Reklama

Nie tylko przywilej

2016-11-08 12:11

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 46/2016, str. 4-5

Piotr Jaskólski
Już na pierwszy rzut oka widać, że Msza św. z udziałem dobrze uformowanej służby liturgicznej ma zupełnie inny wymiar

Ministranci dorośli czy ministranci dzieci? Po co komu formacja? I dlaczego liturgia domaga się wspólnoty? O tym wszystkim opowiada ks. Tomasz Sałatka, diecezjalny moderator diakonii liturgicznej Ruchu Światło-Życie

Wszyscy dobrze wiemy, że ksiądz zdoła odprawić Mszę św. bez udziału jakiegokolwiek ministranta. A jednak to już nie to samo, co Eucharystia ze służbą liturgiczną. I nie chodzi tylko o to, że taka liturgia lepiej wygląda. – Jeżeli widzimy w Eucharystii pod postacią rytów, obrzędów zewnętrznych uobecniającą się ofiarę Jezusa Chrystusa, który przyszedł po to, żeby zbawić swój lud, to okazuje się, że jednak sam ksiądz nie wystarczy.

Trzeba sobie powiedzieć, że liturgia ze swej natury jest publiczna i ma w sobie wspólnotowość. Tak naprawdę bez wspólnotowości nie można mówić o liturgii. Celebracja indywidualna wzięła się tylko i wyłącznie z powodów praktycznych. I owszem, na przestrzeni wieków pojawiały się pomysły, że liturgia nie jest dla wszystkich, jedynie dla wybranych, ale te nurty się nie zachowały – wyjaśnia ks. Tomasz Sałatka. – Chrystus przyszedł dla ludu Bożego i dlatego ten lud jako całość celebruje Mszę św. Różne są tylko wśród tego ludu funkcje. Liturgia domaga się więc obecności ludu Bożego, żeby wyrazić pełnię. W indywidualnych przypadkach mszał zezwala na celebrowanie Eucharystii bez ludu, ale to nie jest norma. A służba liturgiczna to ludzie wybrani spośród tego ludu, którzy pełnią konkretne funkcje, i wcale nie jest obojętne, czy będą, czy nie.

Coś więcej niż dzwonki

Taka funkcja to nie tylko przywilej. Musi iść za tym głębsza świadomość znaczenia posługi przy ołtarzu. Bo bycie ministrantem to jednak coś więcej niż tylko potrząsanie dzwonkami i podawanie ampułek. – Ministrant powinien być formowany, na miarę oczywiście swoich możliwości duchowych i nie tylko. Trudno od wszystkich jednakowo wymagać. Na pewno jednak ministranci powinni być uczeni tego, że pełnią funkcję w przestrzeni liturgicznej, a to znaczy, że pod znakami, które przedstawiają albo sami wyrażają, jest ukryta łaska Boża, jest ukryty sam Pan Bóg, który działa we wspólnocie. Mówiąc bardzo prosto – liturgia jest opakowaniem łaski Bożej. I służba liturgiczna powinna być tego świadoma – podkreśla ks. Tomasz.

Reklama

Skąd jednak ma się brać ta świadomość? Zwłaszcza, że w naszych parafiach ogromna część ministrantów to jednak mali chłopcy. – Po latach pracy z diakonią liturgiczną uważam, że formacja liturgiczna powinna się zacząć od nas, księży. Wiele rzeczy w naszych parafiach jest przekazywanych z dziada pradziada. Można tu nawet mówić o tradycjach nawykowych – mówi ks. Tomasz. – I niestety często widać wśród księży postawę: po co coś zmieniać, skoro do tej pory działało? Tymczasem musimy zdawać sobie sprawę, że liturgia nie jest naszą własnością, nie my ustalamy reguły. Jako proboszczowie czy wikarzy jesteśmy moderatorami życia liturgicznego w parafiach. Na szczęście jest sporo księży, którym to życie liturgiczne leży na sercu i nie boją się wprowadzania zmian. Od niedawna jestem na parafii w Szprotawie i widzę, że formacja liturgiczna traktowana jest tu poważnie. Czyli można. Ale zaczęło się od decyzji proboszcza, któremu zależy.

Więc jeśli będziemy mieli właściwą wizję Kościoła – że wierni mają się zbawić ze swoim proboszczem, a proboszcz z wiernymi, że liturgia jest wspólnotowa – to będzie dobry początek, a pozostałe rzeczy same się ustawią.

Potrzeba uformowanych ludzi

Czyli wystarczy wziąć się za formację? Nie zawsze jest to takie proste. Dlatego od wielu lat diecezjalna diakonia liturgiczna proponuje różnego rodzaju rekolekcje – oazy ministranckie, oazy lektorskie, Kurs Oazowy dla Animatorów Liturgii... Wystarczyłoby posłać tam chłopaków, prawda? W praktyce jednak wygląda to różnie. – Na oazy ministranckie i lektorskie jeżdżą chłopcy w konkretnym celu. Diakonia liturgiczna ma dla nich program, formuje ich, daje wiedzę i umiejętności. A potem oni wracają na parafię i nierzadko słyszą, że nieważne, czego się nauczyli, wszystko zostaje po staremu – mówi ks. Tomasz. – Znam sytuacje, kiedy to niestety skończyło się odejściem takiego chłopaka ze służby liturgicznej. I oczywiście nie pochwalam tego, to nie jest dojrzała postawa, ale z drugiej strony – czy od takiego młodego człowieka mamy prawo wymagać nie wiadomo jakiej dojrzałości?

Skoro tak to się kończy, to może nie warto w ogóle ryzykować? Młodsi ministranci mogą się przecież uczyć na parafii od starszych kolegów. – Tak daleko bym się nie posunął. Jestem przekonany, że trzeba chłopaków motywować i zachęcać do tych rekolekcji. Bo potrzebujemy uformowanych ludzi. Szczególnie dzisiaj, kiedy tych chłopców przy ołtarzu jest coraz mniej. Tym bardziej trzeba szanować to, że jeżdżą na rekolekcje, że chcą się czegoś uczyć – podkreśla ks. Sałatka.

Dla porządnych facetów

Jeżeli jednak liczba ministrantów spada, czy należy liczyć się z tym, że za jakiś czas obowiązki chłopców powoli zaczną przejmować dziewczynki? W niektórych parafiach zresztą zdarza się już zobaczyć ministrantki. – W naszej diecezji nie ma zgody biskupa na to, żeby dziewczynki pełniły funkcję ministrantów. Sam też uważam, że to nie jest dla dziewczyn. Ale podkreślam, że w służbie liturgicznej dla dziewczyn jest miejsce, jest przestrzeń. Warto im to pokazywać i zachęcać do posługi właściwej kobietom, a nie ubierać je w komże – tłumaczy ks. Tomasz.

A co z dorosłymi ministrantami? Czy jest jakiś moment, w którym należy sobie powiedzieć: wystarczy, zostawiam to młodszym? – Absolutnie nie. Powiem więcej, służba liturgiczna jest przede wszystkim dla dorosłych – mówi ks. Tomasz. – Służba Panu Bogu przy ołtarzu to poważna sprawa. Powinni tam stać porządni faceci. To nie znaczy, że posługa dzieci jest nieważna, nieprawdziwa, ale powinna rozgrywać się w takiej perspektywie, że ci chłopcy chcą rozwijać się przy Bogu, by później, już jako dorośli, iść z Nim przez życie.

Zdaniem ks. Sałatki obecność dorosłych przy ołtarzu podkreśla powagę liturgii. –Nie może zabraknąć tam miejsca dla dzieci, ale nie wolno zapominać, że to jednak przede wszystkim dla dorosłych. Choćby samo czytanie Słowa Bożego – inaczej to się przyjmuje, kiedy przeczyta dziecko, inaczej kiedy dorosły. Tak to już jest. Z dzieckiem nie podpisalibyśmy umowy, dziecko nie może zarządzać kontem bankowym, czemu w liturgii miałoby być inaczej? Czy jest mniej ważna? – pyta. – U nas to jeszcze stoi na głowie. Przyjęło się jako coś oczywistego, że po gimnazjum chłopak już przestaje być ministrantem, bo z tego wyrósł.

Żeby „być bardziej”

Pozostałością z dawniejszych czasów jest przekonanie, że ministrant powinien być wzorem, prymusem w szkole i w ogóle chodzącym ideałem. Ale ideałów, jak wiadomo, nie ma. – Wcale nie chodzi o bycie prymusem. Istotne jest świadectwo starania się dla Pana Boga. On nas zawsze mobilizuje do czegoś lepszego, do tego, żeby „być bardziej”. Bliskość Pana Boga powinna być widoczna w naszym świadectwie zewnętrznym. I trzeba o tym ministrantom mówić – uważa ks. Sałatka. – Z doświadczenia wiem, że ministrantami są różni chłopcy, również tacy, którzy potrafią stłuc kolegę po lekcjach. To nie jest w porządku i dlatego trzeba im z cierpliwością tłumaczyć, dlaczego takie zachowanie jest niewłaściwe. Powtarzam więc – nie chodzi o bycie ideałem, ale o to, by nasza religijność promieniowała na zewnątrz. Żeby było widać, że próbujemy być lepsi dla Pana Boga.

Jak każda służba w Kościele, bycie ministrantem to też powołanie. I w niektórych rzeczywiście bardzo wcześnie rodzi się ta świadomość. Ale są też chłopcy, którzy przychodzą z ciekawości, nie wiedząc jeszcze, czy to będzie ich droga. – Bycie ministrantem jest zaproszeniem dla wielu, którzy chcieliby wypracować w sobie ducha służby. Ale na pewno nie każdy chłopiec musi być ministrantem. Wyobraźmy sobie zresztą sytuację, że wszyscy nagle służą w prezbiterium, a na kościele nie ma nikogo. Tak więc – jest to powołanie, ale każdy odkrywa je w swoim czasie, jedni wcześniej, drudzy później. I to normalne, że część chłopaków stwierdza, że to jednak nie dla nich. To przecież nie znaczy, że już żadnej innej funkcji w Kościele nie mogą pełnić – uspokaja ks. Tomasz.

Są owoce

Od jakiegoś czasu diakonia liturgiczna prowadzi weekendowe rekolekcje dla ministrantów i lektorów z poszczególnych dekanatów. – Te, które się odbyły, uważam za udane. To był bardzo dobry pomysł, żeby chłopakom przybliżyć Paradyż. Wielu z nich po raz pierwszy doświadczyło jakichkolwiek rekolekcji powołaniowych. Szkoda tylko, że nie wszystkie dekanaty skorzystały z tej możliwości. Weekendowe rekolekcje prowadzimy już trzeci rok i powinno się ich odbyć ok. piętnastu. A tymczasem połowę musieliśmy odwołać, bo nie było chętnych. Te rekolekcje przynoszą dobre owoce, tylko potrzeba zaangażowania. A nie każdemu się chce. Było tak na przykład, że z wiejskiego dekanatu ksiądz przywiózł czternastu chłopaków, a z miejskiego (gdzie jest dużo więcej wiernych) przyjechał jeden. To trochę niepoważne – uważa ks. Sałatka. – Z naszej strony trochę przerobiliśmy program. Początkowo rekolekcje były skierowane do prezesów ministrantów, a więc chłopaków w wieku ponadgimnazjalnym i studenckim. Ale okazało się, że przyjeżdżają jednak młodsi, więc trzeba było dostosować treści do ich poziomu.

Najbliższe rekolekcje liturgiczne do KODAL, ale trzeba poczekać na nie do ferii zimowych. Tymczasem można wejść na przykład na stronę ddl.org.pl, gdzie diakonia liturgiczna pokazuje różne wymiary służby podczas liturgii.

Tagi:
ministrant

Nowi lektorzy w rejonie biłgorajskim

2018-06-28 10:24

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 26/2018, str. II

74 nowych ministrantów rejonu biłgorajskiego 15 czerwca przyjęło błogosławieństwo do pełnienia funkcji lektora. Uroczystość odbyła się w sanktuarium św. Marii Magdaleny w Biłgoraju

Zdjęcia: Joanna Ferens
Kandydaci na lektorów

Eucharystii przewodniczył ks. dziekan Witold Batycki, który witając zebranych, mówił: – Przeżywamy piękne wydarzenie. Oto stoją tu ci, którzy będą w naszych kościołach czytać Słowo Boże. Jest to wielki zaszczyt, ale i wielka odpowiedzialność, bo ministranci to są ci, którzy służą. Bardzo się cieszę i dziękuję za waszą obecność, waszych rodziców i księży opiekunów. Módlmy się wszyscy o Boże błogosławieństwo i potrzebne łaski dla was na wypełnianie tej pięknej i wyjątkowej posługi.

Homilię wygłosił duszpasterz Liturgicznej Służby Ołtarza rejonu biłgorajskiego ks. Adrian Borowski. – To, że tutaj dzisiaj jesteście, to nie przypadek. To, że macie na sobie alby, i że od pięciu, a może nawet i dziesięciu lat służycie do Mszy św., to nie przypadek – to działanie Pana Boga. Bóg wybiera sobie ludzi. Nie tylko wybiera księży. Wybiera też ministrantów. Wybrał was. To jest powołanie. To, co pojawiło się w waszym wnętrzu kilka lat temu, ta chęć bycia ministrantem, to właśnie było powołanie, jakim was Pan Bóg obdarzył. On zaprosił was do służby, wy na nią odpowiedzieliście i przez lata formacji odpowiadacie Panu Bogu „tak”. A przez dzisiejszą uroczystość chcecie jeszcze bardziej służyć Panu Bogu. Chcecie pięknie czytać lekcje na Mszach św. To jest wasza gotowość do służenia, do poświęcania swojego czasu. Stajecie się wybraną częścią Kościoła. Nie jesteście sami. Z wami jest Jezus – podkreślił.

Ministrantów do grona lektorów włączył ks. Witold Batycki, który również przekazał im krzyże lektorskie na znak pełnienia funkcji, do której przygotował ich 8-miesięczny kurs. Ks. Batycki gratulował nowym lektorom oraz życzył im wytrwałości na drodze do świętości. – Wraz z księżmi tutaj obecnymi serdecznie wam gratuluję. Jesteście wielką pomocą w Kościele, dlatego życzymy wam i waszym rodzicom, abyście swoje życie doprowadzili do mistrzostwa. Trwają teraz mistrzostwa świata w piłce nożnej i wiemy, że tylko jedna drużyna zdobędzie złoty medal. Niech te dzisiejsze krzyże, które otrzymaliście, zamienią się kiedyś w złoto świętości. Życzę wam, abyście się w tej świętości realizowali, czy to w służbie Panu Bogu przez kapłaństwo lub w rodzinach, w małżeństwie. Przekujcie te krzyże na świętość, abyście byli przez to ludźmi szczęśliwymi – apelował.

Przedstawiciele lektorów wyjaśniali, jakie znaczenie dla nich ma bycie lektorem. – To wielki przełom w moim życiu, ale też swojego rodzaju przywilej i obowiązek. Mam piękną, białą albę, jestem widoczny, ale przez to muszę być przykładem, prezentować właściwą postawę, żyć w prawdzie, być dobrym i sprawiedliwym człowiekiem. Dzisiejsza uroczystość jest dla mnie wielkim świętem i nową drogą do dalszego życia w Kościele – tłumaczył Tomasz Dyrka z parafii w Łukowej. – Dziś rozpoczęła się jakby nowa epoka w moim życiu i z pewnością pozostawi on trwały ślad, gdyż czuję, że jestem bliżej Boga – wyjaśniał Mikołaj Kalinowski z parafii w Goraju.

Lektorzy podziekowali wszystkim uczestnikom uroczystości. – Wdzięczni Panu Bogu za możliwość pełnienia przy ołtarzu służby liturgicznej, pragniemy podziękować za przyjęcie nas do grona lektorów diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Słowa wdzięczności kierujemy w stronę ks. dziekana Witolda Batyckiego. Dziękujemy za przewodniczenie dzisiejszej uroczystości oraz za włączenie nas do grona lektorów. Dziękujemy przede wszystkim za umożliwienie nam spotykania się na kursie w Księdza parafii. Wyrazy wdzięczności składamy księżom: Adrianowi Borowskiemu, Sebastianowi Koprowi i Grzegorzowi Korgulowi za zorganizowanie i przeprowadzenie kursu lektorskiego dla ministrantów rejonu biłgorajskiego. Dziękujemy naszym Księżom Proboszczom, Księżom Wikariuszom, Rodzicom i wszystkim tu obecnym za wasze wsparcie i modlitwę – mówił przedstawiciel nowo ustanowionych lektorów.

Uroczystość zakończyło pamiątkowe zdjęcie i wielka radość lektorów, którą dzielili się z kapłanami i swoimi rodzinami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W drogę!

2018-07-10 14:48

Ewa Biedroń
Edycja małopolska 28/2018, str. IV

Pielgrzymka niektórym kojarzy się tylko z modlitwą i zwiedzaniem kościołów. Czy tak ma wyglądać wakacyjny urlop? – Dopiero wyruszenie w drogę pokazuje, czym jest pielgrzymowanie – mówi ks. Krzysztof Orzeł, dyrektor Diecezjalnego Duszpasterstwa Pielgrzymkowo-Turystycznego ITER w Tarnowie

arch. Biura ITER
Ks. Krzysztof Orzeł wraz z pielgrzymami na górze Križevac o wysokości 520 m n.p.m., zlokalizowanej we wsi Zvirovići, ok. 3 km od Medjugorie. Na szczycie góry 15 marca 1934 r. odsłonięto betonowy krzyż upamiętniający 1900. rocznicę Męki Pańskiej

Duchowny tłumaczy: – Często spotykam się ze stereotypami, że pielgrzymka to trwające wiele godzin zwiedzanie kościołów, Różaniec i inne modlitwy w autokarze oraz kupowanie dewocjonaliów. Natomiast pielgrzymowanie wpisuje się w całokształt życia człowieka. Obok modlitwy musi być też czas, by np. odpocząć na plaży, odwiedzić miejscowe sklepy, kupić regionalne produkty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Tour de France 2018: kolarze spotkają się w sanktuarium maryjnym

2018-07-18 19:16

azr (KAI) / Lourdes

27 lipca odbędzie się 19. etap kolarskiego wyścigu Tour de France, świętującego w tym roku swoje 100-lecie. Tym razem kolarze wyruszą z Lourdes. Przed rozpoczęciem sportowych zmagań będą mogli wziąć udział we wspólnej modlitwie z pielgrzymami i otrzymać specjalne błogosławieństwo na drogę.

AlphaTangoBravo / Adam Baker / Foter / CC BY

Kolarze uczestniczący w Tour de France odwiedzą Lourdes w jubileuszowym roku 160-lecia objawień Matki Bożej. W miasteczku położonym u stóp Pirenejów, rozpoczną 19. etap wyścigu, uznawany za jeden z najbardziej malowniczych. Po przejechaniu 200,9 km. kolarze spotkają się na mecie w Laruns.

Zanim jednak rozpoczną sportową rywalizację, zaproszeni są do wspólnej modlitwy z pielgrzymami, nawiedzającymi sanktuarium maryjne. "Naszym wyzwaniem jest zapewnienie pielgrzymom i gościom możliwości kontynuowania ich praktyk religijnych, a zarazem skorzystania z wydarzeń towarzyszących, jakie proponuje Tour de France" - deklaruje biuro prasowe francuskiego sanktuarium. Wiadomo, że pielgrzymi i kolarze są zaproszeni do wspólnego udziału w wieczornej procesji z lampionami i nabożeństwie maryjnym w przeddzień wyścigu, a 27 lipca do udziału w Mszy św. pod przewodnictwem miejscowego biskupa Nicolas Brouwet, który na zakończenie udzieli błogosławieństwa wyruszającym w trasę.

Wyścig kolarski Tour de France już po raz 4. zagości w maryjnym sanktuarium u stóp francuskich Pirenejów. Po raz pierwszy kolarze przybyli tam 70 lat temu, a zwycięzcą etapu był wówczas Giro Bartali, który w dowód wdzięczności złożył kwiaty pod figurą Matki Bożej. Po raz ostatni metę jednego z odcinków Tour de France wyznaczono w Lourdes w 2011 r., a triumfował na niej Norweg Thor Hushovdt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem