Reklama

Trwajmy przy węglu

Niedziela Ogólnopolska 5/2012, str. 27-29

Dominik Różański/Niedziela

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Wśród przytaczanych ostatnio przez przedstawicieli rządu oraz media dobrych ocen polskiej prezydencji znalazła się również i ta, że Europa chwali Polskę za politykę energetyczną. Co to znaczy, Panie Pośle?

DR PIOTR NAIMSKI: - Trudno mi zrozumieć te pochwały... Wiadomo, że jedną z najważniejszych spraw do załatwienia było dostosowanie polskiego prawa do przepisów tzw. trzeciego pakietu energetycznego wprowadzonego przez UE. Polsce powinno bardzo zależeć na tym, żeby jedna firma, np. Gazprom, nie mogła zmonopolizować wydobycia, przesyłu i sprzedaży gazu. Tymczasem polski rząd z wielkim opóźnieniem, dopiero pod koniec grudnia ub.r., opublikował projekt prawa gazowego zawierający nowe przepisy.

- Lepiej późno niż wcale. Czy to znaczy, że polskie interesy będą tymi przepisami wreszcie dobrze zabezpieczone?

- Obawiam się, że nie. Niby są one zgodne z polskim interesem i oczekiwaniami i w zasadzie potwierdzają, że polski Gaz-System będzie jedynym operatorem systemu przesyłowego w Polsce; czyli w rękach polskich pozostanie zarządzanie najważniejszymi gazociągami. Mówię „w zasadzie”, bo jednak w art. 122 tego projektu rząd zostawia furtkę, możliwość dla interpretacyjnego sporu w tej sprawie z Gazpromem! Pytam: Po co? W czyim interesie? Czy to jest sukces? Czy brak jednoznaczności w sprawach najważniejszych jest dla Polski dobry? Trzeci pakiet energetyczny powinniśmy wprowadzić w wersji jasnej, bardziej radykalnej, bo to dla Polski jest korzystne.

Reklama

- A jest to naprawdę łatwe i możliwe?

- Ciągle nie zapadły ostateczne decyzje. Projekt ustawy jest w tym zakresie niezły, ale niesie niebezpieczny przepis przejściowy. Wynegocjowane przez rząd i PGNiG porozumienia z Rosją dają polskiemu Gaz-Systemowi władzę operatorską nad Gazociągiem Jamalskim. Doszło do tego w wyniku ostatnich porozumień Polski z Rosją, w które ingerowała Komisja Europejska, akurat w tym przypadku - a rzadki to przypadek - w polskim interesie. Polska spółka Gaz-System jest teraz operatorem biegnącego przez nasz kraj Gazociągu Jamalskiego, jednak może to być zmienione w przypadku przyjęcia niekorzystnej dla nas wersji naszego własnego prawa gazowego. Na to właśnie liczą Rosjanie, którzy chcą utrzymać swój monopol i domagają się specjalnych wyłączeń, specjalnych regulacji wykluczających Gazprom z ogólnego prawodawstwa europejskiego. Temu właśnie Polska powinna się zdecydowanie przeciwstawiać. Putin szuka w tej sprawie poparcia u kanclerz Merkel, wśród firm europejskich i w Brukseli. Niedobrze jest, jeśli w polskim rządzie nie ma w tej sprawie jednoznaczności.

- Można powiedzieć, że gdy bezpieczeństwo energetyczne staje się dla całej Europy sprawą coraz ważniejszą, to Polska je w jakiś nierozważny sposób lekceważy...

- Problem europejskiego bezpieczeństwa energetycznego uznano za ważny właściwie dopiero w 2006 r., kiedy to po raz pierwszy Europa spotkała się z zakłóceniami dostaw gazu ze Wschodu. Wtedy to rząd PiS-u wystąpił na forum europejskim z różnymi inicjatywami zmierzającymi do uczynienia tej sprawy wspólną sprawą kontynentu. Zabiegaliśmy o to, żeby Polska oraz inne kraje objęte monopolem dostaw rosyjskich nie były wystawione na konfrontację z monopolistą bez żadnego wsparcia wspólnoty europejskiej. Początkowo trudno było to wytłumaczyć rządom wielu krajów europejskich, ponieważ obowiązywała zasada, iż dostawy surowców mają być rozstrzygane wyłącznie na poziomie biznesowym. Twierdzono, że nie mogą one podlegać żadnym decyzjom politycznym i nie powinny być regulowane na poziomie rządowym. Szczególnie rząd niemiecki był wówczas przeciwny jakiemukolwiek „mieszaniu polityki do kwestii rynkowych”. Ten stan rzeczy jednak powoli zaczął ewoluować.

- Także pod naciskiem ówczesnego polskiego rządu? Warto przypomnieć, że jednym z podstawowych celów i haseł IV RP było bezpieczeństwo energetyczne, co w kręgach liberalnych uznawano za przesadę...

- Tak. Jednym z pomysłów rządu polskiego była wtedy inicjatywa zawarcia europejskiego traktatu bezpieczeństwa energetycznego. Rząd PiS-u starał się zwrócić uwagę na rzecz oczywistą, że uzależnienie od jednego dostawcy jest groźne, z powodów technicznych, rynkowych i politycznych, zwłaszcza gdy tym dostawcą jest rosyjski Gazprom, bo Federacja Rosyjska używa - w sposób otwarty to deklarując - eksportu swoich surowców energetycznych jako narzędzia politycznego w egzekwowaniu własnych celów w polityce zagranicznej, międzynarodowej. Chodziło więc o to, aby do Polski - jak do większości krajów UE - surowce były dostarczane przynajmniej z trzech źródeł, trzema niezależnymi drogami. To był program, z którym w 2006 r. zaczynaliśmy urzędowanie.

Reklama

- Jednak niewiele udało się zdziałać?

- Podjęliśmy ważne inicjatywy dotyczące dostaw gazu: budowę gazoportu w Świnoujściu i budowę gazociągu łączącego Polskę z norweskimi złożami. Dwa lata wystarczyły, żeby gazoport zaprojektować, uzyskać niezbędne zezwolenia, ogłosić przetarg na wykonanie tej inwestycji. Wstępne prace doprowadzono do takiego etapu, że rząd Donalda Tuska - wprawdzie zastanawiając się i ociągając przez rok - w 2008 r. podjął decyzję o kontynuowaniu tej inwestycji. Teraz jest ona opóźniona o dwa lata w stosunku do pierwotnego harmonogramu, ale jeżeli zostanie zakończona, będzie to z pewnością duży sukces Polski. Jest to w zasadzie jedyny projekt, który przez naszych następców został podjęty, niestety, pozostałe zostały zarzucone - np. połączenie Polski gazociągiem z Danią, połączenie sytemu polskiego i duńskiego...

- Jakie są powody tej rezygnacji?

- Po prostu chyba uznano, że bezpieczeństwo energetyczne kraju nie jest pilnym priorytetem...

- Uważa Pan, że obecny rząd niedostatecznie zabiega o bezpieczeństwo energetyczne kraju, nie prowadzi właściwej polityki w tym zakresie?

- Można by tak sądzić... Warto dziś przypomnieć, że cała wcześniejsza polityka zabezpieczenia dostępu do złóż surowców energetycznych była również komponentem tzw. polityki wschodniej prowadzonej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w której nasz rząd aktywnie uczestniczył. Rząd PiS-u zorganizował serię tzw. szczytów energetycznych - w Krakowie, Wilnie, także na Ukrainie i na Zakaukaziu. Porozumienie między Azerbejdżanem, Gruzją, Ukrainą, Litwą i Polską w sprawie budowy trasy przesyłu ropy naftowej z Morza Kaspijskiego, przez Morze Czarne do Odessy, a potem rurociągiem Odessa-Brody do Płocka i Gdańska, zostało doprowadzone do stanu konkretnego projektu, który został wstrzymany przez rząd PO oraz przez zarząd spółki mającej go realizować. Niestety, tak się stało, że hamulcowym była polska spółka PERN...

- To tylko „biznesowe” wyhamowanie projektu czy raczej całkowite zaniechanie z braku woli politycznej?

- Trudno to ocenić. Ważne, że jest to wciąż projekt do podjęcia. Jeszcze w 2010 r. Ukraińcy dopytywali się w BBN, dlaczego spotykają się z brakiem zrozumienia u prezesa PERN-u, który ukraińskim partnerom powiedział, że w zasadzie PERN nie jest zainteresowany prowadzeniem tej inwestycji z powodu innych porozumień z Rosjanami...

- Polska polityka bezpieczeństwa energetycznego podzieliła los polskiej polityki wschodniej?

- Wygląda na to, że tak właśnie się stało. Niestety, składa się to w negatywnie spójną całość...

- A więc jednak doszło do „mieszania polityki i kwestii rynkowych”?

- Zdecydowanie tak, jednak w najbardziej niekorzystnej dla Polski wersji. My proponowaliśmy połączenie biznesu z interesem kraju. Uważaliśmy m.in., że polskie spółki PGNiG, Lotos, Orlen powinny mieć dostęp bezpośrednio do złóż, powinny być ich właścicielami, nawet w oddalonych od Polski miejscach, z możliwością transportu albo zamiany tego, co tam posiadają, na dostawy do Polski pożądanych surowców energetycznych. Początkiem realizacji tej strategii był zakup przez PGNiG w latach 2006-2007 złoża gazowego na szelfie norweskim. To było duże przedsięwzięcie finansowe i inwestycyjne, które dziś jest bliskie rozpoczęcia eksploatacji... To duży sukces PGNiG, trafne posunięcie - choć niekonwencjonalne w polskich warunkach, jednak okazało się możliwe.

- Na razie gaz norweski pozostaje raczej w sferze marzeń, jesteśmy wciąż skazani na import z Rosji...

- Niestety, tak. Ciągle jesteśmy jednostronnie uzależnieni od Rosji. Warto jednak pamiętać, że w Polsce zaledwie ok. 13 proc. energii pierwotnej pochodzi z gazu, w innych krajach ten udział jest znacznie wyższy. Dla polskiego bezpieczeństwa te dostawy gazu są istotne, ale nie decydują one o całości gospodarczej sytuacji. Wstrzymanie i wahania dostaw gazu mogą być bardzo dotkliwie odbierane przez niektóre sektory polskiej gospodarki, np. przez przemysł chemiczny.

- Energetycznym złotem Polski pozostaje węgiel, z którym jednakże mamy ekologiczno-europejskie kłopoty. Czy węgiel długo jeszcze pozostanie bazą polskiej energetyki?

- Energia w Polsce w 95 proc. pochodzi z węgla. Zasoby tego surowca są na tyle duże, że nie ma powodu, by z nich rezygnować. W polskim interesie jest utrzymanie znaczącego udziału węgla w sektorze elektroenergetycznym, czyli elektrowni węglowych. Elektrownie bazujące na gazie ziemnym i jądrowe powinny być w przyszłości znaczącym uzupełnieniem, ale nie podstawą.

- Jaką przyszłość może mieć w Polsce energetyka jądrowa oraz wszystkie inne nieoparte na węglu źródła energii?

- Uważam, że należy w Polsce zbudować dwie elektrownie jądrowe, które, jeżeli kiedyś powstaną, to i tak będą prawdopodobnie dostarczały co najwyżej 10-15 proc. potrzebnej energii. Z całą pewnością energetyka jądrowa nie zastąpi węglowej; będzie jednak istotnym elementem różnicowania źródeł energii. Bezpieczeństwo energetyczne polega na pewności dostaw, ale też na różnicowaniu sposobów produkcji energii w kraju. W Polsce za podstawę uważamy źródła tradycyjne, czyli węgiel i gaz, a w przyszłości także energię nuklearną. Te trzy energetyczne filary powinny być uzupełniane źródłami odnawialnymi, do których jednak należy podchodzić bardzo ostrożnie i kierować się zdrowym rozsądkiem, a nie modą albo jeszcze gorzej - ideologią.

- Europa mówi nam, że wytwarzanie energii na bazie węgla nie ma przyszłości - z powodu zbyt wielkiej emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

- Rzeczywiście, kwestia wyboru źródeł energii jest dziś obarczona problemami płynącymi z przyjęcia w UE pakietu energetyczno-klimatycznego i dążenia do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. To jest jeden z poważniejszych problemów dla Polski. Restrykcje związane z emisjami dwutlenku węgla uderzą w nasz przemysł węglowy i energetykę, do tego stopnia, że będą olbrzymim obciążeniem dla całej gospodarki. Jeżeli więc tzw. pakiet klimatyczny zostanie wdrożony bez korzystnych dla Polski korekt, to ok. 2020 r. prąd elektryczny w Polsce będzie dwukrotnie droższy. Zapłacimy w ten sposób wielki haracz.

- Często słyszymy argument, że cała zachodnia Europa już dawno zrezygnowała z tej przestarzałej węglowej technologii...

- Tak, a stało się to w latach 60., 70. i 80. poprzedniego wieku. W Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, gdzie wydobywało się dużo węgla, postanowiono ten przemysł zlikwidować. Tyle że tam, dla złagodzenia skutków gospodarczych i społecznych tego procesu, wyasygnowano olbrzymie kwoty z kasy wspólnot europejskich. Nam nikt za to nie będzie płacił. Moim zdaniem, przyjmując pakiet, należało twardo negocjować jego warunki. Gdyby w 2008 r. polski rząd był bardziej zdecydowany, to sądzę, że efekt mógłby być zdecydowanie lepszy.

- Jak można dziś ocenić ogólny stan bezpieczeństwa energetycznego w Polsce? Które z jego ogniw jest najsłabsze?

- Najogólniej można powiedzieć, że ciągle jeszcze udaje nam się w Polsce uniknąć znaczących wyłączeń dostaw prądu elektrycznego i wyłączeń dostaw gazu. Ale moc polskich elektrowni jest już niebezpiecznie bliska zapotrzebowania na energię w godzinach szczytu... Niebezpieczeństwo braku energii - co może być zaskoczeniem - pojawia się zwłaszcza w okresie letnim, kiedy jej pobór jest zwiększony z powodu wysokich temperatur (konieczność chłodzenia). Jesteśmy więc niebezpiecznie blisko niewydolności systemu, blisko konieczności wyłączeń prądu. Jednak chyba jeszcze większym problemem jest zdekapitalizowanie ponad 40-letnich polskich elektrowni. W ostatnim dwudziestoleciu stare bloki energetyczne nie były zastępowane nowymi. Stan rzeczy jest taki, że polskie elektrownie wymagają olbrzymich nakładów w najbliższych latach.

- Zostaną odnowione, unowocześnione?

- Od kilku lat słyszymy, że prowadzone są prace remontowe, przetargi, nawet na budowę nowych bloków energetycznych, czyli że mają powstać nowe elektrownie, a stare zostaną unowocześnione i będą bardziej wydajne. Czas „życia” elektrowni węglowej wynosi 40-50 lat, dlatego w latach 2013-2016 stare bloki będą musiały być odłączane. Potrzebne są wielomiliardowe inwestycje. Można powiedzieć, że firmy elektroenergetyczne po restrukturyzacji dokonanej jeszcze przez rząd PiS-u są do tego przygotowane w sensie strukturalnym, a nawet - co zaskakujące - także w sensie finansowym.

- Jakim cudem?

- Takim, że chodzi tu o bezpieczne inwestycje, które banki chętnie kredytują. Problem tylko w tym, że ciągle nie wiadomo, jaka będzie w przyszłości opłata za dwutlenek węgla emitowany przez nowe elektrownie i trudno układać długoterminowe, wykraczające daleko poza zapisany w obecnie obowiązującym pakiecie klimatycznym rok 2020 - a takie są tu niezbędne - harmonogramy spłaty kredytów. Wiadomo, że inwestorzy i tak dostaną swoje pieniądze, a koszty poniesie klient płacący dwukrotnie więcej za prąd elektryczny...

- A zatem pakiet klimatyczno-energetyczny to nie tylko koszty poniesione przez polską gospodarkę, ale też bardzo prawdopodobny sposób zablokowania polskiej energetyki węglowej i zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego?

- Tak, bo to z jego powodu dziś wstrzymuje się podpisywanie umów na inwestycje energetyczne. To skutkuje przesunięciem rozpoczęcia tych inwestycji, a czas goni, ponieważ już w latach 2015-2016 powinniśmy mieć nowe lub unowocześnione bloki energetyczne, a wszystko wskazuje na to, że tak się nie stanie. To jest rzeczywiście niebezpieczne.

- Można się z tej pułapki jakoś wydostać?

- Oczywiście, jest to problem do rozwiązania. Kwestia przydziałów emisji, szczegółowych przepisów dotyczących handlu emisjami - to wszystko jest do ustalenia w krótkim czasie. Jeżeli jednak ten stan niepewności będzie utrzymywany, przełoży się to na konkretne pieniądze - za niepewność w biznesie srogo się płaci. Ten, kto dziś inwestuje, zaciągając dług, będzie chciał się zabezpieczyć na wypadek, gdyby politykom wpadło do głowy, że w 2030 r. będzie nie 20, a 30 proc. ograniczenia emisji...

- Strach pomyśleć, bo przecież żyjemy w czasach wielkiej nieprzewidywalności wszystkiego...

- Tak. I w tym właśnie jest największe zagrożenie. Trudność w przewidywaniu tego, co będzie się działo w energetyce za 10 czy 25 lat, jest być może jednym z największych zagrożeń dla rozwoju tego sektora. Z dostawami surowców damy sobie jakoś radę. Mam nadzieję, że gazoport w Świnoujściu zostanie wkrótce zbudowany i przede wszystkim wielką szansę dla Polski widać w eksploatacji złóż łupkowych.

- Może wkrótce będziemy przestawiać się z elektrowni węglowych na gazowe?

- Uważam, że w żadnym razie nie możemy rezygnować z elektrowni węglowych, co nie znaczy, że nie powinniśmy budować nowoczesnych elektrowni gazowych. Ale nawet przy wielkich nadwyżkach gazu węgiel powinien pozostać ważnym i istotnym źródłem energii w Polsce.

* * *

Piotr Naimski - polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł na Sejm VII kadencji

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rzym: zmarł najstarszy z kardynałów

2021-07-29 19:22

[ TEMATY ]

kardynał

Rzym

zmarły

Vatican News

Kardynał Albert Vanhoye SJ

Kardynał Albert Vanhoye SJ

Dzisiaj o godz. 12.48 w Infirmerii Generalnej Jezuitów zmarł w wieku 98 lat kardynał Albert Vanhoye SJ. Obecnie najstarszym purpuratem jest emerytowany prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji narodów, Słowak 97-letni kardynał Jozef Tomko.

Kardynał Albert Vanhoye, SI, były rektor Papieskiego Instytutu Biblijnego i były sekretarz Papieskiej Komisji Biblijnej, urodził się 24 lipca 1923 r. w Hazebrouck, w diecezji Lille, w północnej Francji, na granicy z Belgią. Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił 11 września 1941 r. w Le Vignau, pierwsze śluby zakonne złożył 15 listopada 1944 r., a święcenia kapłańskie przyjął 26 lipca 1954 r. w Enghien (Belgia) z rąk bpa Henri Duponta, biskupa pomocniczego Lille. Uzyskał papieską dyspensę od świąceń biskupich.

CZYTAJ DALEJ

Abp Jędraszewski: wolność nie jest dana na zawsze i trzeba ją stale zdobywać

2021-08-01 20:03

[ TEMATY ]

abp Marek Jędraszewski

Powstanie Warszawskie

Karol Porwich/Niedziela

Abp Marek Jędraszewski

Abp Marek Jędraszewski

Patrzymy z zatroskaniem na to, co się dzieje wokół naszej Ojczyzny. Na imperialne zapędy jednego sąsiada i neopogańską wizję drugiego, przychodzącą z Zachodu – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski w 77. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego.

Hierarcha wygłosił kazanie podczas Mszy w intencji poległych i ojczyzny, w bazylice Mariackiej.

CZYTAJ DALEJ

Zielona Góra. Wprowadzenie nowego proboszcza konkatedry

2021-08-02 12:04

Katarzyna Krawcewicz

Ks. Adrian Put, redaktor Aspektów – zielonogórsko-gorzowskiego dodatku do Niedzieli, objął 2 sierpnia parafię konkatedralną w Zielonej Górze.

- Jesteśmy świadkami tego wydarzenia, obejmując modlitwą ks. Adriana, a także całą wspólnotę – powiedział bp Tadeusz Lityński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję