Reklama

Sprawa schizmy lefebrystów

Z kard. Georgesem Cottierem rozmawiał Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 13/2009, str. 10-12

Włodzimierz Rędzioch

Kard. Georges Cottier - były teolog papieski - komentuje burzę wywołaną decyzją Benedykta XVI o zniesieniu ekskomuniki z czterech biskupów tradycjonalistów

Włodzimierz Rędzioch: - Eminencjo, zaczniemy od historii: Jak doszło do schizmy tradycjonalistów?

Kard. Georges Cottier OP: - Do schizmy abp. Marcela Lefèbvre’a doszło po Soborze Watykańskim, za pontyfikatu Pawła VI. Abp Lefèbvre rozpoczął od założenia seminarium w szwajcarskiej miejscowości Ecône. Na początku biskupi Fryburga i Sionu popierali jego inicjatywę, gdyż uważali, że w ten sposób będzie można zachować tradycyjne wartości, które zatracały się w burzliwym okresie posoborowym. Niestety, z czasem okazało się, że chodzi nie tylko o podtrzymywanie tradycji, lecz o odrzucenie Soboru Watykańskiego II. Abp Lefèbvre - emerytowany arcybiskup Dakaru w Afryce, który osobiście uczestniczył w pracach Soboru, kontestował nauczanie soborowe w wielu dziedzinach, takich jak wolność religijna, ekumenizm, liturgia, a następnie dialog międzyreligijny. Bardzo wielu wiernych poszło za nim, by zaprotestować przeciwko dokonywanym ówcześnie nadużyciom liturgicznym. Założone przez abp. Lefèbvre’a Bractwo Kapłańskie św. Piusa X i związany z nim ruch tradycjonalistów rozwinęły się w wielu krajach, a szczególnie we Francji, w środowisku skrajnej prawicy (prawicowy ruch Action Française zawsze odwoływał się do wartości religijnych). W seminarium w Ecône było wielu seminarzystów i, w konsekwencji, abp Lefèbvre zaczął wyświęcać kapłanów. Następnie dokonał kolejnego kroku - udzielił sakry biskupiej czterem kapłanom.

- Dodajmy, że było to w 1988 r., a biskupami tradycjonalistami zostali: Bernard Fellay, Bernard Tissier de Mallerais, Richard Williamson i Alfonso de Galarreta…

- Problem w tym, że w Kościele katolickim biskupów mianuje Papież i nie mogą oni być konsekrowani bez jego zezwolenia (w katolickich Kościołach wschodnich biskupi są wybierani przez synod, lecz zawsze mają aprobatę Ojca Świętego). Ta nielegalna, choć ważna konsekracja biskupów ściągnęła na abp. Lefèbvre’a ekskomunikę zwaną „latae sententiae”.

- Co oznacza ekskomunika „latae sententiae”?

- Ekskomunika „latae sententiae” oznacza, że wierny podlega jej w sposób automatyczny, po popełnieniu poważnego wykroczenia. W konkretnym przypadku Bractwa św. Piusa X chodziło o wykroczenie przewidziane przez kan. 1382 Kodeksu Prawa Kanonicznego, tzn. konsekrację biskupią bez upoważnienia Papieża. Ekskomunika dotyczyła zarówno biskupa konsekrującego, jak i biskupów konsekrowanych.

- Bp Bernard Fellay, obecny przełożony Bractwa św. Piusa X, zapowiedział, że wyświęci nowych kapłanów. Czy będą to święcenia ważne?

- Byłyby to święcenia ważne, chociaż nielegalne. Dziwi mnie jednak, że bp Fellay zapowiedział wyświęcenie nowych kapłanów już po cofnięciu ekskomuniki.

- Jan Paweł II cierpiał z powodu schizmy i czynił wszystko, co było w jego mocy, by położyć jej kres…

- Schizma jest dla Kościoła bardzo bolesną raną. Gdy dziś mówi się tyle o ekumenizmie, o woli doprowadzenia do zjednoczenia wszystkich chrześcijan, nie można tolerować nowej schizmy. Dlatego jeszcze w 1988 r. Jan Paweł II powołał do życia watykańską Komisję „Ecclesia Dei”, której celem jest utrzymywanie kontaktów z Bractwem św. Piusa X w celu położenia kresu schizmie oraz z tymi, którzy je opuścili, aby pozostać w jedności z Papieżem. Przewodniczy jej kolumbijski kardynał Darío Castrillón Hoyos - emerytowany prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa.

- Ekskomunikowani biskupi sami zwrócili się do Papieża z prośbą o cofnięcie ekskomuniki, podkreślając, że cierpią z powodu obecnej sytuacji i wyrażają pragnienie pełnej jedności z Kościołem. Czy zniesienie ekskomuniki było odpowiedzią Ojca Świętego na te prośby?

- W czasie rozmów biskupi ci zawsze deklarowali, że uważają się za katolików i że bardzo cierpią z powodu ekskomuniki. Jednocześnie wyrażali pragnienie zachowania dawnej liturgii. Dlatego Benedykt XVI uczynił pierwszy krok: wydał motu proprio „Summorum Pontificum”, poszerzające możliwości, które istniały już wcześniej, celebrowania Eucharystii i sakramentów w starym rycie (chodzi o możliwość używania Mszału św. Piusa V, zreformowanego przez bł. Jana XXIII w 1962 r. - przyp. W. R.).
Zniesienie ekskomuniki wcale nie oznacza, że czterej biskupi zostali w pełni włączeni w struktury Kościoła katolickiego - pozostają zawieszeni „a divinis”, lecz została usunięta przeszkoda na drodze do dalszych dyskusji. Centralnym problemem pozostaje negowanie ważności Soboru Watykańskiego II. Pełna komunia katolicka zakłada uznanie tego tak ważnego dla Kościoła soboru.

- Wynika z tego, że punktem zapalnym w kontaktach z Bractwem św. Piusa X jest interpretacja Soboru Watykańskiego II. Ale sprawa ta dotyczy nie tylko lefebrystów, jest także tematem dyskusji w Kościele katolickim. Niektórzy katolicy twierdzą, że sobór oznaczał zerwanie z przeszłością, i mówią o „hermeneutyce nieciągłości” (hermeneutyka - badanie, wyjaśnianie i interpretowanie starych źródeł pisanych, szczególnie Pisma Świętego). Benedykt XVI natomiast głosi hermeneutykę reformy i ciągłości. W swym ważnym przemówieniu do Kurii Rzymskiej z 22 grudnia 2005 r. Papież cytuje Jana XXIII, który jednoznacznie określił poprawną hermeneutykę soborową, stwierdzając, że sobór „pragnie przekazać czystą i nienaruszoną doktrynę, niczego nie łagodząc ani nie przeinaczając (…). Konieczne jest, aby ta niezawodna i niezmienna nauka, którą należy wiernie zachowywać, była pogłębiana i przedstawiana w sposób odpowiadający potrzebom naszych czasów. Czym innym bowiem jest depozyt wiary, to znaczy prawdy zawarte w naszej czcigodnej doktrynie, a czym innym sposób ich przekazywania, przy zachowaniu wszakże ich niezmienionego znaczenia i doniosłości”. Czy nie uważa Eminencja, że za otwartą wrogością do lefebrystów niektórych środowisk katolickich, które określane są jako postępowe lub demokratyczne, w gruncie rzeczy kryje się pewna niechęć do Papieża głoszącego „hermeneutykę reformy i ciągłości”?

- Po Soborze Watykańskim II mieliśmy do czynienia z dwoma rodzajami nadużyć: konserwatywnym i postępowym. Nie powstał jednak żaden Kościół „postępowy”.

- To prawda, że nie doszło do powstania Kościoła „postępowego”, lecz może tylko dlatego, że tam, gdzie biskupi i kapłani interpretowali Vaticanum II w sposób radykalnie „postępowy”, Kościół przestał prawie istnieć, tak jak to miało miejsce w Holandii, Belgii czy w niektórych regionach Francji.

- Katolicy zwani postępowymi to byli głównie nierozważni teolodzy i biskupi, którzy występowali tylko we własnym imieniu. Magisterium Kościoła nie milczało jednak w przypadku tego typu nadużyć. Kongregacja Nauki Wiary uznała wiele książek i idei katolików „postępowych” za niezgodne z doktryną katolicką.
Wracając jednak do tematu hermeneutyki, chciałbym dodać, że Magisterium ostatnich wielkich papieży zawiera autentyczną interpretację Soboru. Paweł VI zakończył prace soborowe i uczynił bardzo wiele, by wprowadzić w życie soborowe nauczanie: powołał do życia nowe instytucje, wydał wiele dokumentów, a podczas środowych audiencji głosił autentyczną hermeneutykę soborową. Jan Paweł II zawsze podkreślał, że jego zadaniem jest realizowanie autentycznej nauki Vaticanum II. Jest to też kierunek, w którym działa obecny Papież. Wspomniał Pan o wspaniałym i bardzo ważnym przemówieniu do Kurii Rzymskiej w 2005 r., które dotyczyło poprawnej interpretacji Soboru. Zawiera ono krytykę tych wszystkich, którzy twierdzą, że historia Kościoła dzieli się na okres przedsoborowy i posoborowy, gdyż Sobór był zerwaniem z przeszłością. To brednie. Wystarczy przypomnieć, że w dokumentach soborowych najbardziej cytowanym papieżem jest Pius XII, uznawany za papieża „przedsoborowego”! Gdyby nie Pius XII, Soboru by nie było. To jeden z dowodów na jego ciągłość.
Z drugiej strony Magisterium musi dawać odpowiedzi na problemy każdej epoki (dla przykładu, dzisiaj wielkim problemem są stosunki między Kościołem a państwem we wszystkich krajach świata) i na coraz to nowe zagrożenia dla Kościoła, lecz chodzi tu o aspekty duszpasterskie, co bardzo dobrze wyjaśnił Benedykt XVI.
Niestety, po Soborze wielu biskupów nie spodziewało się tak gwałtownych reakcji i nie potrafiło odpowiednio zareagować na nadużycia. Wielki kryzys posoborowy był niespodzianką, chociaż historia powinna nas nauczyć, że po każdym soborze miały miejsce zawirowania.

- Każda schizma w Kościele jest wielkim dramatem, bo dochodzi do dzielenia Ciała Chrystusa, który nakazał nam, abyśmy byli jedno. Czy papieska próba zakończenia ostatniej schizmy naszych czasów - schizmy lefebrystów - nie powinna być z entuzjazmem wspierana przez wszystkich katolików?

- Problem schizmy lefebrystów jest wydarzeniem współczesnym, dlatego ludzie nie postrzegają go jako historii, lecz jako aktualny problem, który dotyczy ich bezpośrednio, często w sposób emocjonalny. Mogłem to stwierdzić w kantonie Valais w mojej Szwajcarii, gdzie ruch abp. Lefèbvre’a podzielił rodziny. Gdy ktoś z rodziny jest lefebrystą, często dochodzi do dramatycznych dyskusji i napięć, kiedy trzeba przygotować wesele lub pogrzeb. Paradoksalnie łatwiej jest nam rozmawiać z protestantami, którzy są oddaleni od Kościoła katolickiego, lecz czasami tęsknią za jednością, niż z agresywnymi i wojującymi tradycjonalistami (w Paryżu zajęli oni siłą jeden z kościołów). Lecz ich postawa nie zmienia faktu, że są naszymi braćmi w wierze. Dlatego musimy popierać Ojca Świętego w jego odważnych i godnych uznania próbach zakończenia schizmy. Historia uczy nas, że schizma, która trwa zbyt długo, staje się nieodwracalna - ruch lefebrystyczny mógłby stać się więc rodzajem sekty. Dlatego należy działać bez zwłoki.

- Pomówmy teraz o reakcjach na zniesienie ekskomuniki poza Kościołem. Czy nie jest rzeczą zdumiewającą, że kręgi liberalne - teoretycznie wrogie ograniczaniu wolności osobistej i każdej formie cenzury i ekskomuniki - tak bardzo krytykowały gest miłosierdzia Papieża w stosunku do tradycjonalistów, domagając się cenzury?

- Widać z tego, że liberałowie, gdy działają w sposób stronniczy, stają się antyliberalni.

- Negacjonistyczne tezy bp. Williamsona, jednego z czterech biskupów Bractwa św. Piusa X, przyczyniły się do całkowitego wypaczenia znaczenia faktu zdjęcia ekskomuniki. Niektóre kręgi żydowskie zareagowały na papieską decyzję z niebywałą wrogością, tak jak gdyby nie rozróżniały dwóch odrębnych aspektów problemu: aspektu czysto kościelnego (cofnięcie ekskomuniki nałożonej z powodu nielegalnej konsekracji biskupiej) i godnych potępienia, ale prywatnych opinii jednego z biskupów. Czy wynikało to z całkowitego niezrozumienia spraw kościelnych, czy raczej ze zwykłego braku dobrej woli?

- Uważam, że chodziło o nieporozumienie, ponieważ ludzie nie wiedzą, co oznacza „zdjąć ekskomunikę”. Nawet wielu katolików było przekonanych, że po zniesieniu ekskomuniki lefebryści powrócili do Kościoła katolickiego. Kościół ma wiele terminów technicznych, które należałoby ludziom lepiej wyjaśnić. Tak jak nie można zrozumieć piłki nożnej, jeżeli ktoś nie wie, co znaczy „spalony”, „rzut karny” czy im podobne wyrażenia, tak samo nie można zrozumieć działań Kościoła, jeżeli nie zna się jego terminologii. To ignorowanie spraw kościelnych doprowadziło do poważnych nieporozumień. Jednym słowem należało wyjaśnić wszystko i od samego początku.
Mnie jednak osobiście niepokoi fakt, że podanie informacji o cofnięciu ekskomuniki zbiegło się z nagłośnieniem deklaracji bp. Williamsona sprzed kilku miesięcy, o której w Watykanie nie wiedziano.

- W Watykanie nie wiedziano o deklaracjach bp. Williamsona, lecz ktoś musiał o nich wiedzieć i nadał im światowy rozgłos w odpowiednim momencie, tzn. równocześnie z oficjalnym zdjęciem ekskomuniki…

- Możemy stawiać jedynie hipotezy, ale jedno jest pewne - Kościół był i zawsze będzie krytykowany i oczerniany. Jezus powiedział: „Tak jak mnie prześladowali, tak i was prześladować będą”, dlatego nie musimy się za bardzo dziwić temu, co się stało. Zły jest ojcem kłamstwa.
Ja mam wielu przyjaciół Żydów i musimy przyznać, że Kościół zrobił wiele pozytywnych kroków w dialogu z Żydami, lecz ich obecne pokolenie jest bardzo naznaczone tragedią zagłady. W planach Hitlera zagłada narodu żydowskiego miała poprzedzić zniszczenie Kościoła - ta próba zniszczenia planu Bożego to niezgłębiona tajemnica. Negowanie tego wszystkiego wprawia w wielkie zakłopotanie nie tylko Żydów, ale także sumienie chrześcijańskie.

- W następstwie afery z bp. Williamsonem w świecie żydowskim podniosły się głosy, by zerwać wszelkie kontakty z Kościołem katolickim. Są Żydzi, którzy mówią nam: „Wy nas potrzebujecie, a my was nie potrzebujemy”, przypominając, że chrześcijanie nie mogą wyprzeć się żydowskich korzeni swej wiary. Spoglądając w przeszłość, odnosi się również wrażenie, że niektóre środowiska żydowskie podchodzą do dialogu z katolikami w sposób instrumentalny, aby osiągnąć określone cele, które niewiele mają wspólnego z wiarą. Przypomnijmy, że w przeszłości spotkania katolicko-żydowskie służyły między innymi: nakłanianiu Stolicy Apostolskiej, by uznała państwo Izrael, a następnie, by nawiązała z nim stosunki dyplomatyczne, wypędzeniu sióstr karmelitanek i usunięciu krzyży z obrzeży obozu koncentracyjnego w Auschwitz, ciągłemu przypominaniu o konieczności zwalczania antysemityzmu itp. Jak należy więc prowadzić z nimi dialog? Zadaję to pytanie, gdyż jest Eminencja członkiem papieskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem.

- Nie jest rzeczą dobrą zredukowanie dialogu do dyskusji nad bieżącymi problemami. W komisji prowadzimy dialog religijny. Mamy kontakty z Wielkim Rabinatem Izraela i rozmawiamy na tematy religijne, dyskutujemy o wspólnych badaniach. Zdanie: „Wy nas potrzebujecie, a my was nie potrzebujemy” nie jest prawdziwe. Kościół otrzymał Stary Testament, lecz katolicka i protestancka lektura Biblii jest inna od sposobu, w jaki czytają ją rabini i tradycja Talmudu. Nasza więź ma nie tylko charakter historyczny, gdyż Jezus był Żydem, i Kościół powstał w tym środowisku. Jezus był Mesjaszem Izraela i uważam, że prawdziwy dialog musi zasadzać się na tym, co w rozdziałach 9-11 pisze św. Paweł w Liście do Rzymian. Fakt, że wielu Żydów nie uznaje Jezusa, jest problemem teologicznym. Nadzieja św. Pawła, że nadejdzie dzień pojednania, jest także nadzieją Kościoła. Kościół nie jest zaprzeczeniem narodu pierwszego przymierza, z którym łączą nas głębokie więzy. Jan Paweł II mówił o „naszych umiłowanych braciach”.
Problem w tym, że również Żydzi - tak jak społeczności tradycyjnie chrześcijańskie - stają się coraz bardziej zlaicyzowani i przestają wierzyć, że święte księgi zawierają Słowo Boże. Gdy brakuje wiary, mamy do czynienia z upolitycznieniem dialogu. Natomiast z wierzącymi Żydami dialog jest zawsze owocny - nawet jeżeli dochodzi do tarć - gdyż łączy nas wspólne poszukiwanie woli Bożej.

- Anna Foa, włoska historyk, wnuczka rabina Turynu, stwierdza w swej najnowszej książce, że nowa tożsamość żydowska nie jest już związana z wiarą, lecz z dwoma paradygmatami: Shoah i państwem Izrael (paradygmat to przyjęty sposób widzenia rzeczywistości, wzorzec - przyp. W.R.)…

- To bardzo smutne, gdyż świadczy o tym, że również społeczność żydowska staje się zlaicyzowana. Dlatego Żydzi szukają swej tożsamości poza Biblią. Szukają jej - jak twierdzi francuski intelektualista Alain Besançon - w „religii Shoah”. Również powstanie państwa Izrael staje się faktem epokowym, z którym oni się utożsamiają. Gdy nie ma wymiaru transcendentnego, liczy się tylko historia i polityka.

- Gary L. Krupp - Żyd i przewodniczący Fundacji Pave the Way z siedzibą w Nowym Jorku, której celem jest szerzenie tolerancji i zrozumienia między religiami przez wymianę kulturalną i intelektualną - twierdzi, że światowe mass media nagłośniły sensacyjnie i niekompletnie sprawę biskupów lefebrystów, dodając paliwa kontrowersjom i negatywnym reakcjom ludzi. Czyż nie kolejny już raz środki społecznego przekazu wykazały postawę uprzedzenia lub wrogości w stosunku do Kościoła katolickiego (prof. Jenkins nazywa antychrześcijaństwo „ostatnim tolerowanym uprzedzeniem” w dzisiejszym świecie)?

- To oczywiste, że ktoś nagłośnił tak bardzo delikatną sprawę, jaką jest negowanie Shoah, by uderzyć w Kościół i wywołać nastroje antykatolickie. Największą odpowiedzialność ponoszą za to oczywiście media. Dać na pierwszą stronę gazety tytuł: „Papież znosi ekskomunikę z biskupa, który neguje Holokaust” to nadużycie. To nie jest już informowanie, lecz manipulowanie! Gdyby Benedykt XVI wiedział, że ten biskup jest negacjonistą, nie odwołałby ekskomuniki.

Wywiad został przeprowadzony na początku marca 2009 r. - przed listem Benedykta XVI do biskupów w sprawie lefebrystów, który został ogłoszony 12 marca br.

O. Salij OP w rocznicę Rzezi Wołyńskiej: patrzmy na siebie wzrokiem pojednania

2019-07-14 14:37

mip (KAI) / Łuck

Do modlitwy za ofiary zbrodni popełnionych przez rodaków i do patrzenia na siebie wzrokiem pojednania zachęcał w Łucku na Ukrainie dominikanin, o. Jacek Salij podczas obchodów 76. rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Według polskich historyków, zbrodnia wołyńska pochłonęła ok. 100 tys. ofiar śmiertelnych wśród Polaków.

Archiwum „Niedzieli”
O. Jacek Salij OP

Mszy świętej, odprawionej w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku na Ukrainie przewodniczył ordynariusz diecezji łuckiej bp Witalij Skomarowski. Homilię wygłosił dominikanin o. Jacek Salij.

– Pojednanie możliwe jest tylko na gruncie prawdy. Można powiedzieć, że pojednanie stoi na dwóch filarach. Te filary to, po pierwsze, rozliczenie, czyli rzetelne poznanie i uznanie prawdy, i po drugie, przebaczenie. Jedno i drugie jest niezbędne, żeby pojednanie mogło się dokonywać – stwierdził. Zaznaczył, że „zło musi być rozliczone, ciałom niesprawiedliwie zamordowanych należy oddać szacunek i złożyć do grobów; cała prawda o dokonanych zbrodniach powinna być nazwana i uznana”.

Kaznodzieja przestrzegł przed niebezpieczeństwem zakłamania i hipokryzji, jakie mogą się kryć za zbyt łatwo rzucanymi wezwaniami do tego, żeby tam, gdzie w opisie i w ocenach tych samych wydarzeń historycznych różnimy się może szczególnie głęboko, porozumienia szukać na podstawie całej prawdy, której wzajemnie przed sobą nie będziemy ukrywać, choćby ta prawda była dla którejś ze stron nie wiem jak bolesna i zawstydzająca.

- Mianowicie wszyscy, nawet najuczciwsi spośród nas, ulegamy – chcemy czy nie chcemy, świadomie lub bezwiednie – różnym egocentrycznym skrzywieniom. Kiedy pojawia się problem krzywd – zarówno tych, które my zadaliśmy innym, jak tych, których od nich doznaliśmy – to egocentryczne skrzywienie daje o sobie znać w sposób wręcz nieunikniony. Owszem, jeśli prawdę na temat krzywdy chcemy poznać uczciwie, staramy się przekraczać nasze uleganie subiektywnym ocenom, jednak nawet przy najlepszej woli obraz tych samych wydarzeń będzie u obu stron naznaczony jakimś subiektywizmem – powiedział zakonnik.

Ojciec Salij wezwał do modlitwy za zbrodni popełnionych przez rodaków. - Ukraińcy niech modlą się za pomordowanych wtedy na Wołyniu Polaków, Polacy – za pomordowanych przez siebie Ukraińców. Jako Polacy chciejmy uznać, że w fakcie, iż w polskich akcjach odwetowych zginęło bez porównania mniej niewinnych Ukraińców, niż niewinnych Polaków w trakcie rzezi wołyńskiej, w żadnym wypadku nie powinno się szukać usprawiedliwienia dla zabijania niewinnych ludzi – podkreślił.

Zachęcał także do patrzenia na siebie wzrokiem pojednania. - Od tego, czy potrafimy uznać błędy przeszłości i przebaczać sobie wzajemnie, istotnie zależy to, czy naprawdę chcemy uczestniczyć w budowaniu świata, w którym respektuje się życie, sprawiedliwość, zgodę i pokój – wskazał.

Dominikanin poparł także starania arcybiskupa większego kijowsko-halickiego Światosława Szewczuka, by św. Jana Pawła II został uznany „patronem świętej sprawy pojednania polsko-ukraińskiego”. Przypomniała starania Jana Pawła II, aby we wrześniu 1988 roku ukraiński Kościół tradycji wschodniej mógł jawnie i uroczyście świętować w Polsce na Jasnej Górze tysiąclecie chrztu Rusi Kijowskiej.

- Kiedy niespełna trzy lata później, papież spotkał się w Przemyślu z wiernymi Kościoła greckokatolickiego, wyraził wówczas życzenie, aby tamte milenijne uroczystości Kościoła na Jasnej Górze okazały się proroczą zapowiedzią pojednania Polaków z Ukraińcami.

Kaznodzieja, zwrócił uwagę, że Opatrzność Boża tak pokierowała losami naszej części Europy, że już za kilka miesięcy Ukraina odzyskała wolność. - Kiedy nadszedł moment, że Jan Paweł II mógł przyjechać z pielgrzymką do wolnej już Ukrainy, ukraińsko-polskiego pojednania podjął zwłaszcza we Lwowie. Ojciec Święty przypomniał wówczas, jak ważne jest oczyszczanie pamięci historycznej, zarazem jednak zwrócił uwagę na fałsz takich rozliczeń historycznych, które pogłębiają nienawiść i zamykają na pojednanie – przypomniał o. Salij.

W liturgii uczestniczyli przedstawiciele polskich i ukraińskich władz, m. in. m.in. wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska, minister Kancelarii Prezydenta RP Andrzej Dera, wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk. NA nabożeństwo przybyli również uczestnicy motocyklowego Rajdu Wołyńskiego, którzy podróżują po polskich miejscach pamięci narodowej.

W latach 1942–1945 w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zginęło ok. 100 tys. Polaków. Kolejne kilkaset tysięcy zostało zmuszonych do wyjazdu. W akcjach odwetowych zginęło ok. 15 tys. Ukraińców. Kulminacja ludobójstwa nastąpiła w lipcu 1943 r.

22 lipca 2016 Sejm RP ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Sejm oddał w niej hołd wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czemu nie uwierzyć w siebie?

2019-07-15 21:42

Anna Majowicz

O przyczajonych tygrysach, dwóch stronach medalu i mocnej relacji z Bogiem – Sylwia Jaśkowiec poruszyła serca uczestników 26. Salwatoriańskiego Forum Młodych w Dobroszycach.

Anna Majowicz
Sylwia Jaśkowiec

- Od szkolnych lat uprawiam sport, a moją wiodącą dyscypliną są biegi narciarskie. W 2010 roku pojechałam na swoje pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Vancouver. One otworzyły mi drzwi do świata sportu. Miałam potencjał, ludzie mówili o dużym talencie, uzyskiwałam dobre wyniki sportowe. I nagle w moim życiu wydarzyło się coś niesamowitego. Po powrocie z sezonu zimowego do akademika w Katowicach, gdzie studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego, przydzielono mi pokój z dziewczynami, które na co dzień formowały się we Wspólnocie Przymierza Rodzin ,,Mamre”. Dziewczyny namówiły mnie na wyjazd na Mszę św. o uzdrowienie do Częstochowy. I tu muszę wspomnieć, że po powrocie z igrzysk miałam dobry moment sportowy, ale psychicznie czułam, że coś się kończyło, bo dążyłam do tego, aby zakończyć współpracę z trenerem, z którym bardzo dużo osiągnęłam. Wiedziałam, że nasza dalsza współpraca nie podniesie mojego sportowego poziomu, że mnie nie rozwinie. Człowiek miał w sobie ogromne sportowe ambicje, a przede wszystkim marzył nie tylko o igrzyskach, ale i o medalu mistrzostw świata i medalu olimpijskim. Te moje marzenia powodowały, że muszę iść dalej, wziąć sprawy w swoje ręce. Na tej Mszy św. stało się coś niesamowitego - pierwszy raz w życiu doświadczyłam żywego Pana Boga. Ten żywy Bóg powiedział mi ostre słowa.

Mała retrospekcja z dzieciństwa. W mojej rodzinie nie działo się dobrze. Nie doświadczyłam ojcowskiej miłości, tata nadużywał alkoholu. Moje serce było podziurawione, poranione, a braki miłości odcisnęły na mnie piętno. Byłam pogubiona, wrażliwa i nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami. Dzisiaj mówimy o tym, czemu nie uwierzyć w siebie? Ja tej pewności siebie, wysokiej samooceny i poczucia własnej wartości nie zdobyłam w domu. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Bóg dał mi sport jako narzędzie, w którym rozpoczęłam budowanie swojej samooceny.

Mój sportowy potencjał objawił się we wczesnych latach szkoły podstawowej. Chwała Bogu za człowieka, którego postawił na mej drodze – wuefistę Stanisława Gubałę. To był człowiek ogromnej pasji, ogromnego serca, a przede wszystkim ogromnej miłości. Od pierwszych zawodów do kolejnych okazało się, że jestem dobrą biegaczką i potrafię dobrze grać w zespołach drużynowych. Moje serce podbiły biegi narciarskie. Ten sport faktycznie dawał mi poczucie spełnienia, ale przede wszystkim motywował mnie do tego, że jest to moja szansa w życiu na bycie kimś, żeby uwierzyć w siebie, swoje możliwości i na wydobycie z siebie tego, co we mnie najlepsze. Wymagało to ode mnie ciężkiej pracy, wytrwałości, niezłomności, częstych upadków, ale i powstawania z tych upadków. Sport stał się dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu. Niestety, przez emocjonalne braki w miłości rzuciłam się całkowicie w wir pracy. To był mój mechanizm obronny. To było kosztem wielu wyrzeczeń, ale i też niestety kosztem niezdrowej ambicji sportowej. Doszłam do poziomu, gdzie zaczęłam gardzić słabszymi ode mnie. Wygrywałam z rówieśnikami z dużą przewagą, co powodowało, że rosła we mnie wartość samej siebie. Wiedziałam, że dochodzę do tego własną pracą, własną siłą, własnym psychicznym zaangażowaniem, upartością i niezłomnością. Jak możecie zauważyć nie było w tym wszystkim Boga, bo byłam ja. Moje budowanie wartości opierało się tylko i wyłącznie na tym, że to jest efekt mojej ciężkiej pracy. To było coś, co później Pan Bóg w sposób sobie właściwy wyciągnął, uświadomił mi, że moje serce było przepełnione pychą i egoizmem.

Kiedy dochodzi się do szczytu sportu wyczynowego, kiedy startuje się w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, to ma się świadomość, że jest się obserwowanym, ale i ty cały czas obserwujesz to, jak wygląda konkurencja, jaki poziom prezentuje, jak się odżywia, itd. Cały czas byliśmy jak takie przyczajone tygrysy, obserwujące się nawzajem. To prowadziło do skrajności. Bo w sporcie niestety występuje doping, anoreksja, bulimia – tylko dlatego, by być doskonałym w tym co się robi. To ciemne strony sportu, ale tak to już jest w życiu, że są dwie strony medalu. Wybór należy do nas. Ja niestety, w tym pierwszym okresie dążenia do perfekcji wycięłam z życia Pana Boga.

Punktem zwrotnym w moim życiu był wyjazd do Częstochowy. Pojechałam na Mszę św. i moje serce zostało zalane Bożą miłością. Usłyszałam, że może nie było ze mną ziemskiego ojca, ale Pan Bóg był cały czas obecny w moim życiu, że Jego obecność była nieustanna i On się cały czas o mnie troszczył. Usłyszałam od Boga, że wszyscy mogą o mnie zapomnieć, ale nie On, bo oddał za mnie życie na krzyżu.

Przyjęłam do swojego życia Pana i Zbawiciela i to jest cudowne. To był najważniejszy wybór w moim życiu. Wybór, który obrócił moje życie do góry nogami!

Posłuchaj całego wystąpienia:

https://drive.google.com/file/d/1Q333Es_IerOrY9adtMYx4V-A89ww6hMN/view?usp=sharing

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem