Reklama

Czas z honorem w tle

2012-12-19 13:23

Witold Dudziński
Edycja warszawska 52/2012, str. 2-3

Kadr z serialu „Czas honoru”

Choć autorzy serialu „Czas honoru” dość dowolnie traktowali dramatyczną historię Polski lat II wojny światowej i okresu powojennego, produkcja zbierała doskonałe recenzje, a widzowie pokochali bohaterów serialu miłością ślepą i głuchą na niektóre wady produkcji. Nic dziwnego, że jest już niemal pewne, że powstaną kolejne odcinki

Gdyby tego serialu nie było, publiczna telewizja musiała by coś podobnego wymyśleć. To, zdaniem wielu, jeden z… niewielu nieogłupiających polskich seriali. W TVP królują telenowele dla niewybrednych widzów, a tematy patriotyzmu, poświęcenia, miłości do ojczyzny, scenarzyści omijają szerokim łukiem. Niełatwo patriotyzm uczynić tematem popkultury, a patriotów, Cichociemnych, Akowców, nie mówiąc już o wykonawcach wyroków na zdrajcach ojczyzny (są nimi niektórzy nasi bohaterowie serialu) bohaterami popkultury. A jednak się udało.

Widzowie docenili wysiłki autorów produkcji i aktorów. W rankingu seriali jeden z kolorowych dzienników umieścił „Czas…” na pierwszym miejscu. „Trzyma wciąż wysoki poziom - uzasadniała gazeta wybór przed kilkoma tygodniami. - Szkoda, że niebawem się kończy”. Władze telewizji doceniły jednak gust 2,5 mln widzów (tylu średnio oglądało każdy z 65 odcinków pięciu serii serialu) i jeszcze nic najpewniej się nie kończy. Niewykluczone, że kolejne odcinki wojennych i powojennych przygód naszych ulubieńców, obejrzymy jesienią nowego roku.

Wciąż tropi ich gestapo

Grupa młodych oficerów - Cichociemnych - po szkoleniu w Anglii zostaje przerzucona do kraju znajdującego się pod niemiecką okupacją. Tu włączają się do walki, tu przeżywają różne osobiste perypetie. Mrożące w żyłach sytuacje, zwroty akcji, wszystkiemu towarzyszą kluczowe dla przyciągnięcia przed ekran napięcie. Choć „nasi” wiedzą, że ryzykują życie (wciąż tropi ich gestapo), odnajdują swoich bliskich i przyjaciół, by bronić ich w opresji.

Reklama

I m.in. ta fabuła powoduje, że serial nie jest historyczny - trudno o takim mówić, skoro nie trzyma się faktów historycznych. Owszem, wiele z tego, co serial pokazał rzeczywiście zdarzyło się, tyle, że niedokładnie tak, nie w tym samym miejscu i czasie. Serial, tłumaczyli jego twórcy, koncentruje się na ludziach, pokazuje rzeczywistość II wojny światowej i zaraz po jej zakończeniu, ale przede wszystkim to, co ludzie wtedy przeżywali. Przekaz, jaki płynie z serialu miał zainteresować widzów - jak tłumaczy Antoni Pawlicki, serialowy Cichociemny Janek Markiewicz.

- Staramy się oddać to, co ludzie wtedy myśleli. I nie chodzi tu o konkretne wydarzenia, a emocje - tłumaczy aktor. Janka w kolejnych odcinkach już raczej nie będzie - chyba, że w retrospekcji - bo zginął w ostatnim odcinku ostatniej serii, chroniąc swoją rodzinę.

Akcja Góral

Serial nie trzyma się ściśle faktów, nic dziwnego, że miłośnicy historii wychwytywali nieścisłości i niezręczności i dyskutowali o nich w Internecie. Ich uwadze nic nie umyka. Np. serial opowiadający o Cichociemnych nie respektuje zasad, które ich dotyczyły. Np. zakazane było zrzucanie do kraju cichociemnych-członków jednej rodziny. Tymczasem w filmie zrzucono trzech Konarskich (ojca i dwóch synów). Zasady zakazywały widywania się z żyjącymi w Polsce bliskimi. Cichociemni nie mogli nawet zasygnalizować, że wrócili do kraju. Natomiast serialowi bohaterowie nawiązują kontakty z matkami, żonami, dziewczynami. Dramaturgia filmu z pewnością na tym zyskuje, historycy mogą załamywać ręce.

W serialu wykorzystano wydarzenia historyczne, związane m.in. z działalnością warszawskiej AK: zamach na Igo Syma, dyrektora niemieckiego teatru, rozbicie oddziału „Osa”-„Kosa” AK podczas ślubu jednego z żołnierzy AK w kościele na pl. Trzech Krzyży w Warszawie, udany zamach na Franza Kutscherę, „Akcję w Celestynowie”, gdy oddział AK odbił 50 więźniów przewożonych pociągiem do Oświęcimia, czy „Akcję Góral”, w której oddział Kedywu KG AK uprowadził samochód bankowy ze 100 mln zł, czy porwanie szesnastu przywódców Polski Podziemnej przez NKWD z Pruszkowa do Moskwy.

Michał Rosa, reżyser serialu, tłumaczył, że historia opowiadana przez losy bohaterów, szczególnie młodych, z którymi młodzi ludzie mogą związać swoje emocje, nie tylko poprzez zdarzenia mrożące krew w żyłach, ale np. ich miłości, rozterki, podobne, niezależnie od epoki, jest bardziej interesująca dla przeciętnego widza. Ale i tło historyczne jest, jak na serial telewizyjny, realistyczne. Dla młodych ludzi to inspirujące. - Opowiadamy o ciekawych czasach poprzez bohaterów i poprzez nich uczymy się tej historii - wyjaśniał.

Z Warszawą w tle

Warszawiacy mogli odszukać w serialu nie tylko znane z historii epizody, ale także zakamarki stolicy. Bo kręcono go przede wszystkim właśnie tu. M.in. na Nowym Mieście, na Krakowskim Przedmieściu, w Parku Skaryszewskim, w dawnym Koneserze, w Podkowie Leśnej, Piasecznie, Modlinie i w Kampinosie. Ruiny, odgrywające ważną rolę w ostatniej - jak dotychczas - serii, zbudowano na warszawskiej Pradze. Potem ekipa przeniosła się pod Warszawę, m.in. do ośrodka szkoleniowego straży pożarnej w Kampinosie, gdzie zbudowano obóz amerykański i szpital polowy. Najpewniej te same miejsca posłużą już w tym roku do przygotowania kolejnych odcinków.

Przed emisją piątego sezonu „Czasu…”, władze TVP 2 zapewniały, że będzie to pożegnanie z serialem. Ale okazało się, że stacja zmieniła zdanie i zdecydowała o nakręceniu kolejnych odcinków. A stało się to, gdy zauważono, że popularność serialu nie spada, lecz wzrasta. - Temat wydawał się być wyczerpany, ale uważamy, że jest jeszcze kilka wątków do pociągnięcia - mówił podczas konferencji prasowej Jerzy Kapuściński, dyrektor TVP 2.

- Minęło już pięć lat odkąd weszliśmy na plan „Czasu...”. Cała ekipa bardzo się ze sobą zżyła. Kiedy usłyszeliśmy, że ruszamy z szóstą serią wszyscy nie kryli szczęścia i entuzjazmu, choć wcześniej już się pożegnaliśmy - mówiła Karolina Gorczyca, serialowa Ruda.

Ewa Wencel, współscenarzystka i odtwórczyni jednej z głównych ról w serialu, ujawniła, że zaczęła już pracę nad scenariuszem szóstej serii. Jak pokieruje losami głównych bohaterów, nie wiadomo. Z pewnością będzie to już nieco inny serial. Tak jak inna, niż poprzednie, była piąta seria. Opowiadała wszak o czasach niemal nieobecnych w polskim filmie: o drugiej konspiracji, o której polscy filmowcy przez lata kłamali jak najęci.

Niech uratuje Janka

Majora Czesława Konarskiego, który z kilkoma młodymi oficerami, w tym dwoma swoimi synami, granego przez Jana Englerta, uśmiercono już w końcu pierwszej serii. Został postrzelony przy odbijaniu syna-cichociemnego z rąk Niemców. - Został uśmiercony przez scenarzystę z mojego powodu - przyznał Englert w jednym z wywiadów. - Przewidywałem, że serial odniesie sukces, więc założyłem, że będzie to praca na całe lata. Major musiał zginąć. A ja - niestety, zbyt późno - dowiedziałem się, że jednak dałbym radę zagrać w kolejnym sezonie.

Śmierć majora widzowie jakoś przeżyli. Wciąż nie mogą jednak zaakceptować śmierci Janka Markiewicza. Fanów serialu rozczarowała ona bardzo. Na swoich stronach w Internecie wciąż, choć ostatni odcinek pokazano przed miesiącem, wymieniają uwagi na ten temat: „Rozumiem, że zupełny happy end byłby trochę żałosny, ale nie rozumiem dlaczego jeden z głównych bohaterów ginie! Całe pięć sezonów byli we czterech i nikt nie zginał, a teraz nagle jeden musiał. Zrozumiałbym gdyby zginęła Wanda, albo Marysia, ale nie jeden z nich!” - napisała jedna z Internautek. Druga dodała: „A może doktor Maria uratuje jeszcze Janka a ubecja zostanie zmylona, przecież Ryszkowski przynajmniej trzy razy zmartwychwstawał, a taka kanalia…!”. „Scenarzyści mogli uśmiercić innego bohatera, a nie Janka. Lena straciła w tej wojnie ojca, matkę, brata, a teraz ukochanego męża. Szok i koszmar”.

Śmierć Janka był pomysłem samego Pawlickiego, odtwórcy roli. - Chciałem poświęcić moją postać, żeby pokazać, że tamte wydarzenia z historii Polski dla wielu bohaterów miały tak dramatyczny finał. Nie wiedziałem, że będzie szósty sezon - twierdzi. Teraz wszyscy wiedzą, wtedy nikt jeszcze nie wiedział. Takie to niespodzianki niesie serialowe życie.

Film kręcono m.in. na Nowym Mieście, na Krakowskim Przedmieściu, w Parku Skaryszewskim, w dawnym Koneserze, w Podkowie Leśnej, Piasecznie, Modlinie i w Kampinosie. Ruiny, odgrywające ważną rolę w ostatniej - jak dotychczas - serii, zbudowano na warszawskiej Pradze

Tagi:
serial

Reklama

Siedlce: „Ojciec Mateusz” rozwiąże zagadkę w Muzeum Diecezjalnym

2018-07-04 08:03

azr / Siedlce (KAI)

W Siedlcach trwają zdjęcia do finałowego odcinka 11. sezonu serialu „Ojciec Mateusz”. To jedna z form upamiętnienia 200-lecia istnienia diecezji siedleckiej i promocja Muzeum Diecezjalnego, w którym znajduje się jedyny w Polsce obraz El Greco i wokół którego będzie toczyć się akcja serialowych przygód proboszcza z Sandomierza.

TVP

W finałowym odcinku 11. serii przygód „Ojca Mateusza”, tytułowy bohater, ks. Mateusz Żmigrodzki, w którego rolę wciela się Artur Żmijewski zawita do Siedlec. Rozwiąże tam zagadkę związaną z Muzeum Diecezjalnym, gdzie znajduje się jedyny w Polsce obraz El Greko, pt. „Ekstaza świętego Franciszka”.

- Choć wiele osób spodziewa się, że obraz El Greco zostanie skradziony lub zaginie, zapewniam, że reżyser serialu nie przewiduje takich wątków. Niemniej, to właśnie w naszym muzeum rozegra się znaczna część odcinka – zapowiada w rozmowie z KAI ks. Robert Mirończuk. Dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Siedlcach jest także jednym z pomysłodawców zrealizowania w tym mieście zdjęć do jednego z odcinków popularnego serialu. Jak wyjaśnia, siedlecki wątek to okazja do upamiętnienia trwającego jubileuszu 200-lecia diecezji siedleckiej i promocja siedleckiego Muzeum Diecezjalnego, w którym znajduje się unikalny obraz pędzla El Greco.

Zdjęcia do serialu zakończą się w czwartek 5 lipca. Odbywają się m.in. na terenie siedleckiej katedry, w Muzeum Diecezjalnym, a także na terenie miasta. Ks. Mirończuk podkreśla, że przedstawiony w serialu wizerunek Siedlec ma zachęcić pielgrzymów i turystów z całej Polski do odwiedzenia Podlasia.

Siedleckie przygody „Ojca Mateusza” będzie można obejrzeć w finałowym odcinku 11. serii serialu, która będzie emitowana w jesiennej ramówce TVP 1. Jak podkreśla ks. Mirończuk produkcja ta nie byłaby możliwa bez wsparcia i zaangażowania siedleckiego ordynariusza bp. Kazimierza Gurdy, prezydenta Siedlec Wojciecha Kudelskiego i wielu innych osób.

Serial „Ojciec Mateusz” emitowany jest na antenie TVP1 od listopada 2008 r. Opowiada o przygodach sandomierskiego proboszcza-detektywa ks. Mateusza Żmigrodzkiego (Artur Żmijewski), który dzięki swojej intuicji wyprzedza w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek lokalnych policjantów na czele z komendantem mł. insp. Orestem Możejką (Piotr Polk) i aspirantem Mieczysławem Noculem (Michał Piela). Serial stanowi polską wersję włoskiej produkcji telewizyjnej „Don Matteo”, produkowanej od 2000 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: program spotkania ws. ochrony małoletnich w Kościele

2019-02-18 16:53

vaticannews.va / Watykan (KAI)

W Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej zaprezentowano dziennikarzom program watykańskiego szczytu na temat ochrony nieletnich w Kościele. Potrwa on od czwartku do niedzieli. Weźmie w nim udział 190 osób, w tym m.in. 114 przewodniczących episkopatów, 14 zwierzchników katolickich Kościołów Wschodnich, 14 przedstawicieli Kurii Rzymskiej, 12 zakonników i 10 zakonnic.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Tymczasowy dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej rozpoczął konferencję prasową od specjalnego słowa do ofiar wykorzystywania seksualnego. - Jest to plaga, której powinniśmy bez lęku spojrzeć prosto w oczy, jeśli chcemy ją pokonać – stwierdził Alessandro Gisotti.

- Myślę, że przede wszystkim musimy podziękować ofiarom, które dzięki swej odwadze, wewnętrznej sile, podniosły głos i przerwały milczenie – powiedział Gisotti. - Ich cierpienia domagają się od nas, ze względu na nich, ale też ze względu na ich i nasze dzieci, abyśmy zrobili wszystko, co w naszej mocy, każdy na swoim miejscu, na miarę roli, jaką odgrywa w Kościele, aby Kościół stał się miejscem coraz bardziej bezpiecznym i gościnnym dla wszystkich, a zwłaszcza dla dzieci i najsłabszych.

Jak już wcześniej zapowiadano, poszczególne dni spotkania będą poświęcone trzem zagadnieniom: odpowiedzialności biskupów, kolegialności i rozliczaniu oraz transparentności. Każdy dzień będzie podzielony na sesję poranną i popołudniową. Na porannej przedstawione zostaną dwa referaty, po których będzie czas na pytania, a następnie spotkanie w 11 małych grupach. W sesji popołudniowej będzie jeden referat oraz spotkanie w małych grupach i relacja z tych spotkań.

Pierwszy dzień rozpocznie się ponadto od filmu ze świadectwami ofiar oraz krótkiego wprowadzenia papieża. Każdy dzień zakończy się wspólną modlitwą, na której głos zabierze przedstawiciel ofiar. Trzeci dzień obrad zostanie zakończony liturgią pokutną, natomiast czwartego dnia, w niedzielę rano, zostanie odprawiona Eucharystia, po której Ojciec Święty wygłosi przemówienie podsumowujące.

Pierwszego dnia obrad o odpowiedzialności biskupów będą mówili kard. Luis Antonio Tagle z Filipin, abp Charles Scicluna z Malty oraz kard. Salazar Gómez z Kolumbii. Drugiego dnia na temat kolegialności wypowiedzą się kard. Oswald Gracias z Indii, kard. Blase Cupich z USA oraz Linda Ghisoni, podsekretarz Dykasterii ds. Rodziny, Świeckich i Życia. Temat trzeciego dnia obrad, transparentność, zaprezentują kard. Reinhard Marx z Niemiec, s. Veronica Openibo z Nigerii, oraz meksykańska dziennikarka Valentina Alazraki. W czasie obrad przewidziano też spotkanie z przedstawicielami różnych stowarzyszeń ofiar, które zgłaszają się w tych dniach do Watykanu.

Watykański szczyt cieszy się ogromnym zainteresowaniem mediów. W związku z tym codzienne briefingi będą się odbywać nie w Biurze Prasowym, które okazało się zbyt małe, by przyjąć wszystkich zainteresowanych dziennikarzy, lecz w położonym nieopodal placu św. Piotra instytucie patrystycznym.

Dziś pytania dziennikarzy oscylowały zarówno wokół kwestii organizacyjnych, jak i kontrowersji związanych z tematem obrad. Pytano się, dlaczego temat spotkania ogranicza się wyłączenie do nieletnich, a nie obejmuje innych kategorii ofiar, takich jak seminarzyści czy zakonnice. Organizatorzy zapewnili, że nie jest to przejaw lekceważenia, a zarazem wyrazili przekonanie, że rozwiązania przyjęte w sprawie nieletnich pomogą też zastosować analogiczne środki do innych kategorii potencjalnych ofiar.

Kilka pytań dotyczyło problemu homoseksualizmu jako czynnika stanowiącego główny powód wykorzystywania seksualnego, wziąwszy pod uwagę fakt, że ponad 80 proc. ofiar to nastoletni chłopcy. Kard. Cupich zauważył, że niektórzy eksperci nie zgadzają się z taką interpretacją danych. Dodał zarazem, że w Stanach Zjednoczonych w ostatnich latach odnotowano radykalny spadek nowych przypadków wykorzystywania seksualnego, co może być związane nie tylko z lepszą selekcją kandydatów, ale również z nowymi standardami ochrony.

Odnosząc się do tej samej kwestii ks. Hans Zollner SJ, psycholog z Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, przestrzegł przez zbytnim zaufaniem do mechanizmów selekcji opartych na badaniach psychologicznych. Podkreślił, że badania te nie dadzą nam stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. W przeszłości Kościół zawiódł się już nieraz na opinii psychologów – mówi ks. Zollner.

- Test psychologiczny czy rozmowa z psychologiem nigdy nie mogą w sposób precyzyjny wskazać, że ktoś ma orientację homoseksualną czy stanowi zagrożenie jako pedofil. Nie ma testu, który mógłby dostarczyć takich informacji. Dopiero całość obserwacji, na podstawie innych pytań i testów, pozwala dojść do pewnego stopnia pewności z punktu widzenia psychologicznego, psychodiagnostycznego, psychoterapeutycznego. Ale żaden psycholog nie może powiedzieć ze stuprocentową pewnością: ten tak, a ten nie. Psychiatrzy w latach 90., ale również i wcześniej, myśleli, że mogą rozwiązać problem pedofilii. I przyjmowali pedofilów na terapię, po czym po roku wydawali zaświadczenie, że taka osoba została wyleczona. Wielu biskupów zaufało opinii takich psychiatrów, przywróciło «wyleczonych» kapłanów do parafii, którzy potem znów dopuszczali się nadużyć. Dziś poważny psychiatra takich rzeczy już nie robi, bo nie ma pewności naukowej, z którą można by powiedzieć na 100 proc. tak lub nie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Norwegia łamie prawa człowieka

2019-02-19 11:11

Artur Stelmasiak

Decyzja norweskich władz o wydaleniu z Oslo konsula RP dr. Sławomira Kowalskiego wywołała wiele głosów krytyki zarówno w Polsce, jak i w Skandynawii. - W ciągu 2 tygodni pod nasza petycją #MuremZaKonsulem podpisało się ponad 30 tys. osób i dziś przynieśliśmy jo ambasady Królestwa Norwegii - mówiły mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.

Artur Stelmasiak

Uznanie za persona non grata polskiego konsula, który ratował polskie dzieci, by mogły się wychowywać w swoich rodzinach, spotkało się z oburzeniem ze strony tamtejszej Polonii. Dlatego jej przedstawiciele zorganizowali manifestację przed Ambasadą Królestwa Norwegii w Warszawie. - Nie zgadzamy się z praktyką władz Norwegii, która odwołuje polskich dyplomatów tylko dlatego, że zgodnie z obowiązującym norweskim i międzynarodowym prawem bronią praw polskich rodzin i polskich dzieci. To nie jest pierwszy taki przypadek i obawiamy się, że kolejnego konsula, który przyjedzie do Oslo także może spotkać ten sam los - mówił przed ambasadą Artur Kubik, przewodniczący związku zawodowego w Norwegii "Solidaritet Norge".

Konsul dr Sławomir Kowalski jest znany z pomocy wielu polskim rodzinom przed opresyjnymi działaniami ze strony urzędu Barnevernet. W 2016 r. otrzymał od polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych tytuł „Konsula Roku”. MSZ wskazywało, że nagroda jest „ukłonem wobec wszystkich, którzy walczą o polskie dzieci i godność polskiej rodziny za granicą". - Pan konsul przez 5 lat wzorowo służył polskim rodzinom w Norwegii i dlatego został wydalony na podstawie całkowicie fałszywych zarzutów i pomówień. Ujawniony przez instytut Ordo Iursi filmu pokazuje, że to norwescy urzędnicy Barnevernet oraz policjanci złamali prawo dyplomatyczne określone w Konwencji Wiedeńskiej - podkreślił mec. Jerzy Kwaśniewski. - Z dowodów wynika jednoznacznie, że konsul reprezentujący Rzeczpospolitą Polskę chciał tylko dostać się do polskiego dziecka. I niestety nie pozwolono mu na to, a policja usunęła go z naruszeniem jego nietykalności. To są jednoznaczne dowody na złamanie Konwencji Wiedeńskiej. I dziś w imieniu 30 tys. sygnatariuszy chcemy stanowczo zaprotestować zarówno przeciwko takiemu traktowaniu polskich obywateli, jak i przedstawicieli dyplomatycznych Rzeczpospolitej Polski.

W ambasadzie zostało złożone pismo, w którym Instytut Ordo Iuris i Związek Zawodowy „Solidarność” w Norwegii domagają się wprowadzenia zmian proceduralnych korzystnych dla polskich rodzin w tym kraju. - To są rekomendacje, które nie tylko są wytworem naszej pracy i analiz, ale także powtórzeniem międzynarodowej krytyki i rekomendacji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy oraz Trybunały Praw Człowieka w Strasburgu ws. prawa człowieka w Norwegii - tłumaczył Kwaśniewski.

Podczas pikiety przed ambasadą obecna była także przewodnicząca parlamentarnego Zespołu "Dobro dziecka jako cel najwyższy" poseł Barbara Chrobak. - Jako polityk i poseł liczę na to, że to jest ostatni taki skandaliczny przypadek, gdy przedstawiciel dyplomatyczny RP zostaje wydalony. Dla nas jest ważna współpraca z Norwegią, ale nie może być to współpraca na zasadzie jednostronnej - mówiła Barbara Chrobak, poseł klubu Kukiz'15. - Jestem zadowolona z odpowiedniej i stanowczej odpowiedzi polskich władz, ale także faktu, że pani Silje Garmo jest dziś z nami. Rzeczpospolita Polska udzieliła jej azylu przed władzami Norwegii, które nie przestrzegają podstawowych praw człowieka.

Protest przed siedzibą ambasady Królestwa Norwegii w Warszawie został zorganizowany przez norweską Polonię. W Ambasadzie złożone zostało pismo, którego autorzy domagają się wprowadzenia w Norwegii „gwarancji proceduralnych, korzystnych dla rodziców oraz ich dzieci”.

Oczekują oni:

1. Zapewnienia udziału tłumacza na każdym etapie postępowania w celu zniwelowania bariery językowej uniemożliwiającej rodzicom i dziecku pełne uczestnictwo w postępowaniu;

2. Informowania władz konsularnych RP o każdym przypadku ingerencji Barnevernet w funkcjonowanie rodzin polskich obywateli przybywających na terytorium RP;

3. Zagwarantowania prawa do bezpośredniego kontaktu polskich obywateli z konsulem RP;

4. Poddania niezwłocznej kontroli niezawisłych sądów decyzji o ograniczeniu lub pozbawieniu pieczy nad dzieckiem lub praw rodzicielskich. Decyzja o odebraniu dziecka winna zostać uzasadniona i doręczona rodzicom, a dziecku wyjaśniona w sposób dla niego zrozumiały;

5. Przekazania odebranych dzieci do rodzin zastępczych w Polsce i pod jurysdykcję sądu RP, zgodnie zKonwencją Haską z 19 października 1996 r. o jurysdykcji, prawie właściwym, uznawaniu, wykonywaniu i współpracy w zakresie odpowiedzialności rodzicielskiej oraz środków ochrony dzieci;

6. Poszanowania prawa dziecka do nierozrywania jego więzi z rodzicami. Zagwarantowania dziecku prawa do regularnego utrzymywania osobistych relacji i bezpośredniego kontaktu z matką, ojcem, rodzeństwem, dziadkami nawet w przypadku pozbawienia rodziców praw rodzicielskich;

7. Utworzenia systemu wsparcia dla rodzin którym odebrano dzieci. Objęcie ich opieką prawną i psychologiczną;

8. Nierozdzielania rodzeństwa w przypadku odebrania rodzicom więcej niż jednego dziecka; zapewnienia, aby dziecko odebrane rodzicom trafiło w pierwszej kolejności do dalszych krewnych;

9. Zapewnienia, aby decyzja o powierzeniu pieczy nad dzieckiem osobom trzecim była poddawana okresowej weryfikacji, w celu dokonania oceny, czy właściwy dla dziecka nie byłby powrót pod opiekę rodziców – uwzględniać przy tym należy najlepszy interes dziecka oraz jego opinię;

10. Zapewnienia, aby poddanie dziecka opiece osób trzecich nastąpiło z uwzględnieniem jego tożsamości religijnej, etnicznej oraz kulturowej oraz z poszanowaniem więzi istniejącej między rodzeństwem;

11. Ustanowienia stałych organów nadzoru i zapewnienia kontroli parlamentarnej instytucjom opieki społecznej;

12. Powołania wspólnej, norwesko-polskiej, międzyrządowej komisji bieżąco monitorującej wprowadzanie punktów wskazanych powyżej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem