Reklama

Anioł, który chciał być świętym

2014-04-22 14:51

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 17/2014, str. 40-43

ZE ZBIORÓW ARCHIWUM JASNEJ GÓRY

„Jezus nie będzie zadowolony ze mnie, dopóki nie stanę się lub przynajmniej nie będę starał się być świętym” – te słowa młodego ks. Angela Roncallego były głównym celem jego życia. Teraz Kościół uroczyście potwierdzi, że cel został osiągnięty

Śmierć Jana XXIII nie przerwała prac Soboru Watykańskiego II. Gdy jesienią 1964 r. znów zjechali się biskupi i teolodzy do Watykanu, wśród nich był najmłodszy biskup świata 34-letni Bohdan Bejze z Łodzi. Kiedy ojcowie soborowi dyskutowali nad schematem przyszłej Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym, głos zabrał świeżo upieczony biskup Bejze. Zaproponował, aby ojcowie soborowi beatyfikowali przez aklamację zmarłego papieża Jana XXIII.

– Spotkało się to z aplauzem zgromadzonych, ale raczej ogólnym i nieco jakby zdawkowym – wspomina w rozmowie z KAI 99-letni kard. Loris Francesco Capovilla, osobisty sekretarz Jana XXIII. – Do bp. Bohdana podeszli wtedy kard. Stefan Wyszyński i abp Karol Wojtyła, uściskali mu dłoń i gratulowali inicjatywy. Dziś jeszcze raz chcę podziękować Polakom za ich szczególne poparcie dla papieża Roncallego.

Papież Paweł VI zdecydował, że zostanie przeprowadzony normalny proces. – Była to decyzja opatrznościowa, bo dzięki temu zebrano świadectwa kilkuset osób i zgromadzono ponad 10 tys. dokumentów. Można więc dokładnie przestudiować misterium świętości Jana XXIII – powiedział w rozmowie z „Niedzielą” o. Luca de Rosa, postulator jego procesu. I choć pomiędzy jego beatyfikacją a kanonizacją nie zdążono udokumentować medycznie cudu, nie znaczy to, że go nie ma. – Mamy bardzo bogatą dokumentację cudów za wstawiennictwem bł. Jan XXIII – tłumaczy kard. Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. – Papież Franciszek nie uchylił konieczności wykazania cudu. On tylko przyspieszył datę kanonizacji.

Reklama

Z biednej rodziny

Roncalli urodził się 25 listopada 1881 r. w Sotto il Monte, które obecnie nosi nazwę Sotto il Monte Giovanni XXIII. Tego samego dnia rodzice dali mu na chrzcie imiona Angelo Giuseppe. Imię Angelo dostał po dziadku. W tłumaczeniu na język polski brzmi ono po prostu – Anioł.

Wychował się w biednej, ale bardzo religijnej rodzinie. Był czwartym z czternaściorga dzieci. Na kolacje codziennie była tylko poleta – potrawa z mąki kukurydzianej i wody, ale Angelo tej biedy wcale nie dostrzegał, bo wokół niego wszyscy żyli tak samo skromnie. Dopiero, gdy wyruszył w daleki świat, dostrzegł bogactwo duchowe swojej rodziny, ale także jej biedę materialną. „Istnieją trzy możliwości, aby siebie zrujnować: kobiety, karty i gospodarka rolna. Mój ojciec wybrał tę ostatnią i najtrudniejszą drogę” – komentował z właściwym sobie humorem.

Młody Angelo szybko poznał wielki świat. Kształcił się pod okiem znakomitych profesorów i wychowawców, nigdy jednak nie zapomniał, kim jest i skąd pochodzi.

– Wuj przyjeżdżał do naszej wsi rokrocznie na urlop, gdy był już delegatem apostolskim w Bułgarii, potem w Turcji i Grecji – wspominała na łamach austriackiego pisma „Alle Welt” s. Anna Roncalli, bratanica św. Jana XXIII. Nie przeszkadzało mu, że w niewielkim rodzinnym domu mieszkało aż 20 osób. Abp Roncalli lubił spacerować po wsi, odwiedzał swoich braci i znajomych.

„Odkąd wyszedłem z domu, poznałem wiele rzeczy, których wy nie mogliście mi przekazać. Ale te nieliczne, których się od was nauczyłem, są najcenniejsze” – tak mówił do swoich rodziców, gdy był już dojrzałym kapłanem.

Jak zostać świętym?

Powołanie do kapłaństwa towarzyszyło mu od najmłodszych lat. Jego pierwszym przewodnikiem duchowym był zwykły, skromny wiejski proboszcz – ks. Rebuzzini. To dzięki jego wsparciu mógł kontynuować naukę w niższym seminarium w Bergamo. Gdy dał się poznać jako zdolny uczeń, otrzymał stypendium papieskiego seminarium w Rzymie.

Jego powołanie było praktycznie bezdyskusyjne. „Dostałem łaskę do powołania kapłańskiego. Od dziecka nie myślałem o niczym innym” – zapisał Jan XXIII w notatkach do swojej biografii, której nigdy nie ukończył. Co więcej, wyznał, że przez całe swoje życie nigdy nie miał żadnej pokusy nieczystości. – Był tym samym człowiekiem zarówno przy ołtarzu, jak i kiedy od niego odchodził – wspomina kard. Capovilla.

Pragnienie świętości u Angela Roncallego było nieodłącznym elementem jego życia wewnętrznego. Wątek ten można śledzić dzięki „Dziennikowi duszy”, w którym pierwsze zapiski sporządził już jako 14-letni chłopiec. Początkowo chciał we wszystkim naśladować świętych. Później widzimy jego chrześcijańskie dojrzewanie i ewolucję. „Myśl, wobec której się zobowiązałem i z której bierze się moje jedyne zadanie, żeby stać się świętym za wszelką cenę, musi być moją nieustanną troską. Ma to być jednak troska pogodna i spokojna, a nie nużąca i pełna tyranii” – zapisał tuż po święceniach kapłańskich ks. Roncalli.

Tego typu słowa św. Jan XXIII zapisywał przez całe swoje życie. Z „Dziennika” wyłania się człowiek, którego głównym życiowym powołaniem jest naśladowanie Chrystusa w czasach współczesnych, czyli odnalezienie recepty na osobistą świętość. „Wszędzie nazywają mnie Ojcem Świętym, jakby to był mój główny tytuł, muszę i chcę być nim naprawdę” – pisał już jako Jan XXIII.

Człowiek dialogu

Wiadomo już, że ks. Roncalli pochodził z biednej podgórskiej miejscowości. Był pobożny i bardzo chciał zostać świętym. Jednak jego postać prowokuje pytania: Skąd u syna prostego rolnika wzięła się chęć zwołania soboru i przebudowy Kościoła? Gdzie w katolickich Włoszech zrodziła się wielka ekumeniczna miłość do innych wyznań?

Już jako kleryk fascynował się historią Kościoła, a zwłaszcza pierwszym tysiącleciem, kiedy nie było jeszcze zasadniczych podziałów wśród chrześcijan. Znał doskonale języki starożytne, a w seminarium wykładał m.in. Ojców Kościoła. Był zagorzałym bibliofilem. Przez całe życie kolekcjonował starodruki. Zgłębianie historii było jego największą pasją i rozrywką. Gdy był nuncjuszem w Paryżu, jego kucharz zastanawiał się nad otyłością abp. Roncallego. – Gruby jest jak proboszcz, a je jak wróbel. Tyje od książek, które tomami pożera – wspominał kucharz Roger.

Oprócz wnikliwej analizy historii oraz pism Ojców Kościoła jest jeszcze jeden aspekt biografii Jana XXIII, który mógł mieć wpływ na jego papieskie decyzje. Można powiedzieć, że Roncalli był przedstawicielem starej szkoły watykańskiej, kiedy to biskupów, kardynałów i przyszłych papieży wybierano spośród doświadczonych dyplomatów. To właśnie podczas misji dyplomatycznych w Bułgarii, Turcji, Grecji oraz w Paryżu ks. Angelo uczył się w praktyce dialogu z innowiercami i niewierzącymi.

W rozmowie ze swoim sekretarzem wspominał kiedyś spotkanie z prawosławnym młodzieńcem w Bułgarii. – Panie, przedstawicielu papieża, chciałbym pojechać na studia do Rzymu, jeśli uzyska Pan dla mnie stypendium, to jestem gotów stać się nawet katolikiem – mówił młody człowiek. Abp Roncalli szybko ostudził zapędy 22-letniego Bułgara. – Niech pan nauczy się miłować Jezusa, swój naród i jemu służyć. A skoro stwarza mi pan okazję, to chciałbym jasno powiedzieć, że my, katolicy i prawosławni, nie jesteśmy nieprzyjaciółmi, lecz braćmi. Łączy nas Księga Bożego Objawienia, chrzest, sakramenty, a zwłaszcza Msza św. i nabożeństwo do Matki Bożej – tłumaczył przedstawiciel Watykanu. – Rzeczywiście, istnieje kwestia braku jedności, ale to rozdarcie nastąpiło tysiąc lat temu. Ci, którzy do niego doprowadzili, już nie żyją. Zarówno katolicy, jak i prawosławni musimy upodobnić się do Chrystusa wraz z naszymi wspólnotami. Kiedy upodobnimy się do Chrystusa, jedność będzie faktem.

W latach 30. XX wieku te słowa musiały brzmieć proroczo. Podobny dialog prowadził także wtedy, gdy został delegatem papieskim w Turcji i Grecji. Tu oprócz greckiego prawosławia poznał także wiele innych starożytnych obrządków. Z wielkim szacunkiem prowadził również rozmowy z muzułmanami.

Podczas II wojny światowej wykorzystał swoją pozycję dyplomaty oraz fakt, że Turcja zachowała neutralność. Na jej terytorium uciekała bowiem ludność żydowska z sąsiednich krajów. Niezależne fundacje zajmujące się holokaustem udokumentowały, że abp Roncalli – za wiedzą papieża Piusa XII – ratował Żydów od zagłady. Masowo wystawiał fałszywe akty chrztu oraz ukrywał ich na terenie swojej placówki dyplomatycznej. Niezależne instytucje szacują, że uratował od 25 do 30 tys. Żydów. Niestety, do tej pory nie doczekał się uhonorowania izraelskim medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

O ile w Bułgarii, Grecji i Turcji zdobył praktyczne doświadczenie ekumeniczne i międzyreligijne, to jako nuncjusz we Francji musiał zmierzyć się z innymi wyzwaniami XX wieku. Paryskie doświadczenia jeszcze mocniej przekonały go do tego, że Kościół musi otworzyć się na dialog z niewierzącymi.

Uchronił przed zagładą?

Jan XXIII przez całe życie szedł pod prąd utartych schematów. W każdym człowieku widział bliźniego. Co więcej, dostrzegał go nawet w komunistach. I choć wielokrotnie potępiał komunizm jako system walczący z Kościołem i Bogiem, to jednak zawsze próbował nawiązać dialog z jego przedstawicielami. Wiedział bowiem doskonale, że w krajach za żelazną kurtyną żyje wielu chrześcijan, którym trzeba pomóc.

Część przedstawicieli Kurii Rzymskiej patrzyła na jego poczynania z wyraźną dezaprobatą. Również klimat zewnętrzny nie był specjalnie sprzyjający. Niektóre włoskie czasopisma wietrzyły komunistyczny spisek nawet w spotkaniach Papieża z prymasem Wyszyńskim. Natomiast o udzieleniu audiencji córce i zięciowi radzieckiego przywódcy Nikity Chruszczowa watykański dziennik poinformował dopiero po długim czasie.

Partie chrześcijańskie zarzucały później Papieżowi, że po spotkaniu z rodziną Chruszczowa włoscy komuniści dostali milion głosów więcej niż w poprzednich wyborach. Również ujawnione dokumenty CIA z tego okresu mówią o tym, że Jan XXIII „zagalopował się w kontaktach z blokiem komunistycznym”. Choć analitycy CIA nie negowali szlachetności Papieża i jego dobrych intencji, to jednak nie podzielali jego „optymizmu co do natury ludzkiej”.

Z niemałą falą krytyki spotkały się też jego poczynania na rzecz światowego pokoju. Dopiero niedawno mogliśmy poznać prawdziwą rolę Papieża podczas tzw. kryzysu kubańskiego, gdy świat wstrzymał oddech w obliczu wojny atomowej. Okazuje się, że podczas historycznego przemówienia 25 października 1962 r. Papież miał wiarygodne sygnały z Kremla, że Chruszczow zaakceptuje warunki Watykanu i przestanie wysyłać broń atomową na Kubę. Tuż po tym, gdy USA zwolniło blokadę okrętów, radziecka „Prawda” wydrukowała pokojowy apel Jana XXIII. Po raz pierwszy słowa Papieża ukazały się na łamach organu propagandowego ZSRR.

Dopiero w 2000 r. na światło dzienne wyszły telegramy ambasadora amerykańskiego do Kennedy’ego, w których informował prezydenta o pokojowej roli Papieża. Przywódcy USA i ZSRR przedstawiali się jako wygrani tego konfliktu. Obaj nie chcieli być oskarżeni o słabość i podporządkowanie się woli Papieża. Zrobili więc wszystko, aby prawda o roli Jana XXIII nie została ujawniona.

Polski magnetyzm

Wystarczy przypomnieć, że gdyby nie Sobór Watykański II, kardynałowie nie poznaliby abp. Karola Wojtyły, młodego i zdolnego metropolity z Krakowa. Jednak Jan XXIII już wcześniej skierował oczy zachodnich hierarchów na problemy Kościoła za żelazną kurtyną. – Na tym tle szczególne miejsce zajmowała Polska. Znał doskonale historię. Wasz naród zawsze go fascynował i przyciągał. Odczuwał specyficzny magnetyzm do Polski – mówi „Niedzieli” Marco Roncalli, którego wujkiem był Jan XXIII.

W 1929 r. abp Roncalli udał się na pielgrzymkę do Częstochowy. To właśnie na Jasnej Górze z okazji 25-lecia święceń kapłańskich dziękował Matce Bożej za swoje powołanie. Podczas tamtej wizyty w Polsce odwiedził także Kraków i Poznań, gdzie spotkał się z prymasem Augustem Hlondem. – Ale już wcześniej, w 1912 r., ks. Roncalli odwiedził Kraków, gdzie w katedrze wawelskiej odprawił Mszę św. – przypomina kard. Capovilla.

Później, gdy był nuncjuszem w Paryżu, zaprzyjaźnił się z ks. Bolesławem Szkiłądziem. Nuncjusz obdarzył Polaka głęboką przyjaźnią. Pod jego wpływem zainteresował się jeszcze bardziej Polską, jej historią i literaturą. Gdy w 1953 r. abp Roncalli został kardynałem i patriarchą Wenecji, chciał zabrać ks. Szkiłądzia ze sobą. Ten jednak odmówił, bo unikał jakiegokolwiek karierowiczostwa.

Kilka miesięcy po swoim uwolnieniu z więzienia w 1957 r. prymas Polski kard. Stefan Wyszyński był gościem kard. Roncallego w Wenecji. – Byłem nawet świadkiem wielu rozmów kard. Wyszyńskiego z Janem XXIII, w dniu kiedy został wybrany na papieża – wspomina jego sekretarz. – Po zakończeniu konklawe Papież ofiarował kard. Wyszyńskiemu monstrancję odziedziczoną po Piusie XII, aby zawiózł ją na Jasną Górę. Prymas zapewnił, że każdego dnia na Jasnej Górze sprawowana będzie Msza św. w intencji Ojca Świętego.

Jan XXIII wykazywał bardzo życzliwy stosunek do Polski. To on w październiku 1962 r., przyjmując delegację naszego Episkopatu, powiedział o ziemiach zachodnich jako „po wiekach odzyskanych” – na długo przed oficjalnym uznaniem tego faktu przez wspólnotę międzynarodową.

Wiele się mówiło o zażyłości łączącej Jana XXIII i kard. Wyszyńskiego. Potwierdza to fakt, że Prymas był ostatnią osobą, którą Papież przyjął na prywatnej audiencji przed swoją śmiercią.

Aby byli jedno

O Soborze Watykańskim II pisano już bardzo wiele. Przygotowując to przełomowe dla Kościoła wydarzenie, Jan XXIII miał świadomość zbliżającej się śmierci. Myślał nawet, że nie doczeka rozpoczęcia obrad ojców soborowych. Nie był to tylko pomysł starszego człowieka, aby zapisać się w historii. Wiedział doskonale, że „Kościół nie może stać się muzeum archeologicznym. Powinien być raczej jak publiczna studnia, do której ludzie od pokoleń przychodzą czerpać wodę. Jego zadaniem jest dawać tę wodę wszystkim”. Oponentom i krytykom soboru odpowiadał, że podczas obrad „nie zmienią się słowa Ewangelii. My tylko lepiej je dziś rozumiemy”.

Św. Jan XXIII zmarł w Watykanie 3 czerwca 1963 r. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Nie mam innej woli, jak tylko wolę Boga. «Ut unum sint». (Aby byli jedno)”.

Ten duchowy testament kontynuował Paweł VI, a później św. Jan Paweł II. To właśnie Papież z Polski uczestniczył w niezliczonych spotkaniach z przedstawicielami innych Kościołów i religii. Napisał też pierwszą ekumeniczną encyklikę o wiele mówiącym tytule – „Ut unum sint”.

Jan Paweł II beatyfikował Jana XXIII w ramach obchodów Roku Jubileuszowego. Trumna z jego relikwiami została więc przeniesiona z Grot Watykańskich do Bazyliki św. Piotra. Pięć lat później Papież Polak został pochowany dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wcześniej był grobowiec Jana XXIII. „Plany Boże chciały, aby ta uroczystość połączyła dwóch papieży żyjących w odmiennym kontekście dziejowym, których wbrew pozorom łączyło wiele podobieństw na płaszczyźnie ludzkiej i duchowej” – mówił w 2000 r. Jan Paweł II. I choć słowa te zostały wypowiedziane podczas wspólnej beatyfikacji Jana XXIII i Piusa IX, to dziś podczas kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II wydają się bardzo aktualne.

Tagi:
Jan XXIII

Relikwie św. Jana XXIII w jego rodzinnych stronach

2018-05-24 17:18

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Peregrynacja ciała Jana XXIII

24 maja o godz. 7,00 w Bazylice św. Piotra miała miejsce szczególna uroczystość – kard. Angelo Comastri, archiprezbiter bazyliki watykańskiej i wikariusz papieża dla Państwa Watykańskiego, bp Vittorio Lanzani, delegat Administracji Bazyliki św. Piotra, liczni biskupi z Lombardii, którzy w tych dniach przebywają w Watykanie na spotkaniu Episkopatu Włoch, kanonicy Bazyliki Watykańskiej oraz pracownicy Bazyliki żegnali św. Jana XXIII, którego relikwie, za zgodą Papieża Franciszka, transportowano w jego rodzinne strony do Bergamo i Sotto il Monte.

Od czasów jego beatyfikacji ciało zmarłego Papieża znajduje się w przezroczystym sarkofagu w ołtarzu św. Hieronima w prawej nawie Bazyliki. Po krótkiej ceremoni pożegnalnej, sarkofag wyniesiono ze świątyni przez boczne drzwi zwane Drzwiami Modlitwy, gdzie czekał specjalnie przygotowany do transportu papieskich relikwii karawan.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja relikwii św. Jana XXIII

Auto wyruszyło z Watykanu o godz 7.20, a eskortowali go watykańscy żandarmi – przyjazd do Bergamo zaplanowano na godz. 15.30. Relikwie będą tam wystawione trzy dni – pierwszym etapem będzie miejscowe więzienie (ma to przypomnieć historyczną wizytę Jana XXIII w rzymskim więzieniu Regina Coeli, 26 grudnia 1958 r., kilka tygodni po jego wyborze na Stolicę Piotrową), następnie seminarium diecezjalne, które jest dedykowany właśnie Papieżowi, a następnie katedra, gdzie sarkofag będzie eksponowany aż do niedzieli, 27 maja.

Następnie sarkofag zostanie przewieziony do Kaplicy „Nostra Signora della Pace” w pobliskiej miejscowości Sotto il Monte, gdzie 25 listopada 1881 r. urodził się Angelo Roncalli.

Po drodze relikwie św. Jana XXIII „odwiedzą” Sanktuarium Matki Bożej Cornabusa w dolinie Imagna (Papież był bardzo przywiązany do tego sanktuarium , a 1958 r. przewodniczył nawet koronacji obrazu NMP) i klasztor w Baccanello Calusco.

Podczas wystawienia w Sotto il Monte najważniejszymi inicjatywami będą: procesja diecezjalna w Corpus Domini, w czwartkowy wieczór, 31 maja, której będzie przewodniczył biskup Bergamo, Francesco Beschi, a 3 czerwca - Msza św. upamiętniająca rocznicę śmierci Jana XXIII (w 1963 r., w piątym roku pontyfikatu) pod przewodnictwem arcybiskupa Mediolanu, Mario Delpiniego; koncelebrować będą wszyscy biskupi Lombardii. Wreszcie, 10 czerwca, doczesne szczątki Papieża Jana powrócą do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: otwarcie procesu beatyfikacyjnego węgierskiego męczennika

2019-03-25 17:53

Joanna Folfasińska | Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska
Trybunał procesu beatyfikacyjnego

25 marca 2019 roku, arcybiskup Marek Jędraszewski, po uzyskaniu zgody Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, powołał Trybunał do przeprowadzenia procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Jánosa Esterházyego, świeckiego i ojca rodziny w następującym składzie: ks. dr Andrzej Scąber – delegat biskupa, o. dr hab. Szczepan Tadeusz Praśkiewicz OCD – promotor sprawiedliwości, o. Piotr Lamprecht OSA – notariusz. Postulator sprawy, o. Paweł Cebula OFM Conv., zwrócił się do metropolity i członków Trybunału z prośbą o rozpoczęcie i przeprowadzenie procesu oraz przedstawił zgromadzonym postać Sługi Bożego. W uroczystości wzięła udział między innymi rodzina

Janos Esterházy był działaczem węgierskich organizacji, funkcjonujących na terenie Słowacji, która po rozpadzie Austro-Węgier, w listopadzie 1918 roku, weszła w skład Czechosłowacji, podczas gdy przez setki lat stanowiła część Korony św. Stefana jako Górne Węgry. W związku z tym, jej terytorium zamieszkiwała ludność węgierska. Esterházy aktywnie działał na rzecz praw ludności węgierskiej, został przewodniczącym konserwatywnej Węgierskiej Partii i posłem do parlamentu Czechosłowacji. Korzystając ze swoich znajomości i koligacji rodzinnych – był synem węgierskiego arystokraty i Elżbiety, córki hrabiego Stanisława Tarnowskiego – pomagał Polakom, którzy przedzierali się przez Słowację, by przez Węgry i Rumunię, udać się na zachód, gdzie tworzyło się Wojsko Polskie. Za czyn pomocy polskim uchodźcom w czasie II wojny światowej został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego orderem Polonia Restituta. Przez cały okres trwania wojny, udzielał również pomocy Słowakom i Żydom, a w 1942 roku głosował w słowackim parlamencie przeciwko ich deportacji do obozów koncentracyjnych. Esterházy został aresztowany przez NKWD i zesłany do łagrów. Po trzech latach katorgi, odesłano go do Czechosłowacji, ponieważ tamtejszy rząd skazał go na karę śmierci za współpracę z Niemcami. Na skutek nacisków opinii publicznej, wyrok zamieniono na dożywotnie więzienie o zaostrzonym rygorze w Mírovie, gdzie na skutek wycieńczenia i chorób zmarł w 1957 roku. Jego ciało wrzucono do zbiorowej mogiły.

– Kluczem do męki, śmierci i cierpienia Jánosa Esterházyego są jego własne słowa: „Naszym znakiem jest krzyż”. Krzyż Chrystusa zwycięskiego i zmartwychwstałego jest kluczem, który pomaga zrozumieć całe życie, a szczególnie ostatni etap: uwięzienie w łagrze i cierpienie spowodowanych chorobą w więzieniach. – powiedział o. Cebula

Postulator zwrócił uwagę na cztery aspekty duchowości Esterházyego: pragnienie poddania się woli Bożej, umiłowanie obecnego w Eucharystii Chrystusa, obcowanie duchowe ze świętymi, a także kult Najświętszej Maryi Panny.

– Niech one pomogą nam odczytywać to, co Bóg chce powiedzieć przez swojego sługę i pomogą również wszystkim, którzy zamykają się przed poznaniem prawdy o Jánosu. – mówił na zakończenie.

Po wypowiedzi postulatora, nastąpił moment zaprzysiężenia. Pierwszy przysięgę złożył arcybiskup, następnie jego delegat, promotor sprawiedliwości, notariusz i postulator sprawy.

Po podpisaniu dokumentów, głos zabrał arcybiskup. Zacytował słowa utworu Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”, podkreślając, że jest on świeckim wezwaniem do heroizmu i pochwałą tej postawy:

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć

masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
(…)

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź

dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

(…)

Bądź wierny Idź

Metropolita zaznaczył, że 20 lat później ukazał się list pasterski Jana Pawła II „Tertio Millennio Adveniente”, który miał przygotować wiernych do świętowania Roku Jubileuszowego.

“U kresu drugiego tysiąclecia Kościół znowu stał się Kościołem męczenników. Prześladowania ludzi wierzących — kapłanów, zakonników i świeckich — zaowocowały wielkim posiewem męczenników w różnych częściach świata. Świadectwo dawane Chrystusowi aż do przelania krwi, stało się wspólnym dziedzictwem zarówno katolików, jak prawosławnych, anglikanów i protestantów (…)To świadectwo nie może zostać zapomniane (…) W naszym stuleciu wrócili męczennicy. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby „nieznani żołnierze” wielkiej sprawy Bożej. Jeśli to możliwe ich świadectwa nie powinny zostać zapomniane w Kościele. Zgodnie z sugestią Konsystorza trzeba, ażeby Kościoły lokalne, zbierając konieczną dokumentację, uczyniły wszystko dla zachowania pamięci tych, którzy ponieśli męczeństwo (…)Największym hołdem dla Chrystusa ze strony wszystkich Kościołów na progu trzeciego tysiąclecia będzie ukazanie przemożnej obecności Odkupiciela w owocach wiary, nadziei i miłości złożonych poprzez ludzi tylu języków i ras, którzy poszli za Chrystusem różnymi drogami chrześcijańskiego powołania.” – pisał papież.

Arcybiskup zwrócił uwagę, że koncepcje Herberta i Jana Pawła II znacząco różnią się od siebie. Poeta powiedziałby, że choć Janos Esterházy był heroicznym człowiekiem, to ostatecznie przegrał, ginąc w Mírovie. Papież, pisząc o świętych męczennikach naszych czasów, wskazywał na zwycięstwo Chrystusa.

– Dokładnie 25 lat po opublikowaniu tego listu apostolskiego, pragniemy, powołując ten Trybunał, pokazać Jánosa Esterházyego jako wielkiego, nieznanego jeszcze, żołnierza wielkiej sprawy Bożej. Przez jego życie, w trudnych i dramatycznych czasach I połowy XX, chcemy pokazać żywotność Kościołów w Polsce, na Węgrzech, na Słowacji i w Czechach. Przez owoce wiary nadziei i miłości jego życia, pragniemy ukazać obecność Chrystusa Odkupiciela w naszych czasach (…) To dzisiejsze wydarzenie wpisuje się w życzenie Jana Pawła II, aby świętość dzieci Kościoła była przez sam Kościół stwierdzana i stawiana za wzór dla innych. Tak nam dopomóż Bóg! – mówił metropolita.

W uroczystości brała udział córka Jánosa Esterházego Alice Esterhazy-Malfatti, która w liście skierowanym do zebranych podkreśliła, że życie jej ojca zbudowane było na miłości. Dodała, że Sługa Boży ogromną miłością darzył cztery narody: polski, słowacki, czeski i węgierski.

– Tak bardzo kochał powierzonych sobie ludzi, że poświęcił za nich życie. Był przekonany, że społeczność i poczucie przynależności do niej muszą być budowane na przykładzie miłości i wspólnoty rodzinnej. Jego wiara i głęboka miłość do Boga utwierdziły go w tych przekonaniach. Ewangelia św. Jana mówi: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Mój ojciec w duchu tego ewangelicznego zadania zrealizował swoją służbę polityczną i znosił cierpienie (…) Niestety, w naszych społeczeństwach, wciąż musimy stawić czoła duchowemu dziedzictwu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która chce wytępić wiarę i moralność (…) Tak jak mówił Jan Paweł II, ładne słowa: wolność, równość, braterstwo, staną się parodią, jeśli wykluczymy z nich Boga.

Na zakończenie listu, wyraziła nadzieję, że Chrystus obecny był w życiu i męczeństwie jej ojca. Podziękowała arcybiskupowi za podjęcie trudu procesu beatyfikacyjnego, który pokazuje, że konsolidację między narodami: polskim, węgierskim, słowackim i czeskim trzeba budować na Chrystusowym fundamencie.

List przesłał również kardynał Dominik Duka, metropolita praski i prymas Czech. Zapewniał w nim o duchowej łączności i podkreślił, że postawa, jaką János Esterházy prezentował w więzieniu to wzór chrześcijańskiego życia i postępowania.

Spotkanie zakończyła wspólna modlitwa i błogosławieństwo. Do 30 kwietnia 2019 roku można przekazać Kurii Arcybiskupiej w Krakowie wszystkie dokumenty, pisma i wiadomości dotyczące Sługi Bożego Jánosa Esterházyego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież poszerzył możliwość wydalenia z zakonu

2019-03-26 13:57

st (KAI), vaticannews / Watykan

Sam fakt bezprawnej stałej nieobecność zakonnika przez 12 miesięcy jest powodem do wydalenia go z instytutu – postanowił Ojciec Święty modyfikując kanony 694 oraz 729 Kodeksu Prawa Kanonicznego. Stolica Apostolska opublikowała List Apostolski w formie motu proprio „Communis vita”, w którym zawarte są wspomniane zmiany Kodeksu Prawa Kanonicznego.

ACKI/pixabay.com

W dokumencie przypomniano, że życie wspólnotowe jest istotnym elementem życia zakonnego, a „zakonnicy powinni mieszkać we własnym domu zakonnym zachowując życie wspólne i nie opuszczać go bez zezwolenia swego przełożonego” (kan. 665 § 1 KKK). Doświadczenie ostatnich kilku lat pokazało jednak, że występują sytuacje związane z bezprawną nieobecnością w domu zakonnym, podczas których zakonnicy uchylają się od władzy prawowitego przełożonego, a czasami nie można ich odnaleźć.

Kodeks Prawa Kanonicznego nakłada na przełożonego obowiązek poszukiwania zakonnika bezprawnie nieobecnego, aby pomóc jemu powrócić i wytrwać w powołaniu (por. kan. 665 § 2 KKK). Często jednak się zdarza, że przełożony nie jest w stanie odnaleźć nieobecnego zakonnika. Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, po co najmniej sześciu miesiącach bezprawnej nieobecności (por. kan. 696 KPK), możliwe jest rozpoczęcie procesu wydalenia z instytutu, zgodnie z ustaloną procedurą (por. kan. 697 KPK). Jednak kiedy nie jest znane miejsce, w którym przebywa zakonnik trudno jest zagwarantować pewność prawną sytuacji rzeczywistej.

„Dlatego też nie naruszając przepisów prawa o wydaleniu po sześciu miesiącach bezprawnej nieobecności, mając na celu pomoc instytutom w przestrzeganiu niezbędnej dyscypliny i umożliwienie wydalenia zakonnika bezprawnie nieobecnego, zwłaszcza w przypadkach nieodwracalnych, postanowiłem dodać do kanonu 694 § 1 KPK wśród przyczyn wydalenia ipso facto z instytutu również długotrwałą bezprawną nieobecność w domu zakonnym, trwającą o co najmniej dwanaście miesięcy bez przerwy, przy zastosowaniu tej samej procedury jaka opisana jest w kan. 694 § 2 KPK. Stwierdzenie faktu ze strony przełożonego wyższego dla wywołania skutków prawnych musi zostać potwierdzone przez Stolicę Apostolską. W przypadku instytutów prawa diecezjalnego potwierdzenie należy do biskupa głównej siedziby tego instytutu” – czytamy w papieskim dokumencie.

Ojciec Święty postanowił, że wprowadzenie tego nowego numeru do § 1 kanonu 694 wymaga również zmiany na kanonu 729 w odniesieniu do instytutów świeckich, dla których nie przewiduje się złożenia wydalenia fakultatywnego z powodu bezprawnej nieobecności.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nowe brzmienie wspomnianym kanonów jest następujące:

Art. 1. Kanon 694 KPK zostaje w pełni zastąpiony następującym tekstem:

§ 1. Na mocy samego prawa jest wydalony z instytutu członek, który:

1) notorycznie odstąpił od wiary katolickiej;

2) zawarł małżeństwo lub usiłował je zawrzeć, nawet tylko cywilne.

3) bezprawnie opuścił dom zakonny, zgodnie z kan. 665 § 2, przez dwanaście miesięcy bez przerwy, biorąc pod uwagę niemożność stwierdzania miejscq, w którym przebywa dany zakonnik.

§ 2. W tych przypadkach przełożony wyższy wraz ze swoją radą powinien, po zebraniu dowodów, bezzwłocznie wydać stwierdzenie faktu, ażeby prawnie stało się wiadome wydalenie.

§3. W przypadku przewidzianym w § 1 ust. 3, ta deklaracja, która ma być prawnie ustanowiona, musi zostać potwierdzona przez Stolicę Apostolską; dla instytutów prawa diecezjalnego potwierdzenie należy do biskupa głównego ośrodka.

Art. 2. Kanon 729 KPK zostaje w pełni zastąpiony następującym tekstem:

Wydalenie członka z instytutu dokonuje się zgodnie z postanowieniami przepisów z kan. 694 § 1, 1 i 2 i 695. Konstytucje powinny określić inne przyczyny wydalenia, byleby były proporcjonalnie ważne, zewnętrzne, poczytalne i prawnie udowodnione. Należy zachować sposób postępowania przepisany w kan. 697-700. Do członka wydalonego ma zastosowanie przepis kan. 701. Nowe normy na mocy decyzji papieża wchodzą w życie 10 kwietnia 2019 roku.

Jak informuje sekretarz Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Wspólnot Życia Apostolskiego przypadki te dotyczą osób zakonnych, które bez pozwolenia kompetentnych władz nieprawnie opuściły dom zakonny i przez okres co najmniej 12 miesięcy do niego nie wróciły. W tym czasie przełożeni mają obowiązek poszukiwania takiej osoby i udzielenia jej wsparcia tak, aby powróciła do wspólnoty. Niejednokrotnie jest to jednak niemożliwe z powodu nieznajomości miejsca pobytu poszukiwanej osoby. Wtedy przez sam zaistniały fakt przebywania poza domem zakonnym na mocy prawa zakonnik lub zakonnica są dymisjonowani. Aby taki wyrok został usankcjonowany, musi go zatwierdzić Stolica Apostolska, w przypadku, gdy dana osoba należy do zgromadzenia powstałego na prawie papieskim, lub biskup, gdy zgromadzenie zostało powołane do życia na prawie diecezjalnym.

Abp José Rodríguez Carballo podkreślił, że to nowe prawo dotyczy osób, które nie prosiły o dyspensę ze złożonych ślubów zakonnych, a więc formalnie nadal należą do danej wspólnoty. Tymczasem prowadzone przez nich życie nie odpowiada ich powołaniu, a często jest z nim sprzeczne. Niekiedy są z tym związane trudne sprawy o charakterze ekonomiczny, które mogą obciążać także sam instytut zakonny.

Dodajmy, że dwa inne przypadki dymisji ipso facto ze zgromadzenia zakonnego, o których mówi kanon 694 Kodeksu Prawa Kanonicznego, a więc dotyczące osób, które notorycznie odstąpiły od wiary katolickiej bądź zawarły lub usiłowały zawrzeć małżeństwo, choćby tylko cywilne, nadal pozostają w mocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem