Reklama

Tam, gdzie żyją biedronki

Niedziela Ogólnopolska 40/2011, str. 44-45

Dominik Różański/Niedziela

Grzegorz Wojciechowski - senator RP, rolnik, samorządowiec, członek „Koalicji przeciw GMO”

Grzegorz Wojciechowski - senator RP, rolnik, samorządowiec, członek „Koalicji przeciw GMO”

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Słyszymy często - i na wsi, i w mieście - takie marzenie, że Polska mogłaby być europejskim zagłębiem zdrowej żywności. Mogłaby?

GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI: - Wydaje się, że ciągle jeszcze mamy na to szansę, choć coraz częściej pojawiają się też pewne zagrożenia. Obecnie produkujemy tylko 3 proc. unijnej żywności ekologicznej, ale mamy bardzo dużą dynamikę wzrostu - ok. 25 proc. rocznie. Nasza żywność jest w dobrych cenach sprzedawana za granicę i tam bardzo ceniona, natomiast sami, niestety, jemy nie swoje owoce, nie swoje mięso, a wszystko znacznie, znacznie gorsze od naszego.

- Co trzeba zrobić, aby nasz kraj wytwarzał więcej zdrowej żywności także dla nas?

- Tak naprawdę niewiele, ponieważ mamy jeszcze dość czyste środowisko naturalne, nie mamy dużego skażenia przemysłem, nawozami, pestycydami… Mamy własną wodę, nie napływają do nas żadne zanieczyszczenia, nie ma zagrożeń. Trzeba by sobie tylko odpowiedzieć na pytanie, jak powinno wyglądać zdrowe rolnictwo.

- Nowoczesne rolnictwo jest kojarzone z uprawami roślin genetycznie modyfikowanych (GMO), które dzięki swym nadzwyczajnym cechom mają wyżywić świat. Pan Senator jest członkiem „Koalicji przeciw GMO” i od wielu lat walczy Pan ostro z wszelkimi próbami przyjaznego otwarcia Polski na GMO. Dlaczego?

- Dlatego, że uprawy GMO nie tylko nie unowocześnią polskiego rolnictwa, ale je unicestwią. Może dojść do tego, że nie będziemy cenionymi producentami zdrowej żywności, lecz dostawcami genetycznie zmodyfikowanych produktów rolnych szkodliwych dla zdrowia…

- Na temat tej szkodliwości zdania są dziś podzielone…

- To dlatego, że oddziaływanie GMO nie jest dostatecznie zbadane i wciąż w tej sprawie poruszamy się po omacku. Wiemy za to na pewno, że mamy do czynienia z wytworzonymi w sposób sztuczny „nadorganizmami”, które gdy przedostaną się do środowiska naturalnego, zaczynają górować nad wszystkimi innymi i niszczą je - obserwujemy to zwłaszcza wśród roślin.

- Ale to właśnie jest poczytywane za ich zaletę.

- Niestety, tak. Tą ich zaletą ma być np. to, że są odporne na środki ochrony roślin do zwalczania chwastów; wszystkie rośliny giną, a roślina odpowiednio zmodyfikowana genetycznie pozostaje… Wyhodowano już nawet rośliny, które same produkują truciznę, żeby zabić wszystko, co im szkodzi, co je próbuje ugryźć… Bezwzględnie niszczą także pożyteczne owady, jak chociażby biedronki zjadające mszyce na roślinach… A więc tam, gdzie mamy rośliny GMO, biedronki szybko giną, w związku z czym sytuacja wszystkich innych roślin w środowisku pogarsza się…

- I już z tego prostego przykładu wynika, że GMO nie może być dla człowieka dobre?

- Tak podpowiada zdrowy rozsądek i świat zaczyna się już nad tym poważnie zastanawiać.

- A Polska?

- W Polsce mamy dziś niezwykle silne ekonomicznie lobby popierające GMO, natomiast przeciwnicy bywają wręcz uważani za wrogów postępu, bo np. protestują przeciwko obsiewaniu pól golfowych genetycznie zmodyfikowaną trawą, której gen co roku rozprzestrzenia się o kilkaset metrów dalej, powodując trudne jeszcze do określenia straty w środowisku naturalnym, a z całą pewnością prowadząc do zubożenia bioróżnorodności.

- GMO jest w Polsce obecne i nie ma co z nim walczyć - mówią sceptycy - mamy je w paszach, w żywności, mimo zakazów, mimo ograniczeń i ostrzeżeń. Czy oprócz trawy z pól golfowych mamy jeszcze inne uprawy roślin GMO?

- Od kilku lat utrzymuje się niedozwolona uprawa modyfikowanej kukurydzy. W tym roku stwierdzono ją na powierzchni 3 tys. ha. Prokuratura prowadząca w tej sprawie dochodzenia kolejno je umarzała. Pocieszające jest to, że w ciągu ostatnich dwóch lat powierzchnia upraw GMO spadła o 23 proc., i to chyba tylko dzięki rozsądkowi rolników, bo naciski są w dalszym ciągu, nic tu się nie zmienia…

- Czyje to naciski?

- Naciskają koncerny produkujące np. środki chwastobójcze, i proceder ten dotyczy całej Europy. W niektórych krajach, np. w Austrii, która 12 lat temu zakazała GMO, uprawy tego rodzaju jednak istniały i też nikt nikogo tam nie ukarał…

- To znaczy, że nawet ostre prawo jest bezsilne wobec ekspansji GMO i jej protektorów?

- Na to wygląda. A głębszych przyczyn tej patologii szukałbym w specyfice tego dość dziwnego europejskiego wspólnego rynku, która sprawia, że wystarczy zarejestrować GMO w jakimkolwiek kraju, aby stało się ono dostępne w całej UE. Ten rynek po prostu zbyt bezkrytycznie chroni importerów… To, co się sprowadza do naszego kraju np. z Rosji, nie podlega żadnej kontroli unijnej! Unia nigdy nie certyfikowała ani jednego pozaunijnego zakładu produkującego np. żywność na rynek unijny. Dlatego tak trudno kontrolować napływ GMO, czy to w formie owoców (z nasionami, które mogą być posiane), czy przetworów.

- Trudno stworzyć te mechanizmy kontrolne, bo trzeba by ograniczyć wolny rynek...

- Być może, ale wydaje się, że w sprawie GMO mamy do czynienia raczej z jakąś nieczystą grą… Co najmniej dziwna wydaje się obecnie obowiązująca procedura rejestrowania GMO, która polega na tym, że firmy ubiegające się o to składają własne ekspertyzy o nieszkodliwości i bezpieczeństwie ekologicznym, które oczywiście nie są obiektywne… Dlatego, moim zdaniem, powinna je wydawać specjalna instytucja rządowa.

- Panie Senatorze, jeszcze kilka lat temu byliśmy dumni z pięknego rodzimego rzepaku. Czy nadal jest „swojski”?

- O ile mi wiadomo, nie ma w tej chwili w Polsce upraw rzepaku modyfikowanego, natomiast olej rzepakowy robi się w Polsce z nasion genetycznie modyfikowanych, których import jest niczym nieskrępowany. W innych krajach z takiego rzepaku robi się olej do celów energetycznych, natomiast u nas, niestety, bardzo często do celów spożywczych…

- To zgroza! Dlaczego tak się dzieje?

- Dlatego, że - o czym już wspomniałem - w naszym kraju bardzo popularne i korzystne jest sprzedawanie za granicę dobrej polskiej żywności i przywożenie z innych krajów identycznego pod względem nazwy i rozpoznawalności produktu gorszej jakości. Tak się dzieje z owocami - ponad połowa naszych owoców jedzie za granicę, a my nie pokrywamy własnych potrzeb.

- Za to zajadamy chińskie zmodyfikowane truskawki!

- Albo inne owoce, które przemierzyły świat i których czasem spotykamy u nas więcej niż rodzimych. Najgorsze jest właśnie to, że Polska stała się wdzięcznym rynkiem zbytu dla produktów żywnościowych wątpliwej jakości.

- Ale dzięki Bogu, jak dotąd nie mamy jeszcze w Polsce wielkich farm produkcyjnych nastawionych na GMO!

- Jeszcze nie, ale wiele wskazuje na to, że ku temu zmierzamy… W Polsce sytuacja może być wkrótce podobna do tej, jaka miała miejsce w Kanadzie, gdzie rolnicy, czyli właściciele ziemi, pracowali de facto w koncernach biotechnologicznych; nie musieli się troszczyć o nasiona, dawali tylko pole i pracę, a potem dostawali wynagrodzenie za uprawę GMO od firmy biotechnologicznej, która jest właścicielem genów…

- Wydaje się, że dla rolników to sytuacja dość komfortowa, bo bez większego strachu o pomyślność plonów, o ich zbyt…

- Dla jednych być może tak, ale dla innych wręcz przeciwnie. Warto tu podać przykład kanadyjskiego rolnika, który wyhodował własną odmianę rzepaku, doskonale plonującą, doskonale przystosowaną do lokalnych warunków i okazało się, że po dwóch latach po wprowadzeniu GMO na teren Kanady nowo przybyły gen pojawił się w tym lokalnym rzepaku. Firma biotechnologiczna natychmiast oskarżyła owego rolnika, że ukradł ten „cenny” gen, zasądzono mu milion dolarów odszkodowania. Zastanówmy się więc, czy przeciętnego polskiego rolnika będzie na to stać, czy nie będzie musiał skapitulować w podobnej sytuacji i wyrzec się własnych ambicji, wręcz zrezygnować z prowadzenia gospodarstwa po swojemu...

- Można z góry założyć, że nawet kilka dużych upraw GMO doprowadzi do kresu nie tylko marzenia o polskiej zdrowej żywności, ale także zniszczy naturalne, zwykłe rolnictwo...

- Tego można się obawiać, i to bez żadnej przesady. Niewiele brakowało i nadal niewiele brakuje, aby GMO utorowały sobie oficjalną drogę do Polski. Wprawdzie niedawno przegłosowana w polskim Sejmie ustawa o nasiennictwie, dopuszczająca w pewnym zakresie tego typu uprawy, została zawetowana przez prezydenta, ale jak się już podkreśla, głównie z powodu nieścisłości formalnych…

- Co by było, gdyby przeszła?

- Strach pomyśleć! W starej ustawie były wyraźne zakazy odnośnie do GMO, a w nowej powiedziano, że w przyszłości - nie wiadomo kiedy - będzie odrębna ustawa regulująca problemy GMO i w związku z tym wszystko, co dotyczy tego problemu, teraz wykreślono; wszystko, co ograniczało GMO, zostało wykreślone! A co nie jest zabronione, jest dozwolone… Pojawił się natomiast bardzo ciekawy zapis, mówiący, że minister „może” zabronić czy też wykreślić z rejestru odmianę, która jest szkodliwa dla człowieka lub środowiska.

- Zaklęte słówko „może”, czyli tzw. furtka prawna?

- Tym razem dla lobby GMO. Minister, posługując się takim prawem, nie musiałby wcale działać zgodnie z interesem społecznym.

- Tymczasem 75 proc. społeczeństwa polskiego jest przeciw GMO. Komu zależało na tym, aby wprowadzić uprawy transgeniczne tylnymi drzwiami? - pytają internauci włączający się do dyskusji o zawetowanej ustawie. Potrafi Pan odpowiedzieć na to pytanie?

- Wokół tej sprawy wytworzono taki chaos i dezorientację, że jasna odpowiedź staje się coraz trudniejsza i można ją znaleźć chyba tylko w WikiLeaks... Można przypuszczać, że mamy do czynienia ze skutecznym lobbingiem, wywieranym na niektórych polskich polityków przez koncerny biotechnologiczne.

- Prawo unijne już pozwala na to, żeby poszczególne państwa mogły samodzielnie podjąć decyzję o tym, że staną się strefą wolną od GMO, tymczasem polski rząd nie kwapi się z zajęciem jednoznacznego stanowiska. Można się obawiać, że raczej sprzyja GMO, niż jest przeciw?

- Na to właśnie wygląda. Procedura unijna odnośnie do tego prawa jeszcze się nie zakończyła, ale Parlament Europejski głosami rozsądnych, czyli m.in. Frakcji Konserwatystów i Reformatorów, której członkiem jest PiS, przyjął tę właśnie zasadę, natomiast o ile mi wiadomo, polscy eurodeputowani z PO i PSL, należący do Frakcji Chrześcijańskich Demokratów, głosowali przeciw... Bardzo dziwi mnie to, że wszyscy deputowani z PSL popierają GMO…

- PSL od dawna zarzucało zarówno obecnemu, jak i poprzedniemu rządowi, że jest przeciwko GMO. Jak to rozumieć? Wszak jest to partia, której istotą jest dbałość o polską wieś i rolnictwo…

- Widać PSL tak specyficznie i po staremu rozumie postęp i nowoczesność… Zresztą niedawno obecny minister rolnictwa powiedział, że nie będzie szedł na barykadę i bronił tego zacofania polskiej wsi.

- Ci wiejscy obrońcy GMO mówią, że bronią w ten sposób konkurencyjności polskiego rolnictwa. Czy rzeczywiście bez GMO przegra ono z kretesem na rynku europejskim?

- Nie sądzę, choć ten problem rozważa się u nas co najmniej od kilku lat. Do 2008 r. obowiązywało moratorium, na mocy którego przepis ustawy z 2003 r. niedopuszczający elementów GMO w paszach nie działał. W 2008 r. rząd przedłużył to moratorium do 2012 r., aby uniknąć problemu z zaopatrzeniem w pasze bez GMO.

- Czy po wyeliminowaniu komponentów GMO można się obawiać dużego wzrostu cen pasz, a zatem i wzrostu cen mięsa? Jeden z doradców prezydenta straszył nawet, że mięso mogłoby zdrożeć o 40 proc.

- Nie wiem, skąd się biorą te wyliczenia, skoro już dawno były robione ekonomiczne ekspertyzy, z których wynika, że np. soja naturalna jest droższa tylko o 5 proc. od zmodyfikowanej... A ponadto już dość dawno dostaliśmy propozycję z Ukrainy, że tamtejsi rolnicy mogą dostarczać na polski rynek soję bez GMO. Jednak jakoś dziwnie to zbagatelizowano…

- W jednym ze swych oświadczeń powołuje się Pan na wyniki przeprowadzonej w 2008 r. kontroli NIK, która wykazała nieogarniony wprost bałagan, lekceważenie problemu. Czy coś się zmieniło?

- Nic się nie zmieniło! Kłopot polega na tym, że Polska nie jest dziś w stanie odpowiednio chronić się przed GMO, bo nie ma technicznych możliwości zbadania rozmiaru skażenia kraju przez GMO, nie ma odpowiednich przepisów nakładających system kontroli, bo nie ma takiej woli politycznej... Podczas gdy w Europie powierzchnia upraw GMO maleje, to w Polsce problem narasta.

- A może rzeczywiście wykluczenie, niedopuszczenie GMO pogarsza sytuację żywnościową i ekonomiczną rolnictwa?

- To mit! Według rządowych badań kanadyjskich, plony roślin GMO są niższe o 5-10 proc. Poza tym niekorzystne jest też to, że kontrolę nad uprawami GMO sprawuje zawsze duży organizm ekonomiczny. A jak mogą działać ci wielcy, mieliśmy przykład w latach 20. w Związku Radzieckim, gdy kontrolę nad rolnictwem przejęło w całości państwo. W czasie wielkiego głodu plony przechowywano w betonowych magazynach. Schowana pszenica gniła, a ludzie umierali z głodu...

- Sugeruje Pan, że współcześnie to „mocarstwowa” technologia GMO może doprowadzić do takiej żywnościowej przemocy?

- Wiem, że to strasznie brzmi, ale kto wie… Skoro wielkie koncerny będą niepodzielnie dysponowały wielkimi zapasami żywności, to mogą sterować sytuacją na świecie.

- Czyli że uprawy GMO, zamiast zapobiegać klęsce głodu, mogą ją wywoływać?

- Nie lekceważyłbym i takiej możliwości… Żywność już niejeden raz w historii była skuteczną bronią. A słyszałem też dość makabryczną opinię, że skoro niektóre geny, np. „Roundup ready” (soja transgeniczna), powodują obniżenie płodności, to może GMO jest rzeczywiście panaceum na wyżywienie świata…

- To horror, Panie Senatorze!

- Tak, GMO to horror pod każdym względem.

Materiały poświęcone przestrzeni publicznej objęły patronatem Kasy Kredytowe SKOK

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

SKOK prosi o wsparcie i wstawiennictwo Maryi

2020-09-18 20:05

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Niedziela

konferencja

Niedziela

SKOK

Karol Porwich/Niedziela

Mszą św. w Kaplicy Matki Bożej, w piątek 18 września, została zainaugurowana 28. Konferencję Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej. W tym roku z powodu epidemii sesja plenarna, jak i poszczególne tematy paneli, zostaną zaprezentowane online. Konferencji towarzyszy motto 'Wspólnie ku zmianom'.

W jasnogórskiej modlitwie uczestniczyli m.in. Rafał Matusiak, prezes zarządu Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej oraz Maciej Ruczyński, wiceprezes Zarządu Kasy Krajowej. Do pielgrzymowania na Jasną Górę, w sposób bezpośredni, oraz za pośrednictwem transmisji internetowej, zaproszeni byli wszyscy członkowie ruchu Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, których jest w Polsce prawie 1,4 mln.

Karol Porwich/Niedziela

Panel z udziałem ks. Jarosława Grabowskiego Redaktora Naczelnego "Niedzieli".

Panel z udziałem ks. Jarosława Grabowskiego Redaktora Naczelnego

Karol Porwich/Niedziela

Panel z udziałem ks. Jarosława Grabowskiego Redaktora Naczelnego "Niedzieli".

Panel z udziałem ks. Jarosława Grabowskiego Redaktora Naczelnego

„Jak co roku Krajowa Konferencja Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, jest takim podsumowaniem tego, co udało się osiągnąć w ubiegłym roku, jest to też taki moment refleksji, co powinniśmy zrobić w przyszłości - mówi Maciej Ruczyński, wiceprezes Zarządu Kasy Krajowej - Ten rok jest bardzo szczególny, bo w związku z obostrzeniami związanymi z koronawirusem, przed Spółdzielczymi Kasami stanęły nowe, niespotykane dotąd wyzwania. Na Jasną Gorę przyjeżdżamy po to, żeby czerpać stąd siły do naszej działalności, żeby czerpać inspiracje, żeby pomodlić się o wsparcie i wstawiennictwo Matki Bożej dla naszej działalności, dla naszej społecznej misji”.

Pracę zrzeszenia Spółdzielczych Kas w dobie koronawirusa, wiceprezes Ruczyński, ocenia bardzo dobrze: „Bardzo szybko udało nam się zmienić filozofię działania z działalności polegającej na bezpośredniej współpracy z naszymi członkami, opartej o takie bezpośrednie spotkania, wizyty w oddziałach, i w dużej mierze na przeniesienie tego do sfery takiej medialnej i internetowej - zapewnia Maciej Ruczyński - Jesteśmy dość specyficzni, ponieważ nasi członkowie to jednak ludzie w bardziej zaawansowanym wieku, którzy przychodzą do nas dlatego, że maja do nas zaufanie. To są jednak, z drugiej strony ludzie, którym przez całe życie zależało właśnie na tej bezpośredniej obsłudze, którzy niewiele mieli do tej pory wspólnego z takimi kanałami zdalnymi, z obsługą swoich finansów przez telefon, z obsługą przez internet. I tu dostrzegamy ogromną naszą rolę w edukowaniu, we wsparciu tych ludzi w tym, żeby jak najlepiej zaadaptowali się do obecnych warunków, żeby poznali te nowości technologiczne, które funkcjonują na rynku, żeby zaczęli z nich korzystać, zamiast korzystać z tej tradycyjnej formy pieniądza”.

Mszy św. przed Cudownym Obrazem Matki Bożej przewodniczył abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Słowa powitania skierował o. Mieczysław Polak.

Karol Porwich/Niedziela

„Każda nasza pielgrzymka jest na wzór Maryi dziękczynieniem za dotychczasowe nasze dziedzictwo rodzinne, czy w tym wypadku organizacji SKOK-u oraz otwarciem i nadzieją na przyszłość – powiedział w homilii abp Wacław Depo - Dobrze, że tu jesteśmy, że razem z Maryją wypraszamy potrzebny dar Ducha Świętego, dar mądrości dla naszych dróg. Chcemy Jej zawierzyć wszystkie spotkanie i prosić o wstawiennictwo do Ducha Świętego, który jest duchem prawdy i jednocześnie wolności, przypominającym nam wszystko, co Jezus nam powiedział, i przypominający nam o granicach prawdy i kłamstwa, dobra i zła. (...) Przychodzimy tutaj do domu Matki, żeby połączyć w sobie to, co jest naszym dziedzictwem, naszą chwilą obecną i zawierzyć Bogu przyszłość”.

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: widoczne są dysproporcje pomiędzy mediami (wywiad)

2020-09-19 09:57

[ TEMATY ]

media

abo Wacław Depo

Redakcja Tygodnika Katolickiego "Niedziela"

Media są pewną formą obdarowania, ale są również pewnym ciężarem odpowiedzialności – powiedział w rozmowie z KAI abp Wacław Depo metropolita częstochowski i przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu.

Publikujemy treść wywiadu:

Ks. Mariusz Frukacz (KAI): Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia postawę mediów katolickich podczas epidemii, zwłaszcza w pierwszych miesiącach - czy właściwie towarzyszyły odbiorcom pomagając im dobrze przeżyć ten niezwykły czas?

Abp Wacław Depo: Myślę, że trzeba zacząć w szerszym kontekście od tego, iż pewnym ważnym progiem do przebicia się mediów katolickich, ale również w ogóle mediów, do świadomości ludzi wierzących był wybór Jana Pawła II i jego pielgrzymka do Ojczyzny. Kiedy nie mogliśmy bezpośrednio uczestniczyć w tych właśnie wydarzeniach, to wówczas poprzez przekaz radiowy i telewizyjny łączyliśmy się z tym misterium, które dokonywało się na naszych oczach, mimo że wówczas nie byliśmy wychowani do takiego głębokiego przeżycia wewnętrznego, na które dzisiaj możemy spojrzeć w sensie zadania czy to zrealizowanego do końca, czy też nie.

Aktualnie w czasie Mszy św., które były transmitowane wypowiadaliśmy modlitwę o komunii duchowej przyjęcia Pana Jezusa do swojego serca. To była modlitwa bezpośrednio odczytywana przez celebransa, ale każdy w niej mógł się odnaleźć myśląc o swoim pragnieniu sakramentalnego przyjęcia Pana Jezusa, jak również o samej więzi z Jezusem i o miłości do Jezusa. Słowa „kocham Cię Panie Jezu, bo Ty mnie kochasz, obdarowujesz sobą” wypowiadane w trakcie Eucharystii musiały, moim zdaniem, głęboko zapadać w świadomość ludzi, a zwłaszcza cierpiących, chorych i znajdujących się jakiejkolwiek potrzebie, jednocześnie będąc izolowani od innych osób w najbliższej rodzinie.

KAI: Czy z tego czasu płynie jakaś lekcja dla mediów? Czy nie uważa Ksiądz Arcybiskup, że należałoby utrzymać więzi pomiędzy proboszczem a parafianami stworzone dzięki transmisjom Mszy św., z tym, że teraz budowane wokół innych treści, np. krótkie katechezy, odpowiedzi na trudne pytania dotyczące wiary, kursy, dyskusje?

– Z pomocą przychodzi nam list kard. Roberta Sarah, który napisał: „Wróćmy z radością do Eucharystii”. Oczywiście ważny jest ten kontakt osobowy księdza proboszcza, jako głównego nie tylko celebransa Eucharystii, ale również moderatora życia religijnego i takich, czy innych spotkań, które się dokonywały, czy też dokonują z wiernymi, czy z danymi grupami. Myślę tutaj o grupach dzieci pierwszokomunijnych, czy też młodzieży bierzmowanej. Trzeba zaznaczyć, że tu pojawia się zadanie dla obydwu stron. W czasie pandemii księża proboszczowie wychodzili do wiernych z różnymi, nawet dosyć ekstremalnymi inicjatywami, tak jak przejazd przez wioski i święcenie pokarmów wielkanocnych. Uważam, że dzisiaj trzeba bardziej zwrócić uwagę na samą odwagę wyjścia do kościoła. Są oczywiście dalej obostrzenia sanitarne, których trzeba przestrzegać, ale musimy przełamać lęk, zwłaszcza poprzez decyzje rodziców, żeby z dziećmi i młodzieżą wychodzić do kościoła. Jesteśmy świadomi tego, że ogólna frekwencja na niedzielnych Mszach Świętych kształtowała się w okolicach 30 procent. Ten czas jest dla nas jakimś rachunkiem sumienia, że odizolowanie się przestrzenne jednak spowodowało jakieś lęki przed wejściem do kościoła, a potem korzystaniem z sakramentu Eucharystii i pokuty.

KAI: Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup panoramę polskich mediów katolickich i panujący w tej sferze pluralizm? Czy ten stan jest optymalny czy czegoś tu, według Księdza Arcybiskupa, brakuje?

– Odpowiem nieco zdumiewająco, a nawet nieco prowokacyjnie. Jest to nasza praca aż do końca świata. Dlatego, że widoczne są dysproporcje pomiędzy mediami, które są, w takiej czy innej panoramie, propozycją dla ludzi, też przecież podmiotem takiego, czy innego filmu, adresu, czy celebracji eucharystycznych, innych nawet form, takich jak publiczne dyskusje, to jest niezmiernie przytłaczająca część mediów takich, które są komercyjne i inspirowane przez takie, czy inne sieci, już nie mówiąc o ośrodkach bardzo mocno finansowanych z różnych źródeł. Ta panoramiczność wyjść naszych katolickich mediów jest naprawdę zaledwie w jakimś początkowym stopniu wystarczająca, ale podkreślam, pomimo iż telewizja Trwam będzie na multipleksie, czy też radio Maryja, to jednak dysproporcja jest mocno widoczna.

KAI: Jaka powinna być główna intencja polskich katolików w Dniu modlitw w intencji Środków Społecznego Przekazu?

– Tutaj posłużę się, jak wiele razy czynię to w moim nauczaniu, taką triadą papieską: prawda, zaufanie, wspólnota. Jeśli będziemy sięgać do źródeł prawdy, nie będziemy przyjmować tego, co idzie od świata, że żyjemy już w cywilizacji światowej, czy europejskiej postprawdy, że prawda jest relatywna i nie ma prawdy absolutnej, a co dopiero powiedzieć nadprzyrodzonej, czyli więzi z Bogiem osobowym, to wtedy nie będzie stopnia zaufania do siebie pomiędzy ludźmi, bo na jakim fundamencie będzie można budować zaufanie do siebie, jeśli będziemy rozmijać się z prawdą o naszej ludzkiej naturze, chociażby mężczyzny i kobiety, o wspólnocie rodzinnej. A co dopiero mówić o wspólnocie międzynarodowej, a poczynając od wspólnoty narodowej. Jak odróżnić to, co jest dzisiaj niesłusznie i fałszywie interpretowane, że wspólnota narodowa jest określana nacjonalizmem, atakującym i wykluczającym inne wspólnoty. I to jest zadanie, które nas dzisiaj niestety przytłacza, ale musimy ten ciężar przyjąć i wyprostowywać również swój sposób myślenia, mówienia, a tym samy budowania odpowiedzialności za wspólnotę ludzką i kościelną.

KAI: W dzisiejszych czasach coraz większa jest liczba księży obecnych w social mediach, na portalach społecznościowych, jak: YouTube, Facebook, Twitter. Jak jest rola kapłana i jego obecności w tej przestrzeni medialnej?

– Media są pewną formą obdarowania, ale są również pewnym ciężarem odpowiedzialności. Jeśli nasze zaangażowanie w mediach ogranicza się do wypowiadania własnego nieraz takiego, czy innego sposobu pojmowania danej prawdy, wtedy to nie służy niestety dobru ogólnemu. Odwołam się tutaj, do takiego wprost żądania młodzieży francuskiej w spotkaniu z Janem Pawłem II. Wprost wówczas powiedziano: „Ojcze nie mów nam o przykazaniach, o przepisach i Kościele jako instytucji, ale podaj nam motywy i racje życia”. Wtedy Ojciec Święty wypowiedział: „Jedyną Prawdą, motywem i racją życia jest dla nas Jezus Chrystus”. I to nie jest żadna idea, czy ideologia. To nie jest nawet przykazanie. Tylko to jest żywy Bóg, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem. I wszedł w nasze realia życiowe, które musimy dzisiaj mierzyć Jego miarą, jako Boga i Człowieka, a nie swoim takim, czy innym odczuciem.

KAI: Bardzo dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję