Reklama

Ideologia gender albo droga do Armagedonu

2013-02-12 08:53

Elżbieta Morawiec
Niedziela Ogólnopolska 7/2013, str. 27

GRAZIAKO

Piekło, jakie się rozpętało po wystąpieniu prof. Krystyny Pawłowicz, a także po liście profesorów skupionych w Akademickich Klubach Obywatelskich Poznania, Krakowa czy Łodzi, daje przedsmak tego, jak poważna jest sprawa. Niezależnie od tego, że w rzeczywistości polskiej pełni rolę zasłony dymnej nad realnym, tragicznym położeniem kraju, stanu jego godpodarki, zadłużenia itd.

Jak u szaleńca Kaliguli

Cóż takiego powiedziała prof. Krystyna Pawłowicz, aby zasłużyć sobie na nagonkę mediów i ad hoc powołanych autorytetów? W słowach może niezbyt starannie dobranych - szczerą prawdę. Jak prawdą jest to, że zarówno homoseksualiści, jak i transseksualiści to osoby biologicznie jałowe, bo bezpłodne. I nic tego nie zmieni. Trzeba mieć niesłychany tupet, żeby osobę pokroju Anny Grodzkiej vel Krzysztofa Bęgowskiego lansować na wicemarszałka Sejmu. Transseksualizm - j e s z c z e, póki nie wypowiedzą się odpowiednio przygotowane politycznie światowe organizacje - jest anomalią psychiczną, schorzeniem. Można domniemywać, nie bez podstaw, że w przypadku człowieka, który przeżył ponad 50 lat, spłodził syna, zmiana płci to dowód aberracji niemałej. Nie wiem, jakie motywy skłoniły Krzysztofa Bęgowskiego do poddania się tej operacji - może np. chciał się schować „pod spódnicą” przed swoją „zasłużoną” komunistyczną przeszłością? Nie wnikam w to, niemniej jednak zarówno z psychologicznego punktu widzenia, jak i z politycznej perspektywy pani Grodzka/Bęgowski nie ma najmniejszych podstaw, aby ubiegać się o tak wysoką funkcję państwową. I na pewno ważniejsza jest w tej kwestii anomalia psychiczna niż całkowity brak merytorycznych podstaw do sprawowania urzędu. Chyba że nasze władze są już na poziomie starożytnego szaleńca Kaliguli. Pani Grodzkiej/Bęgowskiemu należałoby współczuć przypadłości, gdyby nie to, że tak przytomnie pozwala wywoływać zainteresowanie swoją osobą i błyszczeć medialnie.

Widmo neokomunizmu

Ale nie w tym jest problem. Nad światem od dawna krąży widmo straszliwe - widmo neokomunizmu w postaci, jakiej wieki nie znały. Od wielu już lat Ameryka i Europa wciąga na wolne miejsce po uciskanym proletariuszu mniejszości seksualne, dewiantów wszelkiej maści. Kiedy obejrzeć się wstecz, pierwszym etapem „wyzwalania się” człowieka od Boga była rewolucja francuska. Mordowanie księży i świeckich miało jeszcze wtedy, spod okrwawionej frygijskiej czapki, spojrzenie na tzw. ołtarz Istoty Najwyższej - którą, oczywista, wyzwoleniec w cieniu gilotyny sam ustanowił. Bolszewicy już się nie patyczkowali, nauczeni, że „religia to opium dla ludu”. Świątynie dewastowano bezwzględnie, z równą zajadłością przystępując do „pieriekowki” dusz, społecznej inżynierii, która nowego człowieka miała podporządkować władzy nowych, bezwzględnych bogów, z wąsatym wujaszkiem Joe na głównym ołtarzu. Nowy człowiek miał być całkowicie odarty ze swojej tożsamości społecznej i kulturowej, tę właściwą wdrukowywano mu w duszę we wszelki dostępny propagandzie sposób. Niemieccy hitlerowcy stalinowską lekcję zmodyfikowali, zamiast wroga klasowego plasując na listach eksterminacji wrogów rasowych, z narodem żydowskim na czele. Jednak naziści mieli swoje „osiągnięcia” nie tylko w dziedzinie zagłady przemysłowej, na nieznaną dotychczas skalę. Rozwijali również tzw. eugenikę (narodzoną nb. w Stanach Zjednoczonych). Wobec narodów podbitych - „gorszych”, jak Polacy - wprowadzali prawo nieograniczonego zabijania nienarodzonych, „eliminację” psychicznie chorych. (Kiedy słyszy się, jak beztrosko w polskim Sejmie głosowane są ustawy proaborcyjne - skóra cierpnie).

Reklama

Nowy „świetlisty szlak”

Dziś kołowrót historii wyniósł ludzkość na nowy „świetlisty szlak”. Znowu człowiek - jak niegdyś Lucyfer - mówi Bogu: „Non serviam”. W sposób, którego radykalizmu dzieje nie znały, w odniesieniu do samej biologicznej istotowości życia. Już nie Bóg jest dawcą życia, ale sam człowiek - w laboratoriach in vitro i odludziach eutanazji. Ale nade wszystko w programie nowej ideologizacji: „gender”, „queer studies”. Nowa, „uciskana” klasa - homoseksualiści, transseksualiści, transwestyci etc. - staje się nową klasą panów, jakkolwiek mało liczną, dyktującą swoje prawa światu. Ta nowa, panosząca się ideologia na razie dokonuje głównie spustoszeń duchowych, ale w swoich dalekich konsekwencjach jest prostą drogą do Armagedonu, biologicznej zagłady ludzkości. Jak się bowiem rzekło, ci, którzy tak ochoczo chcą zastępować prawa natury, prawa Boże np. w określaniu płci czy tzw. orientacji seksualnej, skazują człowieka na biologiczną bezpłodność. Człowiek z płciowością odmienioną operacyjnie nigdy nie będzie biologicznie ani mężczyzną, ani kobietą - niezdolny do płodzenia i rodzenia. Nie mówiąc już o homoseksualistach. Nietrudno sobie wyobrazić (po części już, niestety, istnieje) ów nowy wspaniały świat. Dwie lesbijki np. umawiają się z parą homoseksualistów co do zakupu nasienia, poddają się in vitro itd. Albo na odwrót - dwaj „tatusiowie” obierają mamy - „nosicielki”. W ramach nowego nazewnictwa, proponowanego przez te kręgi - „prawa reprodukcyjnego”, kim będzie człowiek zrodzony w tej „reprodukcyjnej” fabryce - jeszcze człowiekiem czy raczej produktem? Kim będą „rodzice-fabrykanci” - jeszcze ludźmi czy raczej źródłami (nosicielami) surowca? Taki „wspaniały świat” nie przyśnił się nawet Huxleyowi.

W szale bezrozumnej „modernizacji” Polska poczyniła na tej drodze niebezpieczne kroki. Poczynając od ustawy o przemocy wobec kobiet, gdzie przemyca się nową, „genderowską” definicję płci jako determinowanej społecznie, a nie biologicznie. A szykują się kroki następne. Krajowi Jana Pawła II, wielkiego obrońcy życia, ta droga, prowadząca wprost ku samochcianej zagładzie człowieka, nie przystoi. Czas zatrzymać ten bezrozumny obrót koła neokomunizmu. W jego najstraszliwszej postaci.

Tagi:
polityka

Junckerzenie

2018-09-19 10:25

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 38/2018, str. 47

Było to ładnych parę lat temu. Grupa europosłów PiS czekała w Strasburgu na swego kolegę, który wracał z warszawskiej centrali partii.

Factio popularis Europaea

Miał spotkać się z prezesem,więc z niecierpliwością oczekiwali wieści. I co, i co? – dopytywali, gdy tylko wszedł do sali. – W dwóch czy w trzech słowach? – zapytał, wyraźnie przeciągając strunę cierpliwości. – W dwóch – odparli – prędko! – Jest dobrze – skonstatował z flegmą. Uff... – większość odetchnęła z ulgą. Nagle jeden ciekawski nieśmiało zapytał: – A w trzech słowach? – Nie jest dobrze! – odpowiedział bez mrugnięcia powieką.

Podobnie było z ostatnim przemówieniem szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, który wygłosił w Strasburgu orędzie o stanie Unii Europejskiej. – Co powie, co powie? – pytali jedni. – Jeszcze nie wiadomo, ciągle się przygotowuje! – podniecali się drudzy. Gdy jednak przybył do nas i zaczął mówić o pierwszej wojnie światowej, a nawet cofał się do roku 1913, jeden z europosłów z rozczarowaniem rzucił: – On chyba nadal jest pod Verdun! Inni w napięciu czekali. W końcu Juncker zaczął mówić, jak dobrze jest w Unii Europejskiej. Inwestycyjny plan, nazwany jego nazwiskiem, się powiódł. Ponad 300 mld euro wydanych przez Komisję Europejską pobudziło rynki. Powstało 12 mln nowych miejsc pracy. – To więcej niż ludność całej Belgii! – chwalił się Juncker. – Chcemy sięgnąć gwiazd – kontynuował. Dzięki naszemu programowi „Galileo” Europa zmierza ku kosmosowi. No tak, to w przyszłości, a teraz? Problemy. Z ubolewaniem mówił o zbliżającym się wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (notabene prywatnie Juncker przyznaje, że brexit to jego największa osobista porażka), o kłopotach migracyjnych, ogromnym bezrobociu wśród ludzi młodych oraz o rosnącej fali nacjonalizmów w Europie. Nawet waluta euro, która będzie obchodzić swoje 20-lecie, ma problemy. Juncker, jakoś wyraźnie smutny, skonstatował, że europejskie samoloty, niestety, kupujemy nie za euro, a za dolary. Amerykańskie, jak sądzę. No to w końcu jak? Jest dobrze czy nie jest dobrze? Na sam koniec przewodniczący KE, jakby na pożegnanie, wyznał w dwóch słowach, że „kocha Europę” i zaraz uzupełnił, że „zawsze będzie kochał”.

No cóż, takie tam junckerzenie.

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego www.piotrowski.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Po 25 latach Wilno ponownie wita Papieża

2018-09-22 13:33

Julia Bernacka

Po przylocie z Rzymu do Wilna o 11.15 czasu litewskiego. Papież Franciszek udał się na spotkanie z panią prezydent Dalią Grybauskaitė. Następnie przemówił na Placu Prezydenckim, gdzie zebrało się około 400 przedstawicieli władz oraz członków korpusu dyplomatycznego. Podczas swojej przemowy podkreślił, że Litwa posiada ducha jedności i jest to dar, który pomagał jej przezwyciężyć trudności oraz odzyskać niepodległość. Nawiązał do trudnej historii tego kraju, oraz o przodkach, którzy walczyli za jej wolność.

Julia Bernacka

Po 25 latach Ojciec Święty ponownie przybył na Litwę. Ostatnim razem miało to miejsce podczas pontyfikatu Świętego Jana Pawła II. Dzisiaj natomiast Papież Franciszek przyleciał na Litwę, pierwszego z trzech krajów bałtyckich, do których przybędzie z wizytą. W kolejnych dniach uda się na Łotwę a następnie do Estonii. Te trzy kraje, mimo, że sąsiadują ze sobą, z punktu widzenia wyznaniowego, znacząco się od siebie różnią. Na Litwie 70% społeczeństwa to katolicy, natomiast Estonia jest najbardziej zsekularyzowanym krajem świata.

Dzisiejszy przylot Papieża rozpoczynający kolejne wizyty w krajach Bałtyckich łączy w sobie kilka innych ważnych aspektów dla Litwy. W tym roku Litwa, tak jak Polska obchodzi 100 lecie odzyskania niepodległości, o czym również wspomniał Papież Franciszek. Na drugi dzień wizyty Papieża przypada również 75-ta rocznica likwidacji wileńskiego getta. W drodze do Muzeum Okupacji i Walk o Wolność Papież zatrzyma się przy pomniku ofiar Getta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Łódź: pierwsze posiedzenie plenarne IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej

2018-09-22 17:48

xpk / Łódź (KAI)

Modlitwą przedpołudniową liturgii godzin w łódzkiej katedrze rozpoczęło się pierwsze posiedzenie plenarne IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej. To spotkanie jest podsumowaniem prac grup synodalnych pracujących nad wyznaczonymi zagadnieniami w swoich parafiach, szkołach i innych miejscach, gdzie na co dzień gromadzi się młodzież.

Archiwum "Niedzieli Łódzkiej"

Do udziału w dzisiejszym spotkaniu zostało zaproszonych blisko 150 osób, którzy po wspólnej modlitwie brewiarzowej złożyli Wyznanie Wiary w Symbolu Apostolskim, a następnie z rąk metropolity łódzkiego otrzymali krzyże pobłogosławione przez Ojca Świętego Franciszka.

Pierwszym punktem wspólnych obrad było przedłożenie przewodniczących dwóch podkomisji: „Bez wiary nie można podobać się Bogu” – ks. Grzegorz Dziewulski i „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – ks. Marcin Jarzynkowski. Księża podsumowali prace kół synodalnych, które opracowywały odpowiedzi na przygotowane przez te podkomisje zagadnienia.

- Kluczowym doświadczeniem chrześcijanina jest doświadczenie wiary, a zatem spotkanie Boga w swoim życiu nie tylko przez tradycję i wychowanie ale przez przeżycie osobistej obecności działania Pana Boga w swoim życiu, swoich bliskich, swojej wspólnoty a także przez korzystanie z doświadczenia wiary innych. – mówił w swoim przedłożeniu ks. dr Grzegorz Dziewulski. - Ta wiara budowana jest we wspólnocie, a zatem w przypadku młodzieży, będzie to grupa szkolna katechezy w mniejszym stopniu grupy parafialne. Te wspólnoty są punktem odniesienia dla potwierdzania własnej wiary i przezywania jej. Ankiety pokazują, że istotnym momentem przezywania tej wspólnoty są spotkania ze świadkami, bądź słuchanie świadectw wiary, czyli korzystanie z tego, co inni przeżyli oraz otwartość na nowe, inne niż dotąd sytuacje, które stają się miejscem, okolicznościami doświadczenia - przezywania spotkania z Panem Bogiem – podkreślił przewodniczący podkomisji synodalnej.

O podejściu młodych do sakramentu pokuty i pojednania mówił w swoim podsumowaniu ks. Marcin Jarzynkowski, który zauważył, że obraz który klaruje się z nadesłanych ankiet sprawia wyrażanie, że młodzież ma problem z właściwym przezywaniem sakramentu pokuty i pojednania. Składają się na to dwa czynniki: kryzys wiary – często brak relacji z Jezusem i brak poczucia grzechu – wynikający z niewłaściwie uformowanego sumienia. – podkreślił. - Wysuwając wnioski z takiego podejścia młodych do spowiedzi należy przywrócić właściwe poczucie grzechu przez katechezę, nabożeństwa pokutne, ukazanie w spowiedniku przyjaciela, u którego można się wyżalić bez pośpiechu. Trzeba zrobić wszystko aby doprowadzić młodego człowieka do żywej relacji z Jezusem. Automatyzm w spowiedzi prowadzi do kryzysu, a młodzi przystępujący do sakramentu chcą być zauważeni, a nie traktowani z automatu. Należy uświadomić kapłanów, że młodzi chcą także przystępować do tego sakramentu pokuty poza konfesjonałem w dogodnym czasie, ponieważ nabożeństwa pokutne organizowane w parafiach są często poza zasięgiem możliwości młodych, którzy mają wiele zajęć pozalekcyjnych uniemożliwiających skorzystanie z tego rodzaju formy modlitwy. Młodzi zwrócili uwagę także na to, że niezwykle ważne jest dla nich świadectwo życia rówieśników, albo jak podczas spotkania w Atlas Arenie świadectwo spowiedzi samych księży – dodał prelegent.

Podsumowania działalności dwóch podkomisji dokonał ksiądz abp Grzegorz Ryś, który wskazał na to, że "wiara jest doświadczeniem Boga, który mnie kocha, a ja w sposób duchowy dotykam Go swoim sercem". Wskazując na encyklikę papieską "Lumen Fidei", metropolita łódzki zauważył, że wiara jest odpowiedzią na słowo, które jest obietnicą Boga względem człowieka i pójściem w drogę; "pójście w przestrzeń, bo wiarę widzi w takiej mierze, w jakiej poruszam się naprzód" – podkreślił. - Wiara jest widzeniem i słuchaniem – to jest wtedy, gdy się spotka Osobę – tą Osobą jest Jezus Chrystus, i w tym spotkaniu pojawia się doświadczenie, które polega na naśladowaniu. Idę z Nim w drogę i żyję jak On, słucham jak On, postępuję jak On – tłumaczył. - Młodym i wszystkim innym jest łatwiej mówić niż doświadczać Boga. Łatwiej się im mówi o własnej pobożności niż doświadcza Boga w spotkaniu z drugim człowiekiem. Dla młodych spotkanie z drugim człowiekiem, nie jest doświadczeniem wiary, nie jest doświadczeniem religijnym - podkreślił metropolita. - Niezwykle ważne jest dziś przepowiadanie Kerygmatu. Jak nie ma Kerygmatu, to nie ma przyjęcia Prawdy. Ja jestem wdzięczny, że w tej ankiecie młodych zapytano nie tylko o zasady moralne, ale zadano pytanie także o dogmat. W zmartwychwstanie umarłych wierzy połowa naszych maturzystów, w zbawienie wieczne 58% maturzystów. Stąd z jednej strony jest pytanie co jest zakresem przekazu młodym wiary, a z drugiej w jaki sposób przekazujemy wiarę młodym – zakończył łódzki pasterz.

Pierwsza część obrad zakończyła się w samo południe Mszą świętą, której przewodniczył i kazanie wygłosił ksiądz kardynał Konrad Krajewski – jałmużnik papieski. Była to pierwsza Msza święta odprawiona przez pochodzącego z łódzkich Bałut kardynała w katedrze św. Stanisława Kostki, w której przed 30 laty przyjął świecenia kapłańskie z rąk abp. Władysława Ziółka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem