Reklama

W zaciszu Bożej obecności

Kaplica Bożego Miłosierdzia w Tarnawie Górnej

Oprac. Ł. P.
Edycja przemyska 1/2003

Ka ino spojrzeć drogom
idącemu wsiowom
wszędy dojrzy figurę,
tu starom, tu nowom,
kazdo grubso topola,
wierzba i przypłocie,
wyprasa świętom opatrzność
znużonej tęsknocie -
Chrystuski frasobne,
Matki Boże Zielne,
Barbary, Floriany i święte kościelne,
których się wypierają
wszyćkie kalendorze.
(Emil Zegadłowicz)

Związek kultury z religią przybrał najbardziej czytelną formę w sztuce. Była ona dla wielu pokoleń nauczycielką i wychowawczynią. Pogłębiając wiarę prostego, aczkolwiek pobożnego ludu uczyła zasad życia moralnego, ilustrowała prawdy wiary, prezentowała świętych. Sztuka, zwłaszcza w jej wymiarze sakralnym, stała się formą uzewnętrznienia wiary oraz stanu ducha. Stanowiła przez to manifestację pobożności. Widocznym przejawem takiego stanu stało się stawianie kapliczek, krzyży i figur przydrożnych. Stanowią one nierozerwalną całość z polskim krajobrazem i są jego nierozłącznym elementem. Trwale złączone z życiem miasteczek i wsi świadczą o pobożności pokoleń przyszłych i współczesnych. Są często dziełem artystycznym, ciekawym obiektem architektonicznym. Spełniając w przeszłości i teraźniejszości ważną rolę w życiu danej społeczności, która je tworzyła uważając za swoje, niejednokrotnie stanowiąc pomnik historyczny, cenną informację czy przesłanie z przeszłości, tkwiąc w krajobrazie polskich wsi i miasteczek, nadają im specyficzny klimat. Istnienie tych obiektów ma głębokie znaczenie religijne, ukazując wyraz wiary i pobożności ich twórców. Gromadziły one wiernych na modlitwę, do nich też odbywały się procesje liturgiczne. Są nie tylko ozdobą polskiego krajobrazu, ale przede wszystkim wyrazem wiary minionych i obecnych pokoleń. Zawierają w sobie modlitwy wiernego ludu, rzeźbione w drzewie, kute w kamieniu, wmurowane w ściany kapliczek, jako wyraz potrzeb duchowych człowieka, jego codziennych trosk i przeżyć.
Z pewnością ożywiani tym duchem wiary oddawali cześć Chrystusowi, Maryi i świętym ci, którzy niejako materializowali swe modlitwy i uniesienia w postaci wspomnianych rzeźb, figur czy też kapliczek. Kapliczki i krzyże powstawały z fundacji poszczególnych ludzi, rodzin, grup społecznych, a często także z inicjatywy mieszkańców całych osad, wsi czy miasteczek. Obiekty te były przede wszystkim wyrazem pobożności, choć zaznaczyć należy, że gdyby się bliżej przyjrzeć okolicznościom, w których powstawały, widać wyraźnie, że nie tylko chwalenie Boga leżało u podstaw tej tradycji. Zazwyczaj wznoszono je w określonej intencji, prosząc o interwencję Nieba w różnych sytuacjach, kiedy zawodziły wszelkie ziemskie środki i nadzieje. Stawiając kapliczkę czy krzyż proszono o Bożą opiekę, dobrą dolę, odwrócenie nieszczęścia. Głównie były one jednak fundowane jako materialny wyraz wdzięczności za wysłuchane modły kierowane ku Bogu, Matce Najświętszej i świętym Pańskim.
Mówiąc o takich niezwykłych miejscach nie sposób pominąć jednego z nich. Mowa tu o kaplicy w Tarnawie Górnej ufundowanej i wykonanej przez Adama Pałackiego, organistę z parafii Lesko w kościele dojazdowym w Weremeniu oraz w Postołowiu. Wspomniana kaplica znajduje się na górze "Gruszka" przy drodze łączącej Tarnawę Górną z Leskiem. Miejsce, na którym stoi jest niezwykle piękne z racji wspaniałych widoków w tej części Bieszczadów, jakie się roztaczają na odległość kilkudziesięciu kilometrów. Sama zaś kaplica niejako dopełnia ten widok. Wspaniale wkomponowana w otoczenie tworzy niezapomniany klimat, który na długo pozostaje w sercu i umyśle przybywających tu ludzi. Oddalenie od domostw Tarnawy i usytuowanie na górze, niejako wzywa każdego kto się tu znajdzie do zatrzymania się choć na chwilę, zachwycenia się niepowtarzalną chwilą zachęcając także do modlitewnej zadumy.
Dlaczego właśnie w tym, a nie innym miejscu stoi ten znak Bożej obecności? Patrząc na karty Ewangelii łatwo można zauważyć, że sam Chrystus udając się na modlitwę niemalże zawsze wychodził na górę, w ustronne miejsce, gdzie był spokój i cisza, właściwy nastrój do rozmowy z Bogiem Ojcem. Zadziwia więc wspaniałomyślność ofiarodawcy, który w tym właśnie miejscu stworzył odpowiednie warunki do modlitewnej refleksji budując tę kaplicę w miejscu stworzonym do wznoszenia swoich myśli ku Bogu. Zresztą fakty mówią same za siebie - wystarczy zobaczyć to miejsce w porze zwłaszcza cieplejszej, kiedy niemalże codziennie przybywają tu różni ludzie, zazwyczaj turyści, którzy jadąc w Bieszczady zatrzymują się, aby z bliska przyjrzeć się temu urokliwemu zakątkowi parafii tarnawskiej, zrobić pamiątkowe zdjęcie, pokrzepić siły fizyczne i duchowe przez modlitewne westchnienie ku Stwórcy.
Kaplica pw. Bożego Miłosierdzia wzniesiona została w latach 2000/2001, a uroczyście poświęcona w uroczystość Bożego Ciała 2001 r. przez ks. Jana Krupińskiego, proboszcza tutejszej parafii. W zamyśle fundatora jest to wotum wdzięczności za otrzymane łaski z prośbą o dalsze błogosławieństwo Boże i opiekę Matki Najświętszej, oraz propagowanie kultu Bożego Miłosierdzia.
Ta miniatura świątyni jest częstokroć bardziej bliska ludziom niż niejeden okazały kościół. W życiu wielu ludzi stała się miejscem różnych form pobożności modlitewnej na co dzień. W tym miejscu należy zwrócić szczególną uwagę na popularne w tych stronach tzw. "majówki", pieśni maryjne wygrywane na instrumentach i śpiewane przez zgromadzony lud. Były one organizowane przez fundatora kaplicy przez cały maj, zwłaszcza z myślą o wszystkich pracownikach jego zakładu w pobliskim Lesku. Stojące zaś obok trzy wysmukłe białe, brzozowe krzyże są symbolem corocznego nabożeństwa parafialnej Drogi Krzyżowej do tego miejsca.
Zwracając uwagę na samą budowlę i piękne jej wykonanie należy stwierdzić, że jest to tzw. "kapliczka domkowa" dwuspadowa, murowana na planie prostokąta z częścią prezbiterialną zamkniętą półkoliście. Nie ma wydzielonej nawy i prezbiterium. Z zewnątrz wykończona jest dekoracyjną czerwoną cegłą. Na dachu znajduje się wieżyczka usytuowana na środku rzutu poziomego kapliczki. Na jej szczycie umieszczono krzyż. Szczyt dachu trójkątny wydzielony okapem. Otwór drzwiowy prostokątny u góry półkolisty. Obecne są również dwa okna w ścianach bocznych. W fasadzie od frontu obecne są także cztery podpory w postaci czterech kolumienek, a do jej wnętrza prowadzą niewielkie schody.
Podziwiając jej piękno, nie można zapomnieć, że jest ona wyrazem wielkiej pobożności samego fundatora, Adama Pałackiego. Z pewnością ożywiony tym duchem wiary oddaje Bogu należną cześć nie tylko jako organista, ale i jako człowiek, który zmaterializował swe modlitwy i uniesienia serca w postaci tej kaplicy. Wspomnieć w tym miejscu należy również o innych budowlach sakralnych i pracach, które bez jego ofiarności zapewne by tak szybko nie osiągnęły swego celu, a są to: kościół dojazdowy w Weremeniu oraz w Woli Postołowej, obydwa należące do parafii Lesko, gruntowna restauracja ołtarza bocznego w kościele parafialnym w Lesku, XVII-wiecznych organów w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku - trwająca obecnie, pomoc przy budowie plebanii w Tarnawie Górnej, ofiarowanie obrazu do kościoła pw. św. Brata Alberta w Przemyślu i umieszczenie go w prezbiterium z wizerunkiem głównego Patrona tej parafii. Wiele też innych form pomocy nie tylko kościołom, ale i szkołom, różnym ośrodkom stało się jego udziałem, których nie sposób i miejsce tutaj wyliczyć.
Obecność tych obiektów wywierała i niewątpliwie będzie nadal wywierać wpływ na życie religijne wiernych tych okolic, integrując ich przez to na wspólnych spotkaniach modlitewnych przed Bogiem. Z miejsc tych myśl ludzka biegnie ku Panu tej ziemi powierzając Mu swój los, ojczyznę, najbliższych... Przy tych obiektach wierni wypowiadają swoje troski codziennego trudu, szukając pokoju i wytchnienia.
Tę przenikniętą wiarą modlitewną atmosferę tworzy na tej ziemi szczególna sercu ofiarodawcy kaplica Bożego Miłosierdzia w Tarnawie Górnej, która już teraz otwiera nowy rozdział w historii tutejszej parafii i zapewne życia wszystkich tu mieszkających. Niewątpliwie cieszy więc fakt, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią się dzielić tym, co sami posiadają tworząc wspólne dobro dla otoczenia, w którym żyją. Nie zapominajmy o nich i ich dziełach dobroci, niech pozostaną one w naszej pamięci, a dobre słowo i modlitwa za tych, którzy je stworzyli i nadal tworzą niech będzie najlepszym wyrażeniem naszej im przecież należnej za to wdzięczności. Powodem do tego niech będzie także i ta kaplica, będąca jakże wymownym znakiem świadczącym o głębokim przywiązaniu do Boga, gdzie już teraz uświęcają się nowe pokolenia ludzi, ludzi tworzących z nadzieją lepszą przyszłość. Niech więc i dla każdego z nas stanie się tym szczególnym miejscem, miejscem własnego uświęcenia w "zaciszu Bożej obecności".

Kapliczka wciąż mi drogowskazem na cztery gościńce
Od świtu poranka aż po gwiazdy spadające
Kapliczka w brzóz ramionach w białym bzie tonie
Ilekroć odchodzę w pielgrzymkę w pole przyprowadza mi konie
Kapliczka znów łaski pełna a w niej skryte nadzieje
Gdy czekam - znaczy pragnę i pragnę póki nie omdleję...
(Władysław Kaczor)

Jak Izrael ochronił zbrodniarza

2018-02-28 10:37

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 9/2018, str. 40

Za jego kadencji w obozie koncentracyjnym w Świętochłowicach-Zgodzie zginęło więcej osób niż podczas niemieckiej okupacji. W latach 90. ubiegłego wieku zbrodniarz wojenny schronił się w Tel Awiwie, a władze Izraela nigdy nie zgodziły się na jego ekstradycję

Instytut Pamięci Narodowej
Salomon Morel

Chodzi o Salomona Morela, polskiego obywatela pochodzenia żydowskiego, który przeżył okres okupacji dzięki Polakowi Józefowi Tkaczykowi. W 1983 r. Tkaczyk został za to nagrodzony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Historia Morela, który w świetle polskiego prawa dopuścił się zbrodni przeciwko ludzkości, nie jest potwierdzeniem tezy, że komuniści Żydzi byli gorsi od nazistów Niemców, ale raczej pokazuje, jak bardzo wybiórczo do prawdy historycznej podchodzą przedstawiciele Izraela. – Nie można się zgodzić z ocenami, według których Salomon Morel był do 1968 r. komunistą, a potem nagle się okazało, że jest jednak Żydem. To jest problem samoidentyfikacji jednostki, ale i odpowiedzialności narodu za jednostki tego narodu – powiedział podczas dyskusji o antysemityzmie prof. Jan Żaryn. – To samo dotyczy Polski. Feliks Dzierżyński jest nasz, choćbyśmy nie wiem jak długo się tłumaczyli, że on został bolszewikiem. Jako naród polski dorobiliśmy się takiego syna i wyeksportowaliśmy go do Rosji. On nie jest Rosjaninem.

Zbrodnia bez kary

Salomon Morel od końca lutego do listopada 1945 r. był komendantem poniemieckiego obozu koncentracyjnego Eintrachthütte. W czasach okupacji obozem kierował najpierw SS-Hauptscharführer Josef Remmele, a później Wilhelm Gerhard Gehring. Obaj niemieccy zbrodniarze zostali skazani na karę śmierci przez amerykański Trybunał Wojskowy w Dachau Morel natomiast do 1968 r. szybko się wspinał po szczeblach komunistycznej kariery i praktycznie do swojej śmierci w 2007 r. dostawał polską emeryturę w wysokości prawie 5 tys. zł.

Może trudno sobie to wyobrazić, ale w komunistycznym obozie pracy „Zgoda” panowały o wiele gorsze warunki niż w czasach niemieckiej okupacji. Również przeciętna śmiertelność w latach 1943-45 była znacznie wyższa, bo wynosiła kilkanaście ofiar tygodniowo. Według IPN, w ciągu niespełna dziewięciu miesięcy władzy komendanta Morela przez obóz przewinęły się 5764 osoby, a co trzecia nie przeżyła pobytu. Tragiczny obraz ukazuje zestawienie dokumentów z likwidacji obozu. Udało się zwolnić 1341 osób, zmarło zaś 1855. Według danych IPN, zabito lub zakatowano ok. 300 osób, a resztę istnień pochłonęły epidemie. – Z tego, jak się zachowywał Morel podczas epidemii, można wywnioskować, że choroby i wysoka śmiertelność pomogły mu w wygodnym, bo „naturalnym”, sposobie eliminacji więźniów – uważa historyk dr Marek Klecel.

W obozie „Zgoda” oprócz Niemców przebywali Górnoślązacy, weterani powstań śląskich oraz członkowie Armii Krajowej. Byli też Polacy z Polski centralnej, dzieci oraz obywatele innych państw.

Zdziwienie Izraela

W latach 90. ubiegłego wieku Morel już od dawna pobierał wysoką emeryturę. Był przekonany, że jego działalność w obozie „Zgoda” pozostanie tajemnicą na zawsze. Zaczęło o nim być głośno, gdy amerykański dziennikarz żydowskiego pochodzenia John Sack opublikował książkę o zbrodniach komunistycznych pt. „Oko za oko”. Salomon Morel nie czekał na proces, wyjechał do Izraela. Gdyby pozostał w Polsce, mógłby odpowiadać za śmierć ponad 1500 więźniów.

Z historii zbrodniarza Salomona Morela płynie ważna lekcja na temat stosunków polsko-izraelskich. Gdy w 1998 r. Komisja Badań Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu zwróciła się do Izraela o ekstradycję zbrodniarza, w odpowiedzi przysłano odmowę, bo zarzucane mu czyny przedawniły się w świetle tamtejszego prawa.

Dzięki wsparciu IPN i przesłuchaniu ponad 100 świadków udało się w 2004 r. postawić Morelowi zarzut, który się nie przedawnia, czyli zbrodni przeciwko ludzkości. Polskie władze wysłały więc kolejny wniosek o ekstradycję zbrodniarza. „Chcielibyśmy przekazać postanowienie Ministra Sprawiedliwości w tej sprawie, mówiące o tym, iż nie ma żadnych podstaw do ekstradycji Morela” – czytamy w odpowiedzi z 2005 r. Co więcej, władze Izraela były zbulwersowane tym, że Polska kolejny raz upomina się o ich obywatela. W piśmie czytamy, że sprawa „wywołuje zdziwienie, iż Polska w ogóle zwróciła się z taką prośbą”. „W świetle faktów uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełniania poważnych przestępstw, nie mówiąc już o ludobójstwie czy zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu”.

Historia Morela nie jest wcale usprawiedliwieniem dla Polaków, którzy kolaborowali z Niemcami, wydając Żydów. Pokazuje jednak, że na przykładzie pojedynczych osób nie można oskarżać Polaków jako naród o zbrodnię Holokaustu, bo w ten sam sposób naród żydowski byłby winien zbrodni komunizmu. Przede wszystkim jednak obnaża skalę dyplomatycznej hipokryzji państwa Izrael, który jednych zbrodniarzy ściga po całym świecie, a innych ukrywa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek prosi o modlitwę za siebie i papieża Benedykta

2019-02-20 12:01

st (KAI) / Watykan

Na zakończenie dzisiejszej audiencji ogólnej Ojciec Święty przypomniał, że 22 lutego obchodzone jest święto katedry św. Piotra.

Vatican Media

W związku z tym Franciszek powiedział: „W najbliższy piątek będziemy obchodzili święto Katedry Świętego Piotra Apostoła. Módlcie się za mnie i za moją posługę, także za papieża Benedykta, aby zawsze i wszędzie utwierdzał braci w wierze”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem