Reklama

Nie spadła z nieba

2015-05-14 13:58

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 20/2015, str. 7-8

Prylarer/pixabay.com

O klauzuli sumienia i bioetyce rozmawiamy z ks. Andrzejem Muszalą, dyrektorem Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki UPJPII, współorganizatorem konferencji „Polska, Europa: o miejsce dla klauzuli sumienia”, która odbędzie się 22 maja w Krakowie

MAŁGORZATA CICHOŃ: – Czy klauzula sumienia ma wpływ na życie przeciętnego Polaka?

KS. ANDRZEJ MUSZALA: – To kwestia istotna w bioetyce, etyce medycznej i farmakologicznej: lekarz czy farmaceuta zawsze miał się kierować sumieniem. A ponieważ dzisiaj dochodzi nieraz do napięcia pomiędzy tzw. prawem subiektywnym, czyli sumieniem, a prawem obiektywnym (np. państwowym), to trzeba na ten temat podjąć dyskusję. Jan Paweł II apelował do Polaków, żeby byli ludźmi sumienia; my się tym zajmujemy na polu biomedycyny.

– ...a „Kowalski” na co dzień korzysta ze służby medycznej, z usług farmaceutów. Nie jest to więc dla niego temat abstrakcyjny.

– Bioetyka nie jest abstrakcją, tylko częścią naszej codzienności, bo dotyczy zdrowia, życia. Podejmuje takie kwestie jak: diagnostyka prenatalna, aborcja, in vitro, eutanazja, cierpienie, środki znieczulające, użycie lub nieużycie respiratora, transfuzje, przeszczepy. Kiedyś nie było wielu możliwości, jakie dziś oferuje medycyna i człowiek się nad tym nie zastanawiał, ale dzisiaj to wszystko jest wokół nas. Bioetyka, oprócz dziedziny teoretycznej, stała się więc dziedziną praktyczną. W jej centrum jest ochrona ludzkiego życia i jego godności. Mamy nadzieję, że w konferencji na temat klauzuli sumienia wezmą udział lekarze, farmaceuci, pielęgniarki, laboranci, pracownicy różnych klinik. Myślę, że sporo osób przyjdzie również ze względu na ciekawych prelegentów.

– Poprowadzi Ksiądz podczas konferencji jej pierwszą, bardziej teoretyczną, sesję. Jaka będzie jej rola?

– Ta część ma dać bazę do dyskusji. W drugiej sesji rozpatrzymy kazusy, np. przeanalizujemy to, co się wydarzyło w warszawskim Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny (opowie o tym prof. Bogdan Chazan), a także pojawi się postulat zmian w prawie polskim (europoseł Marek Jurek). By to rozpatrywać, potrzebna jest baza filozoficzna, dlatego zaprezentujemy filozoficzno-teologiczne osadzenie klauzuli sumienia, powiemy, jaka jest jej istota i funkcja, a przede wszystkim, skąd się wzięła: czy „spadła” z nieba, czy myśmy sobie ją wymyślili?

– No właśnie, spadła z nieba?

– Nie. Jest częścią etyki ogólnej, gdzie mówi się o prawie naturalnym i o prawie subiektywnym, czyli sumieniu, którym człowiek ma się kierować, a także podaje się kryteria oceny czynów ludzkich. Każdy powinien kierować się sumieniem, co pokazuje chociażby przykład św. Tomasza Morusa, który sprzeciwił się pewnym narzuconym normom prawa stanowionego w Anglii. Dopóki sumienie idzie w parze z prawem pozytywnym, to wszystko gra. Gorzej, gdy zaczynają pojawiać się jakieś wyłomy...

– Problem w tym, że przeciętny Polak ogląda „Wiadomości” lub „Fakty”, gdzie np., mówiąc o in vitro, pokazuje się poczęte tą metodą dziecko, ignorując fakt, że inne musiały ponieść śmierć, by ono się urodziło. Brakuje edukacji, świadomości, by człowiek mógł zgodnie z sumieniem postępować...

– Kwestia wychowania sumienia jest u nas bardzo zaniedbana. Myli się dwie rzeczy: własne poglądy z sumieniem. Tymczasem, czym innym jest światopogląd, a czym innym sumienie. Jak mówi św. Tomasz z Akwinu, sumienie jest osądem rozumu. Żeby rozum mógł dokonać właściwego osądu, musi mieć znajomość rzeczy. Ludzie wyrażają się na temat in vitro, transplantacji, śmierci mózgowej, bazując najczęściej na tzw. „moralności potocznej”, na jakichś opiniach, bez odwołania się do rozumowej argumentacji; trudno wtedy mówić o osądzie sumienia. Ono musi być najpierw uformowane. Drugi błąd to mylenie sumienia z własnym odczuciem. Rozum i uczucie – to dwie różne władze. Np. ktoś mówi, że trzeba się litować nad starszym człowiekiem, skrócić mu cierpienia, stosując eutanazję. Ale gdyby tym cierpiącym był jego ojciec czy matka?” Aaa, to absolutnie trzeba ich ratować” – odpowie. Nie można mylić sumienia z tzw. superego, czyli czymś, co się komuś wydaje, co dzisiaj czuje, co jutro może się zmienić, w zależności od sytuacji. Np. ogólnie jakaś kobieta jest za ochroną życia, ale gdy zachodzi w nieplanowaną ciążę i dziecko jej w czymś „przeszkadza”, to w tym jednym przypadku usprawiedliwia aborcję. To niespójność. Nieraz słyszymy w mediach dyskusje, które są bardzo emocjonalne. Każdy broni swojego poglądu, a nie odwołuje się do filozoficznych podstaw, do sumienia, do ogólnych zasad, jak np. zasady świętości życia czy zasady autonomii lekarza, który przecież też ma swoje sumienie. Jeżeli nie ma tych pojąć przepracowanych, to na czym oprzeć rozmowę?

– Jak możemy zaangażować się w przestrzeganie norm bioetycznych w naszym kraju, oprócz tego, że np. staramy się głosować w wyborach na ludzi sumienia czy rozpowszechniamy wiedzę bioetyczną?

– Nie demonizowałbym tu władzy, ani nie zrzucałbym wszystkiego na barki polityków. Nie utożsamiajmy władzy świeckiej z władzą kościelną. Chrześcijanie pierwszych wieków żyli w bardzo niesprzyjającej sytuacji politycznej, byli naprawdę prześladowani, ale kierowali się sumieniem, chronili życie. W Rzymie, na Forum Romanum stała tzw. kolumna mleczna, gdzie w nocy podrzucano niechciane noworodki. Chrześcijanie brali je rankiem, by je ocalić i wychować. Powinniśmy robić to samo – zacząć od siebie, od formacji chrześcijan w duchu pozytywnego świadectwa o życiu. Jan Paweł II w „Evangelium vitae” ukazywał, jakie są nasze zadania. Pod koniec encykliki napisał o zaangażowaniu w wolontariat, towarzyszeniu chorym, umiejętności mówienia o sensie cierpienia, upowszechnianiu adopcji. Dziś na przykład kilkadziesiąt tysięcy (albo i więcej) zamrożonych embrionów w wyniku in vitro jest przechowywanych w klinikach. Kto się przejmuje ich losem? Czy my, chrześcijanie, robimy coś, by je ratować? Ta myśl nie daje mi spać. Zdarza się, że ludzie, którzy są po zabiegach in vitro, nawracają się i mają problem, co zrobić z zamrożonymi dziećmi. Trzeba im pomóc. Myślę, że w ramach Kościoła katolickiego powinniśmy stworzyć jakąś fundację na rzecz ratowania tych dzieci. Przerażenie mnie ogarnia, gdy słyszę, że najlepiej je rozmrozić i pogrzebać... Jako chrześcijanie powinniśmy bardziej mobilizować się w ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci!

– Wasz Instytut od 27 lat kształci studentów, prowadząc działalność edukacyjno-naukową. Od roku wspólnie z Fundacją Jeden z Nas wydajecie Newsletter bioetyczny, a wkrótce ukaże się ciekawy przewodnik dla młodych...

– Cały czas zastanawiamy się, jak z bioetyką dotrzeć do szerokich mas. Okazuje się, że na kazusach, czyli na konkretnych przypadkach, człowiek w najbardziej atrakcyjny sposób może kształtować swoje sumienie. Stąd comiesięczny biuletyn, rozsyłany drogą elektroniczną (można się na niego zapisać przez stronę: bioetyka.krakow.pl lub jedenznas.pl). Z kolei przewodnik to propozycja dla uczniów gimnazjum, liceum, dla nauczycieli biologii, wychowania do życia w rodzinie, katechetów. Ma ukazać młodym podstawy bioetyki personalistycznej w kilku najbardziej newralgicznych obszarach. Chcemy, by książka trafiła do szkół przed nowym rokiem szkolnym. Ponadto wydajemy serię „ABC bioetyki”, prowadzimy studia podyplomowe z bioetyki. Na powołaniu do życia Instytutu Bioetyki zależało św. Janowi Pawłowi II. Chcemy kontynuować jego misję!

Konferencja „Polska, Europa: o miejsce dla klauzuli sumienia” odbędzie się 22 maja (w godz. 9-14) w auli Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie przy ul. Bernardyńskiej 3. Organizatorami są Fundacja Jeden z Nas, Międzywydziałowy Instytut Bioetyki UPJPII oraz Ośrodek Badań nad Myślą Jana Pawła II. Konferencję otworzy kard. Stanisław Dziwisz. Patronatem medialnym wydarzenia jest m.in. „Niedziela”.

Tagi:
rozmowa

Reklama

Nowa, ciekawa i wierna

2019-04-10 10:24

Rozmawia Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 4-6

Chciałbym, aby 93-letnia „Niedziela” nie pozostała „prasową jubilatką”, lecz przekształciła się w ciekawe i oryginalne czasopismo.

B.M.Sztajner/ Niedziela

Katarzyna Woynarowska: – Lubi Ksiądz wyzwania? Pytam o to na początku naszej rozmowy, bo objęcie funkcji redaktora naczelnego katolickiego pisma w czasach, gdy Kościół dostaje ciosy niemal z każdej strony, to wyraz sporej odwagi...

Ks. dr Jarosław Grabowski: – To prawda, lubię nowe wyzwania. Przecież nie rodzimy się z umiejętnościami, lecz z potencjałem, by je nabywać. A potencjał i talenty otrzymujemy od Boga. On, jeśli wybiera kogoś, zawsze daje mu łaskę proporcjonalną do zadań. Głęboko w to wierzę. A funkcja redaktora naczelnego „Niedzieli”, powierzona mi przez abp. Wacława Depo, metropolitę częstochowskiego, jest dla mnie nie tylko nowym wyzwaniem, ale i odpowiedzialnym zadaniem. Jestem mu wdzięczny za zaufanie, którym mnie obdarzył.

– Ma Ksiądz pomysł na „Niedzielę”?

– Chciałbym, aby 93-letnia „Niedziela”, tak bardzo zasłużona dla Kościoła i naszej ojczyzny, nie pozostała „prasową jubilatką”, lecz przekształciła się w ciekawe i oryginalne czasopismo. Nie chodzi jedynie o jej modyfikację czy drobny retusz, ale o nowy i przekonujący styl dostosowany do odbioru przez współczesnego człowieka.

– Czy to koniec „Niedzieli”, jaką znamy?

– „Niedziela” zawsze pozostanie solidną marką, ale nawet najbardziej rozpoznawalne marki wprowadzają nowe wersje. „Niedziela” wymaga adaptacji i usprawnienia. Innowacja „Niedzieli” może uczynić z niej interesujące i przejrzyste pismo zarówno informacyjne, jak i formacyjne.

– No właśnie, zwykle mówi się, że pismo katolickie ma przede wszystkim formować, a dopiero potem informować. Podziela Ksiądz Redaktor ten pogląd?

– W moim głębokim przekonaniu tygodnik katolicki musi postawić na formację, na religijny rozwój człowieka. Musi stawiać czoło powierzchowności wiary i wzrastającej ignorancji religijnej, której konsekwencją jest negowanie prawd wiary i zasad moralnych. Ma wyjaśniać i uzasadniać naukę Kościoła, odpowiadając na zarówno proste, jak i wymagające pytania... W tym celu powinien pokazywać wzorce wzięte z życia, by udowodnić, że w dzisiejszych czasach można żyć zgodnie z zasadami wiary.

– By dotrzeć do współczesnego czytelnika, nie wystarczy sam papier. Główne medialne uderzenie odbywa się dziś w Internecie, w którym „Niedziela” już jest obecna... Stawia Ksiądz Redaktor mocny akcent także na ten obszar?

– Mocna i czytelna obecność tygodnika w przestrzeni bez granic, którą jest Internet, a szczególnie w mediach społecznościowych, które stały się już głównym kanałem wymiany informacji, jest konieczna i bezdyskusyjna. Patrzę więc na „Niedzielę” jak na zasłużoną i mądrą jubilatkę, która rezolutnie wchodzi ze swoim doświadczeniem w nowe media i jest nie tylko widoczna, ale i aktywna w sieci. A tak na marginesie – myślę, że prasa drukowana tak szybko nie zniknie, choć mocno wchodzi w e-przestrzeń.

– Kościół także coraz mocniej wchodzi w e-przestrzeń i świetnie sobie tam radzi.

– Moim zdaniem, w świecie wielopoziomowej komunikacji Kościół musi z jeszcze większym zaangażowaniem wykorzystywać Internet do głoszenia Ewangelii. Przecież dziś trudno sobie wyobrazić przekaz słowa jedynie w wersji drukowanej.

Poszukajmy nowych przestrzeni dla ewangelizacji

– Porozmawiajmy przez chwilę o tym, jaką rolę, według Księdza, powinny spełniać współczesne media katolickie.

– Podstawowym zadaniem katolickich mediów jest umacnianie w wierze konkretnej grupy ludzi kierujących się w życiu tymi samymi zasadami. Abp Wacław Depo często przypomina, że katolickie media powinny uzupełniać się w wierności Ewangelii i nauce Kościoła.

– To fundament i podstawa. Jednak w świecie mediów liczy się konkurencyjność – inaczej wypada się z rynku. Ale jak być konkurencyjnym w dziedzinie dotyczącej tak delikatnej kwestii jak wiara?

– Media katolickie muszą sięgać głębiej i dalej. Skupiać się na wyjaśnianiu i pogłębieniu zjawisk, zawsze w duchu i prawdzie. Paolo Ruffini, prefekt watykańskiej dykasterii ds. komunikacji, słusznie przypomniał, że dziennikarz katolicki powołany jest do „widzenia rzeczy, których inni nie widzą; opowiadania o rzeczach, o których inni milczą; podawania do wiadomości tego, co inni odrzucają”.

– To może być trudne, gdy normą jest błyskawiczna informacja, dziennikarstwo obywatelskie, a social media decydują o poczytności poważnych tytułów. Trzeba znaleźć drogę, którą idzie niewielu, wtedy jest szansa, by skupić na sobie uwagę czytelnika...

– Moim zdaniem, drogą, której „Niedziela” powinna się trzymać, jest przedstawianie prawdziwego obrazu Kościoła, opisywanie jego życia, które jest dynamiczne, szczególnie na poziomie lokalnym, w parafiach i w licznych wspólnotach. Nasz tygodnik ma opisywać zwyczajną i pełną pasji pracę duszpasterską księży i katolików świeckich. W czasach histerycznej nagonki na Kościół i skrajnej nieżyczliwości wobec wspólnoty wierzących „Niedziela” ma pokazywać ewangeliczne zaangażowanie ludzi Kościoła, którzy niosą Chrystusa wszystkim. Kościół jest po to, żeby ewangelizować. „Niedziela” ma więc promować liczne i różnorodne formy ewangelizacji.

– Czyli – czuje Ksiądz Redaktor niedosyt...

– Jest to bardziej troska, bo w moim przekonaniu tygodnik katolicki jako narzędzie ewangelizacyjne Kościoła musi głosić naukę Chrystusa językiem zrozumiałym i przekonującym. Benedykt XVI przestrzegał przed „niezdolnością języka do przekazywania głębokiego sensu i piękna doświadczenia wiary”, co może prowadzić do zobojętnienia i oddalania się wielu osób, zwłaszcza młodych. Nie wystarczy mówić słusznie, trzeba jeszcze mówić zrozumiale. Przekaz religijny powinien szukać takiego języka, który nada siłę orędziu Ewangelii. Jeśli dodatkowo połączymy słowo z obrazem, przekazywane treści staną się jeszcze bardziej zrozumiałe. „Niedziela” musi zmienić dotychczasowy styl, retrospektywny język, a przyjąć świeżą i przekonującą retorykę, język zrozumiały dla szerokiego grona czytelników.

– „Niedziela” od dekad kojarzona jest jednak jako pismo wartości, przywiązania do tradycji i historii. Czy Ksiądz chce to zmienić?

– Nie, raczej pomysłowo lansować. Przywiązanie do tradycji i historii decyduje o tym, jacy jesteśmy, jakimi kierujemy się wartościami, ale zarazem angażuje nas w budowanie przyszłości. Jeśli odwołujemy się do przeszłości, to zawsze z myślą o przyszłości. Nasze dziedzictwo religijne i kulturowe jest wielkim bogactwem, które trzeba wciąż na nowo odkrywać. Jednak wierność tradycji musi się ciągle dynamicznie ścierać z nowym dniem.

– Słyszę tu echo słów papieża Franciszka, który mówił niedawno do dziennikarzy: „Prawdziwymi sługami tradycji są ci, którzy zachowując pamięć, potrafią rozeznać znaki czasów i wyznaczyć nowe szlaki na danej drodze”.

– Dokładnie o to mi chodzi. Zależy mi, żeby „Niedziela” była nowa, ciekawa i wierna. Powinna przyjąć nowy styl, nowy język, nowy layout. W redakcji potrzebni są nowi ludzie dla nowego komunikowania się. „Niedziela” ma być ciekawa, czyli inspirująca i nieszablonowa. Ma dawać świadectwo naszej chrześcijańskiej sprawności, której osią działania są zawsze ewangeliczne wartości. I wreszcie – wierna nauce Chrystusa i Jego Kościoła. „Wierna trasom wskazanym przez Ducha Świętego” – jak mawia papież Franciszek. Charakter katolickiego pisma, tak jak chrześcijańska tożsamość, wyraża się zawsze w wierności Chrystusowi i Jego Ewangelii.

Stawiajmy sobie tylko ambitne cele

– Jaki plan na przyszłość ma nowy Redaktor Naczelny „Niedzieli”?

– Ambitny, bardzo ambitny... (śmiech). Jest jednak zbyt wcześnie, by go precyzować. Z pewnością moim podstawowym zamiarem jest umocnienie i zdynamizowanie rozpoznawalnej marki, którą stanowi „Niedziela”. Zależy mi na zespole redaktorów rzetelnych, twórczych i otwartych, grupie profesjonalistów skupionych wokół łączących nas wspólnych celów. W takim zespole trzeba dać przestrzeń tym, którzy mają wyobraźnię i dobry pomysł. „Niedziela” potrzebuje zgranego zespołu, ludzi wykazujących gotowość do podejmowania nowych wyzwań i otwartych na dialog... Chciałbym także, aby zespół „Niedzieli”, jako grupa oddanych ludzi, postawił na bezpośredniość kontaktu, by siedziba redakcji stała się miejscem stałych spotkań z ciekawymi ludźmi, zaangażowanymi w życie Kościoła.

– Tygodnik „Niedziela” to wydanie ogólnopolskie i aż 19 wydań lokalnych...

– Uważam lokalne wydania za niezastąpiony i niewystarczająco wykorzystany potencjał „Niedzieli”. Dzięki nim nasz tygodnik staje się bliższy ludziom, może opisywać Kościół „pierwszego frontu”, czyli taki, jaki jest w rzeczywistości: zaangażowany, aktywny. Pokazywać jego prawdziwe oblicze, co pozwala unikać stereotypów. Niewątpliwie będziemy dążyli też do poszerzenia zakresu naszego oddziaływania na kolejne diecezje, licząc na zrozumienie i życzliwość księży biskupów...

Redaktor naczelny musi znać swojego czytelnika

– Staje Ksiądz na czele znanej i rozpoznawalnej instytucji, dla której w całej Polsce pracuje ok. 140 osób, nie licząc rzeszy współpracowników i korespondentów.

– Redaktor naczelny, jak każdy manager, musi najpierw wejść w środowisko, w którym przyszło mu działać. Musi wyczuć jego potrzeby, postawić się w sytuacji konkretnych osób, by podjąć właściwe decyzje. Przypominam sobie pewną maksymę ze świata przedsiębiorczości, która jest uniwersalna: „Mniej obiecuj, więcej działaj”. Działanie musi być twórcze. Praca jest przecież realizacją zadania, które Bóg przed nami postawił. Dlatego warto kierować się radą św. Ignacego Loyoli: „Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracujcie tak, jakby wszystko zależało od was”.

– Czeka Ksiądz na podpowiedzi czytelników, o czym chcą przeczytać w gazecie, na opinię ludzi życzliwych katolickim mediom, życzliwych „Niedzieli”?

– Oczywiście, nie mam zamiaru zamykać się w redakcji. Chcę wykorzystać wszelkie możliwości i każdą okazję, by posłuchać czytelnika. Bo jeśli redaktor nie zna opinii czytelników na temat tygodnika, nie może skutecznie zarządzać redakcją. Redaktor naczelny musi więc zadbać o efektywną współpracę i dobre współdziałanie, a to wymaga szacunku i zaufania.

– Naczelny jest trochę jak kapitan statku, prawda? Wytycza kurs, dowodzi, dostrzega mielizny...

– Dobre porównanie, zwłaszcza że morze mnie fascynuje, a głęboka woda nie napawa lękiem.

– Niech puentą naszej rozmowy będzie stwierdzenie, że „Niedziela”, która za kilka lat będzie obchodzić setkę, rzeczywiście zasługuje na nową szansę i nowe otwarcie. Pozostaje mi życzyć Księdzu Redaktorowi wielu pomysłów i coraz większego grona czytelników...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedzielna Msza święta w sobotę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 10/2004

Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. - w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny - zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe - to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, - zauważmy - że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam - na większą chawałę Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: abp Jędraszewski poświęcił pokarmy na Rynku Głównym

2019-04-20 20:29

led / Kraków (KAI)

W Wielką Sobotę abp Marek Jędraszewski poświęcił pokarmy przed bazyliką mariacką na Rynku Głównym w Krakowie. Metropolita krakowski złożył licznie zgromadzonym mieszkańcom, gościom i turystom świąteczne życzenia.

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

W uroczystości uczestniczył m.in. kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski – senior, ks. Dariusz Raś, proboszcz bazyliki mariackiej, o. Leon Knabit i prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Podczas uroczystości abp Marek Jędraszewski mówił, że „nie może być lepszej perspektywy, gdy chodzi o przesłanie tych świat, niż ta prawda, że Chrystus zmartwychwstał, zwyciężając grzech, śmierć i tego, który spowodował śmierć i grzech czyli szatana”. - W tym tkwi cała nadzieja, ciągle odnawiana zawsze podczas tych świąt, że zwycięstwo ostateczne należy do Chrystusa i tych wszystkich, którzy wiernie idą za nim, dźwigając także swoje krzyże, bo one są niejako włączone w prawdę o naszym życiu – podkreślił hierarcha.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski złożył życzenia krakowianom i turystom wypoczywającym w Krakowie w czasie świąt. Prezydent mówił, że w święceniu pokarmów na Rynku biorą udział osoby z całego kraju, a cudzoziemcy pytają na czym ta tradycja polega.

- Krakowski Rynek jest od ponad 700 lat miejscem, gdzie odbywają się wszystkie rzeczy, które można nazwać tradycyjnymi. Te święcenia to także tradycja od wielu, wielu lat – powiedział prezydent, dodając że „Kraków był zawsze miejscem, w którym krzyżowały się kultury i narody, był miastem międzynarodowym”.

Na placu przed bazyliką mariacką stanął także stół z tradycyjnymi wielkanocnymi potrawami, które trafią do podopiecznych braci albertynów.

Gospodarze uroczystości rozdali obecnym na krakowskim Rynku tradycyjne pieczywo świąteczne, nazywane kukiełkami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem