o. Serafin Kaszuba OFMCap

Wędrowny apostoł

Tu tyle pracy, tylu ludzi czeka na kapłana, a ja przez tyle lat zajmowałem się właściwie głupstwem – te słowa napisał, już w Kazachstanie, o. Serafin Kaszuba, wspominając czas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim. Papież Franciszek podpisał 26 września 2017 r. dekret o heroiczności cnót „Włóczęgi Bożego”.

Zobacz

pytania i próby odpowiedzi

Siła argumentów

Kto postępuje niezgodnie z Dekalogiem, ten szuka „argumentów”, by jakoś usprawiedliwić to, że chowa się przed Bogiem. Najczęściej powołuje się wtedy na słabości Kościoła, a zwłaszcza księży. W ten sposób odbiera sobie szansę na nawrócenie i korzystanie z pomocy Boga wtedy, gdy tej pomocy najbardziej potrzebuje

Zobacz
Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Reklama

Nie tylko przywilej

2016-11-08 12:11

Katarzyna Krawcewicz

Ministranci dorośli czy ministranci dzieci? Po co komu formacja? I dlaczego liturgia domaga się wspólnoty? O tym wszystkim opowiada ks. Tomasz Sałatka, diecezjalny moderator diakonii liturgicznej Ruchu Światło-Życie

Już na pierwszy rzut oka widać, że Msza św. z udziałem dobrze uformowanej służby liturgicznej ma zupełnie inny wymiar

Polub nas na Facebooku!

Wszyscy dobrze wiemy, że ksiądz zdoła odprawić Mszę św. bez udziału jakiegokolwiek ministranta. A jednak to już nie to samo, co Eucharystia ze służbą liturgiczną. I nie chodzi tylko o to, że taka liturgia lepiej wygląda. – Jeżeli widzimy w Eucharystii pod postacią rytów, obrzędów zewnętrznych uobecniającą się ofiarę Jezusa Chrystusa, który przyszedł po to, żeby zbawić swój lud, to okazuje się, że jednak sam ksiądz nie wystarczy.

Trzeba sobie powiedzieć, że liturgia ze swej natury jest publiczna i ma w sobie wspólnotowość. Tak naprawdę bez wspólnotowości nie można mówić o liturgii. Celebracja indywidualna wzięła się tylko i wyłącznie z powodów praktycznych. I owszem, na przestrzeni wieków pojawiały się pomysły, że liturgia nie jest dla wszystkich, jedynie dla wybranych, ale te nurty się nie zachowały – wyjaśnia ks. Tomasz Sałatka. – Chrystus przyszedł dla ludu Bożego i dlatego ten lud jako całość celebruje Mszę św. Różne są tylko wśród tego ludu funkcje. Liturgia domaga się więc obecności ludu Bożego, żeby wyrazić pełnię. W indywidualnych przypadkach mszał zezwala na celebrowanie Eucharystii bez ludu, ale to nie jest norma. A służba liturgiczna to ludzie wybrani spośród tego ludu, którzy pełnią konkretne funkcje, i wcale nie jest obojętne, czy będą, czy nie.

Coś więcej niż dzwonki

Taka funkcja to nie tylko przywilej. Musi iść za tym głębsza świadomość znaczenia posługi przy ołtarzu. Bo bycie ministrantem to jednak coś więcej niż tylko potrząsanie dzwonkami i podawanie ampułek. – Ministrant powinien być formowany, na miarę oczywiście swoich możliwości duchowych i nie tylko. Trudno od wszystkich jednakowo wymagać. Na pewno jednak ministranci powinni być uczeni tego, że pełnią funkcję w przestrzeni liturgicznej, a to znaczy, że pod znakami, które przedstawiają albo sami wyrażają, jest ukryta łaska Boża, jest ukryty sam Pan Bóg, który działa we wspólnocie. Mówiąc bardzo prosto – liturgia jest opakowaniem łaski Bożej. I służba liturgiczna powinna być tego świadoma – podkreśla ks. Tomasz.

Reklama

Skąd jednak ma się brać ta świadomość? Zwłaszcza, że w naszych parafiach ogromna część ministrantów to jednak mali chłopcy. – Po latach pracy z diakonią liturgiczną uważam, że formacja liturgiczna powinna się zacząć od nas, księży. Wiele rzeczy w naszych parafiach jest przekazywanych z dziada pradziada. Można tu nawet mówić o tradycjach nawykowych – mówi ks. Tomasz. – I niestety często widać wśród księży postawę: po co coś zmieniać, skoro do tej pory działało? Tymczasem musimy zdawać sobie sprawę, że liturgia nie jest naszą własnością, nie my ustalamy reguły. Jako proboszczowie czy wikarzy jesteśmy moderatorami życia liturgicznego w parafiach. Na szczęście jest sporo księży, którym to życie liturgiczne leży na sercu i nie boją się wprowadzania zmian. Od niedawna jestem na parafii w Szprotawie i widzę, że formacja liturgiczna traktowana jest tu poważnie. Czyli można. Ale zaczęło się od decyzji proboszcza, któremu zależy.

Więc jeśli będziemy mieli właściwą wizję Kościoła – że wierni mają się zbawić ze swoim proboszczem, a proboszcz z wiernymi, że liturgia jest wspólnotowa – to będzie dobry początek, a pozostałe rzeczy same się ustawią.

Potrzeba uformowanych ludzi

Czyli wystarczy wziąć się za formację? Nie zawsze jest to takie proste. Dlatego od wielu lat diecezjalna diakonia liturgiczna proponuje różnego rodzaju rekolekcje – oazy ministranckie, oazy lektorskie, Kurs Oazowy dla Animatorów Liturgii... Wystarczyłoby posłać tam chłopaków, prawda? W praktyce jednak wygląda to różnie. – Na oazy ministranckie i lektorskie jeżdżą chłopcy w konkretnym celu. Diakonia liturgiczna ma dla nich program, formuje ich, daje wiedzę i umiejętności. A potem oni wracają na parafię i nierzadko słyszą, że nieważne, czego się nauczyli, wszystko zostaje po staremu – mówi ks. Tomasz. – Znam sytuacje, kiedy to niestety skończyło się odejściem takiego chłopaka ze służby liturgicznej. I oczywiście nie pochwalam tego, to nie jest dojrzała postawa, ale z drugiej strony – czy od takiego młodego człowieka mamy prawo wymagać nie wiadomo jakiej dojrzałości?

Skoro tak to się kończy, to może nie warto w ogóle ryzykować? Młodsi ministranci mogą się przecież uczyć na parafii od starszych kolegów. – Tak daleko bym się nie posunął. Jestem przekonany, że trzeba chłopaków motywować i zachęcać do tych rekolekcji. Bo potrzebujemy uformowanych ludzi. Szczególnie dzisiaj, kiedy tych chłopców przy ołtarzu jest coraz mniej. Tym bardziej trzeba szanować to, że jeżdżą na rekolekcje, że chcą się czegoś uczyć – podkreśla ks. Sałatka.

Dla porządnych facetów

Jeżeli jednak liczba ministrantów spada, czy należy liczyć się z tym, że za jakiś czas obowiązki chłopców powoli zaczną przejmować dziewczynki? W niektórych parafiach zresztą zdarza się już zobaczyć ministrantki. – W naszej diecezji nie ma zgody biskupa na to, żeby dziewczynki pełniły funkcję ministrantów. Sam też uważam, że to nie jest dla dziewczyn. Ale podkreślam, że w służbie liturgicznej dla dziewczyn jest miejsce, jest przestrzeń. Warto im to pokazywać i zachęcać do posługi właściwej kobietom, a nie ubierać je w komże – tłumaczy ks. Tomasz.

A co z dorosłymi ministrantami? Czy jest jakiś moment, w którym należy sobie powiedzieć: wystarczy, zostawiam to młodszym? – Absolutnie nie. Powiem więcej, służba liturgiczna jest przede wszystkim dla dorosłych – mówi ks. Tomasz. – Służba Panu Bogu przy ołtarzu to poważna sprawa. Powinni tam stać porządni faceci. To nie znaczy, że posługa dzieci jest nieważna, nieprawdziwa, ale powinna rozgrywać się w takiej perspektywie, że ci chłopcy chcą rozwijać się przy Bogu, by później, już jako dorośli, iść z Nim przez życie.

Zdaniem ks. Sałatki obecność dorosłych przy ołtarzu podkreśla powagę liturgii. –Nie może zabraknąć tam miejsca dla dzieci, ale nie wolno zapominać, że to jednak przede wszystkim dla dorosłych. Choćby samo czytanie Słowa Bożego – inaczej to się przyjmuje, kiedy przeczyta dziecko, inaczej kiedy dorosły. Tak to już jest. Z dzieckiem nie podpisalibyśmy umowy, dziecko nie może zarządzać kontem bankowym, czemu w liturgii miałoby być inaczej? Czy jest mniej ważna? – pyta. – U nas to jeszcze stoi na głowie. Przyjęło się jako coś oczywistego, że po gimnazjum chłopak już przestaje być ministrantem, bo z tego wyrósł.

Żeby „być bardziej”

Pozostałością z dawniejszych czasów jest przekonanie, że ministrant powinien być wzorem, prymusem w szkole i w ogóle chodzącym ideałem. Ale ideałów, jak wiadomo, nie ma. – Wcale nie chodzi o bycie prymusem. Istotne jest świadectwo starania się dla Pana Boga. On nas zawsze mobilizuje do czegoś lepszego, do tego, żeby „być bardziej”. Bliskość Pana Boga powinna być widoczna w naszym świadectwie zewnętrznym. I trzeba o tym ministrantom mówić – uważa ks. Sałatka. – Z doświadczenia wiem, że ministrantami są różni chłopcy, również tacy, którzy potrafią stłuc kolegę po lekcjach. To nie jest w porządku i dlatego trzeba im z cierpliwością tłumaczyć, dlaczego takie zachowanie jest niewłaściwe. Powtarzam więc – nie chodzi o bycie ideałem, ale o to, by nasza religijność promieniowała na zewnątrz. Żeby było widać, że próbujemy być lepsi dla Pana Boga.

Jak każda służba w Kościele, bycie ministrantem to też powołanie. I w niektórych rzeczywiście bardzo wcześnie rodzi się ta świadomość. Ale są też chłopcy, którzy przychodzą z ciekawości, nie wiedząc jeszcze, czy to będzie ich droga. – Bycie ministrantem jest zaproszeniem dla wielu, którzy chcieliby wypracować w sobie ducha służby. Ale na pewno nie każdy chłopiec musi być ministrantem. Wyobraźmy sobie zresztą sytuację, że wszyscy nagle służą w prezbiterium, a na kościele nie ma nikogo. Tak więc – jest to powołanie, ale każdy odkrywa je w swoim czasie, jedni wcześniej, drudzy później. I to normalne, że część chłopaków stwierdza, że to jednak nie dla nich. To przecież nie znaczy, że już żadnej innej funkcji w Kościele nie mogą pełnić – uspokaja ks. Tomasz.

Są owoce

Od jakiegoś czasu diakonia liturgiczna prowadzi weekendowe rekolekcje dla ministrantów i lektorów z poszczególnych dekanatów. – Te, które się odbyły, uważam za udane. To był bardzo dobry pomysł, żeby chłopakom przybliżyć Paradyż. Wielu z nich po raz pierwszy doświadczyło jakichkolwiek rekolekcji powołaniowych. Szkoda tylko, że nie wszystkie dekanaty skorzystały z tej możliwości. Weekendowe rekolekcje prowadzimy już trzeci rok i powinno się ich odbyć ok. piętnastu. A tymczasem połowę musieliśmy odwołać, bo nie było chętnych. Te rekolekcje przynoszą dobre owoce, tylko potrzeba zaangażowania. A nie każdemu się chce. Było tak na przykład, że z wiejskiego dekanatu ksiądz przywiózł czternastu chłopaków, a z miejskiego (gdzie jest dużo więcej wiernych) przyjechał jeden. To trochę niepoważne – uważa ks. Sałatka. – Z naszej strony trochę przerobiliśmy program. Początkowo rekolekcje były skierowane do prezesów ministrantów, a więc chłopaków w wieku ponadgimnazjalnym i studenckim. Ale okazało się, że przyjeżdżają jednak młodsi, więc trzeba było dostosować treści do ich poziomu.

Najbliższe rekolekcje liturgiczne do KODAL, ale trzeba poczekać na nie do ferii zimowych. Tymczasem można wejść na przykład na stronę ddl.org.pl, gdzie diakonia liturgiczna pokazuje różne wymiary służby podczas liturgii.

Edycja zielonogórsko-gorzowska 46/2016 , str. 4-5

E-mail:
Adres: pl. Obywatelska 1, 65-735 Zielona Góra
Tel.: (68) 451-23-56

Działy: Aspekty

Tagi: ministrant

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Edycja zielonogórsko-gorzowska

E-mail:
Adres: pl. Obywatelska 1, 65-735 Zielona Góra
Tel.: (68) 451-23-56

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Wracajcie do domu! EDYTORIAL

Dziś Paradyż tętni nową nadzieją, gdyż mieści się w nim seminarium duchowne. To tam kierujemy nasze modlitwy, by na naszej ziemi nie brakło nigdy gorliwych kapłanów. »
Bp Tadeusz Lityński

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2017


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas