Reklama

Kultura

Jan od uśmiechu Pana Boga

Ponad powszechnym narzekaniem unosi się jego szczery śmiech, będący echem harmonii rodzinnego szczęścia... Śmiech, w którym odnajdujemy uśmiech Pana Boga - tak o Janie Kobuszewskim pisał śp. o. Robert Łukaszuk paulin - z Jasnej Góry

Niedziela Ogólnopolska 45/2008, str. 18-19

[ TEMATY ]

aktor

Artur Stelmasiak/Niedziela

Zostałem tak wychowany, tak ukształtowany, że nie wyobrażam sobie życia bez mojej religii, bez mojej wiary

Wystarczy, żeby Jan Kobuszewski pojawił się na scenie, a już publiczność wybucha gromkim śmiechem. Trudno wśród polskich aktorów znaleźć kogoś o większym talencie komediowym. Jego śmiech jest zaraźliwy, a twarz, nawet gdy wyraża smutek, potrafi rozweselić.
Sztuki rozśmieszania ludzi nie można się nauczyć, trzeba mieć po prostu talent. „Albo się ktoś z tym rodzi, albo nie. To dar Boga. Jeśli ktoś tego komediowego daru nie ma, to może lepiej, żeby spróbował swoich sił w tragedii” - mówił aktor w jednym z wywiadów.
Jan Kobuszewski od urodzenia jest związany z Warszawą. Tutaj przyszedł na świat 74 lata temu w drewnianym domu na Bródnie.
Mały Jaś miał dwie sporo starsze siostry: Marysię i Hanię. Jedna z nich - Hanna Zborowska z Kobuszewskich w niezwykle dowcipnie napisanej książce pt. „Humor w genach” przypomniała tamte odległe już czasy. Autorka ze szczegółami opisała niełatwe początki życia swojego brata.

Aniołek Kobuszewskiego

„W odległych czasach mojego dzieciństwa, w zależności od upodobań rodziny, dzieci zjawiały się na świecie za pośrednictwem: aniołka, bociana lub grządek kapusty. Mnie i moją siostrę przyniósł osobiście aniołek. Natomiast dużo młodszego brata... hm. W tym przypadku aniołek wykazał szczególną pomysłowość i zamiast grzecznie położyć dziecinę na dywaniku w sypialni rodziców, skrzydlaty dowcipniś umieścił go w środku mamusi. Zdumiewające” - wspomina Hanna z Kobuszewskich Zborowska i zarazem matka znanego aktora Wiktora Zborowskiego.
Już po jego urodzeniu Hania nadal wykazywała duże zainteresowanie bratem. I przeprowadziła zasadniczą rozmowę na ten temat ze swoją mamą:
„- A gdy dorośnie, to czym się będzie zajmował? Może zostanie malarzem albo aktorem? - marzyłam. - Wykluczone, żadnym aktorem. A jeśli zapragnie być księdzem, to co powiesz? - przekomarzała się mama. Teraz ja straciłam cierpliwość. - Po moim trupie! - wykrzyknęłam. - Głupie żarty, taki śliczny chłopiec miałby chodzić w sutannie, nigdy! Też mamusia wymyśliła!
- Za dużo sobie pozwalasz, twoje szczęście, że jeszcze leżę, ale jak wstanę... - zgromiła mnie matka. - Zresztą, o czym tu mówić? Jaś sam sobie wybierze zawód. Najważniejsze, żeby wyrósł na porządnego człowieka, żeby był dobry i żeby go ludzie kochali”.

Zęby Kobuszewskiego

Rodzina Kobuszewski szczęśliwie przeżyła czas wojny. Zamieszkali na Saskiej Kępie, w 1945 r. Janek Kobuszewski miał dopiero 11 lat. - Po latach okupacji i koszmarze Powstania Warszawskiego byłem taki trochę stary malutki. Mały dzieciak z wielkimi przeżyciami. Po tym, kiedy nas Niemcy po Pruszkowie wywieźli do Krzęcic, nieco odżyłem, ale właściwie moje spóźnione dzieciństwo zaczęło powolusieńku wracać, kiedy przyjechaliśmy na tę spokojną ulicę Królowej Aldony - wspominał aktor w publikacji „Saska Kępa w listach, opisach, wspomnieniach...”.
Był ministrantem w kościele przy ul. Nobla. - Opiekę nad nami sprawował ks. Marczak. Józef, kościelny, po „Dominus vobiscum” zamiast „et cum spituo tuo” zawsze odpowiadał: „ganc spiruo”. - Nie wiem dlaczego. Ale właśnie z tego powodu nazywaliśmy go „Ganc spiruo” - wspomina Kobuszewski.
Janek maturę zdał w Liceum Adama Mickiewicza. Mimo wcześniej wyrażonych nadziei jego mamy - nie został księdzem. - Ja zawsze marzyłem, żeby zostać księdzem, a zostałem aktorem. A wszyscy znamy odwrotny przypadek człowieka, który chciał zostać aktorem, a wyszło mu, że został Papieżem - żartuje Kobuszewski podczas promocji albumu-wywiadu wydanego z okazji 50-lecia pracy scenicznej.
Aktorem też nie został od razu. Za pierwszym razem nie został przyjęty do Szkoły Teatralnej. Wydawało mu się, że aktorstwo to taki prosty zawód. Nauczy się kilku wierszyków, powie je na scenie. - Wyszedłem przed szlachetną komisję rekrutacyjną i wyrecytowałem „Stepy Akermańskie”. Potem dali mi jeszcze jakieś zadanie aktorskie. Na koniec podszedł do mnie Jacek Woszczerowicz, który był nikczemnego wzrostu, więc głową sięgał mi mniej więcej do piersi, i powiedział: - Proszę pokazać zęby. Pokazałem i... usłyszałem: - Nie nadaje się! Nie zdałem - po latach wspomina aktor. Po nieudanym egzaminie wstępnym na PWST trafił do Państwowej Szkoły Dramatycznej Teatru Lalek. A gdy po roku ponownie stawił się na egzamin, miał przygotowanych ponad 100 wierszy i scenek aktorskich. Tym razem dostał się bez problemu.

Reklama

Nie powiem tego, w co nie wierzę

Szkołę Teatralną ukończył w 1956 r. i w tym samym sezonie debiutował na scenie w nieistniejącym już Teatrze Młodej Warszawy.
Może się to wydawać dziwne, ale początkowo obsadzany był jako aktor typowo dramatyczny. Jednak szybko, co oczywiste, zaczął występować w komediach, w których grał przez dziesięciolecia. Jak wiadomo, są różne rodzaje śmiechu i w różny sposób można rozśmieszać publiczność. Ale dobra komedia nie może być jedynie zabawna. Przede wszystkim nie powinna być wulgarna, choć przaśne dowcipy są łatwe i popularne. - Nigdy się nie zgodziłem, by w jakiejkolwiek sztuce mówić coś przeciwko Bogu czy choćby tylko przeciw tej instytucji, jaką jest Kościół. Nie będę dla kariery czy jakiegoś złamanego grosza mówić tego, w co nie wierzę - powiedział Kobuszewski w wywiadzie rzece, który przeprowadził z nim o. Robert M. Łukaszuk, paulin.
Do historii polskiego kabaretu przeszedł skecz, gdzie grał majstra, a Wiesław Gołas - praktykanta Jasia, który podkreślał każdą złotą myśl swojego szefa wężykiem. Natomiast zrozpaczonym klientem, któremu pękła rurka, był Wiesław Michnikowski. Cała scenka jest przezabawna, kończy się jednak ostrzeżeniem: „Od tej pory każdy, kto się będzie śmiał, dostanie po ryju”.
Jan Kobuszewski - jak sam podkreśla - nie bardzo lubił występować w filmach, ale dla jednego reżysera robił wyjątek. Był nim Stanisław Bareja. Wystąpił bowiem prawie we wszystkich jego filmach, choćby w epizodach. Z Bareją znali się jeszcze z lat studenckich, poza pracą łączyło ich poczucie humoru. Udało im się razem i każdemu z osobna pokazać coś niesamowitego, a mianowicie egzystencję w PRL- u, która była komedią i tragedią jednocześnie. - Lubię telewizję, kocham teatr i nie lubię filmu. Jako widz jestem kinomanem, natomiast sam „kręcić” niespecjalnie lubię - podkreśla aktor.
Kobuszewski występował na deskach kilku warszawskich teatrów, najdłużej w Teatrze Kwadrat, w którym pracuje bez przerwy od 1976 r. Grał w tysiącach spektakli, w dziesiątkach filmów oraz nakręcił około 2 tys. programów telewizyjnych.

Uśmiechnięty Chrystus

Znany i lubiany Janek to nie tylko utalentowany aktor, ale nade wszystko wspaniały człowiek i przyjaciel. - Jest człowiekiem głębokim i bardzo serio traktuje swoje chrześcijaństwo - podkreśla ks. Paweł Piotrowski, wieloletni przyjaciel rodziny Kobuszewskich. - Często ludzie nie potrafią albo wstydzą się mówić o swojej wierze. A Pan Jan potrafi mówić, że buduje swoje życie na Bogu - podkreśla kapłan, który udzielał ślubu córce Kobuszewskiego oraz chrzcił jego wnuka. - Dziękuję Panu Bogu, że postawił go na mojej kapłańskiej drodze. A Jan Kobuszewski pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile wniósł w moje życie i to również na płaszczyźnie wiary - wyznaje proboszcz parafii Dzieciątka Jezus na warszawskim Żoliborzu.
Kobuszewski jest chrześcijaninem z krwi i kości, i choć nie jest postrzegany w środowisku jako dewot, to jednak gdy jest ku temu okazja, potrafi dać świadectwo wiary. Pewnie dlatego aktor, wraz z żoną, swoje dwa wielkie jubileusze: 50-lecie pracy artystycznej i jednocześnie złote gody szczęśliwego pożycia małżeńskiego, świętował właśnie na Jasnej Górze. - Każde moje pielgrzymowanie do tego miejsca jest wielkim duchowym przeżyciem. Tutaj człowiek czuje się jak w domu, jak u matki - podkreśla jubilat.
Osobiście uważa, że człowiek powinien być radosny, bo po to Pan Bóg dał życie, żebyśmy się z tego życia cieszyli. - Chrystus bardzo rzadko się złościł. Dlatego też mam trochę pretensje do tych kaznodziejów, którzy przedstawiają Chrystusa karzącego. Ja widzę Go uśmiechniętego. Taki był!... Ponieważ Zbawiciel był i jest Miłością, to ja wciąż widzę Go uśmiechniętego - podkreśla Kobuszewski.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Marcin Januszkiewicz: staram się zahartować ducha w tej trudnej sytuacji

2020-05-06 10:39

[ TEMATY ]

wywiad

aktor

koronawirus

Facebook/Januszkiewicz

Chciałem zmotywować wszystkich do podjęcia jakichś działań, żeby postarać się zahartować ducha - mówi PAP aktor i muzyk Marcin Januszkiewicz. Przecież ani to nic nowego ani nadzwyczajnego, że artyści wykonują inne zawody niż te wyuczone - dodaje, komentując swą pracę w firmie kurierskiej.

PAP: Nowy pański program to "Perfect Lady Pank" - co się za tym kryje?

Marcin Januszkiewicz: Tytuł w zasadzie mówi wszystko o repertuarze, jaki znajdzie się na moim drugim albumie i jaki będziemy grać – mam nadzieję w niedalekiej przyszłości – na koncertach. Legendarne piosenki dwóch gigantów naszej rodzimej sceny, Perfectu i Lady Pank, towarzyszą mi od dziecka. Od najmłodszych lat chłonąłem jak gąbka te ponadczasowe teksty i melodie.

M.J.: To oczywiście zdanie wypowiedziane przekornie, ale zgodnie z prawdą. Nie oznacza ono, że dzisiaj nie ma na naszym rynku świetnych tekściarzy i specjalistów od ładnych melodii. Ale dosłownie, tak znakomicie oddanej poetycko tamtej rzeczywistości trudno dzisiaj szukać. Myślę sobie, że ówczesna polaryzacja społeczeństwa w naszym kraju przeżywa dzisiaj jakieś kolejne, zmutowane życie. Wyczuwam analogię między nastrojami społecznymi Anno Domini 2020 a sytuacją, z jaką Polacy mierzyli się w od końcówki lat 70 aż do upadku muru berlińskiego. Jakiś rodzaj niepokojącego braku wspólnego mianownika, dziwnej nierzetelnej propagandy, być może buntu, rozgrywek politycznych bazujących na emocjach obywateli etc.

PAP: Bierze pan na warsztat przeboje, znane utwory, choćby "Tańcz głupia tańcz", "Mniej niż zero", "Nie płacz Ewka". Czy te utwory to piosenka aktorska?

M.J.: Ja do dzisiaj nie wiem, co to jest piosenka aktorska, ale wydaje mi się, że chodzi tylko i wyłącznie o filtrowanie znanych lub istniejących już treści przez punkt widzenia i wrażliwość wykonawcy. Dosłownie – że chodzi o interpretację. Na płycie znajdzie się w sumie 13 utworów, wszystkie stanowią całość, cały album i koncert będzie spójną wypowiedzią, próbą opowiedzenia aktualnej rzeczywistości z punktu widzenia 33-letniego mężczyzny, pochodzącego z niewielkiego miasta w środku Polski, płacącego tu podatki, oddychającego tym samym powietrzem, którym jeszcze niedawno oddychali ludzie walczący o wolność i prawo do własnego zdania.

PAP: W swej karierze zbierał pan nagrody i za piosenkę aktorską, i za spektakle. Która część pracy artystycznej ma dla pana szczególne znaczenie?

M.J.: Nie umiem tego ocenić. Mam to szczęście, że zajmuję się kilkoma dyscyplinami sztuki. Piszę jeszcze samemu teksty piosenek. Zresztą Bogdan Olewicz, którego piosenki siłą rzeczy znajdą się na płycie "Perfect Lady Pank", to jeden z moich wielkich autorytetów. W każdym razie – fakt, że nie zajmuje się tylko aktorstwem lub tylko piosenką daje mi absolutne poczucie wolności twórczej. I powoduje, że mogę naprawdę robić to, co chcę i czuję. Nie muszę się ograniczać do bycia zawodowo tylko jednym Marcinem Januszkiewiczem.

PAP: Ważne miejsca w pana działalności artystycznej zajmuje Osiecka. Od "Pamiętajmy o Osieckiej" po płytę "Osiecka po męsku". Czy byłby Januszkiewicz taki, jaki jest obecnie - bez Osieckiej?

M.J.: Sądzę, że nie wiem. Twórczość Agnieszki Osieckiej towarzyszy mi od lat. Nie lubię gdybać, bo wszystko ma sens tu i teraz. Z całą pewnością wrażliwość i punkt widzenia Osieckiej, a także jej warsztat i rzemiosło, wpłynęły na moje postrzeganie piosenki, zwłaszcza jej literackiej części. Myślę, że dzięki takim postaciom jak Osiecka, Przybora, Młynarski, Olewicz, Mogielnicki czy Andrus człowiek po prostu aspiruje do bycia najlepszą wersją siebie, również zawodowo.

PAP: Czego poszukuje pan w piosenkach, które wykonuje?

M.J.: Najprościej rzecz ujmując – muszą mnie poruszyć, wpaść mi w ucho. Muszą mnie zatrzymać na dłużej.

PAP: Może myślał pan o stworzeniu czegoś w duecie? Z kim najchętniej?

M.J.: Oczywiście, lista moich marzeń duetowych jest dość spora. Na samym jej szczycie znajduje się Sting. Kto wie?

PAP: Wszyscy trzymamy kciuki za powrót do normalności, do koncertów i nielimitowanej kultury, pan postanowił nie dać się. Reportaż o panu jako kurierze zrobił prawdziwą furorę w mediach...

M.J.: Faktycznie, zrobiło się dość spore zamieszanie w związku z postem, jaki zamieściłem na swoim Instagramie i Facebooku. Nie spodziewałem się, że zrobi się z tego aż taka "sprawa". Chciałem raczej zmotywować wszystkich do podjęcia jakichś działań, żeby postarać się zahartować ducha w tej trudnej sytuacji, jaka nas wszystkich zastała. Przecież ani to nic nowego ani nadzwyczajnego, że artyści wykonują inne zawody niż te wyuczone.

PAP: Nie myśli pan o koncertach internetowych - na razie - lub występach w jakiejś innej formule?

M.J.: Owszem, myślę, zarówno ja, jak i moja menedżerka, dlatego 24 maja o godz. 20 odbędzie się właśnie premiera online koncertu Perfect Lady Pank, zwiastującego mój drugi album. Transmisja na żywo ze sceny łódzkiego ArtKombinatu - profesjonalna realizacja, trzy kamery, dobre nagłośnienie. Zobaczymy. Bilety co prawda po 15 zł, ale nie mamy pojęcia, jak się taki koncert może "sprzedać" w aktualnej sytuacji.

Marcin Januszkiewicz - aktor i muzyk. Jest polskim głosem Simby w nowej wersji "Króla Lwa". Wydał płytę "Osiecka po męsku". Współpracował z teatrami Współczesnym, Studio i Roma w Warszawie oraz z Capitol we Wrocławiu, z Nowym w Poznaniu i Muzycznym w Łodzi, z Operą Nową w Bydgoszczy. Drugi album Marcina Januszkiewicza zatytułowany "Perfect Lady Pank” ma mieć premierę jesienią. Do tej pory ukazały się dwa single "Mniej niż zero" i "Idź precz".

Rozmawiała: Dorota Kieras (PAP)

dki/ wj/

CZYTAJ DALEJ

Zesłanie Ducha Świętego

Pełne Narodziny Kościoła

Ingerencja Ducha Świętego w Dzień Zielonych Świąt dokonała istnej metamorfozy w życiu i działalności Apostołów. Wcześniej bojaźliwi i milczący, nawet tchórzliwi, teraz rozumieją, że nie mogą pozostać w bezruchu, zaryglowani w pomieszczeniu z obawy przed Żydami. Pod wpływem Ducha Świętego ruszają z Wieczernika we wszystkie strony świata, przemierzają miasta i wioski i wszędzie głoszą Jezusa Zmartwychwstałego. Nikt i nic nie jest w stanie ich powstrzymać. Przemawiają do ludzi różnych narodowości. Potrafią porwać za sobą, poruszyć dla sprawy Jezusa. Pod wpływem Ducha Świętego stają się innymi ludźmi. Wiedzą teraz, dla kogo i po co żyją. Są świadomi, jaką misję mają do spełnienia wobec Boga i świata. Duch Święty wywiódł ich na ulice Jerozolimy, a później poprowadził dalej - aż na krańce świata. Poszedł z nimi i ich następcami, odsłaniając przed narodami Chrystusa i Jego Ewangelię.
Doświadczenie obecności Ducha Świętego w Kościele i Jego funkcji uświęcającej wobec człowieka od samego początku było zakorzenione w świadomości chrześcijan. To, co wydarzyło się w Wieczerniku w dzień Pięćdziesiątnicy, nie jest dla starożytnego chrześcijanina jedynie wydarzeniem minionym, które należy ujmować wyłącznie w kategoriach historycznych, lecz wydarzeniem istniejącym, które ciągle na nowo uobecnia się w życiu Kościoła, stanowi o jego sile, żywotności, a także młodości. Starożytne chrześcijaństwo cechowało się zdumiewającą żywotnością, która swoje uzasadnienie znajdowała właśnie w doświadczeniu Ducha Świętego. Z pism starochrześcijańskich pisarzy emanuje nadzieja, że Duch Święty doprowadzi wszystkich do Prawdy, czyli do Chrystusa, i uczyni człowieka zdolnym do życia we wspólnocie z Bogiem.

Duch Święty w życiu chrześcijanina

Dawanie świadectwa o Chrystusie nie może się dokonywać bez obecności i pomocy Ducha Świętego, podobnie jak u Apostołów głoszenie Ewangelii „nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i działanie Ducha Świętego” (por. 1 Tes 1,5). Duch Święty jest początkiem i źródłem apostolstwa. On umacnia chrześcijan do apostolstwa, aby wytrwali w prowadzeniu innych do Chrystusa. Dzięki Duchowi Świętemu Kościół może rozszerzać się na cały świat w każdej epoce, może wrastać w różne kultury i cywilizacje, zachowując niezmiennie swoją ewangeliczną tożsamość. Jego moc zapewnia skuteczność apostolstwa. Przekonuje o tym sam Jezus w słowach skierowanych do Apostołów: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami” (Dz 1, 8). W sakramencie bierzmowania Duch Święty udziela specjalnej mocy do szerzenia i obrony wiary słowem i czynem, do mężnego wyznawania Imienia Chrystusa.
Duch Święty daje moc nie tylko w głoszeniu Ewangelii, lecz także w cierpieniu i w czasie prześladowań. Duch Święty jest siłą i mocą ucznia Chrystusa w walce z szatanem, z pokusami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Pomaga wytrwać w łasce uświęcającej. Tak wielu ludzi zmaga się z własną słabością. Niektórzy popadli w niewolę grzechu: nałóg nikotynizmu, alkoholizmu, narkotyków, zmysłowości, lenistwa. Duch Święty budzi w człowieku poczucie grzechu, ale i nadzieję na zmianę życia. Jest źródłem nawrócenia i świętości. Daje cierpliwość i wytrwałość w walce ze złem i z sobą samym. Jest mocą pracy wewnętrznej człowieka. Wysiłek, aby zniszczyć wady i rozwinąć cnoty, w szczególności cierpliwość, wytrwałość, odwagę, męstwo - to następstwo współpracy z Duchem Świętym. Udziela siedmiu darów, niezbędnych w formacji duchowej.

Sytuacja współczesnego świata

Obecnie obserwuje się coraz więcej problemów ogólnoludzkich, jak zagrożenie pokoju przez terroryzm, relatywizację wszelkich wartości, konsumpcjonizm, liberalizm, defetyzm. Głęboki kryzys przeżywa rodzina. W związku z tym wielu młodych ludzi traci poczucie sensu życia i ucieka w namiastki: alkohol, narkotyki, seks, oddalając się od Boga.
Również w naszej Ojczyźnie życie staje się coraz trudniejsze. Prywata rządzących i afery korupcyjne doprowadziły państwo do bardzo poważnego kryzysu gospodarczego. W skali dotąd niespotykanej od II wojny światowej nastąpiła pauperyzacja społeczeństwa. Co czwarta rodzina żyje w Polsce poniżej poziomu socjalnego. Podziały między ludźmi są tak wielkie, że trudno mówić o jedności Polaków. Wielu straciło nadzieję na lepsze jutro, inni przeżywają niepokój z powodu utraty pracy, braku perspektyw życiowych. Nieraz towarzyszą im myśli samobójcze.
W obliczu tych trudności powinniśmy jak Apostołowie przyjąć Ducha Świętego i Nim się napełnić. Trzeba nam również, a może przede wszystkim prosić Ducha Świętego - Pocieszyciela i Obrońcę, Odnowiciela świata, by zstąpił na światowy i polski wieczernik i przyniósł nowe światło nadziei. Zatem wołajmy: „Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”.

PostsCriptum

Każda niedziela jest pamiątką nie tylko zmartwychwstania Chrystusa, ale również Zesłania Ducha Świętego. Zatem postuluje się, aby wprowadzić praktykę nabożeństwa do Ducha Świętego na Mszy św., zwanej Sumą, w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, zawierzając Duchowi Świętemu całą parafię (zgromadzenie zakonne). Na efekty nie trzeba będzie długo czekać!

CZYTAJ DALEJ

Duch Święty przychodzi w Eucharystii

2020-05-31 23:36

Agnieszka Bugała

Uroczystą sumę odpustową w kościele p.w. Ducha Świętego we Wrocławiu pod przewodnictwem ks. Andrzeja Tomki sprawowało pięciu kapłanów. W powitaniu ks. Andrzej Nicałek, proboszcz parafii dziękował za obecność wszystkim, którzy przyszli na wspólną modlitwę.

W homilii ks. Andrzej Tomko nawiązał do liturgii Kościoła wschodniego i wypowiedzi Ojców Kościoła pokazując ścisły związek między zstępującym Duchem Świętym a Eucharystią. – W żarze ognia Ducha Świętego piecze się Chleb Eucharystyczny – przypominał. Ten ogień nie tylko płonie, on też wypala oczyszcza nas ze zła. Kiedy przyjmujemy Eucharystię, Duch Święty zstępuje do naszych serc, przynoszą moc i siłę. Podkreślił też, że Duch Święty przychodzi niezależnie od tego jacy jesteśmy i z czym nie możemy sobie poradzić. – Duch Święty zstąpił na apostołów w wieczerniku nie dlatego, że byli mili i grzeczni, ale dlatego, że na Niego czekali – mówił w homilii.

Zobacz zdjęcia: Duch Święty przychodzi w Eucharystii

Uroczystość zakończyło poświęcenie figury św. Michała Archanioła ufundowane przez małżonków Sylwię i Jerzego, oraz odśpiewanie Litanii do Ducha Świętego z błogosławieństwem eucharystycznym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję