Reklama

Profesjonalista od duszy

Beatyfikacja sługi Bożego ks. Michała Sopoćki odbędzie się w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku w niedzielę 28 IX 2008 r. o godz. 11

Niedziela Ogólnopolska 38/2008, str. 18-19

Ks. Michał Sopoćko w latach 60. w Białymstoku
Ze zbiorów Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego

Ks. Michał Sopoćko w latach 60. w Białymstoku<br>Ze zbiorów Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Przed domem na ul. Poleskiej w Białymstoku, w którym zmarł ks. Michał Sopoćko, stanął jego pomnik. Wiele było głosów, jak powinien wyglądać, jakie mieć atrybuty: w komży czy bez, z różańcem czy z brewiarzem, młody czy stary? Wypowiedzi te działały jak dłuto, odcinając, co zbędne, nieistotne, drugoplanowe. W oczekiwaniu na monument ludzie pytali: - Czy będzie ładny, udany? Widziałam wysiłek rzeźbiarza. Nie tylko oglądał zdjęcia sługi Bożego, ale chciał zgłębić ducha, uchwycić „to coś” w jego osobie. W końcu pomnik stanął. - Jak żywy - zauważyła starsza pani pamiętająca ks. Sopoćkę - (...) i taki normalny.
Choć wielu z nas nie miało okazji poznać go osobiście, wsłuchać się w treść jego kazań czy wyspowiadać się, to jednak, nie tylko zresztą w Białymstoku, wciąż żyją świadkowie, którzy pamiętają ks. Sopoćkę - spowiednika św. Faustyny. Gdy przychodzą na Poleską, kiedy patrzą na pomnik - wówczas wspomnienia ożywają. Opowiadają wtedy najczęściej sytuacje prozaiczne. Czasem dziwią się, że ktoś chce tego słuchać, bo przecież ich historie - jak argumentują - są zwyczajne, normalne i nie ma w nich nic nadzwyczajnego. A jednak jest w tej normalności, o której mówią, jakaś święta niezwykłość. I właśnie ta „zwyczajność” zostaje nam zaproponowana do naśladowania. Co więcej, Kościół swym autorytetem zaświadcza, że droga, którą szedł ks. Sopoćko jest możliwa do przebycia.
Sługa Boży pełniąc rolę spowiednika św. Faustyny, wykazał się wielką mądrością, roztropnością i pokorą. Rozważał, modlił się i słuchał. Ile wysiłku musiał włożyć, aby nie przysłonić i nie zdeformować subtelności, które odkrywała przed nim święta wizjonerka. Z pewnością wymagało to wielkiego uniżenia, ale i odwagi, bo poznawszy Boże pochodzenie dzieła, zanurzył się w nim cały i na tym ołtarzu poświęcił swoje życie. Niejako pod prąd, wbrew wzrastającej wokół ludzkiej niechęci, podjął się współrealizacji żądań Pana Jezusa: uczestniczył w malowaniu obrazu Jezusa Miłosiernego, drukował pierwsze modlitwy do Bożego Miłosierdzia, a zwłaszcza Koronkę, jeszcze za życia s. Faustyny zajął się szerzeniem nabożeństwa, a po jej śmierci kontynuował dzieło, zakładając polecone przez Jezusa zgromadzenie. Do końca życia, w wielu urzędach kościelnych i pałacach biskupich zabiegał o zatwierdzenie święta Miłosierdzia Bożego.
W codziennym obyciu pozostawał człowiekiem nader skromnym. Czyniąc refleksje nad przeczytanymi o sobie fragmentami w Dzienniczku, w swoich zapiskach zanotował, że ogarnia go wstyd. Nie czuł się godnym stwierdzenia Pana Jezusa: „Jest to kapłan według Serca Mojego, miłe Mi są jego wysiłki”. Nie chciał, aby o nim mówiono jako o kimś ważnym. Wydając jedną ze swoich książek, potrafił nawet poczynić przedmówcy wyrzut, że zbytnio rozpisał się o nim jako o autorze. A było to jedno zdanie. Pokorę ks. Michała, która przebijała z całej jego postaci, zdradzają też zachowane zdjęcia. Sługę Bożego widać tam z reguły gdzieś na drugim planie, ze spojrzeniem skierowanym najczęściej w ziemię. Ale spuszczony wzrok nie oznaczał postawy wycofania się czy marzycielstwa. O ile bardziej zawierał się w nim realizm wyczulony na potrzeby Boga i bliźnich.
„Miłosierdzie to wychodzenie naprzeciw wszelkiej nędzy ludzkiej” - w życiu ks. Michała słowa te stawały się ciałem. W kaplicy Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny, przy ul. Poleskiej, służył wiernym przez osiemnaście lat. Jak tam trafił? Nie skierował go tam dekret biskupi ani znajomości, lecz odpowiedź na potrzebę konkretnej sytuacji. „Gdyby ksiądz mógł tu odprawiać, u sióstr, to my nie musielibyśmy tak daleko chodzić do kościoła” - zdanie prostego szewca, u którego reperował buty, zapamiętał na długie lata. Do niego nawiązał niedługo przed śmiercią, uzasadniając swoją wieloletnią tu posługę. Nigdy nie przeszedł obojętnie obok człowieka potrzebującego. Kiedy nie mógł się podzielić tym, co miał, oddawał rzecz w całości. - Czy naciągacz, tego nie wiem, ale wiem, że był bez butów, a ja mam jeszcze stare - wspomina pani Teresa zachowanie ks. Sopoćki wobec biednego. A pan Franciszek, żołnierz z 1920 r., zapamiętał ks. Sopoćkę jako dobrego i miłego kapelana wówczas w Wojsku Polskim. - Za pokutę ze spowiedzi kazał mi pisać z wojska listy do żony - wspomina.
W obyciu sprawiał wrażenie szorstkiego, a nawet zamkniętego w sobie. Niewiele mówił, nie należał do „towarzystwa”. Ale dzieci postrzegały go inaczej. Je zauważał zawsze i zawsze znajdował dla nich czas. Do dziś wiele z nich, a przecież są już dorosłymi ludźmi, pamięta jeszcze cukierki, które rozdawał, wynajdując je w kieszeni sutanny. Interesował się zwłaszcza sprawami rodzinnymi, pytał o rodzeństwo, o środki do życia, zachęcał do nauki. Wiele lat uczył dzieci religii, a także języka polskiego. Od początku swego kapłaństwa organizował im systematyczną katechezę. - Gdy nas odwiedzał, to najpierw się z nami modlił - wspomina dzieciństwo bratanica ks. Sopoćki - i przypominał mamie, żebyśmy po trawie biegały boso, bo to zdrowo.
Szczególnie zaangażowany był w pracę w Seminarium Duchownym, najpierw w Wilnie, a następnie w Białymstoku. Był w nim ojcem duchownym i profesorem. Uczniowie pamiętają, że czasem denerwował się, szczególnie gdy któryś z kleryków nie przygotował się do egzaminu. Wyczuwał, kiedy wynikało to z niemożności nauczenia się, a kiedy ze zwykłej ignorancji. W drugim przypadku zwracał się wówczas do kleryka: „Waszmość”. Do dziś w środowisku białostockiego Seminarium wspomina się z uśmiechem, że: „Sopoćko waszmościł”.
W kazaniach oraz w konfesjonale nigdy nie groził piekłem. Mówił zaś wiele o dobrym Bogu i Jego Miłosierdziu. - Głoszenie Ewangelii nie polega na mówieniu, że grzesznicy mają się nawrócić - powtarzał wielokrotnie - ale na głoszeniu, że Bóg jest dobry dla grzeszników. Ci, którzy się u Niego spowiadali, wspominają, że potrafił zaskoczyć swoją wyrozumiałością, zwłaszcza w kwestiach małżeńskich. Nie koncentrował się na grzechu, ale na człowieku proszącym o przebaczenie. Wymowne jest świadectwo o ks. Sopoćce z czasów okupacji w Wilnie: - Spowiadałam się u ks. prof. Sopoćki - wspomina pani Janina; - Nigdy, oczywiście, nikomu nie zwierzałam się z tego, że głoduję, bo to był głód z prawdziwego zdarzenia. Kiedyś był taki zwyczaj, że po spowiedzi całowało się stułę albo rękę spowiednika, ksiądz podał mi zdaje się 200 reichmarek. Ja to przyjęłam, widocznie zrozumiał, że mnie to jest koniecznie potrzebne, ja też z takimi myślami to przyjęłam.
Dla członkiń założonej przez siebie - na życzenie Pana Jezusa - wspólnoty zakonnej był jak ojciec. Zachowana korespondencja wskazuje na żywy i głęboki kontakt ze zgromadzeniem. Interesował się każdą siostrą indywidualnie, pozostając przy tym zawsze delikatny i dyskretny. Jeśli trzeba było, po ojcowsku upomniał, jednak nie narzucał swego zdania, z wielkim szacunkiem odnosząc się do wolności drugiego człowieka.
Pan Jezus powiedział o nim, że przez dzieło Bożego Miłosierdzia będzie pracował do końca świata. Dziś jesteśmy tego świadkami. Za jego przyczyną wielu ludzi doznaje nawrócenia, wielu w Bożym Miłosierdziu szuka ratunku. Nowy błogosławiony - ks. Michał Sopoćko uczy nas, że nie wystarczy wierzyć w Boga, ale Bogu trzeba uwierzyć i Mu zaufać. Pokazał, że jest to możliwe.

Z „Dzienniczka” s. Faustyny Kowalskiej

Pan Jezus o ks. Sopoćce:

„Jest to kapłan według Serca Mojego, miłe Mi są wysiłki jego. (...) Przez niego rozsiewam pociechy dla dusz cierpiących, udręczonych; przez niego upodobało mi się rozgłosić cześć do miłosierdzia mojego...” (Dz. 1256).

„Myśl jego jest ściśle złączona z myślą Moją, a więc bądź spokojna o dzieło Moje, nie dam mu się pomylić...” (Dz. 1408).

„Powiedz mu, niech się nie lęka niczego, wzrok mój jest zwrócony dzień i noc na niego. Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to” (Dz. 90).

Św. Faustyna o ks. Sopoćce:

„Widząc poświęcenie i trud ks. dr. Sopoćki w tej sprawie, podziwiałam w nim cierpliwość i pokorę; wiele to wszystko kosztowało, nie tylko trudów i różnych przykrości, ale i wiele pieniędzy, a jednak na wszystko łożył ks. dr Sopoćko. Widzę, że Opatrzność Boża go przygotowała do spełnienia tego dzieła miłosierdzia wpierw, nim ja Boga o to prosiłam. O jak dziwne są drogi Twoje, Boże, i szczęśliwe dusze, które idą za głosem łaski Bożej” (Dz. 422).

Z dziennika ks. Michała Sopoćki

„Pochwały [Pana Jezusa zapisane w Dzienniczku s. Faustyny] budzą we mnie lęk. Nie wiele wiem o sobie, a to, co wiem, mnie bardzo zawstydza. Muszę zawsze opłakiwać me winy i pokutować za własne i innych ludzi wykroczenia.

„Należy przeżywać chwilę obecną, nie troszcząc się o następną. Wtedy cierpienia nasze wydadzą się krótkie. Trzeba również czas i wieczność uważać razem, a nie oddzielnie. Wówczas trwanie naszych prób wyda się błyskawicą (…). Szczęśliwość, która nas czeka, warta jest, aby ją okupić cierpieniem doczesnym, aby tu odpokutować za grzechy. «Świat widzi krzyż, ale nie widzi łaski, która go osładza» (św. Bernard).
Zadaniem moim jest nie spuszczać z oczu rzeczy niebieskich i tak postępować wśród mnogich trosk, jakby mi nic nie dolegało”.

„Dziś rozpoczynam rok 80. Drżę na wspomnienie, że mogę stanąć na sąd przed Majestatem Najwyższego z pustymi rękami. Jeżeli bowiem i były jakie zasługi, zostały może przekreślone przez brak czystej intencji. Pozostaje tylko ufać Bożemu Miłosierdziu”.

„Przez całe życie starałem się wielbić Boga w Jego Miłosierdziu, ponieważ zawsze odczuwałem łaski, których czułem się niegodnym”.

Opracowanie: Marta Łomnicka-Jasińska, Agnieszka Bugała, Karol Białkowski, Krzysztof Kunert.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Maja Chwalińska otrzymała „dziką kartę” do wielkoszlemowego turnieju tenisowego Wimbledon

2026-06-16 12:21

[ TEMATY ]

dzika karta

Wimbledon

Maja Chwalińska

pixabay.com

Maja Chwalińska otrzymała „dziką kartę” i znajdzie się w głównej drabince wielkoszlemowego Wimbledonu - poinformowali organizatorzy. Polska tenisistka grała w finale tegorocznego French Open, co sprawiło, że awansowała ze 114. na 21. miejsce w rankingu WTA.

24-letnia Polka zaczynała udział we French Open od kwalifikacji, a dopiero w finale musiała uznać wyższość Rosjanki Mirry Andriejewej. Życiowy sukces Chwalińskiej na kortach ziemnych w Paryżu otworzył jej drzwi do Wimbledonu, który rozpocznie się 29 czerwca.
CZYTAJ DALEJ

Powstał zespół wdrażający postanowienia II Synodu Archidiecezji Wrocławskiej

2026-06-16 10:30

Tomasz Lewandowski

Jeszcze niedawno rozpoczął się Synod Archidiecezji Wrocławskiej, a już 24 maja nastąpiło jego zakończenie

Jeszcze niedawno rozpoczął się Synod Archidiecezji Wrocławskiej, a już 24 maja nastąpiło jego zakończenie

Arcybiskup Józef Kupny ustanowił Zespół ds. wdrożenia postanowień II Synodu Archidiecezji Wrocławskiej. Decyzja została ogłoszona w specjalnym dekrecie.

Nowo powołany zespół ma za zadanie koordynować realizację zapisów i rekomendacji zawartych w Dokumencie Końcowym II Synodu Archidiecezji Wrocławskiej. W skład zespołu weszło 25 osób reprezentujących różne środowiska Archidiecezji Wrocławskiej – biskupi, kapłani, osoby konsekrowane oraz świeccy zaangażowani w życie Kościoła. Tak szeroki skład ma zapewnić skuteczne wdrażanie postanowień synodalnych na wszystkich poziomach funkcjonowania archidiecezji
CZYTAJ DALEJ

Św. Janie Pawle dziękujemy

2026-06-16 22:46

Jakub Bobola

Tablica upamiętniajaca pobyt Jana Pawła II w Rzeszowie

 Tablica upamiętniajaca pobyt Jana Pawła II w Rzeszowie

Mszy Świętej koncelebrowanej przewodniczył bp Kazimierz Górny. Homilię wygłosił bp Edward Białogłowski. W homilii bp Edward Białogłowski przypomniał znaczenie wizyty św. Jana Pawła II w Rzeszowie, która odbyła się 2 czerwca 1991 r. Kaznodzieja nawiązał do hasła IV pielgrzymki papieskiej do Ojczyzny: „Bogu dziękujcie, ducha nie gaście”, podkreślając, że najpiękniejszą formą wdzięczności za tamte wydarzenia jest sprawowana Eucharystia. Kaznodzieja zwrócił uwagę, że przygotowania do spotkania z Ojcem Świętym nie ograniczały się jedynie do kwestii logistycznych. Był to również czas odnowy religijnej, zachęty do życia sakramentalnego, uporządkowania sytuacji rodzinnych i podejmowania dzieł miłosierdzia. Bp Białogłowski wyraził także wdzięczność za powstanie diecezji rzeszowskiej oraz za posługę jej pierwszego biskupa, bp Kazimierza Górnego. Przypomniał trud organizowania struktur nowego Kościoła lokalnego i tworzenia instytucji diecezjalnych, które przez kolejne lata służyły rozwojowi życia religijnego i społecznego regionu. Rocznicowa Eucharystia była okazją do dziękczynienia za pontyfikat św. Jana Pawła II, za dar św. Józefa Sebastiana Pelczara oraz za wszystkie łaski, które przez minione 35 lat towarzyszyły Kościołowi rzeszowskiemu. Modlitwa zgromadzonych wiernych stała się także wyrazem troski o przyszłość diecezji i wierność dziedzictwu pozostawionemu przez jej patronów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję