Przeor wspólnoty z Taizé na każde Europejskie Spotkanie Młodych pisze list do uczestników spotkania. Pomyślałem sobie, że przecież na listy trzeba odpisywać, więc niemal godzinę po powrocie z Brukseli siadam i piszę o tym, co przeżyłem, widziałem i czego doświadczyłem podczas kolejnej Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię.
Dlaczego tam pojechałem?
Reklama
Spotkania Taizé są dla mnie zawsze powrotem do źródeł, do wewnętrznego pokoju, do pojednania ze sobą i z innymi, a także do tęsknoty za jednością chrześcijan, bo przecież jest to największe pragnienie Jezusa. Pojechałem też, by u źródeł nowej Europy zobaczyć, czy biją tam jeszcze strumienie „wody żywej”, czy też Europa już całkowicie odcina się od swoich korzeni. Dla mnie, polskiego księdza, ważne było również pytanie o rozmiary mojej kapłańskiej otwartości na jednoczącą się Europę, o to, czy bardziej być „eurofobem” czy „euroentuzjastą”... W odpowiedzi na te pytania pomogły mi przede wszystkim słowa br. Aloisa o „akceptacji tego, kim jesteśmy, a kim nie jesteśmy, o braniu odpowiedzialności nawet za to, czego nie wybraliśmy, a co stanowi nasze życie”. Europa w jej dzisiejszym kształcie, nawet jeśli jej takiej nie wybrałem, jest miejscem mojego życia i mam w niej swój kawałek odpowiedzialności. Tym kawałkiem mojej odpowiedzialności jest być w tej Europie z moją wiarą i głosić Chrystusa. Dlatego tak ważna była obecność w Brukseli 40 tys. młodych chrześcijan budujących pokój i doświadczających jednoczącej siły wiary i pojednania. Już dawno ulice Brukseli nie były wypełnione tak wielką radością młodych ludzi, śpiewem, w którym wielu publicznie chwaliło Boga i dawało świadectwo o tym, że tylko ON jest źródłem prawdziwej radości.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Pojednanie budowane na modlitwie
Reklama
Zarówno na spotkaniach europejskich, jak i w samej wiosce Taizé rytm życia wyznaczany jest przez modlitwę. Br. Roger doskonale rozumiał, że jedność można budować tylko zaczynając od modlitwy i ciszy. One rozmiękczają zatwardziałe serca i otwierają na dialog. Cudownym doświadczeniem był dla mnie dźwięk dzwonów, rozlegający się w brukselskich halach EXPO, wzywających na modlitwę. Wszyscy stawaliśmy się wtedy Kościołem. Rozległe korytarze między wielkimi halami modlitw stawały się drogą młodych do pojednania na modlitwie. A potem już tylko prostota modlitewnego spotkania. Piękny śpiew kanonów, słowa Pisma Świętego, krótkie medytacje i coś, co na spotkaniu Taizé wydaje się być sednem wszystkiego - cisza. Tysiące ludzi, którzy nagle przerywają dyskusję i wymianę argumentów i jednoczą się ze sobą w ciszy. Cisza jest jakby jednakowa dla wszystkich, a przede wszystkim jest bramą, przez którą przechodzą jednoczące słowa Chrystusa. Ta modlitwa budowała też jedność we wspólnotach parafialnych i małych grupach. Nie zabrakło jej również podczas zwiedzania europejskiej dzielnicy Brukseli. Wprawdzie zaskakujące są proporcje między wielkością i wspaniałością budynków Komisji Europejskiej czy Parlamentu a maleńką kaplicą Zmartwychwstania, to jednak i w tym jest prawda o ewangelicznych proporcjach. W małej kapliczce, w której mieści się może do 40 osób, modliliśmy się z młodymi za Europę. Źródła nigdy nie są wielkie, ale jak się o nie dba, stają się początkiem wielkich rzek. Br. Alois kilka razy przypominał, abyśmy nie martwili się, że nie możemy robić rzeczy wielkich, ale skupili się na wykonaniu nawet tego „niewiele”. Może warto czasem przestać się zamartwiać, że kończy się epoka masowego Kościoła, a robić wszystko, aby wrócić do źródeł i budować piękno Kościoła od małych grup modlitwy i adoracji.
Wymiary ekumenizmu
Zostaliśmy zakwaterowani 50 km od Brukseli. Nasze centrum stanowi miasteczko Saint Amands. Cały region jest federacją ośmiu parafii, w których pracuje trzech kapłanów. Za kilka miesięcy będzie ich dwóch i na każdego będą przypadać po cztery parafie z pięknymi kościołami, przypominającymi dawną świetność belgijskiego katolicyzmu. Mieszkamy na plebanii u ks. Filipa. Razem ze mną jest o. Jacek - jezuita, duszpasterz akademicki z Łodzi, Kuba - kleryk jezuicki i Wołodia - młody, dynamiczny chłopak z Ukrainy. Ks. Filip wozi nas na spotkania małym oplem corsą. Śmiejemy się, że w te dni ta mała corsa staje się symbolem różnych wymiarów ekumenizmu. Ściśnięci w samochodziku, budujemy jedność między Polakami a Ukraińcami, między katolikami a prawosławnymi, między jezuitami a księżmi diecezjalnymi, między polskim myśleniem o Kościele a belgijskim duszpasterzowaniem i belgijskim sposobem sprawowania liturgii. Wystarczyło te kilka dni, byśmy stali się niesamowitą wspólnotą życia. Do tego wszystkiego olbrzymia mobilizacja rodzin i całej wspólnoty chrześcijańskiej. Nie zapomnę pożegnania z tą wspólnotą. Nasz ks. Filip płaczący jak dziecko na schodach kościoła. W jego kapłańskiej pracy w zlaicyzowanym społeczeństwie to były dni odbudowy wiary w żywy Kościół, pewności, że warto i trzeba być kapłanem w nowej Europie. Dużo łez szczęścia popłynęło z oczu mieszkańców Saint Amands. - To było moje najlepsze w życiu powitanie Nowego Roku - mówi mi inny młody belgijski ksiądz. - Teraz wiem, po co zostałem księdzem, i wiem, że nie mogę się niczym zniechęcać.
Następny przystanek - w Poznaniu
Wielu myślało, że chodzi o Poczdam. Przecież mało kto z młodych ludzi z Europy słyszał o Poznaniu. Mnie jednak bardziej zastanawia, czego można oczekiwać po tym kolejnym spotkaniu Taizé w Polsce. Abp Stanisław Gądecki z Poznania sam przyznał, że podobne pytanie postawił mu br. Alois: - Czego oczekuje po spotkaniu w Poznaniu? Pewnie oczekiwań jest wiele - włączenie młodych w aktywne życie wspólnot kościelnych, zdynamizowanie duszpasterstwa młodych, większe otwarcie Kościoła w Polsce na Europę i świat, podzielenie się tradycją i siłą polskiego katolicyzmu z młodzieżą innych krajów. Jedno jest pewne: Europejskie Spotkanie Młodych w Poznaniu będzie kolejną szansą i darem od Boga, umożliwiającym budowanie komunii i ducha modlitwy w sercach młodych. A tego potrzebujemy coraz bardziej, bo coraz bardziej musimy się uczyć od innych, jak żyć i wierzyć w społeczeństwie zlaicyzowanym i skupionym na dobrach materialnych.
Dziękuję Bogu za tegoroczne spotkanie Taizé w Brukseli, za jego atmosferę i przesłanie. Było ono dla mnie dowodem na to, że na naszym kontynencie biją jeszcze źródła wiary, pokoju i pojednania. Po Brukseli bardziej jeszcze chce mi się żyć, wierzyć i być kapłanem!
