Reklama

Tam, gdzie żyją biedronki

O niepewnej przyszłości polskiej zdrowej żywności, polach golfowych i rozumieniu nowoczesnego rolnictwa z Grzegorzem Wojciechowskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 40/2011, str. 44-45

Dominik Różański/Niedziela
Grzegorz Wojciechowski - senator RP, rolnik, samorządowiec, członek „Koalicji przeciw GMO”

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Słyszymy często - i na wsi, i w mieście - takie marzenie, że Polska mogłaby być europejskim zagłębiem zdrowej żywności. Mogłaby?

GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI: - Wydaje się, że ciągle jeszcze mamy na to szansę, choć coraz częściej pojawiają się też pewne zagrożenia. Obecnie produkujemy tylko 3 proc. unijnej żywności ekologicznej, ale mamy bardzo dużą dynamikę wzrostu - ok. 25 proc. rocznie. Nasza żywność jest w dobrych cenach sprzedawana za granicę i tam bardzo ceniona, natomiast sami, niestety, jemy nie swoje owoce, nie swoje mięso, a wszystko znacznie, znacznie gorsze od naszego.

- Co trzeba zrobić, aby nasz kraj wytwarzał więcej zdrowej żywności także dla nas?

- Tak naprawdę niewiele, ponieważ mamy jeszcze dość czyste środowisko naturalne, nie mamy dużego skażenia przemysłem, nawozami, pestycydami… Mamy własną wodę, nie napływają do nas żadne zanieczyszczenia, nie ma zagrożeń. Trzeba by sobie tylko odpowiedzieć na pytanie, jak powinno wyglądać zdrowe rolnictwo.

- Nowoczesne rolnictwo jest kojarzone z uprawami roślin genetycznie modyfikowanych (GMO), które dzięki swym nadzwyczajnym cechom mają wyżywić świat. Pan Senator jest członkiem „Koalicji przeciw GMO” i od wielu lat walczy Pan ostro z wszelkimi próbami przyjaznego otwarcia Polski na GMO. Dlaczego?

- Dlatego, że uprawy GMO nie tylko nie unowocześnią polskiego rolnictwa, ale je unicestwią. Może dojść do tego, że nie będziemy cenionymi producentami zdrowej żywności, lecz dostawcami genetycznie zmodyfikowanych produktów rolnych szkodliwych dla zdrowia…

- Na temat tej szkodliwości zdania są dziś podzielone…

- To dlatego, że oddziaływanie GMO nie jest dostatecznie zbadane i wciąż w tej sprawie poruszamy się po omacku. Wiemy za to na pewno, że mamy do czynienia z wytworzonymi w sposób sztuczny „nadorganizmami”, które gdy przedostaną się do środowiska naturalnego, zaczynają górować nad wszystkimi innymi i niszczą je - obserwujemy to zwłaszcza wśród roślin.

- Ale to właśnie jest poczytywane za ich zaletę.

- Niestety, tak. Tą ich zaletą ma być np. to, że są odporne na środki ochrony roślin do zwalczania chwastów; wszystkie rośliny giną, a roślina odpowiednio zmodyfikowana genetycznie pozostaje… Wyhodowano już nawet rośliny, które same produkują truciznę, żeby zabić wszystko, co im szkodzi, co je próbuje ugryźć… Bezwzględnie niszczą także pożyteczne owady, jak chociażby biedronki zjadające mszyce na roślinach… A więc tam, gdzie mamy rośliny GMO, biedronki szybko giną, w związku z czym sytuacja wszystkich innych roślin w środowisku pogarsza się…

- I już z tego prostego przykładu wynika, że GMO nie może być dla człowieka dobre?

- Tak podpowiada zdrowy rozsądek i świat zaczyna się już nad tym poważnie zastanawiać.

- A Polska?

- W Polsce mamy dziś niezwykle silne ekonomicznie lobby popierające GMO, natomiast przeciwnicy bywają wręcz uważani za wrogów postępu, bo np. protestują przeciwko obsiewaniu pól golfowych genetycznie zmodyfikowaną trawą, której gen co roku rozprzestrzenia się o kilkaset metrów dalej, powodując trudne jeszcze do określenia straty w środowisku naturalnym, a z całą pewnością prowadząc do zubożenia bioróżnorodności.

- GMO jest w Polsce obecne i nie ma co z nim walczyć - mówią sceptycy - mamy je w paszach, w żywności, mimo zakazów, mimo ograniczeń i ostrzeżeń. Czy oprócz trawy z pól golfowych mamy jeszcze inne uprawy roślin GMO?

- Od kilku lat utrzymuje się niedozwolona uprawa modyfikowanej kukurydzy. W tym roku stwierdzono ją na powierzchni 3 tys. ha. Prokuratura prowadząca w tej sprawie dochodzenia kolejno je umarzała. Pocieszające jest to, że w ciągu ostatnich dwóch lat powierzchnia upraw GMO spadła o 23 proc., i to chyba tylko dzięki rozsądkowi rolników, bo naciski są w dalszym ciągu, nic tu się nie zmienia…

- Czyje to naciski?

- Naciskają koncerny produkujące np. środki chwastobójcze, i proceder ten dotyczy całej Europy. W niektórych krajach, np. w Austrii, która 12 lat temu zakazała GMO, uprawy tego rodzaju jednak istniały i też nikt nikogo tam nie ukarał…

- To znaczy, że nawet ostre prawo jest bezsilne wobec ekspansji GMO i jej protektorów?

- Na to wygląda. A głębszych przyczyn tej patologii szukałbym w specyfice tego dość dziwnego europejskiego wspólnego rynku, która sprawia, że wystarczy zarejestrować GMO w jakimkolwiek kraju, aby stało się ono dostępne w całej UE. Ten rynek po prostu zbyt bezkrytycznie chroni importerów… To, co się sprowadza do naszego kraju np. z Rosji, nie podlega żadnej kontroli unijnej! Unia nigdy nie certyfikowała ani jednego pozaunijnego zakładu produkującego np. żywność na rynek unijny. Dlatego tak trudno kontrolować napływ GMO, czy to w formie owoców (z nasionami, które mogą być posiane), czy przetworów.

- Trudno stworzyć te mechanizmy kontrolne, bo trzeba by ograniczyć wolny rynek...

- Być może, ale wydaje się, że w sprawie GMO mamy do czynienia raczej z jakąś nieczystą grą… Co najmniej dziwna wydaje się obecnie obowiązująca procedura rejestrowania GMO, która polega na tym, że firmy ubiegające się o to składają własne ekspertyzy o nieszkodliwości i bezpieczeństwie ekologicznym, które oczywiście nie są obiektywne… Dlatego, moim zdaniem, powinna je wydawać specjalna instytucja rządowa.

- Panie Senatorze, jeszcze kilka lat temu byliśmy dumni z pięknego rodzimego rzepaku. Czy nadal jest „swojski”?

- O ile mi wiadomo, nie ma w tej chwili w Polsce upraw rzepaku modyfikowanego, natomiast olej rzepakowy robi się w Polsce z nasion genetycznie modyfikowanych, których import jest niczym nieskrępowany. W innych krajach z takiego rzepaku robi się olej do celów energetycznych, natomiast u nas, niestety, bardzo często do celów spożywczych…

- To zgroza! Dlaczego tak się dzieje?

- Dlatego, że - o czym już wspomniałem - w naszym kraju bardzo popularne i korzystne jest sprzedawanie za granicę dobrej polskiej żywności i przywożenie z innych krajów identycznego pod względem nazwy i rozpoznawalności produktu gorszej jakości. Tak się dzieje z owocami - ponad połowa naszych owoców jedzie za granicę, a my nie pokrywamy własnych potrzeb.

- Za to zajadamy chińskie zmodyfikowane truskawki!

- Albo inne owoce, które przemierzyły świat i których czasem spotykamy u nas więcej niż rodzimych. Najgorsze jest właśnie to, że Polska stała się wdzięcznym rynkiem zbytu dla produktów żywnościowych wątpliwej jakości.

- Ale dzięki Bogu, jak dotąd nie mamy jeszcze w Polsce wielkich farm produkcyjnych nastawionych na GMO!

- Jeszcze nie, ale wiele wskazuje na to, że ku temu zmierzamy… W Polsce sytuacja może być wkrótce podobna do tej, jaka miała miejsce w Kanadzie, gdzie rolnicy, czyli właściciele ziemi, pracowali de facto w koncernach biotechnologicznych; nie musieli się troszczyć o nasiona, dawali tylko pole i pracę, a potem dostawali wynagrodzenie za uprawę GMO od firmy biotechnologicznej, która jest właścicielem genów…

- Wydaje się, że dla rolników to sytuacja dość komfortowa, bo bez większego strachu o pomyślność plonów, o ich zbyt…

- Dla jednych być może tak, ale dla innych wręcz przeciwnie. Warto tu podać przykład kanadyjskiego rolnika, który wyhodował własną odmianę rzepaku, doskonale plonującą, doskonale przystosowaną do lokalnych warunków i okazało się, że po dwóch latach po wprowadzeniu GMO na teren Kanady nowo przybyły gen pojawił się w tym lokalnym rzepaku. Firma biotechnologiczna natychmiast oskarżyła owego rolnika, że ukradł ten „cenny” gen, zasądzono mu milion dolarów odszkodowania. Zastanówmy się więc, czy przeciętnego polskiego rolnika będzie na to stać, czy nie będzie musiał skapitulować w podobnej sytuacji i wyrzec się własnych ambicji, wręcz zrezygnować z prowadzenia gospodarstwa po swojemu...

- Można z góry założyć, że nawet kilka dużych upraw GMO doprowadzi do kresu nie tylko marzenia o polskiej zdrowej żywności, ale także zniszczy naturalne, zwykłe rolnictwo...

- Tego można się obawiać, i to bez żadnej przesady. Niewiele brakowało i nadal niewiele brakuje, aby GMO utorowały sobie oficjalną drogę do Polski. Wprawdzie niedawno przegłosowana w polskim Sejmie ustawa o nasiennictwie, dopuszczająca w pewnym zakresie tego typu uprawy, została zawetowana przez prezydenta, ale jak się już podkreśla, głównie z powodu nieścisłości formalnych…

- Co by było, gdyby przeszła?

- Strach pomyśleć! W starej ustawie były wyraźne zakazy odnośnie do GMO, a w nowej powiedziano, że w przyszłości - nie wiadomo kiedy - będzie odrębna ustawa regulująca problemy GMO i w związku z tym wszystko, co dotyczy tego problemu, teraz wykreślono; wszystko, co ograniczało GMO, zostało wykreślone! A co nie jest zabronione, jest dozwolone… Pojawił się natomiast bardzo ciekawy zapis, mówiący, że minister „może” zabronić czy też wykreślić z rejestru odmianę, która jest szkodliwa dla człowieka lub środowiska.

- Zaklęte słówko „może”, czyli tzw. furtka prawna?

- Tym razem dla lobby GMO. Minister, posługując się takim prawem, nie musiałby wcale działać zgodnie z interesem społecznym.

- Tymczasem 75 proc. społeczeństwa polskiego jest przeciw GMO. Komu zależało na tym, aby wprowadzić uprawy transgeniczne tylnymi drzwiami? - pytają internauci włączający się do dyskusji o zawetowanej ustawie. Potrafi Pan odpowiedzieć na to pytanie?

- Wokół tej sprawy wytworzono taki chaos i dezorientację, że jasna odpowiedź staje się coraz trudniejsza i można ją znaleźć chyba tylko w WikiLeaks... Można przypuszczać, że mamy do czynienia ze skutecznym lobbingiem, wywieranym na niektórych polskich polityków przez koncerny biotechnologiczne.

- Prawo unijne już pozwala na to, żeby poszczególne państwa mogły samodzielnie podjąć decyzję o tym, że staną się strefą wolną od GMO, tymczasem polski rząd nie kwapi się z zajęciem jednoznacznego stanowiska. Można się obawiać, że raczej sprzyja GMO, niż jest przeciw?

- Na to właśnie wygląda. Procedura unijna odnośnie do tego prawa jeszcze się nie zakończyła, ale Parlament Europejski głosami rozsądnych, czyli m.in. Frakcji Konserwatystów i Reformatorów, której członkiem jest PiS, przyjął tę właśnie zasadę, natomiast o ile mi wiadomo, polscy eurodeputowani z PO i PSL, należący do Frakcji Chrześcijańskich Demokratów, głosowali przeciw... Bardzo dziwi mnie to, że wszyscy deputowani z PSL popierają GMO…

- PSL od dawna zarzucało zarówno obecnemu, jak i poprzedniemu rządowi, że jest przeciwko GMO. Jak to rozumieć? Wszak jest to partia, której istotą jest dbałość o polską wieś i rolnictwo…

- Widać PSL tak specyficznie i po staremu rozumie postęp i nowoczesność… Zresztą niedawno obecny minister rolnictwa powiedział, że nie będzie szedł na barykadę i bronił tego zacofania polskiej wsi.

- Ci wiejscy obrońcy GMO mówią, że bronią w ten sposób konkurencyjności polskiego rolnictwa. Czy rzeczywiście bez GMO przegra ono z kretesem na rynku europejskim?

- Nie sądzę, choć ten problem rozważa się u nas co najmniej od kilku lat. Do 2008 r. obowiązywało moratorium, na mocy którego przepis ustawy z 2003 r. niedopuszczający elementów GMO w paszach nie działał. W 2008 r. rząd przedłużył to moratorium do 2012 r., aby uniknąć problemu z zaopatrzeniem w pasze bez GMO.

- Czy po wyeliminowaniu komponentów GMO można się obawiać dużego wzrostu cen pasz, a zatem i wzrostu cen mięsa? Jeden z doradców prezydenta straszył nawet, że mięso mogłoby zdrożeć o 40 proc.

- Nie wiem, skąd się biorą te wyliczenia, skoro już dawno były robione ekonomiczne ekspertyzy, z których wynika, że np. soja naturalna jest droższa tylko o 5 proc. od zmodyfikowanej... A ponadto już dość dawno dostaliśmy propozycję z Ukrainy, że tamtejsi rolnicy mogą dostarczać na polski rynek soję bez GMO. Jednak jakoś dziwnie to zbagatelizowano…

- W jednym ze swych oświadczeń powołuje się Pan na wyniki przeprowadzonej w 2008 r. kontroli NIK, która wykazała nieogarniony wprost bałagan, lekceważenie problemu. Czy coś się zmieniło?

- Nic się nie zmieniło! Kłopot polega na tym, że Polska nie jest dziś w stanie odpowiednio chronić się przed GMO, bo nie ma technicznych możliwości zbadania rozmiaru skażenia kraju przez GMO, nie ma odpowiednich przepisów nakładających system kontroli, bo nie ma takiej woli politycznej... Podczas gdy w Europie powierzchnia upraw GMO maleje, to w Polsce problem narasta.

- A może rzeczywiście wykluczenie, niedopuszczenie GMO pogarsza sytuację żywnościową i ekonomiczną rolnictwa?

- To mit! Według rządowych badań kanadyjskich, plony roślin GMO są niższe o 5-10 proc. Poza tym niekorzystne jest też to, że kontrolę nad uprawami GMO sprawuje zawsze duży organizm ekonomiczny. A jak mogą działać ci wielcy, mieliśmy przykład w latach 20. w Związku Radzieckim, gdy kontrolę nad rolnictwem przejęło w całości państwo. W czasie wielkiego głodu plony przechowywano w betonowych magazynach. Schowana pszenica gniła, a ludzie umierali z głodu...

- Sugeruje Pan, że współcześnie to „mocarstwowa” technologia GMO może doprowadzić do takiej żywnościowej przemocy?

- Wiem, że to strasznie brzmi, ale kto wie… Skoro wielkie koncerny będą niepodzielnie dysponowały wielkimi zapasami żywności, to mogą sterować sytuacją na świecie.

- Czyli że uprawy GMO, zamiast zapobiegać klęsce głodu, mogą ją wywoływać?

- Nie lekceważyłbym i takiej możliwości… Żywność już niejeden raz w historii była skuteczną bronią. A słyszałem też dość makabryczną opinię, że skoro niektóre geny, np. „Roundup ready” (soja transgeniczna), powodują obniżenie płodności, to może GMO jest rzeczywiście panaceum na wyżywienie świata…

- To horror, Panie Senatorze!

- Tak, GMO to horror pod każdym względem.

Materiały poświęcone przestrzeni publicznej objęły patronatem Kasy Kredytowe SKOK

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem