

Ks. Adrian Put

W dniach 6-8 grudnia w Zielonej Górze odbyły się rekolekcje dla podopiecznych fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” z naszej diecezji. Rekolekcje prowadził ks. Łukasz Nycz z Warszawy odpowiadający w fundacji za formację stypendystów. W zajęciach uczestniczył także ks. Łukasz Malec, który w naszej diecezji jest koordynatorem fundacji.

Ks. Adrian Put
Stypendyści podczas jednej z nauk

Tematem weekendowych rekolekcji były podstawowe prawdy kerygmatyczne przekazane w bardzo przystępny i twórczy sposób. Jednym z elementów rekolekcji był także wyjazd na Adwentowy Wieczór Młodych do Rokitna. Tam ks. Nycz był jednym z prowadzących rozważania dla młodzieży naszej diecezji.

Rekolekcje stypendystów zakończyły się w niedzielę Mszą św. w kościele pw. św. Stanisława Kostki, którą odprawił i słowo wygłosił także ks. Nycz. – Maryja Niepokalana pokazuje nam właściwy kierunek naszego życia. Bo nie jesteśmy przeznaczeni tylko do tych spraw codziennych. Maryja pokazuje nam właściwy kierunek naszych dążeń i trudów - mówił gość z Warszawy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem