Reklama

Arturo Mari - człowiek, którego zdjęcia opowiadają historię

Arturo idzie na emeryturę! Wydaje się to niemożliwe. To tak, jakby zniknął „kawałek” Watykanu. Odkąd bywam w Watykanie, tzn. od 1980 r., ten niski i silnie zbudowany mężczyzna - nienagannie ubrany w czarny garnitur, białą koszulę i ciemny krawat w groszki, z ciągle uśmiechniętą twarzą - był niejako „elementem” watykańskiego krajobrazu. Nie było publicznego wystąpienia Papieża, Mszy św. czy audiencji bez Artura, który - obwieszony swymi aparatami fotograficznymi - dyskretnie towarzyszył Ojcu Świętemu. I tak było od 51 lat! Bez przerwy, bez urlopu, nawet bez jednego dnia na chorobowym. Papieski fotograf stał się postacią tak znaną, że po Rzymie krążył dowcip: „Kto to jest ten człowiek ubrany na biało, który stoi obok Mariego?”.
Spotykam Arturo Mariego - papieskiego fotografa na emeryturze - w barze przy ulicy Borgo Pio, w dzielnicy, w której urodził się w 1940 r. Bo jest on prawdziwym rzymianinem lub - jak mówią w tym mieście - „romano de Roma”, tzn. rzymianinem z Rzymu, chociaż należałoby powiedzieć, że jest borghiciano - mieszkańcem dzielnicy Borgo. Borgo to jedna ze starych dzielnic miasta, przylegająca do Watykanu, gdzie w średniowieczu rezydowali pielgrzymujący do grobu św. Piotra Saksończycy, Frankowie i Longobardowie. Pielgrzymi z północnej Europy nazywali ją w swym języku „burg” - Włosi zrobili z tego „borgo”. Tutaj nawet ulice nazywają się „borgo”, a nie „via”, jak w innych częściach Rzymu. Całe życie Artura upływało właśnie w tej dzielnicy, leżącej w cieniu kopuły Bazyliki św. Piotra, gdzie mieszka do dziś. Tutaj rozpoczęła się także jego wielka przygoda z fotografią. Naszą rozmowę zaczynamy od tego tematu.

Niedziela Ogólnopolska 41/2007, str. 10-12

Arturo Mari (z prawej) - cień Jana Pawła II
Adam Bujak/„Pielgrzymki polskie”/Biały Kruk

Arturo Mari (z prawej) - cień Jana Pawła II<br>Adam Bujak/„Pielgrzymki polskie”/Biały Kruk

Włodzimierz Rędzioch: - Jakie były początki Twojej pasji fotograficznej?

Arturo Mari: - Mój ojciec był fotografem amatorem, więc abym nie spędzał bezczynnie czasu na ulicy, zaprowadzał mnie do laboratorium fotograficznego w miejscowej szkole. Gdy miałem 6 lat, wiedziałem już wszystko o fotografii.

- Jednym słowem, jeżeli chodzi o fotografię, byłeś kimś w rodzaju cudownego dziecka...

- Można tak powiedzieć, ponieważ i mój ojciec, i mój dziadek pracowali w Watykanie. Za Spiżową Bramą wiedziano o mojej pasji. Gdy miałem 16 lat, hrabia Giuseppe Dalla Torre, ówczesny dyrektor „L’Osservatore Romano”, zapragnął mnie poznać, ponieważ spodobały mu się moje zdjęcia. Pamiętam jak dziś, że wyznaczył mi spotkanie na 9 marca 1956 r. o godz. 11. Tego dnia zostałem przyjęty jako fotograf i „wcielony” do firmy fotograficznej „Giordani”, ponieważ w tamtych odległych latach przy „L’Osservatore Romano” nie istniała jeszcze sekcja fotograficzna. Od samego początku moim zadaniem było dokumentowanie pontyfikatu - zajmowałem się tym przez 51 lat!

Reklama

- Zacząłeś więc fotografować papieży, gdy na Stolicy Piotrowej zasiadał Pius XII. Co zapamiętałeś z Twojego pierwszego dnia pracy?

- Mój pierwszy serwis fotograficzny dotyczył uroczystości beatyfikacyjnej w Bazylice św. Piotra, której przewodniczył Pius XII. W tamtych czasach wystąpienia publiczne papieża były rzadkie, ale trwały bardzo długo. Gdy zobaczyłem papieża z tiarą niesionego na tronie, byłem bardzo wstrząśnięty. Ale co miałem robić - pstrykałem zdjęcia.

- Jaki był Pius XII?

- Pius XII był człowiekiem wysokim, smukłym i bardzo dostojnym. Gdy pewnego dnia wchodził do Bazyliki św. Piotra, rozłożył szeroko ramiona - zapamiętałem ten jego spontaniczny i opiekuńczy gest. Ale to były inne czasy. Papież prawie nigdy nie opuszczał Watykanu, a gdy w 1957 r. pojechał zainaugurować nowe centrum Radia Watykańskiego w Santa Maria di Galeria, niedaleko Rzymu, wydawało nam się, że jedzie na drugi koniec świata.

- Pius XII był pierwszym z sześciu papieży, których fotografowałeś. Następnym był Jan XXIII...

- Jan XXIII różnił się od poprzednich papieży - był serdeczny i bliski zwykłym ludziom. Za tą dobrodusznością kryła się jednak postawa surowa i bezkompromisowa, gdy chodziło o kwestie zasadnicze. Za jego pontyfikatu zostały zapoczątkowane wyjazdy papieży poza Watykan. Papież wprowadził tradycję wizyt w parafiach Rzymu, odwiedził szpital dziecięcy „Bambino Gesů”, więzienie „Regina Coeli”, podróżował do Asyżu i Loreto (udokumentowałem tę pierwszą papieską podróż pociągiem). A jak nie wspomnieć historycznego momentu, jakim było ogłoszenie Soboru Watykańskiego II w Bazylice św. Pawła za Murami...

Reklama

- Z Pawłem VI podróżowałeś jeszcze więcej...

- To prawda. W 1964 r. z Pawłem VI byliśmy w Jerozolimie - po raz pierwszy papież leciał samolotem; lądowaliśmy na lotnisku w Ammanie w Jordanii. Pielgrzymowanie z Pawłem VI po Ziemi Świętej było naprawdę czymś bardzo emocjonującym! W 1970 r. polecieliśmy do Azji Wschodniej i Australii.
Paweł VI był człowiekiem nieśmiałym i zachowującym pewien dystans. Może dlatego ludzie go nie zrozumieli do końca, chociaż zrobił naprawdę wiele.

- Pontyfikat Jana Pawła I był jedynie „chwilą historii”, jeżeli możemy się tak wyrazić. Ty jednak zrobiłeś mu kilka unikalnych zdjęć...

- To prawda. Zrobiłem mu kilka pierwszych oficjalnych zdjęć, a następnie słynne zdjęcia w Ogrodach Watykańskich. Jedno z nich przeszło do historii: widać na nim Papieża od tyłu, kroczącego długą sosnową aleją. Było w tym zdjęciu coś bardzo melancholijnego, coś, co zwiastowało niedaleką dramatyczną przyszłość.

- Kolejnym papieżem był Jan Paweł II...

- Dwadzieścia siedem lat z Janem Pawłem II to całkiem inna sprawa. Jeżeli przebywasz z jakimś człowiekiem od 6 rano aż do wieczora, nie może być inaczej. W papieskim apartamencie drzwi zawsze były dla mnie otwarte. Dlatego zdarzało się, że niespodziewanie spotykałem Papieża lub uczestniczyłem w momentach „delikatnych” czy byłem świadkiem jakiejś dyskusji (bo w rodzinie się dyskutuje). Jednym słowem, dzięki dobroci Papieża czułem się kimś z rodziny - Jan Paweł II był dla mnie ojcem. Jeżeli przez dwadzieścia siedem lat jesteś pół metra od jakiejś osoby, zaczynasz „czuć” jej duszę. Dlatego nigdy nie zapomnę tego, co przeżyłem u boku Jana Pawła II.

- U boku tego „ojca” byłeś także w momentach bardzo dramatycznych. Jakie masz wspomnienia z 13 maja 1981 r.?

- Chwile zamachu były straszne. Poczułem się bardzo źle, ale instynktownie robiłem zdjęcia. Były to fotografie, których nigdy w życiu nie chciałbym robić.

- Którą papieską fotografię uważasz za najważniejszą?

- Niewątpliwie najważniejsze zdjęcie zrobiłem w Wielki Piątek 2005 r. Jan Paweł II patrzył na telewizyjną transmisję z Drogi Krzyżowej w Koloseum. Gdy procesja była przy XIV stacji, Papież dał znak ręką. Don Stanislao zapytał go więc, czego sobie życzy. Papież poprosił o krucyfiks. Następnie Ojciec Święty wziął w ręce krzyż, przez chwilę patrzył na Chrystusa, po czym przycisnął krucyfiks do serca i oparł o niego głowę. Uważam, że zdjęcie, które zrobiłem wówczas, symbolizuje całe życie Jana Pawła II, jego całkowite oddanie Chrystusowi cierpiącemu.

- To było jedno z ostatnich zdjęć, które zrobiłeś Janowi Pawłowi II. Później przyszedł czas agonii „naszego” Papieża - ostatnie dni spędziliśmy, modląc się pod oknami papieskiego apartamentu...

- Mam zawsze przed oczyma ostatnie chwile życia Papieża. Sześć godzin przed jego śmiercią abp Stanisław Dziwisz wezwał mnie do apartamentu. Wszedłem do pokoju i uklęknąłem. Byłem wstrząśnięty. Papież leżał w łóżku z głową przechyloną na bok. Gdy sekretarz powiedział: „Ojcze Święty, jest tu Arturo”, Papież zwrócił się w moją stronę i wyszeptał: „Arturo, z serca dziękuję ci za wszystko”. W jego wzroku było coś szczególnego - może przygotowywał się już na inne spotkanie...

- Gdy rozmawialiśmy kilka dni po śmierci Jana Pawła II, wyznałeś mi, że chcesz zakończyć swoją karierę w Watykanie wraz z końcem jego pontyfikatu. Tak się jednak nie stało - zostałeś, by służyć następnemu Papieżowi - człowiekowi, którego bardzo dobrze znałeś jako prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Jaki jest Benedykt XVI?

- To człowiek bardzo wrażliwy i delikatny, tytan pracy - pomimo swoich 80 lat nigdy nie odpoczywa, poza krótkim spacerem w ogrodach lub przerwą na Różaniec. Jego biurko jest zawsze pełne dokumentów - wszystkie „problemy” trafiają na to biurko! Myślę, że ludzie do końca nie zdają sobie sprawy, ile pracują papieże.

- Mówi się, że Benedykt XVI nie lubi za bardzo kamer, mikrofonów, aparatów fotograficznych. Jednym słowem - nie lubi się eksponować przed mediami...

- Nie przesadzajmy. Gdy zobaczył mnie tuż po wyborze, poklepał mnie tak, jakby chciał mi dodać odwagi. Mnie zawsze „tolerował” i był ze mną cierpliwy. Wspomnę jedną historię. Pewnego popołudnia w czasie wakacji w górach powiedziałem mu: „Ojcze Święty, papieże nigdy nie są na wakacjach. A tu jest Arturo, który chce zrobić dla ludzi kilka zdjęć Jego Świątobliwości”. Bez problemu pozwolił, bym go fotografował, gdy spaceruje, pracuje przy biurku, odmawia Różaniec. W pewnym momencie, prawie dla żartu, wyskoczyłem z prośbą: - Oczywiście, Jego Świątobliwość od czasu do czasu gra na pianinie... Uśmiechnął się, zdjął z palca pierścień, siadł przy pianinie i zaczął grać dla mnie.

- Zawsze zastanawiałem się, ile zdjęć zrobiłeś w ciągu tych 51 lat. Chyba miliony?

- Nie wiem dokładnie, ale bardzo dużo. Pamiętam, gdy Jan Paweł II pojechał po raz pierwszy do Argentyny, wziąłem 600 filmów (wówczas nie było cyfrowych aparatów fotograficznych). Przed końcem podróży zabrakło mi filmów i nuncjusz apostolski musiał mi dokupić następnych 200.

- Wynika z tego, że tylko w ciągu jednej podróży zrobiłeś ok. 25 tys. zdjęć. Całkiem nieźle…

- Opowiem Ci jeden fakt. Pewnego razu wysłałem aparat fotograficzny do kontroli. Nie wiedziałem, że mój aparat ma wewnątrz licznik zdjęć. Zadzwoniono do mnie z laboratorium z pytaniem, czy nie zrobiłem im jakiegoś żartu, bo nigdy jeszcze nie widzieli aparatu, który wykonał tak wielką liczbę zdjęć.

- Nie ciążyło Ci robienie ciągle podobnych zdjęć w sytuacjach, które się powtarzały?

- Aby osiągnąć dobre rezultaty w tego typu pracy, trzeba pracować „z sercem” i być w „symbiozie” z fotografowaną osobą, w tym przypadku z papieżem. Gdybym tak nie pracował, robiłbym tylko nic nieznaczące zdjęcia. Papieże nie są trudni do fotografowania, sekret w tym, że trzeba „czuć” każdego z nich i zrozumieć, z kim ma się do czynienia.

29 kwietnia 2007 r. Arturo Mari po raz pierwszy uczestniczył w papieskiej ceremonii bez aparatów fotograficznych. Siedział razem z żoną, Ekwadorką z Guayaquil, w pierwszym rzędzie ławek Bazyliki św. Piotra, tak jak wielu innych zaproszonych gości - Benedykt XVI udzielał święceń kapłańskich 22 diakonom, wśród nich Juanowi Carlosowi z Legionu Chrystusa, synowi Mariego. Zdjęcia podczas tej ceremonii robił inny fotograf - Francesco Sforza, przez długie lata współpracownik Artura. Francesco, wysokiej klasy profesjonalista, uprzejmy i zawsze usłużny, wraz z przejściem na emeryturę „papieskiego fotografa” został mianowany capo fotocronista (naczelnym fotografem) biura fotograficznego „L’Osservatore Romano”. Teraz musimy się przyzwyczaić do tego nowego „cienia Papieża”, który obwieszony aparatami fotograficznymi, dyskretnie porusza się wokół Benedykta XVI, aby obiektywem dokumentować historię papiestwa i Kościoła.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Depo ostrzega przed pseudoprorokami powołującymi się na imię Boga

2020-10-19 14:57

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

Bożena Sztajner/Niedziela

Przed pseudoprorokami, powołującymi się na imię Boga, którzy sieją zamęt i przekręcają Ewangelię, ostrzegał abp Wacław Depo. Metropolita częstochowski w niedzielę przewodniczył Mszy św. na zakończenie 8-dniowej modlitwy za Ojczyznę w Strachocinie na Podkarpaciu. Odbywała się ona na tzw. Bobolówce - w miejscu urodzin św. Andrzeja Boboli patrona Polski.

Metropolita częstochowski stwierdził, że jesteśmy na co dzień świadkami siania zamętu i przekręcania Ewangelii Chrystusowej. – Zbyt dużo pojawiło się pseudonauczycieli, pseudoproroków powołujących się na imię Boga. A Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim, lecz objawieniem w Jezusie Chrystusie. Również dzisiaj mamy do czynienia z ideami, które nie mają nic wspólnego z prawdziwym szukaniem dróg, z prawdziwym ekumenizmem, dialogiem religii i kultur, który w Europie brzmi dumnie „multi-kulti”. Czyli nie ma jedynego Boga, wszyscy są równi, tak jak i całe stworzenie, które zdaje się dominować nad człowiekiem – podkreślił.

Abp Depo zauważył, że parlamenty świata „zdają się mieć pewność władzy nad sumieniami ludzkimi, ale bez odniesienia do Boga”. - W ten sposób nasza chrześcijańska tożsamość jest ukazywana jako fanatyczna, pełna agresji, mowy nienawiści. I to wszystko w imię wolności indywidualnego sumienia. Czy każdy z nas ma być bogiem? Nie ma innego Boga poza Bogiem objawionym w Jezusie Chrystusie! – podkreślał.

– Nie może być tak, że dzisiejsza ludzkość będzie decydowała o granicach dobra i zła, prawdy i kłamstwa, życia i śmierci. Bardzo często można usłyszeć słowa: jakie Kościół ma prawo, by mieszać się w prywatne życie ludzi? Trzeba w imię wyższości głosu i woli Boga odpowiedzieć: Kościół nie jest jakimś lobby kulturowym zamierzchłego czasu, który rozpowszechnia jakąś ideologię. Nie jest klubem towarzyskim, gdzie się przegłosowuje pewne prawdy, ale jest wspólnotą ludzi ustanowioną przez Boga, która od Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego bierze początek – mówił kaznodzieja.

Niedzielna Msza św. zakończyła 8-dniową modlitwę za Ojczyznę. Każdego dnia do św. Andrzeja Boboli pielgrzymowały inne grupy, m.in. samorządowcy, służby mundurowe oraz osoby konsekrowane.

W sobotę u patrona Polski modlili się będą parlamentarzyści Zjednoczonej Prawicy, a Mszy św. przewodniczył metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.

Św. Andrzej Bobola urodził się 30 listopada 1591 roku w Strachocinie koło Sanoka. Wstąpił do jezuitów, w 1622 roku przyjął święcenia kapłańskie. Pracował jako kaznodzieja, spowiednik, wychowawca młodzieży. Podejmował szczególne wysiłki na rzecz pojednania prawosławnych z katolikami.

Jego gorliwość przyniosła mu określenie „łowcy dusz – duszochwata”. W maju 1657 roku Kozacy napadli na Janów Poleski i dokonali rzezi wśród katolików i Żydów. Andrzeja Bobolę pochwycili w pobliskiej wiosce. Został bestialsko okaleczony, a następnie zamordowany.

Św. Andrzej Bobola został beatyfikowany w 1853 r., a kanonizowany w 1938 r. Od 2002 r. jest jednym z patronów Polski.

CZYTAJ DALEJ

Czerwińska (PiS) po wyroku TK: żadna kobieta i dziecko nie pozostaną bez pomocy, będzie nowelizacja przepisów w systemie opieki

2020-10-22 20:37

[ TEMATY ]

kobieta

dziecko

choroba

PAP

Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska

Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska

Żadna kobieta i dziecko nie pozostaną bez pomocy, program "Za życiem” zostanie poszerzony, aby zapewnić opiekę każdemu dziecku, rodzącemu się z poważną chorobą czy wadami; powołamy komisję nadzwyczajną, która przedstawi nowelizację przepisów - przekazała PAP rzeczniczka PiS Anita Czerwińska.

W czwartek Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. W uzasadnieniu wskazano, że życie ludzkie jest wartością w każdej fazie rozwoju i jako wartość, której źródłem są przepisy konstytucyjne, powinno ono być chronione przez ustawodawcę.

Czerwińska przekazała PAP, że "orzeczenie TK w sprawie aborcji eugenicznej stwarza nową sytuację prawną w Polsce. "Oznacza, że państwo musi zapewnić odpowiednią opiekę matkom i dzieciom, które będą przychodzić na świat w związku z tym orzeczeniem. My - jako PiS - szanujemy orzeczenia TK i nie uciekamy przed tą odpowiedzialnością, którą nałożył na nas TK. Potrzebujemy szybkich zmian w systemie opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi" - podkreśliła rzeczniczka PiS.

Jak dodała, kobiety, które dotyka dramat urodzenia niepełnosprawnego lub ciężko chorego dziecka nie zostaną pozostawione same sobie. Przypomniała, że rząd PiS przygotował i wdrożył w poprzedniej kadencji kompleksowy program "Za życiem" mający pomagać takim matkom i dzieciom.

"Dziś po wyroku TK, czas na kolejny krok. Składamy jasną deklarację polityczną. Ten program zostanie kompleksowo zrewidowany, usprawniony i poszerzony, tak, by zapewnić odpowiednią opiekę każdemu dziecku rodzącemu się z poważną chorobą czy wadami. Jako klub parlamentarny PiS wystąpimy, by na najbliższym posiedzeniu Sejmu minister rodziny zaprezentowała, jak dotychczas był realizowany ten program oraz wskazała jak można usprawnić jego działanie w związku z orzeczeniem TK" - przekazała Czerwińska.

"Jako KP PiS niezwłocznie powołamy komisję nadzwyczajną, która w ciągu kilku tygodni przedstawi kompleksową nowelizacje przepisów" - zadeklarowała Czerwińska.

"Nasi polityczni przeciwnicy posługują się fake newsami, obelgami i grają na emocjach kobiet. My chcemy podejść do sprawy poważnie i z empatią. Żadna kobieta i dziecko nie zostanie pozostawiona bez pomocy. Jeśli opozycji rzeczywiście zależy na losie kobiet i dzieci, to poprą nasze działania i przyłączą się do prac w komisji" - podkreśliła Czerwińska.

Wyrok TK zapadł w pełnym składzie. Zdania odrębne złożyli sędziowie: Piotr Pszczółkowski oraz Leon Kieres.

"Art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (...) jest niezgodny z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 konstytucji" - głosi sentencja wyroku odczytana przez prezes TK Julię Przyłębską.

Wniosek grupy posłów dotyczący tzw. aborcji eugenicznej po raz pierwszy trafił do Trybunału Konstytucyjnego już trzy lata temu. Ze względu na zakończenie kadencji parlamentu uległ on jednak dyskontynuacji. Po raz kolejny wniosek trafił do TK w 2019 r. - złożyła go grupa 119 posłów PiS, PSL-Kukiz'15 oraz Konfederacji.

We wniosku zaskarżono przepis, który stanowi, że aborcja jest dopuszczalna, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, a także przepis doprecyzowujący tę regulację. Mowa w nim o tym, że w takich przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej.

Obowiązująca od 1993 r. Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala na dokonanie aborcji w trzech przypadkach. Jednym z nich jest właśnie duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu; pozostałe to sytuacja, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.(PAP)

autor: Karol Kostrzewa, Rafał Białkowski

kos/ rbk/ mrr/

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję